Widok
...i ślubuję Ci...
Tak sobie siedzę i myślę...kto tak naprawdę zastanawia się nad słowami przysięgi małżeńskiej:
Ja...biorę sobie ciebie...za męża/żonę
i ślubuję Ci
miłość
wierność
i uczciwość małżeńską
oraz
że cię nie opuszczę
aż do śmierci
tak mi dopomórz
Panie Boże Wszechmogący
w Trójcy Jedyny
i Wszyscy Święci
Niby proste słowa, ale kryją się za nimi różne sytuacje w życiu, jak to mówią na dobre i na złe, w zdrowiu i chorobie...czy zdajemy sobie sprawę co tak naprawdę nas czeka? Że teraz to już nie będzie Ja i On tylko MY...na zawsze, do końca życia, bo przecież takie jest założenie każdej/każdego z nas, że wybieramy tę właśnie osobę i z nią chcemy dzielić smutki i radości. Wiadomo że życie codzienne przynosi wiele problemów,z którymi trzeba się zmagać. Czy umiemy sobie RAZEM z nimi radzić, czy myslimy o tym co będzie za 30-40 lat, kiedy starość nadejdzie a wraz z nią i śmierć...Kocham mojego Jedynego, nie wyobrażam sobie nikogo innego przy mnie, nie wyobrażam sobie lepszego ojca dla moich dzieci...i wierzę, że ta miłość da mi siłę aby trwać zawsze przy nim, by mieć oparcie w nim...by zarówno te dobre chwile jak i te złe przeżywać razem.
Heh taki melanholijny nastrój mnie wziął...ale chciałam się zapytać, czy też się nad tym zastanawiałyście? Czy w tej całej euforii przygotowań do tego najpiękniejszego jak narazie dnia w naszym życiu, macie czas by przemyśleć te słowa? Tyle wokół nas par, które się rozstają, mam wrażenie że rozwody są dziś na porządku dziennym, ba wręcz stały się trendy...a co z tym, że przysięgę składało się przed Bogiem? "Co Bóg złączył, człowiek niech nie rozdziela..."
Heh no to na tyle moich rozważań...
Ja...biorę sobie ciebie...za męża/żonę
i ślubuję Ci
miłość
wierność
i uczciwość małżeńską
oraz
że cię nie opuszczę
aż do śmierci
tak mi dopomórz
Panie Boże Wszechmogący
w Trójcy Jedyny
i Wszyscy Święci
Niby proste słowa, ale kryją się za nimi różne sytuacje w życiu, jak to mówią na dobre i na złe, w zdrowiu i chorobie...czy zdajemy sobie sprawę co tak naprawdę nas czeka? Że teraz to już nie będzie Ja i On tylko MY...na zawsze, do końca życia, bo przecież takie jest założenie każdej/każdego z nas, że wybieramy tę właśnie osobę i z nią chcemy dzielić smutki i radości. Wiadomo że życie codzienne przynosi wiele problemów,z którymi trzeba się zmagać. Czy umiemy sobie RAZEM z nimi radzić, czy myslimy o tym co będzie za 30-40 lat, kiedy starość nadejdzie a wraz z nią i śmierć...Kocham mojego Jedynego, nie wyobrażam sobie nikogo innego przy mnie, nie wyobrażam sobie lepszego ojca dla moich dzieci...i wierzę, że ta miłość da mi siłę aby trwać zawsze przy nim, by mieć oparcie w nim...by zarówno te dobre chwile jak i te złe przeżywać razem.
Heh taki melanholijny nastrój mnie wziął...ale chciałam się zapytać, czy też się nad tym zastanawiałyście? Czy w tej całej euforii przygotowań do tego najpiękniejszego jak narazie dnia w naszym życiu, macie czas by przemyśleć te słowa? Tyle wokół nas par, które się rozstają, mam wrażenie że rozwody są dziś na porządku dziennym, ba wręcz stały się trendy...a co z tym, że przysięgę składało się przed Bogiem? "Co Bóg złączył, człowiek niech nie rozdziela..."
Heh no to na tyle moich rozważań...
no tak Kropka a myślałam, że tylko ja mam takie rozterki :)
jakoś nie napawa optymizmem to co się dzieje w okól mnie ;) zerwane zaręczyny koleżanki miesiąc przed ślubem, rozwody znajomych rodziców, zrywanie kilku letnich związków przez przyjaciółki.... i powiem Ci że to co robimy to WIELKA odwaga stanąć na przeciwko drugiej osoby i powiedzieć jej że będzie się z nią na zawsze .... i mimo wszystko :) strasznie to trudne :) ale i dające taką świadomość że bez względu na wszystko coś w Moim życiu jest pewne nasza miłość... i jasne że będzie nam nie raz wiało w oczy.... ale co tam razem łatwiej :) i cieszę się że odważyłam się i podjełam decyzję, że mimo wad moich i jego to chcę powiedzieć właśnie jemu w obecności najbliższych i Boga: tak będę z Toba mimo wszystko :) a widomo że jak się powie coś przy kimś to trudniej się wycofać ;)
jakoś nie napawa optymizmem to co się dzieje w okól mnie ;) zerwane zaręczyny koleżanki miesiąc przed ślubem, rozwody znajomych rodziców, zrywanie kilku letnich związków przez przyjaciółki.... i powiem Ci że to co robimy to WIELKA odwaga stanąć na przeciwko drugiej osoby i powiedzieć jej że będzie się z nią na zawsze .... i mimo wszystko :) strasznie to trudne :) ale i dające taką świadomość że bez względu na wszystko coś w Moim życiu jest pewne nasza miłość... i jasne że będzie nam nie raz wiało w oczy.... ale co tam razem łatwiej :) i cieszę się że odważyłam się i podjełam decyzję, że mimo wad moich i jego to chcę powiedzieć właśnie jemu w obecności najbliższych i Boga: tak będę z Toba mimo wszystko :) a widomo że jak się powie coś przy kimś to trudniej się wycofać ;)
kropka masz racje wogole tak ogolnie to spojrzcie czy duzo waszych znajomych chodzi do kosciola niby wierza wszysycy ale zeby poswiecic 45 min tygodniowo to nikt nie ma czasu poza tym to nie jest trendy :) u mnie naprawde garstka ale potem wszysycy leca zlozyc przysiege do kosciola bo fajnie jest miec baila kiecke i wogole tak wypada a czasami jest tak ze nawet nie wiedza kiedy usiasc wstac podczas mszy i to uwazam jest dramat dlatego pozniej tez szybko zapominja ze "nie opuszcza az do smierci "
milosc jak to ksiadz na naukach mowil to wyrzeczenia liczne kompromisy i poswiecenie nie zawsze sielanka
dlatego wytrwalosci i wiary w malzenstwo sobie i Wam wszystkim zycze:))
milosc jak to ksiadz na naukach mowil to wyrzeczenia liczne kompromisy i poswiecenie nie zawsze sielanka
dlatego wytrwalosci i wiary w malzenstwo sobie i Wam wszystkim zycze:))
co to ta uczciwosc malzenska?
i dlaczego slubuje sie ja razem z miloscia i wiernoscia, a przy obraczkach sa one znakiem milosci i wiernosci, a uczciwosci juz nie?
a co do chodzenia do kosciola - moze za duzo polityki tam? i za duzo klepania tych samych formulek, wszystko idzie z automatu, z pamieci, bez zastanawiania sie nad tym, co sie mowi, gdyby tak znienacka przerwac komus w trakcie i zapytac, co wlasnie przed chwila powiedzial, to 80% osob mialoby z tym problem, a juz gdyby poprosic, aby wlasnymi slowami wytlumaczyli to, co przed chwila na glos wyrazilo, to porazka bylaby na poziomie 99%
msza swieta dla wielu, zwlaszcza mlodych- tak mysle - jest malo atrakcyjna, jest dluga, ma mase formulek i jest monotonna i smutna, kontrastowo mozna podac przyklad ze stanow, gdzie spotkania w kosciele afroamerykanow to wspolne wesole spiewanie WESOLE I WSPOLNE i klaskanie, to kazania i nauki z mozliwoscia dialogu z parafianami, krotko mowiac radosc i chwalmy Pana, a u nas...? ja tak to widze...
i dlaczego slubuje sie ja razem z miloscia i wiernoscia, a przy obraczkach sa one znakiem milosci i wiernosci, a uczciwosci juz nie?
a co do chodzenia do kosciola - moze za duzo polityki tam? i za duzo klepania tych samych formulek, wszystko idzie z automatu, z pamieci, bez zastanawiania sie nad tym, co sie mowi, gdyby tak znienacka przerwac komus w trakcie i zapytac, co wlasnie przed chwila powiedzial, to 80% osob mialoby z tym problem, a juz gdyby poprosic, aby wlasnymi slowami wytlumaczyli to, co przed chwila na glos wyrazilo, to porazka bylaby na poziomie 99%
msza swieta dla wielu, zwlaszcza mlodych- tak mysle - jest malo atrakcyjna, jest dluga, ma mase formulek i jest monotonna i smutna, kontrastowo mozna podac przyklad ze stanow, gdzie spotkania w kosciele afroamerykanow to wspolne wesole spiewanie WESOLE I WSPOLNE i klaskanie, to kazania i nauki z mozliwoscia dialogu z parafianami, krotko mowiac radosc i chwalmy Pana, a u nas...? ja tak to widze...
ok jasiu ale my nie jestesmy babtystami i nasza wiara jest inna a mozna isc do kosciola i w trakcie mszy modlic sie swoimi slowami msza nie ma byc rozrywka bo to nie teatr ,fajnei jak tez mozna by bylo poklaskac ale to sie nigdy nie zdarzy
ja tez uwazam ze czasami w kosciele przesadzaja z polityka i pogladami ala R.Giertych ale ja nie chodze tam dla ksiezy
ja tez uwazam ze czasami w kosciele przesadzaja z polityka i pogladami ala R.Giertych ale ja nie chodze tam dla ksiezy
ewaipiotr, bardzo dobrze to ujęłaś. A Ty Jasiu chyba nie wiesz co to jest Msza św, skoro takie opinie wyrażasz. Msza jest uobecnieniem ofiary Chrystusa na krzyżu, która chyba rozrywką nie była,co? zresztą nawet w Kościele duzo rzeczy sie zmienilo, jest i radość, i śpiew i klaskanie. Trzeba tylko tam zaglądać a nie powtarzac opinie kogoś kto nie wierzy tylko mu mama każe do kościoła isć. A dla rozrywki polecam dobre komedie i nasze polskie kabarety. Na szczęście nie wszystko idzie z duchem czasu bo świat by zwariował do końca.
no ja mam wrażenie żę Kropka wupowiedź miała inny wydźwięk i nie chodziło jej o chodzenie do kościoła ;) no ale wiesz może się mylę warto żęby kropka nam dojaśniła ;) wiadomo, że każda dyskusja o kościele tak jak i o polityce kończy się tym że jest częśc mówiąca że kościół jest fe i niedorby i jest część którzy mówią że tak nie jest ;) więc gadanie o kościele nie ma sensu ale o przeżywaniu przysięgi i przemysleniach dotyczących duchowego aspektu ślubu jak najbardziej ale to tylko moje zdanie ;)
jasio zwracam honor racja nie TY ;) ale zaogniłeś ;) a uczciwość zauważyłam ;) tylko jeśli nie wiesz co to jest to po co decydujesz się na slub?? może warto pogadać z przyszłą żoną jak ona to rozumie może pójśc do mądrego księdza może do Jezuitów na wieczory dla zakochanych.... amo że zastanowić się co dla Ciebiew znaczy małżeństwo dla mnie uczciwość małżeńska to zaufanie, poczucie bezpieczeństwa, świadomość że jest to człowiek na którym mogę polegać i mnie nie zawiedzie i że ja będę właśnie taką osobą dla niego :) dla każdego pewnie to troszkę coś innego :)
ale to mowienie masy tych samych formulek mnie zniecheca do mszy, a nie sposob, w jaki robia to inni
za malo jest dialogu, nauk, rozmowy itp, za duzo tych samych formulek, ktore sila woli zaczyna sie powtarzac z coraz mniejszym wewnetrznym przekonaniem, z rozpedu, z przyzwyczajenia i tu upatruje niecheci mlodych do uczestnictwa we mszy
za malo jest dialogu, nauk, rozmowy itp, za duzo tych samych formulek, ktore sila woli zaczyna sie powtarzac z coraz mniejszym wewnetrznym przekonaniem, z rozpedu, z przyzwyczajenia i tu upatruje niecheci mlodych do uczestnictwa we mszy