Widok
Widziałem Cię raz (chyba)
Już Cię "znałem"
Grunwaldzka w stronę Gdańska. Przy dawnej "Chemii" czyli ciut przed skrzyżowaniem z Miszewskiego/Do Studzienki.
Byłaś na sąsiednim pasie.
Zwróciłem uwagę na osobę. O tym napisałem powyżej.
Zielone było, czyli brak czasu na uważniejszą obserwację.
Spięłaś rumaka ... i już Cię nie było.
Widząc Twoje d*psko z anielską rejestracją, dopiero zajarzyłem, że to jesteś Ty ;)
Już Cię "znałem"
Grunwaldzka w stronę Gdańska. Przy dawnej "Chemii" czyli ciut przed skrzyżowaniem z Miszewskiego/Do Studzienki.
Byłaś na sąsiednim pasie.
Zwróciłem uwagę na osobę. O tym napisałem powyżej.
Zielone było, czyli brak czasu na uważniejszą obserwację.
Spięłaś rumaka ... i już Cię nie było.
Widząc Twoje d*psko z anielską rejestracją, dopiero zajarzyłem, że to jesteś Ty ;)
No tak.
Kwestia techniczna.
Snu też niewiele potrzebujesz, rzadko też narzekasz, wściekasz się i w ogóle.
Jak Ty to robisz Sadyl ?
Twoje opanowanie mnie onieśmiela wręcz.
Naucz mnie.
Bo ja wiesz, chyba z tych nerwusów jednak, ale wtedy tylko gdy liczenie do 10 nie pomaga, wdechy, wydechy i reszta tych d*pereli.
A potem się w**-*-*iam :-)
Kwestia techniczna.
Snu też niewiele potrzebujesz, rzadko też narzekasz, wściekasz się i w ogóle.
Jak Ty to robisz Sadyl ?
Twoje opanowanie mnie onieśmiela wręcz.
Naucz mnie.
Bo ja wiesz, chyba z tych nerwusów jednak, ale wtedy tylko gdy liczenie do 10 nie pomaga, wdechy, wydechy i reszta tych d*pereli.
A potem się w**-*-*iam :-)
Żaliłem się nt. Mamy
Nie miałem bladego pojęcia, czy to problem natury psychologicznej, neurologicznej, psychiatrycznej czy somatycznej.
Somatykę wykluczyłem, wzywając przedwczoraj pogotowie.
Nadal uważam, że diagnostyka jest niezbędna, ale (chociaż fachowcem nie jestem i za grosz się nie poczuwam) sądzę, że to głównie kwestia psychologiczna.
Przez ok. kilkadziesiąt godzin, od jakich jesteśmy razem, Mama zmieniła się niesamowicie.
Teraz Ją zafascynowało "Google StreetView".
Kiedy wróci ze spaceru z psami, pochodzimy sobie trochę razem po świecie ;)
Nie miałem bladego pojęcia, czy to problem natury psychologicznej, neurologicznej, psychiatrycznej czy somatycznej.
Somatykę wykluczyłem, wzywając przedwczoraj pogotowie.
Nadal uważam, że diagnostyka jest niezbędna, ale (chociaż fachowcem nie jestem i za grosz się nie poczuwam) sądzę, że to głównie kwestia psychologiczna.
Przez ok. kilkadziesiąt godzin, od jakich jesteśmy razem, Mama zmieniła się niesamowicie.
Teraz Ją zafascynowało "Google StreetView".
Kiedy wróci ze spaceru z psami, pochodzimy sobie trochę razem po świecie ;)
Ufff ;)
Przed chwilą się przekonałem, że moje zezwolenie na mój odstrzał sanitarny, najprawdopodobniej nie zdąży się nikomu przydać.
Kątem ucha, na Polsat News, usłyszałem, że gdzieś tam sąd zabronił wystawiania szopek bożonarodzeniowych ani nawet używania określenia "Boże Narodzenie", proponując w zamian "Święto Zimy", bo może to razić wyznawców innych religii lub ateistów.
Będzie wojna albo jakiś potop.
Zawsze w historii tak było, kiedy debilizm przekraczał dopuszczalny poziom ;)
Kątem ucha, na Polsat News, usłyszałem, że gdzieś tam sąd zabronił wystawiania szopek bożonarodzeniowych ani nawet używania określenia "Boże Narodzenie", proponując w zamian "Święto Zimy", bo może to razić wyznawców innych religii lub ateistów.
Będzie wojna albo jakiś potop.
Zawsze w historii tak było, kiedy debilizm przekraczał dopuszczalny poziom ;)