Widok
Zacznijmy od tego, że ani Ty nie jesteś w tej chwili klientem ani Pani pode mną nie występuje teraz w roli pośrednika. To jest rozmowa na forum. Nie wiesz jak zachowuje się Pani pośredniczka w relacji z klientem i być może gdybyś trafiła do niej. sprzedałaby Ci najgorszy szit na rynku za omawianą wyżej kosmiczną cenę a ty cieszyła byś się jak dziecko, że zrobiłaś dil życia. A roku płacz bo z sufitu tynk odpadł. No ale przecież pośrednik ma sprzedać jak najdrożej, nie ważne jak będzie kłamał. Czy o to Ci chodzi?
"ma prawo oczekiwać by pośrednik zadbał o to by mieszkanie jak najlepiej się sprzedało" - jest dokładnie tak jak mówisz z jednym małym ale. Jeżeli cena będzie z kosmosu i sprzedający będzie się przy niej upierał mieszkanie nie sprzeda się wcale. Zadaniem pośrednika jest doprowadzić do transakcji.
Pośrednik pobiera wynagrodzenie obliczane procentowo od ceny sprzedaży więc nie zależy mu żeby sprzedać poniżej ceny rynkowej,
"ma prawo oczekiwać by pośrednik zadbał o to by mieszkanie jak najlepiej się sprzedało" - jest dokładnie tak jak mówisz z jednym małym ale. Jeżeli cena będzie z kosmosu i sprzedający będzie się przy niej upierał mieszkanie nie sprzeda się wcale. Zadaniem pośrednika jest doprowadzić do transakcji.
Pośrednik pobiera wynagrodzenie obliczane procentowo od ceny sprzedaży więc nie zależy mu żeby sprzedać poniżej ceny rynkowej,
Po pierwsze nigdy nie kupuję "kota w worku" i jeśli miałabym wydać kilkaset tys. zł na kupno mieszkania nie kupiłabym go napewno wyłącznie opierając się na słowach pośrednika .
A co do cen rynkowych , którymi się "kierują" pośrednicy to jak każda cena ma "widełki" i z reguły pośrednik bierze najniższy próg ceny rynkowej...A jak klient stara się sprzedać z progiem wyższym to właśnie pośrednik już to uważa za cenę z kosmosu...
A co do cen z kosmosu...mogę przytoczyć jedną sytuację.Znajoma miała do sprzedania mieszkanie 2 pok. 47m2 w Warszawie.Zleciła sprzedaż 3 Biurom Nieruchomości.Każde z tych Biur twierdziło , że nie uda się sprzedać za cenę jaką by chciała.Każde z tych Biur miało zresztą to mieszkanie wystawione w innej cenie (różnica 10-15 tys.).Przez 6 m-cy żadnemu z Biur nie udało się sprzedać mieszkania.Po 6 m-cach przyjechałą do Warszawy (gdyż nie mieszkała w W-wie) i w ciągu 2 m-cy sprzedała sama mieszkanie za cenę 30 tys. wyższą niż było mieszkanie wystawione w Biurach...O czymś to świadczy ....
A co do cen rynkowych , którymi się "kierują" pośrednicy to jak każda cena ma "widełki" i z reguły pośrednik bierze najniższy próg ceny rynkowej...A jak klient stara się sprzedać z progiem wyższym to właśnie pośrednik już to uważa za cenę z kosmosu...
A co do cen z kosmosu...mogę przytoczyć jedną sytuację.Znajoma miała do sprzedania mieszkanie 2 pok. 47m2 w Warszawie.Zleciła sprzedaż 3 Biurom Nieruchomości.Każde z tych Biur twierdziło , że nie uda się sprzedać za cenę jaką by chciała.Każde z tych Biur miało zresztą to mieszkanie wystawione w innej cenie (różnica 10-15 tys.).Przez 6 m-cy żadnemu z Biur nie udało się sprzedać mieszkania.Po 6 m-cach przyjechałą do Warszawy (gdyż nie mieszkała w W-wie) i w ciągu 2 m-cy sprzedała sama mieszkanie za cenę 30 tys. wyższą niż było mieszkanie wystawione w Biurach...O czymś to świadczy ....
Proszę Cię - czytaj ze zrozumieniem :).
Czy ja napisałam, że ktoś mi ukradł zlecenie ?
Jeżli czegoś nie sprzedam to wolę żeby odpowiedzialność rozjechała się na kilka agencji :).
Napisałam, że ukradli mi zdjęcia :).
I wyobraź sobie, że była to sytuacja kiedy klient poszedł do biur i podpisał umowę w biurach ( takich lokalach które wynajmują, żeby ludzie do nich przychodzili). A pracownicy biur nie pojechali obejrzec, tylko ściagnęłli opis ( cały !!!) i zdjęcia na zasadzie kopiuj wklej. I zaoszczędziły czas i pieniądze na dojazd.
Agent musi do klienta pojechać żeby podpisać z nim umowę.
A ty to w biurze nigdy umów nie podpisujesz ????? A ja taka głupia trzymałam biuro w mieście :).
Czy ja napisałam, że ktoś mi ukradł zlecenie ?
Jeżli czegoś nie sprzedam to wolę żeby odpowiedzialność rozjechała się na kilka agencji :).
Napisałam, że ukradli mi zdjęcia :).
I wyobraź sobie, że była to sytuacja kiedy klient poszedł do biur i podpisał umowę w biurach ( takich lokalach które wynajmują, żeby ludzie do nich przychodzili). A pracownicy biur nie pojechali obejrzec, tylko ściagnęłli opis ( cały !!!) i zdjęcia na zasadzie kopiuj wklej. I zaoszczędziły czas i pieniądze na dojazd.
Agent musi do klienta pojechać żeby podpisać z nim umowę.
A ty to w biurze nigdy umów nie podpisujesz ????? A ja taka głupia trzymałam biuro w mieście :).
"Oj chyba już dawno nie pracujesz.
Kradzież oferty - właśnie mam wyłaczność i metrohouse łazi po moich ofertach i namawia do rozwiązania umowy ze mną. Z innymi agencjami też.
Kradzież zdjęć - kończy się wyłaczność, jest zwykła umowa. Agencje przyjmują ofertę, mają prawo. Tyle, że biorą sobie "moje " zdjecia z portali internetowych. Wystarczy zrobić kopiuj wklej."
-to nie twój post przypadkiem?
Kradzież oferty - właśnie mam wyłaczność i metrohouse łazi po moich ofertach i namawia do rozwiązania umowy ze mną. Z innymi agencjami też.
Kradzież zdjęć - kończy się wyłaczność, jest zwykła umowa. Agencje przyjmują ofertę, mają prawo. Tyle, że biorą sobie "moje " zdjecia z portali internetowych. Wystarczy zrobić kopiuj wklej."
-to nie twój post przypadkiem?
Dobra - specjalnie dla Ciebie - objaśnienie:
Zd. zaczynające się od "kradzież oferty" - mam wyłączność i łażenie po właścicielach i ich nagabywanie jest niezgodne ze standardami zawodowymi, etyką i generalnie jest kurestwem. A tak naprawdę to wściekli byli sami właściciele, że im jakiś studenciak wystaje na klatce i nagabuje. Oferta na wyłączność jest szereko reklamowana i nie jest trudno ją namierzyć. A nie są to w ostatnim okresie przypadki odosobnione. I studenciaki mają na to czas, bo muszą do firmy przynieść ileś tam ofert w tygodniu, inaczej nie mają zaliczonego planu zdobywania ofert. Nie wiem co za to grozi - wieszają za jaja czy jak - ale są mocno zdeterminowani.
Zd zaczynające się od "kradzież zdjęć" - to inna sytuacja, kiedy to agencje przyjmują ofertę do bazy po wygaśnięciu wyłączności i kradną opisy i zdjęcia.
Potraktuje te dwie sytuacje rozłącznie.
Zd. zaczynające się od "kradzież oferty" - mam wyłączność i łażenie po właścicielach i ich nagabywanie jest niezgodne ze standardami zawodowymi, etyką i generalnie jest kurestwem. A tak naprawdę to wściekli byli sami właściciele, że im jakiś studenciak wystaje na klatce i nagabuje. Oferta na wyłączność jest szereko reklamowana i nie jest trudno ją namierzyć. A nie są to w ostatnim okresie przypadki odosobnione. I studenciaki mają na to czas, bo muszą do firmy przynieść ileś tam ofert w tygodniu, inaczej nie mają zaliczonego planu zdobywania ofert. Nie wiem co za to grozi - wieszają za jaja czy jak - ale są mocno zdeterminowani.
Zd zaczynające się od "kradzież zdjęć" - to inna sytuacja, kiedy to agencje przyjmują ofertę do bazy po wygaśnięciu wyłączności i kradną opisy i zdjęcia.
Potraktuje te dwie sytuacje rozłącznie.
A skąd niby taki klient ma wiedzieć że ogląda mieszkanie z osobą niekompetentną? Kiedyś sam pracowałem jako agent i zostałem od razu rzucony na wysoką wodę, bez przygotowania i bladego pojęcia o sprzedaży nieruchomości. Tak jak piszecie liczy się kasa, jednak znam pośredników którzy rzetelniej podchodzą do swojej roli i warto z nimi współpracować.
A co złego jest w rzucaniu nowego pracownika na wysoką wodę?
Szybciej zacznie działać, szybciej się nauczy.
Praca agenta nieruchomości ma to do siebie, że nie wymaga od samego początku jakiejś tajemnej wiedzy. W miarę inteligentna osoba, obyta z ludźmi nie da po sobie poznać, że jest świeża. Starczy zapoznać się z ofertą, przygotować się do spotkania i nie udawać znawcy bo na tym się można przejechać.
Nieruchomości sprzedaje się tak samo jak każdy inny produkt.
Szybciej zacznie działać, szybciej się nauczy.
Praca agenta nieruchomości ma to do siebie, że nie wymaga od samego początku jakiejś tajemnej wiedzy. W miarę inteligentna osoba, obyta z ludźmi nie da po sobie poznać, że jest świeża. Starczy zapoznać się z ofertą, przygotować się do spotkania i nie udawać znawcy bo na tym się można przejechać.
Nieruchomości sprzedaje się tak samo jak każdy inny produkt.
A co złego jest w rzucaniu nowego pracownika na wysoką wodę?
Szybciej zacznie działać, szybciej się nauczy.
Nie no pewnie, a później okazuje się, że spadkowe nie zrobione, działka budowlana bez dojazdu albo na której mozna wybudować szałas. Nie mówiąc o tym, że sprzedajacy po transakcji dowiaduje się, że ma do zapłaty 30 tys. podatku dochodowego. A przedwstepną to sie na kolanie napisze.
A, że taki delikwent robi z siebie idiotę i w sumie nie z własnej winy to już szczegół.
Tak, tak nieruchomośc sprzedaje sie tak jak każdy inny produkt :). Tak jak bułki, masło, gwoździe czy auto :).
A obowiązek ustawicznego szkolenia to z nudów zdziercy wymyslili co by pośrednicy co roku kasę na szkolenia wydawali :).
No, ale pracownicy nie muszą się szkolić, wystarczy że wyruszą w teren rzuceni na głeboką wodę :).
Szybciej zacznie działać, szybciej się nauczy.
Nie no pewnie, a później okazuje się, że spadkowe nie zrobione, działka budowlana bez dojazdu albo na której mozna wybudować szałas. Nie mówiąc o tym, że sprzedajacy po transakcji dowiaduje się, że ma do zapłaty 30 tys. podatku dochodowego. A przedwstepną to sie na kolanie napisze.
A, że taki delikwent robi z siebie idiotę i w sumie nie z własnej winy to już szczegół.
Tak, tak nieruchomośc sprzedaje sie tak jak każdy inny produkt :). Tak jak bułki, masło, gwoździe czy auto :).
A obowiązek ustawicznego szkolenia to z nudów zdziercy wymyslili co by pośrednicy co roku kasę na szkolenia wydawali :).
No, ale pracownicy nie muszą się szkolić, wystarczy że wyruszą w teren rzuceni na głeboką wodę :).
"że spadkowe nie zrobione, działka budowlana bez dojazdu albo na której mozna wybudować szałas. Nie mówiąc o tym, że sprzedajacy po transakcji dowiaduje się, że ma do zapłaty 30 tys. podatku dochodowego" - Od takich spraw jest licencjonowany pośrednik. To on jest odpowiedzialny za to, żeby się wszystko zgadzało. Agent to stanowisko asystenckie. Jego zadaniem jest pozyskiwanie ofert i ich prezentacja.
Wcale nie mówię, że agenta nie trzeba szkolić, bo trzeba. Ale sama znajomość teorii nie przynosi pieniędzy. Zawodu najlepiej uczy się w praktyce. Wystarczy 2-3 dniowe szkolenie wstępne i do roboty a w trakcie dalsze szkolenia. Zadaniem przełożonego jest kontrola i korygowanie błędów. Człowiek, który ma predyspozycje do tej roboty da sobie radę. Ja swoją pierwszą transakcję zrobiłem po trzech tygodniach. Szkolenia specjalistyczne miałem co miesiąc.
"Tak, tak nieruchomośc sprzedaje sie tak jak każdy inny produkt :). Tak jak bułki, masło, gwoździe czy auto" - z bułkami i masłem trochę przesadziłaś bo to są dobra podstawowe, które nie potrzebują AKTYWNEJ sprzedaży. Ale auta i mieszkania sprzedaje się podobnie.
Rozpoznajesz potrzeby klienta, szukasz to czego potrzebuje i mu to dajesz. Nie wiem gdzie widzisz jakąś filozofię. Agent nieruchomości to handlowiec jak każdy inny. Jedyna różnica to cena.
Wcale nie mówię, że agenta nie trzeba szkolić, bo trzeba. Ale sama znajomość teorii nie przynosi pieniędzy. Zawodu najlepiej uczy się w praktyce. Wystarczy 2-3 dniowe szkolenie wstępne i do roboty a w trakcie dalsze szkolenia. Zadaniem przełożonego jest kontrola i korygowanie błędów. Człowiek, który ma predyspozycje do tej roboty da sobie radę. Ja swoją pierwszą transakcję zrobiłem po trzech tygodniach. Szkolenia specjalistyczne miałem co miesiąc.
"Tak, tak nieruchomośc sprzedaje sie tak jak każdy inny produkt :). Tak jak bułki, masło, gwoździe czy auto" - z bułkami i masłem trochę przesadziłaś bo to są dobra podstawowe, które nie potrzebują AKTYWNEJ sprzedaży. Ale auta i mieszkania sprzedaje się podobnie.
Rozpoznajesz potrzeby klienta, szukasz to czego potrzebuje i mu to dajesz. Nie wiem gdzie widzisz jakąś filozofię. Agent nieruchomości to handlowiec jak każdy inny. Jedyna różnica to cena.
No to jest odpowiedź dlaczego rynek nieruchomości wygląda jak wygląda.
Wielokrotnie miałam do czynienia z takimi agencinami robiąc wspólne transakcje i powiem Ci, że najbardziej oburzeni byli klienci mówiacy " skąd się wziął ten Pan z tej drugiej agencji". Bo sami mieli większe pojęcie niż on :). A z kontrolą to czysta fikcja, po moich prośbach o licencjonowanego na transakcji, może z 3 razy się pojawił nie majac totalnego pojęcia co jest na rzeczy.
O jakiej kontroli mówiśz skoro na 20 agentów przypada 1 pośrednik ?
Agent ma pozyskiwać oferty - to co przy przyjmowaniu oferty taki agencina wyłapie, że podatki itd ? Nie wyłapie - to ewentualnie wyjdzie u notariusza ( a i to nie zawsze ), a zadatki wzięte itd.
A pozyskiwanie ofert to co to jest - wydzwanianie po prywatnych ogłoszeniach :).
To powiedz mi dlaczego w Norwegii, w ogłoszeniach są wysokie wymagania, nawet dla zwykłych "agientów". Te wymagania to m.in. skończone studia prawnicze ?
Czyżby norwedzy mieli inne zdanie w tej kwestii ?
Wielokrotnie miałam do czynienia z takimi agencinami robiąc wspólne transakcje i powiem Ci, że najbardziej oburzeni byli klienci mówiacy " skąd się wziął ten Pan z tej drugiej agencji". Bo sami mieli większe pojęcie niż on :). A z kontrolą to czysta fikcja, po moich prośbach o licencjonowanego na transakcji, może z 3 razy się pojawił nie majac totalnego pojęcia co jest na rzeczy.
O jakiej kontroli mówiśz skoro na 20 agentów przypada 1 pośrednik ?
Agent ma pozyskiwać oferty - to co przy przyjmowaniu oferty taki agencina wyłapie, że podatki itd ? Nie wyłapie - to ewentualnie wyjdzie u notariusza ( a i to nie zawsze ), a zadatki wzięte itd.
A pozyskiwanie ofert to co to jest - wydzwanianie po prywatnych ogłoszeniach :).
To powiedz mi dlaczego w Norwegii, w ogłoszeniach są wysokie wymagania, nawet dla zwykłych "agientów". Te wymagania to m.in. skończone studia prawnicze ?
Czyżby norwedzy mieli inne zdanie w tej kwestii ?
Jak napiszę nazwę biura nieruchomości, z którym podpisałam umowę, to będzie, że albo tam pracuję albo moi znajomi i robię reklamę, więc nie napiszę!! Ale.. pomimo, to, że chciałam sprzedać swój dom w centrum miasta sama.. jednak zdecydowałam się na pomoc, po przeczytaniu wpisów na forach jak za parę złotych można zostać z ręką w nocniku i... podpisałam umowę JEDNAK nie na wyłączność, w praktycei ja sobie sprzedaję, a mój pośrednik sobie.. oczywiście jak mnie się uda sprzedać samej to nie płacę żadnej złotówki, a jak jemu, to prowizja jest najniższa w chwili obecnej na rynku polskim. Tak wspaniałego pośrednika jaki mi się trafił to ze świecą szukać!!!! Jak uda się jemu sprzedać mój dom, który nie należy do tanich bo trzeba mieć minimum 400 tyś własnych oszczędności, by ubiegać się o kredyt... to dam znać i wtedy podam nazwę biura :-) trzymajcie kciuki!!!
przestań kłamać !!! Metrohouse to banda idiotów ..wogule nie znają się na sprzedaży ,agenci to dzieciaki z ulicy ...brak kompetencji . sprzedawałam już kilka mieszkań i oni tylko obiecują ! nigdy nic mi nie sprzedali!! home broker to również masakra . Ja osobiście polecam Imperial Nieruchomości i Makara z Gdyni
lubie dzwonić do metrohouse i zadawać im podchwytliwe pytania ! ubaw po pachy !! hahahahaahah znalazłam ogłoszenie , że sprzeda mieszkanie komunalne więc dzwonie i się pytam jakim cudem a ta pani nawet nie wiedziała .... beka !!!! Idiotka nawet nie wiedziała , że jak biedaczek wykupi mieszkanie i je sprzeda to musi oddać bonifikate .... odradzam robienie czegokolwiek z nimi ,,,bo puszczą was z torbami ...