Widok
Szukam rowerzysty bandyty
Szukam człowieka, który kopnął mój samochód 7 stycznia 2016 około godziny 13.20 na zbiegu ulic Chopina i Grunwaldzkiej w Gdańsku (blisko nowych siedzib WSB i IPN). Zdarzenie na filmie:
http://trojmiasto.tv/Rowerzysta-zatakowal-samochod-13712.html
Bandzior jechał w stronę Oliwy.
Proszę o pomoc i info na podajdanebandyty@wp.pl
http://trojmiasto.tv/Rowerzysta-zatakowal-samochod-13712.html
Bandzior jechał w stronę Oliwy.
Proszę o pomoc i info na podajdanebandyty@wp.pl
Zachowanie rowerzysty jest naganne i powinno być ukarane ALE równocześnie karalne jest publikowanie czyjegoś wizerunku (twarzy) tak jak to teraz zostało uczynione. Jeżeli gość się wkurzy, to sprawa zakończy się: zapłaceniem przez rowerzyste za uszkodzenie auta ORAZ sprawą w sądzie za publikację wizerunku, która już teraz doprowadziłą do tego, że na człowieku psy wieszają.
Ja tego wizerunku nie opublikowałem. Nie do mnie te żale. Natomiast portal zrobił to w interesie publicznym - bandyta napadł na spokojnych niczym mu niegrożących ludzi - takich trzeba zamykać. :)
Niczego nie blokowałem. Miałem na tym skrzyżowaniu pierwszeństwo, bo już na nie wjechałem. Ponadto obowiązuje tam znak STOP i musiałbym zatrzymać się przy krawędzi Grunwaldzkiej - nie da się tego zrobić w tym miejscu nie stając częściowo na pasach/ścieżce (i takie zatrzymanie jest zgodne z przepisami). Ponadto na tych pasach nie było ani pieszych ani rowerzystów, których musiałbym przepuścić. Natomiast bandyta rowerzysta wymuszał pierwszeństwo jadąc na pełnym gazie PRZED przejściem - poczytajcie przepisy. W dodatku miał czas mnie zbluzgać zanim wjechał na to skrzyżowanie i dopiero wtedy skopał auto. Ot wzór cnót.
Musiałem przez niego gwałtownie hamować narażając ewentualnych kierowców za mną. Szczęście, że i tak wolno jechałem, bo w odróżnieniu od tego bandziora myślę o innych użytkownikach dróg.
Pozdrówcie swojego kolegę bandytę i dalej trzymajcie z nim sztamę. Na pewno zapewni to Wam-cyklistom świetne "publicity".
Jednocześnie pozdrawiam normalnych rowerzystów - tych nietrzymających sztamy z przestępcą.
Niczego nie blokowałem. Miałem na tym skrzyżowaniu pierwszeństwo, bo już na nie wjechałem. Ponadto obowiązuje tam znak STOP i musiałbym zatrzymać się przy krawędzi Grunwaldzkiej - nie da się tego zrobić w tym miejscu nie stając częściowo na pasach/ścieżce (i takie zatrzymanie jest zgodne z przepisami). Ponadto na tych pasach nie było ani pieszych ani rowerzystów, których musiałbym przepuścić. Natomiast bandyta rowerzysta wymuszał pierwszeństwo jadąc na pełnym gazie PRZED przejściem - poczytajcie przepisy. W dodatku miał czas mnie zbluzgać zanim wjechał na to skrzyżowanie i dopiero wtedy skopał auto. Ot wzór cnót.
Musiałem przez niego gwałtownie hamować narażając ewentualnych kierowców za mną. Szczęście, że i tak wolno jechałem, bo w odróżnieniu od tego bandziora myślę o innych użytkownikach dróg.
Pozdrówcie swojego kolegę bandytę i dalej trzymajcie z nim sztamę. Na pewno zapewni to Wam-cyklistom świetne "publicity".
Jednocześnie pozdrawiam normalnych rowerzystów - tych nietrzymających sztamy z przestępcą.
Dla jakich "pierwszych", o mędrcze??? Niczego nie blokowałem - tam jest znak STOP, który zmuszałby mnie do zatrzymania przy krawędzi z Grunwaldzką. Musiałem gwałtownie hamować, bo bandyta wymuszał pierwszeństwo pędząc PRZED przejściem, na które ja już wjechałem. Dodam, że jechał bardzo wolno przygotowując się do prawidłowego zatrzymania.
Wyrabiasz markę cyklistom, oj wyrabiasz. :D
Wyrabiasz markę cyklistom, oj wyrabiasz. :D
Przestańże nazywać tego człowieka bandytą, bo mijasz się strasznie z prawdą, a sprawie to nie pomaga. Piszesz o wyrabianiu marki cyklistom, a sam kierowcom lepszej nie robisz. Trzymajmy się faktów i nie koloryzujmy.
Za słownikiem języka polskiego:
bandyta: zbir, człowiek żyjący z bandytyzmu
bandytyzm: dokonywanie morderstw, napadów
Za słownikiem języka polskiego:
bandyta: zbir, człowiek żyjący z bandytyzmu
bandytyzm: dokonywanie morderstw, napadów
Nie będę bronił gościa, bo zrobił źle. Ale powiem ci autorze filmiku, że jakiś czas temu jeździłem po ścieżkach naszych najbliższych zachodnich sąsiadów. I najwiekszy szok przeżyłem pierwszego dnia pobytu, kiedy dokładnie w tej samej sytuacji jakiej byłeś uczestnikiem, jechałem ścieżką rowerem, wolno, a z podporządkowanej wyjechało auto, paredziesiąt metrów przede mną. Zanim dojechałem do auta, kierowca mnie zauważył, a ponieważ nie zdążył się włączyć do ruchu - cofnął o pół metra i pomachał przyjaźnie dając wolny przejazd. Szczękę zbierałem przez długi czas, bo w Polsce jak jest - sami wiemy - człowiek w aucie istota wyższa nad pieszym i rowerzystą. Potem już przyzwyczaiłem się i nie raz widziałem, jak w takich samych momentach kierowcy cofali pojazdy, przepraszając, ze mi zajechali drogę. Można Niemców nie lubić z róznych powodów, ale kultury to się powinniśmy od nich uczyć.
Jechałem bardzo wolno. Zgodnie z przepisami. Koleżka wyzwał mnie od ch... i k... zanim wjechał na przejście - ja już na tym przejściu byłem. Potem mi skopał auto. Jechał bardzo szybko. Jak niby miałem zareagować? Nie miałem 50 metrów. Dałem po hamulcach - inaczej rozwaliłby mi bok i się poturbował. Ten rowerzysta złamał przepisy i mnie napadł w wyniku jego błędu. Dla mnie jest bandytą, którego należy wyeliminować z dróg.
W Niemczech są inne przepisy - tam rowerzyści mają zawsze pierwszeństwo co nota bene czyni udręką jeżdżenie samochodem po Berlinie w godzinach szczytu (cykliści są dosłownie wszędzie; podobnie jak trąbiący kierowcy).
W Polsce stan prawny jest następujący i tego się trzymajmy:
99 procent komentujących uznaje, że Pan popełnił wykroczenie. Nawet Pan pisze w komentarzu, ze nie zauważył może jakiegoś znaku, i że jest Pan jakoś winien. Tymczasem z filmiku i znaków które przy tej ulicy są wynika, że jechał Pan poprawnie a nawet grzecznościowo zachował się Pan zatrzymując się, aby nie potrącić rowerzysty, który z dużą prędkością dojeżdżał do przejazdu rowerowego - nie musiał Pan tego robić i mógł Pan spokojnie dojechać do linii bezwarunkowego zatrzymania przed samą Grunwaldzką a rowerzysta, gdyby wjechał w Pana auto byłby sam winien bo nie miał pierwszeństwa. Zgodnie z art 27 ustawy o ruchu drogowym rowerzysta ma pierwszeństwo, gdy znajduje się na przejeździe rowerowym (czyli jego koło przynajmniej musi znajdować się na przejeździe) . To że dojeżdża ścieżką do przejazdu rowerowego nie daje mu pierwszeństwa a z filmiku wynika, że gdy wjeżdżał Pan na przejazd rowerowy to rowerzysty tam jeszcze nie było i pojawił się tam dopiero jak Pan stanął.
Znak STOP nakazuje zatrzymać się na linii bezwarunkowego zatrzymania, która jak widać na filmiku znajduje się tuż przed aleją Grunwaldzką a nie przed pasami lub przejazdem rowerowym (i oczywiście tylko tej linii i tego miejsca dotyczy ten STOP a nie pasów lub przejazdu rowerowego). Kolejna rzecz to wiele osób uważa to miejsce za skrzyżowanie z drogą rowerową. Nie jest to skrzyżowanie a po prostu przejazd dla rowerów rządzący się takimi prawami jak przejście dla pieszych czyli ani pieszy na pasach ani rowerzysta nie ma tu pierwszeństwa względem pojazdu nadjeżdżającego tak jak Pana pojazd (o ile nie znajduje się już na tym przejeździe w momencie dojeżdżania samochodu do tego przejścia). Oczywiście ma pierwszeństwo w tej sytuacji względem samochodu skręcającego z Grunwaldzkiej w Chopina, ale tu nie mamy takiej sytuacji.
Pozdrawiam normalnych rowerzystów - takich jak Pan, który podesłał mi tę interpretację przepisów. Tak, tak - to kierowca-rowerzysta. Widzicie nie wszyscy trzymają sztamę z bandytierką uliczną. :D
W Niemczech są inne przepisy - tam rowerzyści mają zawsze pierwszeństwo co nota bene czyni udręką jeżdżenie samochodem po Berlinie w godzinach szczytu (cykliści są dosłownie wszędzie; podobnie jak trąbiący kierowcy).
W Polsce stan prawny jest następujący i tego się trzymajmy:
99 procent komentujących uznaje, że Pan popełnił wykroczenie. Nawet Pan pisze w komentarzu, ze nie zauważył może jakiegoś znaku, i że jest Pan jakoś winien. Tymczasem z filmiku i znaków które przy tej ulicy są wynika, że jechał Pan poprawnie a nawet grzecznościowo zachował się Pan zatrzymując się, aby nie potrącić rowerzysty, który z dużą prędkością dojeżdżał do przejazdu rowerowego - nie musiał Pan tego robić i mógł Pan spokojnie dojechać do linii bezwarunkowego zatrzymania przed samą Grunwaldzką a rowerzysta, gdyby wjechał w Pana auto byłby sam winien bo nie miał pierwszeństwa. Zgodnie z art 27 ustawy o ruchu drogowym rowerzysta ma pierwszeństwo, gdy znajduje się na przejeździe rowerowym (czyli jego koło przynajmniej musi znajdować się na przejeździe) . To że dojeżdża ścieżką do przejazdu rowerowego nie daje mu pierwszeństwa a z filmiku wynika, że gdy wjeżdżał Pan na przejazd rowerowy to rowerzysty tam jeszcze nie było i pojawił się tam dopiero jak Pan stanął.
Znak STOP nakazuje zatrzymać się na linii bezwarunkowego zatrzymania, która jak widać na filmiku znajduje się tuż przed aleją Grunwaldzką a nie przed pasami lub przejazdem rowerowym (i oczywiście tylko tej linii i tego miejsca dotyczy ten STOP a nie pasów lub przejazdu rowerowego). Kolejna rzecz to wiele osób uważa to miejsce za skrzyżowanie z drogą rowerową. Nie jest to skrzyżowanie a po prostu przejazd dla rowerów rządzący się takimi prawami jak przejście dla pieszych czyli ani pieszy na pasach ani rowerzysta nie ma tu pierwszeństwa względem pojazdu nadjeżdżającego tak jak Pana pojazd (o ile nie znajduje się już na tym przejeździe w momencie dojeżdżania samochodu do tego przejścia). Oczywiście ma pierwszeństwo w tej sytuacji względem samochodu skręcającego z Grunwaldzkiej w Chopina, ale tu nie mamy takiej sytuacji.
Pozdrawiam normalnych rowerzystów - takich jak Pan, który podesłał mi tę interpretację przepisów. Tak, tak - to kierowca-rowerzysta. Widzicie nie wszyscy trzymają sztamę z bandytierką uliczną. :D
Nie bądź hipokrytą. Rowerzysta MÓGŁ ominąć, ale wybrał kopnięcie. Zrobił to celowo i świadomie.
Aby nie było - sam jeźdżę na rowerze. Regularnie. Wiem co można a czego nie. Skoro mógł kopnąć, to mógł też przejechać. Jak chciał pokazać temu kierowcy jego bład - wystarczyło puścić wiązankę. Bez niszczenia. Mi się zdarzało (przyznaję) klepanie w dach otwartą dłonią samochodów, które zajechały mi drogę na przejeździe. Ale to nie zostawia śladów, mimo iż huk spory.
Aby nie było - sam jeźdżę na rowerze. Regularnie. Wiem co można a czego nie. Skoro mógł kopnąć, to mógł też przejechać. Jak chciał pokazać temu kierowcy jego bład - wystarczyło puścić wiązankę. Bez niszczenia. Mi się zdarzało (przyznaję) klepanie w dach otwartą dłonią samochodów, które zajechały mi drogę na przejeździe. Ale to nie zostawia śladów, mimo iż huk spory.
Czyli wniosek z tego taki, że kto pierwszy na przejeździe rowerowym, ten ma pierwszeństwo.
Trzeba by tą zasadę wprowadzić również na skrzyżowaniach. Po co zasada prawej wolnej, czy tam jakieś zielone/czerwone. Jesteś pierwszy = rządzisz :) Ja bym raczej nigdy nie zaryzykował wjeżdżania na przejazd rowerem wg Twoich zasad, bo jak nic skończyło by się to przynajmniej kalectwem. Ale tak poukładane w głowie niestety ma wielu. Ci w białych samochodach by chcieli, żeby białe miały pierwszeństwo, a ci w kapeluszach, żeby to oni itd...
A samochodem jeździłem tam parę razy i wierz mi, da się zwolnić, przepuścić pieszych i rowerzystów (widać ich z daleka), a później spokojnie włączyć się do ruchu. Tylko trzeba chcieć.
Trzeba by tą zasadę wprowadzić również na skrzyżowaniach. Po co zasada prawej wolnej, czy tam jakieś zielone/czerwone. Jesteś pierwszy = rządzisz :) Ja bym raczej nigdy nie zaryzykował wjeżdżania na przejazd rowerem wg Twoich zasad, bo jak nic skończyło by się to przynajmniej kalectwem. Ale tak poukładane w głowie niestety ma wielu. Ci w białych samochodach by chcieli, żeby białe miały pierwszeństwo, a ci w kapeluszach, żeby to oni itd...
A samochodem jeździłem tam parę razy i wierz mi, da się zwolnić, przepuścić pieszych i rowerzystów (widać ich z daleka), a później spokojnie włączyć się do ruchu. Tylko trzeba chcieć.
I tym wpisem się pogrążyłeś.
1. Tam jest przejazd rowerowy.
2. Kilka lat temu z przepisów został wykreślony zapis o wjeżdżaniu rowerem pod nadjeżdżający samochód, co nie w prost daje pierwszeństwo już przed przejazdem.
Co to znaczy pędząc? Jesteś w stanie określić ile to było?
Czy samochód jadący z taką prędkością też by pędził?
Niestety ale tutaj ewidentnie puszczają już ci nerwy i pokazujesz jak na prawdę zachowujesz się za kierownicą.
1. Tam jest przejazd rowerowy.
2. Kilka lat temu z przepisów został wykreślony zapis o wjeżdżaniu rowerem pod nadjeżdżający samochód, co nie w prost daje pierwszeństwo już przed przejazdem.
Co to znaczy pędząc? Jesteś w stanie określić ile to było?
Czy samochód jadący z taką prędkością też by pędził?
Niestety ale tutaj ewidentnie puszczają już ci nerwy i pokazujesz jak na prawdę zachowujesz się za kierownicą.