Widok
Stalkerka
Witajcie. Od jakiegoś czasu nurtuje mnie pytanie, jak się pozbyć tej innej, która próbuje ingerować w mój związek. Może po krótce wyjaśnię. Otóż żona kolegi mojego partnera poczuła nieodparta chęć na romans z moim mężczyzną. Zaczęło się od smsów, najpierw były to żale na jej męża, prośby o pomoc, rozmowę z nim itd. Zaznaczę, ze o wszystkim wiedziałam, ona nie i się zaczęło... Najpierw wysłała seks smsa w którym to jasno napisała co chciała by zrobić i jak. Mój partner odpisał jej, ze chyba pomyliła nr i 3 dni był spokój. A potem się zaczęło, smsy, telefony (nawet w środku nocy), baba była nieugieta i coraz bardziej napastliwa. Prosiła, blagala, straszyla i groziła mojemu facetowi. Nie dawało nic ignorowanie jej, jak jej powiedział żeby się odpierniczyla, to zaczęła grozić ze przyjedzie do nas do domu i powie mi o ich "romansie", później groziła że mnie rozjedzie samochodem bo jak nie ona to żadna inna.. W końcu wzięłam sprawy w swoje ręce i napisałam do baby, że chce rozmowy, ja i ona a jak nie to porozmawiamy w grupie osób zaineteresowanych, czyli ja, mój partner, ona i jej mąż. Zignorowała mnie ale do mojego faceta dalej wydzwaniala i pisała. Wkurzylam się, wzięłam nasze telefony i poszłam do jej męża. Wszystko mu opowiedzialam, pokazałam dowody, było ponad tys smsów, wyjasnilam dlaczego moj partner zerwał z nim kontakt i że więcej się nie spotkają, a nadmienie ze przyjaznili sie od 8lat, poprosilam żeby zrobił z nią porządek bo zglosze sprawę na policję i na chwilkę był spokój. Od jakiegos czasu zauwazylam, ze wystaje w samochodzie pod moją pracą i 2 razy odwiedziła mnie jej koleżanka... Oboje nie bardzo wiemy co robić, to trwa prawie 3 miesiące. Policja czy może spróbować jeszcze raz perswazji? Czy ktoś ma jakiś pomysł?
Dzięki za odpowiedź. Ona na pewno jest chora, to nie podlega dyskusji. Tylko nie mamy oboje pojęcia dlaczego teraz tak ją trafiło. Mój facet przyjaźni się z jej mężem od 8 lat, był częstym gościem u niego i nigdy nic takiego nie miało miejsca. Nie rozumiem. Po rozmowie z jej mężem jestem jeszcze glupsza, powiedział mi że sie domyslal bo dziwnie sie zachowywała ale jakoś specjalnie się nie przejął. Być może nie chciał nic pokazać po sobie przy mnie, bo na pewno z nią rozmawiał, smsy do mojego faceta ustały, tel też. Teraz skupiła sie na mnie. Jestem jej wrogiem nr 1, nie wiem co jej siedzi w głowie, wariata nie zrozumiesz. Ja już nigdzie nie wychodzę sama, zawsze mam obstawe, z moim facetem jesteśmy praktycznie nierozlaczni, bo on się o mnie boi. Nie ukrywamy przed sobą niczego i to jest w takich sytuacjach jedyny puls. Nasze tel leżą na wierzchu, on korzysta z mojego, ja z jego tel, używamy tego który akurat jest pod ręką i dlatego mamy do siebie zaufanie. Ostatnio pytałam go czy nic nie zauważył wcześniej i przypomial sobie jedno dziwne zdarzenie. Kumpel poprosił go żeby do niego przyszedł i pomógł mu przy jakiejś elektronice, wpuścił mojego partnera nie frontowymi drzwiami, a garażem bo akurat dlubal coś przy samochodzie i ta jak usłyszała głos mojego faceta wleciala tam razem z drzwiami. Jak jej mąż zapytał jej co robi powiedziała, ze pies skamlal pod drzwiami i chciała go wpuścić, a ze drzwi z futryny wyrwala to taki mały szczegół. Babski jest nienormalne.
Wystarczy że sprawdziła w telefonie męża...dziwne, ale dlaczego to ty rozmawiałaś na temat całej sytuacji z jej mężem? Bo to wyszło na to że twój mąż nie widzi problemu w tej sytuacji, tylko ty. Dlatego ta babka przyczepiła się teraz do ciebie? Bo tak naprawdę to twój mąż powinien w jej i jego obecności się jednoznacznie określić, a tego nie zrobił, więc wariatka ma jeszcze nadzieję że mu to nie przeszkadza, tylko ty stoisz na ich drodze do szczęścia....
Bo jest d*pą wołową i tyle... Nie chciał koledze robić przykrości, a ja uważam że w takiej sytuacji nie można odpuszczać i trzeba wyjaśnić wszystko twarzą w twarz. Myślał, ze jak ją będzie ignorował to ona się w końcu znudzi i odpuści, jakoś nie trafił w swoich sądach. Wczoraj znowu do mnie napisała tylko, że tym razem z innego nr tel. Wzięłam mojego faceta za tyłek i odwiedziliśmy kolegę mojego partnera, jego żonka też była w domu. Oni rozmawiali, ja obserwowałam, a ona się miotała jak zwierz w klatce. Żeby tym razem się tak nie wywinęła wzięliśmy ze sobą wydruki bilingów, screen smsów, a ja jej zdjęcia jak siedzi w samochodzie przed moją pracą. Jak mój facet skończył mówić, wyjaśnił wszystko swojemu koledze i powiedział babie prosto z mostu, żeby się odczepiła, to wtedy ja opowiedziałam o tych pogróżkach i śledzeniu. No i powiedzieliśmy im, że jak to się nie skończy to sprawa trafi na policję, bo mamy tyle dowodów że nikt jej nawet nie będzie słuchał. Mam nadzieję, że to koniec, że ten facet się jakoś ogarnie i zrobi porządek z żonką, a jak nie to niech się policja tym zajmie i tyle, nie mam zamiaru być zastraszana przez jakąś niezrównoważoną wywłokę.
Widzisz, bo wariat nie myśli logicznie bo to wariat, a prawda jest taka że miłość potrafi ludziom odebrać rozum i to całkiem. A tu takie rozczarowanie. Facet nie jest d*pa tylko jest wrażliwy i nie chciał robić koledze przykrości i to mu się chwali. Tylko że sprawy przybrały inny obrót i dobrze tą sprawę załatwiliście. Teraz istotnie trzeba dać na przeczekanie bo to jeszcze faza zaprzeczenia. Moim zdaniem to już jest koniec pieśni. Zrobiliście wszystko co w waszej mocy by dać babce szansę na ogarnięcie się. Tylko kolegi szkoda
Coś mi tu śmierdzi. Nie mam zapału na głębszą analizę ale coś się nie zgadza.
To Twój partner a nie mąż (?)
O wszystkim wiedziałaś a ona nie? Tzn. wkręcałaś ją wspólnie z partnerem (?).
Skąd ona ma nr Twojego faceta?
Pewno "przyjaciele rodziny" ? :)
Weź się dobrze zakręć Kochana bo za chwilę to Ty wyjdziesz na wariatkę a Twój partner na tygrysa a nie ciapciaka ;)
To Twój partner a nie mąż (?)
O wszystkim wiedziałaś a ona nie? Tzn. wkręcałaś ją wspólnie z partnerem (?).
Skąd ona ma nr Twojego faceta?
Pewno "przyjaciele rodziny" ? :)
Weź się dobrze zakręć Kochana bo za chwilę to Ty wyjdziesz na wariatkę a Twój partner na tygrysa a nie ciapciaka ;)
Przeczytaj uważnie. Wiedziałam od pierwszej wiadomości - tak, bo jak napisałam nasze tel nie leżą pochowane i nie biegamy z nimi do łazienki... najpierw myśleliśmy że to pomyłka, bo nr nieznany a tu się okazało ze taka niespodzianka. Kobieta jest niezrownowazona psychicznie, bo nr wzięła z tel swojego męża, sama to przyznała. Poza tym co sugerujesz pisząc, ze ja wkrecalismy? Nikt na to co wypisywala nie reagował, mieliśmy nadzieję że sama się zorientuje że jej pisanie do niczego nie prowadzi, tym bardziej że jest jednostronne. Skąd było wiadomo, ze to ona? Nie kryła się, zalila na nieudane małżeństwo, próbowała brać na litość, szantazowala itd. Wkrecila to ona się sama, bo nikt jej nie podjudzal i nie zachęcał. Na razie mam nadzieję że to już koniec. A mojemu partnerowi ufam, nie mam podstaw by mieć wątpliwości. Za długo zwlekal by stanąć twarzą w twarz ze swoim kolegą ale zrobił to, byłam przy tym i ona też. Nie ma tu miejsca na niedomowienia. Jeszcze pozostała sprawa tej jej koleżanki, bo najwyraźniej była wtajemniczenia ale tego już chyba nie ma sensu roztrzasac. Nie rozumiem tez co za roznica, maz czy partner? Jesteśmy ze soba od 10 lat, nie mamy po 20 lat (40 i 36 -ja jestem starsza) ale jestesmy wesola i zgrana para, rozmawiamy ze soba, klocimy sie jak kazdy, wiele rzeczy robimy spontanicznie, nie wieje nudą, wiec nie wiem co za roznica, czy zwiazek jest na papierze czy nie. Kazdy z nas ma swoich znajomych, by czasem wyjsc samemu i zlapac oddech, odpoczac od siebie. Takim wlasnie kolega byl ten, ktorego zona zapalala nagla namietnoscia do mojego faceta. Co tu dalej wyjasniac? Nie wiem czy da sie wszystko szczegolowo i logicznie opisac... zawsze ktos sie dopatrzy jakis niespojnosci, bo jak opisac cos co trwalo kilka miesiecy, albo ogolnie albo wcale. No nic pozdrawiam.
Jest wrażliwy, to mi się spodobało w nim na początku ale w takich sytuacjach powinien się wykazać większą determinacją i po prostu "mieć jaja" żeby zakończyć sprawę tak jak ja to na nim wręcz wymusilam. Ja jestem konkretniejsza. Nigdy nie będzie wilk syty i owca cała. Zawsze w takiej sytuacji ktoś ucierpi, w tym przypadku jego kolega jak myślę. Wiesz, po spotkaniuz nimi mam wrażenie, że on nie jedna taka rozmowę odbył. Ale to już nie mój problem. Na serio mam szczerą nadzieję, że to koniec historii. Zobaczmy...
Sytuację dobrze rozwiązaliście. Z tymi poradami to różnie bywa bo takie sprawy zazwyczaj są podobne ale jednak w detalach inne.
Babka ze dwa razy może jeszcze zrobić jakiś ruch ale potem raczej będzie spokój. Jeśli nie to są dwie drogi aby sprawę ostatecznie rozwiązać. Dłuższa ale formalna, i krótsza, skuteczniejsza ale nie formalna. W takiej sytuacji grunt to nie dac się ani zastraszyć ani sprowokować, lepiej trzymać się z daleka i uciąć taką chorą znajomość. Nie martw się na zapas, ale też nie hamuj się jak coś ;)
Babka ze dwa razy może jeszcze zrobić jakiś ruch ale potem raczej będzie spokój. Jeśli nie to są dwie drogi aby sprawę ostatecznie rozwiązać. Dłuższa ale formalna, i krótsza, skuteczniejsza ale nie formalna. W takiej sytuacji grunt to nie dac się ani zastraszyć ani sprowokować, lepiej trzymać się z daleka i uciąć taką chorą znajomość. Nie martw się na zapas, ale też nie hamuj się jak coś ;)
No więc tak, groźby śmiercią to tak zwane groźby karalne, za co jest kara do 2 lat. Uporczywe nękanie, czyli wydzwanianie, smsy, łażenie za tobą i twoim mężem też są karalne. Jeżeli nie skasowaliście wiadomości od niej, macie materiał dowodowy. Jeżeli zacznie znowu wydzwaniać - nagrywajcie rozmowy, w których bardzo wyraźnie i dobitnie musicie zaznaczyć, że nie życzycie sobie kontaktu z nią. Jeżeli zobaczysz ją łażącą za wami albo przesiadującą pod twoją/ męża pracą, róbcie zdjęcia. Możecie pomyśleć też o sądowym zakazie zbliżania się, który w przypadku stalkingu jest normalnie nakładany - boisz się o swoje życie, baba ci w końcu groziła. Jeżeli po dobroci nie pomogło, możecie ją po prostu wsadzić.
https://stalking.com.pl/2015/06/15/zakaz-zblizania-sie-do-ofiary/
https://stalking.com.pl/2015/06/15/zakaz-zblizania-sie-do-ofiary/
> Merabel
Wszystko co piszesz to teoria, praktyka zupełnie od tego odbiega. Naprawdę mało stalkerów zostaje w jakikolwiek sposób ukaranych, uzyskanie zakazu zbliżania to już w ogóle graniczy z cudem.
Ja miałam tysiące sms'ów, jeszcze więcej połączeń telefonicznych (całą noc i dzień wydzwanianie), śledzenie, straszenie, grożenie. Wszystko udokumentowane. Miałam świadków i na nic to się zdało. Niestety u nas w kraju stalking istniej głównie na papierze, a już ukaranie z tego tytułu to naprawdę rzadkość.
Wszystko co piszesz to teoria, praktyka zupełnie od tego odbiega. Naprawdę mało stalkerów zostaje w jakikolwiek sposób ukaranych, uzyskanie zakazu zbliżania to już w ogóle graniczy z cudem.
Ja miałam tysiące sms'ów, jeszcze więcej połączeń telefonicznych (całą noc i dzień wydzwanianie), śledzenie, straszenie, grożenie. Wszystko udokumentowane. Miałam świadków i na nic to się zdało. Niestety u nas w kraju stalking istniej głównie na papierze, a już ukaranie z tego tytułu to naprawdę rzadkość.