Widok
hej
mozesz mi przeslac taka piosenke Biesiadne - "Najdroższa Na Świecie Jest Mi Mama"
bardzo mi zalezy
dziekuje
monika1 napisał(a):
> Biesiadne - "Najdroższa Na Świecie Jest Mi Mama"
>
> Najdroższa na świecie jest mi mama
> Ta ukochana , ta moja mama
> Co się dla mnie tyle poświęcała
> I wychowała mnie więc kocham cię .
>
> Nikt na świecie droga mamo nie zastąpi się
>
> Każda mama dla swych dzieci jak najlepiej chce
> Dziękuję ci mamo dziś za wszystko
> Za twe starania i za twoje łzy
> Coś ślęczała nad moją kołyską
> I wychowała mnie więc kocham cię.
>
mozesz mi przeslac taka piosenke Biesiadne - "Najdroższa Na Świecie Jest Mi Mama"
bardzo mi zalezy
dziekuje
monika1 napisał(a):
> Biesiadne - "Najdroższa Na Świecie Jest Mi Mama"
>
> Najdroższa na świecie jest mi mama
> Ta ukochana , ta moja mama
> Co się dla mnie tyle poświęcała
> I wychowała mnie więc kocham cię .
>
> Nikt na świecie droga mamo nie zastąpi się
>
> Każda mama dla swych dzieci jak najlepiej chce
> Dziękuję ci mamo dziś za wszystko
> Za twe starania i za twoje łzy
> Coś ślęczała nad moją kołyską
> I wychowała mnie więc kocham cię.
>
Dedykacje i podziękowania
OK, Witch, przede wszystkim buziaki ;) May the (dark) Force be with You!
Czytam sobie wszystkie wątki i sam się cieszę że zrobiłem tak: (hehe, ta moja złośliwość do naśladowania "a u NAS to było tak" ;)
- Puszczaliśmy MP3-ki zamiast zespołu i DJ-a (tzn dyskretny gość puszczał) - z*******a sprawa, wszystko pod kontrolą, po naszemu - i super, śpiewała Madonna, Abba, grał Glenn Miller i Louis Armstrong ;)
- Podziękowaliśmy zaraz PO BŁOGOSŁAWIEŃSTWIE, kameralnie, w domu. I wcale się o to moi teściowie (typ: kaszubscy tradycjonaliści, co to jak nie ma sosu na weselu, to wesele się nie liczy), się teściowie nie obrazili, że nie publicznie, a mój ojciec to wręcz odetchnął.
A teściu sobie nawet poszedł do łazienki i długo siedział... i wyszedł z zaparowanymi okularami i czerwonemi óczmi. I było OK. I moja mama od razu z czerwonymi różami (tymi ode mnie) poszła do kościoła i założę się, że mało się nie rozpukła z dumy, że ona to już kwiaty ma - i to jakie, patrzajcie narody! (Teściowa dostała białe róże, też wzięła, a co).
- W związku z tym, że dedykacje dla ludzi trzeba było jednak zrobić, to było tak:
Wstałem najpierw (to znaczy, tak po 3 godzinach wesela i 3 kielichach), palnąłem zwięzłą (?) mówkę o tym, kto to jest każdy gość (było razem 35, więc spoko) i potem zaczęliśmy PUSZCZAĆ I TAŃCZYĆ z ludźmi te piosenki, kóre puszczaliśmy, dedykacje. Zapowiadałem je przez mikrofon, dla kogo - i była radocha.
Więc po kolei, takie utwory były (widać, że zależą od charakteru ludzia):
Moja mama - The Last Waltz
Moja teściowa - Rosamunde
Moj tato - Tulpen uit Amsterdam (taki walc na organy-katarynkę; ojciec da radę zatańczyć i cieszył się podwójnie, bo jak miałem 4 lata, to właśnie taką płytę przywiózł)
Moj teściu - nie pamietam, ale chyba jakąś hop-siup-polkę
Moja żona - Budzikom śmierć (Piasek) - dlaczego, to nie powiem ;)
Dla mnie od mojej zony - Przewócilo się, niech leży :(((
i jeszcze trzy specjalne klimaty:
1. Ode mnie dla mojej żony - chwyciłem mikrofon i zaśpiewałem z podkładem (Mp3, sam podkład): Strangers in the night
2. Ponieważ, jakoś tak się stało, że moi dwaj wujowie zmarli przed czasem, Babcia ma 99,5 lat i nie przyjechała z daleka oraz była Ciotka-świeża wdowa po ojcu chrzestnym, chwyciłem trąbkę i zagrałem (z podkładem) Il Silenzio - Ciszę. Ciotka do dziś wspomina, jak 'grałem dla wujka w niebie'.
3. I dla wszystkich dobrych przyjaciół - All for one, all for love.
Pozdrówki!
Mulder (out there).
Czytam sobie wszystkie wątki i sam się cieszę że zrobiłem tak: (hehe, ta moja złośliwość do naśladowania "a u NAS to było tak" ;)
- Puszczaliśmy MP3-ki zamiast zespołu i DJ-a (tzn dyskretny gość puszczał) - z*******a sprawa, wszystko pod kontrolą, po naszemu - i super, śpiewała Madonna, Abba, grał Glenn Miller i Louis Armstrong ;)
- Podziękowaliśmy zaraz PO BŁOGOSŁAWIEŃSTWIE, kameralnie, w domu. I wcale się o to moi teściowie (typ: kaszubscy tradycjonaliści, co to jak nie ma sosu na weselu, to wesele się nie liczy), się teściowie nie obrazili, że nie publicznie, a mój ojciec to wręcz odetchnął.
A teściu sobie nawet poszedł do łazienki i długo siedział... i wyszedł z zaparowanymi okularami i czerwonemi óczmi. I było OK. I moja mama od razu z czerwonymi różami (tymi ode mnie) poszła do kościoła i założę się, że mało się nie rozpukła z dumy, że ona to już kwiaty ma - i to jakie, patrzajcie narody! (Teściowa dostała białe róże, też wzięła, a co).
- W związku z tym, że dedykacje dla ludzi trzeba było jednak zrobić, to było tak:
Wstałem najpierw (to znaczy, tak po 3 godzinach wesela i 3 kielichach), palnąłem zwięzłą (?) mówkę o tym, kto to jest każdy gość (było razem 35, więc spoko) i potem zaczęliśmy PUSZCZAĆ I TAŃCZYĆ z ludźmi te piosenki, kóre puszczaliśmy, dedykacje. Zapowiadałem je przez mikrofon, dla kogo - i była radocha.
Więc po kolei, takie utwory były (widać, że zależą od charakteru ludzia):
Moja mama - The Last Waltz
Moja teściowa - Rosamunde
Moj tato - Tulpen uit Amsterdam (taki walc na organy-katarynkę; ojciec da radę zatańczyć i cieszył się podwójnie, bo jak miałem 4 lata, to właśnie taką płytę przywiózł)
Moj teściu - nie pamietam, ale chyba jakąś hop-siup-polkę
Moja żona - Budzikom śmierć (Piasek) - dlaczego, to nie powiem ;)
Dla mnie od mojej zony - Przewócilo się, niech leży :(((
i jeszcze trzy specjalne klimaty:
1. Ode mnie dla mojej żony - chwyciłem mikrofon i zaśpiewałem z podkładem (Mp3, sam podkład): Strangers in the night
2. Ponieważ, jakoś tak się stało, że moi dwaj wujowie zmarli przed czasem, Babcia ma 99,5 lat i nie przyjechała z daleka oraz była Ciotka-świeża wdowa po ojcu chrzestnym, chwyciłem trąbkę i zagrałem (z podkładem) Il Silenzio - Ciszę. Ciotka do dziś wspomina, jak 'grałem dla wujka w niebie'.
3. I dla wszystkich dobrych przyjaciół - All for one, all for love.
Pozdrówki!
Mulder (out there).
Piosenki na podziękowanie
A skoro już o klasycznym podziękowaniu po oczepinach mowa, i mają być oryginalne, to pomyśl sobie, Witchowa, o takich podejściach:
1. Leci piosenka, o której wiadomo, że jest dla mamy albo taty i na chama słowa o tym mówią każdemu nierozgarniętemu:
- i tu sobie wstaw, co chcesz, bo ja nie chciałbym nic (no, chyba, że Hanna Banaszak zaśpiewa "Bo ja cała jestem taty", czyli po polsku to, co śpiewa M.Monroe, wcześniej podane)
2. Leci piosenka zagraniczna, o której wiadomo, że jest o miłości, pożegnaniu, albo w tym stylu:
- Time 2 say G'bye (Bocelli/Brightman) - piękna jak jasny gwint, tylko żeby nikt na zawał serca ze wzruszenia nie zszedł),
- Unforgettable (Nat King Cole / natalie Cole) - jest "ładna" i można przy niej powoli zatańczyć, nawet kaleka z lumbago,
- Sunrise, Sunset - ze "Skrzypka na dachu" - zachodzi jednakowoż pytanie, czy to nie jest zbyt żałobne,
- Like an angel passing sru my room - Abba - bardzo piękna i nastrojowa, ale jak ktoś nie zna słów albo nie kojarzy, to chyba nie załapie,
- Who wants to live forever - Queen
- Music of the night - musical 'Fantom of the Opera" (męski głos),
- All I ask of You - musical (chyba) jak wyżej, śpiewa Sarah Brightman i jakiś gościu - piękne bardzo i słowa wolne i zrozumiałe, że miłość to na forever,
- Memories - musical Cats - jak ktoś niekoniecznie pamięta, że śpiewa to dusza kocięca idąca do nieba, to nadaje się na 101%; można Sarah Brightman albo nawet Barbre Streissandovou,
- Congratulations - Cliff Richard - luzacka i nie wyciska łez, tylko taka sprawna-fajna,
- Don't cry 4 me Argentina - wiadomo, niby nie płakać, ale płaczą jak bobry,
- Na Laetha Geal M'Oige - Enya (watermark, nr 11) - jest po irlandzku i na pewno z dedykacją dla mamy Enii, ale grunt że piękna; czy nie za bardzo za piękna?
- Bridge Over Troubled Water - Simon&Garefunkel - spokojna, stonowana, jak ktoś chce, to się zwruszy,
Oraz piosenki nastrojowe lub melodie 'śliczne', jako po prostu podkład do wzruszających, dyskretnych podziękowań (bez przemowy):
- Strangers in the night - koniecznie Sinatra - może niekoniecznie o miłości, ale w nastroju,
- The Power of Good bye - Madonna,
- This used to be my playground - madonna,
- What a wonderful world - Louis Armstron (wiecznie świeży),
- Auld lang syne - zależnie od preferencji, albo pedalski saksofon Kenny G., albo Georghe Zamfir i, z przeproszeniem, fletnia tego pana, albo (czemu nie?) Glenn Miller
- All 4 love, all 4 1 - Bryan Adams, Rod Stewart, Sting,
- Notting Hill soundtrack, nr 12 (nie znam, niestety, tytułu),
- Somewhere (z musiaclu) - na 'romantic trumpet',
- Dolannes Melody - na 'romantic trumpet', mogłoby być podkładem do słuchowiska 'wiersze najszczersze',
- Somewhere My Love - Początkowo z filmu 'Doktor Żywago', ale na jakąś 'ballroom orchestra',
And the last, but not least:
- Do Milówki Wróć - Golców.
Się rozpisałem, jego mać...
Tylko dodam, że posiadam MP3-ki z każdego w/w. Ale wypasione, po 3-12MB.
Pozdrówki!
I nie dajcie się zwariować!
Podziękowanie jest po to, aby podziękować, a nie dać się zabalsamować i na pomnik!
Mulder.
1. Leci piosenka, o której wiadomo, że jest dla mamy albo taty i na chama słowa o tym mówią każdemu nierozgarniętemu:
- i tu sobie wstaw, co chcesz, bo ja nie chciałbym nic (no, chyba, że Hanna Banaszak zaśpiewa "Bo ja cała jestem taty", czyli po polsku to, co śpiewa M.Monroe, wcześniej podane)
2. Leci piosenka zagraniczna, o której wiadomo, że jest o miłości, pożegnaniu, albo w tym stylu:
- Time 2 say G'bye (Bocelli/Brightman) - piękna jak jasny gwint, tylko żeby nikt na zawał serca ze wzruszenia nie zszedł),
- Unforgettable (Nat King Cole / natalie Cole) - jest "ładna" i można przy niej powoli zatańczyć, nawet kaleka z lumbago,
- Sunrise, Sunset - ze "Skrzypka na dachu" - zachodzi jednakowoż pytanie, czy to nie jest zbyt żałobne,
- Like an angel passing sru my room - Abba - bardzo piękna i nastrojowa, ale jak ktoś nie zna słów albo nie kojarzy, to chyba nie załapie,
- Who wants to live forever - Queen
- Music of the night - musical 'Fantom of the Opera" (męski głos),
- All I ask of You - musical (chyba) jak wyżej, śpiewa Sarah Brightman i jakiś gościu - piękne bardzo i słowa wolne i zrozumiałe, że miłość to na forever,
- Memories - musical Cats - jak ktoś niekoniecznie pamięta, że śpiewa to dusza kocięca idąca do nieba, to nadaje się na 101%; można Sarah Brightman albo nawet Barbre Streissandovou,
- Congratulations - Cliff Richard - luzacka i nie wyciska łez, tylko taka sprawna-fajna,
- Don't cry 4 me Argentina - wiadomo, niby nie płakać, ale płaczą jak bobry,
- Na Laetha Geal M'Oige - Enya (watermark, nr 11) - jest po irlandzku i na pewno z dedykacją dla mamy Enii, ale grunt że piękna; czy nie za bardzo za piękna?
- Bridge Over Troubled Water - Simon&Garefunkel - spokojna, stonowana, jak ktoś chce, to się zwruszy,
Oraz piosenki nastrojowe lub melodie 'śliczne', jako po prostu podkład do wzruszających, dyskretnych podziękowań (bez przemowy):
- Strangers in the night - koniecznie Sinatra - może niekoniecznie o miłości, ale w nastroju,
- The Power of Good bye - Madonna,
- This used to be my playground - madonna,
- What a wonderful world - Louis Armstron (wiecznie świeży),
- Auld lang syne - zależnie od preferencji, albo pedalski saksofon Kenny G., albo Georghe Zamfir i, z przeproszeniem, fletnia tego pana, albo (czemu nie?) Glenn Miller
- All 4 love, all 4 1 - Bryan Adams, Rod Stewart, Sting,
- Notting Hill soundtrack, nr 12 (nie znam, niestety, tytułu),
- Somewhere (z musiaclu) - na 'romantic trumpet',
- Dolannes Melody - na 'romantic trumpet', mogłoby być podkładem do słuchowiska 'wiersze najszczersze',
- Somewhere My Love - Początkowo z filmu 'Doktor Żywago', ale na jakąś 'ballroom orchestra',
And the last, but not least:
- Do Milówki Wróć - Golców.
Się rozpisałem, jego mać...
Tylko dodam, że posiadam MP3-ki z każdego w/w. Ale wypasione, po 3-12MB.
Pozdrówki!
I nie dajcie się zwariować!
Podziękowanie jest po to, aby podziękować, a nie dać się zabalsamować i na pomnik!
Mulder.
Ze wskazówek to Ci powiem tak:
- miej ze 2 odtwarzacze, z gotowymi blokami (np, z jednego leca melodie "do tańca", a na drugim są "przerywniki" i "dedykacje",
- miej gościa od muzyki koniecznie w zasięgu mrugnięcia okiem i szepnięcia na ucho,
- miej na zapas kolejny spis wszystkich utworów na kartce, jaka płyta, jaki katalog, jaki numer, jaki tytuł - żeby nie było nerwówki, jak coś się zawali,
- miej zapasowe różne rzeczy (odtwarzacz, baterie, kabel, czy co),
- Miej to ustawione, sprawdzone i przećwiczone NAJPÓŹNIEJ 24 godziny przed imprezą, bo ZAWSZE coś się wali albo trzeba dokupić 20m kabla,
- miej płytę 'zapasową-zapasową', z 1-2 godzinami muzyki do tańczenia, żeby ją dać w razie czego szefowi restauracji, żeby puścił przez 'lokalny radiowęzeł', jak już absolutnie totalnie wszystko padnie.
I najważniejsze - nagraj to, pogrupuj, wybierz - i oddaj komu innemu. To nie Ty masz się tym zajmować.
Co do samego wesela - wszyscy chwalili i nikt się nie obraził za takie coś:
- młodzi i świadkowie (z małżonkami) siedzą "u szczytu stołów w podkowę",
- Rodzice, ciocie, babcie, przyjaciele rodziców i wszyscy, co mają 50 (?) - 99 lat siedzą "w jednej części podkowy",
- Przyjaciele z klasy, kuzynki, dzieci, fotograf, kamerzysta i wszyscy w Twoim wieku i młodsi - siedzą "w drugiej części podkowy",
- gość z muzyką siedzi gdzieś blisko ciebie, na stole ma (oprócz jedzenia, wiadomo) TYLKO kartki i odtwarzacze dwa, reszta sprzętu (wzmacniacze, kolumny) jest dyskretnie ustawiona daleko, zgłośniona na stałe i nie ruszana; ma grać i już.
Zresztą, pisałem o tym obszernie jakiś czas temu.
Zobaczysz - jest ekstra!
A jaką muzykę ułożyłem! Wszyscy chwalili! nawet emerytowany kontrabasista z filharmonii ;)))))
PZDR
Mulder
- miej ze 2 odtwarzacze, z gotowymi blokami (np, z jednego leca melodie "do tańca", a na drugim są "przerywniki" i "dedykacje",
- miej gościa od muzyki koniecznie w zasięgu mrugnięcia okiem i szepnięcia na ucho,
- miej na zapas kolejny spis wszystkich utworów na kartce, jaka płyta, jaki katalog, jaki numer, jaki tytuł - żeby nie było nerwówki, jak coś się zawali,
- miej zapasowe różne rzeczy (odtwarzacz, baterie, kabel, czy co),
- Miej to ustawione, sprawdzone i przećwiczone NAJPÓŹNIEJ 24 godziny przed imprezą, bo ZAWSZE coś się wali albo trzeba dokupić 20m kabla,
- miej płytę 'zapasową-zapasową', z 1-2 godzinami muzyki do tańczenia, żeby ją dać w razie czego szefowi restauracji, żeby puścił przez 'lokalny radiowęzeł', jak już absolutnie totalnie wszystko padnie.
I najważniejsze - nagraj to, pogrupuj, wybierz - i oddaj komu innemu. To nie Ty masz się tym zajmować.
Co do samego wesela - wszyscy chwalili i nikt się nie obraził za takie coś:
- młodzi i świadkowie (z małżonkami) siedzą "u szczytu stołów w podkowę",
- Rodzice, ciocie, babcie, przyjaciele rodziców i wszyscy, co mają 50 (?) - 99 lat siedzą "w jednej części podkowy",
- Przyjaciele z klasy, kuzynki, dzieci, fotograf, kamerzysta i wszyscy w Twoim wieku i młodsi - siedzą "w drugiej części podkowy",
- gość z muzyką siedzi gdzieś blisko ciebie, na stole ma (oprócz jedzenia, wiadomo) TYLKO kartki i odtwarzacze dwa, reszta sprzętu (wzmacniacze, kolumny) jest dyskretnie ustawiona daleko, zgłośniona na stałe i nie ruszana; ma grać i już.
Zresztą, pisałem o tym obszernie jakiś czas temu.
Zobaczysz - jest ekstra!
A jaką muzykę ułożyłem! Wszyscy chwalili! nawet emerytowany kontrabasista z filharmonii ;)))))
PZDR
Mulder
Widzisz, ja Ci dam dobrą radę, rób, jak uważasz.
Ale wyobraź sobie sytuację, że ciocia jest czegoś obrażona, kuzynki w ostatniej chwili nie przyjechały, wegetarianom podali kotlet, a w discmanie ułamało sie gniazdko.
I co, z roztrzęsionemi dłońmi będziesz wszystko sama odkręcać, walcząc z czasem i materią?
W dzień własnego wesela, raz w życiu?
lepiej:
1. Zaplanuj,
2. Jak chcesz, to wykonaj nagrania sama,
3. Znajdź odpowiedzialnych i rozdaj im zadania,
4. Ciesz się, że możesz się tylko cieszyć.
I pamiętaj:
- jeżeli w twoją imprezę zamieszanych jest TYLKO 50 osób (gości, makijażystek, ministrantów, kelnerów, taksówkarzy itp),
- Jeżeli w życiu jest szansa, że 1 sprawa na 10 się może zawalić (bo samo życie), to oznacza to, że możesz spodziewać się 5-ciu 'wpadek' na swoim weselu.
Czyli - makijażystka się spóźni, dekoracja z wozu spadnie, ksiądz pomyli czytania, rodzina nie zaproszona na wesele nie przyjdzie do kościoła (całe 100 osób, jak jeden mąż!), kelner pomyli wegetarian z innymi, będzie Ci się chciało spać albo teściu dostanie zapalenia spojówek i będzie cierpiał.
To wszystko się u nas zdarzyło, real !!!
I dobrze, że za pewne 'odcinki' spraw byli odpowiedzialni goście-przyjaciele: poganiacze, pilnowacze, pocieszacze, donosiciele wódeczek oraz zapasowe igły z nitką, baterie, aspiryny itp.
Zaprawdę, zaprawdę, powiadam Ci:
NIE ZOSTAWIAJ SOBIE ANI SWOJEMU UKOCHANEMU NICZEGO - NICZEGO!!! - DO WYKONANIA LUB BEZPOŚREDNIEGO DECYDOWANIA NA WESELE!
Będzie tylko frustracja, że "tyle miało być inaczej".
A przecież, jak wujek rąbnie sobie kielicha, a dzieciak zje 3 kawałki tortu, to wesele się udało nie?
Na tym się skup. Na swoim usmiechu. Będą to widzieć, będą zadowoleni.
Buziaki!
Mulder
Ale wyobraź sobie sytuację, że ciocia jest czegoś obrażona, kuzynki w ostatniej chwili nie przyjechały, wegetarianom podali kotlet, a w discmanie ułamało sie gniazdko.
I co, z roztrzęsionemi dłońmi będziesz wszystko sama odkręcać, walcząc z czasem i materią?
W dzień własnego wesela, raz w życiu?
lepiej:
1. Zaplanuj,
2. Jak chcesz, to wykonaj nagrania sama,
3. Znajdź odpowiedzialnych i rozdaj im zadania,
4. Ciesz się, że możesz się tylko cieszyć.
I pamiętaj:
- jeżeli w twoją imprezę zamieszanych jest TYLKO 50 osób (gości, makijażystek, ministrantów, kelnerów, taksówkarzy itp),
- Jeżeli w życiu jest szansa, że 1 sprawa na 10 się może zawalić (bo samo życie), to oznacza to, że możesz spodziewać się 5-ciu 'wpadek' na swoim weselu.
Czyli - makijażystka się spóźni, dekoracja z wozu spadnie, ksiądz pomyli czytania, rodzina nie zaproszona na wesele nie przyjdzie do kościoła (całe 100 osób, jak jeden mąż!), kelner pomyli wegetarian z innymi, będzie Ci się chciało spać albo teściu dostanie zapalenia spojówek i będzie cierpiał.
To wszystko się u nas zdarzyło, real !!!
I dobrze, że za pewne 'odcinki' spraw byli odpowiedzialni goście-przyjaciele: poganiacze, pilnowacze, pocieszacze, donosiciele wódeczek oraz zapasowe igły z nitką, baterie, aspiryny itp.
Zaprawdę, zaprawdę, powiadam Ci:
NIE ZOSTAWIAJ SOBIE ANI SWOJEMU UKOCHANEMU NICZEGO - NICZEGO!!! - DO WYKONANIA LUB BEZPOŚREDNIEGO DECYDOWANIA NA WESELE!
Będzie tylko frustracja, że "tyle miało być inaczej".
A przecież, jak wujek rąbnie sobie kielicha, a dzieciak zje 3 kawałki tortu, to wesele się udało nie?
Na tym się skup. Na swoim usmiechu. Będą to widzieć, będą zadowoleni.
Buziaki!
Mulder
hehe no niezłe wypadki po was chodzą ;) na szczęście mój luby jest inny niż ja i wali mnie po łapach jak sama za dużo chcę robić ;) (i jeszcze go kocham ;))
Postaram się wrzucić na luz usmiechać się i mieć w nosie, że swerwetki są nie tego koloru a ciocia uczulona na orzechy właśnie wcina z nimi sałatkę :) w końcu mam 3 lekarzy w rodzinie ktoś jej pomoże ;))
walczę ze swoją nadkontrolowalnością ;) WOW właśnie stworzyłam nowy termin będę sławna ;)
i faktycznie pozbędę się wszelkich obowiązków bo to w końcu nasz dzień :) i my powinniśmy się jedny nim cieszyć a nie jeszcze pilnować kelnera :) dzięki za rady :)
Postaram się wrzucić na luz usmiechać się i mieć w nosie, że swerwetki są nie tego koloru a ciocia uczulona na orzechy właśnie wcina z nimi sałatkę :) w końcu mam 3 lekarzy w rodzinie ktoś jej pomoże ;))
walczę ze swoją nadkontrolowalnością ;) WOW właśnie stworzyłam nowy termin będę sławna ;)
i faktycznie pozbędę się wszelkich obowiązków bo to w końcu nasz dzień :) i my powinniśmy się jedny nim cieszyć a nie jeszcze pilnować kelnera :) dzięki za rady :)
Wyglądało to u nas tak, jak na fotce. Zwróć uwagę, ten gość w białej koszuli to nasza 'orkiestra'. Prawie NIC przed nim nie lezy. Cała reszta gdzieś na tyłach, kabel plastrami do stołu przyczepiony, mikrófon bezprzewodowy... i luz na twarzy, kartka dyskrenie na stole... i już.
I było ekstra.
Michale, który mi grałeś, Ty jesteś mój koleś!
Postawię ci kiedyś 'jedną'!
;)
I było ekstra.
Michale, który mi grałeś, Ty jesteś mój koleś!
Postawię ci kiedyś 'jedną'!
;)
hmmm faktycznie nic nie widać :) podoba mi się i jeszcze bardziej się utwierdzam w przekonaniu że to był dobry pomysł.... bo juz powoli zaczełam się łamać (wszyscy na około gadają...... przestanę słuchać ;))
A ten Michał to może chce i do mnie wpaśc jak ma taką wprawę ;) serdecznie zapraszam ;))))) oczywiście jako gośc ;)))
A ten Michał to może chce i do mnie wpaśc jak ma taką wprawę ;) serdecznie zapraszam ;))))) oczywiście jako gośc ;)))
Michał jest niezły i już nawet opanowaliśmy skąd wzmacniacz, kolumny, mikrofon; płyt tez nie wywaliliśmy.
Ale...
Co do sprzętu, to dasz sobie radę. Jak nie dasz rady, to daj cynk, sprzęt to nie problem.
A tak blisko siebie (te 2 miejsca puste z prawej, to oczywiście nasze, młodych); tak blisko siebie to koniecznie sadzaj kogoś 'swojego'. Kogo lubisz, z kim pogadasz i trącisz się kielichem. Na pewno znajdziesz jakiegoś kolesia, który naciska guziki ze znawstwem i jest cool. Po co Ci obcy facet w środku stołu?
Pozdrówki!
Mulder
PS - naprawdę, pisząc te słowa znów przeżywam przygotowania i wspominam imprezę.
W każdym calu było kurdejapierdzielę jak fajnie!
A że były wpadki? Kto je dziś pamięta! Stały się klimaciarskimi anegdotami! ("A pamiętasz, jak zobaczyłam, że się ksiądz pomylił, to od razu przestałam się bać, naprawdę!")
Ale...
Co do sprzętu, to dasz sobie radę. Jak nie dasz rady, to daj cynk, sprzęt to nie problem.
A tak blisko siebie (te 2 miejsca puste z prawej, to oczywiście nasze, młodych); tak blisko siebie to koniecznie sadzaj kogoś 'swojego'. Kogo lubisz, z kim pogadasz i trącisz się kielichem. Na pewno znajdziesz jakiegoś kolesia, który naciska guziki ze znawstwem i jest cool. Po co Ci obcy facet w środku stołu?
Pozdrówki!
Mulder
PS - naprawdę, pisząc te słowa znów przeżywam przygotowania i wspominam imprezę.
W każdym calu było kurdejapierdzielę jak fajnie!
A że były wpadki? Kto je dziś pamięta! Stały się klimaciarskimi anegdotami! ("A pamiętasz, jak zobaczyłam, że się ksiądz pomylił, to od razu przestałam się bać, naprawdę!")
