Widok
he he zajrzałam na weselnik ot tak a tu mój wątek sprzed roku:-)
a dziś pierwsza rocznica ślubu i nie powiem przeszliśmy w ciągu tego roku cięzkie chwile w naszym związku, który znalazł sie na granicy rozpadu ale zaczynamy wszystko od nowa i... o dziwo kryzys może prowadzić do rozstania albo do całkiem nowego początku..:-) wszystkim życzę odnalezenia swojej drogi do szczęscia nawet jeśli miałaby być bardzo kręta i pełna przeszkód do pokonania, bo one tylko sprawiają że osiągnięty cel staje się dla nas cenniejszy
a dziś pierwsza rocznica ślubu i nie powiem przeszliśmy w ciągu tego roku cięzkie chwile w naszym związku, który znalazł sie na granicy rozpadu ale zaczynamy wszystko od nowa i... o dziwo kryzys może prowadzić do rozstania albo do całkiem nowego początku..:-) wszystkim życzę odnalezenia swojej drogi do szczęscia nawet jeśli miałaby być bardzo kręta i pełna przeszkód do pokonania, bo one tylko sprawiają że osiągnięty cel staje się dla nas cenniejszy
Moja sis odważyła się odwołać ślub niecały miesiąc przed .5 września tego roku wychodziłaby za mąż.Jednak musiała podjąć ten krok,gdyż dawała kilkakrotnie szansę na poprawę narzeczonego i nic nie poskutkowało.Dobrze,że tak uczyniła,bo dziewczyna by sobie życie zmarnowała.PS.Uważajcie na chłopaków,którzy uprawiają hazard-okropny nałóg!!!
Historyjka, którą opowiedziała mi moja babcia:
Znała parę, która była ze sobą b.długo, a on ciągle nie mógł się zdecydować na ślub. W końcu jej się udało go namówić.
Nadchodzi dzień ślubu, urząd pełen gości, a on na "kluczowe pytanie" zadane przez urzędnika powiedział... "NIE!" Stchórzył!
Szok, łzy, załamka...
Po jakimś czasie byli w stanie się spotkać i w miarę spokojnie porozmawiać.
Ona mu powiedziała, że nikt jej nigdy tak nie upokorzył i żeby byli kwita muszą jeszcze raz zaprosić gości i zaklepać termin w urzędzie i teraz to ona jemu powie nie - żeby było sprawiadliwie!
On - niechętnie - ale się zgodził.
"Powtórka z rozrywki" - znowu pełen urząd, kwiaty, piękne stroje itp.
Urzędnik zadaje pytanie i... On powiedział "TAK", ona powiedziała "TAK" i podobno żyli długo i szczęśliwie:-)
Nie wiem, czy wierzyć w tę historię, ale ciekawa jest - nie powiem:-)))
Znała parę, która była ze sobą b.długo, a on ciągle nie mógł się zdecydować na ślub. W końcu jej się udało go namówić.
Nadchodzi dzień ślubu, urząd pełen gości, a on na "kluczowe pytanie" zadane przez urzędnika powiedział... "NIE!" Stchórzył!
Szok, łzy, załamka...
Po jakimś czasie byli w stanie się spotkać i w miarę spokojnie porozmawiać.
Ona mu powiedziała, że nikt jej nigdy tak nie upokorzył i żeby byli kwita muszą jeszcze raz zaprosić gości i zaklepać termin w urzędzie i teraz to ona jemu powie nie - żeby było sprawiadliwie!
On - niechętnie - ale się zgodził.
"Powtórka z rozrywki" - znowu pełen urząd, kwiaty, piękne stroje itp.
Urzędnik zadaje pytanie i... On powiedział "TAK", ona powiedziała "TAK" i podobno żyli długo i szczęśliwie:-)
Nie wiem, czy wierzyć w tę historię, ale ciekawa jest - nie powiem:-)))
Kolega mojego męża już z rok temu mówił o swoim ślubie. Dwa tygodnie temu w piątek powysyłał mail do znajomych z zawiadomieniem o ślubie. My byśmy i tak nie poszli ale w sobotę, wszystkich mailowo zawiadomił,że ślubu nie będzie. Nie jest to tak bliski znajomy,żebyśmy wiedzieli co się stało.Trochę dziwna sprawa.
a ja sie zgodze z buninką....jestem od 2 lat szczesliwa męzatką i mama prawie 7 miesiecznej córeczki....
przed slubem miałam watpliwosci wiele razy, w końcu to decyzja na całe zycie (tyle ile kobiet zamęznych znam- kazda jakies miała),ale "motylki" były wciąż....jakby ich nie było , zwiała bym, nie zastanawiajac sie co kto sobie bedzie myslał....egoizmem jest trwanie w związku bez pewnosci , że kocha sie tak , że tylko smierć może Was rozłączyć (oczywiscie jak bedzie to zycie pokaże)...ja nie wyszłam za mąz dlatego że maz wiedział co lubię, jakie sa moje marzenia czy tez za to że prawi mi komplementy itp itd ale dlatego ze byłam pewna swojej miłosci w 100%,pewna tego ze z nim chce spedzac kazdy jeden dzien swojego zycia,chce miec z nim dzieci i sie zestarzeć.........w dniu slubu nikt dla mnie nie istniał tylko mój mąż,nasza miłośc była tak ogromna, ze czułam jakbym w ogole nie chodziła po ziemi tylko unosiła sie z pol metra nad nią,goscie?nie zauwazalismy ich praktycznie,orkiestra pieknie grała,ja przez całe wesele nic nie zjadłam praktycznie,mało piłam ....bawiłam sie do utraty tchu,ciarki wciaz przechodziły mi po całym ciele jak mąz mnie objemował,dotykał dłoni,pocałował...ja płakałam ze szczęścia....byłam baaardzo szczesliwa w dniu slubu jak i przed,gdy już mineły watpliwosci.....nie jestesmy idealnie dopasowana para,mamy kryzysy,kłocimy sie -ja jestem bardzo emocjonalna osoba...ale wiem tak jak 2 lata temu wiedziałam ze chce sie zestarzec z tym człowiekiem...i motylki nadal są....nie mogłabym przysiegac miłosci gdybym nie była jej pewna,gdyby choc troche wskazywalo na fakt ,że to tylko przyzwyczajenie lub to "jaki on dobry i jak on mnie kocha"....moze jestem egoistka ale wiem ze tylko wtedy gdy ja kocham potrafie uszczesliwiac mężczyzne mojego zycia....ilez mozna udawać????.....rozwód?-jestem osoba wierzącą dlatego uważam to za ostatecznośc...jednak nie wykluczam.....
dziewczyny watpliwosci sa czyms naturalny,ale jesli to nie: typowe, wywołane stresem przedślubnym, przemijające watpliwosci tylko czujecie ze nie kochacie-nie marnujcie i sobie i temu facetowi zycia-nie warto zyje sie tylko raz!!!!
Życze Wam wiele miłości i właściwych decyzji oraz cudownych doznań w tym najpiekniejszym dla większosci dniu waszego zycia (potem jak dzidziol idzie na swiat jest jeszcze piekniej !!!)))))!!!!!!Warto czekac na faceta swojego zycia.....
ps w dniu naszego slubu 2 pary odwołały swoje śluby w tym samym kosciele,jedna 3 tygodnie przed a druga nie pojawiła sie w dniu slubu poprostu(taka ciekawostka)
przed slubem miałam watpliwosci wiele razy, w końcu to decyzja na całe zycie (tyle ile kobiet zamęznych znam- kazda jakies miała),ale "motylki" były wciąż....jakby ich nie było , zwiała bym, nie zastanawiajac sie co kto sobie bedzie myslał....egoizmem jest trwanie w związku bez pewnosci , że kocha sie tak , że tylko smierć może Was rozłączyć (oczywiscie jak bedzie to zycie pokaże)...ja nie wyszłam za mąz dlatego że maz wiedział co lubię, jakie sa moje marzenia czy tez za to że prawi mi komplementy itp itd ale dlatego ze byłam pewna swojej miłosci w 100%,pewna tego ze z nim chce spedzac kazdy jeden dzien swojego zycia,chce miec z nim dzieci i sie zestarzeć.........w dniu slubu nikt dla mnie nie istniał tylko mój mąż,nasza miłośc była tak ogromna, ze czułam jakbym w ogole nie chodziła po ziemi tylko unosiła sie z pol metra nad nią,goscie?nie zauwazalismy ich praktycznie,orkiestra pieknie grała,ja przez całe wesele nic nie zjadłam praktycznie,mało piłam ....bawiłam sie do utraty tchu,ciarki wciaz przechodziły mi po całym ciele jak mąz mnie objemował,dotykał dłoni,pocałował...ja płakałam ze szczęścia....byłam baaardzo szczesliwa w dniu slubu jak i przed,gdy już mineły watpliwosci.....nie jestesmy idealnie dopasowana para,mamy kryzysy,kłocimy sie -ja jestem bardzo emocjonalna osoba...ale wiem tak jak 2 lata temu wiedziałam ze chce sie zestarzec z tym człowiekiem...i motylki nadal są....nie mogłabym przysiegac miłosci gdybym nie była jej pewna,gdyby choc troche wskazywalo na fakt ,że to tylko przyzwyczajenie lub to "jaki on dobry i jak on mnie kocha"....moze jestem egoistka ale wiem ze tylko wtedy gdy ja kocham potrafie uszczesliwiac mężczyzne mojego zycia....ilez mozna udawać????.....rozwód?-jestem osoba wierzącą dlatego uważam to za ostatecznośc...jednak nie wykluczam.....
dziewczyny watpliwosci sa czyms naturalny,ale jesli to nie: typowe, wywołane stresem przedślubnym, przemijające watpliwosci tylko czujecie ze nie kochacie-nie marnujcie i sobie i temu facetowi zycia-nie warto zyje sie tylko raz!!!!
Życze Wam wiele miłości i właściwych decyzji oraz cudownych doznań w tym najpiekniejszym dla większosci dniu waszego zycia (potem jak dzidziol idzie na swiat jest jeszcze piekniej !!!)))))!!!!!!Warto czekac na faceta swojego zycia.....
ps w dniu naszego slubu 2 pary odwołały swoje śluby w tym samym kosciele,jedna 3 tygodnie przed a druga nie pojawiła sie w dniu slubu poprostu(taka ciekawostka)
buninka co do tych motylków w brzuchu to się z Tobą nie zgodzę, że można ich nie czuć ale dopiero 10 lat po ślubie :)
ja znam mojego N. od 13lat, jesteśmy razem już ponad 5 i powiem szczerze motylków w brzuchu już dawno nie czułam :) ale za to wiem pewnie kiedy je poczuję ... stojąc w kościele i składając przysięgę :)
ja znam mojego N. od 13lat, jesteśmy razem już ponad 5 i powiem szczerze motylków w brzuchu już dawno nie czułam :) ale za to wiem pewnie kiedy je poczuję ... stojąc w kościele i składając przysięgę :)
Nie wiem czy już predzej pisałam coś w tym wątku, bo długi jest, nie pamiętam. Powiem wiec coś takiego: motyle w brzuchu to rzeczywiście nie najważniejsza rzecz, i można ich nie czuć ...ale 10 lat po ślubie, a nie jeszcze przed. Kiedyś miałam wątpliwosci i chciałam uciec jak juz staliśmy w USC ale nie zrobiłam tego. Małażeństwo zakończyło się rozwodem po roku. Przed slubem z drugim mężem nie miałam nawet cienia wątpliwości, ale gdyby się pojawiły, to wiem że pomna poprzednich doswiadczeń, bez wahania odwołałabym ślub.
Generalnie są trzy najważniejsze i bezwarunkowe powody do zerwania związku: alkohol/narkotyki, przemoc jakakolwiek (fizyczna, psychiczna, emocjonalna) i fakt że partner usiłuje zmieniać nas zaraz po poznaniu (i to dotyczy takich "błachych" spraw jak zmaina koloru włosów)
Te powody są ustalone przez psychologów sądowych i w przypadku pojawienia symptomów nie wolno sie nawet zastanawiać tylko wiać gdzie pieprz rośnie. Na 100% nastąpi znęcanie się nad rodziną. Osobiście badałam i znam takie przypadki. Jak już wspomniałam zalezności pokrywają się w 100% przypadków, tzn. w kazdej rodzinie którą badałam i gdzie wystepowała przemoc, po rozmowie z kobietą dowiadywałam się o co najmniej jednym z tych powodów, a czasem wszystkich trzech. Nie pojawiały się tylko narkotyki, bo to były juz starsze małżeństwa, no i wtedy trudno było o narkotyki.
Generalnie są trzy najważniejsze i bezwarunkowe powody do zerwania związku: alkohol/narkotyki, przemoc jakakolwiek (fizyczna, psychiczna, emocjonalna) i fakt że partner usiłuje zmieniać nas zaraz po poznaniu (i to dotyczy takich "błachych" spraw jak zmaina koloru włosów)
Te powody są ustalone przez psychologów sądowych i w przypadku pojawienia symptomów nie wolno sie nawet zastanawiać tylko wiać gdzie pieprz rośnie. Na 100% nastąpi znęcanie się nad rodziną. Osobiście badałam i znam takie przypadki. Jak już wspomniałam zalezności pokrywają się w 100% przypadków, tzn. w kazdej rodzinie którą badałam i gdzie wystepowała przemoc, po rozmowie z kobietą dowiadywałam się o co najmniej jednym z tych powodów, a czasem wszystkich trzech. Nie pojawiały się tylko narkotyki, bo to były juz starsze małżeństwa, no i wtedy trudno było o narkotyki.
Jestem ponad rok po slubie.. niestety, a może i stety "wszystko się zmnienia" ... jak jeszcze dzidzia przyjdzie..
Nie zawsze w małżeństwie jest różowo... czasami przychodzi gradobicie (bez skojarzeń) i trwa nawet kilka dni, tygodni. Życie.
Ważne jest z kim to gradobicie przechodzisz. Można kochać i KOCHAĆ .. jakie uczucie jest między Wami okaze się za rok, dwa, a może dopiero za lat dwadzieścia jak przezyje się setki takich gradobić.
Kiedys słyszałam od kogoś że miłość jest miarą szczęśliwych chwil.. BZDURA!
Jaka to sztuka przezyć z kimś chwile uniesień, radości, szczęścia... jak jest dobrze to jest zazwyczaj "z górki"..
Miarą miłości jest (moim zdaniem) właśnie przezywanie tych "gradobić" w związku... wyciąganie w nich wniosków na przyszłość.. i kochanie tej osoby jeszcze mocniej.
Czy odwołać slub?
Spójrz w przeszłość, jak widzisz tą osobę, co czujesz.. pomysl o domu, dzieciach.. co może być..
I jak nie poczujesz niczego wyższego, pięknego - to odwołaj slub :)
ps. biorąc slub liczyłam się z tym że może skończyć się różnie... ale chcialam spróbować, chciałam wierzyc że nam się uda...
Udaje się :)
Nie zawsze w małżeństwie jest różowo... czasami przychodzi gradobicie (bez skojarzeń) i trwa nawet kilka dni, tygodni. Życie.
Ważne jest z kim to gradobicie przechodzisz. Można kochać i KOCHAĆ .. jakie uczucie jest między Wami okaze się za rok, dwa, a może dopiero za lat dwadzieścia jak przezyje się setki takich gradobić.
Kiedys słyszałam od kogoś że miłość jest miarą szczęśliwych chwil.. BZDURA!
Jaka to sztuka przezyć z kimś chwile uniesień, radości, szczęścia... jak jest dobrze to jest zazwyczaj "z górki"..
Miarą miłości jest (moim zdaniem) właśnie przezywanie tych "gradobić" w związku... wyciąganie w nich wniosków na przyszłość.. i kochanie tej osoby jeszcze mocniej.
Czy odwołać slub?
Spójrz w przeszłość, jak widzisz tą osobę, co czujesz.. pomysl o domu, dzieciach.. co może być..
I jak nie poczujesz niczego wyższego, pięknego - to odwołaj slub :)
ps. biorąc slub liczyłam się z tym że może skończyć się różnie... ale chcialam spróbować, chciałam wierzyc że nam się uda...
Udaje się :)
kochane probowalam dwa razy napisac wam o czyms smutnym i pieknym i radosnym i o tym jaka podjelam decyzje tekst byl na cala strone napisalam raz nacisnelam niechcacy wstecz i moje wypociny szlag trafil ale tekst byl piekny wiec szybko za pamieci zaczelam pisac raz drugi to mnie wyrzucilo z weselnika
nie jest dzis dla mnie łaskaw:-p
coż zobaczycie i ocenicie same jak wstawie relację ślubną za dwa tygodnie czy wyglądam na szczęśliwa czy nie:-P
a chyba jestem wiec powinnam tak wyglądac bynajmniej
powiem wam tylko jedno jak macie jakis dołek i wszystko sie wydaje bez sensu a wasz zwiazek w szczegolnosci to powspominajcie stare czasy jak potrafilyscie bawic sie z waszymi partnerami, jak to bylo na pierwszych randkach i choc tęskno czasem do tych motylkow w brzuchu to z drugiej strony moze warto docenic to ze teraz tak dobrze go znamy a i tak potrafi nas zaskoczyc, ze wie co lubimy na sniadanie a jak wstajemy rano potargane zaspane i bez makijazu to caluje i mowi ze jestesmy najpiekniejsze na swiecie, i moze wazniejsze jest to ze jest tez naszym przyjacielem i partnerem a nie tylko kochankiem, ze wiemy ze mozna na niego liczyc i ze jest przy nim bezpiecznie bo milosc nie zawsze sie konczy po prostu zmienia kolory!!!!
slodkich snow:-)))
nie jest dzis dla mnie łaskaw:-p
coż zobaczycie i ocenicie same jak wstawie relację ślubną za dwa tygodnie czy wyglądam na szczęśliwa czy nie:-P
a chyba jestem wiec powinnam tak wyglądac bynajmniej
powiem wam tylko jedno jak macie jakis dołek i wszystko sie wydaje bez sensu a wasz zwiazek w szczegolnosci to powspominajcie stare czasy jak potrafilyscie bawic sie z waszymi partnerami, jak to bylo na pierwszych randkach i choc tęskno czasem do tych motylkow w brzuchu to z drugiej strony moze warto docenic to ze teraz tak dobrze go znamy a i tak potrafi nas zaskoczyc, ze wie co lubimy na sniadanie a jak wstajemy rano potargane zaspane i bez makijazu to caluje i mowi ze jestesmy najpiekniejsze na swiecie, i moze wazniejsze jest to ze jest tez naszym przyjacielem i partnerem a nie tylko kochankiem, ze wiemy ze mozna na niego liczyc i ze jest przy nim bezpiecznie bo milosc nie zawsze sie konczy po prostu zmienia kolory!!!!
slodkich snow:-)))