Widok
Szukam pani dla mojego męża
Jak w tytule, jesteśmy w trakcie rozwodu. Mąż ma 36 lat, ma 180cm wzrostu, jest chudy,potrafi gotować ale odkurzac już nie. Nie tańczy, nie odwiedza restauracji, z pubu wymaga opieki, góra dwie pozycje okazjonalnie ( i po alkoholu w nocy przy zgaszonym świetle) ogólnie jest miły i idzie się z nim dogadać. Robi zakupy. Nie przeprasza, nie wypowiada czułych słów, nie całuje się. Jeśli któraś z pań jest zainteresowana oddam w dobre ręce
Wątpię.
Nie mam żony, zatem trudno byłoby to zweryfikować. Aczkolwiek... z kobietami dogaduję się nieźle, po pubach się nie szlajam a co do seksu...
Mój kolega mawiał: nie ma mężczyzn impotentów, są tylko leniwe kobiety.
Nie wiem, czy się w ten sposób pocieszał ;] ale ma to sporo sensu.
Czasami po prostu nie iskrzy. Albo słomiany ogień się wypalił. Nie musi to być "wina", którejkolwiek ze stron. Kazda z nich, w jakiejś innej relacji, moze być demonem seksu. Ale w nie w tej. Ot... pech...
PS: jakby co, to nie jestem twoim mężem zainteresowany ;] Może tobą.. troszkę...Z racji poczucia humoru - bo założyłas ten wątek :D
Nie mam żony, zatem trudno byłoby to zweryfikować. Aczkolwiek... z kobietami dogaduję się nieźle, po pubach się nie szlajam a co do seksu...
Mój kolega mawiał: nie ma mężczyzn impotentów, są tylko leniwe kobiety.
Nie wiem, czy się w ten sposób pocieszał ;] ale ma to sporo sensu.
Czasami po prostu nie iskrzy. Albo słomiany ogień się wypalił. Nie musi to być "wina", którejkolwiek ze stron. Kazda z nich, w jakiejś innej relacji, moze być demonem seksu. Ale w nie w tej. Ot... pech...
PS: jakby co, to nie jestem twoim mężem zainteresowany ;] Może tobą.. troszkę...Z racji poczucia humoru - bo założyłas ten wątek :D
> Mąż ma 36 lat, ma 180cm wzrostu, jest chudy,potrafi gotować
Właściwie to by wystarczyło, abyś nie musiała się o niego martwić.
Wymienione wady świadczą głównie o tym, że go nie pociągasz - co jest całkiem naturalne na etapie rozwodu.
Właściwie to by wystarczyło, abyś nie musiała się o niego martwić.
Wymienione wady świadczą głównie o tym, że go nie pociągasz - co jest całkiem naturalne na etapie rozwodu.
"Zrozumiał, że nie tylko był jej bliski, ale nie wiedział gdzie on się kończy, a ona zaczyna"
>> Mąż ma 36 lat, ma 180cm wzrostu, jest chudy,potrafi gotować
> Właściwie to by wystarczyło, abyś nie musiała się o niego martwić.
To by w zupełności wystarczyło, aby w ogóle nie zakładać wątku. O ile nie jest jakimś niemożebnym niemotą, to babę znajdzie.
Wróć... baba sama mu się znajdzie. W zasadzie wystarczy info "wolny, 36 lat".
Wróć... wystarczy info"wolny"
Wróć...wystarczy, że istnieje...i nie jest niemożebnym niemotą :D
A niemożebnym niemotą raczej nie jest, bo to by jak najgorzej świadczyło o "autorce wątku", zatem by się nim nie chwaliła :]
> Właściwie to by wystarczyło, abyś nie musiała się o niego martwić.
To by w zupełności wystarczyło, aby w ogóle nie zakładać wątku. O ile nie jest jakimś niemożebnym niemotą, to babę znajdzie.
Wróć... baba sama mu się znajdzie. W zasadzie wystarczy info "wolny, 36 lat".
Wróć... wystarczy info"wolny"
Wróć...wystarczy, że istnieje...i nie jest niemożebnym niemotą :D
A niemożebnym niemotą raczej nie jest, bo to by jak najgorzej świadczyło o "autorce wątku", zatem by się nim nie chwaliła :]
>...powiedział następny nieżonaty ;)
Tak, nieżonaty, ale i bez wymienionych wad:)))
Cóż lepiej chroni przed poczuciem uwięzienia i utratą pociągu do partnerki jeśli nie ciągła świadomość, że tylko dzisiaj jesteśmy razem, a jutro jest nieznane?
Tak, nieżonaty, ale i bez wymienionych wad:)))
Cóż lepiej chroni przed poczuciem uwięzienia i utratą pociągu do partnerki jeśli nie ciągła świadomość, że tylko dzisiaj jesteśmy razem, a jutro jest nieznane?
"Zrozumiał, że nie tylko był jej bliski, ale nie wiedział gdzie on się kończy, a ona zaczyna"
>bo to by jak najgorzej świadczyło o "autorce wątku", zatem by się nim nie chwaliła :]
Ona ogólnie się sobą nie chwali. Przypadek?:p
Nawet nie napisała, dlaczego go nie pociąga, i dlaczego on musi się tak poświęcać, by się upić w sztok, ryzykując życiem, aby spełnić swój małżeński obowiązek!
Ona ogólnie się sobą nie chwali. Przypadek?:p
Nawet nie napisała, dlaczego go nie pociąga, i dlaczego on musi się tak poświęcać, by się upić w sztok, ryzykując życiem, aby spełnić swój małżeński obowiązek!
"Zrozumiał, że nie tylko był jej bliski, ale nie wiedział gdzie on się kończy, a ona zaczyna"
> to jest hasło klucz
Nie odwiedzałem, ale ze wspomnień koleżanek słyszałem, ze nader często okazuje się, że to 180 cm to jest w sumie ;]
Choć dla części kobiet wzrost faceta jest faktycznie jakimś fetyszem.
Jedna z wysokich koleżanek kiedyś mi dosr*ła: Ty nie masz 180 (mając na myśli wyłącznie wymiar wzwyż, dla uściślenia ;])
Wkurzyłem się. Jak nie mam. Zawsze miałem...
Niedługo potem miałem okazję dostepu do takiej standardowej wagi lekarskiej, jak za króla Ćwieczka. Z szalkami i wyciąganą miarką. I rzeczywiście... 178
Kompresja kręgosłupa. Te 2 cm ubyły mi przez lata (dziesięciolecia), przez które się nie mierzyłem (bo i po co?) na dyskach międzykręgowych.
Druga koleżanka, 178, do dzisiaj mnie wspomina, jako pierwszego faceta, który nie wstydził się iść z Nią, w szpilkach. Wcześniej miała kompleksy. A raczej... jej poprzedni faceci...
Z kolei inna.. chociaż słabo się znamy, wyjaśniła mi swoje podejście do fetyszu wzrostu.
Przy wyższym, dużo wyższym, facecie, czuje się bezpieczniejsza. "Wtulona pod ramię". Przy moim wzroście, u kobiety, nie jest to łatwe.. ;)
Nie odwiedzałem, ale ze wspomnień koleżanek słyszałem, ze nader często okazuje się, że to 180 cm to jest w sumie ;]
Choć dla części kobiet wzrost faceta jest faktycznie jakimś fetyszem.
Jedna z wysokich koleżanek kiedyś mi dosr*ła: Ty nie masz 180 (mając na myśli wyłącznie wymiar wzwyż, dla uściślenia ;])
Wkurzyłem się. Jak nie mam. Zawsze miałem...
Niedługo potem miałem okazję dostepu do takiej standardowej wagi lekarskiej, jak za króla Ćwieczka. Z szalkami i wyciąganą miarką. I rzeczywiście... 178
Kompresja kręgosłupa. Te 2 cm ubyły mi przez lata (dziesięciolecia), przez które się nie mierzyłem (bo i po co?) na dyskach międzykręgowych.
Druga koleżanka, 178, do dzisiaj mnie wspomina, jako pierwszego faceta, który nie wstydził się iść z Nią, w szpilkach. Wcześniej miała kompleksy. A raczej... jej poprzedni faceci...
Z kolei inna.. chociaż słabo się znamy, wyjaśniła mi swoje podejście do fetyszu wzrostu.
Przy wyższym, dużo wyższym, facecie, czuje się bezpieczniejsza. "Wtulona pod ramię". Przy moim wzroście, u kobiety, nie jest to łatwe.. ;)
>słyszałem, ze nader często okazuje się, że to 180 cm to jest w sumie ;]
To wtedy to jest wytrych:d
>Przy wyższym, dużo wyższym, facecie, czuje się bezpieczniejsza.
Tak, wszystkie tak mówią, z pewnością brzmi to lepiej niż prawda;)
To wtedy to jest wytrych:d
>Przy wyższym, dużo wyższym, facecie, czuje się bezpieczniejsza.
Tak, wszystkie tak mówią, z pewnością brzmi to lepiej niż prawda;)
"Zrozumiał, że nie tylko był jej bliski, ale nie wiedział gdzie on się kończy, a ona zaczyna"
> Ona ogólnie się sobą nie chwali. Przypadek?:
Myślę, że to raczej forma odreagowania.
Rozstanie po latach nigdy nie jest proste. Pomijam już kwestie techniczne, typu wspólne dobra czy długi.
O dzieciach słowa nie ma, zatem przyjmuję, że temat nie istnieje.
Pozostaje cała otoczka. Wspólni znajomi, rodzina drugiej strony.
Jeśli ktoś się związał lata temu i praktycznie większość dorosłego życia spędził w tej otoczce, musi sobie jakoś zrekompensowac dziurę vel nocnik, w której przyjdzie mu żyć za chwilę.
Choćby nadrabiajac miną, że to "jego wina". Ja jestem ta dobra... nawet mu szukam miękkiej poduszki pod upadek..
Z drugiej strony.. może być to poczucie winy. Dałam ciała (całkiem prawdopodobnie, że dosłownie) i tej miągwie było juz za dużo. Choć mnie nie kręci, to fajny chłop z niego i niech służy jako aseksualny kucharz i dostawca komuś innemu.
Z trzeciej.. może być też czysty pragmatyzm.. czyli cesja kredytu, o której pisałem powyżej.
A najprawdopodobniej... wątek jest po prostu fejkiem, dla rozruszania Forum.
Myślę, że to raczej forma odreagowania.
Rozstanie po latach nigdy nie jest proste. Pomijam już kwestie techniczne, typu wspólne dobra czy długi.
O dzieciach słowa nie ma, zatem przyjmuję, że temat nie istnieje.
Pozostaje cała otoczka. Wspólni znajomi, rodzina drugiej strony.
Jeśli ktoś się związał lata temu i praktycznie większość dorosłego życia spędził w tej otoczce, musi sobie jakoś zrekompensowac dziurę vel nocnik, w której przyjdzie mu żyć za chwilę.
Choćby nadrabiajac miną, że to "jego wina". Ja jestem ta dobra... nawet mu szukam miękkiej poduszki pod upadek..
Z drugiej strony.. może być to poczucie winy. Dałam ciała (całkiem prawdopodobnie, że dosłownie) i tej miągwie było juz za dużo. Choć mnie nie kręci, to fajny chłop z niego i niech służy jako aseksualny kucharz i dostawca komuś innemu.
Z trzeciej.. może być też czysty pragmatyzm.. czyli cesja kredytu, o której pisałem powyżej.
A najprawdopodobniej... wątek jest po prostu fejkiem, dla rozruszania Forum.