Widok

rozwód kościelny...

Hej Wam. Czy wiecie ile moze kosztować rozwód kościelny? wiem że trzeba wziąć obrońcę z kościoła ale ile to może wszystko kosztować? czy ktoś wie?? Dzieki za jakiekolwiek info.
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 1
przecież jak brałam ślub to kochałam i chciałam ślubować przed Bogiem bo myslalam że to jest ten na cale zycie itd., ale nie wyszło i co?? KK mnie skreśla?? Zasady zasady, niby post w świeta, a kościł dopuszcza jedzenie tego na co kogo stać i nie nakazuje jużpościć, to jak to jest? kto ustala zasady?? Bez sensu to wszystko...
popieram tę opinię 1 nie zgadzam się z tą opinią 0
Niunia, zgadzam się z tobą, kościół jest niestety w pewnych kwestiach tak skostniały, że nie mam słów. Ja bardzo żałuję i bardzo mi źle i mam wiele negatywnych emocji w związku z rozstaniem z mężem. Niestety, ten żal nie wystarcza, aby KK pozostawił mnie na swoim łonie, dostanę kopa w tyłek za związanie się z kimś innym. Ot, absurdy. Gdybym chciała żałować do końca dni moich rozstania z mężem (i tym samym móc przyjmować sakramenty), to bym nie brała rozwodu, bo to się raczej wyklucza i mija z celem.
popieram tę opinię 1 nie zgadzam się z tą opinią 0
No to skoro bierzecie ślub, rozwodzicie się i szukacie sobie partnerów zamiast zatroszczyć się o to, by - jeśli to możliwe - unieważnić swoje małżeństwo lub wcześniej dojść do porozumienia z mężem, to dlaczego dziwicie się, że nie możecie przystępować do sakramentów? Ślub kościelny = przysięga i tyle... Tu nie ma kompromisu.
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 4
Tak se mysle, ze skoro przysiega sie milosc, wiernosc, uczciwosc i ze cie nie opuszcze az do smierci, to rozstanie juz jest zlamaniem przysiegi w conajmniej dwoch tu wyliczonych kwestiach, wiec czemu sie tej wiernosci tylko czepiac? Czyli opuscic przed smiercia i nie kochac to jeszcze ok, ale juz nowy zwiazek to zlamanie przysiegi? Ktos to po prostu kiedys z powodow jakichs pewnie czysto praktyzcnych arbitralnie ustalil, a juz to trzeba traktowac jak "wole Boga" :/ Polecam uzywac czasem wlasnego rozsadku i sumienia.
popieram tę opinię 1 nie zgadzam się z tą opinią 1
Tak czy inaczej mój rozwód cywilny dziś o 13.10, proszę o przesłanie dobrych myśli. Powiem wam, że już po prostu chciałabym, aby to oczekiwanie (pół roku czekania na rozprawę) i to wszystko - się skończyło. Wszystko jest dobre od trwania w zawieszeniu.
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
dobre - oczywiście lepsze.
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
dasz radę! główka do góry :)) u mnie to trwało 20 minut :)) trzymaj się :))
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
20 minut - byłoby pięknie. Przyjaciółka (notabene świadkowa niegdyś) przyjedzie po mnie "po", zawiezie do domu. Na popołudnie mam w planach ciężką pracę fizyczną przy samochodzie. :D
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
malina nie denerwuj się będzie dobrze. Dasz radę dziewczyno!
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
"Niunia, zgadzam się z tobą, kościół jest niestety w pewnych kwestiach tak skostniały, że nie mam słów."
ciekawe, ktore z 'kosciolow' (inne niz katolickie) sa Waszym zdaniem mniej skostniale...:)
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
moim jedynym zajęciem w dniu rozwodu było oblewanie :) heh...
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 1
"Tak se mysle, ze skoro przysiega sie milosc, wiernosc, uczciwosc i ze cie nie opuszcze az do smierci, to rozstanie juz jest zlamaniem przysiegi w conajmniej dwoch tu wyliczonych kwestiach, wiec czemu sie tej wiernosci tylko czepiac?"
Andzia, ale skoro żona nie chce rozpadu małżeństwa, kocha swojego męża, a on się wyprowadza, odchodzi i zaczyna swoje "nowe życie" to w jaki sposób żona jest mu niewierna, wobec niego nieuczciwa czy też go opuszcza? To, że została sama, nie skreśla jej w żaden sposób. Dopiero to, kiedy występuje przeciw swojemu małżeństwu.
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
troszkę to długie, ale warto chyba przeczytać - jeśli kogoś interesuje ten temat.
Tekst pochodzi ze strony franciszkanie.esanok.pl

"Małżonkowie żyjący w związkach niesakramentalnych nie są wyłączeni z Kościoła. "Kościół bowiem ustanowiony dla doprowadzenia wszystkich ludzi, a zwłaszcza ochrzczonych, do zbawienia, nie może pozostawić swemu losowi tych, którzy - już połączeni sakramentalną więzią małżeńską - próbowali zawrzeć nowe małżeństwo".

Dlatego określając status prawny małżeństw niesakramentalnych w Kościele należy mieć na uwadze, że nie można w sposób jednakowy odnosić się do wszystkich osób rozwiedzionych. Istnieją małżonkowie niesakramentalni, którzy usiłowali ocalić pierwsze małżeństwo, a mimo to zostali porzuceni; inni zawarli nowy związek cywilny ze względu na wychowanie dzieci; jeszcze inni z własnej, ciężkiej winy zniszczyli ważne kanonicznie małżeństwo; są i tacy małżonkowie, którzy w sumieniu subiektywnie są przekonani, że ich małżeństwo nieodwracalnie zniszczone nigdy nie było ważne.

Dlatego Jan Paweł II "wzywa gorąco pasterzy i całą wspólnotę wiernych do okazywania pomocy rozwiedzionym, do podejmowania z troskliwą miłością starań o to, by nie czuli się oni odłączeni od Kościoła, skoro mogą, owszem, jako ochrzczeni, powinni uczestniczyć w jego życiu".

Małżonkowie niesakramentalni mogą aktywnie uczestniczyć w życiu Kościoła przez: a. słuchanie Słowa Bożego;
b. uczęszczanie na Mszę świętą,
c. trwanie na modlitwie;
d. pomnażanie dzieł miłości;
e. podejmowanie inicjatyw na rzecz sprawiedliwości;
f. wychowywanie dzieci w wierze katolickiej;
g. pielęgnowanie ducha i czynów pokutnych.

Wszyscy wierni powinni natomiast modlić się za nich i podtrzymywać ich w wierze i nadziei. Jednocześnie Papież w Adhortacji potwierdza praktykę Kościoła niedopuszczania do Komunii św. rozwiedzionych, którzy zawarli ponowny związek małżeński. "Nie mogą być dopuszczani do komunii świętej od chwili, gdy ich stan i sposób życia obiektywnie zaprzeczają tej więzi miłości między Chrystusem i Kościołem, którą wyraża i urzeczywistnia Eucharystia. Jest poza tym inny szczególny motyw duszpasterski: dopuszczenie ich do Eucharystii wprowadzałoby wiernych w błąd lub powodowałoby zamęt co do nauki Kościoła o nierozerwalności małżeństwa".

Kościół nigdy przed nikim nie zamyka definitywnie dostępu do sakramentów. Są przypadki umożliwiające dopuszczenie małżonków niesakramentalnych do pojednania w sakramencie pokuty, które otworzyłoby im drogę do komunii św. Mogą być oni dopuszczeni do wspomnianych sakramentów tylko wówczas, gdy: nie mogąc z ważnych powodów zerwać nowego związku, okazują żal z powodu naruszenia prawa Bożego o przymierzu małżeńskim, szczerym sercem zdecydują się na taką formę życia, która nie sprzeciwia się nierozerwalności małżeństwa, a mianowicie, kiedy mężczyzna i kobieta nie mogący się zobowiązać do separacji, postanawiają żyć w pełnej wstrzemięźliwości, to jest powstrzymywać się od aktów, które przysługują jedynie małżonkom, nie zachodzi obawa zgorszenia. Powyższe warunki muszą być spełnione łącznie.

Małżonkowie niesakramentalni decydujący się na podjęcie w swoim życiu powyższych wskazań powinni zgłosić się do proboszcza i poinformować go o podjętym przez siebie postanowieniu. Proboszcz w zależności od wielkości parafii, miasta itp. ma obowiązek pouczyć małżonków o możliwości zajścia zgorszenia i doradzić im w związku z tym, aby do sakramentów świętych przystępowali we własnej parafii lub w innej.

Proboszcz, mając na uwadze względy duszpasterskie, może doradzić im, aby postarali się o stałego spowiednika, który będzie znał ich sytuację prawną w Kościele. Pozwoli im to uniknąć przy okazji spowiedzi tłumaczenia każdemu spowiednikowi od początku swojego statusu prawnego w Kościele.

Normy dotyczące przyjmowania komunii św. przez wiernych rozwiedzionych i żyjących w nowych związkach cywilnych bynajmniej nie mają charakteru kary albo jakiejkolwiek dyskryminacji małżeństw niesakramentalnych w Kościele. Wyrażają one jedynie sytuację obiektywną, która sama przez się uniemożliwia przystępowanie do komunii świętej. Mając na względzie szacunek dla sakramentu małżeństwa, papież Jan Paweł II w Adhortacji zabrania duszpasterzom dokonywania z jakiegokolwiek powodu, motywu, racji duszpasterskiej czy przy okazji rekolekcji aktów kościelnych lub ceremonii liturgicznych, naśladujących formułę sakramentu małżeństwa, na rzecz rozwiedzionych, którzy zawarli nowe małżeństwo".
popieram tę opinię 1 nie zgadzam się z tą opinią 0
Czyli ogółem wypas. Ciekawy tekst i kompl
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
no tak do komuni po rozwodzie nie mozna isc ale do koscioła kaza chodzic i dawac im tylko kase tylko o to chodzi.
popieram tę opinię 4 nie zgadzam się z tą opinią 0
Skasowała mi się reszta wpisu. Jeszcze raz, ale już w skrócie:

Tekst ciekawy i nic nie wnoszący - nie wolno przyjmować sakramentów i koniec.

Moja rozprawa trwała 15 min, nie było to przyjemne przeżycie na pewno.

Tuż przed rozprawą mąż powiedział mi, że kogoś miał, gdy od niego odeszłam. I teraz tylko się zastanawiam, czy jestem winna temu, że on złamał przysięgę małżeńską, bo odeszłam od niego i go zdradziłam (a gdybym nie odeszła, to by tego nie zrobił) - czy też każdy odpowiada za siebie (gdyby nie chciał, to by nie zdradził).

Ogółem rozwód to syf. Dziś jestem w rozsypce psychicznie jednak, przyda się flaszka. Znamy się od 13 lat.
popieram tę opinię 3 nie zgadzam się z tą opinią 0
a pewnie że się przyda flaszka, Twoje zdrowie :)) trzymaj sie i głowa do góry...ułożysz sobie wszystko i zobaczysz ze nie bedziesz zalowac :)
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
a co miał wnieść ten tekst? Że Kościół popiera rozwody? Tego nigdy nie będzie.
Ale nie piszcie, że Kościół wyklął rozwodników, bo tak nie jest. Na tyle, na ile może, stara się być blisko nich.

popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
Mnie w tym wszystkim razi tylko to, że podejrzewam, że większość panien nie walczy o unieważnienie małżeństwa z ważnych przyczyn, tylko po to, żeby drugi raz założyć białą kieckę i iść do ołtarza. Szopka i tyle. Jak dla mnie to było by całkiem właściwe, żeby ślub kościelny był ceremonią jaką można przejść tylko raz w życiu. Ot, symbol.Może miałby większe znaczenie niż biała sukienka, auto do ślubu czy gołębie, tudzież fontanny z czekolady. Równie sensowne było by wprowadzenie tradycji brania ślubu kościelnego w albach. Nie mam nic do białych sukienek, przepychu, hucznych wesel. Jestem kobietą i takie rzeczy "robią mi" jak każdej kobiecie, ale kościół nie jest w moim odczuciu miejscem na takie rzeczy i nie powinien pozwalać na to, żeby otoczka materialna przysłaniała sam sakrament ślubu.
popieram tę opinię 2 nie zgadzam się z tą opinią 0
niestety każde wymaganie, jakie stawia Kościół w związku ze ślubem (nauki, poradnictwo) spotykla się z ostrą krytyką dużej grupy ludzi. Gdyby Kościół zaczął "mieszać się" w sprawy ubioru, to już w ogóle suchej nitki na nim nie zostało, niestety. Szkoda,że dla wielu cała otoczka jest ważniejsza od sakramentu.Chciałoby się powiedzieć: jakie mamy śluby, takie małżeństwa.
popieram tę opinię 3 nie zgadzam się z tą opinią 0
do góry