Widok
czy sie rozwodzic?
pisze na forum, poniewaz czyta je mase osob z roznym podejsciem do zycia. Chce poznac opinie obiektywnych osob, nie zwiazanych z nasza rodzina, ktore z boku spojrza na moj problem.
Powaznie mysle o rozwodzie, jednak wzglad na nasze dzieci kaze mi jeszcze raz spojrzec na problem, nie dzialac moze pochopnie.
Oto od 10 lat mam meza, ktory jest swietnym ojcem, zaradnym czlowiekiem, potrafi zarobic pieniadze, utrzymac rodzine, ale...no wlasnie. Zaniedbuje mnie, nie ma czasu na wspolne wyjscia, rozmowy, spacery, przytulanie, napicie sie wina, pogadanie o czyms innym niz praca i dzieci, nie ma wspolnych planow, marzen. Nie prawi mi komplementow, nie zauwaza, czuje sie przy nim przezroczysta. Owszem czasem przytuli, akurat jak jestem na jego drodze, np. w kuchni w drodze do czajnika;) jak dzwoni z pracy to na zakonczenie z reguly mowi kocham cie. Ale rzadko mowi to w domu. Brakuje czulosci, seksu. Ostatnio przylapalam go na ogladaniu porno. On wie, ze nie mam nic przeciwko, ale ma nie klamac. A kilkanascie razy sie wyparl, przyznajl dopiero po 3 miesiacach. Klamie np., ze na imprezie firmowej siedzial i pil, a pozniej docieraja do mnie zdjecia na ktorych szampansko sie bawi na parkiecie z innymi kobietami. Wie, ze moze mi powiedziec prawde, bo i tak szybko sie wszystko wydaje, wie, ze nienawidze klamstwa, a mimo to ciagle klamie. Zawsze ten sam tekst na usprawiedliwienie "nie chcialem cie martwic". To nie sa wazne sprawy typu chodzenie do agencji na panienki, wyprowadzanie kasy z domu, picie, narkotyki. To sa pitoly. Czesto rozmawialismy i on wie, ze ja tez lubie rozne rzeczy i ze mozemy razem cos robic, tylko zeby nie klamal, bo mnie to naprawde nie denerwuje. A mimo to nadal klamie. Mam juz tego dosc. Te filmiki przelaly czare goryczy. Mowil, ze go to nie interesuje, wrecz nie lubi patrzec, a na komputerze bylo conajmniej kilka takich wizyt jak spalam. Prawie nie uprawiamy seksu, wiec co mam o sobie myslec jak widze, ze on patrzy na inne kobiety? Oczywiscie, ze mnie nie kocha, nie podobam sie mu. Wiele, wiele razy mowilam mu, ze chce zeby mnie zauwazyl. Na terapi ciagle to walkowalismy. Ale on zyje praca-dzieci, mnie nie ma w jego kregu zainteresowan. Albo moze przesadzam? Moze tak wygladaja inne zwiazki? Maz nie pije, nie boje, nie pali, zarabia, opiekuje sie dziecmi, a moze ja za duzo chce? Pochodze z domu, gdzie rodzice nie byli uczciwi wobec siebie, zostali ze wzgledu na dzieci. Widzialam klamstwa, zdrady i nie chce tego u siebie. Mysle co bedzie jak dzieci podrosna. Teraz nie rozmawiamy, teraz mnie nie zauwaza, klamie, a co bedzie za 10-15 lat? Oczywiscie przed slubem bylo inaczej. Duzo rozmawialismy, mielismy wspolne sprawy. Teraz czuje sie jak wspollokatorka do wspolnego rachunku, jak inkubator, urodzila, dolozyla sie do raty, swoje zrobila. Nic nie wskazuje na to, zeby kogos mial. Nie ukrywa telefonow, nie wraca po nocy, nie zachowuje sie dziwnie jak ktos dzwoni, nie zaczal o siebie przesadnie dbac. Po prostu zyje jakby obok mnie. Wspolne rozmowy nic nie daja, on twierdzo ze jest ok.
Co byscie zrobili na moim miejscu? Tkwilibyscie w takim zwiazku czy rozwiedlibyscie sie i liczyli, ze los wam zesle bratnia dusze, ktora was zauwazy, dla ktorej bedziecie wazni, bedziecie sie liczyc, ktora bedzie chciala z wami pogadac, po prostu pobyc.
Sama nie wiem co robic. Moze nie dostrzegam, ze to super facet, a tylko ja oczekuje zainteresowania jak z komedii romantycznej? Mecze sie strasznie. Strasznie chcialabym, zeby mnie zauwazal, zebym byla dla niego wazna.
Powaznie mysle o rozwodzie, jednak wzglad na nasze dzieci kaze mi jeszcze raz spojrzec na problem, nie dzialac moze pochopnie.
Oto od 10 lat mam meza, ktory jest swietnym ojcem, zaradnym czlowiekiem, potrafi zarobic pieniadze, utrzymac rodzine, ale...no wlasnie. Zaniedbuje mnie, nie ma czasu na wspolne wyjscia, rozmowy, spacery, przytulanie, napicie sie wina, pogadanie o czyms innym niz praca i dzieci, nie ma wspolnych planow, marzen. Nie prawi mi komplementow, nie zauwaza, czuje sie przy nim przezroczysta. Owszem czasem przytuli, akurat jak jestem na jego drodze, np. w kuchni w drodze do czajnika;) jak dzwoni z pracy to na zakonczenie z reguly mowi kocham cie. Ale rzadko mowi to w domu. Brakuje czulosci, seksu. Ostatnio przylapalam go na ogladaniu porno. On wie, ze nie mam nic przeciwko, ale ma nie klamac. A kilkanascie razy sie wyparl, przyznajl dopiero po 3 miesiacach. Klamie np., ze na imprezie firmowej siedzial i pil, a pozniej docieraja do mnie zdjecia na ktorych szampansko sie bawi na parkiecie z innymi kobietami. Wie, ze moze mi powiedziec prawde, bo i tak szybko sie wszystko wydaje, wie, ze nienawidze klamstwa, a mimo to ciagle klamie. Zawsze ten sam tekst na usprawiedliwienie "nie chcialem cie martwic". To nie sa wazne sprawy typu chodzenie do agencji na panienki, wyprowadzanie kasy z domu, picie, narkotyki. To sa pitoly. Czesto rozmawialismy i on wie, ze ja tez lubie rozne rzeczy i ze mozemy razem cos robic, tylko zeby nie klamal, bo mnie to naprawde nie denerwuje. A mimo to nadal klamie. Mam juz tego dosc. Te filmiki przelaly czare goryczy. Mowil, ze go to nie interesuje, wrecz nie lubi patrzec, a na komputerze bylo conajmniej kilka takich wizyt jak spalam. Prawie nie uprawiamy seksu, wiec co mam o sobie myslec jak widze, ze on patrzy na inne kobiety? Oczywiscie, ze mnie nie kocha, nie podobam sie mu. Wiele, wiele razy mowilam mu, ze chce zeby mnie zauwazyl. Na terapi ciagle to walkowalismy. Ale on zyje praca-dzieci, mnie nie ma w jego kregu zainteresowan. Albo moze przesadzam? Moze tak wygladaja inne zwiazki? Maz nie pije, nie boje, nie pali, zarabia, opiekuje sie dziecmi, a moze ja za duzo chce? Pochodze z domu, gdzie rodzice nie byli uczciwi wobec siebie, zostali ze wzgledu na dzieci. Widzialam klamstwa, zdrady i nie chce tego u siebie. Mysle co bedzie jak dzieci podrosna. Teraz nie rozmawiamy, teraz mnie nie zauwaza, klamie, a co bedzie za 10-15 lat? Oczywiscie przed slubem bylo inaczej. Duzo rozmawialismy, mielismy wspolne sprawy. Teraz czuje sie jak wspollokatorka do wspolnego rachunku, jak inkubator, urodzila, dolozyla sie do raty, swoje zrobila. Nic nie wskazuje na to, zeby kogos mial. Nie ukrywa telefonow, nie wraca po nocy, nie zachowuje sie dziwnie jak ktos dzwoni, nie zaczal o siebie przesadnie dbac. Po prostu zyje jakby obok mnie. Wspolne rozmowy nic nie daja, on twierdzo ze jest ok.
Co byscie zrobili na moim miejscu? Tkwilibyscie w takim zwiazku czy rozwiedlibyscie sie i liczyli, ze los wam zesle bratnia dusze, ktora was zauwazy, dla ktorej bedziecie wazni, bedziecie sie liczyc, ktora bedzie chciala z wami pogadac, po prostu pobyc.
Sama nie wiem co robic. Moze nie dostrzegam, ze to super facet, a tylko ja oczekuje zainteresowania jak z komedii romantycznej? Mecze sie strasznie. Strasznie chcialabym, zeby mnie zauwazal, zebym byla dla niego wazna.
Ja jestem po rozwodzie, dla tak zwanego dobra dzieci pozwalałam się okłamywać przez kilka lat. Kiedy wyszło, że mój mąż prowadził podwójne życie, nie było czego zbierać. Na Twoim miejscu, jeśli jesteś pewna, że nie ma innej kobiety na boku, jeśli on ciągle twierdzi, że Cię kocha, to spróbowałabym "odświeżyć" Wasze kontakty. Zarezerwuj kolację w restauracji, albo kup bilety do kina, ruszcie się gdzieś... Obejrzałaś te filmiki? Co miały na sobie aktorki porno (zanim się rozebrały) - może warto zainwestować w jakąś fajną bieliznę? Może mąż spojrzy na Ciebie tak jak kiedyś, jak mu się taka trochę inna pokażesz?
ciężko jest w takiej sytuacji cokolwiek radzić... z jednej strony tak właśnie wygląda typowe małżeństwo...wkrada się rutyna, dzieci stają się ważniejsze niż żona czy mąż. wiele kobiet ma podobny problem jak ty...wydaje im się, że są niewidzialne dla ich mężów...często to jest tylko wrażenie. mówisz o braku seksu...zrobiłaś coś w kierunku jakiejś inicjacji? seksowna bielizna, kuszenie w wiadomościach...? cokolwiek... facetowi trzeba czasem rozbudzić zmysły :)
jeżeli chodzi o mówienie "kocham cię"... serio potrzebujesz tego zapewnienia w formie ustnej? gdyby cię nie kochał to pewnie by cię zdradzał na prawo i lewo albo nie przebywałby w domu dłużej niż to konieczne lub...by się z tobą rozwiódł. miło jest to słyszeć, faktycznie ale faceci nie mają zwykle potrzeby o tym trąbić... tak samo jeżeli chodzi o komplementy. mężczyźni nie mówią nam ich bo mają taką potrzebę...mówią bo wiedzą, że tego oczekujemy...i nie zawsze ich słowa mają całkowite pokrycie z myśleniem.
jak na moje to ty czekasz na to aż on coś zacznie robić...a może to właśnie od siebie trzeba zacząć żeby było lepiej?
a już w ogóle pytanie na forum "czy mam się rozwodzić" jest poza jakąkolwiek granicą zdrowego rozsądku i odpowiedzialności...to jest twoje życie...jeżeli czujesz się w tym małżeństwie źle- wypisz się z niego. może znajdziesz wtedy kogoś, kto będzie cię oszukiwał tylko po to żeby było ci miło i żebyś czuła się najważniejsza...a może nie znajdziesz nikogo i docenisz męża... nie pytaj ludzi, których nie znasz o to jak masz postąpić z życiem...nikt go za ciebie nie przeżyje.
jeżeli chodzi o mówienie "kocham cię"... serio potrzebujesz tego zapewnienia w formie ustnej? gdyby cię nie kochał to pewnie by cię zdradzał na prawo i lewo albo nie przebywałby w domu dłużej niż to konieczne lub...by się z tobą rozwiódł. miło jest to słyszeć, faktycznie ale faceci nie mają zwykle potrzeby o tym trąbić... tak samo jeżeli chodzi o komplementy. mężczyźni nie mówią nam ich bo mają taką potrzebę...mówią bo wiedzą, że tego oczekujemy...i nie zawsze ich słowa mają całkowite pokrycie z myśleniem.
jak na moje to ty czekasz na to aż on coś zacznie robić...a może to właśnie od siebie trzeba zacząć żeby było lepiej?
a już w ogóle pytanie na forum "czy mam się rozwodzić" jest poza jakąkolwiek granicą zdrowego rozsądku i odpowiedzialności...to jest twoje życie...jeżeli czujesz się w tym małżeństwie źle- wypisz się z niego. może znajdziesz wtedy kogoś, kto będzie cię oszukiwał tylko po to żeby było ci miło i żebyś czuła się najważniejsza...a może nie znajdziesz nikogo i docenisz męża... nie pytaj ludzi, których nie znasz o to jak masz postąpić z życiem...nikt go za ciebie nie przeżyje.
Pewnie, ze obejrzalam. Ja lubie takie ciekawostki;) Dlatego chetnie obejrzalabym z nim, ale on ze mna nie chce, przewraca oczami, ze wymyslam, twierdzi, ze to go nie interesuje. Czasem wychodzimy, ale to naprawde rzadko, moze raz na miesiac. On nie ma czasu na kolacyjki, bo albo praca, albo fuchy. Nie moge powiedziec, ze mam pewnosc, ze nie ma baby, ale baaardzo bym sie zdziwila gdyby sie okazalo, ze ma. Jedyne co moge dopuscic to numerki, gdzies w agencji w wolnej chwili. Raczej nic na stale. Zauwazylabym chyba. Pewnosci nigdy miec nie mozna. Ale tez nie jestem osoba, ktora go non stop trzyma na smyczy. Jestem po prostu uwazna, ale go nie osaczam, nie wydzwaniam, nie sprawdzam telefonu czy poczty. Czasem jak sie kapie zrobie szybki przeglad np. raportow wyslanych wiadomosci. Dla pewnosci. On nawet nie wie, ze mu czasem zerkam w telefon. Nasze telefony leza sobie luzem i nie mamy problemu, zeby nawet dac je do przejrzenia. Ale tego nie robimy, zazwyczaj. Te laski z filmow z reguly sa od razu na golasa. Tam jest mase stron, on nawet nie chcial sie przyznac co ogladal. Mowi, ze nie pamieta. Ja bym pamietala czy ogladalam gole baby, facetow czy parki. Ogolnie chce sie wykrecic od odpowiedzi. Stwierdzil, ze wie, ze ja wiem i poczul sie jak szczeniak zlapany na ogladaniu golizny.
A co do bielizny to jak mu cos proponuje to nie wyglada na zainteresowanego. Jak mu proponowalam rozne nowe pozycje, eksperymenty to on smieje sie z poblazaniem i wykreca sie z calej historii. On nawet wstydzi sie jak go gdzies za tylek w miejscu publicznym zlapie. Kiedys - musze to przyznac - nie krepowal sie nawet jak go w kinie zaspokajalam;) Wiec nie byl to typ wstydliwego chlopczyka. Od kilku lat taki sie stal, ze ktos zobaczy itp...Od dawna na moje sprosbe teksty i zarty odpowiada tylko usmieszkiem, westchnieniem "oj zona, zona", albo po prostu cisza. Kiedys swintuszyl ze mna. Teraz raczej nastepuje jeden z potakiwaczy i powrot do swojego zajecia lub do dzieci. Takie podejscie sprawia, ze czuje sie meganiefajna i nieatrakcyjna. Byl taki okres, ze stwierdzilam, ze zaczne o siebie az za nadto dbac (o ile to mozliwe). Czesciej niz zwykle chodzilam do kosmeptyczki, fryzjerki, zapisalam sie na rozne zajecia. Myslalam, ze to go ruszy. Nic. po prostu obojetnosc. Jestem to jestem, wyszlam to ok, chata wolna. Czasem przemycalam w opowiesciach z zajec jakies meskie imiona, ze ktos cos powiedzial smiesznego, no wiesz takie glupie zagrywki na wzbudzenie zazdrosci, zero reakcji. Najczesciej przerywal mi w polowie historii jakims swoim pytaniem czy problemem i tak to kierowal, ze ja nie mialam szansy na opowiadanie o innych facetach. Moze w ten sposob okazywal zazdrosc. Ale ani nie przyjezdzal, zeby zobaczyc z kim wychodze, ani nie chcial mnie odwozic. Wydaje mi sie, ze po prostu przestal sie mna interesowac. Ze jest ze mna, bo oboje dobrze prowadzimy dom, jestesmy zaradni, dzieci maja co potzrebuja. Takie biale malzenstwo. Ale zeby juz byc dla siebie mezem/zona/kochankiem/wsparciem to juz dawno zyjemy bez tego. Dlatego pytalam co sadzicie. Bo nie mecze sie z jakims zdrajca, chuliganem, damskim bokserem. Wszystko jest ok - sprawy zwiazane z domem, dziecmi, rachunkami, praca - oprocz nas jako pary, malzenstwa.
A co do bielizny to jak mu cos proponuje to nie wyglada na zainteresowanego. Jak mu proponowalam rozne nowe pozycje, eksperymenty to on smieje sie z poblazaniem i wykreca sie z calej historii. On nawet wstydzi sie jak go gdzies za tylek w miejscu publicznym zlapie. Kiedys - musze to przyznac - nie krepowal sie nawet jak go w kinie zaspokajalam;) Wiec nie byl to typ wstydliwego chlopczyka. Od kilku lat taki sie stal, ze ktos zobaczy itp...Od dawna na moje sprosbe teksty i zarty odpowiada tylko usmieszkiem, westchnieniem "oj zona, zona", albo po prostu cisza. Kiedys swintuszyl ze mna. Teraz raczej nastepuje jeden z potakiwaczy i powrot do swojego zajecia lub do dzieci. Takie podejscie sprawia, ze czuje sie meganiefajna i nieatrakcyjna. Byl taki okres, ze stwierdzilam, ze zaczne o siebie az za nadto dbac (o ile to mozliwe). Czesciej niz zwykle chodzilam do kosmeptyczki, fryzjerki, zapisalam sie na rozne zajecia. Myslalam, ze to go ruszy. Nic. po prostu obojetnosc. Jestem to jestem, wyszlam to ok, chata wolna. Czasem przemycalam w opowiesciach z zajec jakies meskie imiona, ze ktos cos powiedzial smiesznego, no wiesz takie glupie zagrywki na wzbudzenie zazdrosci, zero reakcji. Najczesciej przerywal mi w polowie historii jakims swoim pytaniem czy problemem i tak to kierowal, ze ja nie mialam szansy na opowiadanie o innych facetach. Moze w ten sposob okazywal zazdrosc. Ale ani nie przyjezdzal, zeby zobaczyc z kim wychodze, ani nie chcial mnie odwozic. Wydaje mi sie, ze po prostu przestal sie mna interesowac. Ze jest ze mna, bo oboje dobrze prowadzimy dom, jestesmy zaradni, dzieci maja co potzrebuja. Takie biale malzenstwo. Ale zeby juz byc dla siebie mezem/zona/kochankiem/wsparciem to juz dawno zyjemy bez tego. Dlatego pytalam co sadzicie. Bo nie mecze sie z jakims zdrajca, chuliganem, damskim bokserem. Wszystko jest ok - sprawy zwiazane z domem, dziecmi, rachunkami, praca - oprocz nas jako pary, malzenstwa.
Ciacho, moim zdanie ludzie często tu piszą, żeby dostać jakiegoś "kopa", czasem trzeba im pomóc zrozumieć pewne sprawy, autorka postu nie oczekuje, że zdecydujemy za nią czy ma się rozwieść, czy nie. Może szuka podsunięcia jakiegoś pomysłu i obie go jej dałyśmy - żeby spróbowała na nowo uwieść męża...
@μ:
Załóżmy, że Autorka wątku urwała się z choinki i nie znając zupełnie Forum, tak sobie, ni z gruchy ni z pietruchy, postanowiła zasięgnąć rady innych. Byłby to dla mnie przejaw skrajnej głupoty - a ze sposobu Jej pisania idiotyzm nie wynika (wręcz przeciwnie). Zatem to uzasadnienie odpada.
Znając choć trochę Forum, umieściłaby swój wpis w dziale "Kobieta" albo wręcz na suwaczkach (z ewentualnym crosspostem) - a nie w loży szyderców, jaką jest "Towarzyskie".
Powyższe uzasadnia podejrzenie kolejnej prowokacji vel zbierania materiału do pracy "na leniucha" ;)
@ciacho:
Nie ma sprawy. Ale wcześniej lektorat ! ;)
Załóżmy, że Autorka wątku urwała się z choinki i nie znając zupełnie Forum, tak sobie, ni z gruchy ni z pietruchy, postanowiła zasięgnąć rady innych. Byłby to dla mnie przejaw skrajnej głupoty - a ze sposobu Jej pisania idiotyzm nie wynika (wręcz przeciwnie). Zatem to uzasadnienie odpada.
Znając choć trochę Forum, umieściłaby swój wpis w dziale "Kobieta" albo wręcz na suwaczkach (z ewentualnym crosspostem) - a nie w loży szyderców, jaką jest "Towarzyskie".
Powyższe uzasadnia podejrzenie kolejnej prowokacji vel zbierania materiału do pracy "na leniucha" ;)
@ciacho:
Nie ma sprawy. Ale wcześniej lektorat ! ;)
mysle, ze druga czesc twojej wypowiedzi jest niepotrzeba. Ja nie uzalezniam swojej decyzji od waszego zdania. Ale chce poznac wasze doswiadczenia, opinie na ten temat. Znajomych ciezko pytac, bo znaja nas, nasze zycie, lubia bardziej lub mniej mnie czy meza. Rodzina to juz w ogole. Pytam postronne osoby co mysla. Dopuszczam jak widzic historie, ze to ja przesadzam, ze to ja wyolbrzymiam. Ale dopuszczam tez, ze po prostu chce normalnego zwiazku. Kiedysc nie bylismy tacy. Ja staram sie podtrzymac to co kiedys, ale on nie reaguje, jakbym byla przezroczysta. Mowi sie, ze to kobiete ciagle boli glowa. A ja czesciej slysze, ze to facet miga sie od seksu. Dobrze, zaraz ktos powie, ze po slubie kobiety tyja, nie dbaja o siebie. Zapewne tak jest. Ale ile jest kobiet, ktore normalnie dbaja o siebie, chca od meza czulosci, przytulenia, wysluchania i ch...j nic takiego nie nastepuje. Nie wysmiewaj wiec pytania. Jak mialam zadac pytanie, zeby poznac wasze opinie. Nie na swoj temat, tylko na problem, bo na pewno dityczy wielu kobiet. Ja ciagle probowalam zachowywac sie jak kiedys, dotykac go, glaskac, calowac w miejscach publicznych, wysylac mu sprosnosci, proponowac zmiane w lozku. Problem jest w tym, ze po nim to splywa. Slyszy i albo nie komentuje, albo sie usmiechnie i nic nie powie. Taka obojetnosc powoduje, ze ja sie blokuje, bo ile moge go nagabywac. Wychodzi najczesciej, ze to ja jestem jakas napalona i niewyzyta. JEstem bardzo tolerancyjna i on wie, ze duzo mozemy, ale nienawidze klamstwa. A mimo to klamie w malych sprawach. Idzie w zaparte chociaz ja w historii na kompie mam te strony porno i podaje mu adresy lacznie z godzina wejscia. Tu nie chodzi o to, ze on mi nie mowi w domu co 5 minut kocham. Ale ja nie widze zadnego zainteresowania. Wszystko co robilismy i czasem robimy wychodzi ode mnie. On tylko sie zgadza uczestniczyc. Czasem jemy w knajpie obiad i on potrafi w ogole nie mowic. A pozniej dzwoni z pracy i mowi kocham cie. Ja to odbieram podobnie jak "pozdrawiam". Nie chce byc przezroczysta dla meza. Mowilam mu o tym spokojnie wiele razy. Co bedzie za 15 lat? bedziemy miec osobne sypialnie? Tego sie boje i tego nie chce. Na terapii dostalismy zadanie, zeby codziennie mowic sobie cos milego o nas, o wygladzie, o tym co sie zrobilo dla drugiej osoby. Przez tydzien sie stosowal. Pozniej jak proponowalam, zebysmy to podtrzymali nie byl zainteresowany. Nie dziwcie sie wiec, ze mysle, ze jemu nie zalezy. Moze nie odchodzi, bo jest mu wygodnie?
sadyl:) widzisz, nawet ty sie mylisz. Fajnie, ze nie uwazasz mnie, po sposobie pisania, za idiotke. Tez siebie za taka nie uwazam;) Masz racje nie znam forum, nie bywam, nie jestem suwaczkowa, mamuskowa itd.Po prostu chce znac opinie innych. Nawet w szyderce, ktora czesto sama stosuje, mozna znalezc cos przydatnego. Wiesz, ze ludzie czesto w zartach mowia prawde, bo zawsze jak dostana po glowie, moga powiedziec, ze zartowali, ze tak nie mysla. Ale nie sadze, zeby tu sami szydercy odpowiadali. Nie jestem studentka psychologii, ale kobieta po 30, ktora rozwaza zmiane swojego zycia. Nie jestem zacietrzewiona i zaslepiona kolezankami i nie obwiniam mojego meza za wszystko. Napisalam jak jest, jakie mamy zycie i napisalam w czym problem. Tak ciezko powiedziec co sie mysli ze swojej perspektywy? Jakie wy macie doswiadczenia? Wiem czesc osob jest znanych, wiec nie napisze co mysli naprawde. Ale ciagle mam nadzieje, ze znajde kilka odpowiedzi na moje pytania. Bo moze naprawde marzy mi sie czuly zwiazek nawet po 10 latach bycia razem, a moze po prostu mam racje, ze nalezy mi sie normalne zycie z czlowiekiem zainteresowanym moja osoba? Nie wszystko jak widzisz jest zartem, szydera. Ludzie czasem maja problemy:) I szczerze mowiac wole poznac opinie w dziale towarzyskim niz w dziale zdominowanym przez mamuski, ktore spia z wlasnymi dziecmi i nie widza problemu, ze nie uprawiaja seksu z mezem (sorki za generalizowanie):)
i znów...dostaliście na terapii zadanie żeby mówić sobie miłe rzeczy... on przestał bo nie potrzebował tego... to nie było dla niego czymś, co zrobił ze swojej własnej woli tylko czymś, co zostało mu z góry narzucone i co bardziej czy mniej musiał robić.
w związku muszą się starać dwie osoby...jeżeli stara się jedna to nic z tego nie będzie...
w związku muszą się starać dwie osoby...jeżeli stara się jedna to nic z tego nie będzie...
"Przecież facet nie będzie odczuwał nigdy tego, co czuje nieadorowana kobieta." i otóż to...faceci mają inne myślenie... ja zawsze jak mam jakiś problem natury damsko-męskiej lubię poznać opinię zarówno facetów jak i kobiet i wyciągnąć z tego jakąś średnią.. kobiety często są za bardzo emocjonalne, zbyt biorą wszystko do siebie, zbyt nadinterpretują... faceci są bardziej racjonalni, prościej i klarowniej myślą...to tak jak na lekcji polskiego... mickiewicz napisał o niebieskich zasłonach.. nauczycielka analizuje czego to może być metafora...że niebieskie...to na pewno coś znaczy...a może autor pisząc o niebieskich zasłonach miał na myśli po prostu niebieskie zasłony..?:P
musialabym chyba detektywa wynjac:) dni wolne spedza w domu, nie wychodzi pogadac przez telefon, nie mowi, ze umowil sie z kolegami, a znika gdzies z kolezanka. Naprawde takie podstawowe rzeczy nie wskazuja na inna kobiete. Ja tez nie jestem jakas podejrzliwa. Ale jestem czujna i trzymam reke na pulsie. Slysze czy przez telefon gada z facetem czy kobieta. Udaje, ze nie slysze, ale wiem kto dzwoni. Nie zameczam podejrzeniami ani siebie, ani jego, ale nie jestem tez naiwna. Nie wiem jak moglabym poobserwowac czy ma kogos inaczej niz chodzac za nim. A to wydaje mi sie absurdalne:)
Moze mezczyzni wypowiedza sie czy mozna miec kogos na slate nie pokazujac tego w jakikolwiek sposob po sobie (wyjscia, telefony, nagle dyzury, tajemnicze smsy wieczorem i w nocy, prezenty, wyjscia w dni wolne). Nie mam pojecia co jeszcze mozna robic, zeby cokolwiek zdradzic. Jedyne co po jego zachowaniu dopuszczam to fakt, ze chodzi gdzies na jednorazowe numerki. Nie wiem po pracy, przed praca;) Na staly zwiazek nic nie wskazuje. Nie wierze, zeby kochanka byla taka wyrozumiala i nie chciala spedzac z nim czasu. Nie wysylala smsow, zeby on z kibelka nie pisal, nie zadala prezentow, nie chciala zeby ja gdzies zabieral, chocby na kolacje, weekendy itd. Tu cisza, nic. Ze nie jestem typem spiskowca to nie szukac podejrzen, tam gdzie ich raczej nie ma.
Moze mezczyzni wypowiedza sie czy mozna miec kogos na slate nie pokazujac tego w jakikolwiek sposob po sobie (wyjscia, telefony, nagle dyzury, tajemnicze smsy wieczorem i w nocy, prezenty, wyjscia w dni wolne). Nie mam pojecia co jeszcze mozna robic, zeby cokolwiek zdradzic. Jedyne co po jego zachowaniu dopuszczam to fakt, ze chodzi gdzies na jednorazowe numerki. Nie wiem po pracy, przed praca;) Na staly zwiazek nic nie wskazuje. Nie wierze, zeby kochanka byla taka wyrozumiala i nie chciala spedzac z nim czasu. Nie wysylala smsow, zeby on z kibelka nie pisal, nie zadala prezentow, nie chciala zeby ja gdzies zabieral, chocby na kolacje, weekendy itd. Tu cisza, nic. Ze nie jestem typem spiskowca to nie szukac podejrzen, tam gdzie ich raczej nie ma.
> nie znam forum, nie bywam, nie jestem suwaczkowa, mamuskowa itd
Chyba jednak troszkę tak, skoro kojarzysz tę terminologię ;)
> jestem (...) kobieta po 30, ktora rozwaza zmiane swojego zycia
Poproszę zdjęcie i pesel (może być na priv) :D
> Tak ciezko powiedziec co sie mysli ze swojej perspektywy?
Dosyć ciężko, kiedy poważnie potraktowany temat, który pobudził do wyrażenia swego zdania wiele osób, okazuje się zbieraniem materiałów do pracy. Zapewne domyślasz się, że mam na myśli ten wątek:
http://forum.trojmiasto.pl/Wieczna-hustwka-z-przewaga-smutku-zalu-Samotnosc-w-zwiazku-t531494,1,2.html
Głupia c*pa, która go wygenerowała, nie zastanowiła się, ile osób straciło swój prywatny czas, na dyskusję. Ilu osobom, które same przechodziły przez tego typu rozterki, odświeży on może dopiero co zabliźnione rany. I wreszcie: na ile spadnie zaufanie do kolejnych osób, które będą chciały na jakiś temat poważnie porozmawiać.
Teraz kumasz moją rezerwę?
Chyba jednak troszkę tak, skoro kojarzysz tę terminologię ;)
> jestem (...) kobieta po 30, ktora rozwaza zmiane swojego zycia
Poproszę zdjęcie i pesel (może być na priv) :D
> Tak ciezko powiedziec co sie mysli ze swojej perspektywy?
Dosyć ciężko, kiedy poważnie potraktowany temat, który pobudził do wyrażenia swego zdania wiele osób, okazuje się zbieraniem materiałów do pracy. Zapewne domyślasz się, że mam na myśli ten wątek:
http://forum.trojmiasto.pl/Wieczna-hustwka-z-przewaga-smutku-zalu-Samotnosc-w-zwiazku-t531494,1,2.html
Głupia c*pa, która go wygenerowała, nie zastanowiła się, ile osób straciło swój prywatny czas, na dyskusję. Ilu osobom, które same przechodziły przez tego typu rozterki, odświeży on może dopiero co zabliźnione rany. I wreszcie: na ile spadnie zaufanie do kolejnych osób, które będą chciały na jakiś temat poważnie porozmawiać.
Teraz kumasz moją rezerwę?
dokladnie mikronezji, nie szukam decyzji. Ale wiem jak ludzie sfrustrowani dzialaja, czesto widza tylko jedna strone medalu. Znajomi, rodzina najczesciej potrafia powiedziec, ze sie przesadza, bo czego ci brakuje, masz dom, prace, dzieci, meza, ktory nie pije, nie bije...no wlasnie. Ale czy tylko to kobiecie wystarczy? Ja chce go rozbudzac. Jak chce poswintuszyc to on jest bierny, niezainteresowany. Jak chce go podotykac, pobudzic to tez zachowuje sie jak uczniak. Tak jak pisalam poza naszym zwiazkiem jest panem idealnym, bo super tata, zaradny. Ale ja bym chciala mojego meza sprzed lat. Zwariowanego, spontanicznego, czulego, zboczonego;) kiedys zasypywal mnie liscikami, serduszkami. Wiem, ze po latach tak nie jest, ale chociaz 5% z tego chcialabym utrzymac. A on jest taki biedny. Z ksiecia zrobila sie brzydka zaba. Tylko praca, dom, dzieci. Zeby on chciaz taki zdziadzialy byl od razu. Ale on byc fajnym chlopakiem, spontanicznym, wesolym. A teraz ciagle narzeka, nie ciezy sie z zycia, nie ma za wiele wspolnego ze mna. Wiem, ze wiele kobiet chcialoby zeby maz byl dobry, dawal kase, zajmowal sie dziecmi, zebym mogla do kosmeptyczki wyjsc. Ale ja nie jestem materialistka. Mam w nosie jego kase. chce, zeby on mnie po prostu przytulil, powiedzial cos milego. A nie ze jak mam problem to sie totalnie odsuwa. Tyle razy mu o tym mowilam, spokojnie, ze potrzebuje sily, wsparcia, a nie pieniedzy. Jemu sie wydaje, ze jak zarobi to ja bede jak paczek w maske zyc. Ciagle mowi, ze dzieci potzrebuja czulosci przytulenia. Ja mu wstedy mowie, ze ja tez, on to zbywa milczeniem. Wiec czy to ja wymyslam, czy to on mnie po prostu nie kocha, a jest bo wygodnie, i fajnie na zewnatrz to wyglada? Ja nie chce takiego zycia. Ja chce zebysmy za reke na spacer poszli, a nie wychodzili z domu osobno, on szybko do samochodu, ja za nim. Ze sklepu ide za nim jak jakas zona Araba, 2 metry za nim. Kiedys czekalismy na siebie. Teraz on sobie, ja sobie. Mi to przeszkadza, jemu nie. Ja mu o tym mowie, on to slyszy, ale chyba nie slucha. Czy wszyscy faceci po latach sa tacy? Czy tylko moj mi sie taki trafil? Ja nie chce starego, narzekajacego dziada. Kiedys taki nie byl. Teraz wszystko mu przeszkadza. Robi sie jak jego ojciec. Ja chce po prostu meza, partnera do rozmow, kochanka. A nie flaka, ktory zyje sobie z minuty na minute:(