(15 lat temu) 28 maja 2011 o 12:52
to że się kupy nie trzyma to napisałam tylko o tej kochance która nie ma na celu odbijania komuś małżonka;) Bo moim zdaniem się nie trzyma;)
Co do reszty to może faktycznie źle to określiłam- bo faktycznie ja gdybym była w takiej sytuacji to pewnie też zdecydowałabym się na separację- ale nie jest to dla mnie odejście od współmałżonka w sensie rozwodu, tylko zamieszkanie osobno, choć związek dalej w sensie małżeństwa trwa. To rozumiem w sensie trwania w związku.
Heh powiem ci tak... Ofiara nigdy nie traci godności tylko dlatego, że jest ofiarą. To tak jak dzieci w szkole czasem przez wiele lat smieją się z kogoś, i ten ktos później traci poczucie własnej wartości i godności, ale jednak tą godność ma dalej, choć jej nie czuje. Dlatego też reaguje tak, jakby tej godności nie miał, przez co sam się poniża i tylko nakręca spiralę. A oprawcy są zwycięzcami to się nie przejmują czy to co robią jest dla nich poniżające czy nie. Ale niech tylko znajdzie się ktoś kto wesprze takie dziecko i nauczy je, że właśnie ma własną godność i nie może dawać się w ten sposób poniżać, że musi odpowiednio reagować, to sytuacja się odwróci. To dziecko, mimo że wyśmiewane, będzie czuło własną godność i będzie w odpowiedni sposób bronić tej godności, a oprawcy w pewnym momencie sami stwierdzą że wyśmiewanie się z kogoś takiego jest dla nich poniżające, i dadzą spokój (choć wcześniej też było w gruncie rzeczy poniżające, ale oni byli zwycięzcami, to tego nie widzieli.)
Tak samo koieta zdradzana albo może zachować tą godność i w odpowiedni sposób zareagować, albo może zachować się w taki sposób jak kobieta z twojej historii. Ale wówczas to ona sama swoim zachowaniem siebie poniża i nakręca to wszystko. Poniżyć człowieka tak naprawdę mogą tylko jego czyny, a nie to, że jest ofiarą, bo w tym nie ma nic poniżającego.
Choć i tak najbardziej w sensie człowieczeństwa poniża się mąż tej kobiety, bo nie dość że zdradza, to jeszcze bezczelnie oszukuje i kłamie.
Owszem powinno tak być że decydują o tym tylko wspołmałżonkowie, ale czasem tak nie jest:) czasem związki rozpadają się np przez rodziców czy teściów. Ostatecznie małżonkowie o wszystkim decycują, ale czasem ktoś ma na to wpływ. Oczywiście jesli mężczyzna nawet nie znajdzie żadnej kochanki bo wszystkie inne kobiety będą na tyle cnotliwe że mu odmówią to i tak może na tyle oddalić się od żony, że do rozpadu małżeństwa dojdzie. Ale wówczas te kobiety mają spokojne sumienie i w żadnym stopniu nie ponoszą za to odpowiedzialności, bo w żaden sposób się w to nie wplątały, a żona może miec jedynie pretensje do swojego męża. Jeśli zaś osoba trzecia wchodzi w związek, no to sama w jakiś sposób siebie w to wplątuje. I wcale nie musi być to kochanka, tylko np właśnie teściowa czy mamusia, które niby się nie odzywały, ale nie dały właściwej autonomii swoim dzieciom- i już są współodpowiedzialne za to co się może stać:)
0
0