Widok

ZAGUBIENI W LUSTRZANYM ODBICIU

Gdzieś tu ktoś wspomniał o singlach i tak mi się przypomniało, że ostatnio przeczytałam bardzo ciekawy, moim zdaniem artykuł.
Dlatego też postanowiłam się z Wami nim podzielić :)))
Pewnie nie wszyscy dotrą do końca, ale myślę, że warto...szczególnie polecam go wszystkim singlom i singielkom;)))))))))))


Ja mam tylko nadzieję, że jednak prognozy pana Chaumier się nie sprawdzą bo byłaby to totalna katastrofa emocjonalna.
Oczywiście zdaję sobie sprawę, że nie wszystkich to dotyczy, ale strach pomyśleć, że np. nasze dzieci mogłyby w przyszłości natrafić na takich osobników, którzy: „Są przekonani, że będzie się szczęśliwym tylko jeśli znajdzie się osoba, która będzie ich kochać bezgranicznie, bez-względu-na-wszystko. Ale jeśli trafi się osoba, która ich tak mocno kocha – musi być z nią coś nie tak, trzeba więc od niej uciec”.
Czyż to nie jest „piękne”...trochę mnie to rozśmieszyło;) ale tak naprawdę to nie jest zabawne.
A więc wszystkie single i singielki: uciekajcie gdzie pieprz rośnie przed borderlinowcami!!!;)))))))))))))))))




Rozmowa Tatiany Cichockiej z Wojciechem Eichelbergerem i Katarzyną Miller.


-Wszędzie słychać, że przeżywamy kryzys bliskości. Co dzisiaj stoi za tym wyświechtanym sformułowaniem?

W.E. Bulwersującą prognozę tego, co będzie się działo w relacjach międzyludzkich, stawia w książce „Razem, lecz osobno” francuski socjolog i antropolog Serge Chaumier. Według niego już wkrótce przestrzeń międzyludzkich związków zupełnie zdominują relacje powierzchowne i krótkotrwałe.

-Dlaczego?

W.E. Serge Chaumier uważa, ze znakiem naszych czasów są relacje z innymi charakterystyczne dla tzw. Osobowości borderline z silnym odchyleniem narcystycznym. Mam nadzieję, że te prognozy się nie potwierdzą, jednak trzeba przyznać, że w gabinetach psychoterapeutów gwałtownie wzrasta liczba klientów o tym typie osobowości.

-Czyli jakich?

W.E. Chodzi tu o osoby o typowo narcystycznej potrzebie zdobycia uznania, a jednocześnie słabych granicach wewnętrznych. Często nie potrafią one odróżnić własnych potrzeb, przekonań i uczuć od potrzeb, myśli i uczuć innych ludzi, nie szanują przestrzeni i autonomii innych. W bezpośrednich relacjach z ludźmi brakuje im wyczucia fizycznego i psychicznego dystansu. Np. z bliskimi nie rozmawiają, a nowo poznanej osobie opowiadają o najintymniejszych sprawach. Ludzie z osobowością typu borderline nie mają zaufania do więzi łączącej ich z innymi. Nie potrafią się troszczyć o swoje związki.

K.M. Co z oczu, to z serca, a co przed oczami, to moje. Nie umieją sobie niczego odmówić, są niestali, ulegają zachciankom.

W.E. Takim osobom brakuje wiary, wytrwałości i odporności na kryzysy. W nieskończoność domagają się dowodów, że są ważni. Są jak beczka bez dna. Poza tym mają zwykle trudności z wyczuwaniem konwencji, z dotrzymywaniem umów. Potrafią w nieskończoność powtarzać te same błędy, obwiniając za nie otoczenie. Z jednej strony chcą związku symbiotycznego, bo mają wrażenie, że druga osoba jest jakby częścią ich samych, a z drugiej - z błahych powodów doprowadzają do rozstań, by uniknąć nieuchronnego, w ich przekonaniu. Bólu porzucenia.

-Dlaczego takich osób ma być coraz więcej?

W.E. Psychika ludzka dostosowuje się w ten sposób do wymogów naszych czasów, w których w obszarze wartości rządzi sukces materialny, atrakcyjność i popularność. To sprawia, że związki z ludźmi są traktowane instrumentalnie, przestają być wartością samą w sobie, służą robieniu wrażenia i osiąganiu konsumpcyjnego sukcesu.
...

W.E. Tak ukształtowani ludzie to idealni pracownicy i konsumenci. Nie tworzą stałych związków, są więc dyspozycyjni, a dla sukcesu poświęcą wszystko. Ponieważ uzależniają się od autorytetów, od nagród i pochwał, łatwo nimi manipulować i kierować. Przy tym są to z reguły ludzie ambitni, inteligentni i zdolni, potrafiący studiować kilka fakultetów naraz.

K.M. Dziś inwestujemy w inteligencję. Dla rodziców ważne są dobre stopnie, a nie relacje dziecka w szkole.
Lepsze wykształcenie ma gwarantować pieniądze, za które można kupić domy, auta, czyli symbole sukcesu, oraz techniczne zabawki pozwalające na utrzymanie masy pozornych kontaktów i związków.

W.E. Osobowość typu borderline staje się powszechna również dlatego, że społeczeństwo cechuje dziś niesłychana mobilność. Wartością jest zdolność do asymilowania się, przemieszczania się tam, gdzie jest praca, często na ogromne odległości, do innych krajów i kultur. Dzieci od małego przeżywają liczne rozstania, wiele trudnych emocjonalnie sytuacji, są także ofiarami i świadkami bolesnych rozstań w środowisku dorosłych. Skuteczną obroną przeciwko takiej sytuacji jest nawyk nieangażowania się i ograniczania do powierzchownych relacji.

-Bo będzie mniej bolało?

W.E. W ogóle nie będzie bolało. Tymczasem ciągle tęsknimy za związkiem idealnym, który sam z siebie, bez żadnego wysiłku z naszej strony zachowa świeżość i atrakcyjność, przetrwa. Prawdziwa miłosna relacja przenosi się w sferę mitu, staje się romantyczną iluzją. Jej efemerydą, a zarazem substytutem jest stan zakochania.

K.M. Dopóki działa chemia, dopóty żyjemy jak w niebie. Gdy się kończy, zmieniamy partnera jak pracę, która przestała zaspokajać nasze aspiracje. A chemia wytrzymuje góra dwa lata. Potem przez idealny obraz zaczyna przebijać się rzeczywistość. Rozpadają się związki, gdy ludzie budzą się z owego romantycznego snu, czasem już po kilku miesiącach, kiedy tylko pojawią się pierwsze trudności.

- Czy tak nie było zawsze?

K.M. Różnica jest taka, że dziś ludzie nie mają ochoty, by nad związkiem pracować. Najprostszym wyjściem okazuje się rozstanie. Było fajnie, ale przestało, znaczy, że to nie był ten albo ta, więc kończymy znajomość. Nawet bez większych kosztów. U podstaw leży owa iluzja, przekonanie, że gdzieś jednak istnieje wymarzony ten jedyny, z którym namiętność nie wygaśnie, z którym będziemy się rozumieć bez słów...Więc szukajmy dalej.

...
W.E. W rzeczywistym związku mamy przed sobą trzy możliwe drogi: mozolne budowanie, rozstanie albo utrzymywanie iluzji dobrego związku – gdy po fazie romantycznej następuje tak zwana symbioza, kiedy to partnerzy są tak bardzo razem, że praktycznie tracą własną autonomię.

K.M. To zakłada rezygnację z siebie, podporządkowanie. Warto wytłumaczyć, co to jest symbioza, bo dwoje ludzi, którzy trzymają się cały czas za rączki i patrzą sobie w oczy, to obrazek bliski romantycznemu ideałowi, za którym nasza kultura podąża. A nie ma nic wspólnego z prawdziwą, głęboką relacją. Ludzie pozornie są blisko, dbają o to, żeby się nic nie zepsuło. Jednak prawie nie komunikują się na głębszym poziomie, tylko trwają, wypierając rzeczy, które obnażałyby płytkość i nieprawdziwość tego bycia razem. Odcinają to, co ich różni, wszędzie chodzą razem, robią wszystko razem, zawsze do domu po pracy, prawie się nie kłócą...

W.E. To niepisany pakt o nieagresji, unikamy konfrontacji. Lubimy to samo, wierzymy w to samo, mamy tę samą ideologię, tych samych znajomych, te same potrzeby. Nie ma żadnej własnej, prywatnej przestrzeni, która tych ludzi od siebie odróżnia i czyni partnerami w związku.

K..M. Taki związek nie jest związkiem, bo do związku trzeba dwojga całych ludzi. A nie dwóch połówek, chociaż takim mitem się karmimy.

W.E. Oczywiście, nie mówimy tutaj o jedności duchowej. Tego rodzaju jedność nie wymaga nawet bycia na co dzień razem, to miłość, w której partnerzy czują się wolni. Odkrycie jedności duchowej to zwykle rezultat długoletniej pracy dwóch autonomicznych, niezależnych osób. Nie ma ona nic wspólnego z symbiozą – to jedność w różnorodności.

K. M. W symbiozie jest nudno, panuje stagnacja, marazm. Pozostaje ucieczka w jakąś aktywność, także w nałogi, np. alkoholizm, również ten ukryty, albo pracoholizm.

- Jest z tego inne wyjście?

W. E. Zależy, co dla nas ważne. Na podstawie obserwacji tego, co dzieje się dziś w społeczeństwach zachodnich. Chaumier sugeruje, że ludzie, próbując zachować związek, a jednocześnie uciec od nudy, cierpienia i trudów budowania głębokiej relacji, coraz częściej zapraszają do niego kogoś trzeciego.

- Zdrada ma pomóc utrzymać związek?

W. E. Chaumier dowodzi, że ktoś trzeci albo czwarty, bo bywają związki, w których każdy z partnerów jest jednocześnie w drugim związku, wnosi świeżą energię do wypalonej relacji i pomaga zwalczyć znienawidzoną nudę. To kontrowersyjna teza, ale statystyki mówiące o wielkiej liczbie dodatkowych, „ratunkowych” związków, niepowodujących wcale rozpadu relacji pierwotnej, zdają się to potwierdzać.

K. M. Mamy stałego, nudnego partnera, zabezpieczone tyły, ustabilizowane jako tako życie i od czasu do czasu fundujemy sobie drobny lifting uczuciowo-seksualny! Pozornie idealna sytuacja. Jednak takie podejście prowadzi do tego, że związki przypominać będą pozbawione emocji sojusze: on się nie będzie wtrącał w moje życie, a ja w jego. Tyle, że to nie ma nic wspólnego z bliskością czy miłością.

W.E. To są właśnie związki narcystyczne, w których druga osoba jest dopełnieniem wizerunku pierwszej i na odwrót. Ten, kto nie spełnia ostrych kryteriów bycia cool, dobrego wyglądu i sukcesu – wypada z gry.

K.M. Mężczyznom coraz częściej podobają się zajęte tylko własną urodą laski. A ile kobiet chciałoby mieć takiego faceta, co prze do sukcesu? Mnóstwo. Nie zdają sobie sprawy, że on poza wyglądem i statusem finansowym nie jest w stanie nic zaproponować. Owszem, jest zadbany. Bo jego ciało ma być obiektem podziwu. Jako produkt doskonały jest zwykle dobrze ubrany, ma pieniądze, gadżety. Ale do wspólnego życia się nie nadaje. Nie mówiąc o seksie...

- Nie pozwoli sobie na bliskość i luz?

K.M. Będzie myślał tylko o tym, czy dobrze wypadł. Normalny człowiek jednego dnia powie: Dziś mi się nie chce kochać, a innego: bardzo mi się chce. Albo dziś się nie golę czy nie maluję (w wersji dla pań). Na odpuszczenie sobie pozwolić sobie może tylko ktoś ze zdrowym dystansem do samego siebie, nigdy te, komu zależy wyłącznie na ocenie innych. Narcyz jest przy tym niedostępny emocjonalnie, co dzisiejsze dziewczyny, które wychowują się praktycznie bez ojców, przyciąga jak magnes. Od kogoś takiego dziewczyna nie dostanie czułości, uwagi. A starać się o to może i całe życie. Za to on będzie wymagał, jak ojciec, żeby była nienaganna, wytknie jej każde niedociągnięcie.

- Jest dziś szansa na bliskość?

K.M. By poczuć bliskość, trzeba opuścić gardę, zrezygnować na użytek drugiej osoby z pięknego wizerunku. A ludzie boją się tego coraz bardziej. By przestać się bać, trzeba zajrzeć w siebie. Jako młódka szłam kiedyś na randkę i ze zdziwieniem poczułam, że się boję: coś mną telepało w środku, jakby w brzuchu latały mi motylki. Wczułam się w siebie i dotarło do mnie, że to jest przyjemne uczucie, nie strach, tylko rodzaj oczekiwania, podniecenie. To było ważne odkrycie. Boimy się nowych rzeczy, bo nam rodzice nie mówią: kochaj te drgania w brzuchu, zauważaj to, co czujesz, bo to jest twoje życie, najfajniejsze momenty. Odbieraj sygnały, obserwuj siebie. Wtedy nauczysz się kontaktować ze sobą, a co za tym idzie, z innymi, i się nie bać. Tylko tak można poczuć bliskość, otworzyć się przed tym, kogo wybierzemy.
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
Abderyta napisał(a):

> paty napisał(a):
>
> > Czy to oznacza ,ze dzieci z
> > podobnymi do moich „defektami” nie było?
>
> Zależy od defektu, borderline nie jest defektem, jest wyborem.
> A nawet jak coś jest defektem nie znaczy że należy temu
> pobłażać. Dobrym przykładem jest głośne ADHD. Jakiś dzieciak
> terroryzuje pół szkoły a nikt go nie może tknąć bo on ma ADHD i
> trzeba mu współczuć zamiast go karać. Podobno ADHD ma około 5%
> dzieci, a gdy media zrobiły tą szopkę wyglądało jakby miało to
> z 30% dzieci i z 10% dorosłych. To wygodna wymówka by
> usprawiedliwić złe zachowanie i złe wychowanie.

A czy ktos mówi ,żeby z powodu ADHD takiemu dziecku na wszystko pozwalać!!!??!!! Nie!! Ale jeśli faktycznie cierpi na taką przypadłość to należy mu pomóc. I psycholg jest po to by rodzicom , nauczycielom podpowiedzieć w jaki sposób. Niestety nasz świat nie jest idealny i nie żyją na nim sami doskonali ludzie. Niektórzy z nas potrzebują wiecej opieki, cierpliwości, troski i zrozumienia inni mniej. A nasze zdania na dany temat , no coż ...często radykalnie sie zmieniają, gdy - "problem " dotknie bezposrednio nas , lub naszych bliskich... :)
No chyba ,ze jesteś za bardziej radykalnymi posunięciami... Można wszystkich trudnych, z "defektami" odszczelić.. Szczelaj zaś Waść od Forumowicza nie boli... !! :)))))))))))))))))))
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
paty napisał(a):

> Czy to oznacza ,ze dzieci z
> podobnymi do moich „defektami” nie było?

Zależy od defektu, borderline nie jest defektem, jest wyborem.
A nawet jak coś jest defektem nie znaczy że należy temu pobłażać. Dobrym przykładem jest głośne ADHD. Jakiś dzieciak terroryzuje pół szkoły a nikt go nie może tknąć bo on ma ADHD i trzeba mu współczuć zamiast go karać. Podobno ADHD ma około 5% dzieci, a gdy media zrobiły tą szopkę wyglądało jakby miało to z 30% dzieci i z 10% dorosłych. To wygodna wymówka by usprawiedliwić złe zachowanie i złe wychowanie.
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
zasadnicza napisał(a):

> paty napisał(a):
>
> > Jeśli o chodzi o błędy popełniane przeze mnie, no cóż.... .
> > staram się jak mogę... Czasem pomocny jest word i pamięć
> > wzrokowa.
>
> a więc jednak można :)

No, tak jak można wybrac z kilku zdań tylko ten fragment dla nas... wygodny... ;)))))))))))))))))

No proszę , zawsze mówiłam ,że człowiek uczy się przez całe życie.:) Dziś dowiedziałam się ,ze jest nielotna... bo to, ze jestem nielotem to wiedziałam od zawsze... :)
Nawet przez chwile nie miała zamiaru grac na żadnych twoich uczuć... chciałam tylko podeprzeć się przykładem...
Uważasz, ze dziecko jest mniej zdolne, dlatego, że nie odróżnia literki b od p, u od y itd. i nie potrafi opanować ortografii, z takich a nie innych przyczyn.... No tak. W takim razie ja jestem wstanie już uwierzyć ,ze daltonizm to również jakiś chory wymysł.
Każdy ma prawo mieć na dowolny temat zdanie jakie ma. Ale czasem można zagłębic sie w problem nieco bardziej, popytac u źrodła. Ma sie wówczas chyba wyraźniejszy obraz. Ale oczywiście - nic na siłę ..:))))
Co do Twojego śpiewania - no cóż... Może to nie kara dla ciebie, tylko dla nas jakbyśmy kiedys przypadkiem musieli Cię słuchać ;))))))))))))))))
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
paty napisał(a):

> Jeśli o chodzi o błędy popełniane przeze mnie, no cóż.... .
> staram się jak mogę... Czasem pomocny jest word i pamięć
> wzrokowa.

a więc jednak można :)

> ... Irytuje mnie, jak osoby ,
> które nie wiele o tym wiedzą, lub nigdy tego nie doświadczyły
> na swej skórze mają takie radykalne poglądy.

moje doświadczenie opisałam ... nie mam dysleksji, w mojej klasie w podstawówce nikt nie miał ... mnie irytuje, że teraz to jest nagle istna plaga, większość młodych ludzi na to "choruje" i według moich doświadczeń zamiast nad tym pracować, powołują się na zaświadczenie

> Jak następnym razem przyjdzie do domu mały zapłakany mały
> człowieczek, który pomimo WIELU godzin nauki dostał z polskiego
> – pałę i od drzwi krzyczy ,ze jest głupi, najgłupszy w
> klasie. Wytłumacz mu , czym to jest spowodowane. Bo z pewnością
> nie lenistwem.

niestety tego typu emocjonalny argument do mnie nie bardzo trafi, bo nie mam dzieci ... poza tym, życie nie jest sprawiedliwe, są zdolni i mniej zdolni ... kiedy byłam w liceum i na studiach udzielałam korepetycji z matematyki i fizyki, przychodziły wówczas do mnie dzieciaki z podstawówki lub ich matki, załamując się w podobny sposób, bo dzieciak pomimo starań nie mógł tego pojąć ... i co? będzie wkrótce "matematykofizykoleksja"?, żeby się dzieciak nie męczył i nie stresował, że jest mniej lotny?

> pewne rzeczy są dla nas
> nieosiągalne , lub osiągalne, ale po wielu godzinach, dniach,
> latach pracy. Dlaczego mamy być karani, , za coś co nie jest
> od nas zależne.

jak dla każdego ... ja nie umiem pięknie śpiewać ... czy to jest dla mnie kara?
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
Odsapnęłam trochę, emocje mi opadły i juz mogę ustosunkowac sie do Twojej wypowiedzi .:)
Szanka juz nieco napisała na ten temat , więc pewne kwestie pominę.
Jeśli o chodzi o błędy popełniane przeze mnie, no cóż.... . staram się jak mogę... Czasem pomocny jest word i pamięć wzrokowa. Przez tyle lat nauczyłam się z tym żyć. Ale w dalszym ciągu, gdy pisząc cos lekko się „ rozluźnię” to ... :)
Nikt nie mówi ,ze osoby z ta przypadłością, maja być traktowane jak święte krowy. Ale by zrozumieć, ze czasem rodzą się osobniki, którym mózg robi psikusa... Irytuje mnie, jak osoby , które nie wiele o tym wiedzą, lub nigdy tego nie doświadczyły na swej skórze mają takie radykalne poglądy.
I jeśli dla Ciebie to tylko pseudo choroba, to wiesz mam propozycję...
Jak następnym razem przyjdzie do domu mały zapłakany mały człowieczek, który pomimo WIELU godzin nauki dostał z polskiego – pałę i od drzwi krzyczy ,ze jest głupi, najgłupszy w klasie. Wytłumacz mu , czym to jest spowodowane. Bo z pewnością nie lenistwem.
To nie chodzi o to, by dawać nam dyslektykom jakieś fory, chodzi jedynie o to by zrozumieć ,ze pewne rzeczy są dla nas nieosiągalne , lub osiągalne, ale po wielu godzinach, dniach, latach pracy. Dlaczego mamy być karani, , za coś co nie jest od nas zależne. To tak jakby mieć pretensje do garbatego ,że na proste dzieci.
Oczywiście, nie twierdzę, że mogą znaleźć się nadgorliwi rodzice, którzy swym pociechom załatwią ( bo w naszym kraju wszystko można załatwić) takie zaświadczenie. Tylko po co ??? no chyba, że zależy im by ich dziecko miało lekko przedłużony czas egzaminu.
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
Z tego co wiem to takie zaświadczenie czy to w podstawówce czy na studiach nie zwalnia ich z obowiązku poprawnej pisowni, napiszę jeszcze raz: jedyna ulga to zwiększony czas pracy dla dyslektyka.

Swoją drogą, pierwsze słyszę, żeby osoba dorosła usprawiedliwiała swoje błędy zaświadczeniem o dyslekcji. Myślę, że to raczej tupet z ich strony.
A poza tym uważam, że jeżeli mimo tego, iż mają możliwość sprawdzić pisownię w słowniku programu, robią błędy to jest juz niechlujstwo i lenistwo z ich strony.
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
jak zwracałam im uwagę na błedy, to w odpowiedzi słyszałam "mam dysleksję, mam zaświadczenie" ... to wszystko ... ja wymagam poprawnej pisowni niezależnie od tych zaświadczeń, więc gdyby nie to, że komputery poprawiają za nich błedy, mogliby wylecieć ... obaj studiują zaocznie, być może tam mają jakieś ulgi, ale tego nie wiem
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
zasadnicza napisał(a):


> przydzielono mi dwóch asystentów w wieku około
> dwudziestu kilku lat ... obaj mają zaświadczenia o dysleksji i
> dysgrafii ... stąd moje wątpliwości dotyczące tej
> "przypadłości" ... może zainteresuję się tematem i popytam ich,
> jak to z nimi było


Mam pytanie...a czy to zaświadczenie jest jakoś wykorzystywane przez nich w pracy? Czy w zawiązku z tym mają jakieś ulgi?
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
faktycznie nie znam procedury i nie wiem, czy faktycznie jest ona przestrzegana ... wiem na pewno, że ta "choroba" jest obecnie nagminna - 90 % młodych, z którymi mam w pracy doczynienia jest dyslektykami ... w tym roku była mniejsza rotacja ... przydzielono mi dwóch asystentów w wieku około dwudziestu kilku lat ... obaj mają zaświadczenia o dysleksji i dysgrafii ... stąd moje wątpliwości dotyczące tej "przypadłości" ... może zainteresuję się tematem i popytam ich, jak to z nimi było
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
zasadnicza napisał(a):


> ... teraz, jak komuś słabiej idzie
> nauczenie się ortografii, to przynosi zaświadczenie i już nie
> musi się dalej uczyć ...


Nic błędniejszego. Wręcz odwrotnie, osoby u których stwierdzono jakąkolwiek dyslekcję nie dość, że uczą się tak jak pozostała "zdrowa" częśc dzieciaków to jeszcze muszą pracować dodatkowo w domu i uczęszczać na dodatkowe lekcje związane z rodzajem dyslekcji.
Żeby otrzymac zaświadczenie o dyslekcji dziecko musi przez co najmniej 4 miesiące pracować w domu dodatkowo z odpowiednimi materiałami.
Potem jest badana w poradni psychologiczno0pedagogicznej przez psychologa i pedagoga. W sumie są 3 wizyty w tej poradni, pierwsza z rodzicami, pozostałe dwie bez. Potem rodzic otrzymuje opinię podpisaną przez psychologa i pedagoga, w której jest albo nie stwierdzona dyslekcja i w przypadku gdy jest są w niej zawarte zalecenia co do dalszej pracy dziecka zarówno w szkole jak i w domu. Jedynym przywilejem na jakie dyslektyk może liczyć to przedłużony czas pisania egzaminu.
A więc taki "papierek" jak widzisz nie zwalnia ucznia z dalszej nauki lecz wręcz przeciwnie.
Takie opinie wydają osoby, które nigdy nie miały osobiście do czynienia z takim problemem, które bardzo powierzchownie podchodzą do tego problemu i go bagatelizują nie znając istoty rzeczy.
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
No dobra, dobra !!! Przestań łapać mnie za słówka , bo się w sobie zamknę.. ;)))))))))))))

Myślę, że nie do końca się rozumiemy.
To zacznę od początku. :)
To oczywiste, że odkąd człowiek zaczął chodzić po tym cudnym świecie, charakteryzował się różnymi osobowościami, słabosciami, fobiami itd. Bardzo długo były one “niezbadane”, nienazwane. Dziś dzięki badaniom i zdobytej przez lata wiedzy możemy lepiej i dogłębniej poznać ludzki gatunek, ludzką psychikę, ludzkie zachowania. Szanka podała nam tu na forum wywiad dotyczący akurat Borderline – owców. Nie oznacza to,że od razu mamy ślepo wierzyć we wszystko co tam napisano, ale ...przeczytać i zastanowić się. Dowiedzieć się czegos nowego, rozszerzyc horyzonty. Tak jak już pisałam psychologia – to potęga. Im bardziej ją poznamy, dowiemy się na temat ludzich zachowań, postaw, tym łatwiej będzie nam poznać samych siebie, zrozumieć zachowania innych. I nie chodzi mi tu o nazewnictwo, chodzi o “treść” . Popatrz na to bardziej globalnie. Znów się powołam na przykład dyslecji...ale w to miejsce można byłoby wstawić cokolwiek – pracocholizm, postawe borderline, choleryków, hipochondryków...itd.
...Rośnie sobie mały człowiek i jest szcześliwy... Potem nadchodzi czas szkoły... Okazuje się, że inne dzieci już potrafią biegle czytac, a on wciąż ma z tym problemy, z dyktand, pomimo,ze wykuł wszystkie regułki i zasady pisowni – pała, itd... Nauczyciele ,nie wierzą mu, że całymi godzinami w domu ciezko pracuje a i tak w niekórych dziedzinach zostaje daleko w tyle. Zostaje mu doszyta etykietka – leń !!! On w swej bezradności dochodzi do wniosku ,ze jest po prostu głupi !!
A czy tak jest na prawdę?? Teraz wiemy,ze nie! A wiemy to dzięki badaniom, obserwacjom, dzieki psychologii. I nie ważne czy dysklecję nazwiemy – dyslekcją, czy “czonga- bonga”, bo nie o nazwę tu chodzi...
Ja uważam ,że dzieki psychologii, rozmowom na takie tematy,słuchnia co mają do powiedzenia moi znajomi,ludzie mądrzejsi ode mnie i nie tylko, wsłuchaniu się w siebie, wiele rzeczy do tej pory dla mnie niezrozumiałych... zrozumiałam. Wydaje mi się,że dzięki temu stałam się bardziej wyrozumiała na ludzkie słabości... :)))))
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
szanka napisał(a):

> Są tacy, dla
> których tzw. przykra prawda o sobie czy krytyka uczy, skłania
> do refleksji.

Logika mi podpowiada, że osoby które należą do borderline nie są zainteresowane poznawaniem siebie. Popatrz co ich cechuje.
Borderline przypomina mi hasełko w stylu New Age. Taką definicję która ma pokazać złe cechy rozwijającego się społeczeństwa. Coś w stylu "Strzeżcie się! Oto borderline, droga do zatracenia - nawróćcie z tej drogi na prawdziwą ścieżkę dobra, na...(tutaj wstaw sobie jakąś ideologię). Ale jest to tylko prowokacja skierowana do ludzi poszukujących, a nie do przedstawicieli borderline. Można się nad tym zastanowić, można poczuć że daje to rozwój, ale nas to nie dotyczy. Oczywiście można się rozwijać przez poznawanie problemów innych, ale to tak jakby przyjmować się głodnymi dziećmi w Afryce, podczas gdy nie myśli się o tych w Polsce.


> Autor to socjolog i antropolog, a podejrzewam, że wiesz co to
> oznacza więc tymbardziej nie rozumiem skąd takie wnioski:)

W telewizji nazywa się to parciem na szkło.
Skoro ktoś chce drukować wywiad z tymi ludźmi, to chyba musieli się o to bardzo postarać. Można zatem uznać, że skoro takie osoby mają okazję dać wywiad na tak mało znaczący temat, a nie są aktorami (którzy z natury w wywiadach gadają coś nie wartego słuchania), to chyba można nazwać ich ludźmi sukcesu?
Chyba osiągnęli oni jakiś sukces który sprowokował zainteresowanie nimi?
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
paty napisał(a):

> Ja jestem dyslektykiem, tylko ja wiem, przez co
> musiałam przejść w szkole... Dodam tylko, że w ówczesnych
> czasach nikt nawet chyba nie słyszał ,o czymś takim jak
> dysleksja, dysgrafia... A nawet jeśli słyszał , to na pewno
> nikt o tym głośno nie mówił... Czy to oznacza ,ze dzieci z
> podobnymi do moich „defektami” nie było?

a mi się wydaje, że różnicę między tym co było kiedyś, a tym co dziś, jeśli chodzi o dysleksję, widać właśnie na Twoim przykładzie ...
piszesz, że jesteś dyslektykiem, ale nie robisz błedów (sic!) ... piszesz, że miałaś ciężko w szkole, ale nauczyłaś się pisać, choć nie przyszło Ci to tak łatwo, jak niektórym ... pamiętam swoją klasę w podstawówce, pamiętam też liceum, były osoby, którym ortografia nie sprawiała większych problemów (najczęściej te, którym w ogóle nauka przychodziła łatwo) oraz takie, którym coś z danego przedmiotu nie szło albo ze wszystkich ... nie pamiętam, żeby był ktoś, kto tylko i wyłącznie nie radził sobie z ortografią ... były np. osoby bardzo ciężko pojmujące matematykę lub fizykę ... jeśli ktoś miał większe problemy, musiał poświęcić więcej czasu i uczyć się ... w rezultacie wszyscy zdawali bez żadnej taryfy ulgowej i umieli pisać poprawnie ... teraz, jak komuś słabiej idzie nauczenie się ortografii, to przynosi zaświadczenie i już nie musi się dalej uczyć ... efekty są przerażające ... większość młodych ludzi nie potrafi poprawnie pisać po polsku, gdyby komputery nie poprawiały za nich błędów, to na jednej stronie robią kilkanaście błędów ortograficznych, o interpunkcji nie wspomnę, bo to dla nich wiedza tajemna (ja to obserwuję u siebie w pracy, gdzie się przewija dużo młodych ludzi, których zadaniem jest pisanie tekstów) ... kiedyś trzy ortografiki na maturze powodowały, że dostawało się lufę ... a jednak prawie wszyscy zdawali ... mój wniosek: to jest paranoja z tą pseudo - chorobą zwaną dysleksja i dysgrafia i tylko czekać aż wymyślą podobne nazwy dla tych, którym słabiej idzie z matematyki np. i na wszystko będą mieli papierki i nie będą musieli się uczyć, a społeczeństwo nasze będzie dążyć do poziomu amerykańskiego
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
paty napisał(a):


> Myslalam sukces , napisal biznes... Mój bląd. ;)
> Ale to tak na prawde nie ma wiekszego znaczenia. :)

Ma bardzo duże, biznes to tylko mała grupka ludzi, pod sukces możesz zaliczyć znacznie więcej osób - także tych którzy brali udział w tym wywiadzie.

> Zastanawia mnie twoja niekonsekwencja. W któryms z wątków
> napisaleś, że to chwilowa moda, fascynacja, czy jakos tak to
> nazwałeś.... a teraz piszesz że takie postawy istnialy od
> zawsze tylko teraz ktos to nazwał.

Nie ma tu niekonsekwencji, ale są szczegóły.
Moda na singli, borderline, i inne jest od niedawna. Każdy psycholog/socjolog chce wykazać się własną teorią, zaistnieć, podobnie ma wielu naukowców. Media też ciągle poszukują tematu który będzie chwytliwy. Dawniej byli kawalerowie i panny, było nawet bykowe. Byli tez cholerycy i pracoholicy. Ludzie się nie zmieniają, Ci zwykli robią swoje, tylko Ci ludzie sukcesu szukają sposobu by zaistnieć, podtrzymać swoją świecącą gwiazdkę. Karmią ludzi nic nie wnoszącymi bzdurami.

> Dzieki temu możemy łatwiej poznać samych
> siebie, rozwijac się i niejednokrotnie pomóc sobie.

Przez to się nie rozwiniesz, wręcz przeciwnie. Zamkniesz się w świecie hasełek i etykietek. Siebie należy poznawać przez samoobserwację. Dostrzegać coś i pytać się co to jest i skąd pochodzi. Zamykając się w świecie definicji odsuwasz się od prawdy, dostrzegasz kilka podobnych cech i nazywasz się borderline. Żyjesz jako borderline, aż do momentu gdy ktoś wymyśli inline, albo marginline - wtedy uznasz że jesteś bardziej podobna do nowego określenia i teraz będziesz nim. A wszystko to bzdury, bo nie jesteś żadnym z nich. Każdy człowiek jest inny, nie da się ich opisać i zdefiniować jako grup. Każda definicja zaciera prawdę o tym kim jesteś. Nie jesteś głupia, nie jesteś mądra, nie jesteś ładna ani brzydka, nie jesteś cierpliwa, ani roztargniona, nie jesteś pracowita, ani zamyślona, nie jesteś też singlem ani borderlinką, to tylko hasła. One przeszkadzają myśleć, czuć i żyć. To nie jest droga do celu.
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
Cigumkę?
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
Przecież tam napisali że już po zawodach, i że terapia jest tylko dla uspokojenia sumienia że się spróbowało ? :)
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
Abderyta napisał(a):

> paty napisał(a):
>
> > Nie wiem dlaczego postawę „Borderline”
> przypisałeś
> > tylko do ludzi biznesu.
>
> Nie do biznesu a sukcesu.
> Aby osiągnąć sukces to trzeba się napracować. Często łączy się
> to ze współzawodnictwem. Zawsze z koniecznością poświęcenia
> dużej ilości czasu.
> Gdy się jest na szczycie lub chociaż wysoko, często jest się
> chwalonym i podziwianym, to może wywołać narcyzm. Będąc w czymś
> dobrym patrzymy na życie w pewien sposób - jak na zawody, albo
> ma się złoto albo nic. To nie sprzyja szczęściu w kontaktach
> przyjacielsko-partnerskich.
> Poświecenie dużej ilości czasu ogranicza ilość czasu pozostały
> na inne rzeczy - także na głębokie przezywanie miłości. Często
> jest się z kimś tylko ciałem, a to nie sprzyja długim związkom.
> Współzawodnictwo i chęć wygranej wywołuje paranoiczne myśli.
> Powoduje to też chęć zdobywania i posiadania, a nie na tym
> polega życie.
> Bycie na szczycie wymaga pewnych wyrzeczeń i uczy pewnych
> zachowań. Łatwo o borderline - tylko ze to nic nowego, to było,
> jest i będzie, ktoś to tylko sobie nazwał.
Myslalam sukces , napisal biznes... Mój bląd. ;)
Ale to tak na prawde nie ma wiekszego znaczenia. :)
Zastanawia mnie twoja niekonsekwencja. W któryms z wątków napisaleś, że to chwilowa moda, fascynacja, czy jakos tak to nazwałeś.... a teraz piszesz że takie postawy istnialy od zawsze tylko teraz ktos to nazwał.
Wiesz, ja bym to porównała do różnych zachowan, które istniały od zawsze ( nienazwane, "nieodkryte" ), a dopiero teraz ludzie zaczeli sie nad nimi zastanawiać, dociekac czym są powodowane, czym sie cechują... Dzieki temu możemy łatwiej poznać samych siebie, rozwijac się i niejednokrotnie pomóc sobie.
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
paty napisał(a):

> Nie wiem dlaczego postawę „Borderline” przypisałeś
> tylko do ludzi biznesu.

Nie do biznesu a sukcesu.
Aby osiągnąć sukces to trzeba się napracować. Często łączy się to ze współzawodnictwem. Zawsze z koniecznością poświęcenia dużej ilości czasu.
Gdy się jest na szczycie lub chociaż wysoko, często jest się chwalonym i podziwianym, to może wywołać narcyzm. Będąc w czymś dobrym patrzymy na życie w pewien sposób - jak na zawody, albo ma się złoto albo nic. To nie sprzyja szczęściu w kontaktach przyjacielsko-partnerskich.
Poświecenie dużej ilości czasu ogranicza ilość czasu pozostały na inne rzeczy - także na głębokie przezywanie miłości. Często jest się z kimś tylko ciałem, a to nie sprzyja długim związkom.
Współzawodnictwo i chęć wygranej wywołuje paranoiczne myśli. Powoduje to też chęć zdobywania i posiadania, a nie na tym polega życie.
Bycie na szczycie wymaga pewnych wyrzeczeń i uczy pewnych zachowań. Łatwo o borderline - tylko ze to nic nowego, to było, jest i będzie, ktoś to tylko sobie nazwał.
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
właśnie, róbmy swoje;)
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
odnosnie tego artukulu...
moze nie na wnioski, ktore w/g mnie sa bledne wlasnie dzieki zawezonemu horyzontowi
oczywiscie single moga uwazac, ze sa nieszczesliwe, dopoki nie spotkaja takiej czy innej osoby
ale przeciez to nie o to chodzi
cale zycie to praca, glownie nad soba
a uczucie, nawet najgoretsze tez trzeba zbudowac
i podtrzymywac
opierajac sie na zalozeniu wczesniejszym, dochodzimy do wniosku, ze moze tak sie zdazyc (czy nawet nalezy sie nam) takie uczucie od tak, z powietrza
to forma pasozytnictwa, dajcie mi, bo mi sie nalezy
to wszystko juz bylo
historia kolem sie toczy, a teraz mam wrazenie, ze wlasnie nastepuje koniec kolejnego obrotu

nic to
robmy swoje

pozdrawiam
jurek
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0

Inne tematy z forum Towarzyskie

ona-feromony (40 odpowiedzi)

feromony jakie i czy dzialaja...

do góry