Widok
"A bezdzietność jednego z partnerów nie oznacza z automatu braku jego zrozumienia potrzeb i priorytetów dla drugiej połówki ;)"
Oczywiście, że nie, wszystko zależy od człowieka :-)
"Z wpisów Doroty wynika, że taki związek jest techniczną niemożliwością, bo żadne nie miało będzie czasu, żeby chociażby się poznać"
"Z wpisów Antego wynika, że taki związek będzie wieczną wojną o uwagę partnera ;D"
Jednemu i drugiemu zaprzeczam :-) Jak najbardziej taki związek jest technicznie możliwy i nie jest wieczną wojną (a przynajmniej nie musi być), wiem co mówię :-)
Oczywiście, że nie, wszystko zależy od człowieka :-)
"Z wpisów Doroty wynika, że taki związek jest techniczną niemożliwością, bo żadne nie miało będzie czasu, żeby chociażby się poznać"
"Z wpisów Antego wynika, że taki związek będzie wieczną wojną o uwagę partnera ;D"
Jednemu i drugiemu zaprzeczam :-) Jak najbardziej taki związek jest technicznie możliwy i nie jest wieczną wojną (a przynajmniej nie musi być), wiem co mówię :-)
> uważam, że lepszym partnerem dla kobiety z dzieckiem, jest facet, który też dziecko lub dzieci posiada.
Z wpisów Doroty wynika, że taki związek jest techniczną niemożliwością, bo żadne nie miało będzie czasu, żeby chociażby się poznać.
Z wpisów Antego wynika, że taki związek będzie wieczną wojną o uwagę partnera ;D
Z życia wiem, że takie związki istnieją, rzadkoścą nie są i często mają się dobrze :)
A bezdzietność jednego z partnerów nie oznacza z automatu braku jego zrozumienia potrzeb i priorytetów dla drugiej połówki ;)
Z wpisów Doroty wynika, że taki związek jest techniczną niemożliwością, bo żadne nie miało będzie czasu, żeby chociażby się poznać.
Z wpisów Antego wynika, że taki związek będzie wieczną wojną o uwagę partnera ;D
Z życia wiem, że takie związki istnieją, rzadkoścą nie są i często mają się dobrze :)
A bezdzietność jednego z partnerów nie oznacza z automatu braku jego zrozumienia potrzeb i priorytetów dla drugiej połówki ;)
"Nie mówię, że to niemożliwe tylko bardzo trudne. Czytajcie ze zrozumieniem :) I niech się wypowiadają osoby które to przeżyły, a nie takie co nie mają dzieci, albo np. wychowuje drugi rodzic."
Zatem mogę się wypowiedzieć ja ;-) Faktycznie jest trudne, ale czy bardzo... raczej nie. Kluczowa jest tu kwestia podejścia drugiej strony i oczywiście akceptacji dziecka.
Można wszystko pogodzić. Nie uważam, żeby zawsze ktoś był poszkodowany (partner lub dziecko). Nigdy żadna matka nie poświęca 100% uwagi i czasu swojemu dziecku. A czy poświęca go na książkę, telewizję, aerobik, czy faceta, nie ma znaczenia. Po drugie musi być facet, który w pełni akceptuje fakt, że kobieta jest matką, oraz akceptuje jej dziecko/ci, które mu nie przeszkadza. Dlatego od dawien, dawna uważam, że lepszym partnerem dla kobiety z dzieckiem, jest facet, który też dziecko lub dzieci posiada.
Niestety wygląda to często tak, że mimo deklaracji ze strony faceta, iż dziecko zupełnie mu nie przeszkadza, jest odwrotnie. Nie widzi on przyjemności w spędzaniu czasu z ukochaną i jej pociechą. Często wręcz to dziecko przeszkadza.
A przytaczane tu porównania, że dla kobiet często dziecko jest ważniejsze od partnera, jest dla mnie śmieszne. Nie da się tego porównać. I bez urazy, ale chyba może to powiedzieć tylko ktoś, kto dzieci nie ma.
Zatem mogę się wypowiedzieć ja ;-) Faktycznie jest trudne, ale czy bardzo... raczej nie. Kluczowa jest tu kwestia podejścia drugiej strony i oczywiście akceptacji dziecka.
Można wszystko pogodzić. Nie uważam, żeby zawsze ktoś był poszkodowany (partner lub dziecko). Nigdy żadna matka nie poświęca 100% uwagi i czasu swojemu dziecku. A czy poświęca go na książkę, telewizję, aerobik, czy faceta, nie ma znaczenia. Po drugie musi być facet, który w pełni akceptuje fakt, że kobieta jest matką, oraz akceptuje jej dziecko/ci, które mu nie przeszkadza. Dlatego od dawien, dawna uważam, że lepszym partnerem dla kobiety z dzieckiem, jest facet, który też dziecko lub dzieci posiada.
Niestety wygląda to często tak, że mimo deklaracji ze strony faceta, iż dziecko zupełnie mu nie przeszkadza, jest odwrotnie. Nie widzi on przyjemności w spędzaniu czasu z ukochaną i jej pociechą. Często wręcz to dziecko przeszkadza.
A przytaczane tu porównania, że dla kobiet często dziecko jest ważniejsze od partnera, jest dla mnie śmieszne. Nie da się tego porównać. I bez urazy, ale chyba może to powiedzieć tylko ktoś, kto dzieci nie ma.
@Anty
>>Gdy przyjaźń się pogłębia to tworzy się bliskość (intymność), a ta powoduje pociąg seksualny
EDIT: pół posta wrąbało bo oznaczyłem cytat odwróconymi podwójnymi trójkątnymi nawiasami. Już mi się nie chce pisać drugi raz o tej godzinie. (ani pomstować na jakość kodu;)
Po prostu: "Ludwiku Dorn i Sabo. Nie idźcie tą drogą"
>>Gdy przyjaźń się pogłębia to tworzy się bliskość (intymność), a ta powoduje pociąg seksualny
EDIT: pół posta wrąbało bo oznaczyłem cytat odwróconymi podwójnymi trójkątnymi nawiasami. Już mi się nie chce pisać drugi raz o tej godzinie. (ani pomstować na jakość kodu;)
Po prostu: "Ludwiku Dorn i Sabo. Nie idźcie tą drogą"
> bo mniej czasu zużyjesz na szukanie przyjaźni i zamienienie jej w miłość, niż szukanie chemii
Mam dokładnie odwrotne przekonanie, z wieloletniej autopsji ;)
Z jednym zastrzeżeniem: chemii się nie szuka, bo się jej nie da "znaleźć".
Chemia się trafia. Można tylko stworzyć podatny grunt na jej przyjęcie.
Mam dokładnie odwrotne przekonanie, z wieloletniej autopsji ;)
Z jednym zastrzeżeniem: chemii się nie szuka, bo się jej nie da "znaleźć".
Chemia się trafia. Można tylko stworzyć podatny grunt na jej przyjęcie.
>Jeśli tak, to związek ma szanse trwać, jeśli nie, to lepiej szybko sobie o tym powiedzieć i się rozstać niż brnąć w coś, co przyszłości niie ma.
Właściwie masz racje, problem jednak stanowi czas, bo mniej czasu zużyjesz na szukanie przyjaźni i zamienienie jej w miłość, niż szukanie chemii i zamienienie jej w przyjaźń a później w miłość. Zwłaszcza, że o chemię łatwo, a jej wypalenie zajmuje trochę czasu, i zwykle później się jeszcze trochę czeka, by się przekonać, jak to dalej będzie.
Życie zaś ma swój termin ważności.
>Nie ma za co, po prostu żal mi się Ciebie zrobiło ;))
Niepotrzebnie, jestem szczęśliwym człowiekiem i dzięki odpowiednim zabiegom myślowym moje szczęście z roku na rok jest coraz większe:)
Ale to miłe z Twojej strony, że poświęcasz swoje uczucia dla obcej osoby w necie:)
Właściwie masz racje, problem jednak stanowi czas, bo mniej czasu zużyjesz na szukanie przyjaźni i zamienienie jej w miłość, niż szukanie chemii i zamienienie jej w przyjaźń a później w miłość. Zwłaszcza, że o chemię łatwo, a jej wypalenie zajmuje trochę czasu, i zwykle później się jeszcze trochę czeka, by się przekonać, jak to dalej będzie.
Życie zaś ma swój termin ważności.
>Nie ma za co, po prostu żal mi się Ciebie zrobiło ;))
Niepotrzebnie, jestem szczęśliwym człowiekiem i dzięki odpowiednim zabiegom myślowym moje szczęście z roku na rok jest coraz większe:)
Ale to miłe z Twojej strony, że poświęcasz swoje uczucia dla obcej osoby w necie:)
"Zrozumiał, że nie tylko był jej bliski, ale nie wiedział gdzie on się kończy, a ona zaczyna"
> Zwykle chemia pozwala doprowadzić dwie osoby do łóżka - taki jest cel jej istnienia.
Zgadza się.
> Potem istnieje szansa, że pojawi się przywiązanie.
To oksytocyna po dobrym orgazmie, ale zgadza się.
> Czy zostaje tam miejsce na przyjaźń?
Oczywiście.
Jak pisałem, powyższe redefiniuje nasze życie. Kontakt z drugą stroną jest priorytetem. Wtedy można się z nią zaprzyjaźnić. Albo nie.
Jeśli tak, to związek ma szanse trwać, jeśli nie, to lepiej szybko sobie o tym powiedzieć i się rozstać niż brnąć w coś, co przyszłości niie ma.
Zgadza się.
> Potem istnieje szansa, że pojawi się przywiązanie.
To oksytocyna po dobrym orgazmie, ale zgadza się.
> Czy zostaje tam miejsce na przyjaźń?
Oczywiście.
Jak pisałem, powyższe redefiniuje nasze życie. Kontakt z drugą stroną jest priorytetem. Wtedy można się z nią zaprzyjaźnić. Albo nie.
Jeśli tak, to związek ma szanse trwać, jeśli nie, to lepiej szybko sobie o tym powiedzieć i się rozstać niż brnąć w coś, co przyszłości niie ma.