Nasz pomysł (Ani i Tomka) na spędzenie czasu w Petit Paris polegał na degustacji przystawek ozdobionej butelką dobrego wina. Zaczęliśmy od tarty z kaszanką crème fraîche i żabich udek, następnie tatar z czerwonego tuńczyka i sałatka z pieczonych krewetek z imbirem i na końcu już tylko ja (Tomek) uzupełniłem stekiem z ośmiornicy. Cały czas cudowna Pani Ania dolewała nam wina (jak tylko jego powierzchnia zbliżała się do dna kieliszka). Na szczycie tych smakołyków oboje stawiamy kaszankę! Tuż za, krewetki z imbirem - przepiękna kombinacja łagodnego posmaku z ostrym przytupem. Na zakończenie tej uczty desery! Dla Ani beza, a dla mnie creme brulee. No cóż, napisanie o "Gorącej bezie z fasolą tonka nadziewanej lodami kawowymi i słonym karmelem" beza, może być tylko dowodem dyletanctwa. Tak więc ratując swój honor napiszę, że ten deser był koroną całego wieczoru :). Tradycyjny créme brûlée - tak przygotowany i podany, że każda łyżeczka zawierała aksamitne, kremowe wnętrze i twardą, chrupiącą, karmelową skorupkę. Los dodatkowo był po naszej stronie i dwie Panie skrzypaczki nakarmiły nasze uszy przepięknymi melodiami.