Widok
wysterylizować i wystawić rachunek za pobyt w szpitalu. jak nie jej nie stać, to komornik i eksmisja na bruk.
a jeszcze godzinę temu byłem tak przyjaźnie nastawiony do świata... trudno. sam się wikłam w durne układy to i dostaję potem po uszach
a jeszcze godzinę temu byłem tak przyjaźnie nastawiony do świata... trudno. sam się wikłam w durne układy to i dostaję potem po uszach
przeważnie nie używam dużych liter. to nie lekceważenie kogokolwiek. to nawet nie bunt. to po prostu lenistwo
Wy ciągle o tym alkoholu.
hehehehe
http://www.youtube.com/watch?v=R97G1NIWm0g
hehehehe
http://www.youtube.com/watch?v=R97G1NIWm0g
"Niektóre rzeczy są dokładnie tym, czym są, i niczym innym."
Charles Bukowski.
Charles Bukowski.
A u mnie leje deszcz non toper od 4 rano.
Szósta godzina dobiega.
Wiesz jak to jest fajnie. Czuję się na północnych rubieżach europy.
Niechaj zaleję tę betonową dżunglę - nie mam nic przeciw temu.
Będziemy mieli drugą Irlandię.
Jak tylko przestanie ruszam w las.
Z koszykiem, scyzorykiem z bundeswehry i specem pod pachą.
Fajnie się go otwiera.
A póki co zamrożę wczorajszą szparagówkę.
Wczoraj w barze chłopaki zajadali się moimi małosolnymi i kruchutką sałatą lodową.
hehehe jak tylko przyniosłem (dwa razy łaziłem bo zabrakło) zaraz na stole pojawiła się biała. I to nie ja stawiałem.
Byli stoczniowcy mają w sercu to coś. :)
Szósta godzina dobiega.
Wiesz jak to jest fajnie. Czuję się na północnych rubieżach europy.
Niechaj zaleję tę betonową dżunglę - nie mam nic przeciw temu.
Będziemy mieli drugą Irlandię.
Jak tylko przestanie ruszam w las.
Z koszykiem, scyzorykiem z bundeswehry i specem pod pachą.
Fajnie się go otwiera.
A póki co zamrożę wczorajszą szparagówkę.
Wczoraj w barze chłopaki zajadali się moimi małosolnymi i kruchutką sałatą lodową.
hehehe jak tylko przyniosłem (dwa razy łaziłem bo zabrakło) zaraz na stole pojawiła się biała. I to nie ja stawiałem.
Byli stoczniowcy mają w sercu to coś. :)
U mnie też leje.
A letnicy zapylają z wiadrami po lesie i drapią kurki lepiej niż dziki.
Siedzę na pięterku i gapię się na las.
Dzisiaj chyba pomieszam trochę wódek, bo na dworze za mokro.
Przynajmniej ogródka nie trzeba podlewać.
Sfora leży i śpi.
Koty się pochowały. Mimoza łazi z takim wielkim bebzonem, że pewnie lada dzień się rozpruje.
Postawiłem u buka na złoty medal Tomka Majewskiego, bo lubię gościa i życzę mu jak najlepiej. Powiem, choć to nie tajemnica, że się zna na piwie.
A jutro przyjeżdża do mnie nowa zamrażarka. 365 litrów. Też sobie zamrożę szparagówki.
A letnicy zapylają z wiadrami po lesie i drapią kurki lepiej niż dziki.
Siedzę na pięterku i gapię się na las.
Dzisiaj chyba pomieszam trochę wódek, bo na dworze za mokro.
Przynajmniej ogródka nie trzeba podlewać.
Sfora leży i śpi.
Koty się pochowały. Mimoza łazi z takim wielkim bebzonem, że pewnie lada dzień się rozpruje.
Postawiłem u buka na złoty medal Tomka Majewskiego, bo lubię gościa i życzę mu jak najlepiej. Powiem, choć to nie tajemnica, że się zna na piwie.
A jutro przyjeżdża do mnie nowa zamrażarka. 365 litrów. Też sobie zamrożę szparagówki.
:))
Tak naprawdę to piękny dzień dzisiaj.
A na "Ale kino" około 11 będzie film "Król szczurów"
Wstyd gadać jednak nie miałem okazji obejrzeć jeszcze.
Książkę czytałem dwa razy.
http://www.youtube.com/watch?v=8TyUU7tCFCQ
Tak naprawdę to piękny dzień dzisiaj.
A na "Ale kino" około 11 będzie film "Król szczurów"
Wstyd gadać jednak nie miałem okazji obejrzeć jeszcze.
Książkę czytałem dwa razy.
http://www.youtube.com/watch?v=8TyUU7tCFCQ
Podobieństwo losów ludzi i szczurów zaprezentowane przez Clavella było szokujące. Film tego nie oddał. W nim raczej ważne było przeistoczenie się Króla Kinga w Szeregowca Kinga. Poza tym nie ujęte w filmie wątki i fragmenty z książki były - moim skromnym zdaniem - na tyle istotne, że ich okrojenie zmieniło siłę wymowy, a nawet ją deczko przechyliło w innym kierunku. Nie mnie sie mądrzyć, ale chyba pisarz pisząc książkę ma w głowie inne przesłanie, niż reżyser adoptujący tę książkę dla potrzeb obrazu. Jestem głęboko przekonany, że prawdziwe arcydzieła rodzą się z pasji, a nie z chęci zarobku. Choć nie można wykluczyć, że i geniusz potrafi napisać na ten przykład piosenkę tylko dla pieniędzy. Albo wyreżyserować historię zagubionego pierścionka.
Mnie to się podobała ta niepisana zasada co ją prezentował swą postawą Król, mianowicie coś stylu: jesteś lojalny dla mnie - ja będę też taki dla ciebie, ale jeśli kantujesz mnie to zmiotę cię z powierzchni ziemi. Życiowe. I brak przy tym wszystkim patosu i wylewności. Zresztą Marlowe zdawał się być podobny. Pamiętasz jak Marlowe odzyskał przytomność po operacji ramienia, co mu je Król uratował przed amputacją? Marlowe otwiera oczy, widzi siedzącego na stand by'u Króla i mówi do głębi serca przejęty:
- nie wiem co mam powiedzieć.
a Król na to całkiem poważnie:
- powiedz, że jestem genialny.
I tak właśnie jest. Prawdziwa przyjaźń jest tylko między mężczyznami. Ale takimi, którzy mają jaja, nie są ślepi i wiedzą o co w życiu chodzi.
Wiem, wiem autorytarny sąd. Bo mój.
- nie wiem co mam powiedzieć.
a Król na to całkiem poważnie:
- powiedz, że jestem genialny.
I tak właśnie jest. Prawdziwa przyjaźń jest tylko między mężczyznami. Ale takimi, którzy mają jaja, nie są ślepi i wiedzą o co w życiu chodzi.
Wiem, wiem autorytarny sąd. Bo mój.
Czepiasz się C jak niejaki Manson.
A Ty się kolego nie przejmuj, bo to nie przytyk był złośliwy, tylko tak jakoś się skojarzyło samo. Siwucha rzecz zacna i po to jest, żeby wygładzać i przytępiać.
A mnie się bardzo bardzo moment, kiedy po wyzwoleniu obozu i kapitulacji Japończyków, po sprowadzeniu Kinga na jego miejsce (on chyba nie był szeregowy tylko kapral?) przychodzi do niego Marlowe i po ostrej odprawie w stylu "yes, sir" mówi: "a tobie o co chodzi? przecież jesteśmy przyjaciółmi". I to jest właśnie to w drugą stronę - okoliczności otoczenia się zmieniły, ale pozostaje to bez wpływu na relacje pomiędzy dwoma facetami-przyjaciółmi.
W książce, i też w filmie, jest fajne zestawienie, niestety, niezbyt dla nas współczesnych w pełni zrozumiałe, angielskiego szlachcica z obrotnym i sprytnym jankesem. Takie małe zderzenie kultur. I szczerze mówiąc staroświecki angol wcale nie wychodzi na tej konfrontacji przegrany.
A słowo, którego nikt już dzisiaj ani nie pamięta, ani znaleźć w słowniku nie umie, brzmi: honor. Pewnych rzeczy sie nie robi, bo nie. Dlatego lubię stare filmy. I stare książki.
A Ty się kolego nie przejmuj, bo to nie przytyk był złośliwy, tylko tak jakoś się skojarzyło samo. Siwucha rzecz zacna i po to jest, żeby wygładzać i przytępiać.
A mnie się bardzo bardzo moment, kiedy po wyzwoleniu obozu i kapitulacji Japończyków, po sprowadzeniu Kinga na jego miejsce (on chyba nie był szeregowy tylko kapral?) przychodzi do niego Marlowe i po ostrej odprawie w stylu "yes, sir" mówi: "a tobie o co chodzi? przecież jesteśmy przyjaciółmi". I to jest właśnie to w drugą stronę - okoliczności otoczenia się zmieniły, ale pozostaje to bez wpływu na relacje pomiędzy dwoma facetami-przyjaciółmi.
W książce, i też w filmie, jest fajne zestawienie, niestety, niezbyt dla nas współczesnych w pełni zrozumiałe, angielskiego szlachcica z obrotnym i sprytnym jankesem. Takie małe zderzenie kultur. I szczerze mówiąc staroświecki angol wcale nie wychodzi na tej konfrontacji przegrany.
A słowo, którego nikt już dzisiaj ani nie pamięta, ani znaleźć w słowniku nie umie, brzmi: honor. Pewnych rzeczy sie nie robi, bo nie. Dlatego lubię stare filmy. I stare książki.