Odpowiadasz na:

Re: Starające się LIV :)

kurcze, rzeczywiście nieciekawie, rzeczywiście mam szczęście...

ja w zasadzie nigdy na nfz u endokrynologa chyba nie byłam
najpierw nie dostawałam skierowania (bo moje wyniki... rozwiń

kurcze, rzeczywiście nieciekawie, rzeczywiście mam szczęście...

ja w zasadzie nigdy na nfz u endokrynologa chyba nie byłam
najpierw nie dostawałam skierowania (bo moje wyniki były raz dobre, raz złe, usg w "normie" - tylko, że jak sie porównało usg rok po roku, to wyszło, że tarczyca przez 3 lata zmniejszyła się o 30%!!!, ale na usg było ok)
do endokrynologa na serio wysłał mnie dermatolog i zaczęłam prywatnie w sopocie (wtedy, z 10 lat temu) kosztowało to 50zł/wizytę - po ustawieniu hormonów wizyta raz na kwartał wystarczała - a babka od razu porównała stare usg i się przeraziła...
później wyszła sprawa z hashimoto i też zostałam ustawiona do pionu, a później... guzek na usg, biopsja, patolog stwierdził nowotwór, operacja, rak okazał sie hashimoto (patolog do końca szedł w zaparte!!!) a ja "dostałam" ubezpieczenie medyczne w pracy obejmujące endokrynologa...
teraz, szukając ubezpieczenia medycznego na ciążę (bo to pracowe to taka bida, 80% badań nie ma w cenie, kolejki miesieczne) też szukałam z naciskiem na endokrynologa - płacę 150zł/m-c ale mam resztę (i kolejki) z głowy
choć do endokrynologa w 3mieście ponoć nadal jest problem żeby się umówić także prywatnie szybciej niż na za miesiąc...

zobacz wątek
15 lat temu
AgaB

Odpowiedź

Autor

Ogłoszenie
Polityka prywatności
do góry