Widok

mieszkanie razem a spowiedz

Wesele bez ogłoszeń Temat dostępny też na forum:
Czy mieszkanie razem jest az takim wielkim grzechem??
Rozumiem, gdybym zabila, ukradla itp., ale tworzenie domu z ukochana osoba, z ktora wkrotce bedzie sie w zwiazku malzenskim??
Slyszalam o przypadkach, ze ksiadz nie dal rozgrzesznie z tego powodu...Moim zdaniem - brednie.

Co o tym myslicie??
popieram tę opinię 1 nie zgadzam się z tą opinią 0
życie to ciągły wybór... w tym miejscu w którym każdy z nas jest( narzeczeństwo) to grzech albo "miłość po swojemu"
wydaje mi się że każdy z tu piszących ma podobne zdanie na temat tej bliskości na maxsa, mieszkania razem. że to nie jest zaspokojenie potrzeb fizycznych tylko coś więcej... .
niestety każdy wybór niesie ze sobą konsekwencje. dobre i złe.
nie będę jednak teraz o tym pisać, bo decydując się na którąś z tych dróg pewnie i tak niejednokrotnie każdy z Was nad tym myślał.
autorka wątku zwłaszcza.
Kościół nie może co pokolenie zmieniać zasad funkcjonowania. To że my, wzorujemy się na tym co się za Oceanem dzieje nie znaczy że Kościół ma iść w nasze ślady.
Kiedy nasi rodzice/dziadkowie byli w naszym wieku pewnie mieli takie same dylematy, lecz mniej odwagi by zastanawiać się nad tym w tak szerokim gronie oraz z taką swobodą.
To my mamy dopasować się do Kościoła a nie Kościół do nas.
Też wiele rzeczy, praw mnie w Kościele drażni.
Ale nie mam do Boga o to pretensji bo już wybrałam swoją drogę w pełni świadoma konsekwencji.
Zupełnie zatem nie rozumiem dlaczego dziwicie się że postępując wbrew nauce Kościoła nie dostajecie rozgrzeszenia.

też ostro bym się wkurzyła gdyby jakiś ksiądz kazał mi przyznawać się przed innym księdzem do tego iż rozgrzeszenia nie dostałam.
to już chyba nie jego sprawa bo to będzie inna spowiedź z innym księdzem.
ale ja sama bym się przyznała. poszukała bym księdza z którym przeprowadziłabym ostrą dyskusję - spowiedź przedstawiając swoje racje bądź też usilnie starając się zrozumieć dlaczego nie dostałam rozgrzeszenia jeżeli byłoby to dla mnie tajemnicą.

tReNt autor książki zdradza w jakim stylu będą ujęte Jego myśli...


popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
buahahah bo padne..
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
Aha... co do ksiażki - to nie jest lektura, którą czyta si e z zapartym tchem. Pisał to niezwykle inteligentny teolog i są tam zdania, z których za pierwszym razem rozumie się tylko zaimki.
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
Niby rozmawiacie, a i tak większość z Was nie słucha się nawzajem. Nie czytałem całego wątku, ale i tak sporo, by stwierdzić co wyżej.

Milka1983: Nie wiem jak Ty, ale ja od początku podchodziłem do Tych nadchądzących dla nas dni w taki sposób, że Ślub - to jest dla nas - młodych. W momencie ślubu co będą myśleć i robić inni mnie kompletnie nie obchodzi. Wesele jest dla gości. To gest dzielenia się radością.
Ja biore ślub dla siebie i mojej narzeczonej, dla nas. Jak Ty bierzesz go dla Rodziny to powodzenia z tym.

Wszyscy Wy, którym tak bardzo przeszkadza, że nauka kościoła zabrania współżycia i tak bardzo chcecie by kościół się zmienił jesteście w pewnym sensie śmieszni i żal mi was. To co piszecie - o miłości i tych wzniosłych uczuciach jakie zaznajecie przebywając z ukochaną osobą mieszkając z nią to napewno nie kit, ale szczere uczucia - ale to wszystko właśnie pod jednym dachem idzie w kierunku jedności, którą związek wyraża w seksie. Tu chodzi o seks.
Żeby nie było... sam jestem grzesznikiem i nie potrafie często się powtrzymać kiedy mamy z narzeczoną okazję. Też to robimy, ale niejednokrotnie łapię się sam na tym, że ten akt to coś więcej niż chęć zaspokojenia potrzeb fizycznych czy nawet chęć obdarowania sobą drugiej osoby - to jest powiedzenie "tak" na wszystko, całkowite oddanie swojej fizyczności i duchowości oraz chęć i zgoda na współistnienie z wszelkimi konsekwencjami, z których najbardziej oczywistym jest nowe życie. To jeden z powodów, dla których antykoncepcja jest przez kościół uznawana za grzech.
No i możecie teraz pośmiać się ze mnie, sam się zabezpieczam, choć szczerze tego nienawidze. Wolałbym tego nie robić, mieć dziecko - "jakoś dalibyśmy sobie rade" mówie sobie i mojej kobiecie. Ale świadomość jak zmartwiłoby i zawiodło to moich rodziców, którzy włożyli sporo pracy w moje wychowanie plus wielki szacun dla nich przygniata mnie. Wybrałem grzech, mam nadzieję, że kiedyś będę mógł jeszcze wrócić na dobrą ścieżkę.
Świat podążył inną, bardziej świecką, teoretycznie wygodniejszą i konsupcyjną przede wszytskim drogą w tych sprawach. Kiedyś od spotkania do zaręczyn wystarczały tygodnie i tele samo od zaręczyn do ślubu. Wszystkim niemal zajmowali się rodzice. Teraz nasze przygotowania potrafią trwać nawet kilka lat (u mnie 2,5 roku! - studia chcę skończyć). Wszystko, przez mocno w nas zakorzenioną materialną otoczke wesela, a nawet ślubu.

Kończe bo nie mam czasu, temat jest niezwykle szeroki. Chciałbym Wam napisać jeszcze jedno. Jak macie spore wątpliwości w grzeszność współżycia przed ślubem polecam książkę "Miłość i odpowiedzialność" autora znanego z nazwiska, ale niekoniecznie szanowanego za opinie, które głosił w tej dziedzinie - Karol Wojtyła.
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
Cześć silen,, czy mnie tez mogłabyś wysłać namiary na tych xięży? Będę bardzo wdzięczna ;-) unechatte@poczta.onet.pl
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
misia1979 sillen ma rację Ty to napisałaś.
ok super że jesteście szczęśliwi i że Wam tak się układa ale myślisz że gdybyście nie mieszkali razem przed ślubem to teraz byłoby tego szczęścia mniej??

Ponury a ja rozumiem jak można nie kochać się ze swoim panem przed ślubem. niektórzy wyznają inne ideologie co nie znaczy że nie wiedzą "co do czego"


popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
Zresztą chyba tylko naiwny, niereformowali czy dewoci przejmują się tym, co mówi Kościół. W kościołach przewaga starych ludzi, młodych te głupie gadki już nie przyciągają jak dawniej.

My mieszkaliśmy przed ślubiem i był to bardzo dobry wybór. Dziwię się jak nie można kochać się ze swoją kobietą przed ślubem? No chyba że oziębła i nie wie, co do czego... haha

"Piszę do ciebie mały gryps, wiedz że broniłem poczty w Gdańsku, tak, dzisiaj rozstrzelają nas..." Horytnica.

popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
Jeśli ktoś myśli, ze mieszkając razem przed ślubem rok, dwa czy trzy, uniknie potem w następnych latach konfliktów czy kryzysów jest w błędzie. Przyjda kolejne lata, nowe sytuacje: zmiana pracy, sytuacji materialnej, choroby w rodzinie, dzieci, trudne sytuacje do podjęcia, które w momencie ślubu nawet trudne są do wyobrażenia - przecież nie wiemy co nam życie przyniesie. Co wtedy daje "docieranie" się przed ślubem? Nigdy nie wie się na 100%. Trzeba sie bardzo, bardzo starać. Co dzień. Dzień po dniu. I słuchać drugiej osoby. I być nastawionym pozytywnie. To przemyślenia "zaledwie" dwuletniej żony.
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
bez komentarza to zostawię !
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
silen, to nie był tylko jeden ksiadz ktory nie dał rozgrzeszenia,

poczytaj sobie troche odpowiedzi roznych ksiezy na stronce www.spowiedz.pl
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
ah nie dam kontaktow tylko namiary bo nie wiem zy zyczyliby sobie zebym dawala ich telefony poza tym nie wiem czy sa aktualne
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
ah nie dam kontaktow tylko namiary bo nie wiem zy zyczyliby sobie zebym dawala ich telefony poza tym nie wiem czy sa aktualne
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
ok jeżeli dla Ciebie "wiedziec czy pasujemy do siebie pod każdym względem" nie jest to samo co sprawdzić to przepraszam i zwracam honor dla mnie to sprawdzenie przekonanie sie egzaminowanie
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
ja Ci powtórzę Silen niczego nie sprawdzałam ani nie egzaminowałam mojego męża jak i on mne, w niczym się kochana nie gubię, docieranie się nawzajem nie nazywam egzaminem, poczytaj wczesniej ten wątek bo ani razu nie nazwałam egzaminem mój związek!
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
ale to Ty zapytałas o ten egzamin a ja Ci wyjasniłam ze sie gubisz w tym co piszesz, ja bardzo sie ciesze że jestescie szczesliwi, i naprawde chciałabym tak szczesliwa ja Wy, przede wszystkim być razem do konca życia, poza tym ja napisałam Ci jaki jest stosunek kościoła do tego i ze ja to aprobuje nie napisałac Ci mojego stosunku do Ciebie, ja mam inne doswiadczenia moja siostra sie własnie rozwiodła, a miała inne przekonania niż ja znaczy mieszkała przed ślubem 4lata, też mówi że wierzy w Boga i tak dalej a okazało sie że to ona zdradziła, zawiodłam się na niej to niby jej życie ale po tym widać że nigdy sie do konca nie sprawdzisz żyjac przed slubem 5 czy 10 lat. pozdrawiam
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
Silen moja odpowiedź jest taka i niestety z życia wzięta z poprzedniego roku, znam kilka par czyli prawie 3 które są po rozwodzie (jedna w trakcie), były tak samo czyste jak Wy, zero mieszkania przed ślubem i zero sexu, a teraz jest rozwód bo nie ma ani poruzumienia w życiu codziennym, w sprawie sexu i w wielu innychn sprawach naprawdę błahych ! Ja tego uniknęłam bo stwierdziliśmy że skoro mamy swoje lata to nie będziemy cudować i zobaczymy jak się nam ze sobą żyję, a że pierwszy rok ne był łatwy to inna sprawa! i powiem Ci tak nie żałujemy bo każdy z nas był w długim związku i był zaręczony (ja 7,5 roku mój mąż 5 lat)! Mając wcześniej nauczkę jak było zdecydowaliśmy się na to wspólne mieszkanie świadomie i jesteśmy do dnia dzisiejszego szcześliwi i powiem tak jak Wam się nie podoba to tylko i wyłącznie Wasz problem! My jestesmy ze sobą i to jest najważniejsze ! Do Silen więcej dystansu i życzę takeggo szcześcia jakie my mamy !
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
Jeśli chodzi o mieszkanie przed ślubem ja mieszkałam z moim mężem 2 lata i po to zamieszkałam aby zobaczyć czy do siebie pasujemy pod każdym względem. Jest mnóstwo par które żyją do dnia slubu osobno, potem nastepuje zderzenie 2 osób w życiu razem i po jakimś czasie są rozwody! My się dotarliśmy chyba w każdym możliwym calu, choć przez pierwszy rok bywało niezbyt fajnie, były awantury, próby wyprowadzki ale tylko po to żeby się dotrzeć i wiedzieć że idę do ślubu tylko z tą jedną osobą !
misia to twoje słowa czyli jak sie sprawdzimy bierzemy slub jak nie to nie bierzemy czy to nie egzamin???
a osobie której obiecałam kontakty do ksieży wyśle jutro pozdrawiam
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
ile osób tyle zdań. Moje zdanie nie musi nikogo obchodzić , ale napiszę jedno- my poszliśmy do pierwszej spowiedzi tydzień czy dwa przed ślubem i w ramach "wyścigu" stanęliśmy w dwóch różnych kolejkach. mój mąż dostał rozgrzeszenie , ja nie . nie dość że nie wygrałam czasowo, to jeszcze byłam potępiona przez księdza :) mogłam nie dawać kartki do podpisu i pójść stanąć do kolejki mojego męża :)))
pozdrawiam wszystkich i się tak nie irytujcie bo Wam zmarszczki do ślubu powstaną :))))
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
a kto Tobie powiedział że mieszkaliśmy ze sobą i docieraliśmy się w ramach egzaminu ?
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
mieszkanie ze sobą nie jest poniekąd grzechem.
piszę poniekąd bo nie znam pary która mieszkając razem nie uprawiałaby seksu czyli grzeszyła.
ale wiem ze takie pary są. naprawdę.
bo nic człowieka nie wkurza bardziej niż uogólnienia...

idąc do spowiedzi i mówiąc że mieszkacie bez ślubu dla księży jest logiczne- grzech- szans na poprawę brak- żalu za ten grzech też- nie dziwie się że nie dostajecie rozgrzeszeń...

seks jest super, mieszkanie razem też ALE Z MIŁOŚĆI a nie w ramach egzaminu.


popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
do góry