Widok
Znaczy każdy robi jak mu pasuje ,ale takie gadanie że robi się to dla prezentów jest raczej bzdurą ,bo ja zapraszam gości i muszę ich ugościć więc wydaje pieniądze ,po za tym nie sądzę że rodzice dzieci rocznicowych robią to z nadzieja że ktoś da kopertę i zwróci im się gościna ,raczej w takim dniu jeżeli juz jest obchodzony to daje się drobny podarunek ,kwiaty .
Ja miałam rocznicę ale nie było świętowania i zapraszania gości ,mój syn będzie miał rocznicę to tak samo będzie to dzień bez gości ,może po kościele biec na podwórko z kolegami .
Ja miałam rocznicę ale nie było świętowania i zapraszania gości ,mój syn będzie miał rocznicę to tak samo będzie to dzień bez gości ,może po kościele biec na podwórko z kolegami .
Aż mnie dziwią te wszystkie wasze odpowiedzi.
Ja swoją komunię (i rocznicę) miałam grubo ponad 20 lat temu. pewnie z 25 (wole nie liczyć;P). I po mszy rocznicowej pamietam, ze w domu mieliśmy obiad z gośćmi - rodziną tą najbliższą. Mieszkaliśmy wtedy w 2-pokojowym mieszkaniu, a "najbliższa rodzina" z obu stron to u nas lekko 20 osób, choć nie wiem, czy z uwagi na odległość wszyscy na rocznicy byli.
Czy były prezenty? Nie pamiętam. Zresztą wtedy prezenty były "inne" (ja na komunię dostałam kilka pamiątek, rower, chyba zegarek i korale z bursztynu. Sama pewnie zdecydowałabym się na jakąś książkę/płytę/grę planszową - w zależności od zainteresować dziecka.
Co złego jest we wspólnym, rodzinnym świętowaniu różnych uroczystości?
Ja swoją komunię (i rocznicę) miałam grubo ponad 20 lat temu. pewnie z 25 (wole nie liczyć;P). I po mszy rocznicowej pamietam, ze w domu mieliśmy obiad z gośćmi - rodziną tą najbliższą. Mieszkaliśmy wtedy w 2-pokojowym mieszkaniu, a "najbliższa rodzina" z obu stron to u nas lekko 20 osób, choć nie wiem, czy z uwagi na odległość wszyscy na rocznicy byli.
Czy były prezenty? Nie pamiętam. Zresztą wtedy prezenty były "inne" (ja na komunię dostałam kilka pamiątek, rower, chyba zegarek i korale z bursztynu. Sama pewnie zdecydowałabym się na jakąś książkę/płytę/grę planszową - w zależności od zainteresować dziecka.
Co złego jest we wspólnym, rodzinnym świętowaniu różnych uroczystości?
Przyjęcie to dużo powiedziane. Po prostu mąż pochodzi z wielodzietnej rodziny i rodzice tego dziecka zapraszają po kościele na obiad do domu. A że będzie nas ok 30 os i to sama najbliższa rodzina to swoją drogą. Ale dzięki za wypowiedzi. Tak jak wcześniej napisałam, kupiłam fajną książkę za 30zł i myślę że to spokojnie starczy.