~JM
194.49.105.*
(7 lat temu) 18 czerwca 2019 o 20:33
1. Przeczytałem ze zrozumieniem i w odpowiedzi wskazałem Ci pozornie sprzeczny wyrok innego sądu: nagana dla właściciela kompletnie niegroźnego beagle'a, który (beagle, nie właściciel ;-) ) hasał (w elektronicznej obroży) po parku w Warszawie, która - w przeciwieństwie do gminy Żukowo - pozwala wyprowadzać psy bez smyczy, ale jednak wzbudzał wśród przechodniów jakiś - uzasadniony, a może i nie - postrach.
2. To, że jakiś sąd orzekł, że jakiś przepis w gminie X jest zbyt restrykcyjny, w Polsce nie oznacza, że taki sam, a tym bardziej nieco inny przepis w gminie Y automatycznie przestaje obowiązywać. Obowiązuje, dopóki nie zostanie uchylony. I żeby ewentualnie uwolnić się od kary, trzeba się skutecznie odwołać, zwykle w kilku instancjach... Wyrok innego sądu też może być diametralnie inny.
3. Jeszcze raz powtarzam: nie jest dla mnie problemem pies bez smyczy, który nie zbliża się do mnie / moich psów bez mojej wcześniejszej zgody. Niech sobie spokojnie spaceruje ze swoim właścicielem. Nie jest też problemem kilkukilogramowy psiak, który z bezpiecznej odległości szczeka i udaje groźnego. Problemem jest taki, którego w razie czego trudno przegonić kopniakiem, a który zbliżył się na odległość, która w moim odczuciu przestała być bezpieczna i nie został skutecznie (bez wezwania z mojej strony) odwołany przez opiekuna. W takim wypadku, opiekun musi liczyć się z tym, że wobec psa zastosuję środki obrony koniecznej, a on sam będzie miał do czynienia z tzw. organami ścigania. I naprawdę nie mam obowiązku ani nie zamierzam sprawdzać, czy pies jest agresywny, czy tylko chciał się bawić, gdyż wtedy może być już za późno, a poza tym, psom, które atakują, wcale nie zapala się na głowach niebieski kogut ani nie włącza się syrena.
Proszę też wziąć pod uwagę, że mojego, dość liberalnego, zdania mogą nie podzielić np. rodzice małych dzieci, dla których (dzieci, nie rodziców) groźnym może się okazać nawet wkurzony na upał york :D
Pozdrawiam.
2
0