Widok

Samobójcy

Czy ktoś się zastanawiał nad rosnąca ostatnio liczbą samobójstw/prób?
Jak temu zapobiegać tzn. nie tyle uniemożliwiać, gdy za późno, ale zauważać sygnały u ludzi, ich problemy, złożoność tego zjawiska.
Jednemu człowiekowi problemy wychodzą w postaci nałogów, a inny po prostu planuje, lub bez planowania kończy ze sobą.
Że przyczyny leżą nie zawsze w człowieku,.
Czynniki zewnętrzne.
popieram tę opinię 2 nie zgadzam się z tą opinią 1
Tez cos jest w tym, co piszesz. Chcialbym tylko podrzucic taka mysl: mianowicie, problemy takie i inne, z ktorymi ludzie sie borykaja, to problemy konkretnej osoby. Dla kogos moze blache bo ktos ma powazniejsze, dla innego nieistotne, dla pokrzywdzonego jedyny w swoim rodzaju. Mysle, ze nie chodzi tu o porownywanie. To sprawa znaczniej zlozona, indywidualna, jedyna. Uwazam, ze z tej perspektywy nalezaloby to rozwazac. Chodzi o czlowieka, slabego czlowieka, ktory z nawarstwionych powodow, stracil widoki na przyszlosc. Moze tak tez nalezaloby na to spojrzec?
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
Nie frapuj sie tym, czy cos jest zagmatwane. Ty i wiele innych bedacych w takiej sytuacji, na pewno nie ulozy historii w sposob chronologiczny, bo nie oto chodzi. Dla Ciebie, teraz, wazne jest by patrzec w przyszlosc. O tym mysl - wiem ze latwo powiedziec, a trudniej zrobic. Z tego, co piszesz, mozna smialo powiedziec, ze jestes bardzo silna, mimo iz sama temu zaprzeczasz. Nie dziwie sie, bardzo czesto tak jest, ze w chwilach tragicznych nie zauwazasz swojej sily, ktora w Tobie tkwi. Emerytka, jak zauwazylas, jest osoba doswaidczona przezzycie. Korzystaj z tych doswiadczen. Bierz garsciami rady bo to one dadza ci bodzca i wsparcia. Dla mnie historie takich kobiet jak Ty, to wskazowki na to, jak bardzo nalezy byc ostroznym w podejmowaniu zyciowych decyzji. Nie powstrzymuj sie, szukajac wytlumaczen, idz na spacer, znajdz ludzi przyjaznych, bo tacy sa, kontaktuj sie ze swiatem zewnetrznym. Sama zobaczysz jak odzyjesz, ile radosci do ciebie powroci. Masz w sobie moc, o ktorej jeszcze moze nie wiesz. Prawda jest, ze wszystko sama musisz wypracowac, ale nie zapominaj, ze twoja praca nie pojdzie na marne, bo masz dla kogo to zrobic i dla samej siebie tez. Trudne to zadanie, ale mozliwe do wykonania. Nie daj sie , badz soba. Twoje dziecko, kiedy zrozumie, w pryszlosci to doceni i podziekuje ci za Twoj trud. Och, wspolczuje Ci, ale glowa do gory, jutro bedzie lepiej. Pozdrawiam cie bardzo serdecznie i trzymam kciuki by Twoje zycie uleglo zmianie. Jak sama napisalas, latwe w teorii, trudniej cos zrobic. Zycie nas nie rozpieszcza.
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
Obojętna, to co piszę Emerytka, jest bardzo ważne. Tak naprawdę i ja nie umiałabym ubrać tego lepiej w słowa.
Często tak jest, że gdy nasi znajomi, którzy wydawali się nam bliscy, gdy dowiadują się o tego typu problemach, odsuwają się i nie chcą mieć z naszymi problemami nic wspólnego. Ludzie boją się, mam wrażenie że traktują czyjeś kłopoty jak ciężką chorobę zakaźną.
Obojętna, jeżeli będziesz chciała podpisać choćby o dzieciach, to pisz na priv, albo grazkalen@wp.pl mam dziecko miesiąc starsze od twojego:-)))
Myślę że jesteś silna, tylko brakuje Ci motywacji do tego by działać.
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
> Jak temu zapobiegać tzn. nie tyle uniemożliwiać, gdy za późno, ale zauważać sygnały u ludzi, ich problemy, złożoność tego zjawiska.

Ludziom takim brakuje poczucia bycia potrzebnym. Nie zdają sobie sprawy, jak znacznie ciężej mają inni. Niech idzie taki jeden z drugim do hospicjum, albo nawet mniej, po prostu znajdzie potrzebującego starszego, schorowanego człowieka, i jemu pomaga.
Poza tym dlaczego zapobiegać? Samobójstwo to faktycznie koszty społeczne, ale wydawanie pieniędzy w tym radosnym kraju to zupełnie inny temat :)
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
Przeczytałam bardzo uważnie, co napisałaś.
Nie Ty pierwsza jesteś w takiej sytuacji i na pewno nie ostatnia.
Wiele kobiet kocha zbyt mocno i nie wie, dlaczego.
Nie znają swojej wartości, bo partner daje im odczuć, że nie są zbyt wiele warte, mówiąc, że gdyby nie on, to nikt by nawet na nie nie spojrzał.
Dziecko jest najważniejsze i to dla niego, powinnaś się rozstać z partnerem, aby nie miało złego przykładu i spapranego dzieciństwa.
Z jednym dzieckiem, dasz sobie doskonale radę, nie bój się przyszłości.
Myślę, że teraz jesteś na urlopie macierzyńskim, więc masz dużo czasu.
Wychodź z dzieckiem na spacery, poznawaj inne matki, może wśród nich, znajdziesz przyjazną duszę.
Życzę Ci z całego serca, abyś zdobyła się na odwagę i zawalczyła o szczęście swoje i swojej pociechy:)
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
(troche zagmatwanie to napisalam ale to przez to ze zbyt wiele mysli chodzi mi po glowie i jakos nie potrafie ich zlozyc w calosc. Mam nadzieje ze nie czyta sie tego zle)
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
Owszem w tym momencie sytuacja z "partnerem"(choc to za duze slowo) przelala czare goryczy. Ja doskonale zdaje sobie sprawe z sytuacji w jakiej sie znalazlam, z tego ze uzaleznilam sie od wlasnego oprawcy.
Ale to jest takie proste tylko w teorii. Problemem jest to ze nadal kocham bardzo i to ze chyba boje sie byc sama. Za co kocham? Nie wiem.. Kocham chyba wspomnienie po nim. Podobalo mi sie ze byl facetem ktory kiedys wydawal mi sie nieosiagalnym, podobalo mi sie to ze podobalam mu sie taka jaka jestem mimo wielu wad, bardzo podniosl wtedy moja samoocene (do czasu). Milosc jest bardzo slepa. Na prozno szukac w niej logiki. Ten zwiazek powinien sie skonczyc juz ponad rok temu. Przez ponad poltora roku naszego zwiazku prawie wcale nie pracowal, prawie nie opuscil dnia zeby nie napil sie piwa. Malo tego czesto pil za moje. Doszlo do tego ze sama mu kupowalam tylko dlatego by nie poszedl i nie zginal z kolegami ktorzy postawia.
W tym momencie moja samoocena spadla do zera. Zniszczyl mnie psychicznie. Calkowicie. Sprawil ze ja czuje sie winna tego jak ten zwiazek wygladal. Sprawil ze czuje sie nie warta nikogo innego. Na wiele ja mu pozwolilam. Nauczyl sie tego ze on mnie zgnoi a ja i tak przyjme go z otwartymi rekoma.
Mam nie najgorsza prace, mam dobre wyksztalcenie a znizam sie do poziomu patologii jaka on jest.
Kiedys wydawalo mi sie ze moge mu pomoc, ze z moja pomoca wroci na wlasciwa droge w zyciu. Podjelam decyzje ktorej bardzo zaluje choc nie powinnam pewnie tak mowic. Zdecydowalam sie na dziecko z nim, on tego tez bardzo tego chcial. Chcial rodziny (wlasnej nie ma). Bylam naiwna. Teraz synek ma 3 miesiace a ja znow sama siebie oszukuje ze przeciez dziecko musi miec ojca. Tylko ze co to za ojciec? Owszem moze i dzieckiem sie zajmowal ale nigdy nie bedzie dla niego przykladem.
Boj sie bardzo samotnosci, boje sie porzucenia, tego ze zostane sama z dzieckiem. W ostatnim czasie dowiedzialam sie bardzo wiele rzeczy o naszym zwiazku. Zalamalam sie. Nie wiem czy choc polowa tego co mowil,robil bylo prawda. Udawal ze wychodzil do pracy ktorej nie bylo, jezdzil do kolegow ktorzy byli w rzeczywistosci kolezankami, kase bral od bylej dziewczyny. W takich chwilach wpadalam w rozpacz. Chcialam cokolwiek zrobic ze swoim zyciem byle tylko nie myslec. Wyrzucilam go z domu i plakalam jeszcze bardziej bo go nie bylo.
Bardzo bym chciala moc sie od tego uwolnic. Chcialabym znalezc w sobie tyle sily by przetrwac bez niego. Tylko ze sama nie potrafie.
Wycofalam sie z zycia. Stracilam znajomych, nie potrafie utrzymac znajomosci. Nie raz umawialam sie z kolezanka by wyjsc gdzies sie troche oderwac od tego a w ostatniej chwili odwolywalam bo nie mialam sily wyjsc z domu. Teraz nawet wyjscie z dzieckiem to dla mnie ogromny wysilek i mobilizacja. Niestety nie dziala na mnie chyba ta matczyna milosc ktora powinna dac mi sile do zycia. Moze jestem zla matka. Czasem jeszcze sie lapie na tym ze jakby czekam na to kiedy sie to skonczy, jak gdybym miala tylko dziecko pod opieka i po chwili uswiadamiam sobie ze to sie juz nie zmieni, ze moje dawne zycie juz nie wroci.
Wiem ze moim problemem nie jest sam zwiazek. Moje problemy ciagna sie juz z lat dzieciecych. Pewnie bylabym sporym wyzwaniem dla psychologa.

Takie historie jak Emerytki daja mi mala iskierke nadziei ze z tego da sie uwolnic. Kazdego dnia w glebi ducha czekam na to ze spotkam kogos na swojej drodze kto bedzie dla mnie takim wsparciem bym z tego wyszla. I nie mam tu na mysli zwiazku kolejnego tylko poprostu bratniej duszy. Osoby ktora zajmie mi czas w najgorszych chwilach bym nie musiala o tym myslec, takiej ktora wyslucha 10 raz tego samego.

A co do pomocy takim osobom to czesto bardzo ciezko to dostrzec. Ja do perfekcji nauczylam sie grac, udawac przed wszystkimi ze jest dobrze.
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
Wszyscy jednym słowem wymagają terapii
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
No wszyscy,ale jak współuzależnionych wyleczysz a później muszą wrócić do alkoholika to to nic nie da.Najpierw trzeba jego.
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
Jeżeli partner/małżonek jest alkoholikiem, to terapii potrzebuję nie tylko on, ale współmałżonka a nawet dzieci
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
Graszka tak chodziło mi oczywiście o alkoholizm,bo to jest problem a nie alkohol sam w sobie.
Tekwar,myślę że sprawcą nie można zając się potem,bo dopóki on będzie alkoholikiem to zawsze będą koło niego ofiary,chyba że będzie samotny.
A alkoholik zawsze będzie dążył do tego żeby się napić bez wzgledu na cenę jaką musi zapłacić on lub jego rodzina.Najpierw należało by chyba zlikwidować przyczynę(alkoholizm)a potem zająć się resztą.
popieram tę opinię 1 nie zgadzam się z tą opinią 0
Art miał pewnie na myśli alkoholizm,napisał alkohol,ale miał na myśli uzależnienie..popraw mnie Art jeżeli się mylę
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
Acha. I jeszcze jedno - alkohol to nie jest problem tylko jego, to jest problem, ale nas wszystkich. Zauwaz co wyrazilem.
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
Art. No tak nie do konca zgodze sie z tym, co mowisz. Bo co innego produkt, a co innego uzzaleznienie sie od niego. Moze sie myle, ale to jest tak jakby powiedziec, ze samochod albo noz spwodowal tragedie. A przeciez kazdy produkt do czegos sluzy. Potwierdz lub zaprzecz - wina tkwi w czlowieku. Czlowieka decyzje - oczywiscie te niekorzystne - wprawiaja w ruch machine nieszczesc. Jesli wszelkimi naszymi wysilkami jej nie powstrzymamy, to nie mozemy liczyc na sukces. Jest takie powiedzonko ,wlacz myslenie' - jestesmy nim obdarzeni, jednak nie wszyscy, a juz na pewno nie zawsze z niego korzystamy. A wynikiem tego sa tragedie wlasne oraz tych, ktorzy zyja obok nas. Trudno zatem dziwic sie tym, ktorzy bedac slabszymi psychicznie, w pewnym momencie traca nadzieje na lepsze dni. Ten co przez swoj nalug i glupote sprawia taki bol, nie zdaje sobie sprawy z konsekwencji swych czynow. Najwiecej pomocy i wysluchania potrzebuja ofiary i do nich trzeba wyciagnac pomocna dlon. Sprawca mozna zajac sie potem, by i jego wyciagnac by zauwazyl i zrozumial do czego doprowadzilo go uzaleznienie. Moze uruchomi myslenie i poruszy sumienie - miejmy nadzieje.
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
Emerytko, co Cię nie zniszczyło-to Cię wzmocniło...
Gdyby człowiek miał kiedyś ten sam rozum co teraz, ale to niemożliwe juz:-/
Dobrze, gdyby Przeczytała twój post forumowiczka o nicku Obojętna
popieram tę opinię 2 nie zgadzam się z tą opinią 0
Widzę, widzę i do dzisiaj nie wiem, co ja w nim widziałam i za co kochałam.
Ale musiało upłynąć wiele lat, abym doszła do takiego wniosku.
Pewnie zafascynowało mnie opakowanie i było mi obojętne, co będzie w środku.
Najważniejsze, że zatargałam "paczkę" na chatę i długo nie rozpakowywałam, ciesząc się, że ją mam.
Czułe słówka, powodowały zaćmienie mojego umysłu, które on skrzętnie wykorzystywał.
Ważniejsze są czyny niż słowa, ale do tego trzeba dorosnąć.
Moje dorastanie trwało długo, ale dało efekty.
popieram tę opinię 1 nie zgadzam się z tą opinią 0
Emerytka51....czasu nie cofniesz ale mądrą decyzję podjęłaś i cieszę się,że jesteś szczęśliwa...dużo dobrych dni Tobie życzę:)
popieram tę opinię 1 nie zgadzam się z tą opinią 0
Obojętna,alkohol to jego problem,a pozostałe z tego wynikają.Zauważ że wszystko prowadzi do tego żeby mógł się napić,właśnie chyba dlatego że wie że go kochasz i że nie poniesie trwałych konsekwencji.Strasznie samolubny gość.
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 2
Emerytko, sama widzisz, ile lat zmarnowałaś będąc w toksycznym związku.
popieram tę opinię 2 nie zgadzam się z tą opinią 0
Graszko, masz rację, że powinna zostawić tego faceta, ale sama z autopsji wiem, jakie to ciężkie, gdy się kocha.
Ale trzeba sobie zadać pytanie, za co się kocha, co ta druga osoba robi dla nas, czy tylko po alkoholu jest agresywna?
Wiem z własnego doświadczenia, bo trwałam w związku bez przyszłości, ale miałam dwoje dzieci i myślałam, że sobie nie dam rady.
Pił, bił, wyzywał, a w chwilach trzeźwości, deklarował miłość i prosił o wybaczenie.
Ileż razy podejmował leczenie odwykowe, a ja dostawałam nadzieję na wyrost.
Dzisiaj, nie wiem, dlaczego trwałam w takim koszmarze.
Gdy odważyłam się na zerwanie tego związku, mój partner i tak, mieszkał w moim mieszkaniu, bo był w nim zameldowany.
Tylko, że wtedy już nie bałam się go, to ja byłam górą, bo był ode mnie zależny.
Jego śmierć uwolniła mnie od niego, ale do dzisiaj czuję żal, że zbyt długo nie widziałam siebie i dzieci, wpatrzona w swoją "miłość"
Teraz wiem, że najważniejszą osobą dla siebie, jestem ja sama.
Dzieci zakładają rodziny, mają własne problemy, partner może odejść, zdradzić.
Każdy ma swoje życie, a ja mam siebie i nie zmierzam nigdzie odchodzić.
SAMOBÓJSTWO, to ważny temat, bo dotyczy coraz szerszej rzeszy ludzi.
Młodzi popełniają je, bo zawiodła miłość.
Bankructwo też bywa impulsem do takiego czynu.
Kłopoty finansowe, eksmisja, choroba nieuleczalna, to tylko niektóre powody, a przecież nie żyjemy na pustyni, mamy obok siebie ludzi, wśród których należy szukać pomocy.
Jestem singlem od wielu, wielu lat i wcale nie jest mi źle, a gdy widzę, co się dzieje wokół, to myślę, że jest mi bardzo dobrze.
"Na nieszczęścia mogą skazać nas inni, na miłość skazujemy się sami."
[Caprio Lope de Vega]
popieram tę opinię 2 nie zgadzam się z tą opinią 0

Inne tematy z forum Hydepark

Grajdołki (205 odpowiedzi)

A gdyby kiedyś mieć taki strzał, ażeby wąska grupa znawców tematu nie mogła uwierzyć w...

do góry