Widok
No ja nie szukam oszczędności i na diętę wegetariańską nie zamierzam przechodzić a tym bardziej zmuszać do tego członków rodziny dla mojego fixum dyrdum.Jesteśmy zdrowi,szczupli a mąż daje nawet radę uprawiać swoję ulubioną dyscyplinę sportową pomimo spożywania dla co poniektórych tego niezdrowego mięsa.Co do kasz to sama za nimi nie przepadam więc tym bardziej nie będę nikogo do jedzenia zmuszała,.Wolę mięso,rybę z samą sałatą ,warzywami ,surówką ,dzikim ryżym czy makaronem razowym,ryżowym.Kiedyś wydawało mi się ,że dałabym radę bez mięsa bo wiele go nie jem ale po tygodniu skapitulowałam ,okazało się ,że jestem mięsożercą.Myślę ,że kwestia nie jedzenia mięsa to indywidualna sprawa i nie należy do tego nikogo zmuszać.
Nika, dlatego koleżanka wyżej pisała, że oszczędzanie zaczyna się w głowie. Zobacz ilu ludzi żyje na diecie wegetariańskiej/wegańskiej ( w tym facetów- sportowców) i nie narzeka na monotonność albo głód. Ja wiem, że ogólnie przyjęte jest, że prawdziwy facet tylko mięso i mięso i w ogóle bez mięsa to nie obiad i idż mnie z tą kaszą, ale jeżeli się szuka oszczędności to warto spróbować.
Generalnie dla zdolnego wszystko jest możliwe. Jak patrzę na rodziców na emeryturze to nie wiem jak dają radę a dają. Ja przepuszczam pieniądze i ciągle mi brakuje. Nie kupuję drogich ciuchów ale to kawka to pierdół jakiś, obiad na mieście i tu jest najwięcej uciekającej kasy. Totalnie nie umiem zarządzać finansami, sobie i dzieciom odmówić. Jesteśmy z mężem jak Titanic. Podziwiam tych co umieją dobrze gospodarowaniać kasą. Chociaż kiedyś mieliśmy ciężki czas jak mąż stracił pracę. Dzieliliśmy pieniądze do kopert z napisem która na co, pożyczaliśmy od rodziny i jakoś niezatonęliśmy. Tylko, że ten stan trwał ok. pół roku. Najgorzej jak masz kredyty, wtedy lipa, bez tego nawet przez te 2 lata przeżyjesz tylko co to za życie. Najwięcej dzieci zjadają kasy.Może chociaż tu rodzinką pomoże? Ciuchy, dzieci rosną itd.
No tak ale takie diety to sobie można stosować jak się samemu mieszka u mojego męża nie wspominając o dziecku nie ma szans.Ja sama wędlin wogóle nie jadam ale np .mięso filet z kurczaka lub indyka 2-3 x w tygodniu muszę zjeść do tego dochodzą ryby , które najtańsze nie są.Mój mąż to zje ale samą makrelę pasty nie ruszy ale makrele wędzone drogie nie są no i obiad dla niego bez mięsa to nie obiad a jak sama zupa to koniecznie z wkładką .No i nie wspomnę o dentyście,lekach ,zajęciach dodatkowych dla dziecka,lekarzu prywatnie jak taka potrzeba ,ubraniach szczególnie dla dziecka bo wyrasta i wielu innych.Ja potrafiłam za mniej przeżyć po opłatach ale jak byłam sama i nie miałam żadnych dodatkowych kosztów ale rodzina 4 osobowa bez żadnej pomocy cienko to widzę .
ale ja nie piszę że dieta ma się składać tylko z tego co wymieniłam. to były przykładowe tanie, zdrowe dania. również uważam, że urozmaicenia są ważne i jestem za tym żeby 2-3 razy w tygodniu na obiad było mięso, ryba co automatycznie generuje większy koszt. Kanapki również jadam :)
W wielu tego typu wątkach przewija się, że 2 000 to nie starczy na jedzenie bo gdzie mięso, gdzie owoce. Miałam na celu tylko zaznaczenie, że dieta bogata w mięso i owoce wcale nie jest zdrowa. Owcoe owszem, jedne dziennie, dzieko 2 ale to i tak nasze polskie najlepiej, więc przez większość roku masz jabłka i gruszki :)
a do kanapek polecam pasty, jajeczną, z soczewicy i makreli. :)
W wielu tego typu wątkach przewija się, że 2 000 to nie starczy na jedzenie bo gdzie mięso, gdzie owoce. Miałam na celu tylko zaznaczenie, że dieta bogata w mięso i owoce wcale nie jest zdrowa. Owcoe owszem, jedne dziennie, dzieko 2 ale to i tak nasze polskie najlepiej, więc przez większość roku masz jabłka i gruszki :)
a do kanapek polecam pasty, jajeczną, z soczewicy i makreli. :)
A ja nadal twierdzę że najlepszym sposobem oszczędzania jest zarabianie pieniędzy.
Po pierwsze podana wyżej dieta jest monotonna, po drugie opiera się głównie na węglowodanach.
Mięsa tez nie jemy dużo -ale mimo wszystko zupy najczęściej na mięsie gotuję.
Poza tym jak juz wyżej pisano-kazda okazja, urodziny, choroba,wycieczka szkolna,swieta to dodatkowy wydatek.
A zajęcia dodatkowe np. basen to ok 150 zł miesięcznie albo i więcej za jedno dziecko.
Po pierwsze podana wyżej dieta jest monotonna, po drugie opiera się głównie na węglowodanach.
Mięsa tez nie jemy dużo -ale mimo wszystko zupy najczęściej na mięsie gotuję.
Poza tym jak juz wyżej pisano-kazda okazja, urodziny, choroba,wycieczka szkolna,swieta to dodatkowy wydatek.
A zajęcia dodatkowe np. basen to ok 150 zł miesięcznie albo i więcej za jedno dziecko.
Anonim nie zgadzam się. Ja w bardzo dużej mierze gotuje tak jak piszesz. Jemy bardzo mało mięsa, bo ja szczególnie nie przepadam, i też nie bardzo potrafię je przyrządzać, bardzo lubię kasze z warzywami i zupy, nawet takie bez wkładki mięsnej. Można jeść codziennie jaglankę ale po pierwsze to chyba każdy w końcu nabierze ochotę na kanapkę a po drugie dziecko jaglanki czy kaszki mannej raczej nie weźmie do szkoły w śniadaniówce. I owszem dasz radę na takim jedzeniu ale ile czasu? Gdyby dziewczyna miała się przeturlać 3 m-ce i to w okresie letnim, gdzie masz duży wybór świeżych warzyw i owoców to może jakimś cudem tak ale 2 lata? W życiu.
oszczędzanie chyba zaczyna się w głowie:
po pierwsze, trzeba pozbyć się myślenia za dużo jedzenia i dużo mięsa i dużo owoców to zdrowe odżywniania i tak właśnie trzeba karmić dzieci. a nie trzeba.
przykładowe dania tania a zdrowe: kasza z warzywami, pierogi z warzywami, jaglanka z owocami, zupy bez wkładki mięsnej - takie dania cały gar kosztuje często mniej niż 10 zł. na śniadanie i kolacje można zjeść chleb z twarogiem albo jaglankę albo np. kalafior z jakiem - to kolejne max 10 zł - do tego wystarczy jakiś jeden owoc typu jabłko i jogurt naturalny, to znów nie wiećej niż 5 zł - spokojnie można więc zmieści się w jedzeniu w 30 zł, tym sposobem starczy jeszcze i na zajęcia i na coś do ubrania.
po pierwsze, trzeba pozbyć się myślenia za dużo jedzenia i dużo mięsa i dużo owoców to zdrowe odżywniania i tak właśnie trzeba karmić dzieci. a nie trzeba.
przykładowe dania tania a zdrowe: kasza z warzywami, pierogi z warzywami, jaglanka z owocami, zupy bez wkładki mięsnej - takie dania cały gar kosztuje często mniej niż 10 zł. na śniadanie i kolacje można zjeść chleb z twarogiem albo jaglankę albo np. kalafior z jakiem - to kolejne max 10 zł - do tego wystarczy jakiś jeden owoc typu jabłko i jogurt naturalny, to znów nie wiećej niż 5 zł - spokojnie można więc zmieści się w jedzeniu w 30 zł, tym sposobem starczy jeszcze i na zajęcia i na coś do ubrania.
Jasne-saamochod tez można samemu naprawić. ..nie wiem tylko jak samemu ubezpieczyc:)
A do gospodarza tez trzeba dojechać. To też kosztuje.
Ja mam akurat sporo warzyw,orzechy od rodziców, którzy mają spory ogród -ale i tak sporo kupuję. Dzieciom jest potrzebna różnorodność aby w ogóle chciały odpowiednią ilość warzyw jeść. Marchewka,buraki są tanie-ale dzień w dzień- dzieci ich jeść nie będą.
A do gospodarza tez trzeba dojechać. To też kosztuje.
Ja mam akurat sporo warzyw,orzechy od rodziców, którzy mają spory ogród -ale i tak sporo kupuję. Dzieciom jest potrzebna różnorodność aby w ogóle chciały odpowiednią ilość warzyw jeść. Marchewka,buraki są tanie-ale dzień w dzień- dzieci ich jeść nie będą.
Aha i oczywiście mam na myśli sytuację, kiedy nie ma ŻADNEGO wsparcia np w rodzinie/rodzicach. Bo ja też często pytam koleżanki jak sobie radzą i potem między wierszami wychodzi, że raz w tygodniu rodzice robią duże zakupy spożywcze, albo dostają mięso od wujka ze wsi i właściwie go nie kupują albo przetwory i warzywa od cioci ;) A to już jest bardzo realna pomoc, zwłaszcza w przypadku mięsa, które tanie nie jest.
Ja bym w życiu nie dała rady. I przysięgam nie wiem jak ludzie sobie radzą z taką kasą bo bardzo bym chciała żyć oszczędniej i ciągle wdrażam nowe "plany oszczędzania". 2000zł miesięcznie na życie to wychodzi jakieś 66zł dziennie, jak od tego odliczysz z 300zł paliwo to zostaje 56zł. I owszem zakładając, że to jest TYLKO na jedzenie i chemię to skromnie pewnie dałabym radę ale wystarczą ze dwie-trzy sytuacje awaryjne i już brakuje. Mam tu na myśli chorobę dziecka - zwykła infekcja i na leki schodzi czasem 70zł, wizyta u dentysty... dodatkowe opłaty w szkole, jakaś wycieczka...Jakieś urodziny czy inna impreza w rodzinie... Nie wspomnę już o jakimś wyjściu na lody czy pizzę. To luksus w takiej sytuacji ale naprawdę nie wyjdziecie nigdzie przez 2 lata? A gdzie ubrania? W lumpie nie zawsze wszystko kupisz :(
Ja nie żyję ponad stan. Owszem zdarza nam się popłynąć na żarciu w jakichś knajpach ale nie są to luksusowe restauracje. Ubieramy się w sieciówkach i kupuje tylko te ciuchy, które są mi niezbędne. Rzadko zdarza się, żebym kupiła kolejną parę szpilek, tylko dlatego, że są boskie ;) Lumpy - z całym szacunkiem, dla wszystkich kupujących - mnie obrzydzają. Ten smród jest dla mnie nie do zniesienia :( Czasem zdarzyło mi się coś kupić ale policzyłabym to na palcach jednej ręki. Chyba wolałabym zaszywać dziury w swoich starych rzeczach.
Wiem, że nie pocieszyłam, ale moim zdaniem będzie baaardzo trudno i dla mnie to by była udręka. A osoby, które uważają, że wręcz można za tą kasę jeszcze opłacić dzieciom dodatkowe lekcje, proszę o dokładne instrukcje jak to zrobić bo ja nie mam bladego pojęcia ;)
Ja nie żyję ponad stan. Owszem zdarza nam się popłynąć na żarciu w jakichś knajpach ale nie są to luksusowe restauracje. Ubieramy się w sieciówkach i kupuje tylko te ciuchy, które są mi niezbędne. Rzadko zdarza się, żebym kupiła kolejną parę szpilek, tylko dlatego, że są boskie ;) Lumpy - z całym szacunkiem, dla wszystkich kupujących - mnie obrzydzają. Ten smród jest dla mnie nie do zniesienia :( Czasem zdarzyło mi się coś kupić ale policzyłabym to na palcach jednej ręki. Chyba wolałabym zaszywać dziury w swoich starych rzeczach.
Wiem, że nie pocieszyłam, ale moim zdaniem będzie baaardzo trudno i dla mnie to by była udręka. A osoby, które uważają, że wręcz można za tą kasę jeszcze opłacić dzieciom dodatkowe lekcje, proszę o dokładne instrukcje jak to zrobić bo ja nie mam bladego pojęcia ;)
Akurat dbam o jedzenie, warzywa i owoce są naprawdę tanie i dobre u gospodarzy, orzechy od gospodarzy tańsze niż w hipermarketach, tylko trzeba zrobić zapas, miód 30 zł na rynku (jak się kupuje na tyle często, że cię znają, w sezonie zresztą tańszy), podobnie tran w aptece, starczają na długo, podstawowe zioła/warzywa można zasadzić w doniczce (póki co mam tylko pietruszkę, ale myślę o tym), przegląd dentysty można na nfz, a prywatnie z ubytkami. Co nie zmienia faktu, że czasem pod koniec miesiąca trzeba pożyczyć i przyoszczędzić. My akurat mamy finansowo różnie, czasem nawet mniej, czasem dodatkowo duży wpływ (jestem freelancerem, odkąd zdecydowałam się na rezygnację z etatu dla dzieci), ale to mniej dużo mnie nauczyło, jak nie myśleć stereotypami i jak się wspierać, nie chce mi się już z tobą pisać Lilko, powodzenia ci życzę.
ale dlaczego pocierpieć? bo urodziny będą mieć wyprawiane w domu (szaleństwo gwarantowane), a nie w centrum handlowym ? bo na wakacje wyjadą pod namiot, a nie do Hiszpanii? bo czasem na kolację będzie czasem tylko kanapka z miodem (zjedzą ze smakiem, też się zdziwiłam), bo zamiast H&M i ZARA ubrania z lumpeksu albo od znajomych (dobra okazja do spotkania), bo zamiast 5 zajęć dodatkowych będą musiały wybrać jedno, dwa, a resztę czasu spędzić w domu albo na dworze? głowa do góry, prawdopodobnie (jeśli utrata dochodu wiąże się z rezygnacją z pracy) będziesz miała czas przemyśleć, jak dorobić (tak, tak, zamiast tu siedzieć powinnam wziąć się do roboty) powodzenia!