Widok
relacja
Mam inne zdanie, Mireczku. Jak sam zauważyłeś ludzie, ludzkość, zdaje sobie pytanie, od wieków zresztą, po co nas stworzono itp. A gdyby odwrócić sytuację to jak my byśmy się zachowali? jakimi bogami byśmy byli. Patrząc z tej perspektywy, możemy inaczej patrzeć na relację z Bogiem. W "Propeteuszu" android zadaje pytanie-dlaczego nas stworzyliście? Odpowiedz-bo moglismy. Jeśli przyjść taki punkt, czysto ludzi, trzeba przyznać, to jest to dalszy pretekst do dyskusji o relacjach pomiędzy stwórca, a tworem. Androidy, replikanci to wiedzą, dorównuja inteligencja, przewyższają fizycznie. Chcą więcej, a tu jeszcze chcą się zrównać z człowiekiem i zdaje się że w filmie jest im to fake.
To wszystko jest zawarte w pierwszej części. Druga to idiotyczny pomysł z krzyżowaniem ludzi i maszyny. Ktokolwiek wie odrobinę na temat ewolucji i tworzenia życia w naszej części Kosmosu musi załamać ręce. Aby postawić nawet najważniejsze pytania nie można u ich podstaw uciekać się do dziecinady, ponieważ to kompletnie podważa jakąkolwiek wiarygodność. SF to jednak w dużym stopniu futurologia połączona z żelazną logiką. Ten film to co najwyżej fantasy.
Nie jest dobrze. Pierwsza część opowiada historię zbudowanego przez człowieka modelu androidów, który po pewnym czasie zaczyna wykazywać pewne cechy niezależności a wręcz nieposłuszeństwa połączonego z objawami niezwykłej jak na androidy inteligencji. Ludzie, domyślając się konsekwencji, na wszelki wypadek postanawiają zniszczyć wszystkie osobniki z „wadliwej” serii. Okazuje się, że skomplikowane mózgi elektronowe są w stanie same siebie powielać a także wytworzyć to co ludzie w skrócie nazywają duszą. Piękna i logiczna historia. Weźmy teraz pierwszy z brzegu element drugiego filmu. Główny bohater, android pozbawiony cech feralnej serii, poluje na ostatnie zbuntowane osobniki. Jest pozbawiony wszelkich negatywnych cech. Nie przejawia żadnych uczuć, ściśle wykonuje rozkazy. W takim razie rodzi się pytanie, po co ludzie tworzą mu wirtualną towarzyszkę życia ? Jeżeli chodzisz na koncerty muzyczne, to wiesz, że w jakimś utworze pojawia się miejsce na solówkę dla jednego z wykonawców. Ta wirtualna piękność to taka solówka dla specjalisty od efektów specjalnych. Jej obecność w scenariuszu jest „od czapy”. Nie ma żadnego logicznego uzasadnienia. Rozbierając ten film na czynniki pierwsze okaże się, że król jest nagi. Film został nakręcony dla „gimbazy”, oraz tych, którzy zachwyceni pierwszą częścią, będą bezrefleksyjnie łykać ładne obrazki i słuchać nastrojowej muzyki. To taki filmowy koncert „dinozaurów” Niby to samo, ale …
Różnica pomiędzy fantasy i SF jest taka, że w tym pierwszym jest możliwe wszystko, nie ma żadnych logicznych reguł. Drapieżcy mogą mieć rogi i kopyta a roślinożercy kły i pazury. Wszystko może tam pojawiać się "deus ex machina". SF natomiast to logiczny, futurystyczny świat, zgodny z prawami nauki, lub tym czego dzisiejsza nauka nie wyklucza. Jest to świat w którym padają bardzo ważkie pytania, które mogą nas jutro dotyczyć. Przytoczone przez Ciebie "Gwiezdne wojny" to właśnie taka bajeczka o księżniczkach dla gimbazy. To nie jest SF. SF to "Odyseja Kosmiczna 2001" i jej kontynuacja. To "Solaris" i jeszcze parę filmów i głównie proza. Reszta to horrory i fantasy.
Pytania padają w dobrych filmach, niezależnie od gatunku. Twoja definicja jest ograniczona, idąc za przykładem "Odyseji Kosmicznej 2001" i "Solarisa" z łatwością mogę wytknąć szczegóły, które według Twojej opinni kwalifikują do kategorii fantasy. Gwiezdne Wojny z całą pewnością nie są bajeczką dla gimbazy. Wysil się i pomyś o czym ten film jest.. zz
To nie jest tylko moja opinia na temat; czym jest SF. Nieprzypadkowo cała czołówka polskich pisarzy SF ma wykształcenie techniczne lub filozoficzne. Marek Oramus – fizyk jądrowy, Konrad Fijałkowski jest cybernetykiem i informatykiem, nieodżałowany Janusz Zajdel był specjalistą w zakresie fizyki jądrowej, Stanisław Lem studiował medycynę i filozofię. Najwybitniejszy rosyjski pisarz SF Borys Strugacki jest astronomem. Amerykanin, Isaac Asimov jest profesorem biochemii. Proza Philipa K. Dicka jest przesiąknięta kwestiami filozoficznymi. Nie ucz mnie czym jest SF. Dla znawców tematu te nazwiska mówią wszystko. To, że paru fantastów podszywa się po tę nazwę, nic nie znaczy dla prawdziwych pasjonatów tego gatunku. Jestem przekonany, że ludzie, których tu wymieniłem, nigdy by nie firmowali takiego pseudo naukowego bełkotu jaki został pokazany w tym filmie. SF obecnie to głównie literatura. Dobrych filmów powstało niewiele. Omawiany, na pewno do nich nie należy.
Android to jest w polskim tytule
W firmie nigdzie nie pada takie nazewnictwo ale widać nie oglądałeś ani starego ani nowego. To nie są androidy tylko sztucznie stworzeni ludzie, replikanci nie androidy. To są żywe byty tyle, że wyprodukowane w fabryce i na tym jest oparty a raczej są oparte oba filmy, czy "człowiek z probówki" to jest człowiek czy nie? Czy jego inaczej zapoczątkowane biologiczne życie jest tyle warte co zrodzonych ludzi?
Muzyka w BR
Odnosząc się do licznych zachwytów nad muzyką w BR: to jest akurat najsłabszy element w tym filmie. Wychodząc z kina po seansie myślałem, że gdyby Vangelis znowu poszalał to mielibyśmy kolejne arcydzieło. A tak w licznych scenach w których muzyka powinna "grać" słychać ciszę jak za przeproszeniem w trumnie. A te okropne głośne hałasy co miały udawać muzykę to mogli sobie darować.
Film poprawny, ale z dłużyznami i tylko paroma ciekawymi momentami.
40 minut filmu do wycięcia, wtedy by zyskał na tempie i wyrazie. Harrison Ford jak zwykle świetny. Gosling mdły i nieprzekonujący - po androidzie nie oczekuję powtórki z lalalandu. Daleko mu do Rutgera Hauera. Muzyka ciekawa, ale starczyło jej tylko na część filmu, pozostałą część wypełniła nie nie mówiąca cisza. Film dla amatora, osoba postronna przeżyje wyłącznie rozczarowanie. Nie do porównania z wersją z 1982 r., która do dziś oczarowuje.
A dla mnie nie.
Rewelacyjny był tam jedynie Harisson Ford - jak zwykle. Gosling - żałosny. Muzyka poprawna i same dłużyzny, te same gesty powtarzane po kilkadziesiąt razy. O gustach się wprawdzie nie dyskutuje, ale można je sobie wyrobić. Obejrzyj wersję z 1982 r. i dopiero wtedy zobaczysz co to jest sf wysokiego lotu.