Widok
Być może obracasz się w patologicznym środowisku, skoro byłeś świadkiem setek rozwodów. Dlatego też proszę o badania naukowe w tym temacie. Jeżeli mi takowe przedstawisz, zgodzę się z Twoją tezą. Dlaczego popaprany, bo masz chłopie problem z kobietami. Nie wiem czy sięga on dzieciństwa, może dominująca matka, czy zostałeś brutalnie odrzucony w latach młodzieńczych, czy też była żona się zdenerwowała i dała Ci bana na komputer. Poszukaj w przeszłości, a dowiesz się dlaczego Twój sposób widzenia świata wydaje się być "popaprany". Na dzień dzisiejszy kończę dyskusję, bo mnóstwo pracy mnie jeszcze czeka. A poza tym, wolę z rodzinką odwiedzić groby w kościołach, niż tracić czas na jałową dyskusję. Pogodnych, radosnych i bekomputerowych Świąt wszystkim życzę.
W pewnym sensie masz rację:) Niektóre środowiska, pozornie prawe, trącą patologią. W zasadzie przeprowadzenie badań naukowych w tym zakresie jest formalnie niemożliwe, jako że z urzędu sprawy "rodzinne" są niejawne i w zasadzie nie udostępnia się akt do celów naukowych - przynajmniej mnie nic o tym nie wiadomo. I może nawet nie z samych akt, bo zawierają z reguły okrojone protokoły przesłuchań z których niewiele emocji płynie...ale obserwowanie stanów emocjonalnych uczestników dopiero daje pełen obraz problemu.
Cóż, zawsze jednakże są dwie strony medalu, równie brudne, obrzydliwe i często nienawistne.
Mój punkt widzenia z pewnością jest subiektywny, jak zresztą każdy inny, z Twoim na czele^^
Cóż, zawsze jednakże są dwie strony medalu, równie brudne, obrzydliwe i często nienawistne.
Mój punkt widzenia z pewnością jest subiektywny, jak zresztą każdy inny, z Twoim na czele^^
"Ale wróćmy do meritum. Czyż nie ogarnia tych biednych, stłamszonych kobiet furia, gdy pozostawione na pastwę losu, przez tego drania/świnię/gnojka/etc., muszą patrzeć, jak on z tą nową niunią idą z ich dzieckiem na spacer? To zbyt poniżające dla nich, aby tolerować taki stan rzeczy. A najgorsze jest, że uczucie wcale nie wygasło."
Halewicz.. Hmm.. Nie wszystkie kobiety zostały porzucone, a wiele też porzuciło.. Czy porzucenie oznacza od razu na pastwę losu..? To że ktoś od kogoś odchodzi Z RÓŻNYCH PRZYCZYN, tzn, że ten ktoś jest już na pastwie..?
Myślę, że wiele kobiet cierpi, ma żal, złość nie o to, że to dla nich poniżające, bo byłemu się udało ułożyć życie, a dlatego, że np z ich wspólnym dzieckiem nie wychodzi/ł na spacery, nie interesował się dzieckiem, tylko np płacił.. co nie jest najważniejszym aspektem w wychowniu dziecka.. A uczuć może już nie być.. Tylko właśnie żal, że do dziecka byłej, własnego dziecka, nie miał wkładu w wychowanie, bo nie chciał..
Czytam raz na jakiś czas ten wątek.. I myślę, że nie potrzebne jest tutaj szarpanie.. Bo każdy będzie bronił swojego zdania, sugerując się własnymi doświadczeniami, bądź doświadczeniami znajomych.. A nie rzadko kto poprze zdanie drugiego, ponieważ nie podejdzie do tego racjonalnie, ponieważ popiera się "przeżyciami" ..
Nie oszukujmy się.. Każdy ma po trochu racji.. Ponieważ są różne sytuacje.. Ale nie powinniśmy oceniać kogoś z góry, chyba, że ktoś wprost napisze, że miał tak i siak.. Oczywiście może ściemniać.. Tego nigdy nie jesteśmy pewni.. ;) a ocenianie sytuacji, człowieka po większości (swoich czy innych doświadczeń) jest bezsensowne.. :) sensownie zabrzmi to, jeżeli każdy napisze, że miał tak, a nie inaczej.. ale kto się przyzna do prawdy..? ;)
Ile ludzi, tyle przypadków.. ;)
Halewicz.. Hmm.. Nie wszystkie kobiety zostały porzucone, a wiele też porzuciło.. Czy porzucenie oznacza od razu na pastwę losu..? To że ktoś od kogoś odchodzi Z RÓŻNYCH PRZYCZYN, tzn, że ten ktoś jest już na pastwie..?
Myślę, że wiele kobiet cierpi, ma żal, złość nie o to, że to dla nich poniżające, bo byłemu się udało ułożyć życie, a dlatego, że np z ich wspólnym dzieckiem nie wychodzi/ł na spacery, nie interesował się dzieckiem, tylko np płacił.. co nie jest najważniejszym aspektem w wychowniu dziecka.. A uczuć może już nie być.. Tylko właśnie żal, że do dziecka byłej, własnego dziecka, nie miał wkładu w wychowanie, bo nie chciał..
Czytam raz na jakiś czas ten wątek.. I myślę, że nie potrzebne jest tutaj szarpanie.. Bo każdy będzie bronił swojego zdania, sugerując się własnymi doświadczeniami, bądź doświadczeniami znajomych.. A nie rzadko kto poprze zdanie drugiego, ponieważ nie podejdzie do tego racjonalnie, ponieważ popiera się "przeżyciami" ..
Nie oszukujmy się.. Każdy ma po trochu racji.. Ponieważ są różne sytuacje.. Ale nie powinniśmy oceniać kogoś z góry, chyba, że ktoś wprost napisze, że miał tak i siak.. Oczywiście może ściemniać.. Tego nigdy nie jesteśmy pewni.. ;) a ocenianie sytuacji, człowieka po większości (swoich czy innych doświadczeń) jest bezsensowne.. :) sensownie zabrzmi to, jeżeli każdy napisze, że miał tak, a nie inaczej.. ale kto się przyzna do prawdy..? ;)
Ile ludzi, tyle przypadków.. ;)
A co do pytania autorki wątku.. Jak sobie poradzić..?
Tak aby Tobie a przede wszystkim dziecku niczego nie zabrakło.. :)
Może będziesz stawać przed takimi sytuacjami, że Tobie zabraknie
spodni i dziecku.. Wtedy kupisz dziecku..
Będziesz musiała jakoś sobie radzić i wierzę , że poradzisz.. :)
Czy będziesz miała 1000 zł na mies czy 1500 to dasz radę.. Po kilku mies jak nie szybciej będziesz widziała co i jak możesz.. W pierwszej kolejności zapłać czynsz, rachunki, a resztę przeznacz na życie oszczędne.. po czasie zdziwisz się, że radzisz sobie i być może uznasz, że nie jesteś "biedna" i może parę groszy odłożysz jak opracujesz sobie swój system wydatków.. :)
Nie wiem w jakim wieku jest Twoje dziecko, więc napisałam z grubsza tylko o spr finansowych.. Nie znam też Twoich dochodów, czy masz pomoc ze str rodziny, ojca dziecka, etc.. Więc napisałam ogólnikiem..
Tak aby Tobie a przede wszystkim dziecku niczego nie zabrakło.. :)
Może będziesz stawać przed takimi sytuacjami, że Tobie zabraknie
spodni i dziecku.. Wtedy kupisz dziecku..
Będziesz musiała jakoś sobie radzić i wierzę , że poradzisz.. :)
Czy będziesz miała 1000 zł na mies czy 1500 to dasz radę.. Po kilku mies jak nie szybciej będziesz widziała co i jak możesz.. W pierwszej kolejności zapłać czynsz, rachunki, a resztę przeznacz na życie oszczędne.. po czasie zdziwisz się, że radzisz sobie i być może uznasz, że nie jesteś "biedna" i może parę groszy odłożysz jak opracujesz sobie swój system wydatków.. :)
Nie wiem w jakim wieku jest Twoje dziecko, więc napisałam z grubsza tylko o spr finansowych.. Nie znam też Twoich dochodów, czy masz pomoc ze str rodziny, ojca dziecka, etc.. Więc napisałam ogólnikiem..