Widok
Wiesz...trochę juz przerobiłam w swoim zyciu i doskonale wiem,ze najbardziej obiecujące związki,obietnice i szalona miłość rozpada się.Czasami oczywiście,bo nie zawsze,ale coraz częściej.Wiem to z doświadczenia.
Nie chcę kolejnego rozczarowania i przeżywania wielkiej tragedii swojego życia....dlatego jestem nastawiona tak a nie inaczej.Wtedy z podniesioną głową zniosę porażkę,a nie zacznę skomleć jak pies.
Nie,nie,nie......nigdy nie zmienię zdania.
Może i jestem niedowiarek,ale tak zostanie,co nie zmienia faktu,że wszystkim parą życzę wszystkiego naj...naj...naj....
Nie chcę kolejnego rozczarowania i przeżywania wielkiej tragedii swojego życia....dlatego jestem nastawiona tak a nie inaczej.Wtedy z podniesioną głową zniosę porażkę,a nie zacznę skomleć jak pies.
Nie,nie,nie......nigdy nie zmienię zdania.
Może i jestem niedowiarek,ale tak zostanie,co nie zmienia faktu,że wszystkim parą życzę wszystkiego naj...naj...naj....
Rozumiem cię:-))) ja tez nikogo nie neguję,kazdy wybiera drogę która chce iść Ja chcę isc droga Boga i wziełam slub kościelny poniewaz chce byc z tym człowiekiem na smierć i zycze oraz na dobre i na złe. Ten kto sie rozwodzi niech sie rozwodzi to ich zycie.My nie zamierzamy ani teraz ,ani potem a zyjemy ze soba juz ponad 11 lat.
Właśnie ...."bo tak bedzie".A wyobraź sobie (na przykład),że za 5 lat coś wam nie wyjdzie w związku i nie da się tego naprawić.Rozejdziecie się,ale.....chcesz być wolna od niego,on od ciebie i tu lipa.....nie da rady.Bo "co Bógł złączył niech człowiek nie rozdziela"(czy jakoś tak)to jesteś już skazana na tego człowieka do końca życia,właśnie wobec Boga.
A ja gdybym miała kiedyś (odpukać)taką sytuację to,gdy się już z kimś rozstaję to chcę być niezależna pod KAŻDYM względem.A biorąc ślub kościelny niestety miałabym tą świadomość,że nie jestem.Co z tego,że sąd dałby nam rozwód,jak wobec Boga bylibyśmy nadal małżeństwem.Czułąbym się z tym fatalnie bynajmniej.
Ale podkreślam po raz kolejny!!!!!!!!!!!!!!!!!
Biorąc ślub nie mysli się o rozwodzie,bo gdyby tak było to po co w ogóle się pobierać??????????????????????
A ja gdybym miała kiedyś (odpukać)taką sytuację to,gdy się już z kimś rozstaję to chcę być niezależna pod KAŻDYM względem.A biorąc ślub kościelny niestety miałabym tą świadomość,że nie jestem.Co z tego,że sąd dałby nam rozwód,jak wobec Boga bylibyśmy nadal małżeństwem.Czułąbym się z tym fatalnie bynajmniej.
Ale podkreślam po raz kolejny!!!!!!!!!!!!!!!!!
Biorąc ślub nie mysli się o rozwodzie,bo gdyby tak było to po co w ogóle się pobierać??????????????????????
Mandarynak....jesdem pewna jego jak nikogo innego na świecie.Wiem,że mnie nie skrzywdzi i ja także nie mam takiego zamiaru.Ślubowanie w urzędzie,a ślubowanie w kościele to dla mnie WIELKA różnica.Wobec Boga to co innego niż tylko podpisanie aktu małżeństwa.Chodzi mi oto,że oprócz papierka jestem z nim związana jeszcze jakąś więxią której nikt nie może rozwiązać.Nie mam zamiaru się z nim rozwodzić bo bardzo go kocham,ale ślub kościelny to ślub kościelny.Ani ja ,ani on nie jesteśmy praktykujący i aż tak wierzący,więc nie widzę potrzeby przyżekania sobie w Kościele skoro i tak nas z nim nic nie łaczy tak naprawdę.Po co???Jaki byłby sens tego.
Tak czy siak będziemy małżeństem,będziemy mieli dzieci i bedziemy je wychowywali zgodnie z tym w co wierzymy.Więc do niczego tak naprawdę nie jest nam potrzebne błogosławieństwo.Nie neguję par zawierających małżeństo w kościele.To ich sprawa,ich moralność.Robią to co czują i w co wierzą.
Tak czy siak będziemy małżeństem,będziemy mieli dzieci i bedziemy je wychowywali zgodnie z tym w co wierzymy.Więc do niczego tak naprawdę nie jest nam potrzebne błogosławieństwo.Nie neguję par zawierających małżeństo w kościele.To ich sprawa,ich moralność.Robią to co czują i w co wierzą.
Nefrete tu nie chodzi o tradycję...ale o jakies zobowiazanie wzgledem siebie osoby której kochasz i Boga. Owszem rozwody rozwodami .I niczego nie da sie przewidzieć.Ale...mam wrazenie ze ty tak do końca nie jestes pewna swojego narzeczeczonego piszac a "gdyby". Nie obraz sie ,ale takie odnosze wrazenie.I tu wcale nie chodzi o slub kościelny...Skoro wychodzisz z takiego załozenia to pomysl???Nie lepiej zyc na kocia łape??? Niz zostać rozwódką??? Ja wziełam slub koscielny chociaz tez do końca nie jestem praktykujaca chociaz wierze, ale zrobiłam to dla Nas i dlatego ,ze wiem ,ze nie rozwiode sie z tym facetem.
Długa zgadzam się z Tobą w części.Fakt co do mojej drugiej połówki to masz rację,był już żonaty,ale.................ja wcale nie chciałabym mieć ślubu kościelnego ponieważ:
1.nie jestem aż tak wierzącą osobą
2.nie jestem praktykująca
3 do niczego mi nie jest potrzebny,wcale lepiej nie czułabym się z kościelnym a niżeli z cywilnym
Nawet gdybyśmy mieli mozliwość ślubowania sobie w kościele to i tak bym nie chciała,bo nie mam takiej potrzeby.A tradycji z czegoś takiego jak ślub nie chce robić.
1.nie jestem aż tak wierzącą osobą
2.nie jestem praktykująca
3 do niczego mi nie jest potrzebny,wcale lepiej nie czułabym się z kościelnym a niżeli z cywilnym
Nawet gdybyśmy mieli mozliwość ślubowania sobie w kościele to i tak bym nie chciała,bo nie mam takiej potrzeby.A tradycji z czegoś takiego jak ślub nie chce robić.
Nikt przed ślubem nie zakłada,ze bedzie się rozwodził,bo wtedy ślubowanie byłoby bez sensu.No ale skąś się biorą rozpadające pary prawda????I coraz więcej ich niestety :(((
Rozwód to rozwód....w razie czego (odpókać)to zawsze mozesz wziąć ten ślub kościelny...nawet za 50 lata le możesz.a jak weźmiesz kościelny no to niestety rozwód rozwodem,ale zawsze jego zoną będziesz wobec Boga.
Rozwód to rozwód....w razie czego (odpókać)to zawsze mozesz wziąć ten ślub kościelny...nawet za 50 lata le możesz.a jak weźmiesz kościelny no to niestety rozwód rozwodem,ale zawsze jego zoną będziesz wobec Boga.