Widok
Czy chodzi o cechy fizyczne, czy o wnętrze?
Co do wyglądu to każdy lubi i ceni co innego. Co do cech osobowości może być podobnie. Ja jednak szczególnie mocno nie cierpię dziewczyn, które uważają że tylko dlatego, że są odrobine ładne cały świat powinien paść do ich stóp, a facet nieposiadający odpowiednich atrybutów nie jest wart ich uwagi. I nie chodzi mi tu tylko i wyłącznie o blachary, bo one są w większości głupie, ale również o inteligentne kobiety, które uważają że ich uroda czyni je boskimi, przez co stają się kompletnie nie przydatne do dłużej trwających związków
Co do wyglądu to każdy lubi i ceni co innego. Co do cech osobowości może być podobnie. Ja jednak szczególnie mocno nie cierpię dziewczyn, które uważają że tylko dlatego, że są odrobine ładne cały świat powinien paść do ich stóp, a facet nieposiadający odpowiednich atrybutów nie jest wart ich uwagi. I nie chodzi mi tu tylko i wyłącznie o blachary, bo one są w większości głupie, ale również o inteligentne kobiety, które uważają że ich uroda czyni je boskimi, przez co stają się kompletnie nie przydatne do dłużej trwających związków
W internecie to ostatnio istna plaga. Zresztą nie trzeba daleko szukać, wystarczy spojrzeć na to forum, lub podforum "poznajmy się".
Tzw. "singielki", wielkie ego, wielkie wymagania i nikłe szanse na stworzenie trwałego związku. Dziewczyny wychowane na komediach romantycznych i serialach w stylu "seks w wielkim mieście".
Tzw. "singielki", wielkie ego, wielkie wymagania i nikłe szanse na stworzenie trwałego związku. Dziewczyny wychowane na komediach romantycznych i serialach w stylu "seks w wielkim mieście".
"Zrozumiał, że nie tylko był jej bliski, ale nie wiedział gdzie on się kończy, a ona zaczyna"
Myślę że źle zadajesz pytanie.
Jeśli poznasz odpowiedź, to co z nią zrobisz, zmienisz się?
Będziesz walczyć ze sobą by być kimś innym. Staniesz się swoim własnym przeciwieństwem i co dalej? Załóżmy że znajdziesz faceta. Myślisz że mając faceta ale rezygnując z samej siebie będziesz szczęśliwsza niż będąc sama?
Jak długo wytrzymasz udając kogoś kim nie jesteś? Całe życie? Może tylko do ślubu? I staniesz się sobą, żyjąc z facetem który dostrzeże że został oszukany? Grając lub będąc sobą - zawsze jedno z was będzie oszukane i nieszczęśliwe.
***
Każdy ma inny gust i inne potrzeby, a tutaj pojawi się tylko kilka odpowiedzi, kilka typów kobiet, które i tak będą opierać się na kiepskich wyobrażaniach idealnego partnera.
Byłem kilka razy zakochany i byłem w kilku związkach - nigdy z osobą która posiadała te wymyślone cechy.
Znałem kilka takich które miały te cechy, ale w praktyce były one (cechy) bardziej irytujące niż wymarzone:d
***
Może nie chodzi Ci o zmianę, a o potwierdzenie, że to kim jesteś, jest tym kogo pragną mężczyźni, a Ty masz chwilowego pecha w tej kwestii?
***
Chyba że to pytanie wcale nie jest źle zadane?
Może Ty nie chcesz się dowiedzieć co się podoba facetom, ale czekasz na odpowiedź która opisze Ciebie? To rozsądne, gdybyś szukała faceta zaczynając od opisania siebie, to zgłosiłoby się kilku twierdząc że własnie takiej dziewczyny szukają. Mogliby jednak kłamać, lub pula cech byłaby po prostu akceptowalna. Zadając takie pytanie możesz wybrać faceta dla którego Ty jesteś idealną pulą cech.
To byłoby imponujące zagranie:)
O co tam naprawdę chodzi w tym pytaniu?;)
Jeśli poznasz odpowiedź, to co z nią zrobisz, zmienisz się?
Będziesz walczyć ze sobą by być kimś innym. Staniesz się swoim własnym przeciwieństwem i co dalej? Załóżmy że znajdziesz faceta. Myślisz że mając faceta ale rezygnując z samej siebie będziesz szczęśliwsza niż będąc sama?
Jak długo wytrzymasz udając kogoś kim nie jesteś? Całe życie? Może tylko do ślubu? I staniesz się sobą, żyjąc z facetem który dostrzeże że został oszukany? Grając lub będąc sobą - zawsze jedno z was będzie oszukane i nieszczęśliwe.
***
Każdy ma inny gust i inne potrzeby, a tutaj pojawi się tylko kilka odpowiedzi, kilka typów kobiet, które i tak będą opierać się na kiepskich wyobrażaniach idealnego partnera.
Byłem kilka razy zakochany i byłem w kilku związkach - nigdy z osobą która posiadała te wymyślone cechy.
Znałem kilka takich które miały te cechy, ale w praktyce były one (cechy) bardziej irytujące niż wymarzone:d
***
Może nie chodzi Ci o zmianę, a o potwierdzenie, że to kim jesteś, jest tym kogo pragną mężczyźni, a Ty masz chwilowego pecha w tej kwestii?
***
Chyba że to pytanie wcale nie jest źle zadane?
Może Ty nie chcesz się dowiedzieć co się podoba facetom, ale czekasz na odpowiedź która opisze Ciebie? To rozsądne, gdybyś szukała faceta zaczynając od opisania siebie, to zgłosiłoby się kilku twierdząc że własnie takiej dziewczyny szukają. Mogliby jednak kłamać, lub pula cech byłaby po prostu akceptowalna. Zadając takie pytanie możesz wybrać faceta dla którego Ty jesteś idealną pulą cech.
To byłoby imponujące zagranie:)
O co tam naprawdę chodzi w tym pytaniu?;)
"Zrozumiał, że nie tylko był jej bliski, ale nie wiedział gdzie on się kończy, a ona zaczyna"
Nie miałem na myślisz nastolatek, tym nie tylko można wybaczyć takie podejście, ale jest ono słuszne. Są bardzo młode, mają realnie większe szanse na faceta spełniającego wygórowane wymagania. Zapewne kilku z nich się taki trafi. Z mniejszą lub większą szkodą dla nich:P
Nie miałem też na myśli kobiet które są same, a taki modny w tych czasach typ singielki (wykreowany przez media), która to może mieć 25 lub 50 lat, i dzieci zaliczone po drodze, a oczekuje przystojnego młodego prezesa, który całe dnie spędza w internecie szukając właśnie jej. Który przyjedzie po nią drogim samochodem i zabierze na wieczorną randkę do Paryża. Który będzie dżentelmenem, będzie świetnym ojcem i będzie miał dla niej zawsze czas - do tego będzie świetnie zarabiał, będzie miał nieposzlakowaną opinię a w niedziele będzie ją zabierał do kościółka. Nie może mieć też byłej żony, ani dzieci. Musi być wykształcony, uśmiechnięty, mieć poczucie humoru, uprawiać sport, nie mieć nałogów, brzuszka czy łysiny...
Wymagania, wymagania, wymagania. Niekończąca się lista oczekiwać i wymagań.
Typ roszczeniowca, konsumenta, bracza - obecny u obu płci, stworzony przez nowoczesne społeczeństwo, co to związek traktuje jako kolejny produkt na swojej liście zakupów.
Nie miałem też na myśli kobiet które są same, a taki modny w tych czasach typ singielki (wykreowany przez media), która to może mieć 25 lub 50 lat, i dzieci zaliczone po drodze, a oczekuje przystojnego młodego prezesa, który całe dnie spędza w internecie szukając właśnie jej. Który przyjedzie po nią drogim samochodem i zabierze na wieczorną randkę do Paryża. Który będzie dżentelmenem, będzie świetnym ojcem i będzie miał dla niej zawsze czas - do tego będzie świetnie zarabiał, będzie miał nieposzlakowaną opinię a w niedziele będzie ją zabierał do kościółka. Nie może mieć też byłej żony, ani dzieci. Musi być wykształcony, uśmiechnięty, mieć poczucie humoru, uprawiać sport, nie mieć nałogów, brzuszka czy łysiny...
Wymagania, wymagania, wymagania. Niekończąca się lista oczekiwać i wymagań.
Typ roszczeniowca, konsumenta, bracza - obecny u obu płci, stworzony przez nowoczesne społeczeństwo, co to związek traktuje jako kolejny produkt na swojej liście zakupów.
"Zrozumiał, że nie tylko był jej bliski, ale nie wiedział gdzie on się kończy, a ona zaczyna"
ja lubie takie wypasione ! musi miec kupe szmalu , domek , bmw , super ciuchy , i lubi ten ''sport'' i nic wiecej ... taka jest tania w utrzymaniu bo juz nic nie potrzebuje tylko milosci , milosci i milosci a to mi pasuje bo mam tylko rower a milosci jej moge dac w nadmiarze :) pojesz przy takiej , popijesz , po lokalach cie powozi , zaplaci za wszystko a pozniej w apartamencie ja tylko troche pobujasz i juz jest pieknie i romantycznie i mysli ze ja kochasz :)
~ass, lepsze eseje niż marudzenie że ktoś inny pisze:)
To forum dyskusyjne, jak nie piszesz to nie istniejesz. Gdy już coś piszesz to wysil się trochę bardziej - wnieś coś do rozmowy.
Rady od tyld, bym nie pisał i zajął się dziewczyną, dostaje od dobrych kilku lat. Wyobraźnia osoby piszącej cały czas to samo zdanie w pewnym sensie mnie zdumiewa. Pobudza mnie to też do pisania częściej i więcej - może kiedyś doczekam się nawet dwu zdaniowej wersji tej dobrej rady:)
To forum dyskusyjne, jak nie piszesz to nie istniejesz. Gdy już coś piszesz to wysil się trochę bardziej - wnieś coś do rozmowy.
Rady od tyld, bym nie pisał i zajął się dziewczyną, dostaje od dobrych kilku lat. Wyobraźnia osoby piszącej cały czas to samo zdanie w pewnym sensie mnie zdumiewa. Pobudza mnie to też do pisania częściej i więcej - może kiedyś doczekam się nawet dwu zdaniowej wersji tej dobrej rady:)
"Zrozumiał, że nie tylko był jej bliski, ale nie wiedział gdzie on się kończy, a ona zaczyna"
Anty, zaskakujesz mnie.
Nie można mieć pretensji o czyjeś wymagania i oczekiwania, bo to wygląda na roszczenia własne, że powinien te wymagania dostosować do naszej wspaniałej osoby. Nie zmienimy drugiego człowieka, nie zmienimy drugiej płci, nie zmienimy singielek. Możemy tylko zmienić siebie na tyle, żeby stać się atrakcyjnym. Jeśli kobiety patrzą na status majątkowy, to często wynika to z ewolucjonizmu, bo chcą mieć zabezpieczenie dla siebie i potomstwa. Jeśli oczekują niekonwencjonalnych zachowań typu wycieczka do Paryża na białym koniu (może być wersja zmotoryzowana w postaci białego mercedesa), to widocznie daje im gwarancję, że nie będzie nudy w związku. Można by snuć długo takie wytłumaczenia dla "roszczeń"i są one po obydwóch stronach barykady, bo kobiety też mają takie dyżurne zarzuty w stronę mężczyzn.
Warto się zastanowić, jak zmienić w sobie chociaż tę jedną rzecz pod kątem popytu u drugiej płci. Albo zmienić oczekiwania własne. W teorii to jest łatwe, ale w praktyce może być bardzo trudne. Można nawet tkwić w drugiej skrajności pod tytułem "to wszystko moja wina", ale jeśli nie pójdzie za tym działanie, jeśli nie pójdzie za tym zmiana, to będziemy w tej samej grupie samotników.
Twierdzisz, że zmiana to udawanie albo rezygnacja z siebie. Uważam, że trwała zmiana, wynikająca ze zmiany świadomości, to rozwój. Nie dla kogoś, ale dla siebie.
Nie można mieć pretensji o czyjeś wymagania i oczekiwania, bo to wygląda na roszczenia własne, że powinien te wymagania dostosować do naszej wspaniałej osoby. Nie zmienimy drugiego człowieka, nie zmienimy drugiej płci, nie zmienimy singielek. Możemy tylko zmienić siebie na tyle, żeby stać się atrakcyjnym. Jeśli kobiety patrzą na status majątkowy, to często wynika to z ewolucjonizmu, bo chcą mieć zabezpieczenie dla siebie i potomstwa. Jeśli oczekują niekonwencjonalnych zachowań typu wycieczka do Paryża na białym koniu (może być wersja zmotoryzowana w postaci białego mercedesa), to widocznie daje im gwarancję, że nie będzie nudy w związku. Można by snuć długo takie wytłumaczenia dla "roszczeń"i są one po obydwóch stronach barykady, bo kobiety też mają takie dyżurne zarzuty w stronę mężczyzn.
Warto się zastanowić, jak zmienić w sobie chociaż tę jedną rzecz pod kątem popytu u drugiej płci. Albo zmienić oczekiwania własne. W teorii to jest łatwe, ale w praktyce może być bardzo trudne. Można nawet tkwić w drugiej skrajności pod tytułem "to wszystko moja wina", ale jeśli nie pójdzie za tym działanie, jeśli nie pójdzie za tym zmiana, to będziemy w tej samej grupie samotników.
Twierdzisz, że zmiana to udawanie albo rezygnacja z siebie. Uważam, że trwała zmiana, wynikająca ze zmiany świadomości, to rozwój. Nie dla kogoś, ale dla siebie.
lubię cyfry i litery
Rut nie spodziewałem sie po tobie ze będziesz usprawiedliwiać BLACHARY ! . nie spodziewałem się ze znajduje u ciebie zrozumienie postawa "lubie sex czemu na tym nie zarobić " . aż tak daleko nie usprawiedliwiona jest postawa "mamy wspólne konto kotku ,wspólne pieniądze - twoja kasa ........ , bo to co ja zarabiam to jest moje "
To ja jestem już zdumiony - po tylu latach czytania moich postów zaskakuje Cię że ja mam do czegoś pretensje?:P Ja zawsze mam do czegoś pretensję, nawet imidż mojego nicka wymaga by mieć pretensje:P
***
Nie miałem pretensji o czyjeś wymagania, ale o pewną postawę życiową, która poprzez oczekiwania objawia swój stosunek do związku.
Rozumiem ten instynkt powstały na drodze ewolucji. My mężczyźni też coś takiego mamy - podpowiada nam to aby zaliczyć możliwie jak najwięcej kobiet. Oboje możemy zrobić z tego naszego bożka, (do czego nakłaniają nas pewne środowiska), tylko czy w tej wojnie o swoje, pozostanie wtedy miejsce na związki i miłość? Facet będzie chciał zaliczać, a kobieta zdobyć dobra materialne - przypomina ci to coś?;)
Ten instynkt ma sens, jak jest czymś zapomnianym, działającym skrycie w zakamarkach naszej podświadomości - nie, kiedy tworzy naszą filozofię życiową.
Społeczeństwo stworzyło pewne oczekiwanie wobec wszystkich - znaleźć partnera, poślubić go, mieć dzieci. Wielu wzięło to na poważnie, traktuje to jako coś co trzeba mieć, trzeba załatwić, coś co określa poziom życiowej satysfakcji. Dla innych jest to też niezbędne by dopełnić ich sukces zawodowy. By inni nie widzieli w nich osób nie radzących sobie w pewnych sprawach.
Związek jest przywilejem i ma swoje własne oczekiwania, których nie da się połączyć z nowoczesnym sposobem życia, z ambicjami i sukcesem. Albo jest się samowystarczalnym, albo potrzebuje się drugiego człowieka. Albo szuka się modelu doskonałego, albo realnej osoby. Albo szuka się sukcesu, albo szczęścia i miłości.
Nie da się połączyć tych dwóch światów, dwóch postaw życiowych.
Nie można mieć wszystkiego. Mniej lub bardziej świadomie każdy dokonuje wyboru.
Plagą w internecie stały się jednak ogłoszenia osób które chcą połączyć te światy, mają nierealne wymagania, a potem mają pretensje że ta druga strona jest do niczego. A ja odpowiadając na posta big-gda, pozwoliłem sobie na upust frustracji z tego powodu:)
***
Zgadzam się że trwała zmiana wynikająca ze świadomości to rozwój. Pytanie jednak jak rodzi się ta świadomość?
Ta dobra zmiana powstaje gdy dochodzisz do niej poprzez obserwacje siebie, gdy sama z siebie wyciągasz wniosek że zmiana jest konieczna, bo dopełnia tego kim jesteś.
Gdy bierzesz badania statystyczne pod tytułem "jakie kobiety podobają się mężczyznom" i odhaczasz jedno po drugim, budując model idealnej kobiety, to zmiana, nawet jeśli trwała i wynikająca ze świadomości męskich potrzeb, nie będzie dobra.
Pozdrawiam
Anty
***
Nie miałem pretensji o czyjeś wymagania, ale o pewną postawę życiową, która poprzez oczekiwania objawia swój stosunek do związku.
Rozumiem ten instynkt powstały na drodze ewolucji. My mężczyźni też coś takiego mamy - podpowiada nam to aby zaliczyć możliwie jak najwięcej kobiet. Oboje możemy zrobić z tego naszego bożka, (do czego nakłaniają nas pewne środowiska), tylko czy w tej wojnie o swoje, pozostanie wtedy miejsce na związki i miłość? Facet będzie chciał zaliczać, a kobieta zdobyć dobra materialne - przypomina ci to coś?;)
Ten instynkt ma sens, jak jest czymś zapomnianym, działającym skrycie w zakamarkach naszej podświadomości - nie, kiedy tworzy naszą filozofię życiową.
Społeczeństwo stworzyło pewne oczekiwanie wobec wszystkich - znaleźć partnera, poślubić go, mieć dzieci. Wielu wzięło to na poważnie, traktuje to jako coś co trzeba mieć, trzeba załatwić, coś co określa poziom życiowej satysfakcji. Dla innych jest to też niezbędne by dopełnić ich sukces zawodowy. By inni nie widzieli w nich osób nie radzących sobie w pewnych sprawach.
Związek jest przywilejem i ma swoje własne oczekiwania, których nie da się połączyć z nowoczesnym sposobem życia, z ambicjami i sukcesem. Albo jest się samowystarczalnym, albo potrzebuje się drugiego człowieka. Albo szuka się modelu doskonałego, albo realnej osoby. Albo szuka się sukcesu, albo szczęścia i miłości.
Nie da się połączyć tych dwóch światów, dwóch postaw życiowych.
Nie można mieć wszystkiego. Mniej lub bardziej świadomie każdy dokonuje wyboru.
Plagą w internecie stały się jednak ogłoszenia osób które chcą połączyć te światy, mają nierealne wymagania, a potem mają pretensje że ta druga strona jest do niczego. A ja odpowiadając na posta big-gda, pozwoliłem sobie na upust frustracji z tego powodu:)
***
Zgadzam się że trwała zmiana wynikająca ze świadomości to rozwój. Pytanie jednak jak rodzi się ta świadomość?
Ta dobra zmiana powstaje gdy dochodzisz do niej poprzez obserwacje siebie, gdy sama z siebie wyciągasz wniosek że zmiana jest konieczna, bo dopełnia tego kim jesteś.
Gdy bierzesz badania statystyczne pod tytułem "jakie kobiety podobają się mężczyznom" i odhaczasz jedno po drugim, budując model idealnej kobiety, to zmiana, nawet jeśli trwała i wynikająca ze świadomości męskich potrzeb, nie będzie dobra.
Pozdrawiam
Anty
"Zrozumiał, że nie tylko był jej bliski, ale nie wiedział gdzie on się kończy, a ona zaczyna"
xxx:
Piszesz, jakbyś mnie znał. Jakby moje słowa nie pasowały do wcześniejszych wypowiedzi. Twój nick mi nic nie mówi, więc nie wiem, na czym opierasz tę niezgodność. Pomijam to, bo i tak nie zamierzam się tłumaczyć, ani zmieniać wypowiedzi.
Nic nie wspominałam o blacharach, ani o zarabiających seksem, ani o podejściu do kasy własnej i partnera. To jakaś Twoja nadinterpretacja.
Może to brzydko zabrzmi, ale rynek doboru partnerów też opiera się na popycie i podaży oraz na zależności przyczynowo skutkowej. Opisane postawy mają swoich amatorów i mają swoje przyczyny. Nie będę ich oceniać, mogę jedynie ich nie wybrać dla siebie albo u partnera/ki.
Piszesz, jakbyś mnie znał. Jakby moje słowa nie pasowały do wcześniejszych wypowiedzi. Twój nick mi nic nie mówi, więc nie wiem, na czym opierasz tę niezgodność. Pomijam to, bo i tak nie zamierzam się tłumaczyć, ani zmieniać wypowiedzi.
Nic nie wspominałam o blacharach, ani o zarabiających seksem, ani o podejściu do kasy własnej i partnera. To jakaś Twoja nadinterpretacja.
Może to brzydko zabrzmi, ale rynek doboru partnerów też opiera się na popycie i podaży oraz na zależności przyczynowo skutkowej. Opisane postawy mają swoich amatorów i mają swoje przyczyny. Nie będę ich oceniać, mogę jedynie ich nie wybrać dla siebie albo u partnera/ki.
lubię cyfry i litery