Widok
Czy jestem naiwna?
Ciągle wierzę, że spotkam kogoś, z kim zbuduję partnerski związek oparty na szczerości. Mam za sobą kilka nieudanych prób, w każdym układzie były jakieś kłamstwa, z czasem wszystko rozpadało się jak domek z kart.
Obserwuję otoczenie. W parach, o których wiem więcej - zdrada i kłamstwa. Na palcach jednej ręki liczę zgodne małżeństwa...
Niby wszyscy chcą tego samego, chcą dobrze. Ale jakoś niewielu się udaje.
Coraz trudniej mi zwalczać smutną myśl o spędzeniu reszty życia w samotności. Czasem się zastanawiam, czy nie powinnam była pójść sama ze sobą na kompromis i tkwić w związku, w którym nie byłam do końca szczęśliwa. Bo może takiego szczęścia "do końca" w ogóle nie ma?
Obserwuję otoczenie. W parach, o których wiem więcej - zdrada i kłamstwa. Na palcach jednej ręki liczę zgodne małżeństwa...
Niby wszyscy chcą tego samego, chcą dobrze. Ale jakoś niewielu się udaje.
Coraz trudniej mi zwalczać smutną myśl o spędzeniu reszty życia w samotności. Czasem się zastanawiam, czy nie powinnam była pójść sama ze sobą na kompromis i tkwić w związku, w którym nie byłam do końca szczęśliwa. Bo może takiego szczęścia "do końca" w ogóle nie ma?
> Czasem się zastanawiam, czy nie powinnam była pójść sama ze sobą na kompromis i tkwić w związku, w którym nie byłam do końca szczęśliwa.
Każdy związek jest jakimś kompromisem. Rzadko się zdarza, aby partner spełniał WSZYSTKIE oczekiwania. Szczególnie, że.... często sami do końca nie wiemy czego chcemy. Stabilizacja vs. adreanalina. Jedno i drugie.. kusi.. Facet, który będzie ideałem stabilności związku.. dla kobiety niespełnionej.. będzie sympatycznym safandułą. Z czasem.. zacznie go robić w rogi.. Bo jest za dobry.
Z kolei.. macho.. Nie bardzo się nadaje na ojca rodziny. Choć ten wariant jest przez kbiety wybierany nieporównanie częściej. Nie da się pogadać, czułości zero, nawet czasami po pysku da.. I nic to, że zdradza.. Się popłacze.. ponarzeka przyjaciółkom (które i tak go zazdroszczą) i się z nim będzie.. Ale jak listonosz się do żony uśmiechnie za szeroko.. to w mordę dostanie. A kobieta czuje, że jest CZYJAŚ ;)
Każdy związek jest jakimś kompromisem. Rzadko się zdarza, aby partner spełniał WSZYSTKIE oczekiwania. Szczególnie, że.... często sami do końca nie wiemy czego chcemy. Stabilizacja vs. adreanalina. Jedno i drugie.. kusi.. Facet, który będzie ideałem stabilności związku.. dla kobiety niespełnionej.. będzie sympatycznym safandułą. Z czasem.. zacznie go robić w rogi.. Bo jest za dobry.
Z kolei.. macho.. Nie bardzo się nadaje na ojca rodziny. Choć ten wariant jest przez kbiety wybierany nieporównanie częściej. Nie da się pogadać, czułości zero, nawet czasami po pysku da.. I nic to, że zdradza.. Się popłacze.. ponarzeka przyjaciółkom (które i tak go zazdroszczą) i się z nim będzie.. Ale jak listonosz się do żony uśmiechnie za szeroko.. to w mordę dostanie. A kobieta czuje, że jest CZYJAŚ ;)
randall
Gdzie ja podaję jakąś definicję?
Jeśli nie wiesz co znaczy "do końca" i "nie do końca", to proszę uprzejmie:
http://megaslownik.pl/slownik/synonimy_antonimy/3518,do+ko%C5%84ca
http://megaslownik.pl/slownik/synonimy_antonimy/11249,nie+do+ko%C5%84ca
Czepiasz się, a nie masz nic ciekawego do powiedzenia?
Gdzie ja podaję jakąś definicję?
Jeśli nie wiesz co znaczy "do końca" i "nie do końca", to proszę uprzejmie:
http://megaslownik.pl/slownik/synonimy_antonimy/3518,do+ko%C5%84ca
http://megaslownik.pl/slownik/synonimy_antonimy/11249,nie+do+ko%C5%84ca
Czepiasz się, a nie masz nic ciekawego do powiedzenia?
sadyl
Byłam w jednym związku 12 lat i wiem co to kompromisy, większe i mniejsze.
Kto to kobieta niespełniona?
Jeśli o mnie chodzi - mam dobrą pracę, zainteresowania, znajomych i, co najważniejsze, jestem mamą... Myślę, że się spełniam w życiu na tych polach.
A jeśli już tak dzielić mężczyzn, jak Ty to zrobiłeś, to jakoś typ macho nigdy mnie nie pociągał.
I naprawdę nie sądzę, aby kobiety zdrowe na umyśle zdradzały tylko dlatego, że partner jest dla nich "za dobry". Tam zawsze jest jakiś głębszy problem.
Dla mnie szczęściem, spełnieniem w związku byłby partner, z którym mam dobrą relację emocjonalną, uczuciową i fizyczną. I zachodzę w głowę, czy to jest w ogóle możliwe. Bo zawsze coś kuleje, pojawia się jakiś dysonans trudny do zniesienia i wszystko diabli biorą...
Byłam w jednym związku 12 lat i wiem co to kompromisy, większe i mniejsze.
Kto to kobieta niespełniona?
Jeśli o mnie chodzi - mam dobrą pracę, zainteresowania, znajomych i, co najważniejsze, jestem mamą... Myślę, że się spełniam w życiu na tych polach.
A jeśli już tak dzielić mężczyzn, jak Ty to zrobiłeś, to jakoś typ macho nigdy mnie nie pociągał.
I naprawdę nie sądzę, aby kobiety zdrowe na umyśle zdradzały tylko dlatego, że partner jest dla nich "za dobry". Tam zawsze jest jakiś głębszy problem.
Dla mnie szczęściem, spełnieniem w związku byłby partner, z którym mam dobrą relację emocjonalną, uczuciową i fizyczną. I zachodzę w głowę, czy to jest w ogóle możliwe. Bo zawsze coś kuleje, pojawia się jakiś dysonans trudny do zniesienia i wszystko diabli biorą...
"Każdy związek jest jakimś kompromisem."
Oczywiście, że jest. Ale w kompromisach powinna być zachowana jakaś równowaga.
Ja poszłam na zbyt duże kompromisy i nie skończyło się to dobrze dla mnie. Powiedziałabym nawet - źle. Nigdy więcej już tego nie zrobię. Ja szłam na kolejny kompromis bo on miał wszystko głęboko w d...e. To jest naiwność dopiero...
Nie ma ideałów ale tez nie można wszystkiego akceptować w imię pseudozwiązku.
Oczywiście, że jest. Ale w kompromisach powinna być zachowana jakaś równowaga.
Ja poszłam na zbyt duże kompromisy i nie skończyło się to dobrze dla mnie. Powiedziałabym nawet - źle. Nigdy więcej już tego nie zrobię. Ja szłam na kolejny kompromis bo on miał wszystko głęboko w d...e. To jest naiwność dopiero...
Nie ma ideałów ale tez nie można wszystkiego akceptować w imię pseudozwiązku.
Doskonale Cie rozumiem, @bigbeat.
Niedawno tłumaczyłam to koledze, że to nie tak, że ja jestem nieszczęśliwa, bo nie mam partnera i warunkuję moje szczęście od posiadania takowego. To tak, jakby porównać moje życie do układanki. I do całości brakuje jednego klocka - mężczyzny. Praca, dziecko, zdrowie, znajomi itd - to wszystko daje mi szczęście ale nie takie w 100%.
Niedawno tłumaczyłam to koledze, że to nie tak, że ja jestem nieszczęśliwa, bo nie mam partnera i warunkuję moje szczęście od posiadania takowego. To tak, jakby porównać moje życie do układanki. I do całości brakuje jednego klocka - mężczyzny. Praca, dziecko, zdrowie, znajomi itd - to wszystko daje mi szczęście ale nie takie w 100%.
tak jak sadyl zauważył- związek to sztuka kompromisów ale kompromis nie oznacza zmiany siebie. ja trafiłam na faceta, który ma podobny charakter do mnie- jest bardzo uparty, dominujący, szybko się denerwuje, jest zazdrosny, sarkastyczny i nie da sobie w kaszę dmuchać...dokładnie to samo co ja...więc przeszliśmy przez kilka takich kłótni, że jakby tego ktoś z zewnątrz posłuchał to stwierdziłby, że za moment się pozabijamy...i takie starcie podobnych charakterów nie jest łatwe ale jednak uczymy się ciągle tego żeby jednak czasem umieć odpuścić, czasem dopasować się do drugiej osoby mimo, że obydwoje uwielbiamy postawić na swoim. szczęście w związku tworzysz ty na spółkę z partnerem. nie ma na nie jednoznacznej recepty, po prostu musi być to "coś"...a to się zwykle nazywa miłość ;) nie patrz w związku głównie na to, co ci nie pasuje. patrz na jego dobre strony. nikt nie jest idealny a zresztą- idealne związki są po prostu nudne i przewidywalne. no i co ważne- jeżeli jesteś szczęśliwa w życiu bez związku to kiedy stworzysz związek przeniesiesz do niego swoje szczęście...a to już 50% sukcesu udanej relacji :)
Nie ma ludzi idealnych więc nie ma związków idealnych.
Kurczę, chodzi tylko o dobrze funkcjonujący związek...
Oczywiście, że zaakceptuję mężczyznę z jego wadami jeżeli go pokocham, niech no tylko nasza relacja będzie działać jak trzeba. Swoją drogą, słabości też potrafią z czasem stać się fajne, takie "swojskie" i "nasze", o ile tylko nauczymy się sobie z nimi radzić.
Kurczę, chodzi tylko o dobrze funkcjonujący związek...
Oczywiście, że zaakceptuję mężczyznę z jego wadami jeżeli go pokocham, niech no tylko nasza relacja będzie działać jak trzeba. Swoją drogą, słabości też potrafią z czasem stać się fajne, takie "swojskie" i "nasze", o ile tylko nauczymy się sobie z nimi radzić.