Widok
aaaaaa mhroczny pokemon.
Manson, Ty zawsze znajdziesz sobie coś fajnego ;)
Żeby nie było, to pierwszy raz na oczy widzę, chyba że to moje alter ego, o którym nic nie wiem.... (taki mały oddzielny móżdżek z oczami na słupkach wyrastający z potylicy).
Zawsze miałam jakąś tam słabość do mhroku, ale bardziej mnie to bawi, niż pociąga. "Czerń, krzyże, wampiry, smutek itp. " :D właśnie, a zwłaszcza "itp".
Minister zdrowia stawia zwłaszcza na "dużo krwi".
Manson, Ty zawsze znajdziesz sobie coś fajnego ;)
Żeby nie było, to pierwszy raz na oczy widzę, chyba że to moje alter ego, o którym nic nie wiem.... (taki mały oddzielny móżdżek z oczami na słupkach wyrastający z potylicy).
Zawsze miałam jakąś tam słabość do mhroku, ale bardziej mnie to bawi, niż pociąga. "Czerń, krzyże, wampiry, smutek itp. " :D właśnie, a zwłaszcza "itp".
Minister zdrowia stawia zwłaszcza na "dużo krwi".
Wszak oto odczuwam poniekąd obawę,
Że zaraz zwariuję albo też niebawem.
Że zaraz zwariuję albo też niebawem.
Twój wątek
skoro nic nie wyszło ze zjazdu anestezjologów
to sobie chociaż pobędę na Twoim wątku
taaa, nie wiem, czy chciałabym teraz rozbijać sobie namiot w krzaczorach w okolicy Twojego domostwa :)
choć ostatnio miałam z psami w tipi spać. tyle, że w tipi można się powędzić przy ognisku, a w namiocie, którego nie mam, nie za bardzo.
to sobie chociaż pobędę na Twoim wątku
taaa, nie wiem, czy chciałabym teraz rozbijać sobie namiot w krzaczorach w okolicy Twojego domostwa :)
choć ostatnio miałam z psami w tipi spać. tyle, że w tipi można się powędzić przy ognisku, a w namiocie, którego nie mam, nie za bardzo.
:DD Ćmo...jesteś the best of.
Manson daj mi wtedy trochę posiedzieć w Twoim wątku też, w zamian powiem, że z czerwonego agrestu wychodzi wino różowe, kończę właśnie drugą i ostatnią 10l 2letnią butel. Róbta co chceta, ale jeśli o agrest biega to wina są bajeczne, celujcie w mocne lekko słodkie. No nic zmęczenie przynosi powoli odrętwienie, ale jeszcze ten przepiękny tekst piosenki i to brzmienie- to tak Manson do tej Twojej zamrożonej żurawiny piję sobie, kumasz cranberries oznacza żurawiny, dobra bo zaczynam pisać jakbym nie wierzył w Twój intelekt i w swój zarazem też bo to wszystko jest zespołem naczyń połączonych przecież.
http://madziaa777.wrzuta.pl/audio/6UroSYTza1/
Manson daj mi wtedy trochę posiedzieć w Twoim wątku też, w zamian powiem, że z czerwonego agrestu wychodzi wino różowe, kończę właśnie drugą i ostatnią 10l 2letnią butel. Róbta co chceta, ale jeśli o agrest biega to wina są bajeczne, celujcie w mocne lekko słodkie. No nic zmęczenie przynosi powoli odrętwienie, ale jeszcze ten przepiękny tekst piosenki i to brzmienie- to tak Manson do tej Twojej zamrożonej żurawiny piję sobie, kumasz cranberries oznacza żurawiny, dobra bo zaczynam pisać jakbym nie wierzył w Twój intelekt i w swój zarazem też bo to wszystko jest zespołem naczyń połączonych przecież.
http://madziaa777.wrzuta.pl/audio/6UroSYTza1/
"Niektóre rzeczy są dokładnie tym, czym są, i niczym innym."
Charles Bukowski.
Charles Bukowski.
Lata praktyki Kropeczko :-] Co do warzenia piwa to wcale nie jest to taka prosta sprawa oczywiście przy założeniu, że nie kupujemy gotowego półproduktu w proszku za 50zł mam na myśli coś takiego
http://www.allegro.pl/item489945157_nawarz_sobie_piwo_1_butelka_za_1_zl_lager.html
tylko warzymy wszystko od podstaw. Kiedyś szczęśliwy, że już wszystko wiem w temacie wytwarzania piwa, na pewnym forum udało mi się zachęcić jedną osóbkę do zdradzenia tajników procesu produkcji jego piwa. Kolega "pojechał" z taką terminologią i szczegółami, że schowałem się pod kamień. Co do wyrobu wina to jest łatwo i niełatwo. Łatwo jeśli robimy na ślepo w myśl zasady co wyjdzie to wyjdzie, a trochę trudniej jeśli naszym celem jest 14% lekko wytrawne z nutką dekadencji :DD. Stosunkowo najłatwiejsze na początek jest sporządzanie nalewek, później można przejść do wina i miodów pitnych, a na koniec proponuję temat tworzenia browaru. Jak kiedyś będziesz potrzebowała porady to pytaj.
http://www.allegro.pl/item489945157_nawarz_sobie_piwo_1_butelka_za_1_zl_lager.html
tylko warzymy wszystko od podstaw. Kiedyś szczęśliwy, że już wszystko wiem w temacie wytwarzania piwa, na pewnym forum udało mi się zachęcić jedną osóbkę do zdradzenia tajników procesu produkcji jego piwa. Kolega "pojechał" z taką terminologią i szczegółami, że schowałem się pod kamień. Co do wyrobu wina to jest łatwo i niełatwo. Łatwo jeśli robimy na ślepo w myśl zasady co wyjdzie to wyjdzie, a trochę trudniej jeśli naszym celem jest 14% lekko wytrawne z nutką dekadencji :DD. Stosunkowo najłatwiejsze na początek jest sporządzanie nalewek, później można przejść do wina i miodów pitnych, a na koniec proponuję temat tworzenia browaru. Jak kiedyś będziesz potrzebowała porady to pytaj.
"Niektóre rzeczy są dokładnie tym, czym są, i niczym innym."
Charles Bukowski.
Charles Bukowski.
Kropa, nie słuchaj ~~c~~'ego.
Tu nie ma o co pytać.
Tylko ćwiczenie czyni mistrza.
Bier worek cukru, z 50 kg soczystych owoców, piątkę spirtu i dawaj w moje lasy - poćwiczysz, to nabierzesz wprawy :-)))
Reszta dodatków się znajdzie, a jak nie to kupimy na allegro :-)))
Tylko uczciwe ostrzegam: z tej storny mocy nie chce się wracać na Waszą.
Tu nie ma o co pytać.
Tylko ćwiczenie czyni mistrza.
Bier worek cukru, z 50 kg soczystych owoców, piątkę spirtu i dawaj w moje lasy - poćwiczysz, to nabierzesz wprawy :-)))
Reszta dodatków się znajdzie, a jak nie to kupimy na allegro :-)))
Tylko uczciwe ostrzegam: z tej storny mocy nie chce się wracać na Waszą.
Manson, Ty to tak prosto z mostu i wszystkie karty wykładasz, a wiesz kobiety lubią mgiełkę tajemniczości, szczyptę magii i mistyki. hehehehe co ja bredzę z rana... Kropeczko Manson ma rację, zaprzęgaj wóz do kobyłek, kup atlas owoców (żeby zliczyć ile natura dała użytecznych owocków), zahacz po drodze o cukrownie i galopuj na leśne warsztaty. Pamiętaj o ostatnim zdaniu wiele z ludowej mądrości Manson tu zawarł. >:]
"Niektóre rzeczy są dokładnie tym, czym są, i niczym innym."
Charles Bukowski.
Charles Bukowski.
Wiesz co, natchnąłeś mnie nową myślą: a może uczynić sobie z robienia win i nalewek działalność gospodarczą???
Spirt w hurcie mam w gorzelni 25 km od mnie, rozliczanie akcyzy i nadzór podatkowy mi nie straszne, owocowości wszelkiej maści w okolicy dostatek (żurawina była po 10 zł, jagody po 6 zł - jak ktoś ma ochotę to w przyszłym roku śmiało zagadać, załatwię), o jabłkach, gruszkach i porzeczkach nie warto nawet wspominać.
I to by można nazwać uczciwie: home made with forest flavour.
C, w Święta siedzę w przepisach prawnych, a potem się obaczy :-)))
Spirt w hurcie mam w gorzelni 25 km od mnie, rozliczanie akcyzy i nadzór podatkowy mi nie straszne, owocowości wszelkiej maści w okolicy dostatek (żurawina była po 10 zł, jagody po 6 zł - jak ktoś ma ochotę to w przyszłym roku śmiało zagadać, załatwię), o jabłkach, gruszkach i porzeczkach nie warto nawet wspominać.
I to by można nazwać uczciwie: home made with forest flavour.
C, w Święta siedzę w przepisach prawnych, a potem się obaczy :-)))
Pytanie tylko/aż co na to nasze prawo. Pomysł zacny i szlachetny. Z tego co mi wiadomo to warsztaty np. miodosytniczne regularnie odbywają się na Kaszubach na kanwie hobbystycznej, pszczelarze, winiarze, amatorzy. Ciekawe właśnie jak to wyglądałoby od strony prawnej w przypadku działalności gospodarczej. Poszperaj zatem, a Ty Kropka się śpiesz, bo Manson Cię jeszcze skasuje za pokaz mieszania jabłek, wody i cukru. ;)
"Niektóre rzeczy są dokładnie tym, czym są, i niczym innym."
Charles Bukowski.
Charles Bukowski.
A no to se uwędziliśmy ze znajomym ryby.
Ja hali i flondery, no a kumpel chude.
Poza tym nadmienię Brat, że działkowy Krzych nie dalej jak 7dni wstecz wędził pół świniaka :) Ja dobre fluidy ściągam od ludzi, prawie tak dobrze jak chmurę dyma z camela :)
Dobre inspiracje, oraz sugestie są dla mnie zawsze warte czasu uwagi.
Zatem mam brulion, ołówek, gumkę (do mazania) oraz ekierkę i se rysuję różne prodżekty. No i kurka blada po tygodniu detoxu okazało się nagle, że kończę połówkę sam - kto nicpoństwo wyssał z mlekiem matki ten księdzem nie umrze. Ale nie o tym chciałem.
No do rzeczy.
Będę robił dla się wędzarnię na wiosnę.
Na razie mam prodżekt we łbie. Murowana. Nie będę z tym uprawiał seksu, ani tym bardziej się pieścił. Tu nie ma nad czym przemyśliwać. Ot prosto. Zazbrojony+ zagruzowny i wylany fundament. Kubatura (może są jakoś wyliczę) wykonana będzie w formie szalunków o tak fikuśnych kształtach jak mi się zamarzy, w świeżą zaprawę równomiernie załaduję do połowy objętości kamienie jednakowych gabarytów mniej, a więcej wielkości małej, kobiecej piąstki. (kamienie będą do połowy wciśnięte w świeżą zaprawę, a połowę będą wystawały)
Myślę se, że boki i góra będą miały kształty "beczkowate". Komin prosty.Temperatura wędzenia z alternatywą. Po co się ograniczać. I na ciepło i na gorąco. Wstępną komorę grzania se daruję. Dwie pary żeliwnych drzwiczek do palenisk (takie od starych martenów dla regulacji ciągu, to i estetyczne i praktyczne podejście) Do komory wędzarniczej drzwiczki obowiązkowo z klepek np. dębowych.
I tak se dumam.
Jak skończę prodżektować dla siebie to łyknę pół szklanki czystej, i pomyślę o czymś dla Cię.
Ja wizję już mam tego, co by Ci mogło zapasić.
Taka mała budowla :))
Miejsca masz dość. Pomyśl tylko w której części obejścia najbardziej lubisz sączyć, pichcić i ewentualnie przyjmować głodne gęby.
I rozumiem, że wersja o kształcie la parilla wciąż obowiązuje :)
Rozumiem także, iż doroczny tradycyjny zjazd anestezjologów wciąż aktualnym jest za rok.
Poważnie teraz. W przyszłym roku jak nie umrę, i jak będzie ciepło, i jak będziesz miał czas i jak Szuroczka się zgodzi ;) i jeśli czarne diabły mnie nie zagryzą to postaram się załatwić (za free, bo ja z bankowcami też nie piję) jakiś sensowny materiał i wówczas by można zacząć mieszać zaprawę i wpijać gwózdki. Inni se mogą pić i śpiewać przy ognichu.
Fajna płaszczyzna obróbki termicznej w tej la parrilli.
Coraz bardziej mnie się widzi ta wersja.

Uploaded with ImageShack.us

Uploaded with ImageShack.us
Ja hali i flondery, no a kumpel chude.
Poza tym nadmienię Brat, że działkowy Krzych nie dalej jak 7dni wstecz wędził pół świniaka :) Ja dobre fluidy ściągam od ludzi, prawie tak dobrze jak chmurę dyma z camela :)
Dobre inspiracje, oraz sugestie są dla mnie zawsze warte czasu uwagi.
Zatem mam brulion, ołówek, gumkę (do mazania) oraz ekierkę i se rysuję różne prodżekty. No i kurka blada po tygodniu detoxu okazało się nagle, że kończę połówkę sam - kto nicpoństwo wyssał z mlekiem matki ten księdzem nie umrze. Ale nie o tym chciałem.
No do rzeczy.
Będę robił dla się wędzarnię na wiosnę.
Na razie mam prodżekt we łbie. Murowana. Nie będę z tym uprawiał seksu, ani tym bardziej się pieścił. Tu nie ma nad czym przemyśliwać. Ot prosto. Zazbrojony+ zagruzowny i wylany fundament. Kubatura (może są jakoś wyliczę) wykonana będzie w formie szalunków o tak fikuśnych kształtach jak mi się zamarzy, w świeżą zaprawę równomiernie załaduję do połowy objętości kamienie jednakowych gabarytów mniej, a więcej wielkości małej, kobiecej piąstki. (kamienie będą do połowy wciśnięte w świeżą zaprawę, a połowę będą wystawały)
Myślę se, że boki i góra będą miały kształty "beczkowate". Komin prosty.Temperatura wędzenia z alternatywą. Po co się ograniczać. I na ciepło i na gorąco. Wstępną komorę grzania se daruję. Dwie pary żeliwnych drzwiczek do palenisk (takie od starych martenów dla regulacji ciągu, to i estetyczne i praktyczne podejście) Do komory wędzarniczej drzwiczki obowiązkowo z klepek np. dębowych.
I tak se dumam.
Jak skończę prodżektować dla siebie to łyknę pół szklanki czystej, i pomyślę o czymś dla Cię.
Ja wizję już mam tego, co by Ci mogło zapasić.
Taka mała budowla :))
Miejsca masz dość. Pomyśl tylko w której części obejścia najbardziej lubisz sączyć, pichcić i ewentualnie przyjmować głodne gęby.
I rozumiem, że wersja o kształcie la parilla wciąż obowiązuje :)
Rozumiem także, iż doroczny tradycyjny zjazd anestezjologów wciąż aktualnym jest za rok.
Poważnie teraz. W przyszłym roku jak nie umrę, i jak będzie ciepło, i jak będziesz miał czas i jak Szuroczka się zgodzi ;) i jeśli czarne diabły mnie nie zagryzą to postaram się załatwić (za free, bo ja z bankowcami też nie piję) jakiś sensowny materiał i wówczas by można zacząć mieszać zaprawę i wpijać gwózdki. Inni se mogą pić i śpiewać przy ognichu.
Fajna płaszczyzna obróbki termicznej w tej la parrilli.
Coraz bardziej mnie się widzi ta wersja.

Uploaded with ImageShack.us

Uploaded with ImageShack.us
Z naciskiem na zaczyniać.
No bo właśnie o to chodzi. O konfrontację i wnioski z niej płynące.
A ta Twoja projekcja odnośnie wędzarni to jaka?
Jaki materiał chcesz użyć (drewno?, cegły?, beton?, czy beton i kafelki :)? i jak widzisz samo wykończenie.
A może Tobie pospawać tę wędzarnię, co? :D, toć rury na szczelność spawałem dawniej, więc spawać potrafię. Makietowałem samemu kiedyś całe systemy hydrauliczne na łajbach od a do z. Od przyjęcia do odbioru. Wiesz, to makietowanie ciągów rurowych to jest naprawdę fajna zabawa. Ale szybko nudzi.
Tylko nie mam spawarki na stanie, ale mogę pożyczyć.
Zresztą wykonać najprostszą spawarkę od strony elektrycznej to jest wielki pikuś. Przez duże W. Toć w słonecznej Italii serwisowałem spawarki. Tylko skąd ja wezmę tak duże trafo. Eeee w odmętach sadyby pomiędzy pustymi flaszkami buda się pewno znajdzie :)
No bo właśnie o to chodzi. O konfrontację i wnioski z niej płynące.
A ta Twoja projekcja odnośnie wędzarni to jaka?
Jaki materiał chcesz użyć (drewno?, cegły?, beton?, czy beton i kafelki :)? i jak widzisz samo wykończenie.
A może Tobie pospawać tę wędzarnię, co? :D, toć rury na szczelność spawałem dawniej, więc spawać potrafię. Makietowałem samemu kiedyś całe systemy hydrauliczne na łajbach od a do z. Od przyjęcia do odbioru. Wiesz, to makietowanie ciągów rurowych to jest naprawdę fajna zabawa. Ale szybko nudzi.
Tylko nie mam spawarki na stanie, ale mogę pożyczyć.
Zresztą wykonać najprostszą spawarkę od strony elektrycznej to jest wielki pikuś. Przez duże W. Toć w słonecznej Italii serwisowałem spawarki. Tylko skąd ja wezmę tak duże trafo. Eeee w odmętach sadyby pomiędzy pustymi flaszkami buda się pewno znajdzie :)
Zmieniam temat.
Bo jakbym go podpiął tam, gdzie uważam za zasadne, to znowu wyjdę na buca i damskiego boksera.
Czniać to.
Niech mądrzy mają swoją mądrość, a głupi swoją. Niech MS i inni pilnują swojego oprogramowania swoimi sposobami, a ja będę pilnował mojego lasu moimi. Ostry latający kilof, kilka siekierek, ognisko do opalania łba i sfora do konsumpcji resztek.
Ale to sobie przeczytałem http://muzyka.onet.pl/10174,1632765,0,1,wywiady.html i uważam, że ładne. Znam wielu ludzi, którzy uważają Hołdysa za buca. I cieszę się, że mnie też.
Bo jakbym go podpiął tam, gdzie uważam za zasadne, to znowu wyjdę na buca i damskiego boksera.
Czniać to.
Niech mądrzy mają swoją mądrość, a głupi swoją. Niech MS i inni pilnują swojego oprogramowania swoimi sposobami, a ja będę pilnował mojego lasu moimi. Ostry latający kilof, kilka siekierek, ognisko do opalania łba i sfora do konsumpcji resztek.
Ale to sobie przeczytałem http://muzyka.onet.pl/10174,1632765,0,1,wywiady.html i uważam, że ładne. Znam wielu ludzi, którzy uważają Hołdysa za buca. I cieszę się, że mnie też.
hołdys bana dostał od lisa. nie wiem czy za porównanie zaplutego szaleńca do gomułki, czy za zrównanie słońca peru z dżdżownicą. nie wiem, mam ważniejsze sprawy na głowie, niż analizowanie zachowań wyżelowanego dupka o chytrym nazwisku. on sam przyznał, że traktuje swoich widzów i czytelników jak kompletnych idiotów. zaraz znajdę odpowiedniego linka. na razie o banie dla zbycha będzie:
http://www.wpolityce.pl/view/7439/Zbigniew_Holdys__Wlasnie_zrezygnowalem_z_dalszego_pisania_felietonow_do_Wprost__Nie_umiem_myslec_inaczej__niz_mysle__Lecimy_dalej____.html
http://www.wpolityce.pl/view/7439/Zbigniew_Holdys__Wlasnie_zrezygnowalem_z_dalszego_pisania_felietonow_do_Wprost__Nie_umiem_myslec_inaczej__niz_mysle__Lecimy_dalej____.html
no i wzorcu cnót wszelakich, człowieku wielkiej skromności i lwie salonowym - tomaszu lisie. na kolana chamy!
http://www.youtube.com/watch?v=qmkEmNWP0ug
http://www.youtube.com/watch?v=qmkEmNWP0ug
- to oni garują bardziej, niż my !?
- bez porównania....
http://blog.rp.pl/ziemkiewicz/2011/02/20/bez-wodki-nie-da-rady/
- bez porównania....
http://blog.rp.pl/ziemkiewicz/2011/02/20/bez-wodki-nie-da-rady/
przeważnie nie używam dużych liter. to nie lekceważenie kogokolwiek. to nawet nie bunt. to po prostu lenistwo
Ostatnich to może właśnie nie, jakoś tak - w moim odczuciu - trochę się opuściły. Tak mnie chyba lekko zniechęciło po lekturze "Rzezi bezkręgowców". A może miałem gorszy okres? W każdym bądź razie jakoś miałem zawsze coś bardziej intrygującego do poczytania :) Co oczywiście nie oznacza, że do Chmielewskiej nie wrócę. Jak dożyję to na pewno :)
:)))...to u Ciebie wesoło jest;)
To jest miód z czarnym bzem połączony:D,w jednym słoiczku,jem łyżeczką,mniaaam,słodkie jak cholera ale dobre...pierwszy raz coś takiego zakupiłam z ekologicznej pszczelarni (tak się przynajmniej chwalą)
A teraz zabieram się za Wstyd (to tytuł filmu,żeby nie było;)
Jak obejrzę to powiem czy warto.
To jest miód z czarnym bzem połączony:D,w jednym słoiczku,jem łyżeczką,mniaaam,słodkie jak cholera ale dobre...pierwszy raz coś takiego zakupiłam z ekologicznej pszczelarni (tak się przynajmniej chwalą)
A teraz zabieram się za Wstyd (to tytuł filmu,żeby nie było;)
Jak obejrzę to powiem czy warto.
Shame...Obejrzałam...uczucia mieszane...erotyki sporo ale naturalnie nie w tym rzecz aczkolwiek oczywiście gra tutaj główną rolę....smutne i pewnie wcale nie takie rzadkie wśród "robiących karierę" młodych współczesnych....jak zwykle bywa dom rodzinny jest podłożem problemów...żal,żal takich ludzi i takiego życia,często dopiero w tragicznych momentach przychodzi opamiętanie.
Michael Fassbender to jeden z przystojniejszych aktorów, który zagrał pana Rochestera w Jane Eyre :) W dodatku piknie tańczy, obejrzyjcie :) Panowie opowiadają, jak pracowało się na planie, jak bardzo poważnie M. F. pochodził do pracy i jak trudno było go wygonić z przyczepy, czyniła to tylko jedna piosenka :)
http://www.youtube.com/watch?v=ELwihE8dLTA
http://www.youtube.com/watch?v=ELwihE8dLTA
Mój ulubiony pan Rochester :) Polecam film :
http://www.filmweb.pl/video/zwiastun/nr+1+%28polski%29-26279
http://www.filmweb.pl/video/zwiastun/nr+1+%28polski%29-26279
Uwaga, zmieniam temat !!!
Bardzo mnie refleksyjnie nastraja wątek kranika.
Nie wiem, czy mogę w nim pisać, więc piszę tutaj. Jakoś ostatnio wielu ludzi zrobiło się przewrażliwionych w temacie tego kto i co może pisać w wątkach przez nich założonych.
Próbowałem sobie tę całą sytuację przełożyć na ludzki.
Wyszło mi, że chodzi o zasoby. A konkretnie jest konflikt o energię. A jeszcze konkretniej o energię psychofizyczną.
Jak powszechnie wiadomo energia przechodzi z jednego stanu skupienia w inny i jest zasobem wielce pożądanym nawet na naszym poziomie pojmowania świata. Wszak węgiel w komórce zapewnia ciepło, a pełen portfel obfity w energię pokarm. Człowiek też jest źródłem energii i jako taki jest pożądany.
I tutaj mamy sedno konfliktu. Jeden możny (nazwijmy go bytem z wyższego poziomu) chętnie zawładnął by zasobami energetycznymi, na które ma chrapkę także i inny możny. A więc obaj możni podejmują szereg kroków i działań, których celem jest zgromadzenie bateryjek i zarazem pozbawienie ich przeciwnika. Tak więc nawołują, wojują, oskarżają i robią różne rzeczy, jakie się w takich wypadkach robi.
Kranik jest wiernym wyznawcą własnego możnego i chwała mu, własnego pana trzeba szanować i życzyć mu dobrze. Dlatego też kranik twierdzi, że jego pan jest najlepszy, a ten drugi to cieć, łachudra, złodziej i pijak (bo każdy pijak...). Ludzie tego drugiego mówią to samo o panu kranika, co logiczne.
Gdzie jest prawda? Ja nie wiem, ale myślę, że pośrodku.
Kranik jeżeli nie jest zaufanym zausznikiem swojego pana to niewiele wie, co pan tak naprawdę zamierza. Ot, dostał zadanie i je wykonuje. Ale swoim umysłem nie ogarnia po co, bo za nisko stoi w hierarchii. Może wykonuje jakieś ważne zadanie, a może jest tylko wabikiem dla odwrócenia uwagi. Nie wiem. Kranik tez chyba nie wie. Bo nie słyszałem, aby pan troszczył się o to, by służba wiedziała co i dlaczego czyni. Tutaj działa zasada rozkaz i wykonać albo kara. I służba posłusznie robi co pan każe. Bez szemrania. (Ksiądz wini pana, pan księdza, a nam biednym zewsząd nędza). Pan się służbie nie opowiada ze swoich zamiarów.
A może kranik jest wyżej postawiony i wie więcej? Jeżeli tak to w efekcie pary z gęby nie puści, bo nie po to z nami rozmawia jak rozmawia, żeby się teraz demaskować.
I tu bieda, i tu nie ma ratunku.
W przypadku feudalnego konfliktu dwóch bytów wyższych o zasoby można albo opowiedzieć się po stronie któregoś z nich, albo pozostać poza konfliktem.
W pierwszym przypadku oddajemy swoje ego panu, co zrobił kranik, i walcząc w jego interesie liczymy, że i on o nas nie zapomni.
W drugim nie sprzedajemy się, co zrobiłem ja, tylko jako wolny i dziki patrzymy sobie z oddali co będzie, bez angażowania się w konflikt (prędzej czy później na nas też zapolują, wiecie - energia chodząca luzem).
Niechże pisze tu kto chce i co chce, gdyby było na temat byłoby fajnie, ale to nie jest wymóg niezbędny.
Pokój wszystkim istotom na całym wszechświecie bez względu na wymiar, w którym bytują. Kluczem jest współpraca, a nie współzawodnictwo. Rzekłem.
Bardzo mnie refleksyjnie nastraja wątek kranika.
Nie wiem, czy mogę w nim pisać, więc piszę tutaj. Jakoś ostatnio wielu ludzi zrobiło się przewrażliwionych w temacie tego kto i co może pisać w wątkach przez nich założonych.
Próbowałem sobie tę całą sytuację przełożyć na ludzki.
Wyszło mi, że chodzi o zasoby. A konkretnie jest konflikt o energię. A jeszcze konkretniej o energię psychofizyczną.
Jak powszechnie wiadomo energia przechodzi z jednego stanu skupienia w inny i jest zasobem wielce pożądanym nawet na naszym poziomie pojmowania świata. Wszak węgiel w komórce zapewnia ciepło, a pełen portfel obfity w energię pokarm. Człowiek też jest źródłem energii i jako taki jest pożądany.
I tutaj mamy sedno konfliktu. Jeden możny (nazwijmy go bytem z wyższego poziomu) chętnie zawładnął by zasobami energetycznymi, na które ma chrapkę także i inny możny. A więc obaj możni podejmują szereg kroków i działań, których celem jest zgromadzenie bateryjek i zarazem pozbawienie ich przeciwnika. Tak więc nawołują, wojują, oskarżają i robią różne rzeczy, jakie się w takich wypadkach robi.
Kranik jest wiernym wyznawcą własnego możnego i chwała mu, własnego pana trzeba szanować i życzyć mu dobrze. Dlatego też kranik twierdzi, że jego pan jest najlepszy, a ten drugi to cieć, łachudra, złodziej i pijak (bo każdy pijak...). Ludzie tego drugiego mówią to samo o panu kranika, co logiczne.
Gdzie jest prawda? Ja nie wiem, ale myślę, że pośrodku.
Kranik jeżeli nie jest zaufanym zausznikiem swojego pana to niewiele wie, co pan tak naprawdę zamierza. Ot, dostał zadanie i je wykonuje. Ale swoim umysłem nie ogarnia po co, bo za nisko stoi w hierarchii. Może wykonuje jakieś ważne zadanie, a może jest tylko wabikiem dla odwrócenia uwagi. Nie wiem. Kranik tez chyba nie wie. Bo nie słyszałem, aby pan troszczył się o to, by służba wiedziała co i dlaczego czyni. Tutaj działa zasada rozkaz i wykonać albo kara. I służba posłusznie robi co pan każe. Bez szemrania. (Ksiądz wini pana, pan księdza, a nam biednym zewsząd nędza). Pan się służbie nie opowiada ze swoich zamiarów.
A może kranik jest wyżej postawiony i wie więcej? Jeżeli tak to w efekcie pary z gęby nie puści, bo nie po to z nami rozmawia jak rozmawia, żeby się teraz demaskować.
I tu bieda, i tu nie ma ratunku.
W przypadku feudalnego konfliktu dwóch bytów wyższych o zasoby można albo opowiedzieć się po stronie któregoś z nich, albo pozostać poza konfliktem.
W pierwszym przypadku oddajemy swoje ego panu, co zrobił kranik, i walcząc w jego interesie liczymy, że i on o nas nie zapomni.
W drugim nie sprzedajemy się, co zrobiłem ja, tylko jako wolny i dziki patrzymy sobie z oddali co będzie, bez angażowania się w konflikt (prędzej czy później na nas też zapolują, wiecie - energia chodząca luzem).
Niechże pisze tu kto chce i co chce, gdyby było na temat byłoby fajnie, ale to nie jest wymóg niezbędny.
Pokój wszystkim istotom na całym wszechświecie bez względu na wymiar, w którym bytują. Kluczem jest współpraca, a nie współzawodnictwo. Rzekłem.
Fajnie porównałeś to do chęci zawładnięcia zasobów energii, to bardzo trafne spostrzeżenie, nie tylko odnoszące się do religii, ale również do stosunków międzyludzkich.
Dużo racji jest w tym, że najrozsądniej byłoby pozostać między konfliktem, jednak skoro to takie logiczne, dlaczego tak mało ludzi pozostaje niezaangażowanych w to całe przedsięwzięcie? Dlaczego tyle osób służy? Dlaczego tego potrzebują? Z głupoty? Osoba potrafiąca nie ulegać w takim przypadku, musi być albo wyjątkowo mądra, albo mało potrzebująca, albo bardzo zapatrzona w siebie. Tak sobie myślę, że w życiu człowieka są chwile, że nie potrzebuje nikogo, ale co zrobić, gdy przyjdzie czas niedoli i niemocy, potrzeby siły wyższej, bytu doskonalszego niż my sami? Co wtedy? Szukać Pana i dołączyć do bandy głupców czy w trosce o idee skończyć ze sobą?
Dużo racji jest w tym, że najrozsądniej byłoby pozostać między konfliktem, jednak skoro to takie logiczne, dlaczego tak mało ludzi pozostaje niezaangażowanych w to całe przedsięwzięcie? Dlaczego tyle osób służy? Dlaczego tego potrzebują? Z głupoty? Osoba potrafiąca nie ulegać w takim przypadku, musi być albo wyjątkowo mądra, albo mało potrzebująca, albo bardzo zapatrzona w siebie. Tak sobie myślę, że w życiu człowieka są chwile, że nie potrzebuje nikogo, ale co zrobić, gdy przyjdzie czas niedoli i niemocy, potrzeby siły wyższej, bytu doskonalszego niż my sami? Co wtedy? Szukać Pana i dołączyć do bandy głupców czy w trosce o idee skończyć ze sobą?
> Dlaczego tego potrzebują? Z głupoty?
Wg mnie: większość z rozpędu ;)
> co zrobić, gdy przyjdzie czas niedoli i niemocy, potrzeby siły wyższej, bytu doskonalszego niż my sami?
Spojrzenie ateisty:
Nie ma bytu doskonalszego niż my sami. Dla nas.
Nawet Byt Doskonały czyli Bóg, jest tylko projekcją.
Byt ten próbujemy jakoś sobie wyobrazić - ale to tylko nasze myśli Go określają.. zatem nie może być doskonalszy (DLA NAS) od tego, co już w głowie mamy.
Warto pracować nad tym, aby mieć tam więcej i rozszerzać projekcję Absolutu.
Wg mnie: większość z rozpędu ;)
> co zrobić, gdy przyjdzie czas niedoli i niemocy, potrzeby siły wyższej, bytu doskonalszego niż my sami?
Spojrzenie ateisty:
Nie ma bytu doskonalszego niż my sami. Dla nas.
Nawet Byt Doskonały czyli Bóg, jest tylko projekcją.
Byt ten próbujemy jakoś sobie wyobrazić - ale to tylko nasze myśli Go określają.. zatem nie może być doskonalszy (DLA NAS) od tego, co już w głowie mamy.
Warto pracować nad tym, aby mieć tam więcej i rozszerzać projekcję Absolutu.
Z rozpędu? To dlaczego po czasie nie zwalniają i nie dochodzą do wniosku, że źle uczynili?
Czyli dla ateisty człowiek jest najdoskonalszym bytem, więc ateista to człowiek zapatrzony w siebie? A skoro nie ma nic doskonalszego niż człowiek, to ateista w niedoli, będzie potrzebować jedynie drugiego człowieka? A co jeżeli ten zwiedzie, nie da siły, nie uruchomi wewnętrznej motywacji, nie wesprze, to co wtedy?
Czyli dla ateisty człowiek jest najdoskonalszym bytem, więc ateista to człowiek zapatrzony w siebie? A skoro nie ma nic doskonalszego niż człowiek, to ateista w niedoli, będzie potrzebować jedynie drugiego człowieka? A co jeżeli ten zwiedzie, nie da siły, nie uruchomi wewnętrznej motywacji, nie wesprze, to co wtedy?
> dlaczego po czasie nie zwalniają
Znacząca większosć zwalnia. Wiara idzie w odstawkę. Liczy się tu i teraz.
No ale skoro Kościół uwzględnia spowiedź, żal, wyznanie winy i odpuszcza grzechy.. to w czym problem? Zawsze da się wrócić.. szczególnie wobec wizji zmiany "stanu skupienia" ;D
> ateista w niedoli, będzie potrzebować jedynie drugiego człowieka?
Zaręczam Ci, że teista również.
W niedoli bardziej liczy się przyjazna dłoń niż Anioły i płonące krzaki
Niektórym ludziom, z naprawdę silnym charakterem, wystarcza Wiara.
Ale z takim charakterem poradziliby sobie równie dobrze, jako niewierzący.
Znacząca większosć zwalnia. Wiara idzie w odstawkę. Liczy się tu i teraz.
No ale skoro Kościół uwzględnia spowiedź, żal, wyznanie winy i odpuszcza grzechy.. to w czym problem? Zawsze da się wrócić.. szczególnie wobec wizji zmiany "stanu skupienia" ;D
> ateista w niedoli, będzie potrzebować jedynie drugiego człowieka?
Zaręczam Ci, że teista również.
W niedoli bardziej liczy się przyjazna dłoń niż Anioły i płonące krzaki
Niektórym ludziom, z naprawdę silnym charakterem, wystarcza Wiara.
Ale z takim charakterem poradziliby sobie równie dobrze, jako niewierzący.
Wiesz, gdyby tak ludzie zwalniali, to po 2 tys lat nie powinno być takiego kultu Boga, a mimo to on nadal twa i w niektórych kręgach, jak widać, jest nadal silny ;)
Skoro Kościół jest taki liberalny a Bóg taki miłosierny i "zawsze da się wrócić", (więc same korzyści) to dlaczego ateiści nie wierzą? Dlaczego wierzących uważają za hipokrytów i dlaczego uważają się za lepszych?
Masz rację, teista też potrzebuje człowieka, a to dlatego, że w człowieku widzi Boga ;) Jednak jak jest wiara, to jest też pokora, a jak jest pokora, to łatwiej poradzić sobie z porażką i zacząć od nowa, nawet bez pomocy drugiego człowieka.
Skoro Kościół jest taki liberalny a Bóg taki miłosierny i "zawsze da się wrócić", (więc same korzyści) to dlaczego ateiści nie wierzą? Dlaczego wierzących uważają za hipokrytów i dlaczego uważają się za lepszych?
Masz rację, teista też potrzebuje człowieka, a to dlatego, że w człowieku widzi Boga ;) Jednak jak jest wiara, to jest też pokora, a jak jest pokora, to łatwiej poradzić sobie z porażką i zacząć od nowa, nawet bez pomocy drugiego człowieka.
>po 2 tys lat nie powinno być takiego kultu Boga
Kult Siły Wyższej jest znacznie starszy niż 2 tys lat. Jest wbudowany w ludzkość od zarania.
> dlaczego ateiści nie wierzą?
To wynika z definicji słowa "ateista" ;)
> Dlaczego wierzących uważają za hipokrytów i dlaczego uważają się za lepszych?
Za hipokrytów uważam hipokrytów. Za "lepszego" się nie uważam. Za innych ateistów odpowiadać nie zamierzam
Kult Siły Wyższej jest znacznie starszy niż 2 tys lat. Jest wbudowany w ludzkość od zarania.
> dlaczego ateiści nie wierzą?
To wynika z definicji słowa "ateista" ;)
> Dlaczego wierzących uważają za hipokrytów i dlaczego uważają się za lepszych?
Za hipokrytów uważam hipokrytów. Za "lepszego" się nie uważam. Za innych ateistów odpowiadać nie zamierzam
Heh, Sadylu, aleś mi pocukrował :-))) Zdradziłem się gdzieś atencją dla Fryderyka? Pozwolę sobie zacytować: "Chcę uczyć się coraz więcej, to, co konieczne w rzeczach, widzieć jako piękne tak stanę się jednym z tych, którzy rzeczy pięknymi czynią. Amor fati: to niechaj odtąd będzie mą miłością! Nie chcę prowadzić wcale wojny przeciw brzydocie. Nie chcę oskarżać, nie chcę oskarżać nawet oskarżyciela. Odwracanie oczu niech będzie moim jedynym przeczeniem! A na ogół: chcę tylko jeszcze kiedyś być potwierdzicielem!".
Moim zdaniem wszystko lub wiele zależy od giętkości umysłu. Wychowanie (należałoby użyć słowa: indoktrynacja) jakie odebraliśmy w dzieciństwie ustawia nas w ściśle określonym kierunku. Dziecko przyjmuje wzorce bez wnikania w to, czy są prawdziwe. A potem się tymi wzorcami kieruje w życiu. No i nagle zaczyna coś nie banglać. I tutaj jedni zamykają oczy mówiąc - to ze mną coś nie tak, bo powinno banglać, a inni mówią - hola, coś mnie chyba źle nauczyli, bo nie bangla. Z tej drugiej grupy część wyciąga wnioski, cześć nie. Z tych co wyciągają wnioski część zmienia światopogląd, część nie.
Człowiek z natury jest leniwy i zachłanny więc po pierwsze primo nie lubi się uczyć, a po drugie primo woli, żeby ktoś odwalił robotę za niego. No i tym sposobem wkrada się w nasze życie marazm, który postrzegamy jako łatwiejszy do akceptacji aniżeli przeprogramowanie własnej podświadomości.
Tak ja to w skrócie mówiąc widzę.
Popytajcie Stworka, jak to jest wyłamywać pręty z klatki w której zamknięto psychikę, kiedyś o tym pięknie i mądrze pisała.
Moim zdaniem wszystko lub wiele zależy od giętkości umysłu. Wychowanie (należałoby użyć słowa: indoktrynacja) jakie odebraliśmy w dzieciństwie ustawia nas w ściśle określonym kierunku. Dziecko przyjmuje wzorce bez wnikania w to, czy są prawdziwe. A potem się tymi wzorcami kieruje w życiu. No i nagle zaczyna coś nie banglać. I tutaj jedni zamykają oczy mówiąc - to ze mną coś nie tak, bo powinno banglać, a inni mówią - hola, coś mnie chyba źle nauczyli, bo nie bangla. Z tej drugiej grupy część wyciąga wnioski, cześć nie. Z tych co wyciągają wnioski część zmienia światopogląd, część nie.
Człowiek z natury jest leniwy i zachłanny więc po pierwsze primo nie lubi się uczyć, a po drugie primo woli, żeby ktoś odwalił robotę za niego. No i tym sposobem wkrada się w nasze życie marazm, który postrzegamy jako łatwiejszy do akceptacji aniżeli przeprogramowanie własnej podświadomości.
Tak ja to w skrócie mówiąc widzę.
Popytajcie Stworka, jak to jest wyłamywać pręty z klatki w której zamknięto psychikę, kiedyś o tym pięknie i mądrze pisała.
"Warto pracować nad tym, aby mieć tam więcej i rozszerzać projekcję Absolutu."
Mądre słowa.
Szczególnie, że z projekcjami jest tak, że te miejsca, gdzie nie ma konkretu, uzupełnia sie taką psychiczna watą, nie ma w niej nic merytorycznego, tylko same życzeniowe emocje.
Dawkins fajnie się z tą potrzebą absolutu rozprawił.
"Wróćmy jednak do argumentów wielkiego Tomasza. 4. Dowód z różnej doskonałości (argument stopnia). Widzimy, że rzeczy na Ziemi się różnią. Różnią się stopniem, na przykład, dobroci czy doskonałości. Ocenić te właściwości możemy jednak tylko poprzez porównanie ze stopniem najwyższym. Ludzie mogą być zarówno dobrzy, jak źli, ale najwyższe dobro nie leży w nas. Musi być zatem coś, co jest najlepsze, co stanowi wzorzec doskonałości, i to coś nazywamy Bogiem. Czy to jest poważny argument? Równie dobrze można by powiedzieć, że ludzie różnią się pod względem natężenia wydzielanego smrodu, lecz te różnice między nimi można mierzyć jedynie w odniesieniu do jakiegoś najgorszego wyobrażalnego smrodu, smrodu idealnego, musi zatem istnieć jakiś szczególny, nadzwyczajny śmierdziel i to coś nazywamy Bogiem. Proszę podstawić sobie zresztą na to miejsce dowolną cechę czy kategorię, a wniosek będzie równie bezsensowny."
Mądre słowa.
Szczególnie, że z projekcjami jest tak, że te miejsca, gdzie nie ma konkretu, uzupełnia sie taką psychiczna watą, nie ma w niej nic merytorycznego, tylko same życzeniowe emocje.
Dawkins fajnie się z tą potrzebą absolutu rozprawił.
"Wróćmy jednak do argumentów wielkiego Tomasza. 4. Dowód z różnej doskonałości (argument stopnia). Widzimy, że rzeczy na Ziemi się różnią. Różnią się stopniem, na przykład, dobroci czy doskonałości. Ocenić te właściwości możemy jednak tylko poprzez porównanie ze stopniem najwyższym. Ludzie mogą być zarówno dobrzy, jak źli, ale najwyższe dobro nie leży w nas. Musi być zatem coś, co jest najlepsze, co stanowi wzorzec doskonałości, i to coś nazywamy Bogiem. Czy to jest poważny argument? Równie dobrze można by powiedzieć, że ludzie różnią się pod względem natężenia wydzielanego smrodu, lecz te różnice między nimi można mierzyć jedynie w odniesieniu do jakiegoś najgorszego wyobrażalnego smrodu, smrodu idealnego, musi zatem istnieć jakiś szczególny, nadzwyczajny śmierdziel i to coś nazywamy Bogiem. Proszę podstawić sobie zresztą na to miejsce dowolną cechę czy kategorię, a wniosek będzie równie bezsensowny."
Wszak oto odczuwam poniekąd obawę,
Że zaraz zwariuję albo też niebawem.
Że zaraz zwariuję albo też niebawem.
tak mnie niejednokrotnie zastanawia, czy ateista jest szczęśliwy
nawet chciałabym poznać takiego ateistę
człowiek żyjący niedaleko mnie, wręcz pod strzechą tą samą na hasło że jest ateistą nie obraża się, ale on ateistą tak naprawdę nie jest
zatem nadal tkwi we mnie ciekawość napotkania ateisty
.
.
.
Mansonie, nadepnąłeś na tkliwą cnotę jaką jest wychowanie i jakie wartości przekazywane sa kolejnym pokoleniom i w jaki sposób
. jedno jest pewne - niezależnie jaki profil postępowania wybierzesz - nigdy nie wiesz czy dobrze robisz. No chyba, ze że uważasz, iż Twoja prawda jest najbardziej świętą prawdą i racją ponad wszystko co zaistniało na tym świecie.
Matka, która z racji swej funkcji przekazuje wychowanie w sposób dopasowujący się do charakteru i osobowości każdego dziecka, które w swym łonie pielęgnowała, a jak każdy z nas wie - jedno łono potrafi wypluć w swym rozrodczym istnieniu różnorodność psychospołeczną. To taka matka, która jest otwarta na indywidualną osobowość każdego z osobna i chcąc każde dziecko wychować z jego naturą ... sprowadza sama siebie do poziomu nieistnienia lub do schizofrenii, tudzież do innych schorzeń osobowościowych. A i tak pewności brak, czy aby na pewno słuszne wartości dla każdego są przekazane. Takie, by po latach nie usłyszeć wyrzutu zaklatkowania.
nawet chciałabym poznać takiego ateistę
człowiek żyjący niedaleko mnie, wręcz pod strzechą tą samą na hasło że jest ateistą nie obraża się, ale on ateistą tak naprawdę nie jest
zatem nadal tkwi we mnie ciekawość napotkania ateisty
.
.
.
Mansonie, nadepnąłeś na tkliwą cnotę jaką jest wychowanie i jakie wartości przekazywane sa kolejnym pokoleniom i w jaki sposób
. jedno jest pewne - niezależnie jaki profil postępowania wybierzesz - nigdy nie wiesz czy dobrze robisz. No chyba, ze że uważasz, iż Twoja prawda jest najbardziej świętą prawdą i racją ponad wszystko co zaistniało na tym świecie.
Matka, która z racji swej funkcji przekazuje wychowanie w sposób dopasowujący się do charakteru i osobowości każdego dziecka, które w swym łonie pielęgnowała, a jak każdy z nas wie - jedno łono potrafi wypluć w swym rozrodczym istnieniu różnorodność psychospołeczną. To taka matka, która jest otwarta na indywidualną osobowość każdego z osobna i chcąc każde dziecko wychować z jego naturą ... sprowadza sama siebie do poziomu nieistnienia lub do schizofrenii, tudzież do innych schorzeń osobowościowych. A i tak pewności brak, czy aby na pewno słuszne wartości dla każdego są przekazane. Takie, by po latach nie usłyszeć wyrzutu zaklatkowania.
Nie chciałem wchodzić w kwestie wychowywania młodych, a jedynie zasygnalizować, że jesteśmy dziedzicznie obciążeni wzorcami, które ktoś w nas wbudował kiedyś tam.
Ja nie wiem, jak trzeba wychowywać dzieci, bo się na tym nie znam.
Za to podziwiam ogrom poświęcenia i wyrzeczeń ludzi, którzy decydują się dzieci mieć i je wychowywać. Co prawda większości to i tak nie wychodzi, ale to inna bajka. Mnie to w każdym razie przerasta.
Kiedyś prześmiesznie Cejroś stwierdził, że buddyzm jest religią nieteistyczną :-) I ja sobie myślę, że ateizm jest też taką religią. Bo jakość poszlak świadczących za istnieniem Boga nie jest gorsza od jakości poszlak świadczących przeciwko. Jedno i drugie to zwykła wiara. A nadto część ateistów jest wojująca i aktywnie zwalcza wierzących, co samo w sobie jest prześmieszne.
Moim skromnym zdaniem szczęście wewnętrzne nie ma nic wspólnego z problemem Boga. Po prostu niektórzy szukając szczęścia potrzebują kogoś z zewnątrz, by je otrzymać - i dla nich Bóg jest potrzebny, a inni potrafią znaleźć je w sobie - i Ci potrafią się bez Boga obejść. I tyle.
Ja nie wiem, jak trzeba wychowywać dzieci, bo się na tym nie znam.
Za to podziwiam ogrom poświęcenia i wyrzeczeń ludzi, którzy decydują się dzieci mieć i je wychowywać. Co prawda większości to i tak nie wychodzi, ale to inna bajka. Mnie to w każdym razie przerasta.
Kiedyś prześmiesznie Cejroś stwierdził, że buddyzm jest religią nieteistyczną :-) I ja sobie myślę, że ateizm jest też taką religią. Bo jakość poszlak świadczących za istnieniem Boga nie jest gorsza od jakości poszlak świadczących przeciwko. Jedno i drugie to zwykła wiara. A nadto część ateistów jest wojująca i aktywnie zwalcza wierzących, co samo w sobie jest prześmieszne.
Moim skromnym zdaniem szczęście wewnętrzne nie ma nic wspólnego z problemem Boga. Po prostu niektórzy szukając szczęścia potrzebują kogoś z zewnątrz, by je otrzymać - i dla nich Bóg jest potrzebny, a inni potrafią znaleźć je w sobie - i Ci potrafią się bez Boga obejść. I tyle.
@skowroniasta "tak mnie niejednokrotnie zastanawia, czy ateista jest szczęśliwy nawet chciałabym poznać takiego ateistę"
nie za bardzo rozumiem ? chciałabyś poznać "szczęśliwego ateistę" ?
odpowiem od razu na pytanie - ateiści są szczęśliwi i nieszczęśliwi tak samo jak wierzący w boga. W sumie poznanie szczęśliwego ateisty prawie wcale nie różni się od poznania szczęśliwego wierzącego nie wiem czy w ogóle byłaby dla ciebie jakaś dostrzegalna różnica pomiędzy nimi.
Tak w ogóle to ciekaw jestem jakbyś zdefiniowała tego swojego ateistę...
nie za bardzo rozumiem ? chciałabyś poznać "szczęśliwego ateistę" ?
odpowiem od razu na pytanie - ateiści są szczęśliwi i nieszczęśliwi tak samo jak wierzący w boga. W sumie poznanie szczęśliwego ateisty prawie wcale nie różni się od poznania szczęśliwego wierzącego nie wiem czy w ogóle byłaby dla ciebie jakaś dostrzegalna różnica pomiędzy nimi.
Tak w ogóle to ciekaw jestem jakbyś zdefiniowała tego swojego ateistę...
Kościół Katolicki twierdzi że tylko ludzie wierzący są szczęśliwi. W przypadku ludzi niewierzących pustka związana z brakiem wiary uniemożliwia osiągnięcie szczęścia. Myślę że o to właśnie chodziło Skowroniastej gdy pisała o szukaniu szczęśliwego ateisty.
Nie wiedziałem, że na świecie jest tylu idiotów, dopóki nie poznałem internetu.
Stanisław Lem
Stanisław Lem
Porządki zacząłem. W garażu. Wykopałem cała stertę filmów, co w ogóle o nich nie pamiętałem, że je mam. I nie mniejszą stertę płyt. Dzisiaj słuchałem Griega. Mega cool. Koncert fortepianowy w a-moll jeszcze mi się kołacze po głowie.
Znalazłem "Delikatessen" Sadylu :-)
Dzisiaj wieczorem coś sobie odpalę. Do paru dobrych piwek i pizzy z grzybami. "Delikatessen" raczej nie.
Ale jutro .... Jutro oglądam 'Deathproof". I zajadam się grand nachos jak Kaskader Mike. Kupiłem dziś avocado (20 zł kg - ło matko) do guacamole, a wieczorem upiekę pomidory, papryki, cebulę i czosnek na ostrą salsę. Nachos też już nabyłem. I ser pecorino. Bardzo mnie teges chrupanie nachos równolegle z Majkiem :-)
A tak w ogóle jakby Wam się chciało robić przedzimowe porządki, a natrafilibyście na zbędne i niepotrzebne nikomu płyty z muzyką klasyczną, etniczną lub dżezową, to przyjmę w każdej ilości. Noce zimowe bez tv zapowiadają się długimi :-) Mogę się zrewanżować wsiowym chlebem, uwarzyć piwa albo ostrym sosem czy grzybami suszonymi lub w occie. Jeszcze mogę urządzić ognisko z wyżerką.
Znalazłem "Delikatessen" Sadylu :-)
Dzisiaj wieczorem coś sobie odpalę. Do paru dobrych piwek i pizzy z grzybami. "Delikatessen" raczej nie.
Ale jutro .... Jutro oglądam 'Deathproof". I zajadam się grand nachos jak Kaskader Mike. Kupiłem dziś avocado (20 zł kg - ło matko) do guacamole, a wieczorem upiekę pomidory, papryki, cebulę i czosnek na ostrą salsę. Nachos też już nabyłem. I ser pecorino. Bardzo mnie teges chrupanie nachos równolegle z Majkiem :-)
A tak w ogóle jakby Wam się chciało robić przedzimowe porządki, a natrafilibyście na zbędne i niepotrzebne nikomu płyty z muzyką klasyczną, etniczną lub dżezową, to przyjmę w każdej ilości. Noce zimowe bez tv zapowiadają się długimi :-) Mogę się zrewanżować wsiowym chlebem, uwarzyć piwa albo ostrym sosem czy grzybami suszonymi lub w occie. Jeszcze mogę urządzić ognisko z wyżerką.
nie zawężam mych słów do koscioła katolickiego
jego idee są daleko od mych
aczkolwiek się tam udzielam, ze względów różnych - ideologicznych najmniej
bardziej pisałam pod kątem wiary w nienamacalną moc, do której odnieść można się, gdy już wszystko co w twej mocy i co ludzkie zawodzi
i w tej perspektywie zastanawiałam się czy ateiści są szczęśliwi
czy mają własnie w takich sytuacjach zawierzyć komuś/czemuś swoją nicość, niemoc
jego idee są daleko od mych
aczkolwiek się tam udzielam, ze względów różnych - ideologicznych najmniej
bardziej pisałam pod kątem wiary w nienamacalną moc, do której odnieść można się, gdy już wszystko co w twej mocy i co ludzkie zawodzi
i w tej perspektywie zastanawiałam się czy ateiści są szczęśliwi
czy mają własnie w takich sytuacjach zawierzyć komuś/czemuś swoją nicość, niemoc
Ennio wielce lubianym kompozytorem jest.
Ja jednak w miejsce wydań kompaktowych zdecydowanie preferuję płyty, jako całości.
Ale gdybym miał szansę wybrać sobie jakieś niespełniające się życzenie do spełnienia, to chciałbym przez miesiąc mieszkać w studiu Vangelisa. Prawdziwie podziwiam człowieka za talent i za podejście do życia. Facet, który może mieć wszystko na skinienie ręką, a od lat pracuje nad swoimi projektami we własnym domu i ich ie publikuje. Podczas, gdy wszyscy chcą to kupować bez względu na cenę. Tak postrzegam wielkość :)
We wrześniu kupię sobie dwa albo trzy wiosła. I wrócę do rnb.
Ja jednak w miejsce wydań kompaktowych zdecydowanie preferuję płyty, jako całości.
Ale gdybym miał szansę wybrać sobie jakieś niespełniające się życzenie do spełnienia, to chciałbym przez miesiąc mieszkać w studiu Vangelisa. Prawdziwie podziwiam człowieka za talent i za podejście do życia. Facet, który może mieć wszystko na skinienie ręką, a od lat pracuje nad swoimi projektami we własnym domu i ich ie publikuje. Podczas, gdy wszyscy chcą to kupować bez względu na cenę. Tak postrzegam wielkość :)
We wrześniu kupię sobie dwa albo trzy wiosła. I wrócę do rnb.
W moim zwykłofonie, co bardziej znaczące osoby mają dedykowany dźwięk dzwonka. Poza wbudowanymi w tel, mam dwa inne:
- Ciacho ma melodyjkę "Cupcakes" odręcznie skomponowaną w Nokiowym edytorze
- Mamusia ma temat przewodni z Blade Runnera autorstwa Vangelisa. Po pijaku ściągnąłem go z Netu i przypisałem Mamusi. Do dzis nie wiem, co mną kierowało :D
GDZIEŚ (naprawdę, nie wiem, gdzie) mam ze 2 kartony VHS-ów, na których jest parę perełek. Delikatessen z pewnościa również. Kiedy (jeśli?) odremoncę i odgracę chatę na tyle, że nastanie Czas Wielkiego Wypaku Kartonów.. zastanowię się, co z nimi zrobić. Widelca nie mam. Poszedł do piachu. Po co mi widelec bez TV? ;)
A tak jeszcze btw Vangelisa, dzisiaj wspominałem przedostatni raz w życiu (ostatni był Allen), kiedy oglądałem film na dużym ekranie (choć nie w kinie a w kościele :D
Był to "Metropolis" Friza Langa. Niemy film z 1927r, którego fragmenty są wplecione w teledysk "Radio GaGa" Queen'ów.
Podkład muzyczny do filmu robił na żywo Władysław Komendarek.
Szkoda, że w kościołach nie można palić. Brakło jedynie ziół do pełni multiwymiarowej percepcji :D
- Ciacho ma melodyjkę "Cupcakes" odręcznie skomponowaną w Nokiowym edytorze
- Mamusia ma temat przewodni z Blade Runnera autorstwa Vangelisa. Po pijaku ściągnąłem go z Netu i przypisałem Mamusi. Do dzis nie wiem, co mną kierowało :D
GDZIEŚ (naprawdę, nie wiem, gdzie) mam ze 2 kartony VHS-ów, na których jest parę perełek. Delikatessen z pewnościa również. Kiedy (jeśli?) odremoncę i odgracę chatę na tyle, że nastanie Czas Wielkiego Wypaku Kartonów.. zastanowię się, co z nimi zrobić. Widelca nie mam. Poszedł do piachu. Po co mi widelec bez TV? ;)
A tak jeszcze btw Vangelisa, dzisiaj wspominałem przedostatni raz w życiu (ostatni był Allen), kiedy oglądałem film na dużym ekranie (choć nie w kinie a w kościele :D
Był to "Metropolis" Friza Langa. Niemy film z 1927r, którego fragmenty są wplecione w teledysk "Radio GaGa" Queen'ów.
Podkład muzyczny do filmu robił na żywo Władysław Komendarek.
Szkoda, że w kościołach nie można palić. Brakło jedynie ziół do pełni multiwymiarowej percepcji :D
Nie wiem czy wiesz Skowron ale John Paul Jones przećwiczył to już lata temu: http://www.guitarplayer.com/news/1024/which-led-zeppelin-guitar-riff-was-written-by-john-paul-jones/50065
Ja po prostu potrzebuję różnie nastrojonych i z różnymi strunami.
Grzybów nadal brak.
Ja po prostu potrzebuję różnie nastrojonych i z różnymi strunami.
Grzybów nadal brak.
Ale grzyby będą. Dzisiaj na porannym spacerze zebrałem 4 młodziutkie, czerwone kozaczki. Co prawda nic więcej, ale zawszeć to jakiś początek.
Skończyły na patelni z cebulką, cukinią, czosnkiem, naga jolokią i sosem słodko-kwaśnym. I były wyśmienite.
A jeśli chodzi o V to ona wie co mówi. Nie wygląda na taką, ale wciąga podwójne porcje :-)
Skończyły na patelni z cebulką, cukinią, czosnkiem, naga jolokią i sosem słodko-kwaśnym. I były wyśmienite.
A jeśli chodzi o V to ona wie co mówi. Nie wygląda na taką, ale wciąga podwójne porcje :-)
Narobiłem cały gar salsy z pieczonych pomidorów, papryki, cebuli, czosnku i naga jolokii. Obżeram to jak wieśniak łyżką. Będzie chyba meksykański tydzień. Zupy z fasoli, tortille z przeróżnym nadzieniem, meksykańskie piwo mojej produkcji, faszerowane papryki, ryż z krewetkami a'la Veracruz, parę lufek teqili, i mezcalu (bo niektóre rzeczy trzeba marynować), może nawet kurczak w sosie mole poblano? No i dziś wieczorem grande nachos wsuwane paluchami, z ostrą salsą i guacamole. Takie tam proste leśno-chłopskie żarcie. De nada.
Blefegor to już rzadko po obwodowej jeździ, ale się jeszcze zdarza. Ale kieby co pociągi są, na stację wyjadę, nie trzeba dygać z buta w ostępy :-))
Laski, z tą grubością to macie pokirane w cabanach. Przy takich okazjach przypomina mi się wnuczka kumpla, która w wieku 5 lat napinała swoje kurze ciałko tyłem do lustra i mówiła: "ale ja mam grube plecy". Ja wiem, że samica na polowaniu musi utrzymywać kondycję, bo z polowania nici. Ale i tak mnie to rozbawia :-)
A i przypomniałem sobie taka maksymę: każdy facet myśli, że kobieta marzy o księciu, to bzdura, one marzą o tym jak się nażreć i nie przytyć :-))))
Laski, z tą grubością to macie pokirane w cabanach. Przy takich okazjach przypomina mi się wnuczka kumpla, która w wieku 5 lat napinała swoje kurze ciałko tyłem do lustra i mówiła: "ale ja mam grube plecy". Ja wiem, że samica na polowaniu musi utrzymywać kondycję, bo z polowania nici. Ale i tak mnie to rozbawia :-)
A i przypomniałem sobie taka maksymę: każdy facet myśli, że kobieta marzy o księciu, to bzdura, one marzą o tym jak się nażreć i nie przytyć :-))))
No to tydzień meksykański zakończony. Zakończony z przytupem, bo grande nachos z ostrą salsą, guacamole i zimnym piwem w kuflu od C'ego.
Tak to wyglądało:
http://images70.fotosik.pl/1163/bbadb79ec0ec600b.jpg
Tak to wyglądało:
http://images70.fotosik.pl/1163/bbadb79ec0ec600b.jpg
Ani mnie ani tym bardziej mojej suki do uroków leśnych spacerów przekonywać nie trzeba.
Ale tak raz do roku przydaje się dzień, z grzybowymi zbiorami "przemysłowymi" po których człowiek o 3 w nocy, siedząc nad stertą grzybicy przypomina sobie, że przecież już niejednokrotnie sobie obiecywał, żeby tych malutkich maślaczków nie zbierać ;)
Jednak najdalej z poranną jajecznicą z grzybami amnezja powraca a słoiczek czy dwa grzybowego "narybku" w occie zyskuje status obiektu kulinarnego kultu :D
No i zapach suszących się na piecu grzybów.. bezcenne :)
Ale tak raz do roku przydaje się dzień, z grzybowymi zbiorami "przemysłowymi" po których człowiek o 3 w nocy, siedząc nad stertą grzybicy przypomina sobie, że przecież już niejednokrotnie sobie obiecywał, żeby tych malutkich maślaczków nie zbierać ;)
Jednak najdalej z poranną jajecznicą z grzybami amnezja powraca a słoiczek czy dwa grzybowego "narybku" w occie zyskuje status obiektu kulinarnego kultu :D
No i zapach suszących się na piecu grzybów.. bezcenne :)
A ja mam inna niż Sadyl politykę. Tylko koszyczek dziennie. Za to codziennie :-)
Musiałabys Majka spróbować mojej pizzy z grzybami. Tego, co ja chciałem ... Pizza musi być z rybą!!!
Pojawili się grzybiarze. Znaczy i grzyby chyba są. Jutro sprawdzę, bo dziś przytargałem tylko wielkiego prawucha, a łazić mi się nie chciało.
Musiałabys Majka spróbować mojej pizzy z grzybami. Tego, co ja chciałem ... Pizza musi być z rybą!!!
Pojawili się grzybiarze. Znaczy i grzyby chyba są. Jutro sprawdzę, bo dziś przytargałem tylko wielkiego prawucha, a łazić mi się nie chciało.
Manson. Wspominałeś kiedyś, ze przyjaźnisz się z Konjem. To ja mam pytanie. Wiesz może, czy jego kumpel, sfreakowany poeta Zbigniew Sajnóg żyje? Oglądałem przedwczoraj ciekawy dokument o totarcie na tvp2. Zresztą kogoś tam w życiu też się poznało i w bilarda grywało. Film pokazali o późnej porze i pod koniec zacząłem przysypiać. Ostatnie, co pamiętam, to że Sajnoga znaleźli z poderżniętym gardłem i pociętymi przegubami. I z tą świadomością dowlokłem się do wyra przeczytawszy jeszcze napisy końcowe, w których pojawiła się dawno nie słyszana nazwa "Szelest spadających papierków".
A następnego dnia przeczytałem, że to nie był Sajnóg i że on żyje, tylko popadł w obłęd i popłynął w jakiejś sekcie. Tylko, że ten artykuł napisano wiele lat temu i nie wiem, jak to jest.
A następnego dnia przeczytałem, że to nie był Sajnóg i że on żyje, tylko popadł w obłęd i popłynął w jakiejś sekcie. Tylko, że ten artykuł napisano wiele lat temu i nie wiem, jak to jest.
Chyba już mniej więcej wiem. Wczoraj tylko w telefonie próbowałem coś znaleźć. Teraz siedzę przed komputerem i mam więcej możliwości śledczych. Wygląda na to, ze żyje i bierze udzial w różnych dyskursach
http://bienczycka.com/blog/?p=4929
http://bienczycka.com/blog/?p=4929
Wiem, wiem, znam wszystkie poglądy i uzasadnienia bezcelowości wybuchu, błędów dowódczych i nieprzygotowania.
I wisi mi to.
Dzisiaj rocznica zakończenia Powstania Warszawskiego.
Gloria victis.
http://www.youtube.com/watch?v=ovlvjOoTi7s
I wisi mi to.
Dzisiaj rocznica zakończenia Powstania Warszawskiego.
Gloria victis.
http://www.youtube.com/watch?v=ovlvjOoTi7s
http://youtu.be/JZh1PrQOGK0
nie sposób o nich zapomnieć...cześć i chwała
nie sposób o nich zapomnieć...cześć i chwała
Rzeczpospolita - republika, system polityczny, w którym filarem są prawa jednostki.
Demokracja - system polityczny, w którym filarem jest wola większości.
Jest więc możliwe, że w demokracji zdanie większości spowoduje naruszenie praw mniejszości, bo skoro większość tworzy prawo, to mniejszość nie ma się jak bronić.
Czy w tej sytuacji demokratyczna Polska ma prawo w swojej nazwie używać określenia Republika? Czy to nie jest nadużycie?
Tak sobie pytam. Listopadowe przemyślenia. Ktoś wie?
Demokracja - system polityczny, w którym filarem jest wola większości.
Jest więc możliwe, że w demokracji zdanie większości spowoduje naruszenie praw mniejszości, bo skoro większość tworzy prawo, to mniejszość nie ma się jak bronić.
Czy w tej sytuacji demokratyczna Polska ma prawo w swojej nazwie używać określenia Republika? Czy to nie jest nadużycie?
Tak sobie pytam. Listopadowe przemyślenia. Ktoś wie?
> Demokracja - system polityczny, w którym filarem jest wola większości.
Tak jest jedynie w demokracji bezpośredniej.
W demokracji parlamentarnej, jaka jest u nas, o głos każdego obywatela pyta się tylko przy wyborach (i ew. referendach, choć ich wyniki nie muszą być wiążące). Dla tworzenia prawa nie ma większego znaczenie, w jaki sposób barany z Wiejskiej się tam dostały. Równie dobrze, zamiast drogich wyborów, można by zrobić Coroczne Losowanie Peseli, a szczęśliwcy, gdyby zechcieli (mało kto by nie chciał;) dostawaliby mandat posła/senatora. Coroczne, żeby za jednym zamachem nie podmieniać całego składu parlamentu.
Nie sądzę, żeby tak wylosowany Parlament podejmował głupsze ustawy niż obecny. Bo się po prostu technicznie nie da :D
Teoretycznie, zgodnie z Konstytucją, wszyscy obywatele są wobec prawa równi. Co nie przeszkadza w żaden sposób ustanawiać praw, dyskryminujących/faworyzujących jakąś część społeczeństwa. Choćby odmienne przepisy BHP czy emerytalne dla kobiet/mężczyzn, zasiłki dla bezrobotnych (faworyzowanie nierobów), ordynacja podatkowa (dyskryminacja bogatszych) itede itepe...
Sama Konstytucja RP zaczyna sie od wewnętrznie sprzecznego zapisu, że Polska jest "demokratycznym państwem prawnym, urzeczywistniającym zasady sprawiedliwości społecznej". Doskonale ujął to Michalkiewicz:
"Polska, jak wiadomo, jest "demokratycznym państwem prawnym, urzeczywistniającym zasady sprawiedliwości społecznej". W tym krótkim przepisie konstytucji zawartych jest kilka sprzeczności. Państwo "demokratyczne" to takie, w którym decyzje podejmowane są demokratycznie, a zatem w myśl zasady, że Rację ma Większość. Tymczasem państwo prawne, to takie, w którym obowiązują zasady niezależnie od tego, co Większość na ten temat sądzi. Dlatego państwo demokratyczne może być państwem prawnym tylko sporadycznie i przypadkowo. A tu jeszcze te "zasady sprawiedliwości społecznej". Nikt dokładnie nie wie, co to znaczy, ale najbardziej prawdopodobna jest praktyka nadawania pozorów legalności politycznej korupcji. Chodzi o to, że w zamian za poparcie w wyborach, politycy obiecują wyborcom możliwość życia na koszt współobywateli. Spełnianie tych obietnic przybiera różne formy, między innymi postać zasiłków dla bezrobotnych."
A na ile Polska jest NAPRAWDĘ demokratyczna, wskazuje choćby stosunek do kary śmierci. Znacząca większość jest za jej przywróceniem - ale nawet referendum zrobić nie dali :D
Tak jest jedynie w demokracji bezpośredniej.
W demokracji parlamentarnej, jaka jest u nas, o głos każdego obywatela pyta się tylko przy wyborach (i ew. referendach, choć ich wyniki nie muszą być wiążące). Dla tworzenia prawa nie ma większego znaczenie, w jaki sposób barany z Wiejskiej się tam dostały. Równie dobrze, zamiast drogich wyborów, można by zrobić Coroczne Losowanie Peseli, a szczęśliwcy, gdyby zechcieli (mało kto by nie chciał;) dostawaliby mandat posła/senatora. Coroczne, żeby za jednym zamachem nie podmieniać całego składu parlamentu.
Nie sądzę, żeby tak wylosowany Parlament podejmował głupsze ustawy niż obecny. Bo się po prostu technicznie nie da :D
Teoretycznie, zgodnie z Konstytucją, wszyscy obywatele są wobec prawa równi. Co nie przeszkadza w żaden sposób ustanawiać praw, dyskryminujących/faworyzujących jakąś część społeczeństwa. Choćby odmienne przepisy BHP czy emerytalne dla kobiet/mężczyzn, zasiłki dla bezrobotnych (faworyzowanie nierobów), ordynacja podatkowa (dyskryminacja bogatszych) itede itepe...
Sama Konstytucja RP zaczyna sie od wewnętrznie sprzecznego zapisu, że Polska jest "demokratycznym państwem prawnym, urzeczywistniającym zasady sprawiedliwości społecznej". Doskonale ujął to Michalkiewicz:
"Polska, jak wiadomo, jest "demokratycznym państwem prawnym, urzeczywistniającym zasady sprawiedliwości społecznej". W tym krótkim przepisie konstytucji zawartych jest kilka sprzeczności. Państwo "demokratyczne" to takie, w którym decyzje podejmowane są demokratycznie, a zatem w myśl zasady, że Rację ma Większość. Tymczasem państwo prawne, to takie, w którym obowiązują zasady niezależnie od tego, co Większość na ten temat sądzi. Dlatego państwo demokratyczne może być państwem prawnym tylko sporadycznie i przypadkowo. A tu jeszcze te "zasady sprawiedliwości społecznej". Nikt dokładnie nie wie, co to znaczy, ale najbardziej prawdopodobna jest praktyka nadawania pozorów legalności politycznej korupcji. Chodzi o to, że w zamian za poparcie w wyborach, politycy obiecują wyborcom możliwość życia na koszt współobywateli. Spełnianie tych obietnic przybiera różne formy, między innymi postać zasiłków dla bezrobotnych."
A na ile Polska jest NAPRAWDĘ demokratyczna, wskazuje choćby stosunek do kary śmierci. Znacząca większość jest za jej przywróceniem - ale nawet referendum zrobić nie dali :D
No tak. Póki co. Czasami ten bezwzględny korporacyjny totalitaryzm wsparty żydowską lichwą mnie przeraża. Na szczęście rzadko, ale jednak. Jak to leciało: rzeczy niemożliwe robimy od ręki, na cuda trzeba trochę poczekać.
Pamiętasz powiedzenie szefa bezpieki z "Pokuty" Tengiza Abuładze: To sztuka złapać czarnego kota w ciemnej piwnicy, szczególnie, gdy go tam nie ma. Ale my złapiemy czarnego kota w ciemnej piwnicy, nawet jeśli go tam nie będzie.
Idę wypić sobie rum i z czarnymi myślami kładę się spać.
Pamiętasz powiedzenie szefa bezpieki z "Pokuty" Tengiza Abuładze: To sztuka złapać czarnego kota w ciemnej piwnicy, szczególnie, gdy go tam nie ma. Ale my złapiemy czarnego kota w ciemnej piwnicy, nawet jeśli go tam nie będzie.
Idę wypić sobie rum i z czarnymi myślami kładę się spać.
Czarne myśli świata nie zmienią.
Zmieni.. trochę.. myślenie pozytywne. A szczególnie: zarażanie nim innych ;)
Znacznie trudniej mamić ułudami ludzi myślących samodzielnie - szczególnie myślących pozytywnie. Ziarno zasiane na podatny grunt skiełkuje prędzej czy później.
Na oranie ugoru szkoda energii i czasu. Każdy z nas ma go jednak ograniczoną ilość.
Do orania ugoru przeznaczona jest instytucja z 2k-letnia historią. Jak wrócą do korzeni, to i ludzie do niej powrócą. Szczególnie w obliczu śniadej alternatywy ;) Jak trwoga, to do Boga :D
Zmieni.. trochę.. myślenie pozytywne. A szczególnie: zarażanie nim innych ;)
Znacznie trudniej mamić ułudami ludzi myślących samodzielnie - szczególnie myślących pozytywnie. Ziarno zasiane na podatny grunt skiełkuje prędzej czy później.
Na oranie ugoru szkoda energii i czasu. Każdy z nas ma go jednak ograniczoną ilość.
Do orania ugoru przeznaczona jest instytucja z 2k-letnia historią. Jak wrócą do korzeni, to i ludzie do niej powrócą. Szczególnie w obliczu śniadej alternatywy ;) Jak trwoga, to do Boga :D
@ sadyl:
>Teoretycznie, zgodnie z Konstytucją, wszyscy obywatele są wobec prawa równi. Co nie przeszkadza w żaden sposób ustanawiać praw, dyskryminujących/faworyzujących jakąś część społeczeństwa. Choćby odmienne przepisy BHP czy emerytalne dla kobiet/mężczyzn, zasiłki dla bezrobotnych (faworyzowanie nierobów), ordynacja podatkowa (dyskryminacja bogatszych) itede itepe...
Ehh... Co komu po świadomości bycia faworyzowanym, jeżeli nie ma pewności co będzie następnego dnia? Wiele tych "faworyzowanych" osób prawdopodobnie wolałoby być dyskryminowane, ale mieć jako takie poczucie pewności, że będą w stanie sobie poradzić. Pomimo dyskryminowania.
>Teoretycznie, zgodnie z Konstytucją, wszyscy obywatele są wobec prawa równi. Co nie przeszkadza w żaden sposób ustanawiać praw, dyskryminujących/faworyzujących jakąś część społeczeństwa. Choćby odmienne przepisy BHP czy emerytalne dla kobiet/mężczyzn, zasiłki dla bezrobotnych (faworyzowanie nierobów), ordynacja podatkowa (dyskryminacja bogatszych) itede itepe...
Ehh... Co komu po świadomości bycia faworyzowanym, jeżeli nie ma pewności co będzie następnego dnia? Wiele tych "faworyzowanych" osób prawdopodobnie wolałoby być dyskryminowane, ale mieć jako takie poczucie pewności, że będą w stanie sobie poradzić. Pomimo dyskryminowania.
@Chmureczko:
> Co komu po świadomości bycia faworyzowanym, jeżeli nie ma pewności co będzie następnego dnia?
Zgadza się.
Najlepiej, żeby nikt nie był faworyzowany ani dyskryminowany. Żeby po prostu Państwo się swoimi regulacjami prawnymi w życie nikomu nie wpieprzało :)
Formacja, którą popieram od ćwierćwiecza, właśnie to postuluje. Jak również: uporządkowanie i drastyczną minimalizację przepisów. A każdy nowy musiałby mieć vacatio legis przynajmniej kilka lat. Nie może być tak, że ktoś robi plany, inwestuje w nie a potem się budzi z ręka w nocniku, bo się przepisy zmieniły. Tyle o niepewności Prawa.
Niepewność np. zatrudnienia.. na to żaden przepis wpływu nie ma i (mam nadzieję) wpływu miec nie będzie. Jeśli ktoś jst atrakcyjnym rynkowo pracownikiem, to pracę znajdzie zawsze. Tylko biurwy mają tę niepewność wpisaną w zawód ;]
Niepewność w życiu osobistym.. no cóż. Część sytuacji można ubezpieczyć. Reszta to kwestia wyborów, jakich się dokonało.
@Manson:
Odkąd na początku lat 90-tych strułem się wynalazkiem pt. "Poncz na rumie" jestem sporym rumosceptykiem. Nie powiem, z czym mi się ten smak i zapach kojarzy.. choć skojarzenie skądinąd przemiłe :D
ALe.. jak (prawie) we wszystkim.. ortodoksji u mnie brak.. zatem zdarza mi się wypić rum z colą. Tak.. raz na 3 lata ... średnio :D
> Co komu po świadomości bycia faworyzowanym, jeżeli nie ma pewności co będzie następnego dnia?
Zgadza się.
Najlepiej, żeby nikt nie był faworyzowany ani dyskryminowany. Żeby po prostu Państwo się swoimi regulacjami prawnymi w życie nikomu nie wpieprzało :)
Formacja, którą popieram od ćwierćwiecza, właśnie to postuluje. Jak również: uporządkowanie i drastyczną minimalizację przepisów. A każdy nowy musiałby mieć vacatio legis przynajmniej kilka lat. Nie może być tak, że ktoś robi plany, inwestuje w nie a potem się budzi z ręka w nocniku, bo się przepisy zmieniły. Tyle o niepewności Prawa.
Niepewność np. zatrudnienia.. na to żaden przepis wpływu nie ma i (mam nadzieję) wpływu miec nie będzie. Jeśli ktoś jst atrakcyjnym rynkowo pracownikiem, to pracę znajdzie zawsze. Tylko biurwy mają tę niepewność wpisaną w zawód ;]
Niepewność w życiu osobistym.. no cóż. Część sytuacji można ubezpieczyć. Reszta to kwestia wyborów, jakich się dokonało.
@Manson:
Odkąd na początku lat 90-tych strułem się wynalazkiem pt. "Poncz na rumie" jestem sporym rumosceptykiem. Nie powiem, z czym mi się ten smak i zapach kojarzy.. choć skojarzenie skądinąd przemiłe :D
ALe.. jak (prawie) we wszystkim.. ortodoksji u mnie brak.. zatem zdarza mi się wypić rum z colą. Tak.. raz na 3 lata ... średnio :D
@Chmureczko:
Z wyścigu szczurów NAPRAWDĘ zawsze można zrezygnować, bez szkody a wręcz z zyskiem. Pogadaj z Mansonem :D
Zresztą.. ja sam również parę lat temu zrezygnowałem z korpo na rzecz siebie.
Nigdy tego nie żałowałem. Wyrzuciłem telewizor (skubany.. kradł mi czas nie dając NIC w zamian). Rozwinąłem się zawodowo.
Dopóki ktoś mnie nie wkurzy na tyle, żeby dać mu w mordę... co zbruka moje KRK.. czuję pewną stabilność :)
Nie jestem na niczyjej łasce. Nie wypruwam z siebie flaków, żeby udowodnić swą "przydatność zawodową". Akceptuję warunki współpracy.. albo nie. Jeśli nie..w kolejce czekają inni chętni na moją pracę.
A samej pracy z pewnością nie zabraknie :D
Z wyścigu szczurów NAPRAWDĘ zawsze można zrezygnować, bez szkody a wręcz z zyskiem. Pogadaj z Mansonem :D
Zresztą.. ja sam również parę lat temu zrezygnowałem z korpo na rzecz siebie.
Nigdy tego nie żałowałem. Wyrzuciłem telewizor (skubany.. kradł mi czas nie dając NIC w zamian). Rozwinąłem się zawodowo.
Dopóki ktoś mnie nie wkurzy na tyle, żeby dać mu w mordę... co zbruka moje KRK.. czuję pewną stabilność :)
Nie jestem na niczyjej łasce. Nie wypruwam z siebie flaków, żeby udowodnić swą "przydatność zawodową". Akceptuję warunki współpracy.. albo nie. Jeśli nie..w kolejce czekają inni chętni na moją pracę.
A samej pracy z pewnością nie zabraknie :D
Zerwałem się dzisiaj bladym przedświtem. Napaliłem piec. Spiłem herbatę i zabrałem sforę na dwugodzinny spacer. Widziałem stado 10 majestatycznych jelenich krów bieżących przez mgłę i dostojnego rogacza bieżącego w ślad za nimi. Przytargałem 3 kanie. Teraz wciągam strogonowa z sarniaków. Swat znowu ma wiele barw :-)
Czarne myśli są w porządku, bo dają dystans. Rzecz jasna nie za często.
Pojęcie służba publiczna oznacza rolę podrzędną wobec obywateli. To ludzie są suwerenem, a pan (pani) premier tylko najemnikiem, któremu powierzono określone funkcje do wykonania. Jednakże jak prawdziwy łobuz udaje, że sam jest właścicielem :) Jeżeli ktoś dopuszcza, że służba mu się rozbija po domu jak u siebie - jego sprawa. Mnie asertywność nie pozwala na to, żebym słuchał służących. To oni mają słuchać mnie. Zawsze. A jeżeli zamierzają wydawać jakieś ustawy, które mają mi w moim domu ograniczyć należne mi z faktu urodzenia prawa - mają problem. Taką służbę wywalam na pysk. Zbity.
Świata nie naprawię i naprawiać nie zamierzam. Ale kij w oko i kosa w żebra każdej łachmycie, która zechce mi się panoszyć i rządzić na moim kawałku PL. Życie jest piękne. Wystarczy zrzucić pęta. A sos śmietanowo-pomidorowy z strogonowa - omnomnomnom.
Czarne myśli są w porządku, bo dają dystans. Rzecz jasna nie za często.
Pojęcie służba publiczna oznacza rolę podrzędną wobec obywateli. To ludzie są suwerenem, a pan (pani) premier tylko najemnikiem, któremu powierzono określone funkcje do wykonania. Jednakże jak prawdziwy łobuz udaje, że sam jest właścicielem :) Jeżeli ktoś dopuszcza, że służba mu się rozbija po domu jak u siebie - jego sprawa. Mnie asertywność nie pozwala na to, żebym słuchał służących. To oni mają słuchać mnie. Zawsze. A jeżeli zamierzają wydawać jakieś ustawy, które mają mi w moim domu ograniczyć należne mi z faktu urodzenia prawa - mają problem. Taką służbę wywalam na pysk. Zbity.
Świata nie naprawię i naprawiać nie zamierzam. Ale kij w oko i kosa w żebra każdej łachmycie, która zechce mi się panoszyć i rządzić na moim kawałku PL. Życie jest piękne. Wystarczy zrzucić pęta. A sos śmietanowo-pomidorowy z strogonowa - omnomnomnom.
Chyba źle napisałem to powyżej.
To nie obywatel jest osobą nadrzędną w stosunku do służby publicznej, to człowiek jest suwerenem.
Obywatel to nic innego tylko rola człowieka w wielkiej korporacyjnej machinie pod nazwą RP. Obywatelami są niewolnicy.
Natomiast my, ludzie wolni, jesteśmy ludźmi. I odrzucając całą korporacyjną nowomowę musimy odrzucić także to miano.
Dlaczego? Obywatel podpada pod prawa korporacji, której jest członkiem. Człowiek wolny, nie będący częścią korporacji, nie musi się stosować do jej praw, bo to jego wolna i nieprzymuszona wola mówi mu, jakie nakazy i zalecenia uznaje.
Ludzie są suwerenem, a służba jest służbą. I tyle.
To nie obywatel jest osobą nadrzędną w stosunku do służby publicznej, to człowiek jest suwerenem.
Obywatel to nic innego tylko rola człowieka w wielkiej korporacyjnej machinie pod nazwą RP. Obywatelami są niewolnicy.
Natomiast my, ludzie wolni, jesteśmy ludźmi. I odrzucając całą korporacyjną nowomowę musimy odrzucić także to miano.
Dlaczego? Obywatel podpada pod prawa korporacji, której jest członkiem. Człowiek wolny, nie będący częścią korporacji, nie musi się stosować do jej praw, bo to jego wolna i nieprzymuszona wola mówi mu, jakie nakazy i zalecenia uznaje.
Ludzie są suwerenem, a służba jest służbą. I tyle.
> To nie obywatel jest osobą nadrzędną w stosunku do służby publicznej, to człowiek jest suwerenem.
Jednak nie.
Odcinając się od Państwa, nie możesz wymagać, aby Państwo Ci służyło.
> Człowiek wolny, nie będący częścią korporacji, nie musi się stosować do jej praw
Dopóki nie proklamujesz niepodległości swojego lasu, jesteś niestety częścią Państwa - czy tego chcesz, czy nie.
BTW: Gdybyś się nosił z zamiarem secesji, zawczasu obmyśl, jaką politykę imigracyjną planujesz, bo pierwszego chętnego na obywatela (niekoniecznie: rezydenta, chyba, że podatkowego ;) Wolnego Lasu Mansona, już masz ;D
Jednak nie.
Odcinając się od Państwa, nie możesz wymagać, aby Państwo Ci służyło.
> Człowiek wolny, nie będący częścią korporacji, nie musi się stosować do jej praw
Dopóki nie proklamujesz niepodległości swojego lasu, jesteś niestety częścią Państwa - czy tego chcesz, czy nie.
BTW: Gdybyś się nosił z zamiarem secesji, zawczasu obmyśl, jaką politykę imigracyjną planujesz, bo pierwszego chętnego na obywatela (niekoniecznie: rezydenta, chyba, że podatkowego ;) Wolnego Lasu Mansona, już masz ;D
@ sadyl:
>BTW: Gdybyś się nosił z zamiarem secesji, zawczasu obmyśl, jaką politykę imigracyjną planujesz, bo pierwszego chętnego na obywatela (niekoniecznie: rezydenta, chyba, że podatkowego ;) Wolnego Lasu Mansona, już masz ;D
Jak się będziesz wyrażał o sarniakach tak jak do tej pory, to podejrzewam, że na obywatelstwo nie masz szans :D
>BTW: Gdybyś się nosił z zamiarem secesji, zawczasu obmyśl, jaką politykę imigracyjną planujesz, bo pierwszego chętnego na obywatela (niekoniecznie: rezydenta, chyba, że podatkowego ;) Wolnego Lasu Mansona, już masz ;D
Jak się będziesz wyrażał o sarniakach tak jak do tej pory, to podejrzewam, że na obywatelstwo nie masz szans :D
Demokracja jest wtedy, kiedy dwa wilki i owca decydują, kogo zjeść na obiad. Wolność jest wtedy, kiedy uzbrojona po zęby owca może się obronić przed demokratycznie podjętą decyzją. Benjamin Franklin
Sądzisz, że moja przynależność do korporacji RP jest przymusowa? A na jakiej podstawie? Ktoś mi to nakazał? Bo ja sobie nie przypominam, abym wyraził wolę rezygnacji z wolności i naturalnego prawa do bycia równym z innymi ludźmi. Na jakiej podstawie Twoim zdaniem jestem niewolnikiem RP?
A las jest mój, nawet w papierach korporacyjnych stoi to napisane. Nie jestem ani posiadaczem, ani użytkownikiem, jestem właścicielem, pełnoprawnym, a więc wara od mojej własności.
Sądzisz, że moja przynależność do korporacji RP jest przymusowa? A na jakiej podstawie? Ktoś mi to nakazał? Bo ja sobie nie przypominam, abym wyraził wolę rezygnacji z wolności i naturalnego prawa do bycia równym z innymi ludźmi. Na jakiej podstawie Twoim zdaniem jestem niewolnikiem RP?
A las jest mój, nawet w papierach korporacyjnych stoi to napisane. Nie jestem ani posiadaczem, ani użytkownikiem, jestem właścicielem, pełnoprawnym, a więc wara od mojej własności.
@Manson:
Wiesz, że demokratą nie jestem. Cytując Aarona Szechtera: "De..de..mmmokracja to ja..ja" ;D
> Sądzisz, że moja przynależność do korporacji RP jest przymusowa?
Nie. Tak sądzi korporacja i ma mechanizmy, którymi ten osąd jest w stanie egzekwować.
To, co Ty sądzisz, jest bez znaczenia.
Las jest Twój.. ale podlega (włącznie z Tobą) prawom RP.
Dopóki nie proklamujesz jego niepodległości, o czym pisałem powyżej ;)
Znasz moje poglądy. Jestem wolnościowcem, ale nie anarchistą.
Wiesz, że demokratą nie jestem. Cytując Aarona Szechtera: "De..de..mmmokracja to ja..ja" ;D
> Sądzisz, że moja przynależność do korporacji RP jest przymusowa?
Nie. Tak sądzi korporacja i ma mechanizmy, którymi ten osąd jest w stanie egzekwować.
To, co Ty sądzisz, jest bez znaczenia.
Las jest Twój.. ale podlega (włącznie z Tobą) prawom RP.
Dopóki nie proklamujesz jego niepodległości, o czym pisałem powyżej ;)
Znasz moje poglądy. Jestem wolnościowcem, ale nie anarchistą.
> jestem właścicielem, pełnoprawnym, a więc wara od mojej własności
Ale Sforę prowadzisz na smyczy.
Pozwalasz obcym, by Ci do Twojego lasu włazili i sarniaki podbierali ;]
Zamiast porozmieszczać N tabliczek:
"Wchodzisz na teren prywatny, wyjęty spod prawa. Przegryzienie tętnicy szyjnej jest najmniejszym problemem, jaki może Cię spotkać.
Docenię przyniesienie własnych, wymytych i wypasteryzowanych wcześniej słoików. W takim przypadku, obiecuję, ze nie będziesz się długo męczyć" :D
> daje mi komfort unikania konfliktu z mafią RP
Czyli.. idziesz na kompromis. Coś za coś. Parę złotych za spokój.
Dokładnie tak samo działa Państwo, którego ja jestem zwolennikiem. Pełna wolność jednostki (zasada końca wolności na końcu nosa) i zero wpitalania się w życie (volenti non fit iniuria).
Ale Sforę prowadzisz na smyczy.
Pozwalasz obcym, by Ci do Twojego lasu włazili i sarniaki podbierali ;]
Zamiast porozmieszczać N tabliczek:
"Wchodzisz na teren prywatny, wyjęty spod prawa. Przegryzienie tętnicy szyjnej jest najmniejszym problemem, jaki może Cię spotkać.
Docenię przyniesienie własnych, wymytych i wypasteryzowanych wcześniej słoików. W takim przypadku, obiecuję, ze nie będziesz się długo męczyć" :D
> daje mi komfort unikania konfliktu z mafią RP
Czyli.. idziesz na kompromis. Coś za coś. Parę złotych za spokój.
Dokładnie tak samo działa Państwo, którego ja jestem zwolennikiem. Pełna wolność jednostki (zasada końca wolności na końcu nosa) i zero wpitalania się w życie (volenti non fit iniuria).
Ja jestem przyjazny, więc nie widzę powodu w grodzeniu własnej własności i zabranianiu zbierania ludziom runa. Opierniczam tylko śmieciarzy.
Sforę prowadzę na smyczy z różnych przyczyn, dyscyplina nie jest tu akurat najmniej istotną.
Nie idę na kompromis. Rozważam za i przeciw i wybieram lepszą ofertę. Z nikim nie negocjuję. To ja ustępuję korporacji, a nie ustępujemy sobie w czymś nawzajem.
Sforę prowadzę na smyczy z różnych przyczyn, dyscyplina nie jest tu akurat najmniej istotną.
Nie idę na kompromis. Rozważam za i przeciw i wybieram lepszą ofertę. Z nikim nie negocjuję. To ja ustępuję korporacji, a nie ustępujemy sobie w czymś nawzajem.
> nie widzę powodu w grodzeniu własnej własności
Nie chodzi o grodzenie.
Chodzi o przekaz informacyjny dla innych.
Twój las, Twoja własność, Twoja (i INNYCH!) świętość.
Tabliczki byłyby własnie takim przekazem informacyjnym.
"Chcesz wleźć.. ok. Zasieków nie ma. Właź. Ale wiedz, że jesteś U MNIE"
To bardzo silny motywator dla innych do zastanowienia się nad prawem własności.
Wiem, że masz to w głębokiej de.. ale zwalniając Sforę ze smyczy (w obrębie swojego lasu), wniósłbyś coś w prawdziwą edukację społeczeństwa ;)
Nie chodzi o grodzenie.
Chodzi o przekaz informacyjny dla innych.
Twój las, Twoja własność, Twoja (i INNYCH!) świętość.
Tabliczki byłyby własnie takim przekazem informacyjnym.
"Chcesz wleźć.. ok. Zasieków nie ma. Właź. Ale wiedz, że jesteś U MNIE"
To bardzo silny motywator dla innych do zastanowienia się nad prawem własności.
Wiem, że masz to w głębokiej de.. ale zwalniając Sforę ze smyczy (w obrębie swojego lasu), wniósłbyś coś w prawdziwą edukację społeczeństwa ;)
Nie zamierzam nikogo edukować. Jedynie czasem wyartykułuję własne zdanie, jak uznam za stosowne.
Szanuję Sadylu Twoje wybory, ale wydaje mi się, że chciałbyś systemu z ludzką twarzą. Moim zdaniem to niemożliwe (demokracja, republika i panosząca się służba), ale życzę powodzenia.
Każdy ma swój przepis na życie i sam za własne wybory będzie pokutować. Postaram się już Was nie budzić. śpijcie spokojnie i śnijcie kolorowe sny.
Szanuję Sadylu Twoje wybory, ale wydaje mi się, że chciałbyś systemu z ludzką twarzą. Moim zdaniem to niemożliwe (demokracja, republika i panosząca się służba), ale życzę powodzenia.
Każdy ma swój przepis na życie i sam za własne wybory będzie pokutować. Postaram się już Was nie budzić. śpijcie spokojnie i śnijcie kolorowe sny.
> chciałbyś systemu z ludzką twarzą
A skąd!
Chcę systemu nieludzkiego i okrutnie skutecznego. W tym zakresie, w jakim istnienie Państwa uważam za konieczne - czyli ochrona zewnętrzna (wojsko) i pilnowanie prawa (policja i wymiar sprawiedliwości). Plus parę innych pierdół.
Dopóki nie atakuję Państwa i nie łamię prawa, twarz systemu nie ma dla mnie żadnego znaczenia, bo jej nie widzę.
Tak wygląda moja wizja Państwa ;)
A skąd!
Chcę systemu nieludzkiego i okrutnie skutecznego. W tym zakresie, w jakim istnienie Państwa uważam za konieczne - czyli ochrona zewnętrzna (wojsko) i pilnowanie prawa (policja i wymiar sprawiedliwości). Plus parę innych pierdół.
Dopóki nie atakuję Państwa i nie łamię prawa, twarz systemu nie ma dla mnie żadnego znaczenia, bo jej nie widzę.
Tak wygląda moja wizja Państwa ;)
He he he ...
Wybacz, ale od tego się zawsze zaczyna.
Najpierw niech nas ktoś obroni przed wrogiem zewnętrznym.
Potem niech nas obroni przed wrogiem wewnętrznym.
A potem tak jakoś samo z siebie się dzieje, że zaczyna nas bronić przed nami samymi.
Jeśli rezygnujesz z aktywnej obrony i powierzasz ja komuś, no cóż, chyba sam się prosisz o to, co dostajesz.
Wybacz, ale od tego się zawsze zaczyna.
Najpierw niech nas ktoś obroni przed wrogiem zewnętrznym.
Potem niech nas obroni przed wrogiem wewnętrznym.
A potem tak jakoś samo z siebie się dzieje, że zaczyna nas bronić przed nami samymi.
Jeśli rezygnujesz z aktywnej obrony i powierzasz ja komuś, no cóż, chyba sam się prosisz o to, co dostajesz.
Dinosauria, My.
Autor: Charles Bukowski, tłumaczył: exignorant
Wrodzeni ot tak
W to
Gdy blade twarze szczerzą się
Gdy Pani Śmierć rechocze
Gdy windy psują się
Gdy polityczny krajobraz zanika
Gdy pakowacz z dyskontu ma dyplom
Gdy zaropiałe ryby wypluwają swe zaropiałe ofiary
Gdy Słońce jest przesłonięte
Jesteśmy
Wrodzeni ot tak
W to
W te starannie obłąkane wojny
W widok wybitych fabrycznych okien na pustkę
W knajpy w których ludzie już ze sobą nie rozmawiają
W bijatyki które kończy strzał i dźgnięcie
Wrodzeni w to
W szpitale tak drogie że taniej jest umrzeć
W prawników liczących sobie tyle że taniej jest przyznać się do winy
W kraj gdzie więzienia są zapełnione a psychiatryki pozamykane
W miejsce gdzie masy windują głupców na nadzianych bohaterów
Wrodzeni w to
Przechodzący przez to
Umierający przez to
Niemi przez to
Wysterylizowani
Zdeprawowani
Wydziedziczeni
Przez to
Oszukani przez to
Wykorzystani przez to
Olani przez to
Zarażeni szaleństwem i chorobą przez to
Przywiedzeni do przemocy
Odwiedzeni od człowieczeństwa
Przez to
Serce jest poczerniałe
Palce sięgają po tchawicę
Broń
Nóż
Bombę
Palce sięgają ku niewrażliwemu na bodźce bogowi
Palce sięgają po butelkę
Pigułkę
Proszek
Jesteśmy wrodzeni w tę wypełnioną smutkiem martwotę
Jesteśmy wrodzeni w zadłużony od sześciu dekad rząd
Który wkrótce utraci zdolność spłaty procentu
I banki zapłoną
Pieniądze będą bezużyteczne
Będzie jawny i bezkarny mord na ulicach
Będzie broń i grasujące bandy
Gleba będzie nieużyteczna
Żywność będzie malejącym przychodem
Jądrowa potęga zostanie przejęta przez wielu
Wybuchy będą bezustannie wstrząsać Ziemią
Napromieniowani ludzie-roboty będą prześladować się wzajemnie
Bogaci i wybrani będą obserwować z orbitalnych platform
Piekło Dantego będzie przypominało dziecięcy plac zabaw
Słońce nie będzie oglądane i zawsze będzie noc
Drzewa obumrą
Cała roślinność obumrze
Napromieniowani ludzie będą jeść mięso napromieniowanych ludzi
Morza będą skażone
Jeziora i rzeki znikną
Deszcz będzie nowym złotem
Gnijące korpusy ludzi i zwierząt będą cuchnąć na czarnym wietrze
Ostatnią garstkę ocalałych pokonają nowe i ohydne choróbska
A stacje orbitalne wyniszczy zużycie
Wyczerpane zasoby
Naturalny skutek ogólnego rozkładu
I zapadnie najpiękniejsza cisza jakiej nigdy nie słyszano
Zrodzona z tego.
Słońce wciąż tam ukryte
Wyczekujące kolejnego rozdziału.
Autor: Charles Bukowski, tłumaczył: exignorant
Wrodzeni ot tak
W to
Gdy blade twarze szczerzą się
Gdy Pani Śmierć rechocze
Gdy windy psują się
Gdy polityczny krajobraz zanika
Gdy pakowacz z dyskontu ma dyplom
Gdy zaropiałe ryby wypluwają swe zaropiałe ofiary
Gdy Słońce jest przesłonięte
Jesteśmy
Wrodzeni ot tak
W to
W te starannie obłąkane wojny
W widok wybitych fabrycznych okien na pustkę
W knajpy w których ludzie już ze sobą nie rozmawiają
W bijatyki które kończy strzał i dźgnięcie
Wrodzeni w to
W szpitale tak drogie że taniej jest umrzeć
W prawników liczących sobie tyle że taniej jest przyznać się do winy
W kraj gdzie więzienia są zapełnione a psychiatryki pozamykane
W miejsce gdzie masy windują głupców na nadzianych bohaterów
Wrodzeni w to
Przechodzący przez to
Umierający przez to
Niemi przez to
Wysterylizowani
Zdeprawowani
Wydziedziczeni
Przez to
Oszukani przez to
Wykorzystani przez to
Olani przez to
Zarażeni szaleństwem i chorobą przez to
Przywiedzeni do przemocy
Odwiedzeni od człowieczeństwa
Przez to
Serce jest poczerniałe
Palce sięgają po tchawicę
Broń
Nóż
Bombę
Palce sięgają ku niewrażliwemu na bodźce bogowi
Palce sięgają po butelkę
Pigułkę
Proszek
Jesteśmy wrodzeni w tę wypełnioną smutkiem martwotę
Jesteśmy wrodzeni w zadłużony od sześciu dekad rząd
Który wkrótce utraci zdolność spłaty procentu
I banki zapłoną
Pieniądze będą bezużyteczne
Będzie jawny i bezkarny mord na ulicach
Będzie broń i grasujące bandy
Gleba będzie nieużyteczna
Żywność będzie malejącym przychodem
Jądrowa potęga zostanie przejęta przez wielu
Wybuchy będą bezustannie wstrząsać Ziemią
Napromieniowani ludzie-roboty będą prześladować się wzajemnie
Bogaci i wybrani będą obserwować z orbitalnych platform
Piekło Dantego będzie przypominało dziecięcy plac zabaw
Słońce nie będzie oglądane i zawsze będzie noc
Drzewa obumrą
Cała roślinność obumrze
Napromieniowani ludzie będą jeść mięso napromieniowanych ludzi
Morza będą skażone
Jeziora i rzeki znikną
Deszcz będzie nowym złotem
Gnijące korpusy ludzi i zwierząt będą cuchnąć na czarnym wietrze
Ostatnią garstkę ocalałych pokonają nowe i ohydne choróbska
A stacje orbitalne wyniszczy zużycie
Wyczerpane zasoby
Naturalny skutek ogólnego rozkładu
I zapadnie najpiękniejsza cisza jakiej nigdy nie słyszano
Zrodzona z tego.
Słońce wciąż tam ukryte
Wyczekujące kolejnego rozdziału.
Mik, 100% racji masz przyznaje z jednym äle".
Nikt nie kradnie czerwone trzy TDI z napedem na cztery.
To najmocniejszy silnik z napedem for motion.
Wiekszosc czesci nie pasuje do zwyklej T5.
Proste.
Jakkolwiek masz racje.
ps. Mnie zlodzielowi ukradli :) - ciekawostka przyrodnicza, ale ja ich znajde. Na koncu swiata.
Nikt nie kradnie czerwone trzy TDI z napedem na cztery.
To najmocniejszy silnik z napedem for motion.
Wiekszosc czesci nie pasuje do zwyklej T5.
Proste.
Jakkolwiek masz racje.
ps. Mnie zlodzielowi ukradli :) - ciekawostka przyrodnicza, ale ja ich znajde. Na koncu swiata.
Tego do końca nie wiadomo. Są tylko dowody NASA.
http://4.bp.blogspot.com/-j5Gf38UZqd4/VjZPl0KsZiI/AAAAAAAABS0/sR_ZSgP_nbs/s1600/cukierek.png
http://4.bp.blogspot.com/-j5Gf38UZqd4/VjZPl0KsZiI/AAAAAAAABS0/sR_ZSgP_nbs/s1600/cukierek.png
No Ty to sobie nie cukruj ziom :-)))
Idę jutro na grzyby. Ze sforą.
W nocy wilczurek zagryzł sarnę jakieś 100 m od mojego płotu. Zostało po niej fura odchodów i mech przesiąknięty krwią. Sfora w euforii. Wrąbał ją całą, z kopytami. Jeszcze wczoraj leżał kawałek obgryzionej tchawicy, ale dzisiaj już go nie było. I zapach śmierci wyczuwalny dla mnie nie mniej niż dla sfory.
Ocet jabłkowy pięknie mi dojrzewa. Wstawiłem go do domu i teraz moje pająki obżerają się tłustymi stadami owocówek. Ja zresztą też, choć mimowolnie.
Cydr pięknie dojrzał i czeka na butelkowanie.
A w gospodarczym kolejne cztery skrzynki kwaśnych jabłek, te będą na wino.
I wreszcie kurna wykopię selery, poobrywam szpinak i zbiorę rzodkiewki. To nie przystoi w naszej szerokości geograficznej mieć jeszcze coś w ogrodzie (prócz porów i jarmużu) o tej porze roku.
Idę jutro na grzyby. Ze sforą.
W nocy wilczurek zagryzł sarnę jakieś 100 m od mojego płotu. Zostało po niej fura odchodów i mech przesiąknięty krwią. Sfora w euforii. Wrąbał ją całą, z kopytami. Jeszcze wczoraj leżał kawałek obgryzionej tchawicy, ale dzisiaj już go nie było. I zapach śmierci wyczuwalny dla mnie nie mniej niż dla sfory.
Ocet jabłkowy pięknie mi dojrzewa. Wstawiłem go do domu i teraz moje pająki obżerają się tłustymi stadami owocówek. Ja zresztą też, choć mimowolnie.
Cydr pięknie dojrzał i czeka na butelkowanie.
A w gospodarczym kolejne cztery skrzynki kwaśnych jabłek, te będą na wino.
I wreszcie kurna wykopię selery, poobrywam szpinak i zbiorę rzodkiewki. To nie przystoi w naszej szerokości geograficznej mieć jeszcze coś w ogrodzie (prócz porów i jarmużu) o tej porze roku.
> Idę jutro na grzyby
A co jest?
> wilczurek
Masz na myśli psa czy autentycznego wilka?
> nie przystoi (..) mieć jeszcze coś w ogrodzie
"Moje" jabłuszkowe wzgórza skończyły się definitywnie jakiś tydzień-dwa temu. Są jeszcze najsmaczniejsze sztuki na wierzchołkach, ale nie mam narządu do ich zebrania (takie grabie z workiem;) a na drzewo nie wlezę bo jakoś mojego zaufania nie budzi.
Za to byłem dziś w Baninie i miałem okazję widzieć całe pole niezebranych jeszcze porów.
A co jest?
> wilczurek
Masz na myśli psa czy autentycznego wilka?
> nie przystoi (..) mieć jeszcze coś w ogrodzie
"Moje" jabłuszkowe wzgórza skończyły się definitywnie jakiś tydzień-dwa temu. Są jeszcze najsmaczniejsze sztuki na wierzchołkach, ale nie mam narządu do ich zebrania (takie grabie z workiem;) a na drzewo nie wlezę bo jakoś mojego zaufania nie budzi.
Za to byłem dziś w Baninie i miałem okazję widzieć całe pole niezebranych jeszcze porów.
> u Mansona nie ma wilkow
Wilka w życiu (poza Zoo) nie widziałem na oczy. Z edukacji szkolnej wyniosłem, że zyją w Polsce (nielicznie) gdzieś na południu.
Natomiast całkiem niedawno słyszałem/czytałem, że populacja wilków sie odrodziła i są obecne również na Pomorzu.
Zatem tym bardziej mogą być obecne w Borach.
Stąd moja wątpliwość.
Wilka w życiu (poza Zoo) nie widziałem na oczy. Z edukacji szkolnej wyniosłem, że zyją w Polsce (nielicznie) gdzieś na południu.
Natomiast całkiem niedawno słyszałem/czytałem, że populacja wilków sie odrodziła i są obecne również na Pomorzu.
Zatem tym bardziej mogą być obecne w Borach.
Stąd moja wątpliwość.
U mnie drugi sezon chodzi pojedynczy. Wielokroć widziałem jego ślady i nawet za nim łaziłem, chociaż go nigdy nie wytropiłem. Leśniczy mówi, że go widział.
Sprawdziłem ślady i układ był prosty: jedna sarna, jeden wilczur. Nie powiem że na 100% on, ale jeżeli to był pies, to musiał być potężny, wielkości któregoś z moich. Pies sam w pojedynkę i nieobeznany w leśnych podchodach nie dałby rady zagryźć sarny. W sforze tak, ale sam nie. A ja jak tutaj mieszkam takiego dużego psa na dziko widziałem raz jeden, przechodził niedaleko mojego obejścia z dwoma małymi kumplami i moja sfora je wystawiła przeganiając.
Brzytwa Ockhama się kłania.
Wilki są w Borach od kilku lat.
Z grzybów Sadylu nazbieram gąsek, gąsówek i opieniek, może znajdę jakieś sarniaki. Ostatnio piekłem pizzę serowo-gąskową. Pojawiły się piękne gąsówki, a to znak, że zima za pasem. Ech, nie ma to jak fioletowe gąsówki usmażone na maśle z czosnkiem i zajadane z pajdą zakwaszanego chleba - królewskie późnojesienne śniadanie.
Sprawdziłem ślady i układ był prosty: jedna sarna, jeden wilczur. Nie powiem że na 100% on, ale jeżeli to był pies, to musiał być potężny, wielkości któregoś z moich. Pies sam w pojedynkę i nieobeznany w leśnych podchodach nie dałby rady zagryźć sarny. W sforze tak, ale sam nie. A ja jak tutaj mieszkam takiego dużego psa na dziko widziałem raz jeden, przechodził niedaleko mojego obejścia z dwoma małymi kumplami i moja sfora je wystawiła przeganiając.
Brzytwa Ockhama się kłania.
Wilki są w Borach od kilku lat.
Z grzybów Sadylu nazbieram gąsek, gąsówek i opieniek, może znajdę jakieś sarniaki. Ostatnio piekłem pizzę serowo-gąskową. Pojawiły się piękne gąsówki, a to znak, że zima za pasem. Ech, nie ma to jak fioletowe gąsówki usmażone na maśle z czosnkiem i zajadane z pajdą zakwaszanego chleba - królewskie późnojesienne śniadanie.
Manson,
pojedynczy wilk mialby bardzo ciezko, mimo glodu.
Chyba, ze to jakas inteligentna lux torpeda turbo doladowaniem.
Spojrz na sama dlugosc konczyn to wiele wyjasnia.
Ale co tam wilki.
Ze wszystkich psiakowatych najgenialniej poluja wild dogs czyli likaony.
Male i niepozorne.
Wg badan i obserwacji posiadaja 6zmysl czy inny instynkt.
https://www.youtube.com/watch?v=h4SlAc2U1A4
pojedynczy wilk mialby bardzo ciezko, mimo glodu.
Chyba, ze to jakas inteligentna lux torpeda turbo doladowaniem.
Spojrz na sama dlugosc konczyn to wiele wyjasnia.
Ale co tam wilki.
Ze wszystkich psiakowatych najgenialniej poluja wild dogs czyli likaony.
Male i niepozorne.
Wg badan i obserwacji posiadaja 6zmysl czy inny instynkt.
https://www.youtube.com/watch?v=h4SlAc2U1A4
Czyzby Twoje ego bylo wystrzelone w kosmos??
Nie masz recepty na wiedze.
Rozejrzyj sie wokol.
Jeden wilk pozarl jedna sarne.
Na K.
Czekaj.
W takich chwilach, gdy slysze bzdury parcham.
Jak osiol ze Shreka.
Parchnalem.
Ja nie szukam w lesie przygod.
Przygody lesne szukaja mnie.
Urodzilem sie na bagnach.
W las wlaze zazwyczaj noca albo rano.
Bagnisty las jest odbiciem lustrzanym mej duszy.
Ale nie bede sie tu za duzo sprzedawal, spowiadal, czy wysypywal.
Zapomnialem czy zapomnialem Tobie powiedziec czy napisac.
Mam dla Ciebie latarke Swat. :)
No to zdrowko.
15% winko razy 5. Wisnia ziolowa. Pycha.
https://www.youtube.com/watch?v=Ps0FzS16R0s
Nie masz recepty na wiedze.
Rozejrzyj sie wokol.
Jeden wilk pozarl jedna sarne.
Na K.
Czekaj.
W takich chwilach, gdy slysze bzdury parcham.
Jak osiol ze Shreka.
Parchnalem.
Ja nie szukam w lesie przygod.
Przygody lesne szukaja mnie.
Urodzilem sie na bagnach.
W las wlaze zazwyczaj noca albo rano.
Bagnisty las jest odbiciem lustrzanym mej duszy.
Ale nie bede sie tu za duzo sprzedawal, spowiadal, czy wysypywal.
Zapomnialem czy zapomnialem Tobie powiedziec czy napisac.
Mam dla Ciebie latarke Swat. :)
No to zdrowko.
15% winko razy 5. Wisnia ziolowa. Pycha.
https://www.youtube.com/watch?v=Ps0FzS16R0s
"Niektóre rzeczy są dokładnie tym, czym są, i niczym innym."
Charles Bukowski.
Charles Bukowski.
@sadyl, no przecież są w pomorskiem. Było nawet liczenie niedawno. Coś się w ogóle zmienia na dobre. Pod Gdańskiem, niedaleko lotniska regularnie widuję wielkie czarne ptaki. I myślę sobie, że to muszą być oryginalne kruki. Nie żadne gawrony, ale właśnie kruki. Bo wielkie to, że w pierwszej chwili człowiek myśli, że jakiś czarny pies po polu biega. A jeśli są kruki to powinny być i bieliki. Coś dużego i drapieżnego czasem krąży po niebie, ale nie wiem czy to one.
Kruki sa prawie wszedzie w TPK. (w trudno dostepnych ostepach zaznaczam)
Szczegolnie tereny Rumi Janowo.
To raz.
Bieliki?
Moze... moze jest z dwie pary na Kaszubach gdzies.
Pelno jest ich w polnocnej Norwegii.
Przestancie z tymi wilkami.
I nie sluchajcie za duzo mediowych statystyk-zamiast tego w las idzcie.
To sie przekonacie.
Ktos kto klepie o wilkach w sieci i o lesie...
Znow parchnalem.
Tym razem autokrytyka.
Ale co, w nl nie ma lasow.
Szczegolnie tereny Rumi Janowo.
To raz.
Bieliki?
Moze... moze jest z dwie pary na Kaszubach gdzies.
Pelno jest ich w polnocnej Norwegii.
Przestancie z tymi wilkami.
I nie sluchajcie za duzo mediowych statystyk-zamiast tego w las idzcie.
To sie przekonacie.
Ktos kto klepie o wilkach w sieci i o lesie...
Znow parchnalem.
Tym razem autokrytyka.
Ale co, w nl nie ma lasow.
@ornitolog. Bo to są kumple. Bieliki żyją z krukami w symbiozie. Wypatrują chmary kruków nad padliną i wtedy lądują, żeby coś dla siebie uszczknąć. Tam, gdzie duże przestrzenie, stare ułamane sosny doskonałe na gniazdo i kruki, tam można spodziewać się bielika. Przy czym kruki są znacznie inteligentniejsze niż bieliki. Krukowate to arystokracja wśród ptaków. W Warszawie widziano, jak wrony i gawrony przynoszą sobie orzechy na jezdnie i czekają aż samochody po nich przejadą. Potem sobie wydziobują to, co miękkie i zjadliwe. Polecam słuchać trójki ok. 6.45 rano w piątki. Dr Kruszewicz genialnie tłumaczy zwyczaje ptaków. Dzisiaj już jestem po kolejnym wykładzie.
odkryłam przepyszne danie.
Może dla was to nie jest nowosc, dla mnie tak i jak wroce do domu bede to gotowac.
Codziennie.
Ziemniaki gotujemy normalnie jak ziemniaki (własciwie to nie lubie ziemniakow ale tym daniu owszem tak)
W drugim garnku gotujemy koszona kapuste, ilosc mniej wiecej tyle ile ziemniakow.
Po ugotowaniu ziemniaki mietolimy na gladka mase, dokladnie mieszamy z kapusta kiszona, dopieprzamy.
I to koniec.
Pycha..
nic wiecej do tego nie potrzebuje, a moge jesc kilogramami.
Może dla was to nie jest nowosc, dla mnie tak i jak wroce do domu bede to gotowac.
Codziennie.
Ziemniaki gotujemy normalnie jak ziemniaki (własciwie to nie lubie ziemniakow ale tym daniu owszem tak)
W drugim garnku gotujemy koszona kapuste, ilosc mniej wiecej tyle ile ziemniakow.
Po ugotowaniu ziemniaki mietolimy na gladka mase, dokladnie mieszamy z kapusta kiszona, dopieprzamy.
I to koniec.
Pycha..
nic wiecej do tego nie potrzebuje, a moge jesc kilogramami.
Wczoraj pytałem kompetentna osobę odnośnie tegoż powyżej.
Tak Anka.
Oni tak jedzą. To tradycyjne nl danie.
Myśle, ze by mnie podpasilo.
Wierze ze smakuje, dodalbym boczku w plastrach, ziemniaczany bigos, :)) liść kapusty surowej na górę i podsmazonej cebuli osobno.
Ja jem prosto, tlusto i pikantnie. Czasami.
Jedziemy bo Belgii. Adam mówi, ze frytki pochodzą z Belgii.
Frytki na obiad w drugi dzien świat ?
Tak.
Są grube.
Tak Anka.
Oni tak jedzą. To tradycyjne nl danie.
Myśle, ze by mnie podpasilo.
Wierze ze smakuje, dodalbym boczku w plastrach, ziemniaczany bigos, :)) liść kapusty surowej na górę i podsmazonej cebuli osobno.
Ja jem prosto, tlusto i pikantnie. Czasami.
Jedziemy bo Belgii. Adam mówi, ze frytki pochodzą z Belgii.
Frytki na obiad w drugi dzien świat ?
Tak.
Są grube.
Nie mialem gdzie, no to u Brata w watku.
Dzis rano o 6:30, odszedl RADUS.
Kot z nazwy, z plci kocica.
18 lat.
Przynosil mi najwieksze szczury jakie widzialem.
Z ptakow przynosila (sic!) wszystko co latalo obok.
Raz RADUS zaczail sie na Sroke, nie dal rady upolowac.
Raz w nocy gdy padal deszcz gesto o drugiej gonily go dobermanny.
Ja siedzialem i patrzalem spokojnie.
Piec centymetrow brakowalo, aby ja zroszarpaly gdy sie wspinal na balkon do mnie wtedy na krzeslo.
Uwielbial lazic po drzewach.
Ze mna.
Bylo minelo.
Dla Radusa.
Aha, kocham polski sanepid.
Bedzie pochowny pod kamieniem, w mym lesie z widokiem na pustki cisowskie.
https://m.youtube.com/watch?v=_2qFnGLuHtE
Dzis rano o 6:30, odszedl RADUS.
Kot z nazwy, z plci kocica.
18 lat.
Przynosil mi najwieksze szczury jakie widzialem.
Z ptakow przynosila (sic!) wszystko co latalo obok.
Raz RADUS zaczail sie na Sroke, nie dal rady upolowac.
Raz w nocy gdy padal deszcz gesto o drugiej gonily go dobermanny.
Ja siedzialem i patrzalem spokojnie.
Piec centymetrow brakowalo, aby ja zroszarpaly gdy sie wspinal na balkon do mnie wtedy na krzeslo.
Uwielbial lazic po drzewach.
Ze mna.
Bylo minelo.
Dla Radusa.
Aha, kocham polski sanepid.
Bedzie pochowny pod kamieniem, w mym lesie z widokiem na pustki cisowskie.
https://m.youtube.com/watch?v=_2qFnGLuHtE
"Niektóre rzeczy są dokładnie tym, czym są, i niczym innym."
Charles Bukowski.
Charles Bukowski.
Pączki
Wczoraj wpadl starszy pan o wygladzie pana Kleksa z wielkim talerzem samorobnych paczkow.
Przesiąknietych i ociekajacych olejem.
Ale byl tak zachwycony i dumny ze swojego dziela, ze zjadlam.
Pan kleks pwedrowal do barku wyciagnal jakis alkogol i kieliszki i rozpoczeli pogawedke.
A pozniej wyzej wymieniony o twarzy czerwonej jak poduszka w boze narodzenie radosnie skierowal sie w strone zaparkowanego samochodu..
--czy ty w tym stanie zamierzasz jechac?- zapytalam niesmialo.
- nie martw sie to tylko 50 km.....
Holendrzy
Wczoraj wpadl starszy pan o wygladzie pana Kleksa z wielkim talerzem samorobnych paczkow.
Przesiąknietych i ociekajacych olejem.
Ale byl tak zachwycony i dumny ze swojego dziela, ze zjadlam.
Pan kleks pwedrowal do barku wyciagnal jakis alkogol i kieliszki i rozpoczeli pogawedke.
A pozniej wyzej wymieniony o twarzy czerwonej jak poduszka w boze narodzenie radosnie skierowal sie w strone zaparkowanego samochodu..
--czy ty w tym stanie zamierzasz jechac?- zapytalam niesmialo.
- nie martw sie to tylko 50 km.....
Holendrzy
Las zasypany świeżym śniegiem czyta się wspaniale. Jak nową książkę ledwie wyjętą z obwoluty, Czystą, pachnącą farbą drukarską, z ostrymi brzegami kart i tekstem dziewiczo otwierającym się pod spojrzeniem.
Po paru dniach ten las dalej można czytać, ale przypomina już książkę, którą przed tobą czytało wielu, jeden coś pogryzdał na marginesie, inny ołówkiem popodkreślał słowa, a jeszcze ktoś odcisnął tłuste od popcornu paluchy. Treść zostaje, ale przyjemności jakby mniej.
Po paru dniach ten las dalej można czytać, ale przypomina już książkę, którą przed tobą czytało wielu, jeden coś pogryzdał na marginesie, inny ołówkiem popodkreślał słowa, a jeszcze ktoś odcisnął tłuste od popcornu paluchy. Treść zostaje, ale przyjemności jakby mniej.
W wątku napisała Letnia i nieznany mi bliżej Nevermind. Wsio. A, i jeszcze C, ale został zablokowany ;) Więcej osób nie widzę. Może napisałaś w innym wątku? Ale błagam, nie każcie mi go teraz szukać.
I tak na marginesie, po co wyciągać zapomniane już dawno sprawy? Nie był to pierwszy i na pewno nie ostatni raz, kiedy dostałam prztyczka w nos ;)
I tak na marginesie, po co wyciągać zapomniane już dawno sprawy? Nie był to pierwszy i na pewno nie ostatni raz, kiedy dostałam prztyczka w nos ;)
Wybaczam. Ale nie wiem, co. I don't know anything.
http://www.youtube.com/watch?v=9JQkO7z47x4 co za muza! Cały czas odkrywam.
http://www.youtube.com/watch?v=9JQkO7z47x4 co za muza! Cały czas odkrywam.
No cóż Inko, niektórzy z nas rozwijają się całe życie, a niektórzy myślą, że się rozwijają. Kolorowych snów. Życie to nie tylko wpisy na forum, ale Ty przecież o tym wiesz. Kiedy Ci to wygodne.
http://www.youtube.com/watch?v=Lmsah3PJQtg
http://www.youtube.com/watch?v=Lmsah3PJQtg
Manson, schowalismy w dwójkę w nocy litr.
do końca nie wiadomo ja czy Adam. To już ustaliliśmy po bijatyce. Krótkiej i nie trudnej do ustalenia werdyktu. ( choć zwycięstwo będzie gdy ja znajdziemy) ( a bo mi podszedł pod rękę, w kumplostwie czasem tak jest, choć pewno jutro pozwie mnie do sadu...)
Wysypalem wszystkie szafy, zmywarki i pralki. Od góry po dół.
Umiem szukać jak pies.
I nie ma. Chyba ze w ogrodzie w doniczce zakopalem.
Ręce opadają.
gdzie moze być flaszka, pytanie!!!!!
Teraz dowcip,
Rok 2020.
Niemcy. Berlin. Późny wieczór...
Dwóch policjantów patroluje ulice. Dostrzegają podejrzanego mężczyznę.
Dokumenty proszę - mówi jeden z policjantów.
Człowiek podaje dowód osobisty.
Policjant ogląda i mówi do drugiego policjanta:
- Ty, Ahmed...
Zobacz jak dziwnie facet ma na imię: Hans!
do końca nie wiadomo ja czy Adam. To już ustaliliśmy po bijatyce. Krótkiej i nie trudnej do ustalenia werdyktu. ( choć zwycięstwo będzie gdy ja znajdziemy) ( a bo mi podszedł pod rękę, w kumplostwie czasem tak jest, choć pewno jutro pozwie mnie do sadu...)
Wysypalem wszystkie szafy, zmywarki i pralki. Od góry po dół.
Umiem szukać jak pies.
I nie ma. Chyba ze w ogrodzie w doniczce zakopalem.
Ręce opadają.
gdzie moze być flaszka, pytanie!!!!!
Teraz dowcip,
Rok 2020.
Niemcy. Berlin. Późny wieczór...
Dwóch policjantów patroluje ulice. Dostrzegają podejrzanego mężczyznę.
Dokumenty proszę - mówi jeden z policjantów.
Człowiek podaje dowód osobisty.
Policjant ogląda i mówi do drugiego policjanta:
- Ty, Ahmed...
Zobacz jak dziwnie facet ma na imię: Hans!
"Niektóre rzeczy są dokładnie tym, czym są, i niczym innym."
Charles Bukowski.
Charles Bukowski.
Nie chce mi sie szukac w odmetach "mojego" wątku, wiec tu napisze..
Od tygodnia codziennie jezdze na rowerze.
Elektrycznym.
dla utrudnienia i rozruszania zasiedzialego tylka nie wlączam sinika.
Podoba mi sie.
ale takiego nie kupie.
Podoba mi sie ale nie az tak.
Jestem u pana muzyka.
Przez caly styczen rozmawialismy przez tel i niestety by niemily dla nowej opiekunki.
Zapowiadal: w lutym wroci moja najlepsza przyjaciolka, polska dziewczynka..
Nie moglam odmowic.
Jak wroclam, przestal mnie nazywac przyjaciolke, zaczal swoja dziewczyna. Czyli moj chlopak ma 95 lat..
Nadal mam problemy z wychodzeniem wieczorem. Bo niebezpiecznie i cos moze mi sie stac.
Nadal slucham oper i koncertow.
i licze dni do powrotu.
Bede plakac bo pokochalam go a pewnie dlugo nie pozyje, ale chce juz wrocic bo moj pies sie obrazil. musze go udobruchac
Od tygodnia codziennie jezdze na rowerze.
Elektrycznym.
dla utrudnienia i rozruszania zasiedzialego tylka nie wlączam sinika.
Podoba mi sie.
ale takiego nie kupie.
Podoba mi sie ale nie az tak.
Jestem u pana muzyka.
Przez caly styczen rozmawialismy przez tel i niestety by niemily dla nowej opiekunki.
Zapowiadal: w lutym wroci moja najlepsza przyjaciolka, polska dziewczynka..
Nie moglam odmowic.
Jak wroclam, przestal mnie nazywac przyjaciolke, zaczal swoja dziewczyna. Czyli moj chlopak ma 95 lat..
Nadal mam problemy z wychodzeniem wieczorem. Bo niebezpiecznie i cos moze mi sie stac.
Nadal slucham oper i koncertow.
i licze dni do powrotu.
Bede plakac bo pokochalam go a pewnie dlugo nie pozyje, ale chce juz wrocic bo moj pies sie obrazil. musze go udobruchac
Łazi sobie po lesie wiosna i nuci "... nic nas nie może powstrzymać ...".
Dzisiaj z rana całkiem ładny mrozek, ale to nie bardzo zniechęciło zające do tańców i walk godowych, które urządziły sobie we wrzosach zaraz za moim płotem. Gonitwy, ucieczki, zwody, uniki - no jest na co patrzeć :-)
Przypomniały mi się zaraz z "Siedmiu Samurajów" słowa Schichiroji: czy atakujesz, czy się bronisz, bitwa odbywa się w biegu, jeśli nie możesz biec - przegrałeś.
Wypisz wymaluj.
Żebym nie obawiał się uronić chwili z epickiego widowiska poleciałbym do domu po popcorn i colę.
W lesie już gwiżdżą zięby - znaczy zajmują terytoria. W świerkach świergolą sikory.
A na śniadanie zrobiłem sobie mięciutkie jajeczko, które posypałem ... odrobiną szczypiorku wyciętego z własnego ogrodu. Nie wiem jak Wy, ale już mam nowalijki :-))
Wiosna idzie.
Dzisiaj z rana całkiem ładny mrozek, ale to nie bardzo zniechęciło zające do tańców i walk godowych, które urządziły sobie we wrzosach zaraz za moim płotem. Gonitwy, ucieczki, zwody, uniki - no jest na co patrzeć :-)
Przypomniały mi się zaraz z "Siedmiu Samurajów" słowa Schichiroji: czy atakujesz, czy się bronisz, bitwa odbywa się w biegu, jeśli nie możesz biec - przegrałeś.
Wypisz wymaluj.
Żebym nie obawiał się uronić chwili z epickiego widowiska poleciałbym do domu po popcorn i colę.
W lesie już gwiżdżą zięby - znaczy zajmują terytoria. W świerkach świergolą sikory.
A na śniadanie zrobiłem sobie mięciutkie jajeczko, które posypałem ... odrobiną szczypiorku wyciętego z własnego ogrodu. Nie wiem jak Wy, ale już mam nowalijki :-))
Wiosna idzie.
o 6 rano na plazy spotkalem filmowcow.
Zezwolilem na krecenie mnie i psa w wodzie.
Fajni mlodzi ludzie z prof osprzetem.
A pozniej w zalesieniu na klifie sarny ja i pies, mega przezycie, przez chwile myslalem, iz jeszcze spie tak byly zakamuflowane.
Matka wypuscila mloda, za ktora wylalmal sie pies. Moj pies.
Zas ja podgladalem szara, alez sie schowala w zalesieniu... jak mgla
Wszystko w Redlowo-Orlowo.
Zezwolilem na krecenie mnie i psa w wodzie.
Fajni mlodzi ludzie z prof osprzetem.
A pozniej w zalesieniu na klifie sarny ja i pies, mega przezycie, przez chwile myslalem, iz jeszcze spie tak byly zakamuflowane.
Matka wypuscila mloda, za ktora wylalmal sie pies. Moj pies.
Zas ja podgladalem szara, alez sie schowala w zalesieniu... jak mgla
Wszystko w Redlowo-Orlowo.
"Niektóre rzeczy są dokładnie tym, czym są, i niczym innym."
Charles Bukowski.
Charles Bukowski.
c, to, ze od tygodnia nie wychodzę kompletnie z domu. A dodatkowo dwa dni mam takie, ze nie ma nikogo kto z psem by wyszedł. Ty mi w tym momencie pomagasz, zreszta nie do konca robisz to w ramach pomocy, bo te spacery to dla ciebie przyjemność.. To wszystko nie zmienia nic w sytuacji posiadania psa. Pies jest mój.
Oststnio Ann uraczylas mnie taka zupa, ze boje sie jesc u Ciebie.
Tamta ciecz to bylo cos co nawet kolesie z GROMU, z SAS,u czy innego GRU by nie przelkneli.
I to za zadne skarby.
Ale leczo dzisiejsze bylo dobre.
Chyba, ze gdzies czai sie jakis haczyk.
Albo duzy hak.
ps. jak to jest, ze jesli zrobisz cos jadalnego to w sladowej ilosci, co?
Tamta ciecz to bylo cos co nawet kolesie z GROMU, z SAS,u czy innego GRU by nie przelkneli.
I to za zadne skarby.
Ale leczo dzisiejsze bylo dobre.
Chyba, ze gdzies czai sie jakis haczyk.
Albo duzy hak.
ps. jak to jest, ze jesli zrobisz cos jadalnego to w sladowej ilosci, co?
E tam, to dobre chlopaki byly...
witaj Hollandio.
http://www.trojmiasto.pl/wiadomosci/Arabowie-chcieli-kupic-kalasznikowy-w-Gdyni-n99829.html
witaj Hollandio.
http://www.trojmiasto.pl/wiadomosci/Arabowie-chcieli-kupic-kalasznikowy-w-Gdyni-n99829.html
Czy to mozliwe, ze wzielismy ze schroniska kota psychicznie chorego?
Agresywnego.
on mnie atakuje pazurami nawet jak mu wolowine chce dac lub indyka..
Piesiunio bierze delikatnie, a ten maly skubaniec jak mi wbil pazury to wyjac ich nie moglam.
podobno akatkuje tylko mnie.
Dam go jak to sie pieknie okresla do uspienia, bo jest niebezpieczny
Agresywnego.
on mnie atakuje pazurami nawet jak mu wolowine chce dac lub indyka..
Piesiunio bierze delikatnie, a ten maly skubaniec jak mi wbil pazury to wyjac ich nie moglam.
podobno akatkuje tylko mnie.
Dam go jak to sie pieknie okresla do uspienia, bo jest niebezpieczny
Manson to wg mnie najlepszy text Jacka od kiedy zniknal baltycki hp.
http://kiszczaksattack.blogspot.com/2016/02/nikt-nie-wiedzia-jak-wielki-jest-wielki.html
http://kiszczaksattack.blogspot.com/2016/02/nikt-nie-wiedzia-jak-wielki-jest-wielki.html
Manson co ja mam z nia zrobic?
Ann nie przestaje mnie zaskakiwac.
Jesli idzie Anka z jedzeniem (zdarza sie to bardzo rzadko nadmieniam) to za nia idzie cale stado hien w najczystszej postaci.
Psy, koty, dzieci i dzieci dzieci. Wszyscy glodni bardziej niz w Auschwitz.
To pikus nie dalej niz trzy dni wstecz bylem z psem i Siwowlosa na spacerze w moim lesie. Daleko w lesie. Tam gdzie jezdza juz tylko na koniach, po raz to pies Anki myslal, ze konie to sa duze psy a po dwa... no wlasnie motyla noga i kurde bele po dwa to wyprowadzilem Anke na ambony i moja polane.... gdzie mysliwi oraz lesnicy dokarmiaja i obserwuja dziczyzne. Pozimowo pozostaly tam trzy chaldy, zarcia, ktorego nie skonsumowala dzicz. Kapusty, burakow oraz ananasow.
ominalem z psem te samkolyki (smierdzialo sarnia kupa) i naaaagle slysze wrzeszczacy glos Anki (z 300m za mna) (gdzie ona nigdy nie ma sily glosniej cokolwiek powiedziec)
- TY WOOOOOOJJJJTEEEKKKKK!!!!!!!!!!!!! tutaj jest pelno dobrych ananasow.
Rece opadaja.
Tylko dlaczego ja mam tak wysoko kolana.
Czasem chca mi opasc nizej.
ale gra.
zawsze gra.
https://www.youtube.com/watch?v=lH0gnwtSEGI
Ann nie przestaje mnie zaskakiwac.
Jesli idzie Anka z jedzeniem (zdarza sie to bardzo rzadko nadmieniam) to za nia idzie cale stado hien w najczystszej postaci.
Psy, koty, dzieci i dzieci dzieci. Wszyscy glodni bardziej niz w Auschwitz.
To pikus nie dalej niz trzy dni wstecz bylem z psem i Siwowlosa na spacerze w moim lesie. Daleko w lesie. Tam gdzie jezdza juz tylko na koniach, po raz to pies Anki myslal, ze konie to sa duze psy a po dwa... no wlasnie motyla noga i kurde bele po dwa to wyprowadzilem Anke na ambony i moja polane.... gdzie mysliwi oraz lesnicy dokarmiaja i obserwuja dziczyzne. Pozimowo pozostaly tam trzy chaldy, zarcia, ktorego nie skonsumowala dzicz. Kapusty, burakow oraz ananasow.
ominalem z psem te samkolyki (smierdzialo sarnia kupa) i naaaagle slysze wrzeszczacy glos Anki (z 300m za mna) (gdzie ona nigdy nie ma sily glosniej cokolwiek powiedziec)
- TY WOOOOOOJJJJTEEEKKKKK!!!!!!!!!!!!! tutaj jest pelno dobrych ananasow.
Rece opadaja.
Tylko dlaczego ja mam tak wysoko kolana.
Czasem chca mi opasc nizej.
ale gra.
zawsze gra.
https://www.youtube.com/watch?v=lH0gnwtSEGI
"Niektóre rzeczy są dokładnie tym, czym są, i niczym innym."
Charles Bukowski.
Charles Bukowski.
Kiedyś, stanąwszy w lesie na wysik byliśmy z kolegą świadkami, jak gościu TIR-a sprzątał, usypując całkiem pokaźną stertę arbuzów. Ewidentnie przynajmniej jedna paleta mu się rozleciała.
Znakomita większość z nich była nieco przejrzała i popękana (uszkodzenia mechaniczne) - ale były przepyszne... :D
Znakomita większość z nich była nieco przejrzała i popękana (uszkodzenia mechaniczne) - ale były przepyszne... :D
Wracając do kota.. Z każdym dniem ujawnia sie jego prawdziwa natura. Podejrzewam ze to juz nie jakas zwykla kocia choroba psychiczna. On jest kocim zbrodzieniem . Psychopata.
No bo co to znaczy kiedy każdego ranka jak sie budzę, okolo 4.30 kot siedzi nieruchomo kolo mojej glowy i wpatruje sie we mnie. Raz nawet obudzilo mnie jego wachanie. Dotykal nowe mojego policzka. Mysle ze gdybym nie otworzyla oczu wygryzlby mi dziurę.
Mam w domu koci horror
No bo co to znaczy kiedy każdego ranka jak sie budzę, okolo 4.30 kot siedzi nieruchomo kolo mojej glowy i wpatruje sie we mnie. Raz nawet obudzilo mnie jego wachanie. Dotykal nowe mojego policzka. Mysle ze gdybym nie otworzyla oczu wygryzlby mi dziurę.
Mam w domu koci horror
blehehehehehehehe
Ann podchodzi do mnie do pokoju i z zadowolona z pewnoscia w glosie mowi przez prog:
- "widzisz co napisal Sadyl, anansy mogly byc dobre".
- ehe - burknalem.
Boze daj mi juz lekka smierc.
Ty Ann to ktorej kategori Cie zaliczyc?????
A B C czy D ???
https://www.youtube.com/watch?v=5CytySnKHrY
Ann podchodzi do mnie do pokoju i z zadowolona z pewnoscia w glosie mowi przez prog:
- "widzisz co napisal Sadyl, anansy mogly byc dobre".
- ehe - burknalem.
Boze daj mi juz lekka smierc.
Ty Ann to ktorej kategori Cie zaliczyc?????
A B C czy D ???
https://www.youtube.com/watch?v=5CytySnKHrY
I pamietaj, nigdy, ale to przenigdy Drogi Mansonie nie wolno Ci pod kara nieskonczenie wiecznie trwala i bolesna wierzyc kobiecie, gdy mowi, ze czegos nie umie, nie potrafi, albo, ze jest za slaba.
Czy Ann dobrze gotuje hmmmm to przemilcze, dobrze to gotowac potrafi tylko... , ze chyba kurkagon cos... jak to ujac... delikatnie... ooo ma jakis taki malo kaloryczny gaz w domu i slabo te jej potrawy wychodza. hyhyhyhy
do rzeczy i do czego zmierzam, przejrzalem polki z ksiazkami u TEJ i wymieklem. Mam takie ksiazki o gotowaniu, ktorych nigdy nie widzialem i sa wyjatkowe (ktos kto czyta wie ktora ksiazka jest wyjatkowa).
Ukradne jej dzis Kuchnie Chinska Katarzyny Pospieszynskiej z 1989r Wyd. Spoldzielczego. (czy tylko ja uwazam, ze za komuny ksiazki i poradniki byly bardziej merytoryczne choc mniej barwne)
Oryginalne skosnookie nazwy.
cytat piekny na wejsciu...
"nie jadl ryzu zatechlego lub skwasnialego, nadpsutej ryby ani nieswiezego miesa.
Nie jadl niczego, co zmieniony mialo kolor, ani tez niczego, co zle pachnialo.
Nie jadl niczego, co nie bylo odpowiednio przyrzadzone, lub bylo niedojrzale.
Nie jadl, gdy bylo co zle pokrojone.
Nie jadl, gdy braklo odpowiednich przypraw.
Chocby obfitosc byla miesa, nie dozwalal jesc go sobie tyle, by zapach miesa przygluszal zapach jarzyn.
W ilosci wina-choc nie bylo scislej miary-dbal, aby nigdy nie zamroczyc glowy.
Nie spozywal wina ani miesa od ulicznych sprzedawcow.
Ze stolu nigdy nie schodzil imbir, lecz Mistrz go nigdy nie jadl w nadmiarze".
"dialogi Konfucjanskie"
https://www.youtube.com/watch?v=xsfqzz_rBSI
Czy Ann dobrze gotuje hmmmm to przemilcze, dobrze to gotowac potrafi tylko... , ze chyba kurkagon cos... jak to ujac... delikatnie... ooo ma jakis taki malo kaloryczny gaz w domu i slabo te jej potrawy wychodza. hyhyhyhy
do rzeczy i do czego zmierzam, przejrzalem polki z ksiazkami u TEJ i wymieklem. Mam takie ksiazki o gotowaniu, ktorych nigdy nie widzialem i sa wyjatkowe (ktos kto czyta wie ktora ksiazka jest wyjatkowa).
Ukradne jej dzis Kuchnie Chinska Katarzyny Pospieszynskiej z 1989r Wyd. Spoldzielczego. (czy tylko ja uwazam, ze za komuny ksiazki i poradniki byly bardziej merytoryczne choc mniej barwne)
Oryginalne skosnookie nazwy.
cytat piekny na wejsciu...
"nie jadl ryzu zatechlego lub skwasnialego, nadpsutej ryby ani nieswiezego miesa.
Nie jadl niczego, co zmieniony mialo kolor, ani tez niczego, co zle pachnialo.
Nie jadl niczego, co nie bylo odpowiednio przyrzadzone, lub bylo niedojrzale.
Nie jadl, gdy bylo co zle pokrojone.
Nie jadl, gdy braklo odpowiednich przypraw.
Chocby obfitosc byla miesa, nie dozwalal jesc go sobie tyle, by zapach miesa przygluszal zapach jarzyn.
W ilosci wina-choc nie bylo scislej miary-dbal, aby nigdy nie zamroczyc glowy.
Nie spozywal wina ani miesa od ulicznych sprzedawcow.
Ze stolu nigdy nie schodzil imbir, lecz Mistrz go nigdy nie jadl w nadmiarze".
"dialogi Konfucjanskie"
https://www.youtube.com/watch?v=xsfqzz_rBSI
Na razie to mam dosyc zajec.
Bob i rzodkiewka posadzony i posiana.
Rozsady na parapetach :)
Ale jesli o gotowanie idzie... dobra zrobie Ci wszystko co zechcesz.
Ja mam ochote na ryby na moim grillu z moja mieta i lubczykiem. I nacia pietruszki.
Maslo ukradne w biedrze.
https://www.youtube.com/watch?v=g4UDeQTjMYk
Bob i rzodkiewka posadzony i posiana.
Rozsady na parapetach :)
Ale jesli o gotowanie idzie... dobra zrobie Ci wszystko co zechcesz.
Ja mam ochote na ryby na moim grillu z moja mieta i lubczykiem. I nacia pietruszki.
Maslo ukradne w biedrze.
https://www.youtube.com/watch?v=g4UDeQTjMYk
Nie wiem co mnie podkusiło aby isc stadem na spacer na bulwar w porze największego lansu...
Oczywiście moj pies robił furorę. I zeby prawdę napisać c podrywa skutecznie kazda kobiete. Rozpiętość wieku od 18 do 70. Oczywiście udaje mu sie poderwac bo one go nie znają. Widza tylko opakowanie i slysza gadkę..
Teraz jestem ledwo zywa. Nie pod gore to nie na moj wiek. I ciekawa jestem kiedy zjem chinszczyzne
Oczywiście moj pies robił furorę. I zeby prawdę napisać c podrywa skutecznie kazda kobiete. Rozpiętość wieku od 18 do 70. Oczywiście udaje mu sie poderwac bo one go nie znają. Widza tylko opakowanie i slysza gadkę..
Teraz jestem ledwo zywa. Nie pod gore to nie na moj wiek. I ciekawa jestem kiedy zjem chinszczyzne
Numer od niej?
Przestan.
Kobiet jest pelno na kazdym rogu.
Na peczki.
Nie mam z tym problemu nie mialem i poki nie wyleca mi zeby z paszczy miec nie bede.
moja kobieta musi: nosic plecak, martensy, czapke bejsbolowke, bojowki, sluchac grunge, musi miec niefarbowane blond-zlote wlosy, musi lubic chodzic na ryby grzyby i z wykrywaczem do metali, wchodzac do stajni ma mowic "ale tu pachnie", musi kochac psy, jazde na rowerze, motorze i plywanie. Musi lubic ogniska i nocne lazenie po lesie. Noze i grzebanie w ziemi.
Nie musi umiec gotowac, ale koniecznie musi lubi festiwale muzyczne i historie II WS oraz Mistrza i Malgorzate. A poza tym to jest tego troche wiecej. hyhyhy
Przestan.
Kobiet jest pelno na kazdym rogu.
Na peczki.
Nie mam z tym problemu nie mialem i poki nie wyleca mi zeby z paszczy miec nie bede.
moja kobieta musi: nosic plecak, martensy, czapke bejsbolowke, bojowki, sluchac grunge, musi miec niefarbowane blond-zlote wlosy, musi lubic chodzic na ryby grzyby i z wykrywaczem do metali, wchodzac do stajni ma mowic "ale tu pachnie", musi kochac psy, jazde na rowerze, motorze i plywanie. Musi lubic ogniska i nocne lazenie po lesie. Noze i grzebanie w ziemi.
Nie musi umiec gotowac, ale koniecznie musi lubi festiwale muzyczne i historie II WS oraz Mistrza i Malgorzate. A poza tym to jest tego troche wiecej. hyhyhy