życie to ciągły wybór... w tym miejscu w którym każdy z nas jest( narzeczeństwo) to grzech albo "miłość po swojemu"
wydaje mi się że każdy z tu piszących ma podobne zdanie na temat tej bliskości na maxsa, mieszkania razem. że to nie jest zaspokojenie potrzeb fizycznych tylko coś więcej... .
niestety każdy wybór niesie ze sobą konsekwencje. dobre i złe.
nie będę jednak teraz o tym pisać, bo decydując się na którąś z tych dróg pewnie i tak niejednokrotnie każdy z Was nad tym myślał.
autorka wątku zwłaszcza.
Kościół nie może co pokolenie zmieniać zasad funkcjonowania. To że my, wzorujemy się na tym co się za Oceanem dzieje nie znaczy że Kościół ma iść w nasze ślady.
Kiedy nasi rodzice/dziadkowie byli w naszym wieku pewnie mieli takie same dylematy, lecz mniej odwagi by zastanawiać się nad tym w tak szerokim gronie oraz z taką swobodą.
To my mamy dopasować się do Kościoła a nie Kościół do nas.
Też wiele rzeczy, praw mnie w Kościele drażni.
Ale nie mam do Boga o to pretensji bo już wybrałam swoją drogę w pełni świadoma konsekwencji.
Zupełnie zatem nie rozumiem dlaczego dziwicie się że postępując wbrew nauce Kościoła nie dostajecie rozgrzeszenia.
też ostro bym się wkurzyła gdyby jakiś ksiądz kazał mi przyznawać się przed innym księdzem do tego iż rozgrzeszenia nie dostałam.
to już chyba nie jego sprawa bo to będzie inna spowiedź z innym księdzem.
ale ja sama bym się przyznała. poszukała bym księdza z którym przeprowadziłabym ostrą dyskusję - spowiedź przedstawiając swoje racje bądź też usilnie starając się zrozumieć dlaczego nie dostałam rozgrzeszenia jeżeli byłoby to dla mnie tajemnicą.
tReNt autor książki zdradza w jakim stylu będą ujęte Jego myśli...