Widok

Samobójcy

Czy ktoś się zastanawiał nad rosnąca ostatnio liczbą samobójstw/prób?
Jak temu zapobiegać tzn. nie tyle uniemożliwiać, gdy za późno, ale zauważać sygnały u ludzi, ich problemy, złożoność tego zjawiska.
Jednemu człowiekowi problemy wychodzą w postaci nałogów, a inny po prostu planuje, lub bez planowania kończy ze sobą.
Że przyczyny leżą nie zawsze w człowieku,.
Czynniki zewnętrzne.
popieram tę opinię 2 nie zgadzam się z tą opinią 1
nie czekaj na wiatr zmian bo ty jestes wiatrem...
jesli szukasz milosci to znajdz te do samej siebie...
NIC nie pochodzi z zewnatrz a WSZYSTKO jest w tobie...

Tresujac psa musimy uwazac czego go uczymy.
Trudno pozniej wymagac od niego innych zachowan...
popieram tę opinię 2 nie zgadzam się z tą opinią 0
Na początku będzie Ci się wydawać, że jest ciężko, a nawet ciężej niż było,potem będzie tylko lepiej. Powodzenia:)
popieram tę opinię 2 nie zgadzam się z tą opinią 0
Wielkim problemem u Ciebie jest chyba chwiejna sytuacja między Tobą a partnerem. Nie chcesz z nim być, a z drugiej strony boisz się że zostaniesz sama, a także wydaję Ci się, że z nim jest Ci źle, a bez niego jeszcze gorzej...
Pamiętaj, że jeżeli ktoś, kto jest bliski Twemu sercu, nie szanuje Cię, wręcz poniża, sprawia, że Twoja samoocena spada do parteru...
Jesteś od niego uzależniona, nie nazwałabym tego miłością, ponieważ poważny związek nie polega na tym, by być czyjąś własnością. On obieceuje ze się zmieni, Ty dajesz mu kolejną szansę, a na koniec końców i tak przez jego poczynania lądujesz w bagnie...Taka osoba nie jest warta Ciebie, Twojej uwagi, a tym bardziej łez!
Musisz to przerwać, dla swojego dobra. Nie martw się o niego, on sobie doskonale poradzi bez Ciebie.
Spróbuj wyjść do ludzi, nie zamykaj się w sobie...
Życie staje przed Tobą z otwartymi ramionami, korzystaj z jego dobrodziejstw, a tego faceta olej...on nie jest dla Ciebie, jest pełno fajniejszych mężczyzn wokół.

Na początku b
popieram tę opinię 2 nie zgadzam się z tą opinią 0
Graszka ma sporo racji. I posluze sie tu swoim przykladem. Bardzo czesto ostatnio jedne o czym marze to by moje nedzne zycie sie skonczylo. I jak to zostalo juz napisane nie chodzi o to ze nie lubie zycia tylko wlasnie przychodzi taki czas ze problemy staja sie tak ogromne ze taka droga wydaje sie jedyna by sobie ulzyc. Wtedy juz nie mysli sie w ten sposob czy aby taki wybor nie sprawi problemow innym. Liczy sie tylko to co czuje ja i nic wiecej. Dla osoby z boku czesto te problemy wydaja sie zwyklymi codziennymi i w cale niegorszymi niz problemy reszty spoleczenstwa a mi nie pozwalaja juz funkcjonowac. Co jeszcze mnie trzyma? Pozostalosci nadziei. Nadziei na to ze moze jednak od jutra bedzie lepiej, ze moze jednak ktos wyslucha mnie i sprawi ze poczuje sie choc troche lepiej by przetrwac kolejny dzien. Resztkami sil mysle sobie a co jesli dzisiaj to zrobie a jutro los przewidzial dla mnie jakas zmiane. Wtedy sie nie przekonam. Nie uwazam tez do konca ze samobojstwo jest tchorzostwem. Trzeba bardzo wiele odwagi by to zrobic. Bo co jesli sie nie uda? Jak zyc z tym wstydem?
Co z proszeniem o pomoc? Ja probowalam.. Ale tu jedna rozmowa nie pomoze a ile mozna komus mowic w kolko o jednym i tym samym? Szczesliwych ludzi w koncu sluchanie tego nudzi, rodzina uwaza ze to wyolbrzymianie. Psycholog? Bylam kilka razy az w koncu przestawalam mowic wszystko i udawalam ze jest juz dobrze. Dlaczego? Bo bylo mi wstyd tego ze probuje rozwiazac swoj problem a mimo to nadal brne w to dalej. W tym konkretnym przypatku chodzi o milosc. Ja kochalam, bardzo, on niby tez ale klamal, pil. Jak pil, choc pozniej to i nawet bez tego, to wyzywal ponizal obrazal potrafil uderzyc zdradzac a co ja robilam? Wyrzucalam go z domu po czym jeszcze sie martwilam czy mu nie zimno bo bluzy nie wzial. Mijal tydzien czasem dwa i wybaczalam. Wiec ile razy mozna gadac psychologowi ze sama sobie funduje ten problem? Oczywiscie do tego dochodzily inne problemy typu finanse rodzina. Zawsze bylam silna ale przyszedl czas ze problemy mnie przerosly i nie potrafie z nich wybrnac. Nie pamietam kiedy bylam szczesliwa kiedy sie smialam a i nawet muzyki nie potrafie slucha bo jak kiedys zawsze mi poprawiala humor tak teraz mnie przygnebia.

Latwo jest wypowiadac sie komus teoretycznie ale nie zycze nikomu by kiedykolwiek w takiej sytuacji sie znalazl.
Ja jeszcze walcze, czy mi sie uda tego nie wiem. Dzis wlasnie taki wieczor mialam. Znow bylo bardzo zle. Tym razem moja uwage odwrocilo pisanie tutaj. Oby i jutro znalazlo sie cos lub ktos..
popieram tę opinię 1 nie zgadzam się z tą opinią 0
Ww--a Tobie życzę z całego serca, abyś dał radę stawić czoło przeciwnościom losu...to super, że w ostatnich chwilach oprzytomniałeś i pomyślałeś o bliskich Ci osobach...Dzięki tym trzem osobom, które pomogły Ci podnieść się--wykazałeś się odwagą i masz siły by walczyć.
Twoi bliscy liczą na Ciebie, nie zawiedź ich:-)
popieram tę opinię 3 nie zgadzam się z tą opinią 0
Myślę, że samobójcom nie zależy na tym, żeby stracić życie. Zależy im, aby przerwać te męki, które przeżywają. Niestety prawda jest inna.
Człowiek, który odchodzi z naszego świata, pozostawia swoim bliskim wiele nie pozałatwianych spraw życiowych, formalności...Nie mówiąc o tym jaki sprawiają ból, żałobę, wstyd.
Nie do końca zgodzą się z tym, że nikomu nie zależy aby takiemu człowiekowi pomóc.
Prawda jest często taka, że osoby pragnące odebrać sobie życie nie zawsze wie gdzie ma zgłosić się o pomoc, twierdzi że i tak nikt i nic mu nie pomoże, bo problemy które go gnębią są tak wielkie, że nie ma praktycznego rozwiązania na nie.
Często bywa też tak, że przyszli samobójcy boją się, że jeżeli powiedzą komuś o swoich problemach, to zostanie odrzucony ze swego środowiska, wyśmiany albo będą minimalizować jego problemy---one nie znikną, a smutek i żal zwiększy się...
Nie wszyscy mają do kogo zwrócić się o pomoc, o rozmowę---to prawda.
Trzeba jednak wykazać się pewną odwagą, żeby poprosić o pomoc bliskich, zadzwonić na telefon zaufania, wyjść do ludzi, zagadać kogoś.
Trzeba wykazać się wielką odwagą żeby żyć i stawiać czoło problemom.
Jednak, gdy już uda nam się chociaż w części je zminimalizować,
możemy być z siebie dumni.
Życie wielu z nas nie zawsze jest usłane różami...każdy dźwiga własny krzyż i tylko od nas zależy, czy znajdzie się ktoś, kto ten krzyż pomoże nam nieść.
popieram tę opinię 3 nie zgadzam się z tą opinią 0
popieram autora ost.postu.sam obracałem się z głównianym zapatrzonym,egoistycznym otoczeniu kolegów karierowiczów.dzięki rozmowy,pomocy i podejscia garstki osób (trzech dokłładnie).to bym w poprzedni poniedziałek już bym nie żył.minęło dopiero kilka dni, staram sie pozytywnie mysleć,spostrzegać na życie z innej strony,wiem że tym co chciałem zrobić skrzywdził bym osoby które mnie kochają.mam nadzieje że podniosę się.
popieram tę opinię 1 nie zgadzam się z tą opinią 0
Poparłem Twój komentarz. I choć powodów Twojego spostrzeżenia jest wiele, to nie będę rozpisywał się. Jedno jest jasne, nikomu nie zależy by pomóc ludziom w sytuacjach podbramkowych. Przypadek jaki opisujesz, taki właśnie jest. I o zgrozo, właśnie w szpitalach psychiatrycznych po prostu olewają ludzi z tymi problemami. Więc jeśli nawet ci, którzy mając odpowiednie kwalifikacje mają to w głębokim poważaniu, to ja pytam: Do kogo, w takim razie, zrówcić się o pomoc?
Ogólnie rzecz ujmując, jako społeczeństwo, gdzieś zatraciliśmy wrażliwość na drugiego człowieka, i to nie tylko w takich sytuacjach.
Bardzo nam, jako ludziom, brakuje tzw.dobrych oczu by dobrze i ze współczuciem spojrzeć na problemy innych. Ja może to wyogólniam, ale to prawda. W tym wyogólnieniu pomijam ludzi o przepięknym wnętrzu, bo trudno jest wrzucać wszystkich do jednego wora. Im więcej zainteresowania ludzkimi problemami, tym więcej przyjaźni. Zresztą, wiele by o tym mówić. Ci, którzy maja takie dobre oczy, niech pielęgnują w sobie człowieka dobrego, bo wiele dobra mogą z siebie dać. Może zbyt pięknie wygląda to o czym piszę, ale zawsze warto o tym mówić, bo takie jest moje nastawienie do człowieka, nawet jeśli inni mogą mnie wyśmiać i nazwać mnie jakimś naiwniakiem.
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
A ja z innej beczki bo padło pytanie jak zapobiegać. Kilka dni temu dzwoni do mnie bardzo dobry kolega z różnymi problemami natury psychicznej. Człowiek cieply, misiowaty, bardzo sympatyczny, na swój sposób pozytywny dziwak. "Wiesz jestem na oddziale..." . Jak się okazało po kolejnej nieudanej próbie samobójczej. Miał chłop tyle świadomości, że zdjął się sam z paska i poszedł do szpitala. A w szpitalu dostał na dzień dobry leki bardzo uzależniają ce i poprawiające nastrój jak nic innego. Po czym lekarz orzekl: brak objawow depresji, zdrowy, wypisać. Brał te leki kilka dni i po kilku dniach go wypisali. Byłam tam w odwiedzinach, ponure miejsce żywcem wyjęte z horrorów typu Hostel. Lekarza ponoć widział dwa razy a psychologa niet. A prosił.
I tu właśnie cała istota sprawy. Nawet jeśli juz się znajdzie kogoś kto ma problem to takim ludziom się "pomaga" właśnie w taki sposób. Teraz tylko czekać aż za którymś razem nie zadzwoni on tylko matka z informacja, ze mu się za którymś razem udało. Tfu...
popieram tę opinię 3 nie zgadzam się z tą opinią 1
w tych czasach każdy gdzieś goni za pieniedzmi,karierą.przychodzi taki moment problemów wszystko się wali dosłowanie strata pracy,rodziny,zostajesz bez wyjscia z długami tłumacząc że znajdzie się jakieś wyjście ,że nto nie koniec świata.Ale okazuje sie troche inaczej.codzienne telefony,generowanie sporych długów(pozyczki,kredyt)próbujesz podjąc prace z myślą żę nie zostaniesz oszukany przez pseudo prezesów-starsza sie utrzymac na powieszchni,czasami człoweik jest bezradny,gnojony przez instytucje.jednynie co masz to coś co zapieprzałeś na to Twój cel SMART który zrealizowałesale mozesz go lada dzien stracic.pytanie jak niżej człowiek moze byc obdarty z godnosci ,bez niczego i nikogo.to wtedy myslisz o takim wyjsciu jak targnąć się na swoje życie.Czy ucieczka???niech kazdy sobie sam odpowie.Ja uważam że na ch...j w tym syfie się babrać.byłem silny psychicznie,wzorem do naśladowań ,zamozny z perspektywami.system zgnoił człowieka.Dzięki Bogu powstałem na nogi-nie wiem jak to zrobiłem ale udało się.specjalisci mówią,że po takim upodleniu,syfie życiowym pechu u człoweika następuje całkowite zmiany na dobre rzecz jasna ale w d*pę dostałem,i już wiem kto przyjacielem a kto pisiorem jest dla mnie.bajo
popieram tę opinię 2 nie zgadzam się z tą opinią 0
Trzeba być blisko i słuchać....słuchać a nie słyszeć...w naszym zwariowanym,zagonionym świecie ludzie nie mają czasu na słuchanie innych,rozmowy są pobieżne,szybkie,bo szkoda czasu a potem...potem bywa za późno bo ktoś odchodzi :(
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
samobójcy wysyłają sygnały, trzeba "tylko" być blisko
Na tym właśnie polegał problem. Wampiry są zwykle bardzo miłe, do czasu, aż nagle, nie są.
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
Seryjny samobójca - określenie sformułowane przez nieodżałowanej pamięci blogera Tomasza "Seawolfa" Mierzwińskiego. Kapitan żeglugi wielkiej z Gdyni. Najlepsze pióro wśród polskich blogerów ever. Półtora roku temu przedwcześnie przegrał z chorobą nowotworową. W Warszawie było spotkanie mu poświęcone. Przyszły zdaje się 4 osoby. Tak bardzo ulotna jest sława sieciowych publicystów.

.... Jak łzy na deszczu....

Zajrzyjcie czasem do dziennika pokładowego. I wznieście toast za Willka. Cheerio!
popieram tę opinię 6 nie zgadzam się z tą opinią 1
Seryjny samobójca, serio??to chyba kot, który ma 9 żyć:-))))
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
Każdy napewno zastanawiał się,co by było,gdyby...
Ja kocham życie i mam dla kogo żyć
popieram tę opinię 2 nie zgadzam się z tą opinią 0
Wow. Graszka! Dwa tematy w jednym? Jak miło, że jednak do czegoś przyznajesz się. :):))) A tak na serio, to każdy człowiek, bez wyjątku ma swoje chwile słabości, załamań i rozczarowań - ale to nie muszą byc symptomy samobójcze. he he :)
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
więcej, może seryjny samobójca grasuje
popieram tę opinię 1 nie zgadzam się z tą opinią 1
hm... niech jest "terapia disco polo"

http://www.youtube.com/watch?v=4kGjfRkJtvk
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
Hehe tekwar, ja się przyznaję, że kiedyś, gdy był mi smutno słuchałam kilku piosenek disco polo i robiło mi się jakby lepiej:-))))
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
Ależ oczywiście. Człowiek wydający się słaby, wcale nie musi być słaby. Wystarczy, że w trudnych sytuacjach, po prostu usiądzie i przemysli. Nie raz bywa tak, że w ludziach na pozór słabych tkwią ogromne pokłady sił. A odwrotnie? No, nie sądzę aby szczegółowo komentować Twoją myśl. Ale rozmawiać warto. Może w tych komentarzach jakiś obserwator znajdzie dla siebie coś, co go zastanowi. Każdy temat jest godny uwagi, jeśli tylko może przynieść wiele korzyści. :):))
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0

Inne tematy z forum Hydepark

Grajdołki (205 odpowiedzi)

A gdyby kiedyś mieć taki strzał, ażeby wąska grupa znawców tematu nie mogła uwierzyć w...

do góry