Widok
piwo czy wino
Co jest lepsze jako dodatek do diety kolarskiej; piwo czy wino?
Z tego co słyszałem wino jest zalecane bo pozytywnie wpływana krążenie i ma działanie antymiażdżycowe- oczywiście w umiarze.
Piwo jest zdrowe na nerki mam na myśli też picie go w umiarze - podgrzewane, a wiadomo że jak ma się diete bogatą w białko i wapń nerki wystawione są na poważną próbe.
Co byłoby lepiej raz w tygodniu albo w miesiącu pić- piwo czy wino, ile prawdy w tym że piwo tuczy?
Z tego co słyszałem wino jest zalecane bo pozytywnie wpływana krążenie i ma działanie antymiażdżycowe- oczywiście w umiarze.
Piwo jest zdrowe na nerki mam na myśli też picie go w umiarze - podgrzewane, a wiadomo że jak ma się diete bogatą w białko i wapń nerki wystawione są na poważną próbe.
Co byłoby lepiej raz w tygodniu albo w miesiącu pić- piwo czy wino, ile prawdy w tym że piwo tuczy?
Prawdy w tym,że piwo tuczy jest sporo - alkohol jako taki jest kaloryczny,a piwo wybitnie,bo zawiera dużo maltozy. I na nerki też bym go raczej nie zalecała,jeśli dieta jest odpowiednio zbilansowana i pije się prawidłową ilość płynów (najlepiej wody) to w zupełności wystarcza.
Co do korzystnego wpływu czerwonego wina na układ krążenia - potwierdzam :-) Lampka dziennie zalecana.
Co do korzystnego wpływu czerwonego wina na układ krążenia - potwierdzam :-) Lampka dziennie zalecana.
Gosiu, że alkohol to duża ilośc energii(kalorii) to wiemy, ale czy nei jest tak że tejże energii nie można zmagazynować? Z tegoc o wiem to tak jest napewno w przypadku wódki, a jak z piwem nie wiem, ale to chyba ta sama zasada. A co picia to słyszałem że najbardziej tuczą różne zagrychy, paluszki, chipsy, orzeszki i inne rzeczy które jemy do alkoholu(piwka). I chyba dlatego taka opinia że piwo powoduje "wybrzuszenia"(czyt. powstanie mięśnia piwnego) ;]
pozdrawiam
Żywy
Żywy
KAŻDA dawka alkoholu w jakimś procencie dostaje się do MÓZGU, gdzie wydatnie przyczynia się do obumierania komórek szarych, które, jak wszystko na to wskazuje, mieszczą bezcenne zasoby danych służących syntezowaniu myśli. Zatem niezależnie od ogólnego stanu zdrowia i stopnia inteligencji, KAŻDA dawka alkoholu - proporcjonalnie do jej wielkości i regularności spożywania - przyczynia się do nieprzewidywalnych zaburzeń procesów myślowych, objawiających się nie tylko brakami w pamięci, ale także doraźnym i trwałym spowolnieniem reakcji i syntezy, jak również zmniejszeniem percepcji, analizy i gromadzenia nowych danych. Słowem, ciężki syf na całej linii. Stąd niezwykła adekwatność powiedzenia: "Siup w ten GŁUPI dziób".
Opisaniu tego, co alkohol robi z delikatną maszynerią narządów wewnętrznych, a nawet "zwykłymi" tkankami, takimi jak tkanka łączna czy mięśnie gładkie, poświęcono tomy. Dlatego sięgając po JAKIKOLWIEK napój alkoholowy należy mieć świadomość, że dobrowolnie dostarczamy organizmowi zupełnie zbędnego, więcej - szkodliwego i wręcz śmiercionośnego rozpuszczalnika organicznego, do przyjmowania którego organizm jest nieprzygotowany, a więc zupełnie sobie z nim nie radzi, a jedynie usiłuje go jakoś wydalić, kosztem ogromnych ofiar, nieproporcjonalnych do wątpliwej satysfakcji towarzyszącej jego spożyciu.
Oczywiście, spożywanie napojów alkoholowych ma długą tradycję i coś w rodzaju chorego kultu, zasadzającego się mniej więcej na podobnych zasadach jak rozciąganie uszu i warg przez niektóre plemiona afrykańskie. Jednak nawet najbardziej rozciągnięte uszy nie doprowadziły do uwstecznienia, zezwierzęcenia i wreszcie uśmiercenia swego posiadacza. Natomiast alkohol zbiera krawe żniwo upodlenia, cierpienia i śmierci, nabijając portfele producentom i handlarzom, a pozbawiając zdrowia i rozumu spożywców.
Następnym razem, kiedy staniecie przed wyborem "piwo czy wino", lepiej załóżcie sobie kolczyki...
Opisaniu tego, co alkohol robi z delikatną maszynerią narządów wewnętrznych, a nawet "zwykłymi" tkankami, takimi jak tkanka łączna czy mięśnie gładkie, poświęcono tomy. Dlatego sięgając po JAKIKOLWIEK napój alkoholowy należy mieć świadomość, że dobrowolnie dostarczamy organizmowi zupełnie zbędnego, więcej - szkodliwego i wręcz śmiercionośnego rozpuszczalnika organicznego, do przyjmowania którego organizm jest nieprzygotowany, a więc zupełnie sobie z nim nie radzi, a jedynie usiłuje go jakoś wydalić, kosztem ogromnych ofiar, nieproporcjonalnych do wątpliwej satysfakcji towarzyszącej jego spożyciu.
Oczywiście, spożywanie napojów alkoholowych ma długą tradycję i coś w rodzaju chorego kultu, zasadzającego się mniej więcej na podobnych zasadach jak rozciąganie uszu i warg przez niektóre plemiona afrykańskie. Jednak nawet najbardziej rozciągnięte uszy nie doprowadziły do uwstecznienia, zezwierzęcenia i wreszcie uśmiercenia swego posiadacza. Natomiast alkohol zbiera krawe żniwo upodlenia, cierpienia i śmierci, nabijając portfele producentom i handlarzom, a pozbawiając zdrowia i rozumu spożywców.
Następnym razem, kiedy staniecie przed wyborem "piwo czy wino", lepiej załóżcie sobie kolczyki...
rB napisał(a):
> nie słuchaj yarego, to abstynent-bojownik, właśnie się ujawnił.
Bojownik? Far from it! Litości! :)))
Ja nie żywię wrogości do pijących ani do alkoholu.
Tylko stwierdzam fakty.
> Nie ma to jak huknąc browara po ciężkim wysiłku.
Symptom kultyczny - pierwszy krok do nałogu!
Pamiętaj - alkohol albo zdrowie - wybór należy do Ciebie!
> nie słuchaj yarego, to abstynent-bojownik, właśnie się ujawnił.
Bojownik? Far from it! Litości! :)))
Ja nie żywię wrogości do pijących ani do alkoholu.
Tylko stwierdzam fakty.
> Nie ma to jak huknąc browara po ciężkim wysiłku.
Symptom kultyczny - pierwszy krok do nałogu!
Pamiętaj - alkohol albo zdrowie - wybór należy do Ciebie!
To Forum czyta Roman Giertych, który po przeczytaniu posta Yarego już się z nim skontaktował z nim i zaproponował mu startowanie w wyborach samorządowych z listy LPR w mazowieckim. A jednocześnie zagwarantował mu posadę sekretarza stanu w Ministerstwie Sportu w Komórce ds. Walki z Piciem Piwa po Treningach Rowerowych.
Czekam na tematy:
1. Spanie na wznak a kadencja
2. Wpływ koloru podniebienia na obwód łydki rowerzysty
3. Wpływ jazdy autobusem na psychikę rowerzysty
4. Kolejki na poczcie a wskaźnik samobójstw wśród bajkerów
Ciao, :)
Czekam na tematy:
1. Spanie na wznak a kadencja
2. Wpływ koloru podniebienia na obwód łydki rowerzysty
3. Wpływ jazdy autobusem na psychikę rowerzysty
4. Kolejki na poczcie a wskaźnik samobójstw wśród bajkerów
Ciao, :)
Pingwinn, Ty Dziadu, nie posądzaj mnie o giertychizm!
Ja, w przeciwieństwie do giertycha, nie odmawiam ludziom prawa do patologii. Proszę bardzo! Wolność jest! Tylko niech każdy dobrze wie, co robi! Jeśli opowiadanie się za świadomym wyborem jest wg Ciebie giertychizmem, to mylisz pojęcia.
Alkohol etylowy i każdy inny nie ma nic wspólnego z fizjologią!
Spożywanie alkoholu w każdej postaci jest PATOLOGIĄ!
Ja, w przeciwieństwie do giertycha, nie odmawiam ludziom prawa do patologii. Proszę bardzo! Wolność jest! Tylko niech każdy dobrze wie, co robi! Jeśli opowiadanie się za świadomym wyborem jest wg Ciebie giertychizmem, to mylisz pojęcia.
Alkohol etylowy i każdy inny nie ma nic wspólnego z fizjologią!
Spożywanie alkoholu w każdej postaci jest PATOLOGIĄ!
Yary, Ty Katechechecino ;) Patrzenie w ekran komputera też nie jest zdrowe, a mimo tego robisz to niszcząc swój wzrok i kręgosłup.
Dla mnie jest wsio rawno czy ktoś pije, czy nie. Ważne jest by bajkerzy nie jeździli pod wpływem alkoholu. A jak ktoś myśli, że nie pijąc alkoholu jako amatorski biker będzie osiągał lepsze wyniki, to niech to robi, i goli nogi też. Wybór każdy dokonuje sam. Jeden słuszny kierunek już przerabialiśmy przed 89 rokiem, a i tak się nie sprawdził.
Daj znać jak rozpoczniesz cykl pogadanek o zdrowym trybie życia u Ojca Dyrektora. Hłe, hłe…….
Liberator
Dla mnie jest wsio rawno czy ktoś pije, czy nie. Ważne jest by bajkerzy nie jeździli pod wpływem alkoholu. A jak ktoś myśli, że nie pijąc alkoholu jako amatorski biker będzie osiągał lepsze wyniki, to niech to robi, i goli nogi też. Wybór każdy dokonuje sam. Jeden słuszny kierunek już przerabialiśmy przed 89 rokiem, a i tak się nie sprawdził.
Daj znać jak rozpoczniesz cykl pogadanek o zdrowym trybie życia u Ojca Dyrektora. Hłe, hłe…….
Liberator
Scarface napisał(a):
> tez sie zgadzam z Yarym, alkohol to gówno.
Chwileczkię, nie powiedziałem, że alkohol to gówno! Z gówna niewiele da się zrobić, natomiast alkohol ma wiele pożytecznych zastosowań, np. w medycynie. Jako doskonały rozpuszczalnik, służy np. do sporządzania tinktur ziołowych, wydobywając z ziół substancje nierozpuszczalne w wodzie. Np. zioła szwedzkie zawierają do 40% alkoholu. W takim zastosowaniu spożycie alkoholu może być dopuszczalne i uzasadnione. Jednak spożywając alkohol w celach pozamedycznych, regularnie i w znacznej ilości należy się liczyć ze szkodliwymi, patologicznymi skutkami takiej praktyki.
Zaznaczam, że jest to wiedza empiryczna, a nie objawiona, a więc nie jest przedmiotem katechezy, a wyłącznie naukowym faktem.
I powtarzam: Jeśli ktoś lubi i nie chce albo nie może sobie odmówić, niech pije! Smacznego! Ale jeśli ktoś nie musi i ma wybór, to powinien wiedzieć, co wybiera i dlaczego.
A co do o.Rydzyka, to nie byłbym taki pewny, czy jest on przeciwnikiem alkoholu... :-)
> tez sie zgadzam z Yarym, alkohol to gówno.
Chwileczkię, nie powiedziałem, że alkohol to gówno! Z gówna niewiele da się zrobić, natomiast alkohol ma wiele pożytecznych zastosowań, np. w medycynie. Jako doskonały rozpuszczalnik, służy np. do sporządzania tinktur ziołowych, wydobywając z ziół substancje nierozpuszczalne w wodzie. Np. zioła szwedzkie zawierają do 40% alkoholu. W takim zastosowaniu spożycie alkoholu może być dopuszczalne i uzasadnione. Jednak spożywając alkohol w celach pozamedycznych, regularnie i w znacznej ilości należy się liczyć ze szkodliwymi, patologicznymi skutkami takiej praktyki.
Zaznaczam, że jest to wiedza empiryczna, a nie objawiona, a więc nie jest przedmiotem katechezy, a wyłącznie naukowym faktem.
I powtarzam: Jeśli ktoś lubi i nie chce albo nie może sobie odmówić, niech pije! Smacznego! Ale jeśli ktoś nie musi i ma wybór, to powinien wiedzieć, co wybiera i dlaczego.
A co do o.Rydzyka, to nie byłbym taki pewny, czy jest on przeciwnikiem alkoholu... :-)
o bosz co za dyskusja. ze alkohol to g. - to tak mowia tylko byli alkoholicy imho. piwko czy winko od czasu do czasu, a niekiedy w wiekszych ilosciach, jest wg mnie calkiem naturalne i jak ktos sie rusza to mu brzuch nie grozi. zdrowie psychiczne chyba tez sie liczy co? wszystko jest dla ludzi a jak ktos ma problem to...jego problem.
wza napisał(a):
> o bosz co za dyskusja. ze alkohol to g. - to tak mowia tylko
> byli alkoholicy imho. piwko czy winko od czasu do czasu, a
> niekiedy w wiekszych ilosciach, jest wg mnie calkiem naturalne
He, he, tu się nie zgadzam! Chodzi właśnie o to, że nie jest naturalne ani trochę! Alkohol jest używką, a nie odżywką!
> i jak ktos sie rusza to mu brzuch nie grozi. zdrowie psychiczne
> chyba tez sie liczy co? wszystko jest dla ludzi a jak ktos ma
> problem to...jego problem.
Alkohol nie jest dla ludzi, z punktu widzenia fizjologii. Niemniej z jakichś powodów niektórzy go spożywają. Nie mam nic przeciwko temu! Tylko niech nikt nikomu - w tym także sobie - nie mówi, że to jest DOBRE albo NIESZKODLIWE, bo nie jest, co zostało udowodnione naukowo na myszach, szczurach, małpach i ludziach właśnie. Jestem przeciwny piętnowaniu kogokolwiek za cokolwiek, ale, do cholery, kłamstwa nie znoszę. Obojętnie, czy ktoś uchlewa się dzień w dzień, czy wypija parę piw w weekend - alkohol jest alkoholem i robi swoje, proporcjonalnie do ilości i częstotliwości, oczywiście. Ale w ŻADNEJ ilości nie jest DOBRY ani NIESZKODLIWY. Uznaję prawo wszystkich i każdego do robienia tego, co szkodliwe!!! Nic a nic mi to nie przeszkadza. Ale kiedy ktoś pyta, co lepsze - piwo czy wino - to pomijając kwestie gustu, smaku i klasy trunku, żaden napój alkoholowy nie jest DOBRY w sensie BEZWZGLĘDNYM, z fizjologicznego punktu widzenia.
Przepraszam wszystkich, których uczucia uraziłem. Rozumiem, że można kochać piwo i wino, łączyć z nimi miłe wspomnienia i ulubione praktyki, przez co stają się one nieodłącznymi towarzyszami życia człowieka. Cóż - przyjaciół się nie wybiera! :-))) Jednak ci przyjaciele znani są z tego, że potrafią zaleźć za skórę i namieszać w życiu, każąc sobie płacić za swą przyjaźń wysoką cenę, na którą często składają się wartości i rzeczy najcenniejsze. Ale o tym wszyscy wiemy... a jeśli nie, to obyśmy się nie dowiedzieli...
> o bosz co za dyskusja. ze alkohol to g. - to tak mowia tylko
> byli alkoholicy imho. piwko czy winko od czasu do czasu, a
> niekiedy w wiekszych ilosciach, jest wg mnie calkiem naturalne
He, he, tu się nie zgadzam! Chodzi właśnie o to, że nie jest naturalne ani trochę! Alkohol jest używką, a nie odżywką!
> i jak ktos sie rusza to mu brzuch nie grozi. zdrowie psychiczne
> chyba tez sie liczy co? wszystko jest dla ludzi a jak ktos ma
> problem to...jego problem.
Alkohol nie jest dla ludzi, z punktu widzenia fizjologii. Niemniej z jakichś powodów niektórzy go spożywają. Nie mam nic przeciwko temu! Tylko niech nikt nikomu - w tym także sobie - nie mówi, że to jest DOBRE albo NIESZKODLIWE, bo nie jest, co zostało udowodnione naukowo na myszach, szczurach, małpach i ludziach właśnie. Jestem przeciwny piętnowaniu kogokolwiek za cokolwiek, ale, do cholery, kłamstwa nie znoszę. Obojętnie, czy ktoś uchlewa się dzień w dzień, czy wypija parę piw w weekend - alkohol jest alkoholem i robi swoje, proporcjonalnie do ilości i częstotliwości, oczywiście. Ale w ŻADNEJ ilości nie jest DOBRY ani NIESZKODLIWY. Uznaję prawo wszystkich i każdego do robienia tego, co szkodliwe!!! Nic a nic mi to nie przeszkadza. Ale kiedy ktoś pyta, co lepsze - piwo czy wino - to pomijając kwestie gustu, smaku i klasy trunku, żaden napój alkoholowy nie jest DOBRY w sensie BEZWZGLĘDNYM, z fizjologicznego punktu widzenia.
Przepraszam wszystkich, których uczucia uraziłem. Rozumiem, że można kochać piwo i wino, łączyć z nimi miłe wspomnienia i ulubione praktyki, przez co stają się one nieodłącznymi towarzyszami życia człowieka. Cóż - przyjaciół się nie wybiera! :-))) Jednak ci przyjaciele znani są z tego, że potrafią zaleźć za skórę i namieszać w życiu, każąc sobie płacić za swą przyjaźń wysoką cenę, na którą często składają się wartości i rzeczy najcenniejsze. Ale o tym wszyscy wiemy... a jeśli nie, to obyśmy się nie dowiedzieli...
Jak ktoś lubi pić to wporządku, ale nikt mnie nie przekona do tego, abym wypiłbo to nie zaszkodzi. Pomijając już względy zdrowotne.Alkohol za dużo miesza w naszych głowach, przez co robi się rzeczy, których się później załuje. Oczywiście to nei jest reguła, ale za dużo widziałem kłótni, bójek itp. abym uwierzył w nieszkodliwe działanie alkoholu.
www.trek.gd.pl
Ludu mój rowerujący! Nie wiem czemu popadacie w skrajności. Czy nie można kulturalnie spędzić wieczora w miłym towarzystwie np. przy piwku(jednym, dwuch czy trzech), rozmawiając czy bawiąc się na imprezie? Poza tym ludzie związani z rowerami to raczej nie lokalne żule i nie wszczynają bójek ani awantur. A Tobie Yary mówię, że alkohol też jest dla ludzi, ale tak jak do wielu rzeczy trzeba podchodzić to tego z głową. A jeżeli chodzi o aspekt pozytywny pwika to słyszałem że zawiera któeś z minerałów, nie jestem pewien czy przypadkiem nie potas i magnez.
Posumowując, nie moraliżujcie Panowie, bo nie jesteśmy małe dzieci i każdy wie o co chodzi, a przez takie rozmowy i tak nikt nagle nie stanie się abstynentem, a jeżeli ktoś regularnie "chleje" na umur i wszczyna bójki później, to taki temat na forum też nic nei pomoże, bo na leczenie go trzeba wysłać.
Posumowując, nie moraliżujcie Panowie, bo nie jesteśmy małe dzieci i każdy wie o co chodzi, a przez takie rozmowy i tak nikt nagle nie stanie się abstynentem, a jeżeli ktoś regularnie "chleje" na umur i wszczyna bójki później, to taki temat na forum też nic nei pomoże, bo na leczenie go trzeba wysłać.
pozdrawiam
Żywy
Żywy
żYwY napisał(a):
> Posumowując, nie moraliżujcie Panowie
O.K. Nie chodzi o umoralnianie. Ja tylko tak, teoretycznie, w kwestii - dla ludzi, czy nie ludzi, a jeśli dla ludzi, to w jakim sensie. Osobiście, jako zwolennik wolności jednostki, jestem za abstynencją fakultatywną, a nie obligatoryjną, a więc "nie piję, bo nie chcę", a nie "nie piję, bo mi nie wolno". Zniewolenie abstynencją też może być formą nałogu. Najważniejsze, żeby człowiek czuł się szczęśliwy i świadomie kształtował swoje nawyki zgodnie ze swoimi decyzjami, a nie pod wpływem perswazji, czy - co gorsza - nakazów i zakazów. O wiele bardziej szkodliwy od piwa czy wina może być, np. brak ruchu. Dlatego pijący kolarz jest zdrowszy od niepijącego gnuśnego wegetarianina, który dostaje zadyszki przy wchodzeniu na I piętro. Świadome eliminowanie negatywnych czynników jest ważne, ale wymaga osobistego zaangażowania i decyzji, a nie zewnętrznego przymusu czy manipulacji. Jeśli ktoś z Uczestników forum poczuł się przeze mnie manipulowany, to przepraszam. Nie było to moim zamiarem.
Pozdrawiam,
Yary
> Posumowując, nie moraliżujcie Panowie
O.K. Nie chodzi o umoralnianie. Ja tylko tak, teoretycznie, w kwestii - dla ludzi, czy nie ludzi, a jeśli dla ludzi, to w jakim sensie. Osobiście, jako zwolennik wolności jednostki, jestem za abstynencją fakultatywną, a nie obligatoryjną, a więc "nie piję, bo nie chcę", a nie "nie piję, bo mi nie wolno". Zniewolenie abstynencją też może być formą nałogu. Najważniejsze, żeby człowiek czuł się szczęśliwy i świadomie kształtował swoje nawyki zgodnie ze swoimi decyzjami, a nie pod wpływem perswazji, czy - co gorsza - nakazów i zakazów. O wiele bardziej szkodliwy od piwa czy wina może być, np. brak ruchu. Dlatego pijący kolarz jest zdrowszy od niepijącego gnuśnego wegetarianina, który dostaje zadyszki przy wchodzeniu na I piętro. Świadome eliminowanie negatywnych czynników jest ważne, ale wymaga osobistego zaangażowania i decyzji, a nie zewnętrznego przymusu czy manipulacji. Jeśli ktoś z Uczestników forum poczuł się przeze mnie manipulowany, to przepraszam. Nie było to moim zamiarem.
Pozdrawiam,
Yary
pingwin napisał(a):
> 3. Wpływ jazdy autobusem na psychikę rowerzysty
bez watpienia jest fatalny. Jeszcze gorzej z tramwajami. Unikam tego świństwa jak moge ale niestety w połowie wrzesnia musiałem sie ukożyć i po 16 miesiącach przerwy odbyłem przejażdżkę tym paskudztwem.
Aż mie trzęsię gdy o tym pomyśle.
> 3. Wpływ jazdy autobusem na psychikę rowerzysty
bez watpienia jest fatalny. Jeszcze gorzej z tramwajami. Unikam tego świństwa jak moge ale niestety w połowie wrzesnia musiałem sie ukożyć i po 16 miesiącach przerwy odbyłem przejażdżkę tym paskudztwem.
Aż mie trzęsię gdy o tym pomyśle.
w tym roku od marca praktycznie wszedzie jezdzilem na rowerze ale ostatnio tez musialem sie przejechac komunikacja miejska. strasznie dobija to czekanie na przystanku i swiatlach. i jeszcze trzeba bolic za to straszna kase imho. w zatloczonym autobusie czulem sie jak dzikie zwierze.
ale te wszystkie przemyslenia to dopiero po dlugiej przerwie od komunikacji miejskiej.
otunelowane sciezki do wszystkich dzielnic to jedyna rozsadna alternatywa. i wcale tak drogo by nie wyszlo.
ale te wszystkie przemyslenia to dopiero po dlugiej przerwie od komunikacji miejskiej.
otunelowane sciezki do wszystkich dzielnic to jedyna rozsadna alternatywa. i wcale tak drogo by nie wyszlo.
Yary
Yary - jesteś wielki !
Niby to wszystko wiem co tak ładnie i przystępnie wyklarowałeś a i tak piwka sobie nie odmawiam..
Już pomijając ewentualny przyrost mięśnia piwnego, czy też w moim wypadku raczej pupy piwnej :) to jazda np. the day after daje do myślenia jeżeli chodzi o jakość i osiągi. Mięśnie aż ciężkie od toksyn, dobrze znana ścieżka nagle pełna zasadzek, spojrzenie rozbiegane...
Szczerze i z pewną skruchą pozdrawiam
Niby to wszystko wiem co tak ładnie i przystępnie wyklarowałeś a i tak piwka sobie nie odmawiam..
Już pomijając ewentualny przyrost mięśnia piwnego, czy też w moim wypadku raczej pupy piwnej :) to jazda np. the day after daje do myślenia jeżeli chodzi o jakość i osiągi. Mięśnie aż ciężkie od toksyn, dobrze znana ścieżka nagle pełna zasadzek, spojrzenie rozbiegane...
Szczerze i z pewną skruchą pozdrawiam
Odżywcze i zdrowotne zalety piwa (ze strony www Żywca)
Odżywcze i zdrowotne walory piwa zostały potwierdzone przez medycynę. Wytwarzane tylko z naturalnych składników: czystej wody, zboża i drożdży piwo jest w 96% przyswajalne przez organizm, pozwalając na zachowanie równowagi biologicznej oraz dostarczając niezbędnych protein, soli mineralnych i witamin.
Szklanka jasnego piwa ma taką wartość odżywczą jak 50 g chleba czy 90 g mięsa. Wartość kaloryczna zależy od zawartości alkoholu w piwie. Słabsze piwa to 235 kcal, mocniejsze 400 - 500 kcal na litr. Około 2/3 wartości kalorycznej piwa pochodzi z alkoholu. Drugim nośnikiem energii zawartej w tym napoju są cukry: glukoza, fruktoza, sacharoza. 1 litr piwa pokrywa dzienne zapotrzebowanie na metioninę i lizynę w 27%, walinę - w 29%, zaś fenyloanilinę aż w 46%.
Piwo zawiera białka i aminokwasy, a także witaminy z grupy B (ułatwiające procesy trawienne, regulujące przemianę materii) i przeciwutleniacze (witamina E i betakaroten - prowitamina A, obie chroniące przed zawałem). Piwo zawiera tyle protein, ile znajduje się w soku grejpfrutowym. Żelazo (zabezpieczające przed anemią), fosfor i wapń (potrzebne do wzrostu kości i zębów), potas i magnez (wspomagające metabolizm) to kolejne cenne składniki chmielowego napoju. Żywice pochodzące z szyszek chmielu mają właściwości silnie bakteriobójcze - mogą np. zwalczać bakterie odporne na antybiotyki. Występująca w piwie niacyna (witamina PP) chroni przed gruźlicą. O zaletach piwa w pielęgnacji skóry i włosów wiedzą doskonale wszystkie kobiety.
Piwo może być w niewielkich ilościach zalecane przez lekarzy przy schorzeniach przewodu moczowego, w chorobach gastrycznych (ze względu na swój skład piwo zapobiega marskości wątroby), w stanach przed i pooperacyjnych pęcherzyka żółciowego. Zapobiega tworzeniu się kamieni nerkowych, działa profilaktycznie zmniejszając ryzyko choroby wieńcowej i zawału. W umiarkowanych ilościach ułatwia trawienie, działa pobudzająco na apetyt, dlatego może być zalecane ludziom starszym czy rekonwalescentom.
Piwo wchłaniane jest przez organizm ok. 4 razy szybciej niż mleko. Podawane w odpowiedniej temperaturze znakomicie gasi pragnienie, gdyż jest napojem naturalnie gazowanym, powstałym w wyniku całkowicie naturalnego procesu warzenia i fermentacji. Nie zawiera obcych (sztucznych) dodatków jak substancje koloryzujące czy smakowe. Nie zawiera tłuszczów.
Piwo obniża napięcie nerwowe, redukuje stres. Przeprowadzone przez prof. L.A. Greenberga z Uniwersytetu w Yale doświadczenie wykazało, że spożycie połowy półlitrowej butelki piwa redukuje napięcie o ok. 13%, zaś wypicie całej butelki o 37%. Alkohol zawarty w piwie jest rozpuszczony, dzięki czemu następuje jego szybka asymilacja, bez obciążania organizmu. 2/3 litra piwa powoduje podniesienie stężenia alkoholu we krwi do 0,5 promila. Po upływie ok. 1 godz. stężenie to spada o 0,1 - 0,2 promila. Rozsądne, umiarkowane spożywanie piwa jest więc bezpieczne dla zdrowia, więcej - może być zalecane jako środek profilaktyczno - wspomagający w typach schorzeń opisanych powyżej.
Odżywcze i zdrowotne walory piwa zostały potwierdzone przez medycynę. Wytwarzane tylko z naturalnych składników: czystej wody, zboża i drożdży piwo jest w 96% przyswajalne przez organizm, pozwalając na zachowanie równowagi biologicznej oraz dostarczając niezbędnych protein, soli mineralnych i witamin.
Szklanka jasnego piwa ma taką wartość odżywczą jak 50 g chleba czy 90 g mięsa. Wartość kaloryczna zależy od zawartości alkoholu w piwie. Słabsze piwa to 235 kcal, mocniejsze 400 - 500 kcal na litr. Około 2/3 wartości kalorycznej piwa pochodzi z alkoholu. Drugim nośnikiem energii zawartej w tym napoju są cukry: glukoza, fruktoza, sacharoza. 1 litr piwa pokrywa dzienne zapotrzebowanie na metioninę i lizynę w 27%, walinę - w 29%, zaś fenyloanilinę aż w 46%.
Piwo zawiera białka i aminokwasy, a także witaminy z grupy B (ułatwiające procesy trawienne, regulujące przemianę materii) i przeciwutleniacze (witamina E i betakaroten - prowitamina A, obie chroniące przed zawałem). Piwo zawiera tyle protein, ile znajduje się w soku grejpfrutowym. Żelazo (zabezpieczające przed anemią), fosfor i wapń (potrzebne do wzrostu kości i zębów), potas i magnez (wspomagające metabolizm) to kolejne cenne składniki chmielowego napoju. Żywice pochodzące z szyszek chmielu mają właściwości silnie bakteriobójcze - mogą np. zwalczać bakterie odporne na antybiotyki. Występująca w piwie niacyna (witamina PP) chroni przed gruźlicą. O zaletach piwa w pielęgnacji skóry i włosów wiedzą doskonale wszystkie kobiety.
Piwo może być w niewielkich ilościach zalecane przez lekarzy przy schorzeniach przewodu moczowego, w chorobach gastrycznych (ze względu na swój skład piwo zapobiega marskości wątroby), w stanach przed i pooperacyjnych pęcherzyka żółciowego. Zapobiega tworzeniu się kamieni nerkowych, działa profilaktycznie zmniejszając ryzyko choroby wieńcowej i zawału. W umiarkowanych ilościach ułatwia trawienie, działa pobudzająco na apetyt, dlatego może być zalecane ludziom starszym czy rekonwalescentom.
Piwo wchłaniane jest przez organizm ok. 4 razy szybciej niż mleko. Podawane w odpowiedniej temperaturze znakomicie gasi pragnienie, gdyż jest napojem naturalnie gazowanym, powstałym w wyniku całkowicie naturalnego procesu warzenia i fermentacji. Nie zawiera obcych (sztucznych) dodatków jak substancje koloryzujące czy smakowe. Nie zawiera tłuszczów.
Piwo obniża napięcie nerwowe, redukuje stres. Przeprowadzone przez prof. L.A. Greenberga z Uniwersytetu w Yale doświadczenie wykazało, że spożycie połowy półlitrowej butelki piwa redukuje napięcie o ok. 13%, zaś wypicie całej butelki o 37%. Alkohol zawarty w piwie jest rozpuszczony, dzięki czemu następuje jego szybka asymilacja, bez obciążania organizmu. 2/3 litra piwa powoduje podniesienie stężenia alkoholu we krwi do 0,5 promila. Po upływie ok. 1 godz. stężenie to spada o 0,1 - 0,2 promila. Rozsądne, umiarkowane spożywanie piwa jest więc bezpieczne dla zdrowia, więcej - może być zalecane jako środek profilaktyczno - wspomagający w typach schorzeń opisanych powyżej.
Mniej-więcej taki artykuł kiedyś czytałem i wziąłem sobie go do serca :D
A co do "syndromu dnia poprzedniego" to się nei zgadzam że jest problem z połączeniem go z rowerem. Nie raz już miałem że na kacu zwlokłem się z łóżka i skoczyłem na rower, wypociłem wszystko na górkach i wrciłem do domu świeżutki i bez kaca :-)
A co do "syndromu dnia poprzedniego" to się nei zgadzam że jest problem z połączeniem go z rowerem. Nie raz już miałem że na kacu zwlokłem się z łóżka i skoczyłem na rower, wypociłem wszystko na górkach i wrciłem do domu świeżutki i bez kaca :-)
pozdrawiam
Żywy
Żywy
Scarface napisał(a):
> alkohol nic dobrego do żadnego społeczeństwa nie wniósł. Pod
> wpływem alkoholu dochodzi do gwałtów, rozbojów, kradzieży czy
> pobić, a nie do wielkich odkryć w dziedzinie fizyki etc.
Racja! Alkohol to wielkie zło! Odbiera większość satysfakcji z gwałtów, rozbojów, kradzieży i pobić. Człowiek robi to wszystko po pijanemu, a potem nie pamięta nawet, kogo zgwałcił, kogo napadł, ile ukradł ani kogo pobił. Jednak z drugiej strony, gdyby tak np. Nobel czy Openheimer i im podobni w porę napierdolili się piwem i w zimny jesienny wieczór wpadli z mostu do rzeki, to może mniej miast trzeba byłoby odbudowywać i mniej pieniędzy wydawanoby na zbrojenia.
> alkohol nic dobrego do żadnego społeczeństwa nie wniósł. Pod
> wpływem alkoholu dochodzi do gwałtów, rozbojów, kradzieży czy
> pobić, a nie do wielkich odkryć w dziedzinie fizyki etc.
Racja! Alkohol to wielkie zło! Odbiera większość satysfakcji z gwałtów, rozbojów, kradzieży i pobić. Człowiek robi to wszystko po pijanemu, a potem nie pamięta nawet, kogo zgwałcił, kogo napadł, ile ukradł ani kogo pobił. Jednak z drugiej strony, gdyby tak np. Nobel czy Openheimer i im podobni w porę napierdolili się piwem i w zimny jesienny wieczór wpadli z mostu do rzeki, to może mniej miast trzeba byłoby odbudowywać i mniej pieniędzy wydawanoby na zbrojenia.
No, w tym miejscu ja widzę, de facto złą stronę akloholu - mianowicie przyczynia się do podziałów wśród ludzi mających wspólną pasję. Prosta sprawa, ci którzy chco/lubią - niech piją, a Ci którzy nie chco/nie lubią, niech nie piją, i tak dalsza dyskusja niczego nie rozwiąże, nikogo o niczm nie przekona, a może przyczynić się tylko do niepotrzebnych "wrzutów".
> Racja! Alkohol to wielkie zło! Odbiera większość satysfakcji z
> gwałtów, rozbojów, kradzieży i pobić. Człowiek robi to wszystko
> po pijanemu, a potem nie pamięta nawet, kogo zgwałcił, kogo
> napadł, ile ukradł ani kogo pobił. Jednak z drugiej strony,
> gdyby tak np. Nobel czy Openheimer i im podobni w porę
> napierdolili się piwem i w zimny jesienny wieczór wpadli z
> mostu do rzeki, to może mniej miast trzeba byłoby odbudowywać i
> mniej pieniędzy wydawanoby na zbrojenia.
mnie bardziej rzeraza ze rozboje gwałty i pobicia są dokonywane w znacznej mierze na trzezwo...
zdrówko =)
> gwałtów, rozbojów, kradzieży i pobić. Człowiek robi to wszystko
> po pijanemu, a potem nie pamięta nawet, kogo zgwałcił, kogo
> napadł, ile ukradł ani kogo pobił. Jednak z drugiej strony,
> gdyby tak np. Nobel czy Openheimer i im podobni w porę
> napierdolili się piwem i w zimny jesienny wieczór wpadli z
> mostu do rzeki, to może mniej miast trzeba byłoby odbudowywać i
> mniej pieniędzy wydawanoby na zbrojenia.
mnie bardziej rzeraza ze rozboje gwałty i pobicia są dokonywane w znacznej mierze na trzezwo...
zdrówko =)
kurczaki, no... jest to problem jednak.
czasem na maratonach widzę, jak goście po ukończeniu dystansu mega szlugają pod płotem. są to przypadki sporadyczne, ale świadczą o sile nałogu...
piwo natomiast trąbi już spore grono maratończyków. nazywają to herbatką w dużej szklance... :DDD
ale co tam, są gorsze rzeczy, np. koalicja... :O
a ja nie piję, nie palę, ale za to chciałbym mieć rower cały z carbonu. co jest gorsze?
czasem na maratonach widzę, jak goście po ukończeniu dystansu mega szlugają pod płotem. są to przypadki sporadyczne, ale świadczą o sile nałogu...
piwo natomiast trąbi już spore grono maratończyków. nazywają to herbatką w dużej szklance... :DDD
ale co tam, są gorsze rzeczy, np. koalicja... :O
a ja nie piję, nie palę, ale za to chciałbym mieć rower cały z carbonu. co jest gorsze?
Yary napisał(a):
> dbig napisał(a):
>
> > To racja, lepiej konia w tyłek pocałować niżeli
> > kobiete/dziewczyne która pali papierochy.
>
> a całowałeś konia w tyłek?
I to jeszczce pomyślał o koniu a nie kobyle zboczeniec jeden !!
A papierochy są fee, prędzej bym wzięła laskę do ust dynamitu niż ten szajs.
> dbig napisał(a):
>
> > To racja, lepiej konia w tyłek pocałować niżeli
> > kobiete/dziewczyne która pali papierochy.
>
> a całowałeś konia w tyłek?
I to jeszczce pomyślał o koniu a nie kobyle zboczeniec jeden !!
A papierochy są fee, prędzej bym wzięła laskę do ust dynamitu niż ten szajs.
Breslau, sobota 24 marca 1945 roku, piąta rano
Doktor Willy Schotzl, chirurg w szpitalu przejściowym przy Rehdigerplatz, nie spal od trzydziestu godzin. Czul piasek pod powiekami i słaniał się na nogach, kiedy wbijał wzrok w plątaninę tkanek w mięśniu piersiowym większym i starał się trafić pęsetą w spłaszczony ołów, który tkwił niezbyt głęboko, w części obojczykowej mięśnia. Peseta ześlizgiwała się z ołowiu i naruszała uszkodzone tkanki. Wtedy w ranie przelewały się niewielkie fale krwi i wypływały na ciało pacjenta. Doktor Schotzl odłożył narzędzie i kiwnął głową na pielęgniarza, który znak ten zrozumiał natychmiast. Podał doktorowi szklankę wódki i patrzył, jak jego grdyka lekko się porusza. Schotzl zanurzył pęsetę w spirytusie. Kiedy poczuł działanie alkoholu i niewielki zawrót głowy, wcisnął narzędzie w krwisty befsztyk rany i bezbłędnie uchwycił ołów. Z satysfakcją ściskał mocno kawałek metalu. W lewej dłoni wciąż trzymał szklankę. Wiedział, że kula już mu się nie wymknie. Wyciągnął ją pewnie i wyrzucił do miednicy. Zadźwięczała obtłuczona blacha, kiedy wpadała do niej kula, pęseta i pusta szklanka.
Doktor Willy Schotzl, chirurg w szpitalu przejściowym przy Rehdigerplatz, nie spal od trzydziestu godzin. Czul piasek pod powiekami i słaniał się na nogach, kiedy wbijał wzrok w plątaninę tkanek w mięśniu piersiowym większym i starał się trafić pęsetą w spłaszczony ołów, który tkwił niezbyt głęboko, w części obojczykowej mięśnia. Peseta ześlizgiwała się z ołowiu i naruszała uszkodzone tkanki. Wtedy w ranie przelewały się niewielkie fale krwi i wypływały na ciało pacjenta. Doktor Schotzl odłożył narzędzie i kiwnął głową na pielęgniarza, który znak ten zrozumiał natychmiast. Podał doktorowi szklankę wódki i patrzył, jak jego grdyka lekko się porusza. Schotzl zanurzył pęsetę w spirytusie. Kiedy poczuł działanie alkoholu i niewielki zawrót głowy, wcisnął narzędzie w krwisty befsztyk rany i bezbłędnie uchwycił ołów. Z satysfakcją ściskał mocno kawałek metalu. W lewej dłoni wciąż trzymał szklankę. Wiedział, że kula już mu się nie wymknie. Wyciągnął ją pewnie i wyrzucił do miednicy. Zadźwięczała obtłuczona blacha, kiedy wpadała do niej kula, pęseta i pusta szklanka.
daroguru napisał(a):
> to nie napój jest szkodliwy, tylko zawarty w nim
> alkohol
Np. w czasach rzymskich za najlepsze wina uważano te, z których usunięto alkohol poprzez gotowanie, czy filtrowanie. Dla przykładu, Pliniusz podaje, że „wina są najlepsze (utilissimum) wtedy, gdy ich moc została usunięta przez filtr. Podobnie Plutarch wskazuje, że wino jest „znacznie przyjemniejszym napojem”, kiedy „ani nie pobudza mózgu, ani też nie trapi umysłu, czy namiętności”, ponieważ jego siła została usunięta poprzez wielokrotne przefiltrowanie.
Takze starożytni Żydzi podczas swoich świętych uroczystości, obejmujących także przyjęcia weselne, nie używali nigdy jakichkolwiek sfermentowanych napojów. Podczas swoich oblacji i libacji, zarówno prywatnych, jak i publicznych, wykorzystywali owoc winorośli - tj. świeże winogrona - niesfermentowany sok z winogron i rodzynki, jako symbol błogosławieństwa. Fermentacja była dla nich zawsze symbolem zepsucia.
> to nie napój jest szkodliwy, tylko zawarty w nim
> alkohol
Np. w czasach rzymskich za najlepsze wina uważano te, z których usunięto alkohol poprzez gotowanie, czy filtrowanie. Dla przykładu, Pliniusz podaje, że „wina są najlepsze (utilissimum) wtedy, gdy ich moc została usunięta przez filtr. Podobnie Plutarch wskazuje, że wino jest „znacznie przyjemniejszym napojem”, kiedy „ani nie pobudza mózgu, ani też nie trapi umysłu, czy namiętności”, ponieważ jego siła została usunięta poprzez wielokrotne przefiltrowanie.
Takze starożytni Żydzi podczas swoich świętych uroczystości, obejmujących także przyjęcia weselne, nie używali nigdy jakichkolwiek sfermentowanych napojów. Podczas swoich oblacji i libacji, zarówno prywatnych, jak i publicznych, wykorzystywali owoc winorośli - tj. świeże winogrona - niesfermentowany sok z winogron i rodzynki, jako symbol błogosławieństwa. Fermentacja była dla nich zawsze symbolem zepsucia.
daroguru napisał(a):
> Widać kiedyś ludzie byli mądrzejsi.
> Takie "wino bez mocy" to mógłbym pić codziennie, tylko skąd je
> wziąć...
W Warszawie w sklepiku przy Synagodze można kupić wino paschalne - czysty sok z czerwonych winogron, bez wody, konserwantów i dodatków smakowych, naturalnie klarowany grawitacyjnie. Jakieś 15 zł za litrową butelkę. Znajomi kupują i bardzo chwalą.
> Widać kiedyś ludzie byli mądrzejsi.
> Takie "wino bez mocy" to mógłbym pić codziennie, tylko skąd je
> wziąć...
W Warszawie w sklepiku przy Synagodze można kupić wino paschalne - czysty sok z czerwonych winogron, bez wody, konserwantów i dodatków smakowych, naturalnie klarowany grawitacyjnie. Jakieś 15 zł za litrową butelkę. Znajomi kupują i bardzo chwalą.
Tak jak istnieje ewolucja , tak stało się z winami.
Teraz pod nazwą "wino" znajduje się sfermentowane paskudztwo, a pod nazwą "sok", lub jeszcze ładniej "nektar" pojawiło się wypasione poidło. Zarówno Yary jak i Jan Dariusz - możecie teraz upijać się do woli, bez psioczenia na sfermentowane winogrona lub rozmoczone stare ziarenka zbożowe !
Mimo iż mieszkam w mieście, to czuje się wieśniakiem i pić będę stare ziarna i winogrona.
Pozdro dla wszystkich miastowych obwiesiów !
Teraz pod nazwą "wino" znajduje się sfermentowane paskudztwo, a pod nazwą "sok", lub jeszcze ładniej "nektar" pojawiło się wypasione poidło. Zarówno Yary jak i Jan Dariusz - możecie teraz upijać się do woli, bez psioczenia na sfermentowane winogrona lub rozmoczone stare ziarenka zbożowe !
Mimo iż mieszkam w mieście, to czuje się wieśniakiem i pić będę stare ziarna i winogrona.
Pozdro dla wszystkich miastowych obwiesiów !
Maciass napisał(a):
> Tak jak istnieje ewolucja...
Maciass, sorry, czy Ty w bajki wierzysz?
- teoria ewolucji to taka sama bzdura jak św. Mikołaj i elfy.
- teorię ewolucji obala królowa nauk - matematyka z jej rachunkiem prawdopodobieństwa.
- teorii ewolucji przeczy II zasada termodynamiki.
- teorii ewolucji przeczy zdrowy rozsądek.
- teoria ewolucji jest mniej więcej tak naukowa, jak twierdzenie, że jeden na 1000000000 gwoździ samoistnie zmienia się w dżdżownicę.
- teroria ewolucji wymaga więcej wiary niż twierdzenie, że ziemia opiera się na żółwiach; wierzysz, że ziemia opiera się na żółwiach?
Nie wierz w bajki, Maciass. Nie daj się ogłupiać naukoffcom, którzy pieprzą bez sensu.
> Tak jak istnieje ewolucja...
Maciass, sorry, czy Ty w bajki wierzysz?
- teoria ewolucji to taka sama bzdura jak św. Mikołaj i elfy.
- teorię ewolucji obala królowa nauk - matematyka z jej rachunkiem prawdopodobieństwa.
- teorii ewolucji przeczy II zasada termodynamiki.
- teorii ewolucji przeczy zdrowy rozsądek.
- teoria ewolucji jest mniej więcej tak naukowa, jak twierdzenie, że jeden na 1000000000 gwoździ samoistnie zmienia się w dżdżownicę.
- teroria ewolucji wymaga więcej wiary niż twierdzenie, że ziemia opiera się na żółwiach; wierzysz, że ziemia opiera się na żółwiach?
Nie wierz w bajki, Maciass. Nie daj się ogłupiać naukoffcom, którzy pieprzą bez sensu.
dre napisał(a):
> przynajmniej widać że Maciass to nie Maciej Giertych
giertych sobą jest w stanie obrzydzić wszystko. to fakt.
ja natomiast nie potrzebuję giertycha,
by wiedzieć, że teoria ewolucji to kicha!
Maciass, nie bądź jak giertych,
ale też nie daj się robić w balona terrori ewolucji!
Ty myśl!
> przynajmniej widać że Maciass to nie Maciej Giertych
giertych sobą jest w stanie obrzydzić wszystko. to fakt.
ja natomiast nie potrzebuję giertycha,
by wiedzieć, że teoria ewolucji to kicha!
Maciass, nie bądź jak giertych,
ale też nie daj się robić w balona terrori ewolucji!
Ty myśl!
Sławek napisał(a):
> dbig napisał(a):
>
> > To forum nie ma regulaminu.
> > Rynsztok.
>
> Ja bym powiedział FREESTYLE :)
>
> btw, zacznijcie pisac na temat, juz sie czytac nie chce tych
> głupot. Yary, opanuj sie troche :)
....., .. ........! znowu tłumienie swobodnego przepływu myśli!
dbig, czy ciebie się hiemoroidy odnowiły i poczułeś,
że masz misję uzdrowienia tego forum, giertychujeden?
przyjrzyj się dobrze, a zrozumiesz, że to cały czas jest o rowerach!!!
> dbig napisał(a):
>
> > To forum nie ma regulaminu.
> > Rynsztok.
>
> Ja bym powiedział FREESTYLE :)
>
> btw, zacznijcie pisac na temat, juz sie czytac nie chce tych
> głupot. Yary, opanuj sie troche :)
....., .. ........! znowu tłumienie swobodnego przepływu myśli!
dbig, czy ciebie się hiemoroidy odnowiły i poczułeś,
że masz misję uzdrowienia tego forum, giertychujeden?
przyjrzyj się dobrze, a zrozumiesz, że to cały czas jest o rowerach!!!