Widok

samotna matka skazana jest na samotność?

Poznajmy się Temat dostępny też na forum:
Czy faceci interesują się kobietami z dzieckiem?
popieram tę opinię 6 nie zgadzam się z tą opinią 8

A może zacznie myśleć normalnie

Odpowiem najprościej, jak to możliwe. Pewnie zajmie to więcej niż jedno zdanie, jak większość przeczytanych na tym forum wypowiedzi, ale jednym zdaniem nie da się rozwinąć tego tematu.

Przypadek zrządził, że mnie to zainteresowało, choć w pewnym sensie mnie to dotyczy. Jestem mężczyzną, który wychował córkę, dziecko z pierwszego małżeństwa mojej żony. Piszę byłej, bo to już przeszłość, córka jest samodzielna, skończyła studia w Polsce i poza granicami kraju, biegle włada 3 językami obcymi, ma pracę i własny dom wybudowany w pięknym regionie Polski i 2 samochody, bo jej mąż, a mój zięć dojeżdża do pracy w inne miejsce, niż córka.
Te osiągnięcia na pewno są zasługą mojej córki. Włożyła w to na prawdę wiele pracy, czasu. Uczyła się, kształciła i wałczyła o swoją przyszłość. Jestem z niej dumny.
Teraz nie mam żony, nie mam córki bo już jestem niepotrzebny. Spełniłem swoją rolę.
Nie mam żalu i nie skarżę się, kocham córkę, mam wspaniałego zięcia, byłą żonę szanuję. To ich wybór.

Nie piszę tego, żeby ktokolwiek nade mną się użalał. Nie o to chodzi, nie potrzebuję tego.

Chodzi mi o coś innego. Pytanie zadane na początku tej dyskusji brzmiało "samotna matka skazana jest na samotność?
Czy faceci interesują się kobietami z dzieckiem?"

Tak zainteresują się, ale również oczekują, że po 25 latach małżeństwa, wychowywania, opieki, nieprzespanych nocy, zaangażowania, gotowania, prania, robienia zakupów, sprzątania, prasowania i wielu innych normalnych, prostych, życiowych zachowań będą nadal potrzebni. I nie chodzi o koszty tego wszystkiego, nie chodzi o seks
popieram tę opinię 8 nie zgadzam się z tą opinią 0
Odpowiadając na pytanie zadane na początku dyskusji - Tak, skazana jest taka mama na samotność. Nie jest interesującą partią dla mężczyzn, którzy w większości wolą kobiety bez bagażu życiowego.

Pechowo trafiłeś, nie osądzając nikogo, wina za rozpad leży z reguły po obu stronach.
- Kto ty?
- Dobra wróżka
- Ale dlaczego z siekierą?
- Widzisz jak ty mało wiesz o dobrych wróżkach :)
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 1
Nie będę nikomu mówił jak ma myśleć, ale jeśli nie przestaną myśleć tylko o sobie i dziecku, to wciąż będą samotne;)

Popatrz na ten temat. Cały czas jest tu o tym co chcą kobiety, co faceci mają im dać i jacy mają być.

Kruszynka pochwaliła "faceta" i napisała że wszyscy powinni tak myśleć, czyli powinni być zwolennikami kobiet które myślą:

"Jeżeli jednak zadasz sobie pytanie w inny sposób, czy ten facet jest tym, który:
- zapewni Ci poczucie bezpieczeństwa
- pokocha Twoje dziecko i będzie je traktował, jak swoje
- poświęci się dla Twojego dziecka i Ciebie
- będzie dzielił z Tobą troski, niepowodzenia, cieszył się razem ze wspólnych osiągnięć
- ........"

Dlaczego nie odwrócić tej sytuacji. Co taka kobieta chce ofiarować mężczyźnie w zamian za te rzeczy?
- Poczucie bezpieczeństwa obecnie jest eufemizmem pieniędzy;) Czy ona zatem jest gotowa na to samo i byłaby gotowa do niego dokładać?
- Czy jest gotowa do poświęceń?
- Czy będzie go kochać na równi z dzieckiem, ofiarowywać mu taką samą uwagę, troskę, w ten sam sposób przymykając oczy na jego wady?
- Czy będzie patrzyć na niego jak na kogoś z kim chce spędzić resztę życia, czy kopnie go w tyłek gdy pojawią się pierwsze komplikacje?
...

Dla mnie ten wątek brzmi właśnie tak, jakby ta samotna matka chciała być skazana na samotność. Ona nie reklamuje siebie, ona ukazuje swoje dziecko jak "pół królestwa" z bajki - i teraz szuka rycerza w lśniącej zbroi...
Kobiety bez dziecka i bez skomplikowanej przeszłości mają mniejsze wymagania niż "samotna matka", więc mówię wprost. Co ona daje w zamian?
"Zrozumiał, że nie tylko był jej bliski, ale nie wiedział gdzie on się kończy, a ona zaczyna"
popieram tę opinię 6 nie zgadzam się z tą opinią 0
Anty logiczne jest, że w sytuacji, kiedy dziecko jest małe, to ono stanowi 90%uwagi, którą mu poświęca matka. W rodzinach pełnych też mu tę uwagę poświęca, tyle, że tam wychowanie spoczywa na barkach obojga rodziców. Trudno też, aby wymagała od potencjalnego partnera, aby wziął na siebie obowiązki związane z wychowaniem nieswojego dziecka i aby tego od niego wymagała. Co innego zaakceptowanie faktu, że dziecko jest, a co innego wzięcie na siebie odpowiedzialności za nie. To jest wyłącznie jego dobra wola.

Odwracając sytuację( o czym piszesz) - jeśli dwoje ludzi dorosłych coś buduje, to robią to razem. Przynajmniej tak powinno być. Razem wspiera się w kłopotach, cieszy radościami. Patrzy razem w przyszłość.
Poczucie bezpieczeństwa to nie tylko finanse, ale też wsparcie psychiczne. Świadomość, że obok jest druga osoba, na którą można liczyć i jej ufać. Gdyby miało to oznaczać tylko finanse, to pewnie dalej wiele kobiet siedziałoby z bogatymi, nieczułymi, kłamliwymi palantami. A wydaje mi się, że żadna szanująca się, świadoma siebie i mądra kobieta tak nie postąpi. Bycie z kimś wyłącznie z powodów materialnych to zwykła prostytucja. Czym więc różni się wtedy od ulicznej dziwki?
- Kto ty?
- Dobra wróżka
- Ale dlaczego z siekierą?
- Widzisz jak ty mało wiesz o dobrych wróżkach :)
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
Już wyjaśniam co autor miał na myśli, coś uczepiłeś się ....

W dużym skrócie, bo to jedna z tych dziedzin życia, że ile istnień- tyle historii.
Owszem zwróciłam uwagę na stanowisko "faceta" , bo ujrzał problem szerzej. Rzekłabym nawet DOJRZALE. I to jest sedno sprawy. Słowo klucz.
Kobieta samotnie wychowująca dziecko ( również mężczyzna - bo tacy istnieją) jeżeli decyduje się na ponowne ułożenie sobie życia u boku drugiej osoby, powinna to robić w sposób przemyślany i dojrzały. Owa dojrzałość przejawia się świadomością własnych potrzeb, uczuć, pragnień, oczekiwań i tego ile z siebie jest gotowa dać. Nie uda się zbudować więzi z innym człowiekiem jeśli nie wystąpi wspólny mianownik. Są nim zazwyczaj podobne priorytety, postrzeganie świata, doświadczenia itp. Kiedy spotykają się takie osoby, może zdarzyć się, że rodzi się uczucie, a wówczas nie ma znaczenia czy którakolwiek ze stron posiada dziecko. W takiej sytuacji dziecko postrzegane jest przez pryzmat uczucia do jego rodzica.

Należy pamiętać, że miłość do dziecka jest bezwarunkowa i bezgraniczna. WIECZNA.
Miłość między kobietą i mężczyzną to inny rodzaj uczucia. Może być ono wielkie, wzniosłe, szczere, może trwać i może przeminąć. Tak jest i nie należy tych dwóch rodzajów miłości porównywać.

Poczucie bezpieczeństwa nie dotyczy jedynie sytuacji materialnej, ale przede wszystkim sfery emocjonalnej. Ale skoro już pytasz, gdy jest się razem nie stanowi problemu która strona więcej/mniej zarabia. Wspólnie przeżywa się radości, a także rozwiązuje problemy.
Sprawa gotowości do poświęceń... hm... w związku polecałabym bardziej pójście na kompromis.
Pytasz " czy będzie go kochać na równi z dzieckiem"- NIE. Te dwa rodzaje miłości są nieporównywalne. Jednak, gdy będzie kochała szczerze i mocno różnicy nie odczujesz ( w porównaniu z miłością kobiety, która dzieci nie ma).
I ostatnie pytanie. Tu mogłabym się rozpisać ,ale krótko. Jeśli miłość jest prawdziwa, to chce się z daną osobą spędzić resztę życia i nie ucieka się, gdy pojawiają się nawet drugie... trzecie ... i kolejne zgrzyty, rysy.

Uważam, że problemem nie są dzieci, ale to że samotne mamy nie trafiają na właściwych facetów.

P.S. nie pochwaliłam, zgodziłam się z jego zdaniem
popieram tę opinię 3 nie zgadzam się z tą opinią 0
Reasumując, nic z tych rzeczy które wymieniłem, a dodatkowo miłości, uwagi, troski etc, co najwyżej 10%?
Gdzie tam 10%, przecież dziewczyna musi mieć też coś dla siebie;)
Zatem facet ma być na każde skinienie, dobrze jeśli by się sprawdził jako ojciec, może niańka, ale w zamian może liczyć co najwyżej na 1% tego co dostanie od każdej innej?

To tłumaczy, dlaczego brak tu reklamy:D

***

Właśnie przez wzgląd na finanse, wiele kobiet nie siedzi z bogatymi facetami. Takich szukają, takich łapią na dziecko, a potem im dają kopa w tyłek.

Wszystkie samotne matki które znam osobiście, to kobiety które odeszły od swoich facetów, a nie które zostały porzucone.

Ich faceci byli bardzo męscy, tacy zaradni, przedsiębiorczy i ambitni;) Grzecznie pracowali, gdy pojawiało się dziecko to pracowali jeszcze więcej, aby standard rodziny się nie obniżył.
Ich żony odchowały dzieci do wieku pozwalającego na pracę - często do wieku przedszkolnego czy nawet szkolnego, po czym odchodziły od nich. I wtedy facet z "kochanie" i "misiu" zmieniał się w nieczułego kłamliwego palanta;)

To było wygodniejsze dla nich z punktu widzenia finansowego. Po co im facet który dużo pracuje, jak mogą mieć wolną rękę a kasą ściągnąć w postaci alimentów. Najlepsze w tym wszystkim jest to, że ten facet pewnie z roku na rok będzie zarabiał więcej, a jeśli kiedyś zapragnie założyć nową rodzinę będzie musiał zarabiać jeszcze więcej. Zatem co kilka lat będzie można wnieść nowy pozew o zwiększenie alimentów. No ale to przecież na jego dziecko, to tego przecież nie można by porównać do ulicznej prostytucji (że użyje Twojego porównania), prawda?
Tylko nie powinno się mówić o tym społecznym tabu, że w praktyce, to dziecko już nie jest jego, jest jej. On już tylko ma płacić pieniądze, widując je możliwie rzadko by nie wywierał negatywnego wpływu na "jej" procesy wychowawcze. Stworzenie dystansu i zerwanie więzi, też jest częścią tej gry;)

Wolność, dziecko i pieniądze - to dopiero spryciule;)
No do momentu gdy przychodzi samotność a kobieta ma wyrobione bardzo specyficzne "wartości", według których ma dostać wszystko, nic nie dając w zamian. I okazuje się że ciężko teraz o większego frajera niż ten poprzedni;)
"Zrozumiał, że nie tylko był jej bliski, ale nie wiedział gdzie on się kończy, a ona zaczyna"
popieram tę opinię 3 nie zgadzam się z tą opinią 0
Moim zdaniem miłość jest jedna.

Różnica pomiędzy związkiem a dzieckiem jest taka, że jak w związku coś się psuje, to ludzie się rozchodzą, a jak w układzie dziecko-rodzic coś się psuje, to zmusza się dziecko do posłuszeństwa.

Dzieci w naszej kulturze są własnością, traktuje się je miej więcej jak psy. Z tym że jest paragraf na karcenie psów, a dzieci w Polsce chyba jeszcze wolno tak zmuszać do posłuszeństwa.

Znów przełamie pewne społeczne tabu, ale wielu rodziców wcale nie kocha swoich dzieci, powiem więcej, spora część rodziców uważa że dziecko zmarnowało im życie. Nie porzucają go, bo nie ma jeszcze na to takowej mody, tak jak 50 lat temu nie było mody na rozwody i rozstania (wtedy samotnej matki z dzieckiem były taką samą rzadkością jak obecnie porzucanie dzieci).

***

Moim zdaniem problemem nie jest to że samotne matki nie trafiają na właściwych mężczyzn, ale że społeczeństwo promuje taki styl życia. Rozwiązywanie problemów w związku przez jego kończenie.

Gdy kobieta nauczy się że nawet dziecko nie jest powodem by walczyć o związek, a społeczeństwo wspiera samotne matki bardziej niż mężatki, to każde kolejne rozstanie przychodzi łatwiej. Po kilku, wchodzi to tak w krew, że łatwiej jest im być samemu niż z kimś, więc chcą być z kimś pozornie, na krótko, dla motylków. Gdy te znikają, widzą w związku tylko to co miały z mężem. W długotrwałym związku, nic więcej nie dostaną.

Mężczyźni w związku chcą stabilizacji, która następuje wraz z latami. Kobiety chcą być ciągle adorowane, podziwiane, chwalone, zdobywane... Stabilizacja, to dla nich stagnacja, monotonia i nuda.
Najgorsze jest to, że to nie są cechy wrodzone kobiet, ale jest to wynik promocji takiego stylu życia w mediach.

Efekt widać, a będzie jeszcze gorzej;)
"Zrozumiał, że nie tylko był jej bliski, ale nie wiedział gdzie on się kończy, a ona zaczyna"
popieram tę opinię 2 nie zgadzam się z tą opinią 1
Nie zgadzam się z Tobą. Nie wypowiadaj się czego chcą kobiety, bo kobietą nie jesteś.
Nie generalizuj. Każdy człowiek jest inny. Ma inne watrości, wychowywał się w określonym środowisku, a w domu rodzinnych wpajano mu pewne zasady. To jacy jesteśmy w dużym stopniu zależy od środowiska w jakim na codzień przebywamy i na ile tym "nasiąknęliśmy".

Uważasz, że istnieją samotne matki, bo społeczeństwo przyzwala na taki styl życia. Rozwiązywanie problemów w związku zdecydowanym cięciem. Niewątpliwie jest to sytuacja bardziej akceptowalna, aniżeli jakieś 30-40 lat temu, ale nie jesteśmy w tym kraju tak znowu do przodu.Nie zawsze kobieta zostaje sama z wyboru. Są sytuacje losowe, tragedie na które nie mamy wpływu. I co? Dla kasy wdową została? Bo tak będzie jej wygodniej? A dzieci szczęśliwsze?

I nie obrażaj kobiet stwierdzeniem, że posiadamy "cechy wrodzone".
A wziąwszy wszystko powyższe pod uwagę, nasuwa się myśl, że znasz chyba niewłaściwe kobiety. W Twojej mentalności istnieje najwyrażniej jedynie wyrachowana, egoistyczna, sflustrowana samotna matka. W dodatku tresująca swoje dzieci.

Miłość ma wiele odcieni.
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
Odbijając piłeczkę:)
To że nie jestem kobietą, nie oznacza że nie wiem czego chcą. W końcu same to tutaj mówią:P
Gdyby przyjąć taką zasadę, by mówić że gwałt jest zły, musiałbym się dać zgwałcić?:D
Może zaraz mi powiesz coś w stylu "jak będziesz mieć moje lata, to zrozumiesz" lub "pogadamy jak przeżyjesz to co ja"?
Tak mówią ludzie, którym brak już argumentu;)

Zresztą zauważ, że oba tematy w których się wypowiedziałem zacząłem od słów "moim zdaniem";)

Każdy może mieć własne zdanie, a to że się z nim nie zgadzasz nie powinno być powodem abyś mi zabraniała się wypowiedzieć czy określała mi co mogę powiedzieć;)

Jesteś samotną matką, prawda? Masz w sobie to coś, ten ton, instynkt tresera, który mówi "mi wolno wszystko, ale Tobie tylko to, na co ja pozwolę".
To też cecha która odstrasza facetów od samotnych matek;) Facetów traktują jak dzieci i zawsze chcą ich ustawiać:D

***

Masz racje że wiele zależy od środowiska w którym przebywamy, ale istnieją różne formy tego "środowiska". Środowiskiem są nasi przyjaciele, ale jest też kultura amerykańsko-europejska z którą mamy styczność na co dzień od urodzenia. Nasza narodowa kultura przesiąka tą obcą. Germanizacja czy rusyfikacja nigdy nie zaszły tak daleko jak amerykanizacja;)
Coraz więcej osób postrzega związki przez pryzmat tego co pokazują media. Jest to taka mieszanka feminizmu, artystycznego stylu życia, komedii romantycznych, filmów akcji (uczucia powstałego z silnych emocji, często seksu za ratunek życia), filmów porno i seriali "brazylijskich". Tam istotą jest jakaś akcja, coś się musi dziać, by ktoś to chciał oglądać. Ludzie tym nasiąkają, a przez to mają nierealne oczekiwania względem innych. I nie dają sobie rady z szarą codziennością. Zdaje im się że związek powinien wyglądać inaczej, że życie powinno wyglądać inaczej.... efektem tego są samotne matki;)

***

Dawniej, samotna matka była postrzegana jak puszczalska, była na dole drabiny społecznej. Jak prostytutka. Faceci też nie mięli lepiej, bo widziano w nich tych, którzy porzucili swoje rodziny. Takie osoby miały nikłe szanse na znalezienie nowego partnera. Poza dużymi aglomeracjami samotna matka była traktowana jak obecnie traktuje się pedofila. Normą było to że ktoś ją opluł, że kazał się wynosić, przywalił, że nie chciano jej obsłużyć w sklepie czy nie pozwolono jej wejść do kościoła. Społeczeństwo broniło się przed popularyzacją czegoś takiego. Jednocześnie chroniąc nierozerwalność małżeństwa.
Teraz właściwie się do tego zachęca, podobnie jak do zdrady. Prawo bardziej sprzyja samotnej matce niż mężatce.

Tyle że prędkość obecnych przemian jest zbyt szybka. Już teraz samotna matka (jako idea) działa na szkodę społeczną i przeciwko szczęściu kobiet, a problem wciąż się pogłębia.

***

Wdowy wśród samotnych matek to rzadkość. Wdowy są bardzo specyficzną grupą samotnych matek i przez społeczeństwo postrzegane są całkiem inaczej. Bo nie są współwinne rozpadowi poprzedniego związku, więc postrzega je się jako zdolne do tworzenia stałych związków (czyt: odpowiedzialne, stałe w uczuciach).

Lecz jednocześnie są to często te samotne matki, które wcale nie szukają sobie partnera.

***

"I nie obrażaj kobiet stwierdzeniem, że posiadamy "cechy wrodzone". "

Mimo że kobiety ogólnie posiadają cechy wrodzone, i nie jest to powód do obrażania się, bo tak stworzyła je natura, to przy tych które wymieniłem było "nie" z przodu. Napisałem że te cechy nie są wrodzone;)

***

Nie znam matek nie "tresujących" swoich dzieci - nigdy się z tym nie spotkałem, nawet o tym nie słyszałem. Możliwe że nasz gatunek jest jeszcze zbyt zacofany by wychowywać dzieci bez przemocy (tej fizycznej jak i emocjonalnej).
Popatrz sobie na dowolne metody wychowawcze i pomyśl sobie że stosuje się je nie w stosunku do dziecka, ale do dorosłego. Nie ma szans by którekolwiek zostały dobrowolnie zaakceptowane na przykład w przypadku związku (zwłaszcza że spora ich część to poważne przestępstwa).
Niektóre akceptujemy w stosunkach państwo-obywatel, ale to też dlatego że jesteśmy właściwie wychowanymi niewolnikami. Chociaż często "akceptacja" sprowadza do zwykłego zastraszenia;)

***

Co do tych matek, to istotnie, wyrachowane i egoistyczne - co widać po tym temacie, czy wielu innych. Prosty przykład który stąd się wysuwa, chcą faceta który będzie kochał je całym sercem...no i jeszcze ich dzieci, a same chcą kochać swoje dzieci i ewentualnie rzucić mu jakiś uczuciowy ochłap z pańskiego stołu.
Czy sfrustrowane? Hmm... nie wiem, to chyba zależy od jednostki;)

***

Miłość jest tylko jedna.
Odcienie? Nie, po prostu większość ludzi przez cały życie nie ma okazji doświadczyć miłości, widzą tylko złudzenie, światło księżyca odbite od jeziora.
Egoiści którzy kupczą miłością dla własnych korzyści i wygody. "Kocham, bo mi się to opłaca, bo dobrze się z tobą bawię, lubię jak mi pochlebiasz i robisz to co chce - rzucę cię, gdy przestaniesz, gdy coś się zmieni lub gdy trafi się ktoś ciekawszy". Miłość to nie czarny na przejściu dla pieszych, tu nie ma "pojawiam się i znikam". W niej nie ma miejsca na odcienie, ona jest (i nie może się skończyć) lub jej nie ma - zazwyczaj jej nie ma.
"Zrozumiał, że nie tylko był jej bliski, ale nie wiedział gdzie on się kończy, a ona zaczyna"
popieram tę opinię 3 nie zgadzam się z tą opinią 0
Argumentów mi nie brakuje. Cenię sobie rzeczową i konstruktywną rozmowę. I luksus, gdy mogę wybrać sobie takich interlokutorów, którzy nie kończą epitetem. Natomiast zakończenie wymiany zdań stwierdzeniem " jak będziesz w moim wieku" byłoby zapewne zabawne, żeby nie powiedzieć śmieszne :)

Rozwieję Twoje wątpliwości ( bo zapewne nie pewność :))... Niestety pomysł, że jestem samotną matką- pudło. Teoretyzuję. Jesteś potwierdzeniem mojej teorii, że słowo pisane bywa nadinterpretowane. Gdybyśmy rozmawiałi realnie zapewne nie odniósłbyś wrażenia, że moralizuję, mówię "tonem tresera". Nic z tych rzeczy.
Może powinnam zastanowić się nad dodaniem... proszę, w niektórych częściach wypowiedzi. Byłoby to bardziej wymowne, np. nie genaralizuj, proszę.

Zgadzam się z Tobą, że każdy ma prawo mieć własne zdanie, to jak najbardziej właściwe. Nie przypominam sobie, żebym Ci tego zabraniała :)
Rzeczywiście uważam, że nie możesz mieć absolutnej pewności czego chcą kobiety, mimo że pewnie sporo znasz i wyciągasz wnioski z wypowiedzi kobiet zawartych nie tylko w tym temacie. Natomiast jak wcześniej napisałam każdy jest inny i ma prawo mieć swoje oczekiwania i pragnienia. To na czym zależy kobiecie w dużym stopniu uwarunkowane jest jej przeżyciami, wcześniejszymi doświadczeniami życiowymi. Podobnie jak Twoje zdanie o samotnych matkach ma jakieś potwierdzenie w tym , co obserwujesz w swoim otoczeniu.

W kwestii "cech wrodzonych"... Muszę zwrócić Ci honor. Umknęło mi " nie". Mea culpa.
Uznajmy, że to z powodu późnej pory :)
Niepotrzebnie obruszyłam się, ale nie obraziłam. Zazwyczaj cechy wrodzone kobiet działają in plus.
Choć tu akutat należałyby chyba cieszyć się, że to co napisałeś w kontekście stabilizacji w związku... że dla kobiet to nuda, monotonia... że nie jest to regułą. Zauważ, że jest to element życia w związku, który pojawia się z czasem, bo z upływem czasu zmienia się perspektywa. Człowiek oczekuje od drugiej strony już nie tylko motylków i wiecznej euforii, ale właśnie zaufania i poczucia "wspólnoty".

Ech... i cały czas o wyrachowaniu i egoizmie. Moim zdaniem mylisz się. To że kobieta kocha swoje dziecko nie oznacza, że w jej sercu nie ma już miejsca na miłość do mężczyzny. Pisałam, że to zupełnie rożne rodzaje uczucia. Nie wykluczające się. Pokusiłabym się nawet o stwierdzenie, że gdy występują oba rodzaje miłości jednocześnie wszyskie obdarzane miłością istoty w tym układzie zyskują. Szczęsliwa kobieta jest gotowa więcej z siebie dać mężczyźnie. Robi się bardziej ufna, otwarta, dostaje tzw. skrzydeł.

Kiedyś czytałam taką książeczkę dla dzieci, wyjaśniającą skąd biorą się dzieci. Fajnie wymyślone. Autorka wyjaśniała, że w sercu mamusi i tatusia jest wiele przegródek na uczucia , na miłość i dlatego każde dziecko jest kochane w identyczny sposób. Nie mniej i nie bardziej niż inne. Może są jeszcze przegródki do innych istot.

W miłości można mówić o odcieniach. Inaczej kochamy rodziców, inaczej dziecko, partnera. W przypadku pierwszych dwóch miłości są więzy krwi , więc jesteśmy bardziej wyrozumiali. Kochamy i już, nie dlatego że... ponieważ... pomimo ... z powodu. I miłość do partnera też taka powinna być, tylko każdy ma w sobie pierwiastek egoizmu. Teoretycznie ta druga osoba powinna być dla nas najważniejsza, ponad naszym " wewnętrznym ja". Istnieje jednak obawa ,że poczuje się zagłaskana...
popieram tę opinię 4 nie zgadzam się z tą opinią 0
Ponury.. "Wolność, dziecko i pieniądze - to dopiero spryciule;)
No do momentu gdy przychodzi samotność a kobieta ma wyrobione bardzo specyficzne "wartości", według których ma dostać wszystko, nic nie dając w zamian. I okazuje się że ciężko teraz o większego frajera niż ten poprzedni;)" ..

Z tym się nie zgodzę, jak z innymi "rzeczami".. albo i nie.. Zgodzę się w połowie.. ;) ale tylko dlatego, że są takie matki, które myślą w ten sposób.. Nazwijmy rzecz po imieniu.. Materialistki.. Kasę mają- alimenty, nowy facet zarabia.. Znudzi się, znajdzie innego..

Ale są i takie matki, którym zależy na miłości, pielęgnacji związku (dużo by wymieniać) i oddaje nawet dwukrotnie to co ma dane..

Więc każdy ma swoje racje.. I nie można raczej napisać jednostronnie.. Bo są dwa kolory.. Czarny i biały.. ;) także zdania będą podzielone, a niestety człowiek jest taki, że broni przeważnie swoich racji, nie patrząc na drugą str medalu..
popieram tę opinię 1 nie zgadzam się z tą opinią 0
łups.. ;) miało być Antyspołeczny.. :D zawsze Was mylę jakoś.. ;)
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
"Wolność, dziecko i pieniądze - to dopiero spryciule;)

Chciałabym by te alimenty były na tyle wysokie bym mogła powiedzieć, że jestem wolna;) Luksus normalnie.....
popieram tę opinię 1 nie zgadzam się z tą opinią 1
To były trzy oddzielne kwestie:

- Wolność - czyli brak faceta o którego trzeba dbać, możliwość robienia co się chce i kiedy się chce... no i z kim się chce;) Nie trzeba się przed nikim tłumaczyć, ani o nikogo się martwić...

- Dziecko, czyli pewien element spełnienia się kobiety jako jednostki społecznej, a jednocześnie coś co tworzy cel istnienia, powód dla którego walczy się ze światem. Także osoba do której można się odezwać, czyli element zwalczający samotność i zabijający czas. Gdyby go nie było, kobieta wracałaby do domu i patrzyła w 4 ściany, nie wiedząc co ze sobą zrobić (jak zazwyczaj robi facet gdy jego kobieta zmienia się w samotną matkę).

- Pieniądze - temat dotyczył kobiet które łapią bogatych facetów na dziecko, a potem ich zostawiają. Alimenty są zatem na tyle duże że one nie mają co narzekać (chociaż i tak narzekają:p). Z tym że to też rosyjska ruletka, bo nigdy nie wiadomo co niesie przyszłość i co zrobi facet. Zazwyczaj im ktoś bogatszy, tym jego czyny mniej cnotliwe (co jest nawet potwierdzone naukowo), więc łatwiej przychodzi mu unikanie płacenia, lub ukrywanie dochodów by płacić niższe alimenty.
"Zrozumiał, że nie tylko był jej bliski, ale nie wiedział gdzie on się kończy, a ona zaczyna"
popieram tę opinię 3 nie zgadzam się z tą opinią 0
temat dotyczył samotnych matek... pieniądze Ty dorzuciłeś
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
Nie powiedziałbym że to było moralizowanie, a że ton był właśnie w stylu "mi wolno mówić, co tobie wolno mówić". I "proszę" ma niewiele do tego, gdy mówisz "nie generalizuj", "nie wypowiadaj się". Tak się traktuje dzieci;)

***

Oczywiście kobieta może kochać tak samo swoje dziecko jak i nowego partnera, tyle że zazwyczaj tak nie jest, bo jej przeszłość definiuje jej postrzeganie partnera jako kogoś kogo można łatwo porzucić. A dziecko kocha inaczej, bo uznaje że ta miłość jest wieczna.
To oczywiście wiele zależy od kobiety, ale te będące w pierwszym trwałym długotrwałym związku postrzegają go bardziej jako ten wieczny niż przejściowy.
I nawet mając dobre chęci, samotna matka (nie wdowa), mniej lub bardziej świadomie skupia się bardziej na dziecku, olewając faceta. A jednocześnie oczekując by ten facet miał w sercu tylko ją.
Facet to czuje, a skoro to nie jego dziecko, to nie ma powodu by się pogodzić z tym że jest tym drugim.

***

Nigdy nie jest tak, że każde dziecko kochane jest w identyczny sposób. Dzieci mają różne charaktery, podobnie jak rodzice, Istnieje także kwestia oczekiwań rodziców i to jak dzieci je spełniają (to działa podobnie jak w związku, tylko w jedną stronę).
Dlatego gdy jest dwójka dzieci, lub więcej, łatwo dostrzec które otrzymuje więcej uczucia, zainteresowania, sympatii i miłości, a które jest bo jest.
"Zrozumiał, że nie tylko był jej bliski, ale nie wiedział gdzie on się kończy, a ona zaczyna"
popieram tę opinię 2 nie zgadzam się z tą opinią 0
Ta wolność.. Kobieta wolną nigdy nie jest jeżeli ma dziecko.. Chyba, że jest starsze.. Ale i tak matka wolną nie jest..
Wolna od faceta fakt..
Ale wolę dbać o mojego faceta, tłumaczyć się przed nim (chociaż nie mam o co za bardzo) oraz marytwić się o niego.. :) niż być "wolną"..

Dziecko.. Dziecko nie zastępuje faceta.. :) i nie chodzi mi tutaj o seks.. Nie zwalcza do końca samotności.. Kobieta i tak patrzy na 4 ściany, bo dziecko jest często w szkole, u kolegi, śpi..

Pieniądze.. ok.. Jeżeli dotyczy właśnie "tych" kobiet..
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
Podpisuję się pod kwestią tego, że posiadanie dziecka w pewnym sensie bardzo zabiera nam wolność.

Właśnie dyskutowałam o tym ostatnio z koleżanką. Mimo, że na brak zainteresowania raczej nie narzekamy, to już nasz ograniczony czas wyjątkowo zniechęca potencjalnych kandydatów na partnerów. W sumie ja im się tam nie dziwię.

Także jak ewentualny kandydat słyszy że wolny czas mam w wyjątkowo dziwnych porach to bada mnie dziwnym wzrokiem;)
No chyba, że chodzi mu tylko o randki w określonym celu - to pora odpowiednia, ale z kolei mija się to z moimi oczekiwaniami.

Natomiast wierzę w to, że mądry mężczyzna jest w stanie pokochać nie swoje dziecko, co więcej mężczyźni są w stanie pomóc w wychowaniu. Zresztą;) Nie było faceta, który w mojej młodej się nie zabujał, ona rozkłada na łopatki przy pierwszym zdaniu;)
Your online absence has me worried you might have actually gotten a life;)
popieram tę opinię 1 nie zgadzam się z tą opinią 1
Antyspołeczny, nie każda samotna mama leci na kasę, robi sobie dzieciaka, aby potem ciągnąć alimenty z jego ojca. Czy mi się tylko wydaje, czy któraś po prostu potraktowała cię jak dojnego łosia, że jesteś tak przewrażliwiony na tym punkcie?

Wolność - wolność i robienie co się chce, w przypadku samotnej matki jest wtedy, kiedy może spuścić z oka swoją pociechę, która np. śpi. I uwierz mi, że kiedyś taką wolnością dla niektórych z nas było zwykłe wyjście do łazienki. Całe kilka minut bez dziecka...
Nie wiem czy to aż taka wolność, ten brak faceta, jako osoby o którą trzeba zadbać, pomartwić się, przytulić czy pogłaskać czasami. Kiedy wychowuje się samemu dziecko, nie ma już opcji robienia czego się chce, z kim się chce i kiedy się chce. Brak jest na to czasu i ochoty. Nie ma się obok siebie tej drugiej osoby, która wesprze, może z dobrej woli przejmie chociaż kilka obowiązków. Jest za to zmęczenie, znużenie, notoryczny brak czasu.

Dziecko nie zwalcza samotności. Poświęca się mu do pewnego wieku. Potem ono jest coraz bardziej samodzielne, a my musimy mu pozwolić na tę samodzielność. Nie wychowuje się dzieci dla siebie, tylko dla świata, jak ktoś kiedyś mądrze powiedział. Dorastające dzieci mają już swoje sprawy, towarzystwo, zajęcia, obecność mamy nie jest już tak potrzebna jak wcześniej. I uwierz mi, kiedy moje zaczęły dorastać, to po raz pierwszy po tych nastu latach, miałam czas, aby wleźć spokojnie z książką do wanny, czy obejrzeć w spokoju cały film. Bez nieustannego - mamo to..., a mamo tamto. Tak, poczułam się na swój sposób wolna, odetchnęłam nieco i wreszcie miałam trochę czasu wyłącznie dla siebie.

Pieniądze - chciałabym mieć na tyle wysokie alimenty oraz, aby ojciec moich dzieci chciał je jeszcze płacić, abym nie musiała tyle pracować i dorabiać po etacie na drugiej zmianie ( bo i tak nieraz trzeba). Nie wszystkie kobiety łapią facetów na dziecko, wyłącznie w celu wyciągnięcia z nich pieniędzy. Niekiedy trzeba zakończyć związek, mimo, że ślubowało się, ponieważ dalsze życie w takim małżeństwie jest niemożliwe. Czasami trzeba uciec z takiego związku, aby nie krzywdzić dzieci.
- Kto ty?
- Dobra wróżka
- Ale dlaczego z siekierą?
- Widzisz jak ty mało wiesz o dobrych wróżkach :)
popieram tę opinię 8 nie zgadzam się z tą opinią 0
Z swojego ograniczonego czasu, kiedy młodzi byli mali jeszcze, nie zapomnę chyba nigdy wieczornego wyprowadzania psa. W spadku po byłym mężu został nam pies, nie chciałam go oddawać nikomu. O ile w dzień dało się to pogodzić z małymi, to wieczorem robiło się ciekawie. Po 22.00 zasuwałam z psem na kwadrans, aby jak tylko się załatwi, biegiem wracać do domu, bo nie daj boże, któreś jednak się przebudzi. I weź tu teraz powiedz potencjalnemu przyjacielowi, że masz czas między 22.00 - 22.15 :) Może podejdzie pod dom, to wybiegając z psem, rzuci mu się w przelocie "cześć" i tyle.
- Kto ty?
- Dobra wróżka
- Ale dlaczego z siekierą?
- Widzisz jak ty mało wiesz o dobrych wróżkach :)
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0

Inne tematy z forum Kobieta

jak schudnąć... :( (196 odpowiedzi)

Dziewczyny poradzcie cos bo juz nie mam sily... Byłam ostatnio na tym całym Dukanie ale nic waga...

do góry