Widok
Fortum jeśli się nie mylę to prąd.
Na swój własny użytek wypraktykowałem onegdaj taka zasadę - jeśli coś działa, to niech działa dalej.
Wynika ona z tego, że nie ma (dla mnie) sensu zmiana dostawcy czegokolwiek, jeżeli dotychczasowy wywiązuje się z umowy, a nowy oferuje oszczędność rzędu 5 zł a trzeba poświęcić 12 godzin na przekopanie się przez jego umowy i ogólne warunki w poszukiwaniu kruczków.
Ale ja jestem konserwatystą i rasistą negatywnie nastawionym na nowe.
Na swój własny użytek wypraktykowałem onegdaj taka zasadę - jeśli coś działa, to niech działa dalej.
Wynika ona z tego, że nie ma (dla mnie) sensu zmiana dostawcy czegokolwiek, jeżeli dotychczasowy wywiązuje się z umowy, a nowy oferuje oszczędność rzędu 5 zł a trzeba poświęcić 12 godzin na przekopanie się przez jego umowy i ogólne warunki w poszukiwaniu kruczków.
Ale ja jestem konserwatystą i rasistą negatywnie nastawionym na nowe.
Tak Mansonie,to gaz i prąd.Mam podobne do Ciebie obiekcje i nawet pokusiłam się o przekopanie umowy znajdując ciekawy punkt o konieczności wysłania po pierwszym otrzymanym r-ku wniosku o obniżenie stawki.I w tym momencie zapaliło mi się czerwone światło,no kurka,to ja mam jeszcze jakieś wnioski wysyłac,biegac na pocztę,pamiętać o tym.I zaczęłam kopać w necie, a tam ,wiadomo,dobre i złe opinie.
Także chyba im podziękuję.
Także chyba im podziękuję.
Własnej sieci przesyłowej i tak żadna z tych firm nie zbuduje, więc co oni mogą zaoferować? Nawet nie chce mi się zgłębiać tematu sieci, bo zważywszy na to, że to sprawa strategiczna, to w ciemno mogę się założyć, że już od dawna jakiś wicepremier byczy się na Kanarach za pomyślne zalatwienie sprawy na rzecz któregoś z zaborców
Ja, Ślicznotko, to do tego stopnia jestem leniwy, że dopiero jak któregoś pięknego dnia dostałem komunikat, że dostawca odłączył mnie od sieci (a było to w piątek po 16) to zmuszony do działania piorunem znalazłem nowego dostawcę internetu. Piorunem, bo w poniedziałek miałem kuriera z sprzętem i dekoderem, nową umowę, i taryfę tańszą o połowę przy zachowaniu dotychczasowych parametrów. Czego w życiu bym nie zrobił, gdyby dostawca nie nawalił. Więc może i ten mój sposób nie zawsze się sprawdza.
> piorunem znalazłem nowego dostawcę internetu
Zaimponowałeś mi.
W Twojej lokalizacji znalezienie jakiegokolwiek wydaje mi się sukcesem. A co dopiero lepszego ;)
PS:.
@Inka²: Nie wiem, ile setek maili przekopałem i wywaliłem. Ale maila od Ciebie nie mam.
Zatem nadal nie wiem, czym się firma Fortum zajmuje.
Ale jeśli faktycznie "dostawą" prądu, to Kruk ma rację.
Kupa ludzi wkopała się w umowy... niby korzystkiejsze cenowo. Diabeł w szczegółach tkwił.
Moj własny sąsiad się cieszył jak dziecko, że sporo tańszy prąd będzie miał.
Po ok. roku wrócił do Energi :)
Zaimponowałeś mi.
W Twojej lokalizacji znalezienie jakiegokolwiek wydaje mi się sukcesem. A co dopiero lepszego ;)
PS:.
@Inka²: Nie wiem, ile setek maili przekopałem i wywaliłem. Ale maila od Ciebie nie mam.
Zatem nadal nie wiem, czym się firma Fortum zajmuje.
Ale jeśli faktycznie "dostawą" prądu, to Kruk ma rację.
Kupa ludzi wkopała się w umowy... niby korzystkiejsze cenowo. Diabeł w szczegółach tkwił.
Moj własny sąsiad się cieszył jak dziecko, że sporo tańszy prąd będzie miał.
Po ok. roku wrócił do Energi :)
A'propos Netu...
Mam bazowy w UPC i "awaryjny", po gsm-ie, z Playa.
Tepsa czyli Orange, położyła mi niedawno na korytarzu światłowód.
Miałem kiedyś okazję, to z buta wlazłem do salonu Orange zagadać.
Oczywiście..milion możliwości...aż musiałem sprzedawcę na ziemię sprowadzić.
Chłopie...potrzebuję internet. Milony kanałów w jakości HD, czy gigabajty na sr*jfona se wsadź.
WYkopał jakąś sensowną ofertę. Ale pod warunkiem, że przeflancuję do nich tel. I oczywiście cyrograf na bodaj 2 lata.
Płaciłbym może z 10 zł miesięcznie mniej, Ale byłbym całkowicie uwiązany do jednej firmy.
Jakoś się nie zdecydowałem ;)
Mam bazowy w UPC i "awaryjny", po gsm-ie, z Playa.
Tepsa czyli Orange, położyła mi niedawno na korytarzu światłowód.
Miałem kiedyś okazję, to z buta wlazłem do salonu Orange zagadać.
Oczywiście..milion możliwości...aż musiałem sprzedawcę na ziemię sprowadzić.
Chłopie...potrzebuję internet. Milony kanałów w jakości HD, czy gigabajty na sr*jfona se wsadź.
WYkopał jakąś sensowną ofertę. Ale pod warunkiem, że przeflancuję do nich tel. I oczywiście cyrograf na bodaj 2 lata.
Płaciłbym może z 10 zł miesięcznie mniej, Ale byłbym całkowicie uwiązany do jednej firmy.
Jakoś się nie zdecydowałem ;)
Może i warto teraz długoterminową umowę na prąd z gwarancją sztywnej ceny podpisać. Bo NWO nie zasypialo gruszek w popiele, nawet papieża namowilo do napisania encykliki po swojej myśli. Ceny prądu mają wzrosnąć bardzo bardzo. Państwo się odgraza że będzie dotowac, więc tym bardziej trzeba generatory kupować i siekiery ostrzyc. Bo jak państwo coś dotuje, to firmy pompują ceny pod korek. Taka była przecież odpowiedź deweloperów na wszystkie te rodziny na swoim i mieszkania dla młodych. Mam nadzieję, że o ekonomii piszę a nie o polityce. Ale jeśli pan Jareczek i pan Boleczek co nosi takie same ciuchy jak niezalezna temida nie są polityczni, to już widzę że nadal będzie tu hulala dusza bo piekła nie ma.
> trzeba generatory kupować i siekiery ostrzyc
Ostra siekiera zawsze się przydaje, ale na grzyb Ci generator kupować, jak ceny paliwa przebijają kolejne sufity cenowe?
A agregatów na węgiel na rynku nie spotkałem
Markowski to już za mej młodości przewidział :)
https://www.youtube.com/watch?v=fe6IULoDi6g
Ostra siekiera zawsze się przydaje, ale na grzyb Ci generator kupować, jak ceny paliwa przebijają kolejne sufity cenowe?
A agregatów na węgiel na rynku nie spotkałem
Markowski to już za mej młodości przewidział :)
https://www.youtube.com/watch?v=fe6IULoDi6g
Są takie w dieslu. Trzeba jeszcze tłocznię rzepaku skonstruować. Diesel wszystko spali. Poza tym jest czerwony diesel tańszy. Tak tylko informuję, że jest. Nie namawiam do żadnego przestępstwa. Wiem, że jeździć na tym nie wolno, ale nie wiem, czy ustawodawca przewidział napędzanie tym generatora. Policji drogowej w każdym razie nie powinno być nic do tego. Albo na metanol sobie skonstruować. Jak silniki w motocyklach żużlowych. Na etanolu też powinien pociągnąć. Spiryt drogi, ale każdy wie dlaczego drogi tak że tego....
A z innej mańki:
Kiedy w latach bodaj 90-tych PKP pozbywała się taboru parowego po cenie złomu, nie należało do rzadkości, że jakaś wspólnota mieszkaniowa kupowała se lokomotywę, jako lokalną ciepłownię.
Wychodziło taniej, niż ciepło "od miasta"".
Szkoda, że prądu nie produkowały :)
PS: tekst w radiu przed chwilą mnie rozwalił. Kto to jest kurier? Cywilny pracownik kurii...
Kiedy w latach bodaj 90-tych PKP pozbywała się taboru parowego po cenie złomu, nie należało do rzadkości, że jakaś wspólnota mieszkaniowa kupowała se lokomotywę, jako lokalną ciepłownię.
Wychodziło taniej, niż ciepło "od miasta"".
Szkoda, że prądu nie produkowały :)
PS: tekst w radiu przed chwilą mnie rozwalił. Kto to jest kurier? Cywilny pracownik kurii...
Nie. Daję łeb, że czytałem o takich przypadkach w gazetach.
Nie sądzę, aby niusy z tamtych lat byly zdygitalizowane, zatem szanse na wyguglanie są znikowe.
Na obronę mego zdania mogę przytoczyć fakt, że nie oglądałem wówczas tego serialu. Obejrzałem go wiele lat później.
Zatem nie jest to jakiś "fakt filmowy", który mi utkwił w głowie, jako autentyczny.
Nie sądzę, aby niusy z tamtych lat byly zdygitalizowane, zatem szanse na wyguglanie są znikowe.
Na obronę mego zdania mogę przytoczyć fakt, że nie oglądałem wówczas tego serialu. Obejrzałem go wiele lat później.
Zatem nie jest to jakiś "fakt filmowy", który mi utkwił w głowie, jako autentyczny.
Kurcze... Kruku... ale mnie "kopnąłeś"
Nigdy nie pisałem niczego, co nie miało potwierdzenia.
Nie konfabuluję i nie walę gołosłowiem.
Ale tym razem mnie "zagiąłeś". W Necie potwierdzenia mych słów oczywiście nie znalazłem... i zacząłem wątpić w to, co napisałem.
Demencja starcza? Rzeczywistość miesza się z fantazją?
Łeb dam, że widziałem zdjęcie lokomotywy podpiętej do budynku. I nie była to wielka płyta, jak w "Alternatywach"
Czysta pamięć wizualna. Budynek, jaki budowano w latach 90-tych, czyli z silikatów, ze skośnym dachem.
Nigdy nie pisałem niczego, co nie miało potwierdzenia.
Nie konfabuluję i nie walę gołosłowiem.
Ale tym razem mnie "zagiąłeś". W Necie potwierdzenia mych słów oczywiście nie znalazłem... i zacząłem wątpić w to, co napisałem.
Demencja starcza? Rzeczywistość miesza się z fantazją?
Łeb dam, że widziałem zdjęcie lokomotywy podpiętej do budynku. I nie była to wielka płyta, jak w "Alternatywach"
Czysta pamięć wizualna. Budynek, jaki budowano w latach 90-tych, czyli z silikatów, ze skośnym dachem.
Pewnie ktoś kogoś zainspirował po prostu. A jedynym ocenzurowanym w całości kawałkiem Perfectu była Lokomotywa z ogłoszenia. Myślę, że została uznana za szyderstwo z propagandy PRLu. Anegdotyczne były takie artykuły w prasie, że co prawda chleb i benzyna drożeje, ale lokomotywy potaniały.
A jaka ekspresja Zbycha... Teraz on sam cenzuruje ludzi. Tweetnął kiedyś zdjęcie jakiegoś paszczura z KOD, a ja mu tylko napisałem: Eee, tam. Na prawicy ładniejsze. Proszę Magę Ogórek i Weronikę Zagułę obczaić.
A on mi za to natychmiast dał bana.
"Hej prorocy moi z gniewnych lat. Obrastacie w tłuszcz. Już was w swoje szpony dopadł szmal. Zdrada płynie z ust".
https://youtu.be/fe6IULoDi6g
A jaka ekspresja Zbycha... Teraz on sam cenzuruje ludzi. Tweetnął kiedyś zdjęcie jakiegoś paszczura z KOD, a ja mu tylko napisałem: Eee, tam. Na prawicy ładniejsze. Proszę Magę Ogórek i Weronikę Zagułę obczaić.
A on mi za to natychmiast dał bana.
"Hej prorocy moi z gniewnych lat. Obrastacie w tłuszcz. Już was w swoje szpony dopadł szmal. Zdrada płynie z ust".
https://youtu.be/fe6IULoDi6g
W Norwegii grzejniki są na prąd bo tanio, w Anglii bojery na prąd bo tanio, w Niemczech też nikt nie pilnuje zużycia prądu bo to groszowa sprawa
Do tego w wielu azjatyckich krajach nie płaci się za wodę bo tam uważa się dostęp do wody za tak oczywisty jak do tlenu
I szczerze mówiąc rachunki za prąd w moich rozliczeniach to najmniejsza pozycja, ale mam sprzęt dobrej klasy energetycznej i żarówki wszystkie ledowe wiec wzrost nawet 50% od tak małej kwoty to nadal będzie mała kwota
ale z kolei jako przedsiębiorca nie wyobrażam sobie takiego wzrostu bo wiadomo że produkcja zużywa najwięcej zasobów
I nie rozumiem co ma do tego pakiet emisyjny na co2, to jest zwykły podatek od oddychania zagarniany przez unię i jej macki
Nie rozumiem tak wysokiej ceny prądu, zwłaszcza że jest to zasób łatwo do pozyskania i w 100% odnawialny więc ekologiczny
wystarczy wiatr
Do tego w wielu azjatyckich krajach nie płaci się za wodę bo tam uważa się dostęp do wody za tak oczywisty jak do tlenu
I szczerze mówiąc rachunki za prąd w moich rozliczeniach to najmniejsza pozycja, ale mam sprzęt dobrej klasy energetycznej i żarówki wszystkie ledowe wiec wzrost nawet 50% od tak małej kwoty to nadal będzie mała kwota
ale z kolei jako przedsiębiorca nie wyobrażam sobie takiego wzrostu bo wiadomo że produkcja zużywa najwięcej zasobów
I nie rozumiem co ma do tego pakiet emisyjny na co2, to jest zwykły podatek od oddychania zagarniany przez unię i jej macki
Nie rozumiem tak wysokiej ceny prądu, zwłaszcza że jest to zasób łatwo do pozyskania i w 100% odnawialny więc ekologiczny
wystarczy wiatr
Z tym wiaterem nie tak hop siup.
A temat już przerabialiśmy:
https://forum.trojmiasto.pl/Podwyzki-ktorych-mialo-nie-byc-t847263,1,135.html
Konkluzja: mamy własny węgiel a trzoda jest za kupowaniem prądu od Angeli :)
A temat już przerabialiśmy:
https://forum.trojmiasto.pl/Podwyzki-ktorych-mialo-nie-byc-t847263,1,135.html
Konkluzja: mamy własny węgiel a trzoda jest za kupowaniem prądu od Angeli :)
A to się za bardzo nie chciałem tam wtedy wtrącać. Ale najbardziej mnie bawiły te mądrości o spalaniu biomasy. Zalatuje mi to taką Orwellowską nowomową. Tak to fajnie i nowocześnie brzmi: biomasa. Coś słyszałem o jednym takim, co obejrzał Sąd Ostateczny Memlinga i potem chodził z dziewczynami po muzeach i czasami zatrzymywał się przy jakimś obrazie, podpierał brodę dłonią i mówił: hmm...czy to Ci nie przypomina Sądu Ostatecznego Memlinga?
Czy ten obowiązek spalania biomasy nie sprowadza się przypadkiem do tego, że do kotłów wrzuca się drewno? A czy węgiel to nie jest też drewno, tylko trochę starsze i bardziej kaloryczne? Ale to robi wrażenie podobne jak z tym Memlingiem, jak się powie o biomasie. JAk on mądrze gada...
Wiatraki to nie wiem. Wkurza mnie to, że szpecą krajobraz. Jakbym nie patrzył i nie starał się przekonać, to wcale to fajnie nie wygląda. A Niemcy to idealiści i fanatycy. Jak się zapalą do jakiejś idei, to realizuja ją tak na fest. Już lepiej nie przytaczać przykłądów z historii.
Czy ten obowiązek spalania biomasy nie sprowadza się przypadkiem do tego, że do kotłów wrzuca się drewno? A czy węgiel to nie jest też drewno, tylko trochę starsze i bardziej kaloryczne? Ale to robi wrażenie podobne jak z tym Memlingiem, jak się powie o biomasie. JAk on mądrze gada...
Wiatraki to nie wiem. Wkurza mnie to, że szpecą krajobraz. Jakbym nie patrzył i nie starał się przekonać, to wcale to fajnie nie wygląda. A Niemcy to idealiści i fanatycy. Jak się zapalą do jakiejś idei, to realizuja ją tak na fest. Już lepiej nie przytaczać przykłądów z historii.
Bęcwał w tamtym wątku dobrze o fotowoltaice gadał. Bo jest w miarę stabilna. Tyle, że przez pół dnia...
Zarówno prądu z fotwoltaiki jak i z farm wiatrowych nie mamy gdzie magazynować. Elektrowni szczytowo-pompowych, jest tyle, co kot napłakał.
Musimy, jako Państwo, mieć stabilne i niezależne fundamenty. Nie mamy własnego gazu, ropy czy uranu. Trza się z tym pogodzić. Można robić zapasy, jak choćby we wsi Kocia, na czarną godzinę. Ale to max.
Natomiast totalną głupotą jest odchodzenie od własnych zapasów węgla, które wystarczą jeszcze na kilka pokoleń.
Co2? Lasy, których mamy pod dostatkiem, bez problemu łykną.
Smog? Nie bierze się ze spalania węgla czy drewna. Z mojego komina nie ma dymu. Jak jest bardzo zimno, to widać strużkę pary.
Większosć sąsiadów podobnie. Umieją palić i nie palą śmieci.
Zarówno prądu z fotwoltaiki jak i z farm wiatrowych nie mamy gdzie magazynować. Elektrowni szczytowo-pompowych, jest tyle, co kot napłakał.
Musimy, jako Państwo, mieć stabilne i niezależne fundamenty. Nie mamy własnego gazu, ropy czy uranu. Trza się z tym pogodzić. Można robić zapasy, jak choćby we wsi Kocia, na czarną godzinę. Ale to max.
Natomiast totalną głupotą jest odchodzenie od własnych zapasów węgla, które wystarczą jeszcze na kilka pokoleń.
Co2? Lasy, których mamy pod dostatkiem, bez problemu łykną.
Smog? Nie bierze się ze spalania węgla czy drewna. Z mojego komina nie ma dymu. Jak jest bardzo zimno, to widać strużkę pary.
Większosć sąsiadów podobnie. Umieją palić i nie palą śmieci.
Uwaga! nie czytać :)
Technologia jest taka:
Czyszczę piec. W miarę dokładnie. Z popiołu i skrzepów.
Jedne i drugie drzwiczki owarte.
Jak już jest czysty, wrzucam kilka szufelek węgla. I ogryzek rozpałki.
Kiedyś wspominałem, że fajowską wyczaiłem. Reklamy robić nie zamierzam, ale w biało-zielonym markecie :D
Ogryzek wielkości max pudełka zapałek. Styka.
Ogryzek muszę dobrze umieścić. Obsypać go drobnicą węglową. Robię to przy latarce i w okularach. Fajna zabawa.
Oczywiście upąćkam się przy tym... ale pikuś.
Podpalam ogryzek. Cały czas jedne i drugie drzwiczki otwarte na maxa.
Po jakichś 10-15 min jak ogryzek już wesoło bucha płomieniami, zamykam dół.
I wtedy jest szał. Jak w palniku, któremu się tlenu doda. Ciąg powietrza rośnie w kosmos.. jak i temperatura.
Po kolejnym kwadransie spora część węgla jest już mocno rozbuchana.
Wtedy zamykam górę, otwierajac dół.
Reszta robi się sama. Byle nie przegapić momentu, za jakieś 2h, kiedy trza zamknąć całość.
Nie sądzę, aby komukolwiek z Forumów powyższa wiedza na cokolwiek się przydała. Ale kilka lat temu po nogach bym za nią całował. Kiedy stanąłem przed piecem z myślą.. i co mam z tym począć? :D
Technologia jest taka:
Czyszczę piec. W miarę dokładnie. Z popiołu i skrzepów.
Jedne i drugie drzwiczki owarte.
Jak już jest czysty, wrzucam kilka szufelek węgla. I ogryzek rozpałki.
Kiedyś wspominałem, że fajowską wyczaiłem. Reklamy robić nie zamierzam, ale w biało-zielonym markecie :D
Ogryzek wielkości max pudełka zapałek. Styka.
Ogryzek muszę dobrze umieścić. Obsypać go drobnicą węglową. Robię to przy latarce i w okularach. Fajna zabawa.
Oczywiście upąćkam się przy tym... ale pikuś.
Podpalam ogryzek. Cały czas jedne i drugie drzwiczki otwarte na maxa.
Po jakichś 10-15 min jak ogryzek już wesoło bucha płomieniami, zamykam dół.
I wtedy jest szał. Jak w palniku, któremu się tlenu doda. Ciąg powietrza rośnie w kosmos.. jak i temperatura.
Po kolejnym kwadransie spora część węgla jest już mocno rozbuchana.
Wtedy zamykam górę, otwierajac dół.
Reszta robi się sama. Byle nie przegapić momentu, za jakieś 2h, kiedy trza zamknąć całość.
Nie sądzę, aby komukolwiek z Forumów powyższa wiedza na cokolwiek się przydała. Ale kilka lat temu po nogach bym za nią całował. Kiedy stanąłem przed piecem z myślą.. i co mam z tym począć? :D
spalanie smieci
moze i jakis syf jest
ale przerobione smieci nie gnija 100 lat i wiecej w glebie
wiec chyba lepiej jesli czesc tego bedzie spopielona
czy wysypiska smieci ktorych bedzie niedlugo multum
sa tak zarąb....ekologiczne bo przysypane ziemia?
tylko frajerzy europejscy.czytaj parobki unijne musza uwazac co spalaja
i maja kary
panowie swiata pala co chca.zabijaja na polowaniach chronione gatunki
i buduja zamki w puszczy
(np noteckiej)
jedno wielkie klamstwo po to zeby
produkcje i surowce wwozic i robic na nich kase
i nie byc samowystarczalnym tylko bulic
technologie przerobu smieci resztek i inne
gdzie one sa?
bo myslac naprawde ekologocznie to nie powinno byc opakowan na byle pitole
i opakowanie powinny byc zwrotne na maksa
tak jak kiedys
kazda wysoka technologia to multum zuzytych mineralow..i potem smieci
i to ma byc eco?
jest zupelnie na odwrot
a powietrza niech przestana zawalac chemitraillsami to bedzie ok
sama natura wie jak dochodzic do rownowagi
kolejne unijne sciemy
moze i jakis syf jest
ale przerobione smieci nie gnija 100 lat i wiecej w glebie
wiec chyba lepiej jesli czesc tego bedzie spopielona
czy wysypiska smieci ktorych bedzie niedlugo multum
sa tak zarąb....ekologiczne bo przysypane ziemia?
tylko frajerzy europejscy.czytaj parobki unijne musza uwazac co spalaja
i maja kary
panowie swiata pala co chca.zabijaja na polowaniach chronione gatunki
i buduja zamki w puszczy
(np noteckiej)
jedno wielkie klamstwo po to zeby
produkcje i surowce wwozic i robic na nich kase
i nie byc samowystarczalnym tylko bulic
technologie przerobu smieci resztek i inne
gdzie one sa?
bo myslac naprawde ekologocznie to nie powinno byc opakowan na byle pitole
i opakowanie powinny byc zwrotne na maksa
tak jak kiedys
kazda wysoka technologia to multum zuzytych mineralow..i potem smieci
i to ma byc eco?
jest zupelnie na odwrot
a powietrza niech przestana zawalac chemitraillsami to bedzie ok
sama natura wie jak dochodzic do rownowagi
kolejne unijne sciemy
Co z tymi chemtrails? Małe forum to sobie można spokojnie o tym pogadać. Badałem sprawę kiedyś. Julian Assange czyli szpieg-uciekinier przyznał, że geoinżynieria jest faktem. To samo wynika z przecieków wikileaks. Pytanie tylko o skalę zjawiska. Myślę, że w większości przypadków widzimy po prostu skondenoswaną parę wodną. Słyszałem jednak, że metale są dość regularnie rozpylane, bo radary wojskowe wtedy lepiej działają. Ja to sobie żartowałem jak był słoneczny, piękny dzień i pojawiały się te smugi. Mówiłem: aha, znowu pylą.
Tylko ze raz, drugi, czy trzeci zdarzyło się tak, że następnego dnia niebo już wyglądało tak jak teraz wygląda, czyli gęste mleko. Zaczynało padać i coraz mniej mi było do śmiechu. Wiadomo, że Rosjanie rozpylali bardzo dużo syfu jak była u nich zimowa olimpiada w Soczi. Mieli piękną pogode dzięki temu. A potem do nas przylazły ze wschodu dwa tygodnie naprawdę hardkorowej zimy i tak sobie kombinowałem, że natura zadbała o zachowanie bilansu.
Tylko ze raz, drugi, czy trzeci zdarzyło się tak, że następnego dnia niebo już wyglądało tak jak teraz wygląda, czyli gęste mleko. Zaczynało padać i coraz mniej mi było do śmiechu. Wiadomo, że Rosjanie rozpylali bardzo dużo syfu jak była u nich zimowa olimpiada w Soczi. Mieli piękną pogode dzięki temu. A potem do nas przylazły ze wschodu dwa tygodnie naprawdę hardkorowej zimy i tak sobie kombinowałem, że natura zadbała o zachowanie bilansu.
Wychowałem się za dziecka w mieście, gdzie było lotnisko wojskowe.
Zatem grom dźwiękowy i smugi kondensacyjne znam od dziecka... czyli powiedzmy od lat 70-tych
I od tamtych lat (bodaj w "Młodym Techniku" o tym czytałem) wiem, że można w jakimś stopniu modyfikować pogodę, rozpylając w powietrzu bodaj sole srebra. Rosjanie od lat z tej techniki korzystają.
Ale tyle i tylko tyle.
Chemtrails traktuję w kategoriach "urban legends".
Wyobrażasz sobie, ile tysięcy... dziesiątek tysiecy ludzi musiałoby być w to zaangażowanych?
Choćby w obsłudze naziemnej lotnisk.
Jest statystycznie nieprawdopodobne, aby któryś się nie wygadał i nie dał "twardych" dowodów.
Pamiętasz MK Ultra?
Tam było bardzo zamknięte grono wtajemniczonych. I cała sprawa mała najwyższą klauzulę tajności. A i tak się rypła.
Zatem grom dźwiękowy i smugi kondensacyjne znam od dziecka... czyli powiedzmy od lat 70-tych
I od tamtych lat (bodaj w "Młodym Techniku" o tym czytałem) wiem, że można w jakimś stopniu modyfikować pogodę, rozpylając w powietrzu bodaj sole srebra. Rosjanie od lat z tej techniki korzystają.
Ale tyle i tylko tyle.
Chemtrails traktuję w kategoriach "urban legends".
Wyobrażasz sobie, ile tysięcy... dziesiątek tysiecy ludzi musiałoby być w to zaangażowanych?
Choćby w obsłudze naziemnej lotnisk.
Jest statystycznie nieprawdopodobne, aby któryś się nie wygadał i nie dał "twardych" dowodów.
Pamiętasz MK Ultra?
Tam było bardzo zamknięte grono wtajemniczonych. I cała sprawa mała najwyższą klauzulę tajności. A i tak się rypła.
Pokusa wykorzystywania zjawisk atmosferycznych do celów militarnych znana jest od starozytności. Już Archimedes kombinował coś z bronią solarną, co zresztą nie zostało potwierdzone przez Adama i Jemiego. Zakładam, że od lat 70-tych badania nad tym musiały posunąć się naprzód. Nie widzę powodów, żeby to porzucono na etapie wczesnego Breżniewa.
A tego gromu dźwiękowego nie pamiętam od wielu, wielu lat. Migi poszły na złom, lotnictwo było powoli wygaszane, ostatecznie zrobiono tą zapomnianą i okrytą mgłą tajemnicy katastrofę Casy i cała wierchuszka poszła do piachu. Jak my głęboko śpimy.... Pijacka wyprawa oficerów - powiedziano, a my to od razu łyknęliśmy. Bo wiadomo, że każdy Polak to pijak. I złodziej Bo każdy pijak to złodziej. Błasika też nieprzypadkowo "upito" i ufajdano błotem, nie tylko tym smoleńskim.
A tego gromu dźwiękowego nie pamiętam od wielu, wielu lat. Migi poszły na złom, lotnictwo było powoli wygaszane, ostatecznie zrobiono tą zapomnianą i okrytą mgłą tajemnicy katastrofę Casy i cała wierchuszka poszła do piachu. Jak my głęboko śpimy.... Pijacka wyprawa oficerów - powiedziano, a my to od razu łyknęliśmy. Bo wiadomo, że każdy Polak to pijak. I złodziej Bo każdy pijak to złodziej. Błasika też nieprzypadkowo "upito" i ufajdano błotem, nie tylko tym smoleńskim.
>Migi poszły na złom
Nie poszły.
Koło mojej chaty jest ścieżka podejśca do lądowania na pas 29 w Rębiechowie. Jak i na Chełmie czy Morenie, o Matarni nie mówiąc.
I dosyć regularnie słyszę dźwięk silnika, który z pewnością byle Boeingiem nie jest.
Rzut oka przez okno i rzeczywiście... myśliwiec
Najczęściej ćwiczą Migi z Malborka, ale F16 też się parę razy trafił. F16 jest sporo cichszy :)
Parę razy to opowiadałem....
W moim miasteczku rodzinnym, wskutek protestów mieszkańców, zlikwidowano lotnisko wojskowe.
Zostało cywilne i Zakłady Lotnicze, gdzie m.in. Migi naprawiali
Z dwójką kumpli ciągnęliśmy kable w lesie tuż za płotem lotniska.
Gościu łagodnie wystartował i tuż nad ziemią włączył dopalacze i wystrzelił pionowo w górę. Centralnie nad nami.
Coś jak tutaj: https://www.youtube.com/watch?v=Kr6qWY8UUVM
Młodzi byliśmy, to zwieracze wytrzymały. Ale pierwszy komentarz...jak już podnieśliśmy szczęki z gleby... i w zasadzie jedyny sensowny, brzmiał "O ku..." :D
Nie poszły.
Koło mojej chaty jest ścieżka podejśca do lądowania na pas 29 w Rębiechowie. Jak i na Chełmie czy Morenie, o Matarni nie mówiąc.
I dosyć regularnie słyszę dźwięk silnika, który z pewnością byle Boeingiem nie jest.
Rzut oka przez okno i rzeczywiście... myśliwiec
Najczęściej ćwiczą Migi z Malborka, ale F16 też się parę razy trafił. F16 jest sporo cichszy :)
Parę razy to opowiadałem....
W moim miasteczku rodzinnym, wskutek protestów mieszkańców, zlikwidowano lotnisko wojskowe.
Zostało cywilne i Zakłady Lotnicze, gdzie m.in. Migi naprawiali
Z dwójką kumpli ciągnęliśmy kable w lesie tuż za płotem lotniska.
Gościu łagodnie wystartował i tuż nad ziemią włączył dopalacze i wystrzelił pionowo w górę. Centralnie nad nami.
Coś jak tutaj: https://www.youtube.com/watch?v=Kr6qWY8UUVM
Młodzi byliśmy, to zwieracze wytrzymały. Ale pierwszy komentarz...jak już podnieśliśmy szczęki z gleby... i w zasadzie jedyny sensowny, brzmiał "O ku..." :D
Przestańcie pierd... ć o DM. Potrzebna mi motywacja.
Dajcie mi coś "na ząb" żeby mi się chciało chcieć.
Jeszcze chwila a ufarbuję sobie brwi a la clown, jak 90% kobiet i z fajką miedzy tipsami, machając noga na nogę, będę prowadziła głośne rozmowy przez sr*jfona.
Śmiech mnie ogrania do własnych myśli a ludzie budzą we mnie potwora. Jeszcze trochę i uwierzę, że nie ma na nich innej siły jak tylko...
Czuję jak cukier mi spada i kręci mi się w głowie...
http://www.youtube.com/watch?v=gmSeaKdO9IQ
Ktoś, coś, jakieś motywujące coś...?
Ps
Agata mi się śniła. Nie wiem czy to ma związek z papierami, które załatwiałam na dniach czy dygaja ot tak, a może w potrzebie...(?)
Dajcie mi coś "na ząb" żeby mi się chciało chcieć.
Jeszcze chwila a ufarbuję sobie brwi a la clown, jak 90% kobiet i z fajką miedzy tipsami, machając noga na nogę, będę prowadziła głośne rozmowy przez sr*jfona.
Śmiech mnie ogrania do własnych myśli a ludzie budzą we mnie potwora. Jeszcze trochę i uwierzę, że nie ma na nich innej siły jak tylko...
Czuję jak cukier mi spada i kręci mi się w głowie...
http://www.youtube.com/watch?v=gmSeaKdO9IQ
Ktoś, coś, jakieś motywujące coś...?
Ps
Agata mi się śniła. Nie wiem czy to ma związek z papierami, które załatwiałam na dniach czy dygaja ot tak, a może w potrzebie...(?)
A jeśli o motywację chodzi to ja się kompletnie na tym nie znam. Są różni internetowi coache, co zwykle mówią just do it i mają takie fajne, wyciągnięte ze spodni koszule. Ponoć należy pomyśleć o tym, co się lubi i zacząć to robić, a wtedy jest sukces pierwsza klasa. Tylko co mają zrobić ludzie, którzy po prostu lubią jeść, spać i się obijać? Jak poradzić sobie z tak wielką konkurencją?
https://www.youtube.com/watch?v=Xg7p3LJZngU
https://www.youtube.com/watch?v=Xg7p3LJZngU
Podawałem przepis na efektywne i czyste spalanie węgla.
Codziennie go stosuję. Piec ceplutki a w chacie ledwie 19-20°
Ażem dzisiaj wygrzebał grzejnik elektryczny. Parę godzin może mnie finansowo nie zabije :)
Szczególnych mrozów nie ma. Zatem what's up?
Coś mnie tknęło i sprawdziłem temp podłogi w łazience. 15,6°
I wszystko jasne.
Sąsiedzi z dołu przysknerzyli.... jeśli na tyle strop zdążył się wystudzić...
Rzadko kiedy, nawet w największe mrozy, spada poniżej 18
To tak zupełnie bez związku z niczym. Może ewentualnie... żeby trzoda nowy temat miała nt ogrzewania mojej chaty :]
Codziennie go stosuję. Piec ceplutki a w chacie ledwie 19-20°
Ażem dzisiaj wygrzebał grzejnik elektryczny. Parę godzin może mnie finansowo nie zabije :)
Szczególnych mrozów nie ma. Zatem what's up?
Coś mnie tknęło i sprawdziłem temp podłogi w łazience. 15,6°
I wszystko jasne.
Sąsiedzi z dołu przysknerzyli.... jeśli na tyle strop zdążył się wystudzić...
Rzadko kiedy, nawet w największe mrozy, spada poniżej 18
To tak zupełnie bez związku z niczym. Może ewentualnie... żeby trzoda nowy temat miała nt ogrzewania mojej chaty :]
To co? I ja sobie popierniczę z własnej beczki.
We czwartek ogarnęłam kilka spraw które miałam porcjować do końca przyszłego tygodnia. Pięknie było.
Wczoraj przywiozłam Dziecko ze szkoły i już u siebie na podwórku zaorałam ciasny kącik Pancerną. Gdy ponownie przekręciłam kluczyk usłyszałam dudnienie jak z silnika samolotu. "Ja pierdykam, urwałam tłumik albo co...". Dzień wcześniej prawie 100ka na tankowanie gazu więc na cały m-c i opony zimowe. Miałam ciachać wygodną, zadbaną, garażowana kanapą a tu masz. Dzięki wielkie Boże. Naprawdę, gracias za wspomaganie itd." Dobiła mnie popołudniowa wizyta serwisanta pieca, która nie odbyła się gdyż ten skurłysek olał mnie totalnie. Nie odebrał też telefonu co uciszyło moje sumienie, że zrobiłam co mogłam. "Black Friday". Olśniło mnie, że gupki dają się nabrać na tę, polską, złodziejską wersję. Piękny początek weekendu. O 21szej pułkownik Wroński zaczął transmisję na żywo więc wypaliłam "z nim" dwa cześki i walnęłam underberga. Po 2 i pół h dotarło do mnie, że Dzieci już śpią - jedno chrapało na uszaku a drugie na kanapie, o Piesiuliku nie wspomnę. Zaniosłam Pisklaki na górę, wyprowadziłam psa na sikacza i wykończona zasnęłam gdy tylko przyłożyłam głowę do poduszki.
Rankiem pomimo wspaniałej aury, pachnącej kawy i ciepła domu nie mogłam oderwać myśli od auta. Ogarnęłam się i wyprowadziłam drugi samochód. Szybkie zakupy w lidlu i powrót do domu. Zakupiony dla Dziecka kombinezon okazał się zbyt mały więc jeszcze raz... brama, jazda, lidl... powrót. Odkurzacz, wąż, porządki. Sprawdziłam poziom oleju, dolałam płynu chłodzącego, płynu do spryskiwaczy i cóż. Trudno, spędzimy razem nadchodzący miesiąc, zgodnie z ustaleniami. Już miałam przenieść foteliki z uszkodzonej Staruszki gdy przyszła mi ochota obejrzeć jak duże są szkody. Odpaliłam auto i próbowałam przyzwyczaić się do dudnienia. Mogłabym tak jeździć ha ha ha sama owszem ale nie z Dziećmi. Zerknęłam na deski w garażu, maskujące kanał i bez wahania zaczęłam je zdejmować. Wjechałam przodem, pod sama ścianę a po przeciwnej stronie miałam schodki do kanału i wielki przód auta. Porażka! Nie było szans bym zmieściła moja papuśną w szczelinę pod samochodem. Niech to cholera weźmie. Ja pierdykam ! :((((( Pomysł numBer 2. Wjazd tyłem i ustawienie się w połowie kanału, zabezpieczając wstecznym niekontrolowany wyjazd auta z garażu w płot. Wąska szczelina jak Cię mogę ale schodów brak. Drabina, latarka, ślizgam się. Dzieci i Piesiulik zamknięte na klucz żeby coś się nie wydarzyło. Twu twu... Błyskam latarką na stare i przeżarte rdzą podwozie a tam cud! Nic strasznego. Po prostu stara opaska, a raczej jej kawałek, łącznie ze starą śrubą a pod nimi wypadnięta rura :)))) Hura!!!!! Odłupałam śrubokrętem starą opaskę, wepchnęłam jedną część rury w drugą, prowadzącą do tłumika, owinęłam resztkami taśmy znalezionej w skrzynce na narzędzia i 2ką ponad rowem dojechałam do sklepu z częściami. Po powrocie do domu i kilku nieudanych próbach dopasowania nowej, solidnej części do rozsypujących się, starych, ostatecznie udało mi się dokonać naprawy. Ogarnęłam garażowy bajzel i zgodnie z obietnicą, zabrałam Dzieci do mcdonalda.. Na obwodnicy postanowiłam pogonić auto i posłuchać czy nic nie odpada. Po przejechanych 40kilometrach, dopiero po zaparkowaniu w ciepłym garażu uznałam, że mogę odpuścić temat. Znowu więcej szczęścia niż rozumu. Lubię nowe autko ale stare uwielbiam :)))))
Dzisiejszy zestaw zadań przekładam na jutro. Dziś pidżama party i realaksacjĄ.
Hm... chyba Tęsknię bardziej niż zwykle :I
http://www.youtube.com/watch?v=FQltBhB_Ztc
We czwartek ogarnęłam kilka spraw które miałam porcjować do końca przyszłego tygodnia. Pięknie było.
Wczoraj przywiozłam Dziecko ze szkoły i już u siebie na podwórku zaorałam ciasny kącik Pancerną. Gdy ponownie przekręciłam kluczyk usłyszałam dudnienie jak z silnika samolotu. "Ja pierdykam, urwałam tłumik albo co...". Dzień wcześniej prawie 100ka na tankowanie gazu więc na cały m-c i opony zimowe. Miałam ciachać wygodną, zadbaną, garażowana kanapą a tu masz. Dzięki wielkie Boże. Naprawdę, gracias za wspomaganie itd." Dobiła mnie popołudniowa wizyta serwisanta pieca, która nie odbyła się gdyż ten skurłysek olał mnie totalnie. Nie odebrał też telefonu co uciszyło moje sumienie, że zrobiłam co mogłam. "Black Friday". Olśniło mnie, że gupki dają się nabrać na tę, polską, złodziejską wersję. Piękny początek weekendu. O 21szej pułkownik Wroński zaczął transmisję na żywo więc wypaliłam "z nim" dwa cześki i walnęłam underberga. Po 2 i pół h dotarło do mnie, że Dzieci już śpią - jedno chrapało na uszaku a drugie na kanapie, o Piesiuliku nie wspomnę. Zaniosłam Pisklaki na górę, wyprowadziłam psa na sikacza i wykończona zasnęłam gdy tylko przyłożyłam głowę do poduszki.
Rankiem pomimo wspaniałej aury, pachnącej kawy i ciepła domu nie mogłam oderwać myśli od auta. Ogarnęłam się i wyprowadziłam drugi samochód. Szybkie zakupy w lidlu i powrót do domu. Zakupiony dla Dziecka kombinezon okazał się zbyt mały więc jeszcze raz... brama, jazda, lidl... powrót. Odkurzacz, wąż, porządki. Sprawdziłam poziom oleju, dolałam płynu chłodzącego, płynu do spryskiwaczy i cóż. Trudno, spędzimy razem nadchodzący miesiąc, zgodnie z ustaleniami. Już miałam przenieść foteliki z uszkodzonej Staruszki gdy przyszła mi ochota obejrzeć jak duże są szkody. Odpaliłam auto i próbowałam przyzwyczaić się do dudnienia. Mogłabym tak jeździć ha ha ha sama owszem ale nie z Dziećmi. Zerknęłam na deski w garażu, maskujące kanał i bez wahania zaczęłam je zdejmować. Wjechałam przodem, pod sama ścianę a po przeciwnej stronie miałam schodki do kanału i wielki przód auta. Porażka! Nie było szans bym zmieściła moja papuśną w szczelinę pod samochodem. Niech to cholera weźmie. Ja pierdykam ! :((((( Pomysł numBer 2. Wjazd tyłem i ustawienie się w połowie kanału, zabezpieczając wstecznym niekontrolowany wyjazd auta z garażu w płot. Wąska szczelina jak Cię mogę ale schodów brak. Drabina, latarka, ślizgam się. Dzieci i Piesiulik zamknięte na klucz żeby coś się nie wydarzyło. Twu twu... Błyskam latarką na stare i przeżarte rdzą podwozie a tam cud! Nic strasznego. Po prostu stara opaska, a raczej jej kawałek, łącznie ze starą śrubą a pod nimi wypadnięta rura :)))) Hura!!!!! Odłupałam śrubokrętem starą opaskę, wepchnęłam jedną część rury w drugą, prowadzącą do tłumika, owinęłam resztkami taśmy znalezionej w skrzynce na narzędzia i 2ką ponad rowem dojechałam do sklepu z częściami. Po powrocie do domu i kilku nieudanych próbach dopasowania nowej, solidnej części do rozsypujących się, starych, ostatecznie udało mi się dokonać naprawy. Ogarnęłam garażowy bajzel i zgodnie z obietnicą, zabrałam Dzieci do mcdonalda.. Na obwodnicy postanowiłam pogonić auto i posłuchać czy nic nie odpada. Po przejechanych 40kilometrach, dopiero po zaparkowaniu w ciepłym garażu uznałam, że mogę odpuścić temat. Znowu więcej szczęścia niż rozumu. Lubię nowe autko ale stare uwielbiam :)))))
Dzisiejszy zestaw zadań przekładam na jutro. Dziś pidżama party i realaksacjĄ.
Hm... chyba Tęsknię bardziej niż zwykle :I
http://www.youtube.com/watch?v=FQltBhB_Ztc
A może... szukam sobie zajęć... Może, chyba... zakochałam się (?)
Nie może to być... żebym tak, po 4rech tygodniach straciła głowę...
http://www.youtube.com/watch?v=Yu4a_7k38Bc
śmieszna lukrecja ;)
Nie może to być... żebym tak, po 4rech tygodniach straciła głowę...
http://www.youtube.com/watch?v=Yu4a_7k38Bc
śmieszna lukrecja ;)
Taka zwykła opaska śrubowa raczej długo ci nie pociągnie.
Na wydechu powinny być zaciski z solidnego drutu. Takie "U" z blachą i dwoma nakrętkami. Składane na smar miedziany, żeby dało się w przyszłości ruszyć.
Mi ostatnio auto zaczęło kaszleć. Raz na jakiś czas jest potężny huk. Jak pierwszy raz mi się to zdarzyło, między Zaroślakiem a Urzędem Wojewódzkim, to myślałem, że zawału dostanę :D
Pierwsza myśl... w jakąś cegłę albo coś podobnego wjechałem. Ale nie..
Potem przywykłem, choć czasami straszę przechodniów :)
Na 99% to kwestia elektryki. Niespalona mieszanka idzie w wydech i tam się czasami efektownie zapala. Bo czuję, że zapłony się gubią.
Ryzyko takie, że jak pierdyknie porządniej to któraś z tych objemek, które właśnie wymieniałaś, nie wytrzyma i cały wydech mi odleci.
Przedwczoraj odebrałem nowe świece i przewody zapłonowe. Ino trza pokonać lenia, żeby to wymienić.
Jak nie pomoże, to się będę głowił, co dalej...
Fajnie se czasami popitolić :D
Na wydechu powinny być zaciski z solidnego drutu. Takie "U" z blachą i dwoma nakrętkami. Składane na smar miedziany, żeby dało się w przyszłości ruszyć.
Mi ostatnio auto zaczęło kaszleć. Raz na jakiś czas jest potężny huk. Jak pierwszy raz mi się to zdarzyło, między Zaroślakiem a Urzędem Wojewódzkim, to myślałem, że zawału dostanę :D
Pierwsza myśl... w jakąś cegłę albo coś podobnego wjechałem. Ale nie..
Potem przywykłem, choć czasami straszę przechodniów :)
Na 99% to kwestia elektryki. Niespalona mieszanka idzie w wydech i tam się czasami efektownie zapala. Bo czuję, że zapłony się gubią.
Ryzyko takie, że jak pierdyknie porządniej to któraś z tych objemek, które właśnie wymieniałaś, nie wytrzyma i cały wydech mi odleci.
Przedwczoraj odebrałem nowe świece i przewody zapłonowe. Ino trza pokonać lenia, żeby to wymienić.
Jak nie pomoże, to się będę głowił, co dalej...
Fajnie se czasami popitolić :D
Takie coś Panie, gdyż rurki już ledwo zipią i oryginalne łącze zapiekło się. Przy wczorajszym niefarcie odpadła część przerdzewiałej opaski i klops. Nowe złącze jest takie fest, że bałam się czy rurek nie połamię.
https://www.google.com/search?q=z%C5%82%C4%85cze+rury+wydechowej&source=lnms&tbm=isch&sa=X&ved=0ahUKEwjJkK7dx-3eAhupxmakhwoCAzkQ_AUIDigB&biw=1366&bih=652#imgrc=cVgsacAcEVKNfM:
Ps
Paznokcie muszę przemalować gdyż lateksowe rękawice i kuchenne ścierki (na gorące rury) to kiepski zestaw ;)
https://www.google.com/search?q=z%C5%82%C4%85cze+rury+wydechowej&source=lnms&tbm=isch&sa=X&ved=0ahUKEwjJkK7dx-3eAhupxmakhwoCAzkQ_AUIDigB&biw=1366&bih=652#imgrc=cVgsacAcEVKNfM:
Ps
Paznokcie muszę przemalować gdyż lateksowe rękawice i kuchenne ścierki (na gorące rury) to kiepski zestaw ;)
O... solidny stuff.
Kupę lat temu coś takiego stosowałem, jak mi dziura w rurze wygniła.
Początkowo była to rozcięta puszka po piwie i dwie opaski. Ale szybko się toto przepalało.
Na puszce po groszku konserwowym dociągnąłem do końca życia auta :)
A poważnie:
Ze dwa-trzy auta temu zaszalałem i normalnie, w warsztacie, poprosiłem o wymianę całego wydechu. Od kolektora począwszy.
Wlazłem tam "z buta" bo akurat miałem kilka godzin przymusowej bezczynności. A wiedziałem, że prędzej czy później mnie to czeka.
I nie chciałem się już w puszki bawić :)
Nie pamiętam dokładnie, ale za robociznę i części dałem jakieś 5-6 paczek. Trwało to może z 1,5h.
Oczywiście... nie w 3city :D
Zatem nie jest to jakiś szczególnie uciążliwy dla kieszeni wydatek. A masz święty spokój na parę lat.
Kupę lat temu coś takiego stosowałem, jak mi dziura w rurze wygniła.
Początkowo była to rozcięta puszka po piwie i dwie opaski. Ale szybko się toto przepalało.
Na puszce po groszku konserwowym dociągnąłem do końca życia auta :)
A poważnie:
Ze dwa-trzy auta temu zaszalałem i normalnie, w warsztacie, poprosiłem o wymianę całego wydechu. Od kolektora począwszy.
Wlazłem tam "z buta" bo akurat miałem kilka godzin przymusowej bezczynności. A wiedziałem, że prędzej czy później mnie to czeka.
I nie chciałem się już w puszki bawić :)
Nie pamiętam dokładnie, ale za robociznę i części dałem jakieś 5-6 paczek. Trwało to może z 1,5h.
Oczywiście... nie w 3city :D
Zatem nie jest to jakiś szczególnie uciążliwy dla kieszeni wydatek. A masz święty spokój na parę lat.
Przegrałabyś w przedbiegach :D
Ale coś jest fajnego w starych autach.
Ja mam ciutkę pojęcia. Większość rzeczy naprawię se sam.
Jak na zdrowy rozum nie wiem o co chodzi, to wtykam spinacz w gniazdo diagnostyczne i komp mi mówi, co mu dolega.
Ale nawet dla zupełnego lajkonika jest potężna różnica. Stare będzie ledwo zipać, ale jakoś jedzie. No i każdy warsztat naprawi.
Przy nowych... od wejścia laweta. I autoryzowany serwis z dedykowanym kompem diagnostycznycm. Nawet, jeśli jest to zupełna pierdóła.
Ale coś jest fajnego w starych autach.
Ja mam ciutkę pojęcia. Większość rzeczy naprawię se sam.
Jak na zdrowy rozum nie wiem o co chodzi, to wtykam spinacz w gniazdo diagnostyczne i komp mi mówi, co mu dolega.
Ale nawet dla zupełnego lajkonika jest potężna różnica. Stare będzie ledwo zipać, ale jakoś jedzie. No i każdy warsztat naprawi.
Przy nowych... od wejścia laweta. I autoryzowany serwis z dedykowanym kompem diagnostycznycm. Nawet, jeśli jest to zupełna pierdóła.
> Korolcie się nie psują.
Coś w tym jest.
Mama koleżanki ma Korolcię. Nie wiem, który rocznik, ale sądzę, że z powodzeniem mogłaby już mieć żółte blachy.
Poza regularnym serwisem, o który babeczka bardzo dbała, typu wymiana płynów czy filtrów, nigdy nie była z nią u mechanika.
Tam się po prostu nigdy nic nie zepsuło.
Nawet nie wiem, czy kiedykolwiek żarówki zmieniała. Sama z pewnością tego nie robiła a tak "traumatyczne" zdarzenie z pewnością by pamiętała i o nim powiedziała.
I nawet blachówa jest w miarę ok.
Coś w tym jest.
Mama koleżanki ma Korolcię. Nie wiem, który rocznik, ale sądzę, że z powodzeniem mogłaby już mieć żółte blachy.
Poza regularnym serwisem, o który babeczka bardzo dbała, typu wymiana płynów czy filtrów, nigdy nie była z nią u mechanika.
Tam się po prostu nigdy nic nie zepsuło.
Nawet nie wiem, czy kiedykolwiek żarówki zmieniała. Sama z pewnością tego nie robiła a tak "traumatyczne" zdarzenie z pewnością by pamiętała i o nim powiedziała.
I nawet blachówa jest w miarę ok.
Audi a-trójki się nie psują. I nissany które były robione w całości w Japonii. Niestety są już bardzo stare bo dawno temu weszli w kooperację z Ranault i teraz nie wiadomo, gdzie są robione, mogą być np. w Rumunii bo Dacia to też Renault. Blachy tych staruszków nie dają rady i większość już zgniła. Volvo stare dobre kwadraty też bezawaryjne. Ale ze starymi autami to niestety jest tak, że jeden wężyk sparcieje, człowiek przeoczy i już uszczelka pod głowicą do roboty, a potem to już nie to samo. Nie ma dobrych wozów- jak powiedział antypicownik, pan Władek do inżyniera.
Przypomniała mi się fajna anegdotka nt starych aut.
Znajomy, pod koniec 80, jedzie do Reichu, po jakąś maszynę. Nysą.
Nysa się rozkraczyła na autobanie a znajomy mało techniczny. Cóż począć? Dzwoni z telefonu na słupku.
Co gorsza, niemieckiego ni w ząb a angielski kulawo.
Najgorzej było powiedzieć, o jakie auto chodzi.
-Nissan?
-not nissan. Nysa
-ja... ferstehen
Przyjechal serwis Nissana. Jak zobaczyli Nysę, dostali ataku śmiechawki. Ale jak im przeszedł, bezproblemowo naprawili
Znajomy, pod koniec 80, jedzie do Reichu, po jakąś maszynę. Nysą.
Nysa się rozkraczyła na autobanie a znajomy mało techniczny. Cóż począć? Dzwoni z telefonu na słupku.
Co gorsza, niemieckiego ni w ząb a angielski kulawo.
Najgorzej było powiedzieć, o jakie auto chodzi.
-Nissan?
-not nissan. Nysa
-ja... ferstehen
Przyjechal serwis Nissana. Jak zobaczyli Nysę, dostali ataku śmiechawki. Ale jak im przeszedł, bezproblemowo naprawili
Ciekawe komentarze pod tym materiałem o zaopatrzeniu sklepów w latach 70., 80. Podobno w Trójmieście było najlepiej.
https://www.youtube.com/watch?v=TY985zfaYE0
Zwłaszcza długi komentarz PRL'story pod wpisem Someone Somebody.
Wielu z was to roczniki powiedzmy 1967-72, więc pamiętacie tylko końcówkę PRL-u. Czy było bardzo źle z zakupem towarów? Czy była raczej zachodnia muzyka i dyskoteki? Sporo pamiętam, ale mieszkałem na prowincji, jestem kilka lat młodszy. Takich dyskusji w Internecie przeczytałem 20. Było raczej gorzej, niż się myśli, zimy były o wiele ostrzejsze, niemniej te różnice w zaopatrzeniu między różnymi miejscami istniały. Myślę, że bezrobocie dziś jest jednak lepsze od fizycznej udręki stania w wielogodzinnych kolejkach. Ciekaw jestem tylko, czy faktycznie przerobiliście te kolejki, będąc z takich roczników.
https://www.youtube.com/watch?v=TY985zfaYE0
Zwłaszcza długi komentarz PRL'story pod wpisem Someone Somebody.
Wielu z was to roczniki powiedzmy 1967-72, więc pamiętacie tylko końcówkę PRL-u. Czy było bardzo źle z zakupem towarów? Czy była raczej zachodnia muzyka i dyskoteki? Sporo pamiętam, ale mieszkałem na prowincji, jestem kilka lat młodszy. Takich dyskusji w Internecie przeczytałem 20. Było raczej gorzej, niż się myśli, zimy były o wiele ostrzejsze, niemniej te różnice w zaopatrzeniu między różnymi miejscami istniały. Myślę, że bezrobocie dziś jest jednak lepsze od fizycznej udręki stania w wielogodzinnych kolejkach. Ciekaw jestem tylko, czy faktycznie przerobiliście te kolejki, będąc z takich roczników.
Na wsi był jeden sklep. O określonej godzinie (ok. 14-15) przyjeżdżało "zaopatrzenie", wszyscy już na to czekali, kto pierwszy, ten lepszy, bo oprócz podstawowych przydziałowych artykułów można było dostać coś lepszego. W jednej miejscowości był jeszcze klub ze sklepikiem, gdzie czasami po południu czekało się na jakieś bardziej delikatesy (miałem 11-12 lat i chodziłem tam sam, bywały przepychanki). Podobno i tam czekało się czasem całą noc przy ognisku (na mięso?), ale na to byłem za mały. W mieście jednak był osobny sklep spożywczy, osobny mięsny. Takie artykuły jak cukier, produkty mleczne, serki topione, słodkie ciastka, oranżada były w latach 80. w ciągłej sprzedaży.
> Nie lubię tego wspominać bo dla mnie to było upokarzające
No cóż...większość Forumów to dla nas szczyle:)
I zastanwaiam się jak odbierają filmy z tamtych lat. Z noszeniem obwarzanków z papieru do de... na szyi, kartkami na wszystko czy kompletnie pustymi półkami w sklepach
Political fiction? ;)
Fajne było to, że stojąc w tych kolejkach, czasami w nocy, siłą rzeczy nawiązywało się relacje z np. sąsiadami. Społeczność zawiązywała się sama. Bez fejsa czy innych bzdur.
No cóż...większość Forumów to dla nas szczyle:)
I zastanwaiam się jak odbierają filmy z tamtych lat. Z noszeniem obwarzanków z papieru do de... na szyi, kartkami na wszystko czy kompletnie pustymi półkami w sklepach
Political fiction? ;)
Fajne było to, że stojąc w tych kolejkach, czasami w nocy, siłą rzeczy nawiązywało się relacje z np. sąsiadami. Społeczność zawiązywała się sama. Bez fejsa czy innych bzdur.
Tu wszystko jest opisane ze szczegółami przez dzisiejszego dziennikarza, koszmarek:
http://gazetaolsztynska.pl/499742,Pamietnik-dzielnego-alikowca-Jak-dawniej-kupowalo-sie-meble-Stalo-sie-w-kolejce-historia.html
http://gazetaolsztynska.pl/499742,Pamietnik-dzielnego-alikowca-Jak-dawniej-kupowalo-sie-meble-Stalo-sie-w-kolejce-historia.html