Re: Starające się II
Cześć!
Piggy - kurcze, na pewno się mijałyśmy ;-). Oby Wam się teraz udało!
Asiu - przykro mi, że znowu się nie udało. Miałam nadzieję, że będzie wielkie szczęście.
rozwiń
Cześć!
Piggy - kurcze, na pewno się mijałyśmy ;-). Oby Wam się teraz udało!
Asiu - przykro mi, że znowu się nie udało. Miałam nadzieję, że będzie wielkie szczęście.
Monika - dzięki za trzymanie kciuków ;-)). Tak jak Ja-dwisia napisała - od założycielki wątku są wyjątkowe heheh. Liczą się chyba podwójnie ;-).
Na pewno mijałam się wczoraj w I. z Karolinka29. Poznałam Cię, bo pamietam zdjęcia ze ślubu na weselniku. Długo siedziałaś u dr Cz. ;-)) Na warunki panujące w I. to wyjątek ;-). Ale wczoraj był dobry dzień, bo nie było dużego opóźnienia. Ja też byłam u dr dłużej niż zwykle. I dr pokazał jaką jest gadułą ;-))). Ja też mogę o nim mówić w samych superlatywach.
No i wczoraj miałam usg i tak jak myślałam, pęcherzyki są 2 dominujące ale małe - ok 11mm. Mam wizytę kolejną we wtorek. Może będą już dojrzałe. Jest problem z pregnylem. I dr zalecił mi zdobycie leku, który nazywa się Ovitrelle. Podobno b. dobry i dla takiej "trudnej" pacjentki wskazany. Ale jest problem, bo nigdzie go nie ma w aptekach. Jest tylko w Białymstoku - no i muszę do nich zaraz zadzwonić i poprosić o wysłanie kurierem. Mogą się nie zgodzić, bo to lek na receptę. No zobaczymy. Lek jest drogi bo jeden sastrzyk ok 100zł. Ale skoro ma być lepszy, to warto spróbować.
Jeszcze raz we wtorek pogadam z dr o hsg. Teraz trochę nas zagadał ;-). Zapytałam o skierowanie, ale zaczął mówić, żeby jeszcze poczekać miesiąc, dwa. Że mąż ma dobre nasienie i nie ma co od razu myśleć o insemionacji, że warto jeszcze spróbować samej stymulacji jajników itp. No nic - mogę jeszcze jeden cykl poczekać - czekam już tak długo, że luz ;-). Chyba wie co robi. Dr pokazał mi wczoraj historię leczenia jednej pacjenki, która miała b. podobne problemy do moich. Leczyła się u niego od stycznia, ale dopiero w lipcu udało się wychodować owulację. No i wczoraj była u niego i potwierdził ciążę ;-). No i pokazał mi to ku pokrzepieniu. Że ma inne pacjentki, nawet z gorszymi problemami i się udaje. Mam nie tracić nadzieji. Miłe to było z jego strony. Ja też przez to gadanie siedziałam ok 15-20 min. ;-)). Rozwiał jeszcze moje obawy co do tak długiego przyjmowania Clo. Można rok bez przerwy go przyjmować jeśli jest taka potrzeba jak u mnie. Jestem pod kontrolą więc nic mi nie grozi ;-). Chodzi o to, że długie przyjmowanie Clo zwiększa zagrożenie zachorowania na raka jajnika. U mnie jest to problem, bo w mojej bliskiej rodzinie był taki rak - a jest on bardzo genetyczny. Ale dr powiedział, że brak dziecka też jest ryzykowne i że jego mama też umarła na raka jajnika. Ale problemem jest za późna diagnoza, zaniedbanie pacjentek. A jeśli będę regularnie się badała, to wczesny rak (jeśli będzie) jest wyleczalny. Kobiety żyją z wyciętymi jajnikami czy macicą. Więc jego słowa też mnie trochę uspokoiły - bo cały czas chodziło mi to po głowie. Strach...wiadomo, po takich doświadczeniach w rodzinie, myśli się o tym.
Takż ez wczorajszej wizyty jestem bardzo zadowolona. Tylko niestety muszę iśc jeszcze raz - tak bywa.
Ale się rozpisałam ;-).
zobacz wątek