Widok
psa trzymamy na smyczy
Bardzo proszę o to.psy często puszczane są luzem.to jest zagrożone wysoką karą,a w przypadku zagrożenia można a wręcz trzeba ostro reagowac,nawet siłowo.tak będę robił.dziś znów psy laty wolno wzdłuż pszennej.będę reagował zdecydowanie.narazie wysyłam zdjęcia policji,a właściciela odwiedzam i ostro reaguje
ja ostatnio za kolnierz wyprowadzilem jednego takiego, zadzwonilem na policje, jak czekalismy prawie plakal (30 lat, duzy taki) i prosil. nic z tego, przyjechali , mandat i sprawa skierowana do rozpatrzenia. gdzie; ul. wspolna, za co; za szczucie i agresje psa i wlasciciela. i z kazdym tak robie. a ze jestem duzy, ale i odwazny, wszyscy chodza juz z kundlami na smyczy. i git
Zgodnie z prawem miejscowym (Uchwała nr XVII/188/2015 Rady Miejskiej w Żukowie - par. 16):
"Osoby utrzymujące psy wyprowadzając je poza teren własnej posesji, a w przypadku nieruchomości w której znajduje się więcej niż jeden lokal, także na nieruchomość wspólną, ma obowiązek prowadzenia psa na smyczy, a psy należące do ras uznanych za agresywne lub mieszańce tych ras, powinny być prowadzone w kagańcu.
Zwolnienie ze smyczy psa rasy innej niż uznanej za agresywną lub jej mieszańca jest dopuszczone pod warunkiem, że pies ma założony kaganiec."
Tak więc, każdy spacer psa bez smyczy (bez kagańca) grozi grzywną do 1000,00 zł. Jeżeli zaś taki pies stworzy zagrożenie (zaatakuje) - do 5000,00 zł.
I nie pomogą tłumaczenia, że "on przecież nie gryzie"...
"Osoby utrzymujące psy wyprowadzając je poza teren własnej posesji, a w przypadku nieruchomości w której znajduje się więcej niż jeden lokal, także na nieruchomość wspólną, ma obowiązek prowadzenia psa na smyczy, a psy należące do ras uznanych za agresywne lub mieszańce tych ras, powinny być prowadzone w kagańcu.
Zwolnienie ze smyczy psa rasy innej niż uznanej za agresywną lub jej mieszańca jest dopuszczone pod warunkiem, że pies ma założony kaganiec."
Tak więc, każdy spacer psa bez smyczy (bez kagańca) grozi grzywną do 1000,00 zł. Jeżeli zaś taki pies stworzy zagrożenie (zaatakuje) - do 5000,00 zł.
I nie pomogą tłumaczenia, że "on przecież nie gryzie"...
Ustawa o ochronie zwierząt zakazuje "wypuszczania psów bez możliwości kontroli". Przepisy miejscowe nie są bardziej restrykcyjne, a jedynie doprecyzowują to, co w ustawie zostało uregulowane jedynie bardzo ogólnie. Z kolei grzywny 1000 i 5000 PLN wynikają z ustawy Kodeks wykroczeń, nie z przepisów miejscowych. Zgoda, że te przepisy są w sumie bezsensownie pokomplikowane i w każdej gminie mogą być inne, ale akurat w gminie Żukowo da się ukarać właściciela, który ma za mało rozsądku i wyobraźni, żeby pilnować swojego pupila.
Udowodnij że masz psa pod kontrolà, w każdej chwili jà ci odbiorę pajacu...
Dlatego sà przepisy obligatoryjne, i**ots, bo jak twojej starej sié bedzie wydawalo ze jak ma kaukaza na sznurku i do tej pory sie nie wyrywał to ona go kontroluje to za chwile bedzie tragedia.
Tak apropos to w Polsce nie obowiàzuje żadne prawo domniemania ani precedensu, skończ oglàdać te filmy klasy b!
Dlatego sà przepisy obligatoryjne, i**ots, bo jak twojej starej sié bedzie wydawalo ze jak ma kaukaza na sznurku i do tej pory sie nie wyrywał to ona go kontroluje to za chwile bedzie tragedia.
Tak apropos to w Polsce nie obowiàzuje żadne prawo domniemania ani precedensu, skończ oglàdać te filmy klasy b!
Niczego nie zamierzam udowadniać, bo i nie mam w planach uganiać się za właścicielami psów puszczanych bez smyczy. Dla mnie sprawa jest prosta: pies bez smyczy, jeżeli będzie bez kagańca, który przekroczy moją granicę komfortu, zostanie potraktowany policyjnym gazem. W ciągu ostatnich trzech lat moje psy (prowadzone na smyczy) zostały sześciokrotnie zaatakowane i za każdym razem agresor biegał bez smyczy. Kilka dni temu, dosłownie wyrywałem swojego psiaka z mordy czterdziestokilogramowego "miśka", który na szczęście okazał się agresywny jedynie wobec innych psów, a nie wobec ludzi. Nie mam ochoty szarpać się z kolejnym ani sprawdzać, za którym razem trafię na takiego, który ludzkim mięskiem też nie pogardzi. Chcesz puszczać swojego zwierzaka samopas - dla mnie to nie problem - ale pilnuj, żeby nie zbliżał się do innego człowieka (czy zwierzęcia) bez wcześniejszej wyraźnej, jednoznacznej zgody.
Jak to w polskim prawie ;), chociaż zwróć uwagę, że gmina Żukowo nie wymaga smyczy i kagańca, a jedynie smyczy albo kagańca, co zmienia postać rzeczy.
Z drugiej strony masz taką oto sytuację i to w Warszawie, gdzie wolno wyprowadzać psy bez smyczy:
https://www.gazetaprawna.pl/amp/853564,elektroniczna-obroza-nie-zastapi-smyczy-i-kaganca.html
Z drugiej strony masz taką oto sytuację i to w Warszawie, gdzie wolno wyprowadzać psy bez smyczy:
https://www.gazetaprawna.pl/amp/853564,elektroniczna-obroza-nie-zastapi-smyczy-i-kaganca.html
1. Przeczytałem ze zrozumieniem i w odpowiedzi wskazałem Ci pozornie sprzeczny wyrok innego sądu: nagana dla właściciela kompletnie niegroźnego beagle'a, który (beagle, nie właściciel ;-) ) hasał (w elektronicznej obroży) po parku w Warszawie, która - w przeciwieństwie do gminy Żukowo - pozwala wyprowadzać psy bez smyczy, ale jednak wzbudzał wśród przechodniów jakiś - uzasadniony, a może i nie - postrach.
2. To, że jakiś sąd orzekł, że jakiś przepis w gminie X jest zbyt restrykcyjny, w Polsce nie oznacza, że taki sam, a tym bardziej nieco inny przepis w gminie Y automatycznie przestaje obowiązywać. Obowiązuje, dopóki nie zostanie uchylony. I żeby ewentualnie uwolnić się od kary, trzeba się skutecznie odwołać, zwykle w kilku instancjach... Wyrok innego sądu też może być diametralnie inny.
3. Jeszcze raz powtarzam: nie jest dla mnie problemem pies bez smyczy, który nie zbliża się do mnie / moich psów bez mojej wcześniejszej zgody. Niech sobie spokojnie spaceruje ze swoim właścicielem. Nie jest też problemem kilkukilogramowy psiak, który z bezpiecznej odległości szczeka i udaje groźnego. Problemem jest taki, którego w razie czego trudno przegonić kopniakiem, a który zbliżył się na odległość, która w moim odczuciu przestała być bezpieczna i nie został skutecznie (bez wezwania z mojej strony) odwołany przez opiekuna. W takim wypadku, opiekun musi liczyć się z tym, że wobec psa zastosuję środki obrony koniecznej, a on sam będzie miał do czynienia z tzw. organami ścigania. I naprawdę nie mam obowiązku ani nie zamierzam sprawdzać, czy pies jest agresywny, czy tylko chciał się bawić, gdyż wtedy może być już za późno, a poza tym, psom, które atakują, wcale nie zapala się na głowach niebieski kogut ani nie włącza się syrena.
Proszę też wziąć pod uwagę, że mojego, dość liberalnego, zdania mogą nie podzielić np. rodzice małych dzieci, dla których (dzieci, nie rodziców) groźnym może się okazać nawet wkurzony na upał york :D
Pozdrawiam.
2. To, że jakiś sąd orzekł, że jakiś przepis w gminie X jest zbyt restrykcyjny, w Polsce nie oznacza, że taki sam, a tym bardziej nieco inny przepis w gminie Y automatycznie przestaje obowiązywać. Obowiązuje, dopóki nie zostanie uchylony. I żeby ewentualnie uwolnić się od kary, trzeba się skutecznie odwołać, zwykle w kilku instancjach... Wyrok innego sądu też może być diametralnie inny.
3. Jeszcze raz powtarzam: nie jest dla mnie problemem pies bez smyczy, który nie zbliża się do mnie / moich psów bez mojej wcześniejszej zgody. Niech sobie spokojnie spaceruje ze swoim właścicielem. Nie jest też problemem kilkukilogramowy psiak, który z bezpiecznej odległości szczeka i udaje groźnego. Problemem jest taki, którego w razie czego trudno przegonić kopniakiem, a który zbliżył się na odległość, która w moim odczuciu przestała być bezpieczna i nie został skutecznie (bez wezwania z mojej strony) odwołany przez opiekuna. W takim wypadku, opiekun musi liczyć się z tym, że wobec psa zastosuję środki obrony koniecznej, a on sam będzie miał do czynienia z tzw. organami ścigania. I naprawdę nie mam obowiązku ani nie zamierzam sprawdzać, czy pies jest agresywny, czy tylko chciał się bawić, gdyż wtedy może być już za późno, a poza tym, psom, które atakują, wcale nie zapala się na głowach niebieski kogut ani nie włącza się syrena.
Proszę też wziąć pod uwagę, że mojego, dość liberalnego, zdania mogą nie podzielić np. rodzice małych dzieci, dla których (dzieci, nie rodziców) groźnym może się okazać nawet wkurzony na upał york :D
Pozdrawiam.
Całym sercem zgadzam się z Tobą, ale dotychczas nawet najgłupszy właściciel nie pogryzł moich psów, a spuszczone ze smyczy psiaki - owszem. Dla jasności: gazu / paralizatora / organów ścigania użyję jedynie wtedy, kiedy naprawdę poczuję zagrożenie, uprzedzam jednak, że po tylu atakach, mój próg tolerancji znacznie się obniżył, a granica strefy bezpieczeństwa - mocno przesunęła. Nie jestem sadystą, który będzie się uganiał za niczemu niewinnymi zwierzakami. Ale to jednak ja będę decydował, a nie ów właściciel. Jego prawo do decyzji kończy się w momencie, kiedy spuszcza psa ze smyczy i nie pilnuje albo nie potrafi dopilnować, żeby podopieczny nie zbliżał się do innych ludzi lub zwierząt.