Widok
Czy jestem sama?
Wszystko pięknie. Czuję się częścią i bliżej Źródła.
Odrzucam utopię dążenia do ideału na rzecz bycia po prostu człowiekiem.
Dobrze mi i marzę by rozumieć się bez słów z innymi, którzy dzielą ten stan...
Jednak w moim systemie jest miejsce na stan, który właśnie potęguje się!
Dokładnie taki stan:
http://img4.demotywatoryfb.pl//uploads/201305/1368053516_azwkdu_600.jpg
Słowa tracą sens a aparat mowy przestaje mieć rację bytu w kontaktach z taboretami...
Odrzucam utopię dążenia do ideału na rzecz bycia po prostu człowiekiem.
Dobrze mi i marzę by rozumieć się bez słów z innymi, którzy dzielą ten stan...
Jednak w moim systemie jest miejsce na stan, który właśnie potęguje się!
Dokładnie taki stan:
http://img4.demotywatoryfb.pl//uploads/201305/1368053516_azwkdu_600.jpg
Słowa tracą sens a aparat mowy przestaje mieć rację bytu w kontaktach z taboretami...
"bycia po prostu człowiekiem"
"rozumieć się bez słów z innymi"
"moim systemie"
No, no , zaniemówiłem z wrażenia, bo autorka chyba nie zdaje sobie sprawy ze swoich ambicji.
Człowiek to nie to samo, co jednostka. Czlowiek oznacza bardziej gatunek jako całość, podczas gdy my żyjemy jako indywidua. Następnie człowiekim się nie rodzimy, rodzimy się biologiczną jednostką a człowiekiem się stajemy, nabywając pewnych cech duchowych z naszego kulturowego środowiska. Możnaby się, z zachowaniem należytej ostrożności, ale sensownie zapytać jakim czlowiekiem chcesz być, a własciwie stać się. To nie jest takie proste być po prostu człowiekim.
Rozumieć się z innymi bez słów? To by wymagało telepatii. Niestety telepatami nie jesteśmy, musimy wchodzić z innymi w interakcje i fizyczne i werbalne i nawiązywać z nimi relacje, i tylko w ten sposób możemy dojść z nimi do porozumienia, albo i nie.
No, a na koniec system. Można to tylko zrozumieć jako organizm biologiczny, który stanowi pewien system homeostatyczny. Wtedy narzekając na kłopoty zdrowotne, narzekam, że system mi nawala. Poza tym znaczeniem, system to jest zorganizowany w pewien sposób zbiór jednostek. Więc coś mi tu nie gra.
Tak więc należy odrzucić iluzje hedonizmu, iż zycie to pasmo przyjemności, a zaakceptować realistyczne powiedzenie, że życie to wyzwanie - blood, sweat and tears.
"rozumieć się bez słów z innymi"
"moim systemie"
No, no , zaniemówiłem z wrażenia, bo autorka chyba nie zdaje sobie sprawy ze swoich ambicji.
Człowiek to nie to samo, co jednostka. Czlowiek oznacza bardziej gatunek jako całość, podczas gdy my żyjemy jako indywidua. Następnie człowiekim się nie rodzimy, rodzimy się biologiczną jednostką a człowiekiem się stajemy, nabywając pewnych cech duchowych z naszego kulturowego środowiska. Możnaby się, z zachowaniem należytej ostrożności, ale sensownie zapytać jakim czlowiekiem chcesz być, a własciwie stać się. To nie jest takie proste być po prostu człowiekim.
Rozumieć się z innymi bez słów? To by wymagało telepatii. Niestety telepatami nie jesteśmy, musimy wchodzić z innymi w interakcje i fizyczne i werbalne i nawiązywać z nimi relacje, i tylko w ten sposób możemy dojść z nimi do porozumienia, albo i nie.
No, a na koniec system. Można to tylko zrozumieć jako organizm biologiczny, który stanowi pewien system homeostatyczny. Wtedy narzekając na kłopoty zdrowotne, narzekam, że system mi nawala. Poza tym znaczeniem, system to jest zorganizowany w pewien sposób zbiór jednostek. Więc coś mi tu nie gra.
Tak więc należy odrzucić iluzje hedonizmu, iż zycie to pasmo przyjemności, a zaakceptować realistyczne powiedzenie, że życie to wyzwanie - blood, sweat and tears.
To mam dla Ciebie mądrzejszy cytat:
"Ta mądrość przychodzi człowiekowi z wiekiem,
nie każdy pies jest psem, nie każdy człowiek - człowiekiem."
Choć Twój "problem" - ten stan, który się potęguje - wynika z błędnego systemu wartości.
Świat pędzi i ciągle się zmienia. "Być po prostu człowiekiem" i odrzucać podążanie ku doskonałości, to zatrzymać się w miejscu. 20 lat temu, ludzie pluli na samotną matkę. 200 lat temu ciachali się żelastwem, z powodu wyimaginowanych uraz. 2000 lat temu "Bóg" wychwalał niewolnictwo i regularne bicie kobiet i dzieci.
To co dziś Tobie przeszkadza, jutro będzie nie do pomyślenia, jak przykłady wymienione powyżej.
Pozostaje tylko kwestia tego, kim będziesz Ty; Wesołą Zuzią budującą lepsze jutro, czy tą, która stoi tam gdzie stało zomo...tfu:d Czy tą, która jest jak ci, których dziś nazywasz taboretami.
"Ta mądrość przychodzi człowiekowi z wiekiem,
nie każdy pies jest psem, nie każdy człowiek - człowiekiem."
Choć Twój "problem" - ten stan, który się potęguje - wynika z błędnego systemu wartości.
Świat pędzi i ciągle się zmienia. "Być po prostu człowiekiem" i odrzucać podążanie ku doskonałości, to zatrzymać się w miejscu. 20 lat temu, ludzie pluli na samotną matkę. 200 lat temu ciachali się żelastwem, z powodu wyimaginowanych uraz. 2000 lat temu "Bóg" wychwalał niewolnictwo i regularne bicie kobiet i dzieci.
To co dziś Tobie przeszkadza, jutro będzie nie do pomyślenia, jak przykłady wymienione powyżej.
Pozostaje tylko kwestia tego, kim będziesz Ty; Wesołą Zuzią budującą lepsze jutro, czy tą, która stoi tam gdzie stało zomo...tfu:d Czy tą, która jest jak ci, których dziś nazywasz taboretami.
"Zrozumiał, że nie tylko był jej bliski, ale nie wiedział gdzie on się kończy, a ona zaczyna"
Off topic (wybacz, watożerczyni ;)"
@Anty:
Przyznaj się.. administracja Forum Cię przepłaciła, żebyś wrócił i rozruszał forumowy marazm? ;>
A poważnie:
Nie pamiętam, czy miałeś okazje dysput z Zetjotem. Jeśli nie.. to były to najlepiej wydane pieniądze przez administrację Forum :D
A jeszcze poważniej: Fajnie, że wróciłeś.
@Anty:
Przyznaj się.. administracja Forum Cię przepłaciła, żebyś wrócił i rozruszał forumowy marazm? ;>
A poważnie:
Nie pamiętam, czy miałeś okazje dysput z Zetjotem. Jeśli nie.. to były to najlepiej wydane pieniądze przez administrację Forum :D
A jeszcze poważniej: Fajnie, że wróciłeś.
Nic mi nie płacą:(
Tyle lat ciężkiej pracy "ku chwale portalu" i nawet nie dostałem koszuli z logiem, że o czapeczce z autografem prezesa nawet nie wspomnę:(
Jeśli rozmawiałem z jakimś Zetjotem, to nie była to rozmowa warta zapamiętania:)
A wróciłem jak zawsze, na krótko. Posmaczę się, szybko znudzę i ucieknę, by wrócić za kolejne pół roku do roku:)
Nie umiem z Wami żyć, ale i bez Was mi trudno:D
Tyle lat ciężkiej pracy "ku chwale portalu" i nawet nie dostałem koszuli z logiem, że o czapeczce z autografem prezesa nawet nie wspomnę:(
Jeśli rozmawiałem z jakimś Zetjotem, to nie była to rozmowa warta zapamiętania:)
A wróciłem jak zawsze, na krótko. Posmaczę się, szybko znudzę i ucieknę, by wrócić za kolejne pół roku do roku:)
Nie umiem z Wami żyć, ale i bez Was mi trudno:D
"Zrozumiał, że nie tylko był jej bliski, ale nie wiedział gdzie on się kończy, a ona zaczyna"
Jest całkowitą nieprawdą, że mam awersję do ludzi. Nie mam i nigdy nie miałem, może za wyjątkiem pojedynczych osobników, których uważam po prostu za brzydkich.
Ja po prostu chętnie rozmawiam, gdy mam na to ochotę, a nie gdy muszę. I z kim chcę, a nie z kim wypada.
W realnych spotkaniach ludzkość jest szalenie męcząca, chociaż, jak wiesz, i takowe odbywam.
Ja po prostu chętnie rozmawiam, gdy mam na to ochotę, a nie gdy muszę. I z kim chcę, a nie z kim wypada.
W realnych spotkaniach ludzkość jest szalenie męcząca, chociaż, jak wiesz, i takowe odbywam.
> W realnych spotkaniach ludzkość jest szalenie męcząca, chociaż, jak wiesz, i takowe odbywam.
Czyli.. spotkania te są formą ascezy? ;>
> chętnie rozmawiam, gdy mam na to ochotę, a nie gdy muszę. I z kim chcę, a nie z kim wypada.
Czy na Forum w ogóle funkcjonuje pojęcie "rozmowy z kimś, bo wypada"?
Każdy z nas tu jest, kiedy chce i jak chce.
Nie różnisz się pod tym względem od kogokolwiek. Wszyscy tutaj funkcjonują z własnej, nieprzymuszonej woli.
Masz "nieco niestandardowe" realia, ułatwiające Ci złapać dystans do pierdół. Jak również. dające Ci czas do refleksji i autorefleksji.
Tego Ci trochę zazdroszczę, chociaż sam tez na tyle ogarnąłem rzeczywistość, żeby umieć stanąć nieco obok niej. Ale Ty to wiesz :D
> za wyjątkiem pojedynczych osobników, których uważam po prostu za brzydkich.
Mówisz o estetyce czy brzydocie wewnętrznej? Ta pierwsza jest niezbyt istotną wadą powierzchni. Drugiej żaden makijaż nie pomoże :/
Czyli.. spotkania te są formą ascezy? ;>
> chętnie rozmawiam, gdy mam na to ochotę, a nie gdy muszę. I z kim chcę, a nie z kim wypada.
Czy na Forum w ogóle funkcjonuje pojęcie "rozmowy z kimś, bo wypada"?
Każdy z nas tu jest, kiedy chce i jak chce.
Nie różnisz się pod tym względem od kogokolwiek. Wszyscy tutaj funkcjonują z własnej, nieprzymuszonej woli.
Masz "nieco niestandardowe" realia, ułatwiające Ci złapać dystans do pierdół. Jak również. dające Ci czas do refleksji i autorefleksji.
Tego Ci trochę zazdroszczę, chociaż sam tez na tyle ogarnąłem rzeczywistość, żeby umieć stanąć nieco obok niej. Ale Ty to wiesz :D
> za wyjątkiem pojedynczych osobników, których uważam po prostu za brzydkich.
Mówisz o estetyce czy brzydocie wewnętrznej? Ta pierwsza jest niezbyt istotną wadą powierzchni. Drugiej żaden makijaż nie pomoże :/
Turkus to nie mój kolor:p Twój chyba też nie, skoro musiałeś się odświętnie zalogować, bym mógł go zobaczyć:)
Awersji do ludzi też nie mam. Odwiedziny forum nie są dla mnie substytutem kontaktu z ludźmi, ale raczej odpoczynkiem od niego.
Choć niezbyt praktycznym, bo zawsze wychodzę stąd ze znajomością, której poświęcam później zdecydowanie więcej czasu niż powinienem:d
Inną kwestią jest jakość wszelakich moich kontaktów z ludźmi. Lecz to chyba nie tylko mój problem? Takie czasy. Ilość wzrasta, jakość spada:(
Awersji do ludzi też nie mam. Odwiedziny forum nie są dla mnie substytutem kontaktu z ludźmi, ale raczej odpoczynkiem od niego.
Choć niezbyt praktycznym, bo zawsze wychodzę stąd ze znajomością, której poświęcam później zdecydowanie więcej czasu niż powinienem:d
Inną kwestią jest jakość wszelakich moich kontaktów z ludźmi. Lecz to chyba nie tylko mój problem? Takie czasy. Ilość wzrasta, jakość spada:(
"Zrozumiał, że nie tylko był jej bliski, ale nie wiedział gdzie on się kończy, a ona zaczyna"
> Turkus to nie mój kolor
Masz rację. Mój również nie.
Mogłem wybrać dowolny... wybrałem turkusowy w hołdzie pewnym sweterkom, ale to zbyt intymne, żeby na forum wyciągać :D
> zawsze wychodzę stąd ze znajomością, której poświęcam później zdecydowanie więcej czasu niż powinienem:d
Taka karma tego Forum :D
Masz rację. Mój również nie.
Mogłem wybrać dowolny... wybrałem turkusowy w hołdzie pewnym sweterkom, ale to zbyt intymne, żeby na forum wyciągać :D
> zawsze wychodzę stąd ze znajomością, której poświęcam później zdecydowanie więcej czasu niż powinienem:d
Taka karma tego Forum :D
Przez te wspomniane 50 lat nie ciachali się żelastwem. To były zwykłe dilda:p w porównaniu z żelastwem to zwykła pieszczota:)
A atomówki to całkiem inny świat - wszakże rozmowa dotyczyła zwykłej ludzkiej codzienności, a nie działania odgórnego.
A atomówki to całkiem inny świat - wszakże rozmowa dotyczyła zwykłej ludzkiej codzienności, a nie działania odgórnego.
"Zrozumiał, że nie tylko był jej bliski, ale nie wiedział gdzie on się kończy, a ona zaczyna"
To nie bagatelka, to pewnie okruszki zablokowały Ci klawisz z zerem;)
A tak poważnie, to zdefiniuj "ginie". Jeśli bowiem mówisz "ginie" w całej okazałości tego słowa, to oczywistym jest, że chrześcijanie giną odkąd istnieją i będą ginąć tak długo jak istnieć będą. Jedynym rozwiązaniem by nie ginęli, to zabić ich wszystkim. Wierz lub nie, ale po ostatnim już żaden nie zginie - to stała zasada!:)
A jeśli masz pretensje, że giną, to idź z tym do Boga, czy w co tam sobie wierzysz. Nie ja projektowałem śmiertelność organizmów żywych.
A to że giną, i to przez żelastwo, skłania mnie do pytania, za kogo uważasz twórców samochodów, samolotów, rowerów czy pociągów? Masowych morderców?;)
A tak poważnie, to zdefiniuj "ginie". Jeśli bowiem mówisz "ginie" w całej okazałości tego słowa, to oczywistym jest, że chrześcijanie giną odkąd istnieją i będą ginąć tak długo jak istnieć będą. Jedynym rozwiązaniem by nie ginęli, to zabić ich wszystkim. Wierz lub nie, ale po ostatnim już żaden nie zginie - to stała zasada!:)
A jeśli masz pretensje, że giną, to idź z tym do Boga, czy w co tam sobie wierzysz. Nie ja projektowałem śmiertelność organizmów żywych.
A to że giną, i to przez żelastwo, skłania mnie do pytania, za kogo uważasz twórców samochodów, samolotów, rowerów czy pociągów? Masowych morderców?;)
"Zrozumiał, że nie tylko był jej bliski, ale nie wiedział gdzie on się kończy, a ona zaczyna"