Widok
z rzeczy absolutnie obiektywnych wiem, że trzeba uważać na właścicielkę tzn, wszystko od razu spisywać, a w dniu wesela włożyc na kogoś obowiązek kontrolowania, czy wszystko, co było usatlone pojawai się na stołach i czy w nie zmniejszonych ilościach.
kończąc temat, co do obsługi - ja tak zostałam wychowana, że nie je sie przystawki i dania głównego tymi samymi sztućcami, zupę podaje sie z jednej strony, napój z innej itp. - przestrzega się tego nawet w domu i jest absolutnie dla nas naturalne, a nie sztywne czy wyuczone - więc w naturalny sposób irytuję się, gdy kelenr o podawaniu wie mniej ode mnie. Nie toleruję też półmisków na stole, przy którym się je, półmiski, z których każdy sobie nabiera mogą być owszem - ale tylko na wolnostojącym bufecie. ale naprawdę nie dla każdego musi to mieć jakiekolwiek znaczenie.
kończąc temat, co do obsługi - ja tak zostałam wychowana, że nie je sie przystawki i dania głównego tymi samymi sztućcami, zupę podaje sie z jednej strony, napój z innej itp. - przestrzega się tego nawet w domu i jest absolutnie dla nas naturalne, a nie sztywne czy wyuczone - więc w naturalny sposób irytuję się, gdy kelenr o podawaniu wie mniej ode mnie. Nie toleruję też półmisków na stole, przy którym się je, półmiski, z których każdy sobie nabiera mogą być owszem - ale tylko na wolnostojącym bufecie. ale naprawdę nie dla każdego musi to mieć jakiekolwiek znaczenie.
Ja nie planuję bo nie pomieszczę tam 110 osób tak żeby się choć troche widziały. Ale gdybym miała mniej to wybrałabym jedną z dwóch opcji:
1) (opcja knajpiana) stół "najważniejszy" w jadalnianej, tańce w kryształowej, goście w jadalnianej i oranżerii (60 os podobno spoko i na to wygląda), zamiennie - tańce w jadalnianej, a siedzenie w kryształowej, w zasadzie nic nie zmienia
2) tańce w części "korytarzowej" (tam gdzie stoi komputer i desery), stół najważniejszy w kryształowej - ta opcja wydawała mi sie naturalna, a potem jeszcze dowiedziałam, że tak właśnie było przed wojną na hucznych w tym miejscu imprezach, ale może pomysł knajpy jest lepszy. chociaz wydaje mi się, że w ten sposób goście najlepiej sie i parkiet widzą. z tego niby-korytarza wszystko mogą zabrać. czyli goście siedzą w oranżerii, jadalnianej, kryształowej (ok 80 os)
Jest jeszcze jedna opcja - moim zdaniem niezła, a może nawet najelpesza. U góry są dwie śliczne eleganckie sale konferencyjne, są tam dwie pary szeroko otwieranych drzwi, tak że de facto robi się jedna sala. Bardzo mi się podoba, tam już jest zupełnie "przestronnie", choć nie tak wymyślnie jak na dole. Zdaniem pana, który mnie oprowadzał są zbyt ascetyczne, ale ja tak nie uważam. Mają ładne okna, ściany, śliczne stiuki, są wysokie - styl pałacykowo - skromny, odrobina niezbyt nachalnej scenografii i super. Jedyne co ohydne, to wielka nalepka "wc" na zabytkowych drzwiach - nie wiem co za debil ją tam nakleił.
1) (opcja knajpiana) stół "najważniejszy" w jadalnianej, tańce w kryształowej, goście w jadalnianej i oranżerii (60 os podobno spoko i na to wygląda), zamiennie - tańce w jadalnianej, a siedzenie w kryształowej, w zasadzie nic nie zmienia
2) tańce w części "korytarzowej" (tam gdzie stoi komputer i desery), stół najważniejszy w kryształowej - ta opcja wydawała mi sie naturalna, a potem jeszcze dowiedziałam, że tak właśnie było przed wojną na hucznych w tym miejscu imprezach, ale może pomysł knajpy jest lepszy. chociaz wydaje mi się, że w ten sposób goście najlepiej sie i parkiet widzą. z tego niby-korytarza wszystko mogą zabrać. czyli goście siedzą w oranżerii, jadalnianej, kryształowej (ok 80 os)
Jest jeszcze jedna opcja - moim zdaniem niezła, a może nawet najelpesza. U góry są dwie śliczne eleganckie sale konferencyjne, są tam dwie pary szeroko otwieranych drzwi, tak że de facto robi się jedna sala. Bardzo mi się podoba, tam już jest zupełnie "przestronnie", choć nie tak wymyślnie jak na dole. Zdaniem pana, który mnie oprowadzał są zbyt ascetyczne, ale ja tak nie uważam. Mają ładne okna, ściany, śliczne stiuki, są wysokie - styl pałacykowo - skromny, odrobina niezbyt nachalnej scenografii i super. Jedyne co ohydne, to wielka nalepka "wc" na zabytkowych drzwiach - nie wiem co za debil ją tam nakleił.
Od razu zaznaczyłam, że dla każdego co innego jest eleganckie. Mi nie chodzi o przepych, tylko o gust - dla mnie np. fototapety nie są eleganckie, ale podkreślam, że każdy ma inne kryteria. Natomiast dzisiaj rozmawiałam z koleżanką, która robiła tam wesele i powiedziała, że drugi raz by się na pewno nie zdecydowała - wtedy nie miała wyboru, bo nie było nigdzie wolnych terminów.
A ja sie nie zgadzam, ż tam nie jest elegancko, ale to też zalez kto czego oczekuję. Ja chcę skromnego wesela, nie lubię przepychu i i dla mnie najbardziej liczy się rodzinna atmosfera. Uważam, że mojej rodzinie i znajomym będzie tam bardzo przytulnie i chce żeby wszyscy czuli sie dobrze i swojsko. Nie chciałabym trafić do knajpy gdzie kelner bedzie miał droższy garnitur niż Pan Młody. Poza tym słyszałam same dobre opinie na temat tej knajpki, nawet od księdza z kościoła Św. Bernarda i nie tylko, że właśnie jedzenie jest super.
to zależy jakie masz prefernecje. gdzies tu przeczytalam na forum wypowiedz, ze jest tam bardzo elegancko. ja bym moglo powiedziec o tej knajpie wszystko, ale nie ze jest elegancka - wiec jak widac opinie sa rozne. dla mnie jest tam malo miejsca, brzydki wystroj. jedzenie srednie, ani dobre ani zle, raczej brzydko podane, obsługa nie wyszkolona. na wesele w klimacie rodzinnym na pewno się nadaje, ale jeśli przywykła do dobrej obsługi, zwracasz uwagę nie tylko na to, jak coś smakuje, ale też jak wygląda itp itd - to nie jest to miejsce dla Ciebie. Byłam na gorszym weselu niż to w Skarpowej, ale jednak i Skarpowa zdecydowaniu sytuuje się w czołówce mojej listy do omijania z daleka. Natomiast jeśli ta okolica Cię interesuje, to może u Przyjaciół na Polnej? Bardzo dawno tam nie byłam i nie apmiętam zbyt dobrze ile jest miejsca, ale podobało mi się tam. Może być jednak podobny problem z obsługą, ale jedzenie jest na pewno o niebo lepsze.
Ja dzisiaj znowu byłam w moim Uphagenie, z nadzieją, że może wymyślę, że coś się da - ale się nie da, za mało by się goście widzieli. Na 50 - 60 osób bosko, ja już przejrzałam całe Trójmiasto i uważam, że żadne miejsce temu do pięt nie dorasta. Byłam z moimi rodzicami i narzeczonym wszystkich aż przytkało z wrażenia, odżałować nie mogę...
Ja dzisiaj znowu byłam w moim Uphagenie, z nadzieją, że może wymyślę, że coś się da - ale się nie da, za mało by się goście widzieli. Na 50 - 60 osób bosko, ja już przejrzałam całe Trójmiasto i uważam, że żadne miejsce temu do pięt nie dorasta. Byłam z moimi rodzicami i narzeczonym wszystkich aż przytkało z wrażenia, odżałować nie mogę...