Widok
Renee, nie wiem czy do mnie skierowałaś pytanie ale nie znalazłam bratniej duszy. Już tak w życiu chyba jest, że jedni odchodzą bo chcą, a inni odchodzą wbrew sobie. Mój partner zmarł po ciężkiej chorobie. Nie wiadomo która z nas cierpi bardziej, a samotność i ból pewnie jest taki sam. Bądź cierpliwa, z pewnością los jeszcze ma coś dla Ciebie. Podnieś głowę i bądź dzielna, z pewnością spotkasz kogoś, nie będziesz sama. Też mam taką nadzieję i czekam cierpliwie. Pozdrawiam serdecznie i życzę powodzenia.
Jestem bardzo ciekawa czy znalazłaś odpowiedź. Zdradź proszę czy udało Ci się kogoś poznać i jeżeli to w jaki sposób.
Ja mam kilka lat do 50 i niestety po raz kolejny dostałam kopa od życia. Facet z którym żyłam i byłam szczęśliwa z dnia na dzień poinformował mnie, że się zakochał. No i znowu świat zwalił mi się na głowę. Po raz kolejny. Nie wiem czy jestem aż takim wyjątkiem - bo jak kocham to na całego. Bez oglądania się na innych, bez możliwości zauroczenia inną osobą. No i dla mnie to jest normalne. Ale mój kolejny długotrwały związek kończy się odejściem partnera do innej. A ja nienawidzę być sama, nienawidzę poczucia pustki i tego ze nie mam na kim polegać. Brakuje mi bezpieczeństwa i wsparcia drugiej osoby.
I tak wiem, są przyjaciele, którzy zrobią wiele (za to im dziękuję), ale to nie zastępuje towarzysza życia. Bardzo pomaga, ale nie jest w stanie zastąpić bliskości z partnerem.
I nie wiem - to teraz norma czy może jednak są mężczyźni dla których stabilny, długotrwały związek jest cenną wartością? I nie będę się Was pytać czy warto znowu poszukiwać tej zagubionej połówki, bo bez miłości życie jest niewiele warte, ale jak ją znaleźć. I jeżeli się uda jak żyć ze świadomością tego, że będzie się porzuconą?
Ja mam kilka lat do 50 i niestety po raz kolejny dostałam kopa od życia. Facet z którym żyłam i byłam szczęśliwa z dnia na dzień poinformował mnie, że się zakochał. No i znowu świat zwalił mi się na głowę. Po raz kolejny. Nie wiem czy jestem aż takim wyjątkiem - bo jak kocham to na całego. Bez oglądania się na innych, bez możliwości zauroczenia inną osobą. No i dla mnie to jest normalne. Ale mój kolejny długotrwały związek kończy się odejściem partnera do innej. A ja nienawidzę być sama, nienawidzę poczucia pustki i tego ze nie mam na kim polegać. Brakuje mi bezpieczeństwa i wsparcia drugiej osoby.
I tak wiem, są przyjaciele, którzy zrobią wiele (za to im dziękuję), ale to nie zastępuje towarzysza życia. Bardzo pomaga, ale nie jest w stanie zastąpić bliskości z partnerem.
I nie wiem - to teraz norma czy może jednak są mężczyźni dla których stabilny, długotrwały związek jest cenną wartością? I nie będę się Was pytać czy warto znowu poszukiwać tej zagubionej połówki, bo bez miłości życie jest niewiele warte, ale jak ją znaleźć. I jeżeli się uda jak żyć ze świadomością tego, że będzie się porzuconą?
Warto czytać cudze wypowiedzi ze zrozumieniem szanowny Panie. Większość osób uważa że może stawiać diagnozę, najczęściej nie napiszę skąd wyjętą ale zawsze można podbudowac tym swoje ego. Swoimi wnioskami trafiłeś jak kulą w płot ale zawsze można takimi tekstami zaistnieć . Większość takich osobników to zwykłe simpy, które guzik się na relacjach znają, popełniają cały czas te same błędy nie wyciągając z nich wniosków. Ale zawsze potem taki może napisać że historia się powtarza:-))
Tak, myślę, że gdy doświadczyło się czegoś to potem ma się żal i generalizuje na wszystko/ wszystkich. Jest się przeczulonym i reaguje nadmiernie. Czas leczy rany, tak mówią , choć może nie leczy, tylko zabliźnia, wyleczyć można grypę. Gdy życie poharata, gdy ktoś zrani to zostają blizny. Trzeba pozwolić im się zagoić. Ale to nie jest łatwe, niektórzy ciągle rozdrapują. Nie potrafią zaufać. Ot i wszystko. Historia znana i stara tak jak świat.
Z panami po 50 ce różnie jest. Studentek poszukuje określony typ. I nie dotyczy to tylko 50 latków, właściwie, po prostu jest taki typ męski, który tylko młode. Bo dojrzałość , mądrość życiowa nie dla wszystkich panów jest atrakcyjna. Niektórym wręcz kością w gardle stoi. Bo czymże tu zaimponować kobiecie,