Widok
Rzeczpospolita - republika, system polityczny, w którym filarem są prawa jednostki.
Demokracja - system polityczny, w którym filarem jest wola większości.
Jest więc możliwe, że w demokracji zdanie większości spowoduje naruszenie praw mniejszości, bo skoro większość tworzy prawo, to mniejszość nie ma się jak bronić.
Czy w tej sytuacji demokratyczna Polska ma prawo w swojej nazwie używać określenia Republika? Czy to nie jest nadużycie?
Tak sobie pytam. Listopadowe przemyślenia. Ktoś wie?
Demokracja - system polityczny, w którym filarem jest wola większości.
Jest więc możliwe, że w demokracji zdanie większości spowoduje naruszenie praw mniejszości, bo skoro większość tworzy prawo, to mniejszość nie ma się jak bronić.
Czy w tej sytuacji demokratyczna Polska ma prawo w swojej nazwie używać określenia Republika? Czy to nie jest nadużycie?
Tak sobie pytam. Listopadowe przemyślenia. Ktoś wie?
> Demokracja - system polityczny, w którym filarem jest wola większości.
Tak jest jedynie w demokracji bezpośredniej.
W demokracji parlamentarnej, jaka jest u nas, o głos każdego obywatela pyta się tylko przy wyborach (i ew. referendach, choć ich wyniki nie muszą być wiążące). Dla tworzenia prawa nie ma większego znaczenie, w jaki sposób barany z Wiejskiej się tam dostały. Równie dobrze, zamiast drogich wyborów, można by zrobić Coroczne Losowanie Peseli, a szczęśliwcy, gdyby zechcieli (mało kto by nie chciał;) dostawaliby mandat posła/senatora. Coroczne, żeby za jednym zamachem nie podmieniać całego składu parlamentu.
Nie sądzę, żeby tak wylosowany Parlament podejmował głupsze ustawy niż obecny. Bo się po prostu technicznie nie da :D
Teoretycznie, zgodnie z Konstytucją, wszyscy obywatele są wobec prawa równi. Co nie przeszkadza w żaden sposób ustanawiać praw, dyskryminujących/faworyzujących jakąś część społeczeństwa. Choćby odmienne przepisy BHP czy emerytalne dla kobiet/mężczyzn, zasiłki dla bezrobotnych (faworyzowanie nierobów), ordynacja podatkowa (dyskryminacja bogatszych) itede itepe...
Sama Konstytucja RP zaczyna sie od wewnętrznie sprzecznego zapisu, że Polska jest "demokratycznym państwem prawnym, urzeczywistniającym zasady sprawiedliwości społecznej". Doskonale ujął to Michalkiewicz:
"Polska, jak wiadomo, jest "demokratycznym państwem prawnym, urzeczywistniającym zasady sprawiedliwości społecznej". W tym krótkim przepisie konstytucji zawartych jest kilka sprzeczności. Państwo "demokratyczne" to takie, w którym decyzje podejmowane są demokratycznie, a zatem w myśl zasady, że Rację ma Większość. Tymczasem państwo prawne, to takie, w którym obowiązują zasady niezależnie od tego, co Większość na ten temat sądzi. Dlatego państwo demokratyczne może być państwem prawnym tylko sporadycznie i przypadkowo. A tu jeszcze te "zasady sprawiedliwości społecznej". Nikt dokładnie nie wie, co to znaczy, ale najbardziej prawdopodobna jest praktyka nadawania pozorów legalności politycznej korupcji. Chodzi o to, że w zamian za poparcie w wyborach, politycy obiecują wyborcom możliwość życia na koszt współobywateli. Spełnianie tych obietnic przybiera różne formy, między innymi postać zasiłków dla bezrobotnych."
A na ile Polska jest NAPRAWDĘ demokratyczna, wskazuje choćby stosunek do kary śmierci. Znacząca większość jest za jej przywróceniem - ale nawet referendum zrobić nie dali :D
Tak jest jedynie w demokracji bezpośredniej.
W demokracji parlamentarnej, jaka jest u nas, o głos każdego obywatela pyta się tylko przy wyborach (i ew. referendach, choć ich wyniki nie muszą być wiążące). Dla tworzenia prawa nie ma większego znaczenie, w jaki sposób barany z Wiejskiej się tam dostały. Równie dobrze, zamiast drogich wyborów, można by zrobić Coroczne Losowanie Peseli, a szczęśliwcy, gdyby zechcieli (mało kto by nie chciał;) dostawaliby mandat posła/senatora. Coroczne, żeby za jednym zamachem nie podmieniać całego składu parlamentu.
Nie sądzę, żeby tak wylosowany Parlament podejmował głupsze ustawy niż obecny. Bo się po prostu technicznie nie da :D
Teoretycznie, zgodnie z Konstytucją, wszyscy obywatele są wobec prawa równi. Co nie przeszkadza w żaden sposób ustanawiać praw, dyskryminujących/faworyzujących jakąś część społeczeństwa. Choćby odmienne przepisy BHP czy emerytalne dla kobiet/mężczyzn, zasiłki dla bezrobotnych (faworyzowanie nierobów), ordynacja podatkowa (dyskryminacja bogatszych) itede itepe...
Sama Konstytucja RP zaczyna sie od wewnętrznie sprzecznego zapisu, że Polska jest "demokratycznym państwem prawnym, urzeczywistniającym zasady sprawiedliwości społecznej". Doskonale ujął to Michalkiewicz:
"Polska, jak wiadomo, jest "demokratycznym państwem prawnym, urzeczywistniającym zasady sprawiedliwości społecznej". W tym krótkim przepisie konstytucji zawartych jest kilka sprzeczności. Państwo "demokratyczne" to takie, w którym decyzje podejmowane są demokratycznie, a zatem w myśl zasady, że Rację ma Większość. Tymczasem państwo prawne, to takie, w którym obowiązują zasady niezależnie od tego, co Większość na ten temat sądzi. Dlatego państwo demokratyczne może być państwem prawnym tylko sporadycznie i przypadkowo. A tu jeszcze te "zasady sprawiedliwości społecznej". Nikt dokładnie nie wie, co to znaczy, ale najbardziej prawdopodobna jest praktyka nadawania pozorów legalności politycznej korupcji. Chodzi o to, że w zamian za poparcie w wyborach, politycy obiecują wyborcom możliwość życia na koszt współobywateli. Spełnianie tych obietnic przybiera różne formy, między innymi postać zasiłków dla bezrobotnych."
A na ile Polska jest NAPRAWDĘ demokratyczna, wskazuje choćby stosunek do kary śmierci. Znacząca większość jest za jej przywróceniem - ale nawet referendum zrobić nie dali :D
No tak. Póki co. Czasami ten bezwzględny korporacyjny totalitaryzm wsparty żydowską lichwą mnie przeraża. Na szczęście rzadko, ale jednak. Jak to leciało: rzeczy niemożliwe robimy od ręki, na cuda trzeba trochę poczekać.
Pamiętasz powiedzenie szefa bezpieki z "Pokuty" Tengiza Abuładze: To sztuka złapać czarnego kota w ciemnej piwnicy, szczególnie, gdy go tam nie ma. Ale my złapiemy czarnego kota w ciemnej piwnicy, nawet jeśli go tam nie będzie.
Idę wypić sobie rum i z czarnymi myślami kładę się spać.
Pamiętasz powiedzenie szefa bezpieki z "Pokuty" Tengiza Abuładze: To sztuka złapać czarnego kota w ciemnej piwnicy, szczególnie, gdy go tam nie ma. Ale my złapiemy czarnego kota w ciemnej piwnicy, nawet jeśli go tam nie będzie.
Idę wypić sobie rum i z czarnymi myślami kładę się spać.
Czarne myśli świata nie zmienią.
Zmieni.. trochę.. myślenie pozytywne. A szczególnie: zarażanie nim innych ;)
Znacznie trudniej mamić ułudami ludzi myślących samodzielnie - szczególnie myślących pozytywnie. Ziarno zasiane na podatny grunt skiełkuje prędzej czy później.
Na oranie ugoru szkoda energii i czasu. Każdy z nas ma go jednak ograniczoną ilość.
Do orania ugoru przeznaczona jest instytucja z 2k-letnia historią. Jak wrócą do korzeni, to i ludzie do niej powrócą. Szczególnie w obliczu śniadej alternatywy ;) Jak trwoga, to do Boga :D
Zmieni.. trochę.. myślenie pozytywne. A szczególnie: zarażanie nim innych ;)
Znacznie trudniej mamić ułudami ludzi myślących samodzielnie - szczególnie myślących pozytywnie. Ziarno zasiane na podatny grunt skiełkuje prędzej czy później.
Na oranie ugoru szkoda energii i czasu. Każdy z nas ma go jednak ograniczoną ilość.
Do orania ugoru przeznaczona jest instytucja z 2k-letnia historią. Jak wrócą do korzeni, to i ludzie do niej powrócą. Szczególnie w obliczu śniadej alternatywy ;) Jak trwoga, to do Boga :D
@ sadyl:
>Teoretycznie, zgodnie z Konstytucją, wszyscy obywatele są wobec prawa równi. Co nie przeszkadza w żaden sposób ustanawiać praw, dyskryminujących/faworyzujących jakąś część społeczeństwa. Choćby odmienne przepisy BHP czy emerytalne dla kobiet/mężczyzn, zasiłki dla bezrobotnych (faworyzowanie nierobów), ordynacja podatkowa (dyskryminacja bogatszych) itede itepe...
Ehh... Co komu po świadomości bycia faworyzowanym, jeżeli nie ma pewności co będzie następnego dnia? Wiele tych "faworyzowanych" osób prawdopodobnie wolałoby być dyskryminowane, ale mieć jako takie poczucie pewności, że będą w stanie sobie poradzić. Pomimo dyskryminowania.
>Teoretycznie, zgodnie z Konstytucją, wszyscy obywatele są wobec prawa równi. Co nie przeszkadza w żaden sposób ustanawiać praw, dyskryminujących/faworyzujących jakąś część społeczeństwa. Choćby odmienne przepisy BHP czy emerytalne dla kobiet/mężczyzn, zasiłki dla bezrobotnych (faworyzowanie nierobów), ordynacja podatkowa (dyskryminacja bogatszych) itede itepe...
Ehh... Co komu po świadomości bycia faworyzowanym, jeżeli nie ma pewności co będzie następnego dnia? Wiele tych "faworyzowanych" osób prawdopodobnie wolałoby być dyskryminowane, ale mieć jako takie poczucie pewności, że będą w stanie sobie poradzić. Pomimo dyskryminowania.
@Chmureczko:
> Co komu po świadomości bycia faworyzowanym, jeżeli nie ma pewności co będzie następnego dnia?
Zgadza się.
Najlepiej, żeby nikt nie był faworyzowany ani dyskryminowany. Żeby po prostu Państwo się swoimi regulacjami prawnymi w życie nikomu nie wpieprzało :)
Formacja, którą popieram od ćwierćwiecza, właśnie to postuluje. Jak również: uporządkowanie i drastyczną minimalizację przepisów. A każdy nowy musiałby mieć vacatio legis przynajmniej kilka lat. Nie może być tak, że ktoś robi plany, inwestuje w nie a potem się budzi z ręka w nocniku, bo się przepisy zmieniły. Tyle o niepewności Prawa.
Niepewność np. zatrudnienia.. na to żaden przepis wpływu nie ma i (mam nadzieję) wpływu miec nie będzie. Jeśli ktoś jst atrakcyjnym rynkowo pracownikiem, to pracę znajdzie zawsze. Tylko biurwy mają tę niepewność wpisaną w zawód ;]
Niepewność w życiu osobistym.. no cóż. Część sytuacji można ubezpieczyć. Reszta to kwestia wyborów, jakich się dokonało.
@Manson:
Odkąd na początku lat 90-tych strułem się wynalazkiem pt. "Poncz na rumie" jestem sporym rumosceptykiem. Nie powiem, z czym mi się ten smak i zapach kojarzy.. choć skojarzenie skądinąd przemiłe :D
ALe.. jak (prawie) we wszystkim.. ortodoksji u mnie brak.. zatem zdarza mi się wypić rum z colą. Tak.. raz na 3 lata ... średnio :D
> Co komu po świadomości bycia faworyzowanym, jeżeli nie ma pewności co będzie następnego dnia?
Zgadza się.
Najlepiej, żeby nikt nie był faworyzowany ani dyskryminowany. Żeby po prostu Państwo się swoimi regulacjami prawnymi w życie nikomu nie wpieprzało :)
Formacja, którą popieram od ćwierćwiecza, właśnie to postuluje. Jak również: uporządkowanie i drastyczną minimalizację przepisów. A każdy nowy musiałby mieć vacatio legis przynajmniej kilka lat. Nie może być tak, że ktoś robi plany, inwestuje w nie a potem się budzi z ręka w nocniku, bo się przepisy zmieniły. Tyle o niepewności Prawa.
Niepewność np. zatrudnienia.. na to żaden przepis wpływu nie ma i (mam nadzieję) wpływu miec nie będzie. Jeśli ktoś jst atrakcyjnym rynkowo pracownikiem, to pracę znajdzie zawsze. Tylko biurwy mają tę niepewność wpisaną w zawód ;]
Niepewność w życiu osobistym.. no cóż. Część sytuacji można ubezpieczyć. Reszta to kwestia wyborów, jakich się dokonało.
@Manson:
Odkąd na początku lat 90-tych strułem się wynalazkiem pt. "Poncz na rumie" jestem sporym rumosceptykiem. Nie powiem, z czym mi się ten smak i zapach kojarzy.. choć skojarzenie skądinąd przemiłe :D
ALe.. jak (prawie) we wszystkim.. ortodoksji u mnie brak.. zatem zdarza mi się wypić rum z colą. Tak.. raz na 3 lata ... średnio :D
@Chmureczko:
Z wyścigu szczurów NAPRAWDĘ zawsze można zrezygnować, bez szkody a wręcz z zyskiem. Pogadaj z Mansonem :D
Zresztą.. ja sam również parę lat temu zrezygnowałem z korpo na rzecz siebie.
Nigdy tego nie żałowałem. Wyrzuciłem telewizor (skubany.. kradł mi czas nie dając NIC w zamian). Rozwinąłem się zawodowo.
Dopóki ktoś mnie nie wkurzy na tyle, żeby dać mu w mordę... co zbruka moje KRK.. czuję pewną stabilność :)
Nie jestem na niczyjej łasce. Nie wypruwam z siebie flaków, żeby udowodnić swą "przydatność zawodową". Akceptuję warunki współpracy.. albo nie. Jeśli nie..w kolejce czekają inni chętni na moją pracę.
A samej pracy z pewnością nie zabraknie :D
Z wyścigu szczurów NAPRAWDĘ zawsze można zrezygnować, bez szkody a wręcz z zyskiem. Pogadaj z Mansonem :D
Zresztą.. ja sam również parę lat temu zrezygnowałem z korpo na rzecz siebie.
Nigdy tego nie żałowałem. Wyrzuciłem telewizor (skubany.. kradł mi czas nie dając NIC w zamian). Rozwinąłem się zawodowo.
Dopóki ktoś mnie nie wkurzy na tyle, żeby dać mu w mordę... co zbruka moje KRK.. czuję pewną stabilność :)
Nie jestem na niczyjej łasce. Nie wypruwam z siebie flaków, żeby udowodnić swą "przydatność zawodową". Akceptuję warunki współpracy.. albo nie. Jeśli nie..w kolejce czekają inni chętni na moją pracę.
A samej pracy z pewnością nie zabraknie :D
Zerwałem się dzisiaj bladym przedświtem. Napaliłem piec. Spiłem herbatę i zabrałem sforę na dwugodzinny spacer. Widziałem stado 10 majestatycznych jelenich krów bieżących przez mgłę i dostojnego rogacza bieżącego w ślad za nimi. Przytargałem 3 kanie. Teraz wciągam strogonowa z sarniaków. Swat znowu ma wiele barw :-)
Czarne myśli są w porządku, bo dają dystans. Rzecz jasna nie za często.
Pojęcie służba publiczna oznacza rolę podrzędną wobec obywateli. To ludzie są suwerenem, a pan (pani) premier tylko najemnikiem, któremu powierzono określone funkcje do wykonania. Jednakże jak prawdziwy łobuz udaje, że sam jest właścicielem :) Jeżeli ktoś dopuszcza, że służba mu się rozbija po domu jak u siebie - jego sprawa. Mnie asertywność nie pozwala na to, żebym słuchał służących. To oni mają słuchać mnie. Zawsze. A jeżeli zamierzają wydawać jakieś ustawy, które mają mi w moim domu ograniczyć należne mi z faktu urodzenia prawa - mają problem. Taką służbę wywalam na pysk. Zbity.
Świata nie naprawię i naprawiać nie zamierzam. Ale kij w oko i kosa w żebra każdej łachmycie, która zechce mi się panoszyć i rządzić na moim kawałku PL. Życie jest piękne. Wystarczy zrzucić pęta. A sos śmietanowo-pomidorowy z strogonowa - omnomnomnom.
Czarne myśli są w porządku, bo dają dystans. Rzecz jasna nie za często.
Pojęcie służba publiczna oznacza rolę podrzędną wobec obywateli. To ludzie są suwerenem, a pan (pani) premier tylko najemnikiem, któremu powierzono określone funkcje do wykonania. Jednakże jak prawdziwy łobuz udaje, że sam jest właścicielem :) Jeżeli ktoś dopuszcza, że służba mu się rozbija po domu jak u siebie - jego sprawa. Mnie asertywność nie pozwala na to, żebym słuchał służących. To oni mają słuchać mnie. Zawsze. A jeżeli zamierzają wydawać jakieś ustawy, które mają mi w moim domu ograniczyć należne mi z faktu urodzenia prawa - mają problem. Taką służbę wywalam na pysk. Zbity.
Świata nie naprawię i naprawiać nie zamierzam. Ale kij w oko i kosa w żebra każdej łachmycie, która zechce mi się panoszyć i rządzić na moim kawałku PL. Życie jest piękne. Wystarczy zrzucić pęta. A sos śmietanowo-pomidorowy z strogonowa - omnomnomnom.
Chyba źle napisałem to powyżej.
To nie obywatel jest osobą nadrzędną w stosunku do służby publicznej, to człowiek jest suwerenem.
Obywatel to nic innego tylko rola człowieka w wielkiej korporacyjnej machinie pod nazwą RP. Obywatelami są niewolnicy.
Natomiast my, ludzie wolni, jesteśmy ludźmi. I odrzucając całą korporacyjną nowomowę musimy odrzucić także to miano.
Dlaczego? Obywatel podpada pod prawa korporacji, której jest członkiem. Człowiek wolny, nie będący częścią korporacji, nie musi się stosować do jej praw, bo to jego wolna i nieprzymuszona wola mówi mu, jakie nakazy i zalecenia uznaje.
Ludzie są suwerenem, a służba jest służbą. I tyle.
To nie obywatel jest osobą nadrzędną w stosunku do służby publicznej, to człowiek jest suwerenem.
Obywatel to nic innego tylko rola człowieka w wielkiej korporacyjnej machinie pod nazwą RP. Obywatelami są niewolnicy.
Natomiast my, ludzie wolni, jesteśmy ludźmi. I odrzucając całą korporacyjną nowomowę musimy odrzucić także to miano.
Dlaczego? Obywatel podpada pod prawa korporacji, której jest członkiem. Człowiek wolny, nie będący częścią korporacji, nie musi się stosować do jej praw, bo to jego wolna i nieprzymuszona wola mówi mu, jakie nakazy i zalecenia uznaje.
Ludzie są suwerenem, a służba jest służbą. I tyle.
> To nie obywatel jest osobą nadrzędną w stosunku do służby publicznej, to człowiek jest suwerenem.
Jednak nie.
Odcinając się od Państwa, nie możesz wymagać, aby Państwo Ci służyło.
> Człowiek wolny, nie będący częścią korporacji, nie musi się stosować do jej praw
Dopóki nie proklamujesz niepodległości swojego lasu, jesteś niestety częścią Państwa - czy tego chcesz, czy nie.
BTW: Gdybyś się nosił z zamiarem secesji, zawczasu obmyśl, jaką politykę imigracyjną planujesz, bo pierwszego chętnego na obywatela (niekoniecznie: rezydenta, chyba, że podatkowego ;) Wolnego Lasu Mansona, już masz ;D
Jednak nie.
Odcinając się od Państwa, nie możesz wymagać, aby Państwo Ci służyło.
> Człowiek wolny, nie będący częścią korporacji, nie musi się stosować do jej praw
Dopóki nie proklamujesz niepodległości swojego lasu, jesteś niestety częścią Państwa - czy tego chcesz, czy nie.
BTW: Gdybyś się nosił z zamiarem secesji, zawczasu obmyśl, jaką politykę imigracyjną planujesz, bo pierwszego chętnego na obywatela (niekoniecznie: rezydenta, chyba, że podatkowego ;) Wolnego Lasu Mansona, już masz ;D
@ sadyl:
>BTW: Gdybyś się nosił z zamiarem secesji, zawczasu obmyśl, jaką politykę imigracyjną planujesz, bo pierwszego chętnego na obywatela (niekoniecznie: rezydenta, chyba, że podatkowego ;) Wolnego Lasu Mansona, już masz ;D
Jak się będziesz wyrażał o sarniakach tak jak do tej pory, to podejrzewam, że na obywatelstwo nie masz szans :D
>BTW: Gdybyś się nosił z zamiarem secesji, zawczasu obmyśl, jaką politykę imigracyjną planujesz, bo pierwszego chętnego na obywatela (niekoniecznie: rezydenta, chyba, że podatkowego ;) Wolnego Lasu Mansona, już masz ;D
Jak się będziesz wyrażał o sarniakach tak jak do tej pory, to podejrzewam, że na obywatelstwo nie masz szans :D
Demokracja jest wtedy, kiedy dwa wilki i owca decydują, kogo zjeść na obiad. Wolność jest wtedy, kiedy uzbrojona po zęby owca może się obronić przed demokratycznie podjętą decyzją. Benjamin Franklin
Sądzisz, że moja przynależność do korporacji RP jest przymusowa? A na jakiej podstawie? Ktoś mi to nakazał? Bo ja sobie nie przypominam, abym wyraził wolę rezygnacji z wolności i naturalnego prawa do bycia równym z innymi ludźmi. Na jakiej podstawie Twoim zdaniem jestem niewolnikiem RP?
A las jest mój, nawet w papierach korporacyjnych stoi to napisane. Nie jestem ani posiadaczem, ani użytkownikiem, jestem właścicielem, pełnoprawnym, a więc wara od mojej własności.
Sądzisz, że moja przynależność do korporacji RP jest przymusowa? A na jakiej podstawie? Ktoś mi to nakazał? Bo ja sobie nie przypominam, abym wyraził wolę rezygnacji z wolności i naturalnego prawa do bycia równym z innymi ludźmi. Na jakiej podstawie Twoim zdaniem jestem niewolnikiem RP?
A las jest mój, nawet w papierach korporacyjnych stoi to napisane. Nie jestem ani posiadaczem, ani użytkownikiem, jestem właścicielem, pełnoprawnym, a więc wara od mojej własności.
@Manson:
Wiesz, że demokratą nie jestem. Cytując Aarona Szechtera: "De..de..mmmokracja to ja..ja" ;D
> Sądzisz, że moja przynależność do korporacji RP jest przymusowa?
Nie. Tak sądzi korporacja i ma mechanizmy, którymi ten osąd jest w stanie egzekwować.
To, co Ty sądzisz, jest bez znaczenia.
Las jest Twój.. ale podlega (włącznie z Tobą) prawom RP.
Dopóki nie proklamujesz jego niepodległości, o czym pisałem powyżej ;)
Znasz moje poglądy. Jestem wolnościowcem, ale nie anarchistą.
Wiesz, że demokratą nie jestem. Cytując Aarona Szechtera: "De..de..mmmokracja to ja..ja" ;D
> Sądzisz, że moja przynależność do korporacji RP jest przymusowa?
Nie. Tak sądzi korporacja i ma mechanizmy, którymi ten osąd jest w stanie egzekwować.
To, co Ty sądzisz, jest bez znaczenia.
Las jest Twój.. ale podlega (włącznie z Tobą) prawom RP.
Dopóki nie proklamujesz jego niepodległości, o czym pisałem powyżej ;)
Znasz moje poglądy. Jestem wolnościowcem, ale nie anarchistą.