Widok
To prosta Twoja zagadka Mansonie.
Odpowiedz bedzie w mojej zagadce.
Dlaczego? chce pojechac tam:
http://www.br.de/nachrichten/inhalt/kriegsende-1945-befreiung-obersalzberg-100.html
Odpowiedz bedzie w mojej zagadce.
Dlaczego? chce pojechac tam:
http://www.br.de/nachrichten/inhalt/kriegsende-1945-befreiung-obersalzberg-100.html
Raczej poczytaj to:
http://pozaschematy.pl/2007/06/05/amerykanin-i-meksykanski-rybak/
I następna zagadka: jakiego pochodzenia był amerykański biznesmen?
http://pozaschematy.pl/2007/06/05/amerykanin-i-meksykanski-rybak/
I następna zagadka: jakiego pochodzenia był amerykański biznesmen?
Masnon.
Jesli idzie o Grecje mialem na mysli to:
http://wiadomosci.dziennik.pl/opinie/artykuly/384130,jak-grecka-wioska-i-zagraniczny-turysta-probuja-wyjasnic-kryzys-strefy-euro.html
stare, ale jare.
Nie lubie dlugich kawalow.
Jesli idzie o Grecje mialem na mysli to:
http://wiadomosci.dziennik.pl/opinie/artykuly/384130,jak-grecka-wioska-i-zagraniczny-turysta-probuja-wyjasnic-kryzys-strefy-euro.html
stare, ale jare.
Nie lubie dlugich kawalow.
Wiele słyszałem Bracie, w niektóre co słyszałem wierzę :-)
Na przykład wierzę w to, że źródłem cierpienia są pragnienia i pozbywając się starych pragnień i nie nabywając nowych pozbawiamy wroga wpływu na nasze samopoczucie, w tym komfort życia i troski.
Kiedyś ludzie nie bali się śmierci, tylko ją szanowali, za to bali się Boga.
Teraz boją się śmierci, nie szanują jej, a Boga mają w d**ie.
(od razu tłumaczę, nie chodzi o Boga w wyobrażeniu katolickim, lecz o Boga w wyobrażeniu praprzyczyny wszystkiego)
Na przykład wierzę w to, że źródłem cierpienia są pragnienia i pozbywając się starych pragnień i nie nabywając nowych pozbawiamy wroga wpływu na nasze samopoczucie, w tym komfort życia i troski.
Kiedyś ludzie nie bali się śmierci, tylko ją szanowali, za to bali się Boga.
Teraz boją się śmierci, nie szanują jej, a Boga mają w d**ie.
(od razu tłumaczę, nie chodzi o Boga w wyobrażeniu katolickim, lecz o Boga w wyobrażeniu praprzyczyny wszystkiego)
Ale fajnie piszecie :-) Tylko obok tematu :-)
Ja o sobie: jestem miękki jak wosk, tylko trzeba wiedzieć, jak mnie ugniatać, żebym się nie pokruszył.
Świata zbawiać nie mam zamiaru, ot po prostu wybrałem sobie kilku ludzi, którym dobrze życzę, sprzyjam i zawsze pomogę. Reszta mnie mało interesuje, bo skoro nie mogę uszczęśliwiać wszystkich to wolę skupić na tych kilku co ich znam (albo mi się tak wydaje).
Mam głębokie przekonanie, że ludzie mają dobre charaktery będąc równocześnie egoistami i żyjąc z wyzysku innych i mi to kompletnie nie przeszkadza.
I na koniec stwierdzę, że ludzkość dawała sobie radę dużo wcześniej, zanim wynaleziono pieniądz. Mało tego, dopóki płaciło się złotem, ilość zasobów pozostawała na stosunkowo niskim poziomie, bo pomimo wielu lat pracy mnóstwa alchemików złota nie udało im się stworzyć. Dopiero starozakonni bankierzy odrywając wartość pieniądza od zabezpieczenia w złocie zaczęli je mnożyć na potęgę :-)
Zagadka: skoro wszystkie państwa na ziemi z USA na czele są winne jakieś 100 bilionów baksów to skąd te baksy się wzięły? ktoś je przyniósł spoza Ziemi? czy może ten globalny dług to totalna lipa i realizacja alchemicznego projektu tworzenia złota z niczego?
Dzisiaj mi pozamarzało w nocy. Idę na grzyby. I wykopię marchewki. Bójcie się imigranci, nie mnie, zimy.
Ja o sobie: jestem miękki jak wosk, tylko trzeba wiedzieć, jak mnie ugniatać, żebym się nie pokruszył.
Świata zbawiać nie mam zamiaru, ot po prostu wybrałem sobie kilku ludzi, którym dobrze życzę, sprzyjam i zawsze pomogę. Reszta mnie mało interesuje, bo skoro nie mogę uszczęśliwiać wszystkich to wolę skupić na tych kilku co ich znam (albo mi się tak wydaje).
Mam głębokie przekonanie, że ludzie mają dobre charaktery będąc równocześnie egoistami i żyjąc z wyzysku innych i mi to kompletnie nie przeszkadza.
I na koniec stwierdzę, że ludzkość dawała sobie radę dużo wcześniej, zanim wynaleziono pieniądz. Mało tego, dopóki płaciło się złotem, ilość zasobów pozostawała na stosunkowo niskim poziomie, bo pomimo wielu lat pracy mnóstwa alchemików złota nie udało im się stworzyć. Dopiero starozakonni bankierzy odrywając wartość pieniądza od zabezpieczenia w złocie zaczęli je mnożyć na potęgę :-)
Zagadka: skoro wszystkie państwa na ziemi z USA na czele są winne jakieś 100 bilionów baksów to skąd te baksy się wzięły? ktoś je przyniósł spoza Ziemi? czy może ten globalny dług to totalna lipa i realizacja alchemicznego projektu tworzenia złota z niczego?
Dzisiaj mi pozamarzało w nocy. Idę na grzyby. I wykopię marchewki. Bójcie się imigranci, nie mnie, zimy.
Uszanowanie Zacny R.N.
Az sie zalogowalem z wrazenia. :))
Masz za duzo pytan Dziecko.
Skup sie nad jednym.
Moze odpowiem.
Poki co zanim zastanowisz sie jakie zadac (to wazne bo masz tylko jedno) posluchaj muzy.
:)
https://www.youtube.com/watch?v=lH0gnwtSEGI
A co do Mansona... to leniwy twardziel :)))
Kiedys dawno temu pomogl mi oraz takiej pani w lesie w sniegu wywloczyc auto z lasu w las. Z tego drugiego lasu bylo blizej do wsi. Nie bylo zimno byl ino mroz. Gorzej ze, Mansonowi zamarzla skrzynia (znaczy mechanizm i plyny) Nigdy nie zapomne jemu gdy z otwartym oknem z zamarznieta broda robil kolejne kolko aby rozgrzac wsteczny. hlehle i tak nie cofnal. Rade zawsze dajemy. Ale panika w oczach pani Joli byla niezapomniana. I jest
Az sie zalogowalem z wrazenia. :))
Masz za duzo pytan Dziecko.
Skup sie nad jednym.
Moze odpowiem.
Poki co zanim zastanowisz sie jakie zadac (to wazne bo masz tylko jedno) posluchaj muzy.
:)
https://www.youtube.com/watch?v=lH0gnwtSEGI
A co do Mansona... to leniwy twardziel :)))
Kiedys dawno temu pomogl mi oraz takiej pani w lesie w sniegu wywloczyc auto z lasu w las. Z tego drugiego lasu bylo blizej do wsi. Nie bylo zimno byl ino mroz. Gorzej ze, Mansonowi zamarzla skrzynia (znaczy mechanizm i plyny) Nigdy nie zapomne jemu gdy z otwartym oknem z zamarznieta broda robil kolejne kolko aby rozgrzac wsteczny. hlehle i tak nie cofnal. Rade zawsze dajemy. Ale panika w oczach pani Joli byla niezapomniana. I jest
"Niektóre rzeczy są dokładnie tym, czym są, i niczym innym."
Charles Bukowski.
Charles Bukowski.
To wszystko są kwestie, który każdy w życiu przewałkowuje setki razy. Nie wiem, czy jakieś konkluzje w ogóle są możliwe. Zawsze kończy się na Heglu. Ktoś stawia tezę. Natychmiast jest kontra w postaci antytezy. Tworzy się synteza. Ale ta synteza automatycznie staje się tezą. Natychmiast jest kontra w postaci... I tak w kółko Macieju.
Był taki mądrala, Fukuyama. Odtrąbił koniec historii kiedyś. Że teraz już będzie liberalny kapitalizm forever and ever, amen. Tylko, że ten jego koniec historii polegał na tym, że on coś zrozumiał. I postawił tezę. A zaraz potem ktoś zniszczył kilka budynków w USA i zaczął się nowy rozdział.
Ale pomału. Trzeba mieć pieniądze. Żeby realizować marzenia. I odwagę. Żeby czasem zrobić zawrotkę, kiedy popłynęło się z prądem. I zdrowie. W tym akurat pieniądze mogą pomóc. Ale nie muszą (jak ten koleś od Appla się nazywał? Jobs przez jedno czy dwa b? Jobbs?).
No i szczęście. Ci na Titanicu mieli przecież i pieniądze i zdrowie.
Czyli trza mieć pieniądze i odwagę i zdrowie i szczęście.
I akwedukt! Zamknij się!
Powyższe to oczywiście krótki przepis na szczęśliwego egoistę. Prawdopodobnie są rzeczy większe i ważniejsze. Prawdopodobnie to nasze 70-80 (może więcej, może mniej, kto wie) lat to nic w porównaniu z wiecznością. Prawdopodobnie prawdziwą wolność i szczęście zyskamy, gdy Bóg będzie już wszystkim i we wszystkim i kiedy cały ten syf i zło już spłynie. I prawdopodobnie ten plan jest już konsekwentnie i często w sposób dla nas niezrozumiały realizowany.
No i prawdopodobnie są jakieś szczęśliwe rodziny. Instynktowny pęd przekazania swojego genotypu wymyka się często rozumowi, bo jest instynktowny i atawistyczny. Ale czy jest sens? Nie wiem, nie znam się, zarobiony jestem. W każdym razie lepiej żeby potomstwo było owocem miłości a nie napierdzianego do środka ego. Bo można kilka osób bardzo skrzywdzić.
Rysunek Raczkowskiego, gdy jeszcze był w formie:
Nauczyciel: zapiszmy temat: Kiedy dziecko jest owocem miłości?
Uczeń: Wtedy kiedy jest warzywem?
Nauczyciel: Jednak zapiszmy nowy temat: Granice poczucia humoru...
Ależ ja mam umysłowe ADHD dzisiaj. Miłego dnia. Walczcie dalej - jak napisał Magik zanim musiał wyjść
Był taki mądrala, Fukuyama. Odtrąbił koniec historii kiedyś. Że teraz już będzie liberalny kapitalizm forever and ever, amen. Tylko, że ten jego koniec historii polegał na tym, że on coś zrozumiał. I postawił tezę. A zaraz potem ktoś zniszczył kilka budynków w USA i zaczął się nowy rozdział.
Ale pomału. Trzeba mieć pieniądze. Żeby realizować marzenia. I odwagę. Żeby czasem zrobić zawrotkę, kiedy popłynęło się z prądem. I zdrowie. W tym akurat pieniądze mogą pomóc. Ale nie muszą (jak ten koleś od Appla się nazywał? Jobs przez jedno czy dwa b? Jobbs?).
No i szczęście. Ci na Titanicu mieli przecież i pieniądze i zdrowie.
Czyli trza mieć pieniądze i odwagę i zdrowie i szczęście.
I akwedukt! Zamknij się!
Powyższe to oczywiście krótki przepis na szczęśliwego egoistę. Prawdopodobnie są rzeczy większe i ważniejsze. Prawdopodobnie to nasze 70-80 (może więcej, może mniej, kto wie) lat to nic w porównaniu z wiecznością. Prawdopodobnie prawdziwą wolność i szczęście zyskamy, gdy Bóg będzie już wszystkim i we wszystkim i kiedy cały ten syf i zło już spłynie. I prawdopodobnie ten plan jest już konsekwentnie i często w sposób dla nas niezrozumiały realizowany.
No i prawdopodobnie są jakieś szczęśliwe rodziny. Instynktowny pęd przekazania swojego genotypu wymyka się często rozumowi, bo jest instynktowny i atawistyczny. Ale czy jest sens? Nie wiem, nie znam się, zarobiony jestem. W każdym razie lepiej żeby potomstwo było owocem miłości a nie napierdzianego do środka ego. Bo można kilka osób bardzo skrzywdzić.
Rysunek Raczkowskiego, gdy jeszcze był w formie:
Nauczyciel: zapiszmy temat: Kiedy dziecko jest owocem miłości?
Uczeń: Wtedy kiedy jest warzywem?
Nauczyciel: Jednak zapiszmy nowy temat: Granice poczucia humoru...
Ależ ja mam umysłowe ADHD dzisiaj. Miłego dnia. Walczcie dalej - jak napisał Magik zanim musiał wyjść
Pani Anno;
Cyt. "Chwilowe poczucie bezradności, kiedy zostajesz z kupa dzieci (no nie zastanawialam sie nad tym czy bedzie mnie stac je wychowac..), bez pracy, bez szans na znalezienie owej, bez kasy. a przed toba jutro.."
Ja byłem takim właśnie dzieckiem, nie Twoim a innej "mojej" Mamy, która była w bardzo podobnej sytuacji. Wiem dokładnie co masz na myśli, nigdy o to nie miałem żalu do mojej mamy. Takie okoliczności, takie życie. Nie ma co wracać.
Dziękując za wspólne pisanie, życzę Paniom miłego dnia.
Cyt. "Chwilowe poczucie bezradności, kiedy zostajesz z kupa dzieci (no nie zastanawialam sie nad tym czy bedzie mnie stac je wychowac..), bez pracy, bez szans na znalezienie owej, bez kasy. a przed toba jutro.."
Ja byłem takim właśnie dzieckiem, nie Twoim a innej "mojej" Mamy, która była w bardzo podobnej sytuacji. Wiem dokładnie co masz na myśli, nigdy o to nie miałem żalu do mojej mamy. Takie okoliczności, takie życie. Nie ma co wracać.
Dziękując za wspólne pisanie, życzę Paniom miłego dnia.
Panie R.N. też mi sie nie chce licytować bo w tym co pisalam nie chodziło mi o przysłowiową bułke ale o coś wiecej..
Chwilowe poczucie bezradności, kiedy zostajesz z kupa dzieci (no nie zastanawialam sie nad tym czy bedzie mnie stac je wychowac..), bez pracy, bez szans na znalezienie owej, bez kasy. a przed toba jutro..
I owszem, pewnie w części to moja wina była. Mogłam wrocic do pracy po urodzeniu dziecieczków a nie siedziec w domu i "nic nie robic"..wtedy nie mialabym problemu..
Ale teraz tez juz nie mam.
Mam tylko nadzieje, i chcialabym aby wszystkie moje dzieci umiały czasem tez poswiecic siebie.. Aby nie były egoistami mowiacymi i dbajacymi TYLKO o siebie i swoje tzw szczescie..
Poki co chyba takie są...
Chwilowe poczucie bezradności, kiedy zostajesz z kupa dzieci (no nie zastanawialam sie nad tym czy bedzie mnie stac je wychowac..), bez pracy, bez szans na znalezienie owej, bez kasy. a przed toba jutro..
I owszem, pewnie w części to moja wina była. Mogłam wrocic do pracy po urodzeniu dziecieczków a nie siedziec w domu i "nic nie robic"..wtedy nie mialabym problemu..
Ale teraz tez juz nie mam.
Mam tylko nadzieje, i chcialabym aby wszystkie moje dzieci umiały czasem tez poswiecic siebie.. Aby nie były egoistami mowiacymi i dbajacymi TYLKO o siebie i swoje tzw szczescie..
Poki co chyba takie są...
Panie "C";
Pytasz poważnie? Czy raczej sprawdzasz? Mamy się tu licytować? kto twardszy? Manson, C, Czy Ja? tyle tylko, jak tą twardość chcesz sprawdzić? Poprzez zawody na zasadach Strong Manów? Czy prawdziwe życie.
Gdzieś ty chłopie zaznał prawdziwego wilgotnego wiatru przy temperaturze -25 stopni C? Nad morzem? Że zamarzłeś na Amen. Nie rozśmieszaj mnie;-) Wiesz co to jest mieć 6 lat, iść do szkoły kilka kilometrów schodząc z gór po to by wyjść na nią za kilka godzin? przy temperaturze ponad -20 stopni C i przy wietrze ponad 100 km/h?, przy głębokości śniegu ponad metr? I nie idziesz sobie udeptaną ścieżką robisz sam sobie Ją. Jak wpadniesz w to kilku twoich rówieśników musi Cię z niej wyciągać. Pytam się wiesz coś o tym? Nazywając mnie dzieckiem? Kim ty jesteś żeby nazywać mnie dzieckiem?. Kropla drąży skałę a nie siła.
@inka-inka; @anna;
Ja też tak w życiu miałem, że wyzwaniem dla mnie było mieć na bułkę. Wyszedłem z tego bardzo ale to bardzo ciężką pracą, i fizyczną i umysłową (ucząc się). Zarabiając na siebie. Udało się ale tylko dlatego, że dopisało mi szczęście. To taka nagroda od Boga za wysiłek wkładany przez niemal całe życie a może jak kto woli splot zdarzeń.
Pytasz poważnie? Czy raczej sprawdzasz? Mamy się tu licytować? kto twardszy? Manson, C, Czy Ja? tyle tylko, jak tą twardość chcesz sprawdzić? Poprzez zawody na zasadach Strong Manów? Czy prawdziwe życie.
Gdzieś ty chłopie zaznał prawdziwego wilgotnego wiatru przy temperaturze -25 stopni C? Nad morzem? Że zamarzłeś na Amen. Nie rozśmieszaj mnie;-) Wiesz co to jest mieć 6 lat, iść do szkoły kilka kilometrów schodząc z gór po to by wyjść na nią za kilka godzin? przy temperaturze ponad -20 stopni C i przy wietrze ponad 100 km/h?, przy głębokości śniegu ponad metr? I nie idziesz sobie udeptaną ścieżką robisz sam sobie Ją. Jak wpadniesz w to kilku twoich rówieśników musi Cię z niej wyciągać. Pytam się wiesz coś o tym? Nazywając mnie dzieckiem? Kim ty jesteś żeby nazywać mnie dzieckiem?. Kropla drąży skałę a nie siła.
@inka-inka; @anna;
Ja też tak w życiu miałem, że wyzwaniem dla mnie było mieć na bułkę. Wyszedłem z tego bardzo ale to bardzo ciężką pracą, i fizyczną i umysłową (ucząc się). Zarabiając na siebie. Udało się ale tylko dlatego, że dopisało mi szczęście. To taka nagroda od Boga za wysiłek wkładany przez niemal całe życie a może jak kto woli splot zdarzeń.