Widok
kormorany
Właśnie - małe dzieciaczki nie są do nas podobne! Te pisklaki zabite w gniazdach też jeszcze nie przypominały dorosłych ptaków. Nie jestem fanatykiem w dziedzinie aborcji, jednak wszystko zależy od etapu. Ale to temat na szerszą dyskusję - ja jedynie chciałem porównać oba problemy, ponieważ NIKT tego nie zauważył.
Łatwiej i szybciej, a ponadto poważniej brzmiałoby - Polacy, Indonezi, Beldzy, Norwedzy, Duni, Islandzi, Irlandzi, Azerzy, Skandynawi, Fini, Szwedzi, Japoni, Filipini, Albani, Itale a. Italowie, Iracy, Ukraini, Irani itp. (jak Niemcy - i naród, i państwo).
Łatwiej i szybciej, a ponadto poważniej brzmiałoby - Polacy, Indonezi, Beldzy, Norwedzy, Duni, Islandzi, Irlandzi, Azerzy, Skandynawi, Fini, Szwedzi, Japoni, Filipini, Albani, Itale a. Italowie, Iracy, Ukraini, Irani itp. (jak Niemcy - i naród, i państwo).
Park Jelitkowski
Ciesz mnie wspaniała uroda nowego nadmorskiego parku w Jelitkowie - powstałego na terenach dawnych ogródków działkowych. Denerwuje mnie natomiast nie pilnowanie na jego terenie porządku, tzn. na tablicy jest wyraźny zakaz wędkowania - na brzegach sporo wędkarzy. Albo tak - albo tak. Może to trzeba ucywilizować i np zezwolić na wędkowanie, ale pobierać od wędkarzy opłaty na zarybianie terenów i budowę ew. ławeczek dla nich - po to, żeby nie niszczyli skarp nad wodą.
Myślę także, że nie powinna być pozwolone chodzenie, zwłaszcza z psami, skrajem polany, pod drzewami. Ten kawałek powinien służyć zwierzętom. Zwłaszcza, że równolegle do linii morza istnieje kilka wydeptanych ścieżek spacerowych. Na terenie odkrytym i graniczącym z nim nie powinno być wg mnie niepokoju. Chociażby dlatego, żebyśmy mogli więcej zwierząt nieoglądanych na codzień w warunkach miejskich. Ostatnio można przecież zauważyć sokoła pustułkę, rybitwę - chciałbym żeby się tam dobrze czuły.
Przede wszystkim jednak dziękuję władzom miasta i wszystkim, którzy się do powstania Parku przyczynili.
Myślę także, że nie powinna być pozwolone chodzenie, zwłaszcza z psami, skrajem polany, pod drzewami. Ten kawałek powinien służyć zwierzętom. Zwłaszcza, że równolegle do linii morza istnieje kilka wydeptanych ścieżek spacerowych. Na terenie odkrytym i graniczącym z nim nie powinno być wg mnie niepokoju. Chociażby dlatego, żebyśmy mogli więcej zwierząt nieoglądanych na codzień w warunkach miejskich. Ostatnio można przecież zauważyć sokoła pustułkę, rybitwę - chciałbym żeby się tam dobrze czuły.
Przede wszystkim jednak dziękuję władzom miasta i wszystkim, którzy się do powstania Parku przyczynili.
Upadek
Wkrotce z zona zostaniemy szczesliwymi rodzicami blizniakow i po tym co sie stalo w "Paradzie Rownosci" zastanawiam sie czy bylo warto dawac zyc moim dzieciom na takim zafajdanym kapitalistycznym swiecie. Kiedys bylo to nie do pomyslenia a dzis jest mozliwe i tak jak dzisiaj jest nie do pomyslenia zeby wkrotce w paradzie rownosci szli pedofile zoofile lub inni zboczency (odchyly od normy poprostu) tak po ilus tam latach i oni sie odezwa. Jak zawsze rodacy zapomnieli o naszej tradycji i przekonaniach i musimy lizac dupe jak nie tym ze wschodu to tym z zachodu. A jak juz wszystko bedzie cool i extra i dla 16-17 latkow to ci sami ludzie ktorzy sie na to zgodzili obudza sie w wieku 70 lat w tramwaju z mlodym dresem mowiacym do siedzacego staruszka "ty sie juz nasiedziales staruchu , wstawaj".
Bo... starosc we wszystko wierzy, wiek sredni we wszystko watpi a mlodosc... wszysto wie...
Bo... starosc we wszystko wierzy, wiek sredni we wszystko watpi a mlodosc... wszysto wie...
Gdynia zamykana dla turystów
Wybrałem się 13-go ( sic !) z rodziną do Orłowa. Zaskoczenie ogromne. Zamknięto dla ruchu ulicę Orłowską !!! na wysokości ul. Spacerowej. Zezwala się na wjazd tylko mieszkańcom i służbom komunalnym. Pozostali mogą dojechać do połowy ulicy i ... w pole. Znowu jakiś nawiedzony ale nie umiejący myśleć urzędas szarogęsi się w Gdyni. Już widać w sezonie organizację ruchu na dojeździe do drugiego turystycznego miejsca w Gdyni.
Na przeciwległym krańcu Gdyni w Cisowej w obrębie ulic Kcyńskiej, Chylońskiej i Piaskowej także zmieniono organizację ruchu. Także nawiedzony ( ale nie doświadczony ) organizator ruchu skierował ruch z ulicy Piaskowej ( przejazd kolejowy z Hutniczej) w kierunku ul. Kcyńskiej, z ulicy Pólnocnej także na Kcyńską ( w Chylońską jest zakaz) a do tego cały strumień z Obwodnicy na Hutniczą także na Kcyńską. Nie ma dnia aby w godzinach popołudniowych skrzyżowanie na Kcyńskiej oraz dojazdowe ulice nie były permanentnie zapchane.
Biorąc pod uwagę powyższe mądre rozwiązania urzędnicze postuluję zamknięcie ulicy Kcyńskiej tylko dla mieszkańców i służb komunalnych. Resztę miejmy w .... Rozumując tym samym trybem zamknijmy ulicę Władysława IV i Śląską. A co tam... wystarczą wpływowi i jedynie słusznie myślący urzędnicy. Liczę, że mój donos przeczyta "pierwszy" Gdyni.
Na przeciwległym krańcu Gdyni w Cisowej w obrębie ulic Kcyńskiej, Chylońskiej i Piaskowej także zmieniono organizację ruchu. Także nawiedzony ( ale nie doświadczony ) organizator ruchu skierował ruch z ulicy Piaskowej ( przejazd kolejowy z Hutniczej) w kierunku ul. Kcyńskiej, z ulicy Pólnocnej także na Kcyńską ( w Chylońską jest zakaz) a do tego cały strumień z Obwodnicy na Hutniczą także na Kcyńską. Nie ma dnia aby w godzinach popołudniowych skrzyżowanie na Kcyńskiej oraz dojazdowe ulice nie były permanentnie zapchane.
Biorąc pod uwagę powyższe mądre rozwiązania urzędnicze postuluję zamknięcie ulicy Kcyńskiej tylko dla mieszkańców i służb komunalnych. Resztę miejmy w .... Rozumując tym samym trybem zamknijmy ulicę Władysława IV i Śląską. A co tam... wystarczą wpływowi i jedynie słusznie myślący urzędnicy. Liczę, że mój donos przeczyta "pierwszy" Gdyni.
CB&All
ponownie prace na lodce w toku przygotowan do ostrego plywania i przyjecia gosci.
skip i manager projektu sam nawet wyszpachtluje wyszczerbienie na winchy. nie mowiac o nie milczacym telefonie, formalnych terminach, odbiorach wyposarzenia , zakupach, kontroli systemow oraz wszelkich drobiazgach ktore skaloa w porownaniu do wielkosci jachtu wydaja sie czesto kropla wody w morzu zadan.
bossa nie widzialem od dwoch dni, kiedy naklejalismy te trzymetrowe naklejki na zaglach. pewno ma nawal pracy biurowej
i meetingi, ale moze troche unika wnioskow budzetowych, hihi,
duncan rozlozyl i zlozyl sukcesywnie wiekszoa czesc inborda (250HP) na chickentenderze, hihihi, musial sprowadzic czesci z hlandii przez anglie.
marek siedzi niemal co dzien to tu to tam na 32m maszcie lodki dogladajac i ustawiajac ryg i faly gdzietylko dojdzie, albo rozpracowuje system po systemie, pozatym troche musi walczyc o budget na harnesy, liny, mocowania itp.
dan kontroluje i zabezpiecza bloki spektra, sprawdza hydraulike, ustawiamy razem przekladnie mlynkow itd itp.
björn mocuje kolejne konieczne kable elektryki, a jego narzedzia i umiejetnosci bylego mechanika harleyowca sa niezastapione.
wszyscy obecni razem - transport i naprawa zagli (ktore nosi sie w czworke), grindownie marka na maszt, demontaz tonowych kozlow naszych dwoch lodek i co rusz przesortowywanie roznorako ciezkich, dlugich, szerokich lub brudzacych, klejacych i smarujacych spraw.
forestay cunningham zalozylem od nowa starajac sie o odpowiedni dystans konca ramu (no - jest hydrauliczny) od dolnej strony pokladu. siegnalem po szekle bo kanty mocowania na koncu ramu byly zbyt ostre na line choc nawet ze spektry. potem po samoklejaca tasme aby zamrozic szekle w poz. pionowej zeby nie obsuwala sie przy luzie i zablokowala jakos bokiem. uskok szekli przy tych wielotonowych naprezeniach moglby spowodowac porwanie zagla a moze i nawet...fuj, nawet nie myslec.
takich jobow tu od zatrzesienia.
jak wspomnialem - na obu lodkach i od osmej do osmej
skip i manager projektu sam nawet wyszpachtluje wyszczerbienie na winchy. nie mowiac o nie milczacym telefonie, formalnych terminach, odbiorach wyposarzenia , zakupach, kontroli systemow oraz wszelkich drobiazgach ktore skaloa w porownaniu do wielkosci jachtu wydaja sie czesto kropla wody w morzu zadan.
bossa nie widzialem od dwoch dni, kiedy naklejalismy te trzymetrowe naklejki na zaglach. pewno ma nawal pracy biurowej
i meetingi, ale moze troche unika wnioskow budzetowych, hihi,
duncan rozlozyl i zlozyl sukcesywnie wiekszoa czesc inborda (250HP) na chickentenderze, hihihi, musial sprowadzic czesci z hlandii przez anglie.
marek siedzi niemal co dzien to tu to tam na 32m maszcie lodki dogladajac i ustawiajac ryg i faly gdzietylko dojdzie, albo rozpracowuje system po systemie, pozatym troche musi walczyc o budget na harnesy, liny, mocowania itp.
dan kontroluje i zabezpiecza bloki spektra, sprawdza hydraulike, ustawiamy razem przekladnie mlynkow itd itp.
björn mocuje kolejne konieczne kable elektryki, a jego narzedzia i umiejetnosci bylego mechanika harleyowca sa niezastapione.
wszyscy obecni razem - transport i naprawa zagli (ktore nosi sie w czworke), grindownie marka na maszt, demontaz tonowych kozlow naszych dwoch lodek i co rusz przesortowywanie roznorako ciezkich, dlugich, szerokich lub brudzacych, klejacych i smarujacych spraw.
forestay cunningham zalozylem od nowa starajac sie o odpowiedni dystans konca ramu (no - jest hydrauliczny) od dolnej strony pokladu. siegnalem po szekle bo kanty mocowania na koncu ramu byly zbyt ostre na line choc nawet ze spektry. potem po samoklejaca tasme aby zamrozic szekle w poz. pionowej zeby nie obsuwala sie przy luzie i zablokowala jakos bokiem. uskok szekli przy tych wielotonowych naprezeniach moglby spowodowac porwanie zagla a moze i nawet...fuj, nawet nie myslec.
takich jobow tu od zatrzesienia.
jak wspomnialem - na obu lodkach i od osmej do osmej
Uczciwość nie popłaca
czytamy w *Komputer Świat* (8 czerwca 2005i) . I dalej -
A przynajmniej nie w Nowej Zelandii. Na tej wyspie skala piractwa komputerowego należy do najniższych na świecie. Tymczasem właśnie Nowozelandczycy muszą płacić dwa razy więcej za oficjalne kopie programów niż mieszkańcy USA. Firmy sprzedające oprogramowanie na zielonej wyspie narzucają wysokie ceny, bowiem kary za używanie pirackich kopii są tam horrendalne.
Wielu mieszkańców Wielkiej Europy narzeka na ceny w europach*, bowiem one (po rezygnacji z własnych walut) jednak wzrosły (jednak, chociaż władze zapewniały, że to niemożliwe). U nas, tuż po wejściu do Unii, nawet rodaków zachęcano, aby donosić na bliźnich w przypadku windowania cen. Pewnie nie o to chodziło rządowi - najwięcej donosów jest nie na bliźnich, ale na... ów rząd, który (bezprawnie!) wprowadził w życie przepisy o akcyzie na wwożone do Polski auta. Urzędnicy (i inni cwaniacy) zapewne na całym świecie (takoż Polacy, jak i Nowozelandzi*) rozumują w podobny sposób - zdzieraj z tłuszczy ile się da! Antypodzi mogą się obnosić ze swoją uczciwością, ale wynika ona nie z wrodzonej pozytywnej cechy, lecz z powodu... wysokich kar. Są kraje, w których niemal wcale się nie kradnie, bo... ucinają łapy. Są kraje, w których niemal nie ma narkotyków, bo tną możliwie wysoko (jednak to nie fryzjerstwo). U nas, abyśmy nie kombinowali, można byłoby sprawdzać auta - a na cóż one sobie tak jeżdżą? Na opałowym czy na napędowym oleju? Ponieważ uznano, że i tak będziemy kombinować (dawać w łapę kontrolerom, których będzie i tak zbyt mało), to próbowano wprowadzić najgenialniejsze rozwiązanie - wszystkie oleje, na których można jeździć, sprzedajemy po jednakowej cenie. Może rzeczywiście, wobec ogólnonarodowej tendencji do wzajemnego oszukiwania się obywateli i rządu, rozwiązanie to jest najlepsze? W końcu wszyscy ministrowie byli kiedyś szarymi obywatelami, a któż (jak nie oni) lepiej się orientuje - w jaki sposób zrobić państwo w konia (ostatnio nawet w... mechanicznego). Jednak wdrażanie kontrowersyjnego pomysłu powinno trwać kilka lat. No i równolegle nie zdołano zaproponować rozwiązań ochronnych dla obywateli (i firm), którzy wyrzucili piece kaflowe zamieniając je na ekologiczne olejowe kotłownie. Oczywiście, że po akceptacji równych cen i zasad zwrotu nadpłaty dla właścicieli kotłowni, pojawią się szwindle z fakturami i z przekręconymi licznikami zużywanego medium. Jednak z dwojga złego wolałbym, aby na paliwowych przewałach nieco się wzbogaciło parę milionów obywateli, niż bajońsko kilkuset mafiozów*. W pierwszym przypadku gawiedź nabędzie parę milionów lewych (w znaczeniu "nielegalnych") butów i pociągnie masowy przemysł krajowy, zaś w drugim przypadku mafioelita* powiększy swój stan posiadania o kilka helikopterów jednostkowo ciągnąc przemysł zagraniczny (żeby tylko poprzestać na porównaniach w dziedzinie transportu). Skoro już o przemieszczaniu - szefem mobilnej (w planach) gospodarki jest p. Jacek Piechota, a powinien być raczej p. Ścigaczewski; może szybciej dogonilibyśmy Zachodnią Europę...
Gwoli ścisłości - Nowa Zelandia nie jest wyspą, ale typową dwuwyspą* (pod. - dwukolejka, dwukonka, dwururka, dwusetka, dwuwładza, dwuzłączka, zatem dwuwyspa) - Wyspa Północna i Wyspa Południowa. Zielona Wyspa to jednak Irlandia. Także Grenlandia trąca nią w tłumaczeniu. Nowozelandzi* stolicę owej dwuwyspy* nazywają Wellington czytając po angielsku, zaś dla nas jest to Welington* czytany po polsku (pod. Washington - Waszyngton). Swe państwo określają jako New Zealand, czyli również nieco inaczej niż my...
W tym zajmującym czasopiśmie mamy jeszcze jedną "ciekawostkę". Otóż wat - jednostka mocy elektrycznej, iloczyn napięcia i prądu (raczej natężenia prądu). Niepotrzebnie ograniczono znaczenie do pojęcia z dziedziny elektryczności. Powie ktoś - skoro czytelnicy interesują się komputerami, to zainteresuje ich jedynie niepełna definicja. Jednak jeśli oni rzeczywiście się interesują tą nowoczesną techniką, to doskonale wiedzą co to jest wat (także w znaczeniu mechanicznym i cieplnym) i można było sobie podarować to wyjaśnienie w dziale "Co to jest". Ufolodzy mogą wyjaśnić pojęcie statek jako wyłącznie kosmiczny, zaś rasiści mogą człowieka określać jako obywatela o wyłącznie białej karnacji skóry. I jedni, i drudzy wytłumaczą, że zwracają się jedynie do swoich czytelników o... wąskich zainteresowaniach. Może tutaj istotnie czepiam się niesłusznie?
Tamże zachęca się do odwiedzenia witryny www.bulgaricus.com, jednak określono ją jako bułgaricus. Poprawniej byłoby albo bulgaricus, albo bułgarikus. Niefortunnie (kilkanaście stron od siebie) zamieszczono wyjaśnienie nazw piksel/megapiksel.
Należy pochwalić redakcję za terminy superkrzyżówka/supernagrody, ponieważ osobna pisownia ciągle nas straszy (np. sklepowe super ceny) oraz za surwiwal (tak właśnie napisany!), bowiem jeden z ze znanych polonistów odpisuje (http://slowniki.pwn.pl/poradnia) - Na razie zdecydowanie częstsza ...
A przynajmniej nie w Nowej Zelandii. Na tej wyspie skala piractwa komputerowego należy do najniższych na świecie. Tymczasem właśnie Nowozelandczycy muszą płacić dwa razy więcej za oficjalne kopie programów niż mieszkańcy USA. Firmy sprzedające oprogramowanie na zielonej wyspie narzucają wysokie ceny, bowiem kary za używanie pirackich kopii są tam horrendalne.
Wielu mieszkańców Wielkiej Europy narzeka na ceny w europach*, bowiem one (po rezygnacji z własnych walut) jednak wzrosły (jednak, chociaż władze zapewniały, że to niemożliwe). U nas, tuż po wejściu do Unii, nawet rodaków zachęcano, aby donosić na bliźnich w przypadku windowania cen. Pewnie nie o to chodziło rządowi - najwięcej donosów jest nie na bliźnich, ale na... ów rząd, który (bezprawnie!) wprowadził w życie przepisy o akcyzie na wwożone do Polski auta. Urzędnicy (i inni cwaniacy) zapewne na całym świecie (takoż Polacy, jak i Nowozelandzi*) rozumują w podobny sposób - zdzieraj z tłuszczy ile się da! Antypodzi mogą się obnosić ze swoją uczciwością, ale wynika ona nie z wrodzonej pozytywnej cechy, lecz z powodu... wysokich kar. Są kraje, w których niemal wcale się nie kradnie, bo... ucinają łapy. Są kraje, w których niemal nie ma narkotyków, bo tną możliwie wysoko (jednak to nie fryzjerstwo). U nas, abyśmy nie kombinowali, można byłoby sprawdzać auta - a na cóż one sobie tak jeżdżą? Na opałowym czy na napędowym oleju? Ponieważ uznano, że i tak będziemy kombinować (dawać w łapę kontrolerom, których będzie i tak zbyt mało), to próbowano wprowadzić najgenialniejsze rozwiązanie - wszystkie oleje, na których można jeździć, sprzedajemy po jednakowej cenie. Może rzeczywiście, wobec ogólnonarodowej tendencji do wzajemnego oszukiwania się obywateli i rządu, rozwiązanie to jest najlepsze? W końcu wszyscy ministrowie byli kiedyś szarymi obywatelami, a któż (jak nie oni) lepiej się orientuje - w jaki sposób zrobić państwo w konia (ostatnio nawet w... mechanicznego). Jednak wdrażanie kontrowersyjnego pomysłu powinno trwać kilka lat. No i równolegle nie zdołano zaproponować rozwiązań ochronnych dla obywateli (i firm), którzy wyrzucili piece kaflowe zamieniając je na ekologiczne olejowe kotłownie. Oczywiście, że po akceptacji równych cen i zasad zwrotu nadpłaty dla właścicieli kotłowni, pojawią się szwindle z fakturami i z przekręconymi licznikami zużywanego medium. Jednak z dwojga złego wolałbym, aby na paliwowych przewałach nieco się wzbogaciło parę milionów obywateli, niż bajońsko kilkuset mafiozów*. W pierwszym przypadku gawiedź nabędzie parę milionów lewych (w znaczeniu "nielegalnych") butów i pociągnie masowy przemysł krajowy, zaś w drugim przypadku mafioelita* powiększy swój stan posiadania o kilka helikopterów jednostkowo ciągnąc przemysł zagraniczny (żeby tylko poprzestać na porównaniach w dziedzinie transportu). Skoro już o przemieszczaniu - szefem mobilnej (w planach) gospodarki jest p. Jacek Piechota, a powinien być raczej p. Ścigaczewski; może szybciej dogonilibyśmy Zachodnią Europę...
Gwoli ścisłości - Nowa Zelandia nie jest wyspą, ale typową dwuwyspą* (pod. - dwukolejka, dwukonka, dwururka, dwusetka, dwuwładza, dwuzłączka, zatem dwuwyspa) - Wyspa Północna i Wyspa Południowa. Zielona Wyspa to jednak Irlandia. Także Grenlandia trąca nią w tłumaczeniu. Nowozelandzi* stolicę owej dwuwyspy* nazywają Wellington czytając po angielsku, zaś dla nas jest to Welington* czytany po polsku (pod. Washington - Waszyngton). Swe państwo określają jako New Zealand, czyli również nieco inaczej niż my...
W tym zajmującym czasopiśmie mamy jeszcze jedną "ciekawostkę". Otóż wat - jednostka mocy elektrycznej, iloczyn napięcia i prądu (raczej natężenia prądu). Niepotrzebnie ograniczono znaczenie do pojęcia z dziedziny elektryczności. Powie ktoś - skoro czytelnicy interesują się komputerami, to zainteresuje ich jedynie niepełna definicja. Jednak jeśli oni rzeczywiście się interesują tą nowoczesną techniką, to doskonale wiedzą co to jest wat (także w znaczeniu mechanicznym i cieplnym) i można było sobie podarować to wyjaśnienie w dziale "Co to jest". Ufolodzy mogą wyjaśnić pojęcie statek jako wyłącznie kosmiczny, zaś rasiści mogą człowieka określać jako obywatela o wyłącznie białej karnacji skóry. I jedni, i drudzy wytłumaczą, że zwracają się jedynie do swoich czytelników o... wąskich zainteresowaniach. Może tutaj istotnie czepiam się niesłusznie?
Tamże zachęca się do odwiedzenia witryny www.bulgaricus.com, jednak określono ją jako bułgaricus. Poprawniej byłoby albo bulgaricus, albo bułgarikus. Niefortunnie (kilkanaście stron od siebie) zamieszczono wyjaśnienie nazw piksel/megapiksel.
Należy pochwalić redakcję za terminy superkrzyżówka/supernagrody, ponieważ osobna pisownia ciągle nas straszy (np. sklepowe super ceny) oraz za surwiwal (tak właśnie napisany!), bowiem jeden z ze znanych polonistów odpisuje (http://slowniki.pwn.pl/poradnia) - Na razie zdecydowanie częstsza ...
ciąg dalszy
... jest forma survival i ją właśnie podajemy na pierwszym miejscu w słownikach, które przygotowujemy do druku. Na drugim miejscu podajemy spolszczony wariant surwiwal, który z czasem może się upowszechnić. To samo dotyczy pochodnych przymiotników (survivalowy/surwiwalowy). Może poloniści przestaną notować częstsze formy, ale będą proponować prawidłowsze*?
A na zakończenie owych wymądrzeń dodam odredakcyjny matrymonialny humor gloryfikujący mój stan (małżeńsko-zawodowy) - Który dobry? Otóż: żadnego lekarza! Wszystkie babki lecą na lekarza. Prędzej czy później ucieknie z pielęgniarką albo z młodą symulantką. Ale nic takiego nie spotka cię przy mężu inżynierze! Prawników też wyklucz, zwłaszcza adwokatów. Chyba nie sądzisz, że zbudujesz związek oparty na uczciwości i zaufaniu z kimś, kto kłamie za pieniądze? A łatwo unikniesz tego problemu, wiążąc się z inżynierem. On nie jest na tyle wyrobiony towarzysko, żeby kłamać w przekonujący sposób. Unikaj handlowca - on uczciwy jest tak samo jak prawnik. Natomiast firma, w której pracuje twój mąż inżynier, przywiąże go do biurka z komputerem, przy którym będzie tkwić do końca pracy. Lepiej też trzymać się daleko od strażaka, policjanta, konserwatora konstrukcji stalowych. O ile nie zginie w wypadku, najprawdopodobniej zostanie pokiereszowany i to w czasie, kiedy ty będziesz przeżywać rozkwit waszego związku. Jedyne niebezpieczeństwo, na jakie będzie narażony twój inżynier, to ślepota, której nabawi się od monitora. Ale to ma też dobre strony - nie zauważy, kiedy się zestarzejesz, i tak będziesz jedną rozmazaną plamą. Na zawsze zapamięta cię taką, jaką cię poznał.
* - językowe propozycje (każdy urzędnik może coś majstrować w ekonomii, zatem dlaczego obywatel nie mógłby w ojczystym języku?)
A na zakończenie owych wymądrzeń dodam odredakcyjny matrymonialny humor gloryfikujący mój stan (małżeńsko-zawodowy) - Który dobry? Otóż: żadnego lekarza! Wszystkie babki lecą na lekarza. Prędzej czy później ucieknie z pielęgniarką albo z młodą symulantką. Ale nic takiego nie spotka cię przy mężu inżynierze! Prawników też wyklucz, zwłaszcza adwokatów. Chyba nie sądzisz, że zbudujesz związek oparty na uczciwości i zaufaniu z kimś, kto kłamie za pieniądze? A łatwo unikniesz tego problemu, wiążąc się z inżynierem. On nie jest na tyle wyrobiony towarzysko, żeby kłamać w przekonujący sposób. Unikaj handlowca - on uczciwy jest tak samo jak prawnik. Natomiast firma, w której pracuje twój mąż inżynier, przywiąże go do biurka z komputerem, przy którym będzie tkwić do końca pracy. Lepiej też trzymać się daleko od strażaka, policjanta, konserwatora konstrukcji stalowych. O ile nie zginie w wypadku, najprawdopodobniej zostanie pokiereszowany i to w czasie, kiedy ty będziesz przeżywać rozkwit waszego związku. Jedyne niebezpieczeństwo, na jakie będzie narażony twój inżynier, to ślepota, której nabawi się od monitora. Ale to ma też dobre strony - nie zauważy, kiedy się zestarzejesz, i tak będziesz jedną rozmazaną plamą. Na zawsze zapamięta cię taką, jaką cię poznał.
* - językowe propozycje (każdy urzędnik może coś majstrować w ekonomii, zatem dlaczego obywatel nie mógłby w ojczystym języku?)
magia
to zagle uspokajam, to po prostu ustawiam, to ucze sie skarcony, to jestem nimi. to samo z lodka.
okresami bylem w jednosci z nimi obojgiem (juz jezyk wskazuje delikatnosc tego stanu).
ale wiatrem czy woda nigdy nie bylem.
no i wcale nie polecam zuchwalych prob.
choc odwage mozna pewno wpierw wmowic aby przekroczyc wyzszy prog. najczesciej jednak odwaga wykluwa sie z jakies desperacji.
przy tym, granica miedzy powietrzem a woda jest niesamowicie wyrazna.
to bardzo luzuje gdy zmysly sa w ukladzie z koniecznoscia.
nie trzeba nawet o tym pamietac.
oj jak dawno to bylo?!
okresami bylem w jednosci z nimi obojgiem (juz jezyk wskazuje delikatnosc tego stanu).
ale wiatrem czy woda nigdy nie bylem.
no i wcale nie polecam zuchwalych prob.
choc odwage mozna pewno wpierw wmowic aby przekroczyc wyzszy prog. najczesciej jednak odwaga wykluwa sie z jakies desperacji.
przy tym, granica miedzy powietrzem a woda jest niesamowicie wyrazna.
to bardzo luzuje gdy zmysly sa w ukladzie z koniecznoscia.
nie trzeba nawet o tym pamietac.
oj jak dawno to bylo?!
masz rację
Jedni to przestępcy, zaś drudzy to tylko odmieńcy (wynaturzeńcy). Ale czy mogą maszerować w paradach onaniści? To też nie są przestępcy... A grupy kilkuosobowe płci wszelakiej, któzy chcą akceptacji i założenia społecznego przedszkola? Wolno im? A dominanci, sadyści i masochiści (ale tylko w zakresie dozwolonym prawem)? Co tydzień inna parada? To ci w Wawie nic by nie robili tylko gapili się na parady...