Widok
raven
Nie należy korzystać z rad ciotki Wiki, bo posługuje się dziwnym tworami językowymi, które nie wiadomo, co znaczą. jednak jest różnica w skali interakcji, a w konsekwencji w trybach rozumowania i nawiązywania więzi między grupami zbierackimi, które z natury rzeczy muszą być rozproszone i mniejsze z uwagi na dostęp do pożywienia a grupami osiadłych rolników, którzy warsztat pracy mają na miejscu i działają w trybie bardziej przewidywalnym, a relacje są w takim trybie bardziej gęste..
Nie należy korzystać z rad ciotki Wiki, bo posługuje się dziwnym tworami językowymi, które nie wiadomo, co znaczą. jednak jest różnica w skali interakcji, a w konsekwencji w trybach rozumowania i nawiązywania więzi między grupami zbierackimi, które z natury rzeczy muszą być rozproszone i mniejsze z uwagi na dostęp do pożywienia a grupami osiadłych rolników, którzy warsztat pracy mają na miejscu i działają w trybie bardziej przewidywalnym, a relacje są w takim trybie bardziej gęste..
To mi wikipedia podsunęła, nie ma co się sugerować. Tam napisali: "Historia Kaina i Abla obrazuje napięcie między cywilizacją pasterską a cywilizacją rolniczą." To głupota. Wygląda jak próba zdyskredytowania duchowego przesłania Biblii przez radzieckiego naukowca. Bo nie ma cywilizacji pasterskiej i odrębnej cywilizacji rolniczej. Jedno i drugie to działalność rolnicza powstała w wyniku rewolucji neolitycznej. Trzeba by sobie Konecznego odświeżyć. Mnie się coś w ogóle poplątało, bo zasugerowałem, że jeden z braci byl myśliwym. A oni obaj byli rolnikami.
Nieważne, temat i tak już został rozmyty, co jest w ogóle specyfiką tego forum i za bardzo mi nie przeszkadza.
Nieważne, temat i tak już został rozmyty, co jest w ogóle specyfiką tego forum i za bardzo mi nie przeszkadza.
raven
Nie będę się wdawał w zbiorcze pojęcia takie jak "kultury zbieracko-łowieckie", bo mnie przede wszystkim interesują mechanizmy myślenia i związanych z nimi interakcji międzyjednostkowych.Oczywiście można pójść o krok dalej i wskazać, że w gospodarce łowiecko-zbierackiej dominowały zachowania bardziej zindywidualizowane, słabiej ustrukturyzowane, podczas gdy w rolnictwie, w społecznościach osiadłych, nacisk był na mechanizmy bardziej nastawione na integrację trwałej, bardziej sformalizowanej wspólnoty.
Nie będę się wdawał w zbiorcze pojęcia takie jak "kultury zbieracko-łowieckie", bo mnie przede wszystkim interesują mechanizmy myślenia i związanych z nimi interakcji międzyjednostkowych.Oczywiście można pójść o krok dalej i wskazać, że w gospodarce łowiecko-zbierackiej dominowały zachowania bardziej zindywidualizowane, słabiej ustrukturyzowane, podczas gdy w rolnictwie, w społecznościach osiadłych, nacisk był na mechanizmy bardziej nastawione na integrację trwałej, bardziej sformalizowanej wspólnoty.
raven
Kain nie jest żadnym nowym kluczem. Klucz jest dobrze rozpoznany.
Natura ludzka ma dwa aspekty- dominujący aspekt wspólpracy i aspekt rywalizacyjny, drugorzędny. Logika, teoria ewolucji i historia wskazują, że współpraca może się przede wszystkim odbywać w małych grupach, które stopniowo mogą się rozrastać i wzmacniać narzędzia współpracy. Rywalizacja pozostaje elementem decydującym w relacjach z grupami obcych, ale w miarę jak wzrasta oparty na współpracy poziom empatii i moralności, maleją skłonności do agresji międzygrupowej, ale to jest powolny proces
ewolucyjno-kulturowy. Nie ma tu żadnych dziwnych rzeczy.
Ale to tylko aspekt naukowy, a w rozważania teologiczne nie będę się wdawał.
Kain nie jest żadnym nowym kluczem. Klucz jest dobrze rozpoznany.
Natura ludzka ma dwa aspekty- dominujący aspekt wspólpracy i aspekt rywalizacyjny, drugorzędny. Logika, teoria ewolucji i historia wskazują, że współpraca może się przede wszystkim odbywać w małych grupach, które stopniowo mogą się rozrastać i wzmacniać narzędzia współpracy. Rywalizacja pozostaje elementem decydującym w relacjach z grupami obcych, ale w miarę jak wzrasta oparty na współpracy poziom empatii i moralności, maleją skłonności do agresji międzygrupowej, ale to jest powolny proces
ewolucyjno-kulturowy. Nie ma tu żadnych dziwnych rzeczy.
Ale to tylko aspekt naukowy, a w rozważania teologiczne nie będę się wdawał.
Nie mógł np. komuś podsunąć innych rozwiązań? Takich, które nie są sprzeczne z nauką Jezusa, a jedynie są odrzucane przez Kościół, jako niezgodne z wypracowaną post factum doktryną?
Lukrecja podsunęla mi całkiem nowy klucz do rozważań na ten temat. Ten klucz to znamię Kaina. Long story short. Kain zabija Abla, a Bóg poznaje, ze coś jest nie tak po "ponurym spojrzeniu" zabójcy. To ponure spojrzenie nie jest jednak tym znamieniem. Kain zostaje wygnany i skarży się, że teraz każdy będzie chciał go zabić. Bóg pociesza go jednak i naznacza go specjalnym znamieniem zapewniającym nietykalność.
Już na pierwszy rzut oka historia ta jest po ludzku bez sensu. Bo Kain i Abel byli synami Adama i Ewy. Poza nimi w zasadzie nie było na świecie ludzi, więc kto mógłby chcieć zabić Kaina? A jeśli coś jest w Biblii bez sensu to teologia od razu wskazuje, że sprawy trzeba rozpatrywać symbolicznie.
Musiał być ktoś, kto pierwszy zabił mając w pełni rozwiniętą umiejętność rozróżniania dobra od zła. Znamię Kaina jest zatem znamieniem miłości. Jest przyżeczeniem Boga, że nie odwrócił się On od człowieka ani po grzechu pierworodnym ani po późniejszych, choćby najbardziej okrutnych zbrodniach.
Myślę sobei zatem, ale to tylko sobie tak myślę, że prośby Indian o deszcz czy stada bizonów kierowane do Wielkiego Manitu mogły być czasem przez Boga wysłuchiwane. Podobnie jak modły do Słońca, drzewa czy czegotamkolwiek.
Czy zatem magię, horoskopy, klątwy, wróżbiarstwo można uznać za przejawy boskiej ingerencji?
Bezwzględnie nie. W Księdze Wyjścia opisane jest jak Mojżesz czynił przed faraonem cuda mocą Bożą, ale byli też czarownicy, którym udawało się robić podobne rzeczy. To były po prostu działania demoniczne. Teraz są one wyjątkowo widoczne i powszechne. Pierwszym wysłannikiem szatana, jeszcze u schyłku komuny był u nas niejaki Harris, któremu biedni i nieświadomi księża otworzyli na oścież drzwi kościołów. Zawsze zaczynał on swoje rytuały od prośby o usunięcie Najświętszego Sakramentu z tabernakulum. W końcu przyznał się swojej tłumaczce, że uzdrawia za pomocą duchów. Tyle że to nie były duchy, ale demony. Więcej oczywiście tutaj ====> https://www.youtube.com/watch?v=U3P7M_YMsjs ale ile można to linkować?
Mnie akurat nie rozśmieszyła głupiutka działaczka ruchów antyrządowych, która pochwaliła się wbijaniem szpilek w laleczkę voodoo Stanisława Piotrowicza. Natomiast całkiem przeraziła mnie Agnieszka Holland, która całkiem serio przestrzegła, zeby tego nie robić bo ona dwa razy próbowała i dwa razy zakończyło się to śmiercą. Holland głupia nie jest. Prof. Środa też nie. Żadna z niej ateistka. Już dawno między wierszami wyczytałem, że poszła w kierunku szamanizmu i okultyzmu. Z Pieczyńskiego też żaden ateista. Ten to akurat prawdopodobnie zwariował. Ale to co wygaduje to bardzo zahacza o New Age i skrajnie niebezpieczne, demoniczne brednie sekty scjentologów.
Oczywiście, że tarot to karty szatana. Oczywiście, ze istnieją i działają klątwy, a już najgorsze są te które precinają więzi rodzinne. Oczywiście że wróżbiarstwo, numerologia, horoskopy, bioenergoterapia, talizmany etc. służą przeważnie wyciąganiu od ludzi pieniędzy, ale mogą też otwierać człowieka na działanie demoniczne. I wcale nie piszę o opętaniach, ale przede wszystkim o depresjach, uczuciu niepokoju, koszmarach, irracjonalnym nagromadzeniu pecha.... oczywiście, że joga to nie są ćwiczenia fizyczne. Żaden świadomy, wschodni jogin tego nie przyzna. Bo tu chodzi o otwieranie czakramów w celu osiągniecia za życia stanu nirwany. A otwierania w sobie czegokolwiek na cokolwiek to ja nie polecam. Bo "wasz wróg, Diabeł, krąży jak ryczący lew, starając się kogoś pożreć”. Bardzo dobre porównanie. Lwy krążą wokół stada i dopóki stado jest w kupie to się nie zbliżają. Ale wystarczy że słabsza jednostka zostanie trochę w tyle albo podejdzie parę kroków za daleko wiedziona ciekawością.... oczywiście można wyciągnąć z jogi same ćwiczenia, nie o to mi chodzi. Można też kupić sobie aparat fotograficzny i używać go do wbijania gwoździ. Kto nam zabroni?
Nie wiem, czy tai-chi to zdrwoe relaksujące ćwiczenia, które pomagają wielu osobom. Po prostu się tym nie zajmuję. Czyatałem kiedyś artykuł, w którym padły słowa:
"Poszłam do mistrza i zapytałam: mistrzu, czym tak naprawdę jest tai chi. On już wiedział, że jestem po tamtej stronie, i w największym zaufaniu powiedział do mnie: „Wiesz Beata, tai chi to taniec na cześć demonów”.
Wywołano mnie do tablicy, to w wielkim skrócie napisałem. A skoro w skrócie to syntetycznie, co też nie jest dobrym pomysłem. Bo sztan odnosi dwa największe zwycięstwa. Wtedy kiedy ludzie w niego nie wierzą oraz wtedy kiedy widzą go dosłownmie wszędzie. Dlatego tak średnio już się tymi tematami zajmuję. Są ludzie, co wiedzą dużo więcej. To jest x Piotr Glas, nasz gdański x Kowalczyk, x Kostrzewa, Robet Tekieli, Dokowicz z Bodasińskim w duecie, Ania Golędzinowska, nawrócona wiedźma Patrycja Hurlak.... dużo dużo tego. Dobrych parę tygodni słuchania na samym YT
Lukrecja podsunęla mi całkiem nowy klucz do rozważań na ten temat. Ten klucz to znamię Kaina. Long story short. Kain zabija Abla, a Bóg poznaje, ze coś jest nie tak po "ponurym spojrzeniu" zabójcy. To ponure spojrzenie nie jest jednak tym znamieniem. Kain zostaje wygnany i skarży się, że teraz każdy będzie chciał go zabić. Bóg pociesza go jednak i naznacza go specjalnym znamieniem zapewniającym nietykalność.
Już na pierwszy rzut oka historia ta jest po ludzku bez sensu. Bo Kain i Abel byli synami Adama i Ewy. Poza nimi w zasadzie nie było na świecie ludzi, więc kto mógłby chcieć zabić Kaina? A jeśli coś jest w Biblii bez sensu to teologia od razu wskazuje, że sprawy trzeba rozpatrywać symbolicznie.
Musiał być ktoś, kto pierwszy zabił mając w pełni rozwiniętą umiejętność rozróżniania dobra od zła. Znamię Kaina jest zatem znamieniem miłości. Jest przyżeczeniem Boga, że nie odwrócił się On od człowieka ani po grzechu pierworodnym ani po późniejszych, choćby najbardziej okrutnych zbrodniach.
Myślę sobei zatem, ale to tylko sobie tak myślę, że prośby Indian o deszcz czy stada bizonów kierowane do Wielkiego Manitu mogły być czasem przez Boga wysłuchiwane. Podobnie jak modły do Słońca, drzewa czy czegotamkolwiek.
Czy zatem magię, horoskopy, klątwy, wróżbiarstwo można uznać za przejawy boskiej ingerencji?
Bezwzględnie nie. W Księdze Wyjścia opisane jest jak Mojżesz czynił przed faraonem cuda mocą Bożą, ale byli też czarownicy, którym udawało się robić podobne rzeczy. To były po prostu działania demoniczne. Teraz są one wyjątkowo widoczne i powszechne. Pierwszym wysłannikiem szatana, jeszcze u schyłku komuny był u nas niejaki Harris, któremu biedni i nieświadomi księża otworzyli na oścież drzwi kościołów. Zawsze zaczynał on swoje rytuały od prośby o usunięcie Najświętszego Sakramentu z tabernakulum. W końcu przyznał się swojej tłumaczce, że uzdrawia za pomocą duchów. Tyle że to nie były duchy, ale demony. Więcej oczywiście tutaj ====> https://www.youtube.com/watch?v=U3P7M_YMsjs ale ile można to linkować?
Mnie akurat nie rozśmieszyła głupiutka działaczka ruchów antyrządowych, która pochwaliła się wbijaniem szpilek w laleczkę voodoo Stanisława Piotrowicza. Natomiast całkiem przeraziła mnie Agnieszka Holland, która całkiem serio przestrzegła, zeby tego nie robić bo ona dwa razy próbowała i dwa razy zakończyło się to śmiercą. Holland głupia nie jest. Prof. Środa też nie. Żadna z niej ateistka. Już dawno między wierszami wyczytałem, że poszła w kierunku szamanizmu i okultyzmu. Z Pieczyńskiego też żaden ateista. Ten to akurat prawdopodobnie zwariował. Ale to co wygaduje to bardzo zahacza o New Age i skrajnie niebezpieczne, demoniczne brednie sekty scjentologów.
Oczywiście, że tarot to karty szatana. Oczywiście, ze istnieją i działają klątwy, a już najgorsze są te które precinają więzi rodzinne. Oczywiście że wróżbiarstwo, numerologia, horoskopy, bioenergoterapia, talizmany etc. służą przeważnie wyciąganiu od ludzi pieniędzy, ale mogą też otwierać człowieka na działanie demoniczne. I wcale nie piszę o opętaniach, ale przede wszystkim o depresjach, uczuciu niepokoju, koszmarach, irracjonalnym nagromadzeniu pecha.... oczywiście, że joga to nie są ćwiczenia fizyczne. Żaden świadomy, wschodni jogin tego nie przyzna. Bo tu chodzi o otwieranie czakramów w celu osiągniecia za życia stanu nirwany. A otwierania w sobie czegokolwiek na cokolwiek to ja nie polecam. Bo "wasz wróg, Diabeł, krąży jak ryczący lew, starając się kogoś pożreć”. Bardzo dobre porównanie. Lwy krążą wokół stada i dopóki stado jest w kupie to się nie zbliżają. Ale wystarczy że słabsza jednostka zostanie trochę w tyle albo podejdzie parę kroków za daleko wiedziona ciekawością.... oczywiście można wyciągnąć z jogi same ćwiczenia, nie o to mi chodzi. Można też kupić sobie aparat fotograficzny i używać go do wbijania gwoździ. Kto nam zabroni?
Nie wiem, czy tai-chi to zdrwoe relaksujące ćwiczenia, które pomagają wielu osobom. Po prostu się tym nie zajmuję. Czyatałem kiedyś artykuł, w którym padły słowa:
"Poszłam do mistrza i zapytałam: mistrzu, czym tak naprawdę jest tai chi. On już wiedział, że jestem po tamtej stronie, i w największym zaufaniu powiedział do mnie: „Wiesz Beata, tai chi to taniec na cześć demonów”.
Wywołano mnie do tablicy, to w wielkim skrócie napisałem. A skoro w skrócie to syntetycznie, co też nie jest dobrym pomysłem. Bo sztan odnosi dwa największe zwycięstwa. Wtedy kiedy ludzie w niego nie wierzą oraz wtedy kiedy widzą go dosłownmie wszędzie. Dlatego tak średnio już się tymi tematami zajmuję. Są ludzie, co wiedzą dużo więcej. To jest x Piotr Glas, nasz gdański x Kowalczyk, x Kostrzewa, Robet Tekieli, Dokowicz z Bodasińskim w duecie, Ania Golędzinowska, nawrócona wiedźma Patrycja Hurlak.... dużo dużo tego. Dobrych parę tygodni słuchania na samym YT
Tak.
Przez jakieś pierwsze 25-30 lat mojego życia szukałam człowieka którego każdego poranka spotykałam w lustrze. Czytałam, słuchałam, spotykałam ludzi...
Zabawne jest to, że Badyl jest "żołnierzem Boga" bez względu na to co sądzi o Bogu i wierze ogólnie czy własnej.
Ps
Mignął mi gdzieś krótki wywiad, na ściance, z Kazikiem ws utworu Kultu wykorzystanego w Klerze.
Było to zabawne patrzeć na Kazika, słuchać co mówi na temat swojej "utraconej" wiary i widzieć Jego "skrzydła" oraz aurę.
Ha ha ha ha ha ha ha to są bezcenne momenty. Bóg, zaprawdę jest niesamowitym jajcarzem ... tzn. Jajcarzem ;)
Przez jakieś pierwsze 25-30 lat mojego życia szukałam człowieka którego każdego poranka spotykałam w lustrze. Czytałam, słuchałam, spotykałam ludzi...
Zabawne jest to, że Badyl jest "żołnierzem Boga" bez względu na to co sądzi o Bogu i wierze ogólnie czy własnej.
Ps
Mignął mi gdzieś krótki wywiad, na ściance, z Kazikiem ws utworu Kultu wykorzystanego w Klerze.
Było to zabawne patrzeć na Kazika, słuchać co mówi na temat swojej "utraconej" wiary i widzieć Jego "skrzydła" oraz aurę.
Ha ha ha ha ha ha ha to są bezcenne momenty. Bóg, zaprawdę jest niesamowitym jajcarzem ... tzn. Jajcarzem ;)
Wiara to dar. Tak jak różne talenty.
Wiary nie da się zmierzyć ani zapisać. Wiarę można mieć, nie mieć, mieć ale stracić, nie mieć ale zyskać....
Wiara to dar, tak jak inne talenty
Mam różne talenty ale tego daru akurat nie mam. Bo wierzyć trzeba potrafić i chcieć ten dar wykorzystać.
Tak jak z gluchego nie da się zrobić wybitnego muzyka, tak samo zvsadyla nie będzie świętego, jednak pośrednie stany nie są wykluczone
Wiarę się ma albo ma albo nie ma, i chyba nie jest to od nas zależne
Wiary nie da się zmierzyć ani zapisać. Wiarę można mieć, nie mieć, mieć ale stracić, nie mieć ale zyskać....
Wiara to dar, tak jak inne talenty
Mam różne talenty ale tego daru akurat nie mam. Bo wierzyć trzeba potrafić i chcieć ten dar wykorzystać.
Tak jak z gluchego nie da się zrobić wybitnego muzyka, tak samo zvsadyla nie będzie świętego, jednak pośrednie stany nie są wykluczone
Wiarę się ma albo ma albo nie ma, i chyba nie jest to od nas zależne
W sumie to ani jedno ani drugie. Trochę czytać lubiłem, teraz już właściwie tylko sobie słucham. W ogóle to prywatnie nie jestem nawet w połowie tak nawiedzony, jak to może się wydawać z tego, co tu sobie czasem napiszę. Łatwiej mnie po prostu sprowokować do pisania niż do mówienia. Tia, ludzie serio wierzący powinni mieć i stałego spowiednika i być członkami jakiejś wspólnoty. Tak jest dużo łatwiej wzrastać. A ja to ani jedno ani drugie. Ciężko mi się we wspólnotach odnajdywać, a jednego takiego, do którego najbardziej lubiłem chodzić to już przenieśli na Pomorze Zachodnie.
Tak tylko wspomniałem, bo wyczułem tu pewne otwarcie duszy na mistycyzm. Helena Kowalska, co tego typu dar miała wlany w stopniu, który zwykłemu śmiertelnikowi pewnie rozsadaziłby serce, niewiele by zdziałała bez Michała Sopoćki. Ale on Jej został podsunięty na długo przed fizycznym, osobistym poznaniem. Bo oczyma ujrzała i poznała go dopiero w Wilnie, a przedtem dwukrotnie został pokazany Jej duszy, kiedy mieszkała jeszcze w Warszawie, a następnie w Krakowie.
"Nim przyjechałam do Wilna, znałam go przez wewnętrzne widzenie. W pewnym dniu widziałam go w kaplicy naszej pomiędzy ołtarzem a konfesjonałem. Wtem usłyszałam głos w duszy: oto jest pomoc widzialna dla ciebie na ziemi. On ci dopomoże spełnić wole Moją na ziemi”.
Tak tylko wspomniałem, bo wyczułem tu pewne otwarcie duszy na mistycyzm. Helena Kowalska, co tego typu dar miała wlany w stopniu, który zwykłemu śmiertelnikowi pewnie rozsadaziłby serce, niewiele by zdziałała bez Michała Sopoćki. Ale on Jej został podsunięty na długo przed fizycznym, osobistym poznaniem. Bo oczyma ujrzała i poznała go dopiero w Wilnie, a przedtem dwukrotnie został pokazany Jej duszy, kiedy mieszkała jeszcze w Warszawie, a następnie w Krakowie.
"Nim przyjechałam do Wilna, znałam go przez wewnętrzne widzenie. W pewnym dniu widziałam go w kaplicy naszej pomiędzy ołtarzem a konfesjonałem. Wtem usłyszałam głos w duszy: oto jest pomoc widzialna dla ciebie na ziemi. On ci dopomoże spełnić wole Moją na ziemi”.
Czy ten gościu, o którym wspominasz, interweniował w rozwój ludzkości czy nie, jest kwestią kontrowersyjną. Mógł interweniować w sposób nieinwazyjny, podpowiadając, sugerując, ale nie narzucając rozwiązań i tu wszystko jest zgodne z teorią ewolucji. Jeżeli interweniował w sposób werbalny, jak ja domniemywam, to posługiwał się językiem i pojęciami zrozumiałymi dla ówczesnych ludzi i nie wykraczał poza nie. Taka jest logika wewnętrzna chrześcijaństwa.
Słowo Boże jest żywe. Nie lękajcie się.
Obiawienie św. Jana... Piękna księga. Bardzo optymistyczna i utwierdzająca w wierze i nadziei, że https://youtu.be/dUcWiRwtUxw
Obiawienie św. Jana... Piękna księga. Bardzo optymistyczna i utwierdzająca w wierze i nadziei, że https://youtu.be/dUcWiRwtUxw
Jestem jak Kain, na którym Bóg położył swoje znamię. Noszę je z godnością.
„Co do mnie, to świadczę każdemu, który słucha słów proroctwa tej księgi: Jeżeli ktoś dołoży coś do nich, dołoży mu Bóg plag opisanych w tej księdze. A jeżeli ktoś ujmie coś ze słów tej księgi proroctwa, ujmie Bóg z działu jego z drzewa żywota i ze świętego miasta, opisanych w tej księdze.” Księga Objawienia 22.18-19
Noszę to ostrzeżenie jak kamień u szyi.
„Co do mnie, to świadczę każdemu, który słucha słów proroctwa tej księgi: Jeżeli ktoś dołoży coś do nich, dołoży mu Bóg plag opisanych w tej księdze. A jeżeli ktoś ujmie coś ze słów tej księgi proroctwa, ujmie Bóg z działu jego z drzewa żywota i ze świętego miasta, opisanych w tej księdze.” Księga Objawienia 22.18-19
Noszę to ostrzeżenie jak kamień u szyi.
Lukrecjenieńcjo, no nie rozumiem nic ani z dróg energetycznych ani z takowyż kontenerów. Nie moge ani poprzeć ani polecić otwierania się na cokolwiek a nawet badania czegokolwiek osobom, które nie są w stanie łaski uświęcającej. Taka dusza, jaką Ty masz to jest skarb. Nie każdemu taka jest dana. Tylko że bez odpowiedzniego kierownictwa duchowego to... no trzymaj się w każdym razie.
Żołnierze są teraz pilnie poszukiwani. Referatu teraz nie bedzie, gdyż, ponieważ, iż, dlatego że nie mam czasu
https://youtu.be/4pRnJnJ8tYQ
Żołnierze są teraz pilnie poszukiwani. Referatu teraz nie bedzie, gdyż, ponieważ, iż, dlatego że nie mam czasu
https://youtu.be/4pRnJnJ8tYQ
W pewnym momencie moje drogi energetyczne zbiegły się bardzo silnie z p.kj. bardzo! Chodzi i o niego i o Policję. Miałam wtedy w rękach i czytałam jego książkę... czytałam ją. Co się ze mną działo... ula la la
Raveninio, nie sypnij się zbyt oczywiście z tymi rewelacjami ws kontaktów KJ z Policją. To możesz sprzedać Badylowi przy flaszce. Zresztą On już pewnie sam rozkminił tę rewelację.
Raveninio, nie sypnij się zbyt oczywiście z tymi rewelacjami ws kontaktów KJ z Policją. To możesz sprzedać Badylowi przy flaszce. Zresztą On już pewnie sam rozkminił tę rewelację.
Te kwestie przemyśliwałem już jakiś czas temu. Kiedyś pewnie z marszu zacząłbym pisać i do pracy bym się spóźnił, tak wiele miałem do powiedzenia w sprawie numerologii. astrologii ale też bioenergoterapii, wahadełek, a nawet tai-chi czy jogi. Teraz będę to musiał sobie poukładać, może w kolejce i potem, w wolnej chwili coś skrobnę.
Ogólnie to Bóg pewne rzeczy zostawił. Ale On ma swoją optykę, która wymyka się ludzkiej. Współpracuje z ludźmi realizując długofalowy plan zbawienia i pokonania zła. Boską ingerencją w astrologię było na przykład przekonanie jakichś tajemniczych mędrców ze wschodu (potocznie mówi się, ze trzech), że kometa Halleya będzie zwiastunem narodzin Mesjasza. Do dziś zazdroszczę tym poganom tak mocnej wiary i przekonania o prawdziwości tego, co albo wyczytali w księgach albo jacyś ich kapłani im przekazali. Wsiedli na wielbłądy i naprawdę pojechali do obcego zad*pia zwanego Betlejem.
Krzysztof Jackowski pewne sukcesy we współpracy z policją ponoć ma. Wyjaśnie niebawem, dlaczego jest to możliwe. Ale nie kryje się za tym nic dobrego. Jeśli ktoś chce się opierać i budować cokolwiek na wierze w jakiegokolwiek człowieka to zasygnalizuję tylko, że Jackowski bardzo niedawno przewidział, że w Warszawie dojdzie do sensacji i Patryk Jaki zostanie tam nowym prezydentem.
edit: ciekawe, byłą w części technicznej forum dyskusja na temat słowa zad*pie i admin obiecywał, że zdejmie to słowo z indeksu słów zakazaych
Ogólnie to Bóg pewne rzeczy zostawił. Ale On ma swoją optykę, która wymyka się ludzkiej. Współpracuje z ludźmi realizując długofalowy plan zbawienia i pokonania zła. Boską ingerencją w astrologię było na przykład przekonanie jakichś tajemniczych mędrców ze wschodu (potocznie mówi się, ze trzech), że kometa Halleya będzie zwiastunem narodzin Mesjasza. Do dziś zazdroszczę tym poganom tak mocnej wiary i przekonania o prawdziwości tego, co albo wyczytali w księgach albo jacyś ich kapłani im przekazali. Wsiedli na wielbłądy i naprawdę pojechali do obcego zad*pia zwanego Betlejem.
Krzysztof Jackowski pewne sukcesy we współpracy z policją ponoć ma. Wyjaśnie niebawem, dlaczego jest to możliwe. Ale nie kryje się za tym nic dobrego. Jeśli ktoś chce się opierać i budować cokolwiek na wierze w jakiegokolwiek człowieka to zasygnalizuję tylko, że Jackowski bardzo niedawno przewidział, że w Warszawie dojdzie do sensacji i Patryk Jaki zostanie tam nowym prezydentem.
edit: ciekawe, byłą w części technicznej forum dyskusja na temat słowa zad*pie i admin obiecywał, że zdejmie to słowo z indeksu słów zakazaych
Spać nie mogę to se jeszcze popierdzielę, Nie ma obowiązku czytania :D
Tak mi się coś skojarzyło z siła przebicia numerologicznej "3" i Ognistego Konia...
Gadam ze znajomą przez tel. Żali się, że musi jechać na prowincję, do Urzędu Gminy, po bodaj decyzję o warunkach zabudowy.
Szczegółów nie podam ale kumaci i tak skumają :)
Następnego dnia, rano, coś mi zaświtało. W branży nie siedzę, ale gdzieś mi mignęło, że te decyzje wiszą w Necie. A przynajmniej... gdzieś tam widziałem. Kopię po jakichś geoportalach i tym podobnych... i d*pa.
łapię za tel i dzwonię do tamtejszego Urzędu Gminy. Gdzie je znajdę?
Nie znajde, bo nie mają jeszcze zdygitalizowanych. A o jaką działkę chodzi?
Podaję nr działki. Babeczka z UG: nie mam pod ręką. Poszukam w archiwum, zeskanuję i prześlę Panu na maila. Może być?
Ok. Nie widzę przeciwskazań.
Za kilka godzin dostaję skan decyzji. Forwarduję go zainteresowanej osobie na maila.
Od tej osoby dostalem zj*by, że występuję w jej imieniu przed jakimś urzedem, chociaż nie mam do tego pełnomocnictwa.
Życie...
Natomiast kilka dni później rozmawiałem z koleżanką, która od lat siedzi w pośrednictwie nieruchomości.
nigdy... powtarzam...nigdy... w jakimkolwiek urzędzie (także w tym, do którego dzwoniłem) nie udało jej się załatwić decyzji o o warunkach zabudowy na maila. A jak się dowiedziała, że decyzja została wydana na poprzedniego właściciela nieruchomości... to juz wręcz sole cucące.. Jak to zrobiłeś? Nijak. Po prostu... zadzwoniłem. Nie wiedziałem, że tego się nie da załatwić.. dlatego to załatwiłem :D
Tak mi się coś skojarzyło z siła przebicia numerologicznej "3" i Ognistego Konia...
Gadam ze znajomą przez tel. Żali się, że musi jechać na prowincję, do Urzędu Gminy, po bodaj decyzję o warunkach zabudowy.
Szczegółów nie podam ale kumaci i tak skumają :)
Następnego dnia, rano, coś mi zaświtało. W branży nie siedzę, ale gdzieś mi mignęło, że te decyzje wiszą w Necie. A przynajmniej... gdzieś tam widziałem. Kopię po jakichś geoportalach i tym podobnych... i d*pa.
łapię za tel i dzwonię do tamtejszego Urzędu Gminy. Gdzie je znajdę?
Nie znajde, bo nie mają jeszcze zdygitalizowanych. A o jaką działkę chodzi?
Podaję nr działki. Babeczka z UG: nie mam pod ręką. Poszukam w archiwum, zeskanuję i prześlę Panu na maila. Może być?
Ok. Nie widzę przeciwskazań.
Za kilka godzin dostaję skan decyzji. Forwarduję go zainteresowanej osobie na maila.
Od tej osoby dostalem zj*by, że występuję w jej imieniu przed jakimś urzedem, chociaż nie mam do tego pełnomocnictwa.
Życie...
Natomiast kilka dni później rozmawiałem z koleżanką, która od lat siedzi w pośrednictwie nieruchomości.
nigdy... powtarzam...nigdy... w jakimkolwiek urzędzie (także w tym, do którego dzwoniłem) nie udało jej się załatwić decyzji o o warunkach zabudowy na maila. A jak się dowiedziała, że decyzja została wydana na poprzedniego właściciela nieruchomości... to juz wręcz sole cucące.. Jak to zrobiłeś? Nijak. Po prostu... zadzwoniłem. Nie wiedziałem, że tego się nie da załatwić.. dlatego to załatwiłem :D