Widok
jakaś tam gdybym miała pewność że u mojego nie zmieni się to w nie jedzenie w ogóle też bym spróbowała.. ale obawiam sie że u niego momentalnie żołądek się skurczy i będzie żył powietrzem :(
o potrafi siedziec nad talerzem i wyć tak długo aż zaśnie, a na kolejny posiłek i tak nie zje jak mu się poda coś czego teoretycznie nie lubi.. :(
o potrafi siedziec nad talerzem i wyć tak długo aż zaśnie, a na kolejny posiłek i tak nie zje jak mu się poda coś czego teoretycznie nie lubi.. :(
Jej znam to u nas to samo było, jak bym ją chciała jedzeniem mordować i już miałam dość tych akcji po tym jak jednego dnia nie dostałam akurat danio waniliowego i paluszka, a czułam się fatalnie, aby gdzieś dalej biegać bo też w ciąży byłam.
Darła się przy obiedzie jak bym ją biła, a nie obiad nalała na talerz i wtedy trafiłam na taki artykuł, ze to jest po prostu przyzwyczajenie jeśli oczywiście nie ma jakiś alergii i nietolerancji, najczęściej mają tak dzieci z obniżonym napięciem i zaburzeniami sensorycznymi( u nas było) mogłam też popełnić jakiś błąd przy wprowadzaniu stałych posiłków (pewnie popełniłam)i właśnie ten radykalny sposób. Nie powiem też bałam się czy nie zagłodzę jej i nie rozchoruje się.
dało się i wyszło to tylko na dobre
Kategorycznie odmawia miodu (co dziwne jadła go, ale babcia jej wmówiła pewną głupotę i nie chce o tym zapomnieć)I nie jadła ryb. Dopiero zaczęła i dosłownie się nimi objada, a ma 6 lat
Myślę, że dużo pomocą było też moje drugie dziecię które wciągało wszystko jak odkurzacz. Szczególnie warzywa i owoce
Darła się przy obiedzie jak bym ją biła, a nie obiad nalała na talerz i wtedy trafiłam na taki artykuł, ze to jest po prostu przyzwyczajenie jeśli oczywiście nie ma jakiś alergii i nietolerancji, najczęściej mają tak dzieci z obniżonym napięciem i zaburzeniami sensorycznymi( u nas było) mogłam też popełnić jakiś błąd przy wprowadzaniu stałych posiłków (pewnie popełniłam)i właśnie ten radykalny sposób. Nie powiem też bałam się czy nie zagłodzę jej i nie rozchoruje się.
dało się i wyszło to tylko na dobre
Kategorycznie odmawia miodu (co dziwne jadła go, ale babcia jej wmówiła pewną głupotę i nie chce o tym zapomnieć)I nie jadła ryb. Dopiero zaczęła i dosłownie się nimi objada, a ma 6 lat
Myślę, że dużo pomocą było też moje drugie dziecię które wciągało wszystko jak odkurzacz. Szczególnie warzywa i owoce
ja osobiście zawsze na drugie śniadanie przygotowywałam kanapki i jakiś owoc, aczkolwiek ostatnio odkryliśmy kanapki mleczne Monte z kremem orzechowo-czekoladowym. Zastąpiły one typową kanapkę do szkoły :D dosyć, że są one smaczne i nawet po kilku godzinach wyglądają znacznie bardziej estetycznie niż typowa kanapka:D moja rodzinka je uwielbia, a młody zawsze do szkoły bierze jeszcze kilka by podzielić się z kolegami. Uważam, że mają one dobry wpływ na dziecko bo otwierają w kontakcie, a krem orzechowo-czekoladowy dostarcza ważne suplementy(np. magnez).
Jak dla mnie - dawanie dziecku do szkoły słodkiego rogala, mlecznej kanapki, drożdżówki itp. ZAMIAST kanapki( z czym tam dziecko zje) to objaw lenistwa, wygodnictwa i bezmyślności rodziców.
A potem nic dziwnegi, że te dzieci albo zamieniają się z kolegami na kanapkę z serem/wędliną i warzywami albo zwyczajnie zabierają niejadkom. U nas w klasie jest 2 takich dzieci. Szkoda ich.
Rozumiem - raz, kiedyś. Coś tam wypadło, zaspaliśmy i na szybko w drodze do szkoły kupi się drożdżówkę. Ale nie codziennie.
Miałam kiedyś fajny przepis na batoniki musli :) albo nawet dwa :) bo jeden z forum... Muszę poszukać :)
A potem nic dziwnegi, że te dzieci albo zamieniają się z kolegami na kanapkę z serem/wędliną i warzywami albo zwyczajnie zabierają niejadkom. U nas w klasie jest 2 takich dzieci. Szkoda ich.
Rozumiem - raz, kiedyś. Coś tam wypadło, zaspaliśmy i na szybko w drodze do szkoły kupi się drożdżówkę. Ale nie codziennie.
Miałam kiedyś fajny przepis na batoniki musli :) albo nawet dwa :) bo jeden z forum... Muszę poszukać :)
Jeśli kanapki codziennie wracają i lądują w śmietniku to prawdopodobnie oznacza to, że dziecko albo próbuje wymusić na rodzicach coś "lepszego" (chociażby wspomniane wyżej batoniki i drożdżówki), albo najnormalniej w świecie nie jest w szkole głodne. Ja należałam do tej drugiej grupy dzieci, pamiętam do dzisiaj jak jadłam kanapki na szybko po lekcjach, albo nawet przed lekcjami, żeby mieć "z głowy", bo nie miałam sumienia wyrzucać jedzenia do śmieci, a za niezjedzone kanapki czekała mnie w domu awantura.
Mama - a co jesteś zwolenniczką dawania 5x dziennie słodyczy zamiast owoców lub warzyw?
Jakie by te warzywa, owoce, sery czy wędliny nie były(nie mówię o najtańszych wędlinach z 40-50% mięsa) to są zdrowsze od drożdżówek, lizaków itp.
Co bym powiedziała? Że albo dziecko nie jest nauczone jedzenia takich kanapek albo nie jest głodne. Lub jak mój ma fazy na wymyślanie.
Dzieci o których pisałam wyżej najwyraźniej chcą takich kanapek skoro wyjadają je kolegom z klasy. Jedno z nich oddaje swoje kanapki bez warzyw i masła oraz lizaka, batonika(co tam ma słodkiego) za kanapkę z sałatą, papryką, szynką.
Ja też przez całą podstawówkę i ogólniak nie jadłam kanapek w szkole. Mój pierwszy posiłek był po powrocie ze szkoły(przed szkołą nie jadłam śniadania, Mama do pracy jechała na 6:30 więc nie mogła mnie dopilnować). Wcześniej nie byłam głodna.
Nie powiem - na zdrowie mi to nie wyszło. Ale wtedy o tym nie myślałam. Więc rozumiem, że mogą być dzieci, które w szkole nie są głodne...
Ja też toczę walki z moim Synem - sałaty nie, zwykłego pomidora nie, papryki nie, rzodkiewek tym bardziej, kalarepy nie ruszy(sałatę i pomidora zje tylko w domowym hot-dogu lub burgerze). Przez 3 tygodnie jadł nasze działkowe pomidorki koktajlowe, a w ubiegłym tygodniu przynosił rozpaćkane w śniadaniówce... Jedynie ogórek przejdzie w kanapce... Ale wędlina absolutnie nie może mieć ciemnego brzegu(wędzona szynka, schab) i kiełbasa nie może być mocniej zróżnicowana pod względem kolorów(jaśniejsze i ciemniejsze kawałki mięsa)... Marchewkę czasem zje, innym razem nie. Ale nie ulegnę i nie dam słodkiej buły zamiast kanapki. To może zjeść w domu, po zjedzeniu normalnego obiadu.
W pt koleżanka nazwała go psycholem, bo w pudełeczku po landrynkach(fajne, małe, okrągłe) miał suszone żurawiny i orzechy włoskie... W domu też ma w tym pudełku żurawiny, zjada kiedy chce.
Jakie by te warzywa, owoce, sery czy wędliny nie były(nie mówię o najtańszych wędlinach z 40-50% mięsa) to są zdrowsze od drożdżówek, lizaków itp.
Co bym powiedziała? Że albo dziecko nie jest nauczone jedzenia takich kanapek albo nie jest głodne. Lub jak mój ma fazy na wymyślanie.
Dzieci o których pisałam wyżej najwyraźniej chcą takich kanapek skoro wyjadają je kolegom z klasy. Jedno z nich oddaje swoje kanapki bez warzyw i masła oraz lizaka, batonika(co tam ma słodkiego) za kanapkę z sałatą, papryką, szynką.
Ja też przez całą podstawówkę i ogólniak nie jadłam kanapek w szkole. Mój pierwszy posiłek był po powrocie ze szkoły(przed szkołą nie jadłam śniadania, Mama do pracy jechała na 6:30 więc nie mogła mnie dopilnować). Wcześniej nie byłam głodna.
Nie powiem - na zdrowie mi to nie wyszło. Ale wtedy o tym nie myślałam. Więc rozumiem, że mogą być dzieci, które w szkole nie są głodne...
Ja też toczę walki z moim Synem - sałaty nie, zwykłego pomidora nie, papryki nie, rzodkiewek tym bardziej, kalarepy nie ruszy(sałatę i pomidora zje tylko w domowym hot-dogu lub burgerze). Przez 3 tygodnie jadł nasze działkowe pomidorki koktajlowe, a w ubiegłym tygodniu przynosił rozpaćkane w śniadaniówce... Jedynie ogórek przejdzie w kanapce... Ale wędlina absolutnie nie może mieć ciemnego brzegu(wędzona szynka, schab) i kiełbasa nie może być mocniej zróżnicowana pod względem kolorów(jaśniejsze i ciemniejsze kawałki mięsa)... Marchewkę czasem zje, innym razem nie. Ale nie ulegnę i nie dam słodkiej buły zamiast kanapki. To może zjeść w domu, po zjedzeniu normalnego obiadu.
W pt koleżanka nazwała go psycholem, bo w pudełeczku po landrynkach(fajne, małe, okrągłe) miał suszone żurawiny i orzechy włoskie... W domu też ma w tym pudełku żurawiny, zjada kiedy chce.
AgusiaGda mój właśnie ma fazę na wymyślanie, ja sporadycznie dajęmu kinder kanapkę do szkoły, ale tylko i wyłącznie wtedy gdy ma na popołudnia i wtedy dorzucam mu jeszcze mus z owoców lub świeże maliny, winogrona, banana lub borówki. Jak do szkoły ma na rano to zawsze daję mu kanapkę, kabanoska i jakiś owoc, ale jak ma na popołudnia to kanapka na tzw. podwieczorek ląduje w śmietniku;/
Mama - czyli wiesz jak to jest z tymi "fazami" ;)
Mój Młody do ubiegłego tygodnia ładnie wszystko zjadał, śniadaniówka była pusta (no raz wyjątkiem były orzechy nerkowca które Mu nie smakowały). Owocowy mus też zjadał (ok, jest dosładzany - ale nie demonizuję cukru). W ubiegłym tygodniu - za każdym razem mus zostawał + te rozpaćkane pomidorki i skórka z chleba... Mus owocowy zjadał/wypijał(jak to tam zwał) na placu zabaw po szkole.
Za to nie chce pić. Wypija max 100ml wody w szkole. Mam wrażenie, że może to być związane ze stanem toalety... Na początku przedszkola miał lęki przed małymi kibelkami i przez m-c nie siusiał w przedszkolu... Na działce 2 lata były jazdy, bo raz wystraszył się żaby w kibelku. A szkolna toaleta najmłodszych chłopców pamięta mój rocznik... (chociaż szkoła się stara, pomalowali kolorowo ściany żeby było weselej ale mimo tego podłogi, kafelki, armatura... dopiero za kilka m-cy ma być remont)
Całe szczęście u nas jest tylko jedna zmiana :)))))
Ma wykupione obiady w szkole - zupy z reguły nie je, z drugiego dania zależy co jest... Czasem zje wszystko(ziemniaczki, mielony, marchewka z groszkiem albo np. duszona pałka z kurczaka, ziemniaki i jakaś surówka), a innym razem tylko kaszę, bo gulasz mu się nie podobał... (więc z 2 dań zje tylko kaszę)
Chude to takie, że obowiązkowo musi mieć spodnie z regulacją szerokości w pasie :P Bo typowa rozmiarówka, gdzie są dobre na długość - to są za szerokie w pasie :/
Mój Młody do ubiegłego tygodnia ładnie wszystko zjadał, śniadaniówka była pusta (no raz wyjątkiem były orzechy nerkowca które Mu nie smakowały). Owocowy mus też zjadał (ok, jest dosładzany - ale nie demonizuję cukru). W ubiegłym tygodniu - za każdym razem mus zostawał + te rozpaćkane pomidorki i skórka z chleba... Mus owocowy zjadał/wypijał(jak to tam zwał) na placu zabaw po szkole.
Za to nie chce pić. Wypija max 100ml wody w szkole. Mam wrażenie, że może to być związane ze stanem toalety... Na początku przedszkola miał lęki przed małymi kibelkami i przez m-c nie siusiał w przedszkolu... Na działce 2 lata były jazdy, bo raz wystraszył się żaby w kibelku. A szkolna toaleta najmłodszych chłopców pamięta mój rocznik... (chociaż szkoła się stara, pomalowali kolorowo ściany żeby było weselej ale mimo tego podłogi, kafelki, armatura... dopiero za kilka m-cy ma być remont)
Całe szczęście u nas jest tylko jedna zmiana :)))))
Ma wykupione obiady w szkole - zupy z reguły nie je, z drugiego dania zależy co jest... Czasem zje wszystko(ziemniaczki, mielony, marchewka z groszkiem albo np. duszona pałka z kurczaka, ziemniaki i jakaś surówka), a innym razem tylko kaszę, bo gulasz mu się nie podobał... (więc z 2 dań zje tylko kaszę)
Chude to takie, że obowiązkowo musi mieć spodnie z regulacją szerokości w pasie :P Bo typowa rozmiarówka, gdzie są dobre na długość - to są za szerokie w pasie :/
@AgusiaGda, ja w ogóle nie pijałam w szkole, właśnie ze względu na toalety. Uczyłam się zawsze w systemie zmianowym, w podstawówce próbowałam przez kilka dni nosić do szkoły herbatę w butelce, ale znowu "nie miałam czasu" jej pić, więc odpuściłam, bo to zawsze dodatkowe 0,5kg w plecaku :P Niepicie i niesiusianie przez 8 godzin nie było dla mnie żadnym problemem. Nigdy nie miałam żadnych problemów związanych z odwonieniem czy ogólnym niedoborem płynów w organizmie, żadnych zapaleń pęcherza itp, więc nie martw się o synka :) Większość dzieci intuicyjnie wie, czego im trzeba a co nie (pomijając problem słodyczy ;)), dopiero dorosłym odwala i zaczynają się źle odżywiać i bagatelizować potrzeby własnego organizmu :)
Hela - z tym nie siusianiem w szkole to ja tak mam do teraz ;) o ile w podstawówce i ogólniaku piłam mało i spokojnie wytrzymywałam do powrotu do domu ok 13-14:30, to w policealnych już piłam (0,5-1l) i nie siusiałam do 16-18 ;) bo też mam "fisia" na punkcie publicznych toalet(nawet jak są ładne, wyremontowane, czyściutkie i pachnące) ;)
oczywiście wiem, że dla nerek i ogólnie organizmu zdrowe to nie jest...
Jako dziecko jeździłam na kolonie, często na południe Polski lub za południowe granice - na trasie nie korzystałam z toalet...
Ale jednak wolałabym żeby ten mój Dzieć pił i siusiał ;)
oczywiście wiem, że dla nerek i ogólnie organizmu zdrowe to nie jest...
Jako dziecko jeździłam na kolonie, często na południe Polski lub za południowe granice - na trasie nie korzystałam z toalet...
Ale jednak wolałabym żeby ten mój Dzieć pił i siusiał ;)
Zwykle wkładam to tornistra dla córki kanapki.Lubi kanapki z żóltym serem i sałatą. Kiedyś częściej dawalam jej paczki i drożdżówki ale ostatnio o wiele bardziej woli kanapeczki ( szczególnie,że zajęć ma sporo a tym jednak o wiele łatwiej można się najeść).Zdarza się również,ze daję jej coś słodkiego. Nie codziennie oczywiście, ale raz na jakiś czas. Zwylke jest to albo czekotubka ( córka uwielbia) albo jakiś batonik . Na przykład pawełek z adwokatem.