~Aha...
89.79.127.*
(15 lat temu) 26 lipca 2011 o 11:58
@słabeusz, skoro stoisz teraz przed dylematem moralnym i emocjonalnym, to znaczy, że taki układ Ci nie odpowiada. Są osoby, które potrafią latami żyć w podwójnych związkach. Ta druga dała Ci poczucie szczęścia, oderwania się od rzeczywistości, poczułeś się męski i ważny. Ale teraz Ci źle i chyba czas coś z tym zrobić.
Każde wyjście ma swoje plusy, ale ma też minusy.
Wyobraź sobie, że odchodzisz od żony, opuszczasz Wasze wspólne nudne gniazdo, które jednak daje Ci poczucie stabilizacji. Lecisz z tą, którą uważasz, że kochasz. Wijecie swoje gniazdko, ale już nie jest tak, że widzisz ją raz na jakiś czas, zawsze piękną, przeważnie uśmiechniętą. To, co było zakazane, tajemnicze, odświętne, masz na codzień. Dochodzą problemy rodzinne. Może masz dzieci. Może Ona też je ma. Rodzina może nie akceptować Twojego wyboru. Gorzej, jeśli wtedy wyjdzie, że tak naprawdę byłeś zakochany, a nie kochałeś. Bo zakochanie mija, miłość teoretycznie przetrwa wszystko. Jeśli to tylko zakochanie, to czy nie zabraknie Ci dawnego, może i nudnego, może i niespełnionego, ale zawsze - gniazda, a nie gniazdka?
No druga opcja. Mówisz kochance, że się wypalasz, że ją kochasz, ale nie dajesz rady tego ciągnąć. Rozstajecie się w zgodzie, z lekkim smutkiem, że nie było Wam dane spotkać się wcześniej. Masz idealistyczny obraz tamtej kobiety: piękna, mądra, kochana. Żyjesz z żoną, ale jeśli naprawdę kochasz inną, nie możesz o Niej zapomnieć. No chyba, że to zakochanie. Wtedy, po jakimś czasie uczucie zblednie, pozostawiając po sobie sentyment.
Do czego dążę? Zadaj sobie najpierw pytanie: czy kochasz tą drugą kobietę, czy jesteś po prostu zakochany.
2
0