Widok
Jeżeli decydujesz sie na porod w osrodku uniwersyteckim musisz sie liczyc, ze beda tam studenci. Poza tym medycyny sie jeszcze nikt z ksiazki nie nauczyl. Dla pocieszenia jak przyjdzie co do czego to bedzie ci wszystko jedno, aby bylo po wszystkim. Studenci medycyny sa bardzo kulturalni, wiec spoko. Gorzej z pozostalymi kierunkami, ktore tam sie kreca - typu pielegniarstwo, ratownicy i inni pseudo... oni naprawde nie umieją się czasem zachowac :(
uczestniczą w obchodach,ale nie są natrętni ani nic w tym stylu,urodzilam 21 pazdziernika wiec niedawno i na świeżo moge powiedziec ze studenci nie gapili sie nachalnie w krocze,wrecz odwrotnie,przy obchodach patrzeli bardziej w sufit żeby nie krępować leżących tam pań,musze powiedziec ze jestem zadowolona z tego szpitala
Ja pamiętam, że jak tam leżałam pielęgniarka miała problem z założeniem wenflonu i zawołała inną, z którą przyszły 2 czy 3 studentki - wrażliwa jestem i bardzo ten wenflon przeżywałam ;p - poprosiłam czy studentki mogłyby wyjść i mogły :) To była jedyna sytuacja, w której poprosiłam, by studenci byli nieobecni i nie było problemu...
Podczas przyjęcia na patologię ciąży w 38 tyg ciąży na IP z lekarką przyszedł jeden student, był przy rozmowie, ale pani doktor dała mi kartkę do podpisania czy zgadzam się na studentów czy nie no i zgodziłam. Na fotelu zbadała mnie lekarka i spytała czy zgadzam się żeby student zbadał ale nie muszę.
Potem na PC studenci byli na obchodzie, ale nic nie robili tylko obserwowali obchód.
Potem w dniu porodu na IP w pokoju była lekarka i 3 studentów, weszłam i spadła mi szczęka. Pani doktor dała jednej studentce rękawiczki i wziernik, a chłopakowi rękawiczki, spojrzałam się i spytałam czy zwariowała, że ja nie wyraziłam zgody na jakiekolwiek badanie przez studentów, na co Ona mi odparła, że to szpital kliniczny, nie rejonowy, że tu studenci się uczą i ja nie mam nic do gadania, dziwne że tydzień temu mogłam decydować. Zbadała mnie tylko studentka i potem lekarka po niej.
Podczas porodu nie było żadnych studentów.
Na obchodach byli studenci, ale też obserwowali. Raz jeden studen spytał czy może dotknąć brzuch żeby zobaczyć jak obkurcza macica i raz przyszła dziewczyna studentka z pediatrii i zapytała czy możemy porozmawiać i zgodziłam się. Była miła i wystraszona, pytała, czy dziecko zdrowe, jak przebiegała ciąża. :)
To tyle z moich przeżyć.
Mnie przerażał fakt, że będę badana przez studentów i lekarza jak królik doświadczalny, a że badanie ginekologiczne sprawia mi ból więc tego nie chciałam, ale co się okazało studenci są bardzo delikatni i nie boli badanie w porównaniu z badaniem przez lekarza...
Potem na PC studenci byli na obchodzie, ale nic nie robili tylko obserwowali obchód.
Potem w dniu porodu na IP w pokoju była lekarka i 3 studentów, weszłam i spadła mi szczęka. Pani doktor dała jednej studentce rękawiczki i wziernik, a chłopakowi rękawiczki, spojrzałam się i spytałam czy zwariowała, że ja nie wyraziłam zgody na jakiekolwiek badanie przez studentów, na co Ona mi odparła, że to szpital kliniczny, nie rejonowy, że tu studenci się uczą i ja nie mam nic do gadania, dziwne że tydzień temu mogłam decydować. Zbadała mnie tylko studentka i potem lekarka po niej.
Podczas porodu nie było żadnych studentów.
Na obchodach byli studenci, ale też obserwowali. Raz jeden studen spytał czy może dotknąć brzuch żeby zobaczyć jak obkurcza macica i raz przyszła dziewczyna studentka z pediatrii i zapytała czy możemy porozmawiać i zgodziłam się. Była miła i wystraszona, pytała, czy dziecko zdrowe, jak przebiegała ciąża. :)
To tyle z moich przeżyć.
Mnie przerażał fakt, że będę badana przez studentów i lekarza jak królik doświadczalny, a że badanie ginekologiczne sprawia mi ból więc tego nie chciałam, ale co się okazało studenci są bardzo delikatni i nie boli badanie w porównaniu z badaniem przez lekarza...
Ja mialam cesarke na Klinicznej, wiec przy porodzie nie bylo studentow, moze tez dlatego, ze zglosilam sie do szpitala po 18stej ;) Przez kolejne 3 dni studenci przychodzili w sumie dosyc czesto, ale jakos mi to nie przeszkadzalo. Wiem, ze musza sie jakos uczyc, ale chyba badac bym sie studentowi nie dala. Przychodzily studentki/nci z pediatrii, rehabilitacji itp. Pokazywalam im brzuch, sprawdzali obkurczanie macicy, zadawali mnostwo pytan. Czasami mnie to wkurzalo, bo nawet zdrzemnac sie nie bylo mozna. Na szczescie dzieciatka mi nie budzili, bo nie pozwalalam-Maly zasypial z wielkim trudem. Generalnie, troche mnie denerwowali, ale ogolnie bylo spoko :)
Ja rodzilam przez cc 2 lata temu,w liocu,Kliniczna pełna studentow,na poczatku bylam przerazona,ale w rezultacie bylam bardzo,ale to bardzo zadowolona,na sali porodowej gdzie mnie przygotowywali do cc ,studentki delikatne,mile,na sali pooperacyjnej w ciagu dnia jak byly studentki bylo idealnie,pytaly co potrzeba ,dawaly leki,pomagaly,a w nocy jak juz byly 'stare polozne' to ju tak fajnie nie bylo:)
Ja nie narzekam:)
Ja nie narzekam:)
Ja rodziłam 3 lata temu na Klinicznej ale w nocy i studentów nie było.Potem na sali w sumie tak nie pamiętam.Tylko na drugi dzień po badaniach okazało się że jest chory toprzyszła lekarka ze studentką i to właśnie studentka powiedziała,że musza zabrać małego bo ma zakażenie.Ok. ale tak sięprzestraszyłam bostarała się to powiedzieć delikatnie ale słowo zakażenie zabrzmiało bardzo żle dla mnie i zaraz poty wyszłam i się poryczalam zadzwoniłam do męża,że cos jest nie tak i nie wiem co się dzieje.Najgorsze godziny życia.Ale okazało się że nie doleczyłam w ciąży infekci i dlatego mały musiał dostac antybiotyk i zostaliśmy dłużej w szpitalu.
Po 3 dniach przenieśli nas na inna sale dla tych co muszą zostać dłużej.Najbardziej mi się podobało to że jedna osoba może zawsze wejść na saledo Ciebie i dziecka.Mój mąż zawsze przychodził i z nami siedział.Robił mi jedzonko mógł mi pomóc po porodzie pójść pod prysznic i posiedzieć tam ze mną wrazie czego.
No i studenci właśnie byli tylko na obchodzie jak byliśmy juz na tej drugiej sali na innym pietrze.Zajrzeli nie wszyscy jak to wygląda właśnie chyba jedna zbadałabrzuch jak się wszystko obkurcza.Za to małego troche wymęczyli bo codziennie pobierali krew ażmiał wielkiego siniaka na rączce.Teraz bym na to nie pozwoliła.
Po 3 dniach przenieśli nas na inna sale dla tych co muszą zostać dłużej.Najbardziej mi się podobało to że jedna osoba może zawsze wejść na saledo Ciebie i dziecka.Mój mąż zawsze przychodził i z nami siedział.Robił mi jedzonko mógł mi pomóc po porodzie pójść pod prysznic i posiedzieć tam ze mną wrazie czego.
No i studenci właśnie byli tylko na obchodzie jak byliśmy juz na tej drugiej sali na innym pietrze.Zajrzeli nie wszyscy jak to wygląda właśnie chyba jedna zbadałabrzuch jak się wszystko obkurcza.Za to małego troche wymęczyli bo codziennie pobierali krew ażmiał wielkiego siniaka na rączce.Teraz bym na to nie pozwoliła.
06.07.2009r. - 3705g, 60 cm, synuś,
20.02.2015r.-26.04.2015r.-10tc - Aniołek
20.04.2017r.-przewidywany termin porodu
20.02.2015r.-26.04.2015r.-10tc - Aniołek
20.04.2017r.-przewidywany termin porodu
Aha no i studenci są dokładniejsi moim zdaniem i delikatniejsi.Stwierdzam to po tym jak wyrywałam ostatnio zęba u studentów.Bałam sięże cośnie tak zrobią a tak naprawde bardzo dokładnie wszystko robiła i jeszcze lekarza dopytywała a tu a tam jeszcze itp.Więc wszędzie pewnie tak jest bo chcą zabłysnąć przed lekarzem i czegoś się nauczyć w końcu.
06.07.2009r. - 3705g, 60 cm, synuś,
20.02.2015r.-26.04.2015r.-10tc - Aniołek
20.04.2017r.-przewidywany termin porodu
20.02.2015r.-26.04.2015r.-10tc - Aniołek
20.04.2017r.-przewidywany termin porodu
no jak rodzilam to zrobila sie wlasnie afera ze studentami:)
lezalam na patologii, i studenci byli przy badaniach, koelzanki sie buzyly ze nie wyrazily zgody, albo nie zostały poinfonrowane ze moze byc taka sytuacja, no i zaczelo sie... akcja student, lekarz i pacjent, lekarz darl sie na pacjetke ze przyszla tutaj to znaczy wlasie ze nie ma nic do powodzenia, ze oni tez musza sie kiedys nauczyc, i my jestesmy od tego zeby udostepniac , ze jezli nam sie cos nie podoba to droga wolna, ze inne szpitale powinny przyjac i takie ble , ble,
a tak przychodzili pogadac i nieraz 3 razy to samo sie mowilo,
mi tam nie przeszkadzali, jak czlowiek tak lezy i czeka na tej patologi to sobie pogada, do mnie przychodzila swieta trojca i czas lecial, pomagali, takze nie ma problemu , no ale fakt nie jest fajowo przy porodzie naturalnym , fakt ja mialam cesarke i nikogo inie bylo, moze ze to byla sobota dzien wolny :)
lezalam na patologii, i studenci byli przy badaniach, koelzanki sie buzyly ze nie wyrazily zgody, albo nie zostały poinfonrowane ze moze byc taka sytuacja, no i zaczelo sie... akcja student, lekarz i pacjent, lekarz darl sie na pacjetke ze przyszla tutaj to znaczy wlasie ze nie ma nic do powodzenia, ze oni tez musza sie kiedys nauczyc, i my jestesmy od tego zeby udostepniac , ze jezli nam sie cos nie podoba to droga wolna, ze inne szpitale powinny przyjac i takie ble , ble,
a tak przychodzili pogadac i nieraz 3 razy to samo sie mowilo,
mi tam nie przeszkadzali, jak czlowiek tak lezy i czeka na tej patologi to sobie pogada, do mnie przychodzila swieta trojca i czas lecial, pomagali, takze nie ma problemu , no ale fakt nie jest fajowo przy porodzie naturalnym , fakt ja mialam cesarke i nikogo inie bylo, moze ze to byla sobota dzien wolny :)
ja rodziłam na klinicznej 2 lata temu - męczyłam się 12 godzin ... na sali porodowej przez całą noc nikt mi nawet szklanki wody nie podał tylko piguly byly obuzone ze mnieprzyjeto skoro juz tera zaraz za chwile nie urodze..bylam tak spragniona, ze kranowe zaczelam pic..ale gdy przyszli nad ranem studenci - to po pierwsze mialam na wylacznosc studentkę poloznictwa ktora bardzo delikatnie starala sie mi pomoc w tych meczarniach i robila wszystko co tylko jej do glowy przyszlo, a stare pielegniary mialy w d*pie wszystko i wszystkic. Jeśli chodzi o studentow lekarzy to ja im wrecz zaproponowaam by dotkneli brzucha czy tamco musieli- ale tylko dwoje sie odwazylo dotknac brzucha, reszta spokojnie wręcz wycofana - po prostu musza odbębnic i juz- normalne, bycie studentem medycyny i poloznictwa nie jest łatwe, zwłaszcza gdy baby na sam widok studenta wydzieraja sie ze sobie nie życza...
Tak, studenci się kręcą. Czasem mniej, czasem więcej, zależnie od tego, jaki to dzień tygodnia, pora dnia, czy np są wakacje. Zwykle chodzą grupami po kilka osób i patrzą, przysłuchują się. Czasem można być przez studenta zbadaną, ale to najwyżej przez 1-2, nie przez całą grupę. Może się zdarzyć tak, że przy porodzie albo np w czasie usg jest kilku, ale na pewno badać wszyscy ie będą. No i trzeba się przygotować, że może być tak, że kilka razy będzie przychodzić inna grupa i będą wypytywać po raz kolejny o to samo.
No i prawda jest taka, że to jest szpital uniwersytecki i jak się go wybiera, to trzeba się liczyć z tym, że są tam przeprowadzane zajęcia. Jak pacjenci nie wyrażają zgody, a nie są np w ciężkim stanie czy jakoś bardzo wymęczeni, to lekarze prowadzący zajęcia starają się przekonać, żeby jednak się zgodzili.
No i prawda jest taka, że to jest szpital uniwersytecki i jak się go wybiera, to trzeba się liczyć z tym, że są tam przeprowadzane zajęcia. Jak pacjenci nie wyrażają zgody, a nie są np w ciężkim stanie czy jakoś bardzo wymęczeni, to lekarze prowadzący zajęcia starają się przekonać, żeby jednak się zgodzili.
jak ponad dwa lata temu leżałam na patologii ciąży w Redłowie przy badaniu miało być chyba z 10osób( położne, lekarze) w tym studenci.Nie bardzo się na to zgadzałam wiec poprosiłam aby część osób opuściło gabinet. Oprócz tego ze pacjent się leczy ma prawo do zachowania intymności! Następny razem poproście o Kartę Praw Pacjenta-w każdym szpitalu muszą Wam dać ja chociaż do przeczytania. Nie trzeba się zgadzać na wszystko.Nawet jeśli jest to szpital Kliniczny!
Wszystko zależy od ludzi, studentów, lekarzy - od ich zachowania i ilości!. Wszyscy wiemy, że młodzi lekarze muszą się gdzieś uczyć, żeby potem wiedzieli, jak leczyć. Ale nie oznacza to sytuacji, kiedy grupa studentów przychodzi na praktyki i chce je po prostu odbębnić. To nie ma NIC wspólnego z nauką przyszłego zawodu. I nie jest tak, że skoro wybierasz szpital klinczny to musisz zgodzić się na obecność studentów. Gdyby tak było, nie byłoby konieczności podpisywania takowej zgody przez pacjentkę. Jeśli coś w prawie się zmieni i rzecywiście będzie tak, że w szpitalu uniwersyteckim studenci będą mogli być przy wszystkich sytaucjach, to wówczas zgodzę się z tym, że skoro wybrałaś taki szpital, musisz się z ich obecnością godzić. Póki co, trzeba wyrazić na to zgodę i personel musi uszanować wolę pacjentki, kiedy powie "nie", bo takie na razie są procedury i tyle. Dwa razy leżałam na Klinicznej i raz zgodę podpisałam, a raz nie.
Chciałam jeszcze dodać, że studenci stomatologii, którzy NIGDY nie będą lekarzami ginekologami, też mają praktyki na porodówce. Mają tylko kilka godzin do odpękania. Moja koleżanka jest dentystką i miała takie praktyki na jakomś wczesnym roku studiów, no bo późniejsze lata to już nie ma czasu na d*perele niezwiązane ściśle z przyszlym zawodem - czyli stomatologią. Praktyki zaliczali w grupie ok 8-10 osób.
Obecność takich studentów jest wg mnie, nie tylko bardzo krępująca dla rodzącej, ale też nie ma absolutnie uzasadnienia że teraz młodzi musza nauczyć się przyszłego zawodu.
Obecność takich studentów jest wg mnie, nie tylko bardzo krępująca dla rodzącej, ale też nie ma absolutnie uzasadnienia że teraz młodzi musza nauczyć się przyszłego zawodu.
Mieszkam co prawda za granica, ale zawsze gdy lekarz szkolil jakiegos studenta/tow bylam pytana czy zgadzam sie na to by byli przy mojej wizycie.I zgadzalam, z reguly jest tak ze ucza sie wiec lekarz jest dokladniejszy,by pokazac im co i jak:) I tak bylo.
Rodzilam rowniez w towarzystwie osoby uczacej sie, a moj porod ktory mialam w wodzie tez ogladac mieli studenci,bylam pytana czy sobie zycze i nie mialam z tym problemu, no ale zaczely sie komplikacje w wodzie wiec szybko podpieto mnie pod aparatury i przewieziona na inna sale.
Ale w szkole rodzenia wrecz polecano mi by zgadzac sie na studentow bo wtedy jest inna niby lepsza opieka.I rzeczywiscie studenci maja wiecej czasu,troszcza sie.chca pomoc itp:) wspominam bardzo dobrze, no z tym ze nie wiem jak jest w Polsce
Rodzilam rowniez w towarzystwie osoby uczacej sie, a moj porod ktory mialam w wodzie tez ogladac mieli studenci,bylam pytana czy sobie zycze i nie mialam z tym problemu, no ale zaczely sie komplikacje w wodzie wiec szybko podpieto mnie pod aparatury i przewieziona na inna sale.
Ale w szkole rodzenia wrecz polecano mi by zgadzac sie na studentow bo wtedy jest inna niby lepsza opieka.I rzeczywiscie studenci maja wiecej czasu,troszcza sie.chca pomoc itp:) wspominam bardzo dobrze, no z tym ze nie wiem jak jest w Polsce
Myślę, że studenci moga być pomocni ale co innego, jak jedna czy dwie osoby są przy tobie i uczestnicza w porodzie a co innego, jak przychodzi 10 osób po to, by odpękac praktyki. Mi kiedyś jedna dziewczyna opowiadała, że rodziła na Klinicznej i przy porodzie byli obecni studenci ale jej za bardzo nie przeszkadzali, bo ciągle wysyłali sms-y, czy grali na swoich telefonach, bo lekarz coś opowiadał, pokazywał ale zainteresowana była jedna czy dwie osoby. To nie o to w tym chodzi.
Jeżeli nie podoba wam się obecność studentów to idźcie rodzić do prywatnych szpitali,tylko przypadkiem trafiając do państwowego nie dziwcie się że pielęgniarka czy lekarz czegoś nie potrafią,w książce ciężko wymacać np.jak obkurcza się macica po porodzie..........Po co korzystacie z państwówki w której wiadomo że mogą być studenci,niektóre "mamusie" zachowują się jak święte krowy i myślą że im cały personel będzie padał do stóp.Chcesz być traktowana jak królowa to sio do prywatnego ( chociaż tam też nikt do stóp padał nie będzie......)
ale widzę, że jednak nie można żądać opuszczenia sali :
"§ można nie zgodzić się, by w badaniach i zabiegach brały udział osoby, których obecność i pomoc w czasie porodu nie jest konieczna
Nie dotyczy to jednak osób uczących się zawodów medycznych, m.in. w klinikach i szpitalach akademii medycznych. Tam uzyskanie Twojej zgody na obecność studentów i stażystów nie jest wymagane, ale ich udział powinien wynikać ze względów dydaktycznych. Osoba opiekująca się studentami powinna dopilnować, aby Twoja godność była uszanowana."
ja i tak na klinicznej bym nie chciała rodzić :)))
"§ można nie zgodzić się, by w badaniach i zabiegach brały udział osoby, których obecność i pomoc w czasie porodu nie jest konieczna
Nie dotyczy to jednak osób uczących się zawodów medycznych, m.in. w klinikach i szpitalach akademii medycznych. Tam uzyskanie Twojej zgody na obecność studentów i stażystów nie jest wymagane, ale ich udział powinien wynikać ze względów dydaktycznych. Osoba opiekująca się studentami powinna dopilnować, aby Twoja godność była uszanowana."
ja i tak na klinicznej bym nie chciała rodzić :)))
Niestety (oczywiście nie wszystkie) ale niektóre "mamusie" tak się właśnie zachowują jak święte krowy ,myślą że są pępkiem świata,czytanie ze zrozumieniem się kłania nie napisałam że wszystkie ale niektóre,ja rodziłam na Zaspie 2 razy i też trafiłam na studentów,jakoś mi nie przeszkadzało w końcu MUSZĄ SIĘ GDZIEŚ NAUCZYĆ,niejednokrotnie studenci byli bardziej pomocni niż "stare wygi" ,jeżeli ktoś wybiera szpital kliniczna to niech liczy się z tym że mogą być studenci,a jeżeli jest bardzo wrażliwy i może odczuwać dyskomfort niech idzie do prywatnego szpitala,tam nie ma studentów.
mysle w przypadku szpitalu na klinicznej tu chodzi o kulture wykadowcow, ktorzy przychodza ze studnetami.
Bo nagminne bybylo, gdy lezalam na patologii, ze przychodzil jeden lekarz i 10 studentow. a jak przychodzil szef, to opwoiadla twoj przypadek ,jak bys byla nikim, bo tak sie nie mowi o czlowieku.
niestety znam przypadki, gdy pacjentka odmaiwa badania przy studentach, to slycszy od lekarza, zeby zmienial szpital...
Bo nagminne bybylo, gdy lezalam na patologii, ze przychodzil jeden lekarz i 10 studentow. a jak przychodzil szef, to opwoiadla twoj przypadek ,jak bys byla nikim, bo tak sie nie mowi o czlowieku.
niestety znam przypadki, gdy pacjentka odmaiwa badania przy studentach, to slycszy od lekarza, zeby zmienial szpital...
znalazłam w art.22 Karty Praw Pacjenta taki zapis:
Art. 22.
1. W celu realizacji prawa, o którym mowa w art. 20 ust. 1, osoba wykonująca zawód medyczny ma obowiązek postępować w sposób zapewniający poszanowanie intymności i godności pacjenta.
2. Osoby wykonujące zawód medyczny, inne niż udzielające świadczeń zdrowotnych, uczestniczą przy udzielaniu tych świadczeń tylko wtedy, gdy jest to niezbędne ze względu na rodzaj świadczenia. Uczestnictwo, a także obecność innych osób wymaga zgody pacjenta, a w przypadku pacjenta małoletniego, całkowicie ubezwłasnowolnionego lub niezdolnego do świadomego wyrażenia zgody, jego przedstawiciela ustawowego, i osoby wykonującej zawód medyczny, udzielającej świadczenia zdrowotnego.
Art. 22.
1. W celu realizacji prawa, o którym mowa w art. 20 ust. 1, osoba wykonująca zawód medyczny ma obowiązek postępować w sposób zapewniający poszanowanie intymności i godności pacjenta.
2. Osoby wykonujące zawód medyczny, inne niż udzielające świadczeń zdrowotnych, uczestniczą przy udzielaniu tych świadczeń tylko wtedy, gdy jest to niezbędne ze względu na rodzaj świadczenia. Uczestnictwo, a także obecność innych osób wymaga zgody pacjenta, a w przypadku pacjenta małoletniego, całkowicie ubezwłasnowolnionego lub niezdolnego do świadomego wyrażenia zgody, jego przedstawiciela ustawowego, i osoby wykonującej zawód medyczny, udzielającej świadczenia zdrowotnego.
Mnie studentka badała ginekologicznie przed operacją jajników, i wiem że muszą si kiedyś i na kimś uczyc, pierw zbadał lekarz, nie mowił co mi jest a pozniej ona i miala znaleźc mojego guza - matko, wiem ze ona sie denerwowala ale delikatnosci za grosz ;D hahaha
najlepsze jest to, ze po kilku latach trafilam na nioą przyadkiem jak juz jako lekarz pracowala - praktyka na mnie się przydala ;)
najlepsze jest to, ze po kilku latach trafilam na nioą przyadkiem jak juz jako lekarz pracowala - praktyka na mnie się przydala ;)
Madness is the gift, that has been given to me!!
do normalnej
Święte krowy czy nie... nic nie tłumaczy obecności przyszłych stomatologów w grupie 10-osobowej przy porodzie. Być może rzeczywiście coś się w prawie zmieniło i teraz nie trzeba mieć zgody na obecność studentów przy porodzie, badaniu w szpitalu klinicznym. Jak ja leżałam na Klinicznej dostawałam zawsze papierek do podpisania z taką zgodą. Raz podpisałam, a drugi raz nie - chciałam podpisać ale z zaznaczeniem, że przy wszystkich "zabiegach" wyrażam zgodę na obecnośc tylko jednej osoby z braci studenckiej. Nie chciałam, żeby oglądały mnie tłumy niekoniecznie zainteresowane. Odpowiedziano mi, że nie ma takiej możliwości, bo personel nie może przewidzieć, czy na oddziale będzie jedna osoba czy pięć a oni wszyscy muszą zaliczyć praktyki i się nauczyć czegoś. No to zgody nie podpisałam.
jak trafiłam na patologię 3 lata temu na Klinicznej to tez mi dali do podpisania ten świstek :) zgodziłam się. po tygodniu pobytu na patologii wywołali mi poród i urodziłam. jakoś nie przypominam sobie żeby studenci byli natrętni. jak był obchód to nawet na nich nie patrzyłam ;) rozmawiałam z lekarzem albo parzyłam sobie na ścianę ;)
żaden student mnie nie badał ginekologicznie, tylko macali brzuch ewentualnie :)
przy 2 porodzie nic nie podpisywałam bo czasu nie było ;) od pierwszego skurczu do urodzenia dziecka minęło 3 godziny. jak trafiłam do szpitala to po 20 minutach urodziłam ;) papiery wypełniałam jak parłam na porodówce :P
ale to sierpień był więc studentów nie było ;)
żaden student mnie nie badał ginekologicznie, tylko macali brzuch ewentualnie :)
przy 2 porodzie nic nie podpisywałam bo czasu nie było ;) od pierwszego skurczu do urodzenia dziecka minęło 3 godziny. jak trafiłam do szpitala to po 20 minutach urodziłam ;) papiery wypełniałam jak parłam na porodówce :P
ale to sierpień był więc studentów nie było ;)
Przy obu moich porodach byli studenci,zarówno przy cc jak i sn Podpisywałam na to zgodę.
za pierwszym razem -cc, studentki podawały mi wodę , rozmawiały ze mną podczas podawania oxy. BYło to miłe , bo szpital zamknięty dla odwiedzających ze względu na grypę. Zbuntowałam sie , gdy jedna z nich 4 razy próbowała mi założyć cewnik, To już było bolesne i poprosiłam o położną.
Przy sn było kilkoro studentów. Jeden z nich na zakończenie podszedł do mnie i powiedział , że pierwszy raz widział poród na żywo i wyraźnie wzruszony stwierdził , że będzie to już zawsze pamietał - miłe.
Wychodzę z założenia ,że fajnie gdyby moja córka mogł trafić na ginekologa , który miał szansę gdzieś praktycznie wykorzystać swoją wiedzę
za pierwszym razem -cc, studentki podawały mi wodę , rozmawiały ze mną podczas podawania oxy. BYło to miłe , bo szpital zamknięty dla odwiedzających ze względu na grypę. Zbuntowałam sie , gdy jedna z nich 4 razy próbowała mi założyć cewnik, To już było bolesne i poprosiłam o położną.
Przy sn było kilkoro studentów. Jeden z nich na zakończenie podszedł do mnie i powiedział , że pierwszy raz widział poród na żywo i wyraźnie wzruszony stwierdził , że będzie to już zawsze pamietał - miłe.
Wychodzę z założenia ,że fajnie gdyby moja córka mogł trafić na ginekologa , który miał szansę gdzieś praktycznie wykorzystać swoją wiedzę
Ja rodziłam na zaspie więc przy porodzie nie miałam takich doświadczeń ale jak byłam z synkiem w szpitalu na klinicznej to przyszła jedna pani doktor ze studentami i spytała czy mogą zbadać dziecko - zgodziłam się ponieważ tak jak większość forumek uważam, że to nasz obowiązek i inwestycja na przyszłość. Ale ja też jestem osobą, której za drzwiami gabinetu wstyd zostaje na zewnątrz. Dlatego nigdy też nie miałam problemów z lekarzem - mężczyzną.
W każdym razie studenci byli jak dzieci (pierwszy rok) i to badanie przeżyli bardziej niż mój synek ;) niech się uczą bo to taki zawód, że sama teoria na nie wiele się przyda
W każdym razie studenci byli jak dzieci (pierwszy rok) i to badanie przeżyli bardziej niż mój synek ;) niech się uczą bo to taki zawód, że sama teoria na nie wiele się przyda
A mi studenka Róża, 4 lata temu z pomocą położnych odebrała poród sn na Klinicznej - dziewczyna przez cały dzień od bodajrze 7 rano (na porodówce byłam od 5) do porodu do 17 chodziła przy mnie pytała czy coś mi potrzeba byłam bardzo zadowolona. Było widać że jest przestraszona ale dała radę nawet cięcie sama mi zrobiła.
Wychodzi, ze kliniczna lamie prawo
"5. Wyrażenia zgody (obok zgody lekarza) na uczestnictwo innych osób poza personelem
medycznym niezbędnym ze względu na rodzaj udzielanego Tobie świadczenia
zdrowotnego (art. 36 ust. 2 ustawy o zawodach lekarza i lekarza dentysty). "
znalazlam na stronie 10 Karty pacjenta
http://www2.mz.gov.pl/wwwfiles/ma_struktura/docs/karta_praw_pacjenta_07082007.pdf
Wynika jasno ,że studenci nie jest personelem niezbednym do udzielnie swiadczenia
medycznym niezbędnym ze względu na rodzaj udzielanego Tobie świadczenia
zdrowotnego (art. 36 ust. 2 ustawy o zawodach lekarza i lekarza dentysty). "
znalazlam na stronie 10 Karty pacjenta
http://www2.mz.gov.pl/wwwfiles/ma_struktura/docs/karta_praw_pacjenta_07082007.pdf
Wynika jasno ,że studenci nie jest personelem niezbednym do udzielnie swiadczenia
A ja szalenie miło wspominam studentów, pomocni, odpowiadają na wszystkie pytania, położne pomagają przy dzieciach, widać że mają do tego serducho :) Jedynie miałam nieprzyjemną akcję z wenflonem - przekuła mi żyłę i miałam krwiaka a jestem też wrażliwa na takie rzeczy, no ale taki drobiazg może się zdarzyć :) Młodzi ludzie pełni pasji, chętni do zawodu a nie zmęczeni życiem jak część personelu :) Zwykle delikatni bo zestresowani :)