Widok
jedyny chodnik odśnieżany na bieżąco to przy Algidzie. Na całej długości, razem z parkingiem. Jest tak co roku i bez względu na intensywność opadów. Dziękujemy i doceniamy!!!! Najgorszy syf to vis a vis Przemysłowej, nie da się przejść po chodniku a po ulicy strach. Dziękujemy i zapamiętamy Gmino !!!!!!!!!!!!!!!!!!
mam pytanie...jak interpretować Ustawę z 13 września 1996 roku o utrzymaniu czystości i porządku w gminach...
"Obowiązek właścicieli nieruchomości uprzątnięcia błota, śniegu, lodu i innych zanieczyszczeń z części nieruchomości udostępnionej do użytku publicznego oraz z chodników położonych wzdłuż nieruchomości powinien być realizowany codziennie do godz. 8, a w przypadku intensywnych opadów śniegu - wciągu 6 godzin od ustania opadów. "
czy to znaczy, że jak cały piątek padało to nie trzeba było w ogóle odśnieżać??????
"Obowiązek właścicieli nieruchomości uprzątnięcia błota, śniegu, lodu i innych zanieczyszczeń z części nieruchomości udostępnionej do użytku publicznego oraz z chodników położonych wzdłuż nieruchomości powinien być realizowany codziennie do godz. 8, a w przypadku intensywnych opadów śniegu - wciągu 6 godzin od ustania opadów. "
czy to znaczy, że jak cały piątek padało to nie trzeba było w ogóle odśnieżać??????
Brawo dla strażakow, staneli na wysokosci zadania, gdzie natomiast podziala sie policja?
korek w Tuchomiu - masakra, przepychanki awantury, jedynie straz - ZERO policji, ZERO informacji od policjantow gdzie sie kierowac aby dojechac, totalny CHAOS.
czy problemem było wydanie zarzadzenia ze w trakcie orkanu z****ne TIRY zostaja na parkingach?
ja rozumiem ze trzeba cisnac aby dowiezc na czas, ale czy warto jest ryzykowac zycie i towar i utrudniac innym poruszanie sie po drogach aby za wszelka cene byc na czas? mozna kurde takie rzeczy zaplanowac o huraganie wiadomo bylo od 5 dni, a wszedzie gnoje pod gore nie moga podjechac, wydanoby zakaz, wlepianoby wysokie mandaty to by sie panowie tirowcy z wasem i ciazami spozywczymi rozmyslili przed wyjazdem na drogi w takich warunkach
czy problemem było wydanie zarzadzenia ze w trakcie orkanu z****ne TIRY zostaja na parkingach?
ja rozumiem ze trzeba cisnac aby dowiezc na czas, ale czy warto jest ryzykowac zycie i towar i utrudniac innym poruszanie sie po drogach aby za wszelka cene byc na czas? mozna kurde takie rzeczy zaplanowac o huraganie wiadomo bylo od 5 dni, a wszedzie gnoje pod gore nie moga podjechac, wydanoby zakaz, wlepianoby wysokie mandaty to by sie panowie tirowcy z wasem i ciazami spozywczymi rozmyslili przed wyjazdem na drogi w takich warunkach
W sumie z ZASPY wychodząc po 17.00 wracałem 1h 50 minut. Na dole Słowackiego po 15 minutach stania niedaleko Grunwaldzkiej słyszałem na CB , że pod górę wszystko stoi i niektórzy stoją już 3 godziny bo Budowlanych zablokowane. Powrót do miasta w kierunku Armii Krajowej bocznymi uliczkami potem równoległą do Armii Krajowej - puściutka i można było pojechać chociaż 60 km/h :) w stronę Auchan. Wyjazd na nową drogę do Kokoszek - co prawda wszyscy stali w jakimś korku w stronę Żukowa, ale nie wiem dlaczego nikt nie jechał lewym pustym pasem i tak przemknąłem prawie obok wszystkich - nie wiem też dlaczego w Polce tak mało osób jeździ na wahadełko , potem niestety 25 minutowy dojazd do Biedronki -pas się zwęził .Zakupy w sklepie ,potem do Banina- o dziwo pusto na Nowatorów, przed Rębiechowem postałem pół godziny tylko. Nie było tak źle :)
Wyjechałem z lotniska do Banina o 15:30. Dotarłem o 21:40. Budowlanych zablokowana była tirem, obwodnica - dzwon na pasie do Gdańska na wysokości Shella. Kartuska krok po kroku bo w Lniskach był jakiś wypadek. Zrobiłem przynajmniej zakupy na matarni na święta (nigdy w IKEA nie było tak pusto).
Jak dojechałem Księżycowa była prawie nieprzejezdna. Nie dało się podjechać pod górę Księżycową (tam gdzie kończą się płyty) ale udało się skręcając w lewo i dojeżdżająć do Pszennej bokiem.
Jak dojeżdżałem dwa pługi walczyły z zaspami na górze Księżycowej.
Mieszkam tu już 6 lat, ale to pierwszy taki armagedon.
Jak dojechałem Księżycowa była prawie nieprzejezdna. Nie dało się podjechać pod górę Księżycową (tam gdzie kończą się płyty) ale udało się skręcając w lewo i dojeżdżająć do Pszennej bokiem.
Jak dojeżdżałem dwa pługi walczyły z zaspami na górze Księżycowej.
Mieszkam tu już 6 lat, ale to pierwszy taki armagedon.