Widok

ZAWISTNY exSZEF!

ludzie to swinie! moj byly pracodawca postanowil sie zemscic na mnie za to ze odnioslam sukces jako jego konkurencja z tej zawisci juz od jakiegos czasu dostaje od niego pogrozki ze mnie zalatwi ze na pewno nie mam legelanego oprogramowania i ze on juz sie o to zatroszczy zeby mi sprawdzili komputer :/ jest mozliwosc ze sprawdza czy rzeczywiscie mam nielegalne oprogramowanie? jakie moga byc tego konsekwencje?
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 2

I co z Mongolia pytam ponownie ?

:)
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
PlanetaZJ została tak nazwana od nazwiska swojego odkrywcy,slawnego poszukiwacza Zet Jot'a o niezwykle analitycznych umyśle.
Zet nie lubił się z dr.Halem i nie do końca wiadomo było jak zakończy się misja .Hal Stone podjął się jednak tego wyzwania i nie zamierzał zrezygnować.
Zet Jot musiał użyć wszystkich posiadanych umiejętności aby zapobiec temu projektowi,który niespecjalnie mu się podobal.
Przeraziła go wizja planety pełnej lemingow,i to w dodatku JEGO planety.
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
Po wielu latach i pobraniu DNA z pomiędzy zębów stvorka postanowiono odtworzyć mangolie.
Świat nie był już taki sam.
Malone odszedł,Chuck został bankierem i nie było już nikogo do robienia porzadku.
Zadanie odtworzenia MAngolii powierzono wybitnemu specjaliście.
Doktor Hal Stone był ekspertem od wszystkiego,wysłano więc go na planetę ZJ w celu rozmnozenia populacji lemingow jako żywności dla Mangolii.
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
Skoro zdecydowałaś się na konkurencyjną działalność wobec byłego pracodawcy i korzystasz z wiedzy i kontaktów, które zdobyłaś w poprzedniej pracy, to musisz się liczyć z jego niezadowoleniem.
Idąc dalej, jeśli chcesz prowadzić własny biznes, to zmieniasz ligę, zmieniasz zasady gry, a w tej grze trzeba mieć przysłowiowe jaja. Z Twojej wypowiedzi bije skrajna ignorancja, więc lepiej zacznij się dokształcać, szkolić i być bardzo ostrożną - inaczej zostaniesz "zjedzona" nie tylko przez byłego pracodawcę ale innych konkurentów.
Poza tym, walka z konkurencją (w biznesie) przyzwala na wszelkie chwyty, również te "poniżej pasa".
Skoroś weszła między wrony, to kracz jak one. Enjoy! :)
popieram tę opinię 1 nie zgadzam się z tą opinią 0
odtworzą ją w ramach unijnego pakietu invitro
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
I co z Mangolią?
"Niektóre rzeczy są dokładnie tym, czym są, i niczym innym."

Charles Bukowski.
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
Malone i Chuck spojrzeli na siebie w nagłym olśnieniu. Zarumieniony stworek przegładził włosy. Czasem przyjaźń rodzi się w najmniej spodziewanych okolicznościach. Tego wieczora troje nieznanych sobie osób połączył jeden cel.
- czas wymierzyć sprawiedliwość - wyrchrypiał Chuck. To miasto ma szczęście że stoimy po właściwiej stronie prawa...
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
...po czym uniósł pyszczek do góry i szeroko otworzył oczy.

- Myślicie, ze mogłabym go zjeść?
Wszak oto odczuwam poniekąd obawę,
Że zaraz zwariuję albo też niebawem.
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
hmm..- mruknął nieco zakłopotany Chuck a kusza nerwowo załopotała w jego muskularnej prawicy - Kochałem ją a ty mi ją zjadłeś...Teraz już nigdy nie uda mi się dostarczyć jej legalnego oprogramowania...
- to był przypadek!- wychrypiał nerwowo Stvorek
- łżesz! - Wpatrzony beznamiętnym wzrokiem Chuck uniósł kuszę i wycelował
- Stój! - z krzaków wychynęła zwalista postać Malona - śmierć stworka nic nam nie da. To nie on jest prawdziwym winowajcą.
Palec Chucka nerwowo zadrgał n spuście - mów dalej- syknął.
Malon przysiadł pod drzewem niczym znużony swym brzemieniem drwal - wszystkiemu winny jest jej zawistny ex szef. To jemu powinniśmy złożyć wspólną wizytę
- zemsta..- szepnął ponuro Chuck
- tak zemsta ..- szepnął Malon
- nigdy już nie użyje nielegalnego oprogramowania! - załkał Stworek kryjąc twarz w swych kosmatych łapkach
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
- nie chcę do odpowiedzi! - pisnął Stworek - ja nic nie umiem!
Wszak oto odczuwam poniekąd obawę,
Że zaraz zwariuję albo też niebawem.
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
- Oh nooooo! - ryknął Chuck Nooris widząc jak resztki ciała Mangolii znikają w paszczy Stvorka, który w tym samym momencie skoczył w krzaki. Chuck rozejrzał się wokoło. Była cicho. Nie śpiewały nawet ptaki. Po chwili milczenia podniósł kuszę i syknął wściekle zaciskając pieści
- ktoś mi za to odpowie...
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
Bez obrazy, jesteś głupia jak but! Szef straszy Cię pogróżkami i domniemaniem, że masz nielegalne programy, bo tego nie wie, a Ty oficjalnie na forum publicznym przyznajesz, że masz piraty bo oryginały za drogie.
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
:)
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
...i wtedy zjadł ją stworek.
Wszak oto odczuwam poniekąd obawę,
Że zaraz zwariuję albo też niebawem.
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
- witaj -usłyszała męski głos przyprawiony teksańskim akcentem. Odwróciła się odruchowo ściskając kuszę. Zza drzewa wyszedł brodaty kowboj w kapeluszu. Jego czarnoskóry kompan błysnął śnieżno białymi zębami w serdecznym uśmiechu.
- Kim jesteście - szepnęła oniemiała Mangolia
Brdodacz powoli poprawił kapelusz po czym spokojnie rzekł:
- Nazywam się Chuck Nooris, słyszałem że potrzebujesz pomocy...
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
http://www.militaria.pl/ka-bar/noz_ka-bar_black_tanto_(1245)_p1226.xml?cat=348
aaa?
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
Nie było prawdą, że Mangolia drwiła z używania noży. Doceniała tę broń, jako doskonałe narzędzie do zadawania cichej śmierci. Sama przecież nosiła przy sobie kilka, a nie gardziła też kuszą, równie cichą i równie skuteczną. Jednakże noże był kompletnie nieprzydatne w walce twarzą w twarz.
Pewnego razu poznała w Meksyku na Ziemi jednego z najlepszych nożowników wszystkich światów. Był profesjonalistą w każdym calu. Nigdy nie zawiódł żadnego zleceniodawcy. Ale pewnego razu Navajas, bo tak miał na imię, wykonując jakieś podłe zadanie w zapadłej dziurze w Meksyku zginął w samo południe nafaszerowany serią z automatu. Nota bene serią wypuszczoną przez zlanego ze strachu, naćpanego po powieki śmiecia, któremu wydawało się, że jest wojownikiem. I co z tego, że Navajas zabrał ze sobą całą paczkę tych śmierdzących szczurów? Żadna pociecha.
Nóż stanowczo nie nadawał się do tej misji.
Mangolia śmignęła jak kuna, łasica, puma i przylgnęła do chropowatego pnia wiekowego dębu. Nie musiała nawet zza niego wyglądać, wszystkie jej wyostrzone go granic bólu zmysły lokalizowały wszystkie żyjące istoty w promieniu kilku kilometrów. Nie mieli najmniejszych szans.
I wreszcie usłyszała to, na co instynktownie czekała. Bezgłośny szelest skradających się łap. Skradających się z czterech różnych stron.
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
Pierwsze co zobaczyła z za drzwi to plama krwi sącząca się spod wozu.

-Dasz radę Malone?!

-Jak zwykle .-odparował

Nie do końca był jednak o tym przekonany,bo tym razem ludzi przeciwko było naprawdę sporo.Nie chciał też jednak by w niego zwątpiła.Ostatnio zostawiła go w podobnej sytuacji,ale słowa ,że jeszcze wróci ,dotrzymała.Nie miał wątpliwości,że zostawi go i tym razem,ciekaw był kiedy.Spojrzał w stronę kapliczki,już JEJ nie było.

-No tak ,k****,znowu.

Wstał i oparty o wóz zaczął strzelać.W odpowiedzi wybuchła kolejna ,chaotyczna kanonada
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
Więzienie było przepełnione. Cluthu z odrazą spojrzał na ciągnący się w nieskończoność korytarz i wyzierające spomiędzy krat pokraki będące kiedyś ludźmi. Nienawidził tej rasy. A jego nienawiść graniczyła z obrzydzeniem. Splunął pod nogi zieloną, lepka flegmą i naciągnął szponiastą łapą kaptur głębiej na oczy. Kiedyś byłoby inaczej, ale od czasu jak Mangolia zaginęła gdzieś pomiędzy światami jego chęć do życia zamierała. Szukał jej co prawda przez jakieś 300 lat pustosząc i ścierając w proch wszystkie światy, w których dane mu było się znaleźć, ale Mangoli nie odnalazł. Czuł się staro i bezsensownie.
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
Malone wyszedł na ulicę,ucieszony ,że słońce ma za plecami.Ulica między domostwami była szeroka na dwa i pół wozu i ciągnęła się do końca miasteczka.

Szedł swoim zwyczajem środkiem ,rozglądając się bacznie.Zdało by się ,że w miasteczku nie ma żywej duszy.

Porto i riesling odparowywały szybko, a Malone zaczynał odczuwać braki i alkocholu i zabawy obojętnie w jakiejkolwiek postaci.

Na swoje nieszczęście długo czekać nie musiał.

Odwrócił się spojrzeć na kapliczkę ,gdy po raz ostatni w swoim życiu organista zabił w dzwon i chwilę później rozległa się kanonada.

Pierwsze trafienie poczuł w dupę,o ironio,kolejne w bark i lewe kolano.Ostatni strzał powalił go z nóg i wykręcił twarzą w kierunku strzelających.Stali na dachach ,w oknach,w zaułkach.Strzelało chyba z pół miasteczka , lecz Malone zdążył się przekulać pod stjący nieopodal wóz.

-Za dobrego cela nie mają s********y-pomyślał i rzucił okiem na kapliczkę,gdzie Mangolia stała już drzwiach-ale przynajmniej ,k**** ,po zakupach.
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0

Inne tematy z forum Praca

Uważajcie na GTS (Gruppo Trade Service)! (55 odpowiedzi)

Co jakiś czas pojawiają się ogłoszenia o wykładaniu towaru w sklepach Carrefour (zatrudnia firma...

do góry