Widok
Szpital w Pucku
(był juz taki wątek , ale nie chce się podbić)
może ktoś jeszcze dopisze opinię ? :)))))
--------------------------------------------------
Przyjazny szpital w Pucku...
Autor: izka25 06-08-2007 09:04 wyślij odpowiedź
Drogie babki, wyczytałam, że szpital w Pucku otrzymał I nagrodę w konkursie "rodzić po ludzku". Ja napewno będę tam rodzić ponieważ do Pucka mam najbliżej. Czy któraś z Was słyszała jakieś opinie, a może któraś tam rodziła? Co sądzicie o ordynatorze (ginekologu) szpitala?
Autor: mamka 06-08-2007 22:11 wyślij odpowiedź
Hej, ja tylko ze słyszenia wiem, że rzeczywiście Puck jest dobrym szpitalem. Nie jestem pewna natomiast czy już istnieje tam oddział intensywnej terapii dla noworodków. Kiedyś nie było i jak coś się działo to wieźli maleństwo do Wejherowa, nie wiem jak jest dziś.
To ważny element przy porodzie, bo nie jesteśmy w stanie przewidzieć jak się zakończy nasza 9-cio miesięczna przygoda z maluszkiem! Warto to sprawdzić.
Pozdrawiam
Autor: RENNI 07-08-2007 09:10 wyślij odpowiedź
Ten szpital rzeczywiście nie ma oddziału intensywnej terapii dla noworodków.
Sama sie nad nim zastanawiam. Obecnie mam dylemat pomiedzy wejherowskim a tym w Pucku.
W Wejherowie obecnie panuje drobna infekcja. Dzieci z cesarki mają bakterie w pęcherzu moczowym, które są upierdliwe bo leczy sie ok 3 miesiecy.
W Pucku natomiast kładą nacisk na relacje między dzieckiem z mamą, dzidzia zostaje po porodzie przy mamie dwie godziny, co jest bardzo dobre.Panuje przyjazna, wręcz rodzinna atmosfera.
Autor: izka25 07-08-2007 09:29 wyślij odpowiedź
Wczoraj rozmawiałam ze znajomą mojej mamy która jest położną w tym szpitalu:) i przekonała mnie do tego żeby tam rodzić. Kobieta sympatyczna, miła, serdeczna, normalnie aż serce się śmieje.
Autor: piri 07-08-2007 11:11 wyślij odpowiedź
W Wejherowie też dziecko zostaje z matką 2 godziny na sali porodowej, później ważenie i mierzenie i wraca do matki, tak więc masz dzieciaczka 24/h ze sobą :) o bakterii nic nie słyszałam, ale wątpie żeby sie tym chwalili ;)
Za to w Pucku jakiś czas temu rodziła znajoma i nie miała najlepszego zdania o tym szpitalu, mówiła że jest rozczarowana.
Autor: izka25 07-08-2007 11:34 wyślij odpowiedź
wczoraj rozmawiałam też moimi dwoma koleżankami z Pucka ktore tam rodziły i tez były bardzo zadowolone :)
Autor: kala79 07-08-2007 15:17 wyślij odpowiedź
Renni, a skąd wiesz o tej infekcji w Wejherowie???
Co do Pucka, to w piatek rozmawialiśmy z neonatologiem z Zaspy (kiedyś pracowała w Wejherowie) i powiedziała nam, ze na Zaspę trafia najwięcej dzieci z niedotlenieniem i innymi powikłaniami własnie z Pucka. Dziwiła się dlaczego ten szpital ma taką renomę. Polecała Wejherowo.
Autor: moceza 07-08-2007 20:25 wyślij odpowiedź
Moja koleżanka rodziła w Pucku i tak oceniała: plusy - można rodzić w wodzie, naprawdę miły i uprzejmy personel, tzw. ludzki szpital. Minusy - nie ma oddziału dla noworodków, mały szpital, więc ograniczona prywatność (matki, które już urodziły słyszą te kobiety, które dopiero rodzą).
Autor: RENNI 08-08-2007 12:39 wyślij odpowiedź
Myśle że infekcja zdarza się we wszystkich szpitalach, lecz o tym nie mówią, bo nie stanowi to zagrożenia dla życia dziecka, aczkolwiek dobrze jest jej nie mieć :)
Ja zebrałam same pozytywne informacje na temat Wejherowa i Pucka.
Generalnie jednak jak sie nic nie bedzie działo jade do Pucka, Jak dzieciaczek bedzie chciał szybciej przyjść na świat, lub będą jakieś komplikacje - to wybieram Wejherowo, ze względu na późniejszą opiekę nad niemowlakiem.
może ktoś jeszcze dopisze opinię ? :)))))
--------------------------------------------------
Przyjazny szpital w Pucku...
Autor: izka25 06-08-2007 09:04 wyślij odpowiedź
Drogie babki, wyczytałam, że szpital w Pucku otrzymał I nagrodę w konkursie "rodzić po ludzku". Ja napewno będę tam rodzić ponieważ do Pucka mam najbliżej. Czy któraś z Was słyszała jakieś opinie, a może któraś tam rodziła? Co sądzicie o ordynatorze (ginekologu) szpitala?
Autor: mamka 06-08-2007 22:11 wyślij odpowiedź
Hej, ja tylko ze słyszenia wiem, że rzeczywiście Puck jest dobrym szpitalem. Nie jestem pewna natomiast czy już istnieje tam oddział intensywnej terapii dla noworodków. Kiedyś nie było i jak coś się działo to wieźli maleństwo do Wejherowa, nie wiem jak jest dziś.
To ważny element przy porodzie, bo nie jesteśmy w stanie przewidzieć jak się zakończy nasza 9-cio miesięczna przygoda z maluszkiem! Warto to sprawdzić.
Pozdrawiam
Autor: RENNI 07-08-2007 09:10 wyślij odpowiedź
Ten szpital rzeczywiście nie ma oddziału intensywnej terapii dla noworodków.
Sama sie nad nim zastanawiam. Obecnie mam dylemat pomiedzy wejherowskim a tym w Pucku.
W Wejherowie obecnie panuje drobna infekcja. Dzieci z cesarki mają bakterie w pęcherzu moczowym, które są upierdliwe bo leczy sie ok 3 miesiecy.
W Pucku natomiast kładą nacisk na relacje między dzieckiem z mamą, dzidzia zostaje po porodzie przy mamie dwie godziny, co jest bardzo dobre.Panuje przyjazna, wręcz rodzinna atmosfera.
Autor: izka25 07-08-2007 09:29 wyślij odpowiedź
Wczoraj rozmawiałam ze znajomą mojej mamy która jest położną w tym szpitalu:) i przekonała mnie do tego żeby tam rodzić. Kobieta sympatyczna, miła, serdeczna, normalnie aż serce się śmieje.
Autor: piri 07-08-2007 11:11 wyślij odpowiedź
W Wejherowie też dziecko zostaje z matką 2 godziny na sali porodowej, później ważenie i mierzenie i wraca do matki, tak więc masz dzieciaczka 24/h ze sobą :) o bakterii nic nie słyszałam, ale wątpie żeby sie tym chwalili ;)
Za to w Pucku jakiś czas temu rodziła znajoma i nie miała najlepszego zdania o tym szpitalu, mówiła że jest rozczarowana.
Autor: izka25 07-08-2007 11:34 wyślij odpowiedź
wczoraj rozmawiałam też moimi dwoma koleżankami z Pucka ktore tam rodziły i tez były bardzo zadowolone :)
Autor: kala79 07-08-2007 15:17 wyślij odpowiedź
Renni, a skąd wiesz o tej infekcji w Wejherowie???
Co do Pucka, to w piatek rozmawialiśmy z neonatologiem z Zaspy (kiedyś pracowała w Wejherowie) i powiedziała nam, ze na Zaspę trafia najwięcej dzieci z niedotlenieniem i innymi powikłaniami własnie z Pucka. Dziwiła się dlaczego ten szpital ma taką renomę. Polecała Wejherowo.
Autor: moceza 07-08-2007 20:25 wyślij odpowiedź
Moja koleżanka rodziła w Pucku i tak oceniała: plusy - można rodzić w wodzie, naprawdę miły i uprzejmy personel, tzw. ludzki szpital. Minusy - nie ma oddziału dla noworodków, mały szpital, więc ograniczona prywatność (matki, które już urodziły słyszą te kobiety, które dopiero rodzą).
Autor: RENNI 08-08-2007 12:39 wyślij odpowiedź
Myśle że infekcja zdarza się we wszystkich szpitalach, lecz o tym nie mówią, bo nie stanowi to zagrożenia dla życia dziecka, aczkolwiek dobrze jest jej nie mieć :)
Ja zebrałam same pozytywne informacje na temat Wejherowa i Pucka.
Generalnie jednak jak sie nic nie bedzie działo jade do Pucka, Jak dzieciaczek bedzie chciał szybciej przyjść na świat, lub będą jakieś komplikacje - to wybieram Wejherowo, ze względu na późniejszą opiekę nad niemowlakiem.
Znalazłam moją wypowiedź opisującą mój poród, wklejam poniżej miłego czytania: Rodziłam w marcu 2007
Jestem już po porodzie
Córeczka Kasia ma 12 dni waga 3110 i długość 53cm.Jest cudowna! Przytyła całe pół kilograma od wyjścia ze szpitala.
Postanowiłam opisać Wam mój poród, bo pewnie tak jak ja wcześniej, Wy też macie z tym dylemat. Jeśli macie jakieś pytania chętnie odpiszę!
Mój poród był wywoływany, ponieważ w ostatnim miesiącu ciąży małej spadło tętno, co lekarz wykrył podczas badania doplerem i mocno nas uczulał, żebym nie przenosiła ciązy.
Zatem 20 marca, bo taki miałam termin zgłosiliśmy się do szpitala w Pucku i tam lekarz dyżurujący (akurat był nim ordynator Przyboś-fajny gość od razu mówił na Ty-ciekawe podejście) jak usłyszał, że mieliśmy kłopot z tętnem, przeprosił nas i powiedział, że Puck niestety nie ma Doplera, ale zaraz coś wymyśli. Wyszedł z zabiegowego po chwili wrócił z kartką i kazał nam jechać do prywatnego gabinetu, gdzie jego kolega-UWAGA-za darmo zrobi Doplera i będziemy wiedzieli co robić.
Podjechaliśmy na badanie i tym razem tętno było w porządku, ale było mało wód płodowych i coś się dzieje z łożyskiem (że niby może być niewydolne jak odłożymy poród). Wróciliśmy do szpitala i dr Przyboś kazał nam wrócić na 7:30 rano on będzie miał jeszcze dyżur i będziemy wywoływać poród.
Na drugi dzień 7:30 szpital Puck, przyjęcie. po obchodzie o 10ej dostałam pierwszy zastrzyk i przed 14ą poczułam pierwsze skórcze (taki ból w dole brzucha jak przed miesiączką). Ból się nasilał w dość szybkim tempie i zaczęły się sączyć wody. Skórcze stawały się mega bolesne, położna cały czas mówiła żebym się położyła i zasnęła, ale nie było takiej opcji. Ból był na tyle silny (krzyżowy)że nie pozwalał mi na odpoczynek. Nawet nie byłam w stanie odpowiedzieć na pytanie co ile mam skórcze. Bolało mnie ciągle, tyle że zmiennie.O 22ej dostałam kolejny zastrzyk, rozwarcie na dwa palce (za mało, żeby zrobić krok na przód, czyli iść na porodówkę).
I tak od przed 14ądo 24 krążyłam po pokoju ze skórczami i za małym rozwarciem, znosząc ból i popłakując. Pamiętajcie dziewczyny w Pucku nie podają nic przeciwbólowego, wszystko całkowicie w zgodzie z naturą. W końcu JEST!!! zbadano mnie - rozwarcie ponad trzy palce. Usłyszałam zadzwoń do męża idziesz na porodówkę. Razem z mężem przyjechała moja mama i o dziwo mieliśmy poród trzy osobowy ja, mąż i moja mama. Nikt jej nie wyprosił, nie krzyczał, była to była, chociaż na początku położna powiedziała, żeby mama poszła do pokoju odwiedzin i tam poczekała. Ale jak to mama nie wytrzymała i weszła na salę porodową, a jak już weszła to nikt jej nie wygonił. Zresztą kto miał to zrobić- cały czas była ze mną jedna położna, która też wychodziła na parę chwil i nikt więcej z personelu. Czasem inne zaglądały z ciekawości na jakim jesteśmy etapie.
Ból narastał, mega powoli postępowało rozwarcie. Pani położna Walczak (ogromne podziękowania za pomoc i opiekę przy porodzie, za cierpliwość i oddanie)masowała szyjkę żeby pomóc. Potem przez dłuższy czas słyszałam, że główka się ustawia (dla mnie trwało to wieczność), byłam wyczerpana, bałam się, że nie starczy mi sił, w bólu i chyba niskiej świadomości prosiłam położną żeby mi pomogła bo nie mam siły. Kolejny masaż szyjki, ciągłe zmiany pozycji (worek sako, krzesło, łóżko, drabinka i tak wkoło).Padałam z sił, pewnie dlatego, że trzy tygodnie przed porodem nie mogłam już spać po nocach, cały czas obserwowałam ruchy małej (no bo słabe tętno), było mi wciąż gorąco, niewygodnie i zwyczajnie nie mogłam spać. W dniu przyjęcia do szpitala wstałam o 6 rano, no to skąd miałam brać siły.
A główka nadal się ustawiała w końcu nadeszły tak gdzieś o 3:30 bóle parte (te naprawdę już tak nie bolą, a nawet dają światełko, że zaraz koniec). Jednak żeby nie było mi zbyt łatwo, te bóle znikały na dłuższe chwile, więc położna kombinowała w jakiej pozycji mam urodzić- worek sako hmm brak skórczy i zasypiam, krzesełko, brak skórczy ja zasypiam, łóżko tradycyjnie, odpada bóle krzyżowe, pękał mi kręgosłup i tu życie ratował mi mój dzielny mąż, który cały czas masował mi plecy. Kiedy mama chciała go wyręczyć, bo jemu męczyły się ręce, to już nie było to samo. Mama robiła to zbyt delikatnie. Bóle krzyżowe trzeba mocno rozcierać a nie głaskać. Moja dobra rada, jeśli podczas miesiączki odczuwacie bóle krzyżowe istnieje duża szansa, że przy porodzie też będziecie miały takie bóle i dlatego warto rodzić z kimś bliskim.
Czas się dłużył, skórcze przychodziły i odchodziły, ja w każdym momencie bez skórczu zasypiałam, w końcu położna poszła zapytać lekarza czy może podać mi oksytocynę bo inaczej nie urodzę gdyż skórcze odchodzą na coraz dłużej. Lekarz się zgodził. Oksytocyna w żyłę, skórcze powracają ale jeszcze są małe. Traciłam siły i cierpliwość. Przy każdym kolejnym skórczu wzmagała się we mnie chęć zakończenia porodu. Postanowiłam przeć nawet wtedy kiedy nie mam skórczu, tak się zawzięłam, żew końcu o 5:30 urodziłam w tzw. czepku malutką różową istotkę zalaną brzydkimi wodami(miały taki brunatny kolor). Ból odszedł jak ją tylko zobaczyłam, polały się łzy szczęścia.Ja płakałam jak bóbr, moja mama też a tata dumny latał od małej do mnie i zdawał mi relację co się dzieje. Ile waży mierzy i jaka do niego podobna(to fakt czyste ksero tatusia)itp.
Potem urodzenie łożyska (badanie Doplera było trafne, bo łożysko było częściowo zwapnione, co w przypadku póżniejszego porodu mogło zaszkodzić malutkiej). Położono mi córcię na brzuchu my cieszyłyśmy się sobą po bokach miałam męża z prawej mamę z lewej a niżej sztab położnych jedna mnie szyła druga myła,trzecia sprzątała, kolejna pocieszała i opowiadała mi o córeczce.
Nigdy nie spotkałam tylu życzliwych osób jednego dnia, ba w ciągu miesiąca nie widziałam tylu życzliwych osób co w szpitalu w Pucku.Widać że personel tego szpitala pracuje z powołania a nie za kasę. Pojechałam tam rodzić bo mają dobrą opinię i nie żałuję.Ważne dla Was- jeżeli chcecie dostać jakiekolwiek znieczulenie czy coś przeciwbólowego w trakcie porodu to Puck Wam tego nie da.Tam rodzi się całkowicie z zgodzie z naturą i powiem szczerze da się to wytrzymać, chociaż w trakcie ma się inne wrażenie. Ja z bólu krzyknęłam tylko trzy razy.
Przy okazji wielkie dzięki dla zespołu medycznego szpitala w Pucku, który miał dyżur w nocy z 21 na 22 marca. Jesteście wielcy i oddani swojej pracy.
Tak naprawdę ile rodzących tyle opinii. Opisałam Wam mój poród bo wiem jak mnie to ciekawiło.
Ja Puck będę chwaliła, co prawda rodzisz całkowicie naturalnie, ale jeszcze nigdy nie spotkałam tylu przyjaznych wobec obcej osoby (mam na myśli siebie) ludzi. Każdy był oddany i chciał pomóc, a widziałam ich pierwszy raz w życiu. Położne i pielęgniarki od noworodków są na każde skinienie, do maluchów mówią jakby były prawdziwymi ciociami.
Ja nie wydałabym tyle kasy za jak to nazywają niektóre z Was komfort psychiczny ( czyli poród płatny).
Jaki można mieć komfort podczas porodu, jak co chwilę ktoś bada, sprawdza, boli i masz stracha czy dzidziuś zdrowy? A pamiętajcie, że nawet swiss jak z maluchem coś jest nie tak wywozi brzdąca na Zaspę- niezły komfort za 4 koła... . No ale decyzja gdzie rodzić należy do Was, ważne by wszystko było szczęśliwie!
Jestem już po porodzie
Córeczka Kasia ma 12 dni waga 3110 i długość 53cm.Jest cudowna! Przytyła całe pół kilograma od wyjścia ze szpitala.
Postanowiłam opisać Wam mój poród, bo pewnie tak jak ja wcześniej, Wy też macie z tym dylemat. Jeśli macie jakieś pytania chętnie odpiszę!
Mój poród był wywoływany, ponieważ w ostatnim miesiącu ciąży małej spadło tętno, co lekarz wykrył podczas badania doplerem i mocno nas uczulał, żebym nie przenosiła ciązy.
Zatem 20 marca, bo taki miałam termin zgłosiliśmy się do szpitala w Pucku i tam lekarz dyżurujący (akurat był nim ordynator Przyboś-fajny gość od razu mówił na Ty-ciekawe podejście) jak usłyszał, że mieliśmy kłopot z tętnem, przeprosił nas i powiedział, że Puck niestety nie ma Doplera, ale zaraz coś wymyśli. Wyszedł z zabiegowego po chwili wrócił z kartką i kazał nam jechać do prywatnego gabinetu, gdzie jego kolega-UWAGA-za darmo zrobi Doplera i będziemy wiedzieli co robić.
Podjechaliśmy na badanie i tym razem tętno było w porządku, ale było mało wód płodowych i coś się dzieje z łożyskiem (że niby może być niewydolne jak odłożymy poród). Wróciliśmy do szpitala i dr Przyboś kazał nam wrócić na 7:30 rano on będzie miał jeszcze dyżur i będziemy wywoływać poród.
Na drugi dzień 7:30 szpital Puck, przyjęcie. po obchodzie o 10ej dostałam pierwszy zastrzyk i przed 14ą poczułam pierwsze skórcze (taki ból w dole brzucha jak przed miesiączką). Ból się nasilał w dość szybkim tempie i zaczęły się sączyć wody. Skórcze stawały się mega bolesne, położna cały czas mówiła żebym się położyła i zasnęła, ale nie było takiej opcji. Ból był na tyle silny (krzyżowy)że nie pozwalał mi na odpoczynek. Nawet nie byłam w stanie odpowiedzieć na pytanie co ile mam skórcze. Bolało mnie ciągle, tyle że zmiennie.O 22ej dostałam kolejny zastrzyk, rozwarcie na dwa palce (za mało, żeby zrobić krok na przód, czyli iść na porodówkę).
I tak od przed 14ądo 24 krążyłam po pokoju ze skórczami i za małym rozwarciem, znosząc ból i popłakując. Pamiętajcie dziewczyny w Pucku nie podają nic przeciwbólowego, wszystko całkowicie w zgodzie z naturą. W końcu JEST!!! zbadano mnie - rozwarcie ponad trzy palce. Usłyszałam zadzwoń do męża idziesz na porodówkę. Razem z mężem przyjechała moja mama i o dziwo mieliśmy poród trzy osobowy ja, mąż i moja mama. Nikt jej nie wyprosił, nie krzyczał, była to była, chociaż na początku położna powiedziała, żeby mama poszła do pokoju odwiedzin i tam poczekała. Ale jak to mama nie wytrzymała i weszła na salę porodową, a jak już weszła to nikt jej nie wygonił. Zresztą kto miał to zrobić- cały czas była ze mną jedna położna, która też wychodziła na parę chwil i nikt więcej z personelu. Czasem inne zaglądały z ciekawości na jakim jesteśmy etapie.
Ból narastał, mega powoli postępowało rozwarcie. Pani położna Walczak (ogromne podziękowania za pomoc i opiekę przy porodzie, za cierpliwość i oddanie)masowała szyjkę żeby pomóc. Potem przez dłuższy czas słyszałam, że główka się ustawia (dla mnie trwało to wieczność), byłam wyczerpana, bałam się, że nie starczy mi sił, w bólu i chyba niskiej świadomości prosiłam położną żeby mi pomogła bo nie mam siły. Kolejny masaż szyjki, ciągłe zmiany pozycji (worek sako, krzesło, łóżko, drabinka i tak wkoło).Padałam z sił, pewnie dlatego, że trzy tygodnie przed porodem nie mogłam już spać po nocach, cały czas obserwowałam ruchy małej (no bo słabe tętno), było mi wciąż gorąco, niewygodnie i zwyczajnie nie mogłam spać. W dniu przyjęcia do szpitala wstałam o 6 rano, no to skąd miałam brać siły.
A główka nadal się ustawiała w końcu nadeszły tak gdzieś o 3:30 bóle parte (te naprawdę już tak nie bolą, a nawet dają światełko, że zaraz koniec). Jednak żeby nie było mi zbyt łatwo, te bóle znikały na dłuższe chwile, więc położna kombinowała w jakiej pozycji mam urodzić- worek sako hmm brak skórczy i zasypiam, krzesełko, brak skórczy ja zasypiam, łóżko tradycyjnie, odpada bóle krzyżowe, pękał mi kręgosłup i tu życie ratował mi mój dzielny mąż, który cały czas masował mi plecy. Kiedy mama chciała go wyręczyć, bo jemu męczyły się ręce, to już nie było to samo. Mama robiła to zbyt delikatnie. Bóle krzyżowe trzeba mocno rozcierać a nie głaskać. Moja dobra rada, jeśli podczas miesiączki odczuwacie bóle krzyżowe istnieje duża szansa, że przy porodzie też będziecie miały takie bóle i dlatego warto rodzić z kimś bliskim.
Czas się dłużył, skórcze przychodziły i odchodziły, ja w każdym momencie bez skórczu zasypiałam, w końcu położna poszła zapytać lekarza czy może podać mi oksytocynę bo inaczej nie urodzę gdyż skórcze odchodzą na coraz dłużej. Lekarz się zgodził. Oksytocyna w żyłę, skórcze powracają ale jeszcze są małe. Traciłam siły i cierpliwość. Przy każdym kolejnym skórczu wzmagała się we mnie chęć zakończenia porodu. Postanowiłam przeć nawet wtedy kiedy nie mam skórczu, tak się zawzięłam, żew końcu o 5:30 urodziłam w tzw. czepku malutką różową istotkę zalaną brzydkimi wodami(miały taki brunatny kolor). Ból odszedł jak ją tylko zobaczyłam, polały się łzy szczęścia.Ja płakałam jak bóbr, moja mama też a tata dumny latał od małej do mnie i zdawał mi relację co się dzieje. Ile waży mierzy i jaka do niego podobna(to fakt czyste ksero tatusia)itp.
Potem urodzenie łożyska (badanie Doplera było trafne, bo łożysko było częściowo zwapnione, co w przypadku póżniejszego porodu mogło zaszkodzić malutkiej). Położono mi córcię na brzuchu my cieszyłyśmy się sobą po bokach miałam męża z prawej mamę z lewej a niżej sztab położnych jedna mnie szyła druga myła,trzecia sprzątała, kolejna pocieszała i opowiadała mi o córeczce.
Nigdy nie spotkałam tylu życzliwych osób jednego dnia, ba w ciągu miesiąca nie widziałam tylu życzliwych osób co w szpitalu w Pucku.Widać że personel tego szpitala pracuje z powołania a nie za kasę. Pojechałam tam rodzić bo mają dobrą opinię i nie żałuję.Ważne dla Was- jeżeli chcecie dostać jakiekolwiek znieczulenie czy coś przeciwbólowego w trakcie porodu to Puck Wam tego nie da.Tam rodzi się całkowicie z zgodzie z naturą i powiem szczerze da się to wytrzymać, chociaż w trakcie ma się inne wrażenie. Ja z bólu krzyknęłam tylko trzy razy.
Przy okazji wielkie dzięki dla zespołu medycznego szpitala w Pucku, który miał dyżur w nocy z 21 na 22 marca. Jesteście wielcy i oddani swojej pracy.
Tak naprawdę ile rodzących tyle opinii. Opisałam Wam mój poród bo wiem jak mnie to ciekawiło.
Ja Puck będę chwaliła, co prawda rodzisz całkowicie naturalnie, ale jeszcze nigdy nie spotkałam tylu przyjaznych wobec obcej osoby (mam na myśli siebie) ludzi. Każdy był oddany i chciał pomóc, a widziałam ich pierwszy raz w życiu. Położne i pielęgniarki od noworodków są na każde skinienie, do maluchów mówią jakby były prawdziwymi ciociami.
Ja nie wydałabym tyle kasy za jak to nazywają niektóre z Was komfort psychiczny ( czyli poród płatny).
Jaki można mieć komfort podczas porodu, jak co chwilę ktoś bada, sprawdza, boli i masz stracha czy dzidziuś zdrowy? A pamiętajcie, że nawet swiss jak z maluchem coś jest nie tak wywozi brzdąca na Zaspę- niezły komfort za 4 koła... . No ale decyzja gdzie rodzić należy do Was, ważne by wszystko było szczęśliwie!
[url=http://bejbej.pl/]

[/url]

[/url]
Ja również wybrałam Puck. Personel jest naprawde wspaniały, uczynny i miły oraz na każde zawołanie. Położne pokazują jak przystawić dziecko do piersi. Nakazły mi rodzić na krzesełku, co miało mi ułatwić poród. Tak też się stało (rodziłam w sumie 1,5 godziny).
Nawet, gdy dziecko w nocy mi płakało, zabrały do siebie, przewinęły, otuliły i przyniosły spowrotem uspokojnego dzieciaczka :)
Generalnie polecam!
Nawet, gdy dziecko w nocy mi płakało, zabrały do siebie, przewinęły, otuliły i przyniosły spowrotem uspokojnego dzieciaczka :)
Generalnie polecam!
Pomarańczka, a gdzie chcesz rodzić? Ogólnie jeśli nie masz nikogo znajomego, to jakie będziesz miała wrażenia z porodu, zależą od tego na jaką opiekę trafisz, ale dużo daje nastawienie rodzącej.
Mój poród był trudny, bo mała urodziła się z rączką przy główce i wychodziła równocześnie główka i rączka. Ale my babeczki jesteśmy silne i dajemy sobie radę.
Ja zaraz po porodzie powiedziałam, że jak mi się uda to drugie też urodzę w Pucku jeśli nie zamkną wcześniej szpitala, bo takie są plany.
Ogólnie Puck ma swój klimat.
Mój poród był trudny, bo mała urodziła się z rączką przy główce i wychodziła równocześnie główka i rączka. Ale my babeczki jesteśmy silne i dajemy sobie radę.
Ja zaraz po porodzie powiedziałam, że jak mi się uda to drugie też urodzę w Pucku jeśli nie zamkną wcześniej szpitala, bo takie są plany.
Ogólnie Puck ma swój klimat.
[url=http://bejbej.pl/]

[/url]

[/url]
Wejherowo też ma świetne opinie. Nie wkręcaj sobie niczego. Niezależnie od tego jaki szpital wybierzesz wszystko zależy od Twojej współpracy z położną i Twojego nastawienia.
Myśl pozytywnie i ciesz się chwilą, nie jest tak strasznie jak słyszysz wkoło.
A decydujecie się na rodzinny, czy sama wolisz?
Myśl pozytywnie i ciesz się chwilą, nie jest tak strasznie jak słyszysz wkoło.
A decydujecie się na rodzinny, czy sama wolisz?
[url=http://bejbej.pl/]

[/url]

[/url]
pomarańczka ja chociaż mam szpital pcki pod nosem to wolałam pojechac do wejherowa:) nie żałuje ,do puckiego nie mam przekonania
od razu sie nastawilismy ze bede rodzic w wejherowie (tam pracuje mój lekarz,tam chodzilismy do szkoły rodzenia) byłam bardzo zadowolona szczególnie z osobnej sali po urodzeniu i z połoznych juz na połoznictwie
Nie wkrecaj sobie niczego ,jak leżałam na patologii (luty 2007) to było bardzo dużo porodów i jakos sobie szpital poradził :)
od razu sie nastawilismy ze bede rodzic w wejherowie (tam pracuje mój lekarz,tam chodzilismy do szkoły rodzenia) byłam bardzo zadowolona szczególnie z osobnej sali po urodzeniu i z połoznych juz na połoznictwie
Nie wkrecaj sobie niczego ,jak leżałam na patologii (luty 2007) to było bardzo dużo porodów i jakos sobie szpital poradził :)
Pomarańczka, mój mąż też nie chciał być przy porodzie, ale teraz twierdzi że przy drugim będzie koniecznie. A decyzję że będzie podczas porodu podjął na dzień przed porodem. Powiedziałam mu , że jak go nie będzie a ja będę leżała rodząc a coś pójdzie nie tak to ja nawet nie będę w stanie zareagować albo iść coś załatwić z lekarzami. A tak osoba na chodzie obecna podczas całej akcji myśli bardziej trzeźwo.
Na szczęście nie było komplikacji, ale pomógł mi w tych krzyżowych bólach.
No i rozmawialliśmy też o tym , czy jak zobaczy poród nie nabierze obrzydzenia, bo podobno różnie panowie reagują na ten widok.
Było o.k.
Mam nadzieję, że Twój mąż się zdecyduje i razem przeżyjecie tą wyjątkową chwilę.
Na szczęście nie było komplikacji, ale pomógł mi w tych krzyżowych bólach.
No i rozmawialliśmy też o tym , czy jak zobaczy poród nie nabierze obrzydzenia, bo podobno różnie panowie reagują na ten widok.
Było o.k.
Mam nadzieję, że Twój mąż się zdecyduje i razem przeżyjecie tą wyjątkową chwilę.
[url=http://bejbej.pl/]

[/url]

[/url]
Ja dzis widziałam na zdjęciach u koleżanki jak wygląda sala porodowa- wypaśnie. Ogólnie ona była bardzo zadowolona, ale jak mi powiedziała jakimi tekstami chwilami do niej te położne sypały, to może się odechcieć. Poza tym na siłę ja wypuścili do domu, choć mały się zaczął zażółcać i miała problem, bo żółtaczka się rozkręciła i utrzymywała przez 13 dni. Gdyby ją zostawili w szpitalu to pewnie byłoby inaczej.
Ja tak jak Renni rodziłam w Pucku, tylko że dokładnie 3 tygodnie po niej. Żeby było śmieszniej rodziłyśmy w tej samej sali i po wszystkim leżałyśmy dokładnie na tym samym łóżku. Z tą różnicą, że Renni na krzesełku, a u mnie nie było czasu i na łóżku, bo od wejścia w drzwi oddziału do przyjścia na świat mojego maleństwa minęło zaledwie niecała godzina.
Polecam Puck głównie ze względu na personel. Różne rzeczy słyszałam na ten temat od różnych ludzi, ale prawda jest taka, że to wszystko jest kwestia nastawienia. Ja starałam się być miła dla wszystkich i pewnie to mi się przydało. Położna, która przyjmowała mój poród była bezpośrednia (cytuję: "jeszcze trochę Kaśka, no jeszcze raz" itp.), co ułatwiło mi "zadanie" i w pewien sposób spowodowało uczucie rodzinnej atmosfery i wzajemnego zaufania.
Sam poród wspominam bardzo dobrze. Może dlatego, że wbrew wszystkiemu był to łatwy poród? Źle wspominam tydzień po. Zostałam nacięta, tak jak większość rodzących, chociaż była to ostatnia rzecz jakiej chciałam, ale nie było wyjścia i musieli mnie naciąć. W sumie nie czułam nic, dopóki nie nastał poranek. Nie mogłam siedzieć, chociaż próbowałam się zmusić, patrząc na koleżanki z pokoju (było nas 3). Nie dało rady. Nawet po powrocie do domu był problem. Pożyczyłam kółko poporodowe, ale i tak miałam problemy, żeby na nim siadać. Czekałam na zdjęcie szwów jak na zbawienie. Niestety nie było to takie hop siup. Po tygodniu od porodu okazało się, że szwy mi puściły. Położna, która miała mi szwy pościągać, powiedziała, że to prawdopodobnie przez mój organizm, ale jak było na prawdę to nie wiem. W każdym razie telefonicznie umówiłam się z położnymi w Szpitalu w Pucku, że przyjadę na określoną godzinę dwa dni później i obejrzy mnie lekarz ginekolog. Tak się stało. Pojechałam tam i na oddziale w gabinecie zabiegowym obejrzał mnie lekarz i stwierdził, że będzie dobrze.
Ależ się rozpisałam, a nie o tym chciałam pisać. Nie będę już kasować. Sorki dziewczyny.
Wracając do tematu:
Po powrocie do domu, jak każda młoda matka, znalazło się kilka wątpliwości odnośnie noworodka. Nie wiedziałam, gdzie się zwrócić, a nie chciałam dzwonić do obcych ludzi, którzy nawet maleństwa nie widzieli. Zadzwoniłam więc do pokoju pielęgniarek noworodkowych w Szpitalu w Pucku. Panie, jak się okazało, kojarzyły mnie i moje dziecko. Doradziły i poleciły się na przyszłość, gdybym miała jeszcze jakieś wątpliwości. Skorzystałam z tej propozycji jeszcze 2 razy :-)
Tak samo było w przypadku tych fatalnych szwów. Zadzwoniłam zestresowana do pokoju położnych i tam też sympatyczna kobieta doradziła mi co mam zrobić i że w razie wątpliwości też mogę dzwonić. Skorzystałam potem jeszcze raz. :-)
Także bardzo polecam ten szpital ze względu na personel, łącznie z panią salową (która doradziła mi jak przytrzymać maleństwo). Gorzej z jedzeniem, bo było raczej jałowe i średnio podane, ale jak ktoś jest głodny to i takie zje. A ja po porodzie to bym konia z kopytami wciągnęła, chociaż jak się szybko okazało - wielki apetyt, a małe możliwości :-)
Pozdrawiam
PS. Grubo zastanowiłabym się nad tym czy wydawać tysiące złotych na prywatne kliniki, skoro w państwowych nie jest wcale źle. Źle piszą o nich przeważnie osoby, które spodziewają się że cały personel będzie skakał tylko nad nimi, jakby stanowiły pępek świata. Bądźmy realistami!
Polecam Puck głównie ze względu na personel. Różne rzeczy słyszałam na ten temat od różnych ludzi, ale prawda jest taka, że to wszystko jest kwestia nastawienia. Ja starałam się być miła dla wszystkich i pewnie to mi się przydało. Położna, która przyjmowała mój poród była bezpośrednia (cytuję: "jeszcze trochę Kaśka, no jeszcze raz" itp.), co ułatwiło mi "zadanie" i w pewien sposób spowodowało uczucie rodzinnej atmosfery i wzajemnego zaufania.
Sam poród wspominam bardzo dobrze. Może dlatego, że wbrew wszystkiemu był to łatwy poród? Źle wspominam tydzień po. Zostałam nacięta, tak jak większość rodzących, chociaż była to ostatnia rzecz jakiej chciałam, ale nie było wyjścia i musieli mnie naciąć. W sumie nie czułam nic, dopóki nie nastał poranek. Nie mogłam siedzieć, chociaż próbowałam się zmusić, patrząc na koleżanki z pokoju (było nas 3). Nie dało rady. Nawet po powrocie do domu był problem. Pożyczyłam kółko poporodowe, ale i tak miałam problemy, żeby na nim siadać. Czekałam na zdjęcie szwów jak na zbawienie. Niestety nie było to takie hop siup. Po tygodniu od porodu okazało się, że szwy mi puściły. Położna, która miała mi szwy pościągać, powiedziała, że to prawdopodobnie przez mój organizm, ale jak było na prawdę to nie wiem. W każdym razie telefonicznie umówiłam się z położnymi w Szpitalu w Pucku, że przyjadę na określoną godzinę dwa dni później i obejrzy mnie lekarz ginekolog. Tak się stało. Pojechałam tam i na oddziale w gabinecie zabiegowym obejrzał mnie lekarz i stwierdził, że będzie dobrze.
Ależ się rozpisałam, a nie o tym chciałam pisać. Nie będę już kasować. Sorki dziewczyny.
Wracając do tematu:
Po powrocie do domu, jak każda młoda matka, znalazło się kilka wątpliwości odnośnie noworodka. Nie wiedziałam, gdzie się zwrócić, a nie chciałam dzwonić do obcych ludzi, którzy nawet maleństwa nie widzieli. Zadzwoniłam więc do pokoju pielęgniarek noworodkowych w Szpitalu w Pucku. Panie, jak się okazało, kojarzyły mnie i moje dziecko. Doradziły i poleciły się na przyszłość, gdybym miała jeszcze jakieś wątpliwości. Skorzystałam z tej propozycji jeszcze 2 razy :-)
Tak samo było w przypadku tych fatalnych szwów. Zadzwoniłam zestresowana do pokoju położnych i tam też sympatyczna kobieta doradziła mi co mam zrobić i że w razie wątpliwości też mogę dzwonić. Skorzystałam potem jeszcze raz. :-)
Także bardzo polecam ten szpital ze względu na personel, łącznie z panią salową (która doradziła mi jak przytrzymać maleństwo). Gorzej z jedzeniem, bo było raczej jałowe i średnio podane, ale jak ktoś jest głodny to i takie zje. A ja po porodzie to bym konia z kopytami wciągnęła, chociaż jak się szybko okazało - wielki apetyt, a małe możliwości :-)
Pozdrawiam
PS. Grubo zastanowiłabym się nad tym czy wydawać tysiące złotych na prywatne kliniki, skoro w państwowych nie jest wcale źle. Źle piszą o nich przeważnie osoby, które spodziewają się że cały personel będzie skakał tylko nad nimi, jakby stanowiły pępek świata. Bądźmy realistami!




