Widok
zdjęcia + opis
dzień zapowiadał sie pięknie ...wpadające do pokoju promienie słońca pozwoliły mi się obudzić bez pomocy budzika;) szybk kawa i trzeba było już jechać do fryzjera.Pani Renata z salonu ETC spisała sie na medal i utworzyła na mojej główce takie cudo;)

po sympatycznej wizycie u fryzjera trzeba było wracać o domu.Jak tylko weszłam to od razu zabrałam się za makijaż(do Czerwcowej-użyłam kamuflarzu firmy Malu Wilz-rewelacja-zawsze stosuję na śluby lub u siebie na tzw wielkie wyjścia i zawsze się sprawdza;)
Latałam jak wariatka po pokoju w sportowym ubranku i misternie ułożonej fryzurce kiedy weszła pani Krystyna Andryszkiewicz(polecam gorąco-przemiła i gadatliwa babka, kochająca swoją prace i rzetelnie ją wykonująca-czasami aż zbyt ambitna ale to na duuuuży "+".
czego efektem jest to zdjęcie;)

Czas nas zaczął nagle gonić gdy przyjechał nasz kamerzysta-Irek Jezierski-przesympatyczny facet, profesjonalista w każdym calu, dopasowujący się do każdej sytuacji i rozładowujący napięcie(a takie było;)
Następny ukłon w stronę mojej mamuśki, która pomogła mi sie ubrać bo bez jej pomocy z tą kiecką ani rusz;) i tak gotowa, oślepiana fleszami przez panią Krysie niczym gwiazda filmowa) mogłam wreszcie zejśc na dół pokazać się tacie i całej rodzince:

10 minut później przyjechało moje kochanie a jego reakcji nie zapomnę do końca życia...nie da się tego opisać ale była piękna i bardzo osobista...

Oboje czując gęstniejącą z mimuty na minutę atmosferę pojechaliśmy na zdjęcia plenerowe-bbyło super-ludzie nam machali, składali życzenia lub trąbili;)
a chłopaki(mój mąż i kamerzysta zanieśli mnie na rękach na plażę, gdzie dzieciaki krzyczały: mama, tata, panna młoda!!! ślub!!! itp -było bardzo wesoło, szczególnie kiedy pani Krysia "zatrudniła"małe dziewczynki aby trzymały mi z tyłu welon bo nie układa się jak powinien na wietrze;)i takie oto zdjęcie nam wyszło:


a potem żegnały nas tłumy plażowiczów;)

a potem pojechalismy porobić zdjęcia w bardziej kameralnym towarzystwie do parku(nie oliwskiego;)takie jak:

Wrócilismy do domu w swietnych nastrojach gdzie czekała na nas cała rodzinka.Podczas błogosławieństwa babcie płakały ale ja byłam dzielna i nie uroniłam ani jednej łezki-chociaż makijaż był wodoodporny-hehehe;)
Następnie całą ferajną ruszyliśmy do kościoła-ja stremowana potwornie natomiast mój małżonek wcale;)
jak dojechaliśmy do Katedry wszyscy goście już byli a parze młodej ślubującej przed nami zaczęli grac marsza weselnego kończącego uroczystość:)

Kochany zestresowany tatuś podprowadził mnie do środka katedry i "oddał" mnie mojemu A, któremu z kolei nerwy puściły i uronił łezkę...

dalej poszlismy już razem, przed nami dwójka szkrabów niosących nam obrączki a za nami oczywiście świadkowie-mój brat ze swoją dziewczyną(słyszałam ,że to przynosi pecha ale nie wierze w przesądy-oni też nie;)

Kiedy usiedliśmy już na krzesłach całe zdenerwowanie ustąpiło.Ksiądz poprowadził mszę przeslicznie a kazanie było specjalnie dla nas-nie była to masówk ani tym bardziej msza odprawiona na tzw"odwal".
Podczas przysięgi moje kochanie wzruszyło się po raz kolejny( a nie jest to facet wylewny)i trzymając się za ręce ślubowaliśmy sobie miłoś, wiernośc i uczciwośc małżeńską do końca życia...pięknie

msza dobiegła końca i organista nam zagrał przepięknego marsza weselnego na tych olbrzymich i zabytkowych organach(robią wrażenie)..

życzenia i droga do hoteku również super...
w hotelu piękne powitanie chlebem i solą i zabawa do białego rana.Jedzenia w bród-aż musieliśmy zrezygnować z jednego gorącego posiłku i przenieśc go na poprawiny-bo goście nie dawali rady;)-także hotel spisał sie na 6z +, zarówno obsługa, jedzenie jak i organizacja.
Nic bym nie zmieniła w tym dniu, gdybym mogła go przeżyć jeszcze raz.Było pięknie, bajkowo, tak jak sobie to wymarzyłąm będąc jeszce małą dziewczynką:)

po sympatycznej wizycie u fryzjera trzeba było wracać o domu.Jak tylko weszłam to od razu zabrałam się za makijaż(do Czerwcowej-użyłam kamuflarzu firmy Malu Wilz-rewelacja-zawsze stosuję na śluby lub u siebie na tzw wielkie wyjścia i zawsze się sprawdza;)
Latałam jak wariatka po pokoju w sportowym ubranku i misternie ułożonej fryzurce kiedy weszła pani Krystyna Andryszkiewicz(polecam gorąco-przemiła i gadatliwa babka, kochająca swoją prace i rzetelnie ją wykonująca-czasami aż zbyt ambitna ale to na duuuuży "+".
czego efektem jest to zdjęcie;)

Czas nas zaczął nagle gonić gdy przyjechał nasz kamerzysta-Irek Jezierski-przesympatyczny facet, profesjonalista w każdym calu, dopasowujący się do każdej sytuacji i rozładowujący napięcie(a takie było;)
Następny ukłon w stronę mojej mamuśki, która pomogła mi sie ubrać bo bez jej pomocy z tą kiecką ani rusz;) i tak gotowa, oślepiana fleszami przez panią Krysie niczym gwiazda filmowa) mogłam wreszcie zejśc na dół pokazać się tacie i całej rodzince:

10 minut później przyjechało moje kochanie a jego reakcji nie zapomnę do końca życia...nie da się tego opisać ale była piękna i bardzo osobista...

Oboje czując gęstniejącą z mimuty na minutę atmosferę pojechaliśmy na zdjęcia plenerowe-bbyło super-ludzie nam machali, składali życzenia lub trąbili;)
a chłopaki(mój mąż i kamerzysta zanieśli mnie na rękach na plażę, gdzie dzieciaki krzyczały: mama, tata, panna młoda!!! ślub!!! itp -było bardzo wesoło, szczególnie kiedy pani Krysia "zatrudniła"małe dziewczynki aby trzymały mi z tyłu welon bo nie układa się jak powinien na wietrze;)i takie oto zdjęcie nam wyszło:


a potem żegnały nas tłumy plażowiczów;)

a potem pojechalismy porobić zdjęcia w bardziej kameralnym towarzystwie do parku(nie oliwskiego;)takie jak:

Wrócilismy do domu w swietnych nastrojach gdzie czekała na nas cała rodzinka.Podczas błogosławieństwa babcie płakały ale ja byłam dzielna i nie uroniłam ani jednej łezki-chociaż makijaż był wodoodporny-hehehe;)
Następnie całą ferajną ruszyliśmy do kościoła-ja stremowana potwornie natomiast mój małżonek wcale;)
jak dojechaliśmy do Katedry wszyscy goście już byli a parze młodej ślubującej przed nami zaczęli grac marsza weselnego kończącego uroczystość:)

Kochany zestresowany tatuś podprowadził mnie do środka katedry i "oddał" mnie mojemu A, któremu z kolei nerwy puściły i uronił łezkę...

dalej poszlismy już razem, przed nami dwójka szkrabów niosących nam obrączki a za nami oczywiście świadkowie-mój brat ze swoją dziewczyną(słyszałam ,że to przynosi pecha ale nie wierze w przesądy-oni też nie;)

Kiedy usiedliśmy już na krzesłach całe zdenerwowanie ustąpiło.Ksiądz poprowadził mszę przeslicznie a kazanie było specjalnie dla nas-nie była to masówk ani tym bardziej msza odprawiona na tzw"odwal".
Podczas przysięgi moje kochanie wzruszyło się po raz kolejny( a nie jest to facet wylewny)i trzymając się za ręce ślubowaliśmy sobie miłoś, wiernośc i uczciwośc małżeńską do końca życia...pięknie

msza dobiegła końca i organista nam zagrał przepięknego marsza weselnego na tych olbrzymich i zabytkowych organach(robią wrażenie)..

życzenia i droga do hoteku również super...
w hotelu piękne powitanie chlebem i solą i zabawa do białego rana.Jedzenia w bród-aż musieliśmy zrezygnować z jednego gorącego posiłku i przenieśc go na poprawiny-bo goście nie dawali rady;)-także hotel spisał sie na 6z +, zarówno obsługa, jedzenie jak i organizacja.
Nic bym nie zmieniła w tym dniu, gdybym mogła go przeżyć jeszcze raz.Było pięknie, bajkowo, tak jak sobie to wymarzyłąm będąc jeszce małą dziewczynką:)


