Widok
E tam
Manson kłamie. Nie są groźne... heehehehehehe
Sfora lubi jak jej rzucać szyszki.
Nie wiem tylko, jak zareaguje ona na dzień dobry, jeśli wejść jej w paradę z partyzanta.
Lepiej mieć szyszki, rzucić, stanąć i gapić się w niebo.
Ja chociaż wiem jak się wabią.
I to nieprawda, że u niego zimno.
Znów kłamie.
:)
Byłem u niego w mrozach, że auta nie mogły odpalić.
Naczy jemu zamarzła skrzynia w leśnym aucie i nie mógł cofnąć, ja nie mogłem nic.
Ale w chałupie spoko. Cieplutko. Raz mi dał nawet rozpalić piec.
I spytał czy mam taki sam.
Nie. Mam ciut mniejszy.
Ciepło u niego. Nie wierzcie jemu.
I ma spirt.
W piwnicy.
I grzybów od groma jasnego.
ps. czy ja założyłem wątek?
psia krew.
To miało być do wątku Anki.
Fak sik.
Sfora lubi jak jej rzucać szyszki.
Nie wiem tylko, jak zareaguje ona na dzień dobry, jeśli wejść jej w paradę z partyzanta.
Lepiej mieć szyszki, rzucić, stanąć i gapić się w niebo.
Ja chociaż wiem jak się wabią.
I to nieprawda, że u niego zimno.
Znów kłamie.
:)
Byłem u niego w mrozach, że auta nie mogły odpalić.
Naczy jemu zamarzła skrzynia w leśnym aucie i nie mógł cofnąć, ja nie mogłem nic.
Ale w chałupie spoko. Cieplutko. Raz mi dał nawet rozpalić piec.
I spytał czy mam taki sam.
Nie. Mam ciut mniejszy.
Ciepło u niego. Nie wierzcie jemu.
I ma spirt.
W piwnicy.
I grzybów od groma jasnego.
ps. czy ja założyłem wątek?
psia krew.
To miało być do wątku Anki.
Fak sik.
"Niektóre rzeczy są dokładnie tym, czym są, i niczym innym."
Charles Bukowski.
Charles Bukowski.
Coś tam było o pizzy Mansona.
Nie wierzcie mu.
Znów łże.
Po części.
Dobra na pizzy tj. - farsz zapewne przyrządza wg stanu lodówki i fantazji, ale ciasto z tego co ja jadłem to robi podobnie. Podobnie pyszne. Znaczy tak samo wizualnie i smakowo.
A tam.
Wysypie się.
Najgorsze w gotowaniu Mansona jest to, że...
No to że...
że...
że czasem mam wrażenie, że on już nie tylko celebruje pichcenie, tylko to przeciąga żeby mnie wkurzyć.
Ile to ja już razy się śliniłem u niego.
A on majestatycznym krokiem wędrował od kuchenki do szafki, od lodówki do piekarnika. Nie ma serca ten człowiek.
hehehehehehehehe
to taki mały żart Mansonie :)
Nie wierzcie mu.
Znów łże.
Po części.
Dobra na pizzy tj. - farsz zapewne przyrządza wg stanu lodówki i fantazji, ale ciasto z tego co ja jadłem to robi podobnie. Podobnie pyszne. Znaczy tak samo wizualnie i smakowo.
A tam.
Wysypie się.
Najgorsze w gotowaniu Mansona jest to, że...
No to że...
że...
że czasem mam wrażenie, że on już nie tylko celebruje pichcenie, tylko to przeciąga żeby mnie wkurzyć.
Ile to ja już razy się śliniłem u niego.
A on majestatycznym krokiem wędrował od kuchenki do szafki, od lodówki do piekarnika. Nie ma serca ten człowiek.
hehehehehehehehe
to taki mały żart Mansonie :)
Zreflektowałem się.
Więc napisałem później, że po części łże.
:)
Temat psów temat rzeka.
Sam wiesz.
Nie mam lęku przed psiarnią.
Niech pokazują zębiska. Niech warczą. Niech się rzuci.
Agresja wynika z obawy, strachu, rzadziej z poczucia dominacji.
U ludzi też.
Zresztą Ty ma je ładnie wyprowadzone jak na tę rasę.
http://www.youtube.com/results?search_query=band+of+horses+the+funeral
Więc napisałem później, że po części łże.
:)
Temat psów temat rzeka.
Sam wiesz.
Nie mam lęku przed psiarnią.
Niech pokazują zębiska. Niech warczą. Niech się rzuci.
Agresja wynika z obawy, strachu, rzadziej z poczucia dominacji.
U ludzi też.
Zresztą Ty ma je ładnie wyprowadzone jak na tę rasę.
http://www.youtube.com/results?search_query=band+of+horses+the+funeral
W sumie to one warczą jedynie pomiędzy sobą. Co do obcych jeszcze się nie zdarzyło, a przynajmniej nie przy mnie.
Oni po prostu stają i zaczynają się człowiekowi przyglądać.
I zwykle tyle wystarczy.
Jedyny co wszedł w obejście bez zaproszenia to był ksiądz po kolędzie, pisałem kiedyś o tej historii, nie będę się powtarzać.
Tylko mały lata i szczeka jak porąbany, ale wszystkie małe tak robią.
Oni po prostu stają i zaczynają się człowiekowi przyglądać.
I zwykle tyle wystarczy.
Jedyny co wszedł w obejście bez zaproszenia to był ksiądz po kolędzie, pisałem kiedyś o tej historii, nie będę się powtarzać.
Tylko mały lata i szczeka jak porąbany, ale wszystkie małe tak robią.
Co prawda to prawda.
Pamiętam jak lata wstecz Manson ogłosił Pierwszy Coroczny Zjazd Anestezjologów u siebie. Wtedy chyba Agentka Jo coś napisała, że tamtego wieczora się znieczula Manson podchwycił temat i ogłosił gremium zapraszając, a co z tego wyszło? KISZKA-FISZKA :)
Do Mansona to się jedzie gdy:
1. Zaprasza.
2. Ma się rower.
3 Kasę na bilety w dwie strony na kolejkę (chyba, że się potrafi rozmawiać z kanarami)
3. Lubi się ciszę i pewne aspekty przyrodniczo-kulinarne.
4. Lubi się spirt z colą.
5. Gdy się lubi towarzystwo Gospodarza.
6. Oraz psy.
7. I koty.
8. I ptaki.
ps. Kurdę im jestem starszy tym mnie się lepiej wstaje rano z wyra.
Pamiętam jak lata wstecz Manson ogłosił Pierwszy Coroczny Zjazd Anestezjologów u siebie. Wtedy chyba Agentka Jo coś napisała, że tamtego wieczora się znieczula Manson podchwycił temat i ogłosił gremium zapraszając, a co z tego wyszło? KISZKA-FISZKA :)
Do Mansona to się jedzie gdy:
1. Zaprasza.
2. Ma się rower.
3 Kasę na bilety w dwie strony na kolejkę (chyba, że się potrafi rozmawiać z kanarami)
3. Lubi się ciszę i pewne aspekty przyrodniczo-kulinarne.
4. Lubi się spirt z colą.
5. Gdy się lubi towarzystwo Gospodarza.
6. Oraz psy.
7. I koty.
8. I ptaki.
ps. Kurdę im jestem starszy tym mnie się lepiej wstaje rano z wyra.
pies i warzywka
Gdzies tam pisaliście o tym jakie warzywa i owoce pies jada. Nie wiem w którym wątku, wiec tu się dopiszę.
Mój pies lubi:
marchew obrana
jablka ale nadgryzione.
Pomidory moze jeść kilogramami (kiedyś wszyscy wyszliśmy z domu a na wierzchu została torba z pomidorami. Po powrocie zastaliśmy psa z ostatnim pomidorem w pysku. Chyba nie miał siły go zjeść0
lubi też swieże ogórki.
Nie lubi truskawek. Podrzuca je do góry i mysli chyba ze to zabawka.
Nie lubi bananów.
Padline lubi każdą. A zywego mięsa chyba by nie zjadł.
Kiedyś złapał na wsi kurczaka. I zaczął z nim ganiać po podwórku. Myśłał chyba, że to piękny żółciutki pluszak. Zabawa była niezła, najbardziej ja przeżywała włascicielka kurczaka.
Jakoś w końcu wypuścił go, lekko uszkodzonego. ale kurzak przeżył i dorósł. Może nawet jaja potem robil. ale tego nie wiem. Cakiem możliwe , że po traumie związanej z pobytem w psim pysku nie było jaj.
Na spacerze raz mi zeżarł coś niezywego, futrzastego. Myslałam, że zwymiotuję. No ale potem czekaliśmy tylko na to aż on to zwróci. Stało sie nocą. Syn sprzatał, ja bałam sie spojrzeć na to co to jest.
O zjedzonych skarpetkach, rękawiczkach, tortach nie będę sie rozpisywac.
Mój pies lubi:
marchew obrana
jablka ale nadgryzione.
Pomidory moze jeść kilogramami (kiedyś wszyscy wyszliśmy z domu a na wierzchu została torba z pomidorami. Po powrocie zastaliśmy psa z ostatnim pomidorem w pysku. Chyba nie miał siły go zjeść0
lubi też swieże ogórki.
Nie lubi truskawek. Podrzuca je do góry i mysli chyba ze to zabawka.
Nie lubi bananów.
Padline lubi każdą. A zywego mięsa chyba by nie zjadł.
Kiedyś złapał na wsi kurczaka. I zaczął z nim ganiać po podwórku. Myśłał chyba, że to piękny żółciutki pluszak. Zabawa była niezła, najbardziej ja przeżywała włascicielka kurczaka.
Jakoś w końcu wypuścił go, lekko uszkodzonego. ale kurzak przeżył i dorósł. Może nawet jaja potem robil. ale tego nie wiem. Cakiem możliwe , że po traumie związanej z pobytem w psim pysku nie było jaj.
Na spacerze raz mi zeżarł coś niezywego, futrzastego. Myslałam, że zwymiotuję. No ale potem czekaliśmy tylko na to aż on to zwróci. Stało sie nocą. Syn sprzatał, ja bałam sie spojrzeć na to co to jest.
O zjedzonych skarpetkach, rękawiczkach, tortach nie będę sie rozpisywac.
Tak, nigdy nie mów nigdy ---zgadzam się, ale jeżeli ktoś ma utrwalone poglądy na niektóre tematy, to Nigdy będzie Nigdy.
Nigdy nie sprzedałabym swoich dzieci. Wolałabym sprzedać siebie, ale od moich dzieci wara..
Czasami żartuje i mówię komuś w żartach, że sprzedam dzieci na noc lub dwie, żeby się wyspać:-))))
Kosmitko, mowa jest tutaj o sprzedaniu wszystkiego, a od psa się zaczęło.
Nigdy nie sprzedałabym swoich dzieci. Wolałabym sprzedać siebie, ale od moich dzieci wara..
Czasami żartuje i mówię komuś w żartach, że sprzedam dzieci na noc lub dwie, żeby się wyspać:-))))
Kosmitko, mowa jest tutaj o sprzedaniu wszystkiego, a od psa się zaczęło.
Graszka, ja miałam na mysli dobra materialne
A co do zwierząt, przez tyle lat przygarniałam psy i kotki złorzecząc na wrednych ludzi, a teraz w momencie przeprowadzki będę sie ich pozbywała, oczywiście szukając im domu lub w najgorszej sytuacji oddając do schroniska................. nigdy nie mów nigdy
A co do zwierząt, przez tyle lat przygarniałam psy i kotki złorzecząc na wrednych ludzi, a teraz w momencie przeprowadzki będę sie ich pozbywała, oczywiście szukając im domu lub w najgorszej sytuacji oddając do schroniska................. nigdy nie mów nigdy

Graszka wyglada na to, ze Manson serio zaproszenie wystosował - znalazłabyś czas na podróż - ja mam przeolbrzymią chęć poznać faceta , tyle dobrego o Nim napisano :) no i odwiedzić lasy :)
Manson, mówię serio - szalenie chciałabym do Ciebie zawitać mimo, ze się nie znamy:) oczywiście nie będę sama:)
Manson, mówię serio - szalenie chciałabym do Ciebie zawitać mimo, ze się nie znamy:) oczywiście nie będę sama:)
Manson.
Ruszam zaraz. Za 30 min czasu wschodnio europejskiego.
Myślałem jaki by podarować Tobie prezent.
To rano wycigłem 4 pory.
Z pola mego. (no ziemia jest ziemia w sumie nie należy personalnie do nikogo)
Pachną.
Albo pięć.
Pachną porem.
:)
ps zdobędę się na beszczleność.
chyba jednak bede głodny.
Będziemy.
Ruszam zaraz. Za 30 min czasu wschodnio europejskiego.
Myślałem jaki by podarować Tobie prezent.
To rano wycigłem 4 pory.
Z pola mego. (no ziemia jest ziemia w sumie nie należy personalnie do nikogo)
Pachną.
Albo pięć.
Pachną porem.
:)
ps zdobędę się na beszczleność.
chyba jednak bede głodny.
Będziemy.
historia jednego spaceru
Morza szum, ptaków śpiew, złota plaża pośród drxew.
Częściowo się zgadzało. Morze szumiało aż za bardzo. Z ulgą zakładałam na czapkę kaptur aby trochę wyciszyć hałas.
Plaża pewnie byłaby złota gdyby to był dzień. Słoneczny.
Ptaków nie widziałam i nie słyszałam.
Szłam sobie spokojnie starając się zobaczyć cos w ciemności.
Z tyłu pies.
Przez chwilę z tyłu. Bo nagle coś poczuł i wystrzelił do przodu. A jest rewelacyjnym sprinterem. Jak krasnolud. Na krótkich dystansach.
Po chwili z mroku wyłoniły się dwie osoby. Dwoch mężczyzn. Jeden został niestety obszczekany. Więc wołam piesiona: .........! Pies o dziwo przyszedl. A jeden z mężczyzn do drugiego:
- Stary ogarniasz. Ten pies ma na imię......(azor)...... Czy ty słyszałeś? Najpiękniejsze imie dla psa jakie w życiu słyszałem.
No to jeszcze z zachwytem wymieniliśmy się kilkoma spostrzezeniami na temat czworonogów i poszłam dalej zadowolona, ze zaden nie nawrzeszczal za spuszczonego psa obzczekującego ich.
Ufffff
Częściowo się zgadzało. Morze szumiało aż za bardzo. Z ulgą zakładałam na czapkę kaptur aby trochę wyciszyć hałas.
Plaża pewnie byłaby złota gdyby to był dzień. Słoneczny.
Ptaków nie widziałam i nie słyszałam.
Szłam sobie spokojnie starając się zobaczyć cos w ciemności.
Z tyłu pies.
Przez chwilę z tyłu. Bo nagle coś poczuł i wystrzelił do przodu. A jest rewelacyjnym sprinterem. Jak krasnolud. Na krótkich dystansach.
Po chwili z mroku wyłoniły się dwie osoby. Dwoch mężczyzn. Jeden został niestety obszczekany. Więc wołam piesiona: .........! Pies o dziwo przyszedl. A jeden z mężczyzn do drugiego:
- Stary ogarniasz. Ten pies ma na imię......(azor)...... Czy ty słyszałeś? Najpiękniejsze imie dla psa jakie w życiu słyszałem.
No to jeszcze z zachwytem wymieniliśmy się kilkoma spostrzezeniami na temat czworonogów i poszłam dalej zadowolona, ze zaden nie nawrzeszczal za spuszczonego psa obzczekującego ich.
Ufffff
Ale dziś nad morzem wiało.
Za oknem mam dość duże drzewo i własnie zauważyłam, że na gałęziach wiszą już nieliczne liście.
W lesie tak samo. Ale dzięki temu, że nie ma liści noc nie jest czarną nocą tylko widać szary szlak ścieżki.
Pies dzis całe 2 godziny próbował namówić do zabawy innego czworonoga. Trzeba przyznać, że jest uparty i nachalny i nie rozumie odmowy. Dla niego każde zachowanie innego psa jest zaproszeniem do zabawy. jak się wyspi musze z nim przeprowadzić poważna rozmowe.
Nie wiem jak jest gdzie indziej, ale ja byłam ubrana w dwa polary (w tym jeden gruby), kurtkę, czapkę. I było mi akurat.
Potrzebuje jeszcze rękawiczek. Jednopalczastych.
Za oknem mam dość duże drzewo i własnie zauważyłam, że na gałęziach wiszą już nieliczne liście.
W lesie tak samo. Ale dzięki temu, że nie ma liści noc nie jest czarną nocą tylko widać szary szlak ścieżki.
Pies dzis całe 2 godziny próbował namówić do zabawy innego czworonoga. Trzeba przyznać, że jest uparty i nachalny i nie rozumie odmowy. Dla niego każde zachowanie innego psa jest zaproszeniem do zabawy. jak się wyspi musze z nim przeprowadzić poważna rozmowe.
Nie wiem jak jest gdzie indziej, ale ja byłam ubrana w dwa polary (w tym jeden gruby), kurtkę, czapkę. I było mi akurat.
Potrzebuje jeszcze rękawiczek. Jednopalczastych.
A ja dzisiaj dla odmiany wziąłem koszyk i polazłem na grzyby. I w sumie cały uzbierałem.
A wracając tak sobie myślałem, czy Ania to ma takie zaufanie do obcych, że zjadłaby grzyby, o których jej powiedziano, że jadalne, nawet żebrowane, czy jednak odpuściłaby i po cichu wywaliła je do śmieci, rezygnując z feerii smaków na podniebieniu? :)))
Znalazłem maślaki, gąski zielonki i szare, opieńki, boczniaki i sarniaki.
Będzie się działo.
A wracając tak sobie myślałem, czy Ania to ma takie zaufanie do obcych, że zjadłaby grzyby, o których jej powiedziano, że jadalne, nawet żebrowane, czy jednak odpuściłaby i po cichu wywaliła je do śmieci, rezygnując z feerii smaków na podniebieniu? :)))
Znalazłem maślaki, gąski zielonki i szare, opieńki, boczniaki i sarniaki.
Będzie się działo.
Hmm
Teraz to dopiero dał mi do myślenia. Chodząc na grzyby z dzieckiem moim, pytamy obcych ludzi, czy to co mamy uzbierane nie jest trujące.
Jeszcze żyjemy.
Ale tak sobie myślę, że gdyby ktoś mi dal grzyby takie z dziwnymi blaszkami, to bym ugotowała dala na próbę sąsiadce a reszte zamroziła. Jak sąsiadka po trzech dniach otworzyłaby mi drzwi to bym zjadła to zamrożone.
Mam taki radosny plan na jutro, aż żałuję, że wciąż jest dzisiaj.
Teraz to dopiero dał mi do myślenia. Chodząc na grzyby z dzieckiem moim, pytamy obcych ludzi, czy to co mamy uzbierane nie jest trujące.
Jeszcze żyjemy.
Ale tak sobie myślę, że gdyby ktoś mi dal grzyby takie z dziwnymi blaszkami, to bym ugotowała dala na próbę sąsiadce a reszte zamroziła. Jak sąsiadka po trzech dniach otworzyłaby mi drzwi to bym zjadła to zamrożone.
Mam taki radosny plan na jutro, aż żałuję, że wciąż jest dzisiaj.
plan to
plan to kupowanie prezentów. Pewnie wszystkich nie zdążę. Chcę żeby były przemyślane i sprawiły przyjemność.
Czyli jutro super dzień. A od wtorku odpoczywam. Tzn o kurcze nicnierobienie.. Znowu. Gdybym umiała sprzatać to bym wzięła się za to. Ale bez sensu, bo po sprzątaniu jest tak samo jak przed albo gorzej. Wiec odpada.
Czyli jutro super dzień. A od wtorku odpoczywam. Tzn o kurcze nicnierobienie.. Znowu. Gdybym umiała sprzatać to bym wzięła się za to. Ale bez sensu, bo po sprzątaniu jest tak samo jak przed albo gorzej. Wiec odpada.
wymyśliłam coś innego.
Najbliższe tygodnie mam wolne. Mam czas. Nie kupię prezentów, tylko zrobię coś sama. Nie jestem pewna na 100 proc ale wydaje mi się, że to będzie rzecz, z której ucieszą się dzieciaki, a juz szczególnie docenią po mojej śmierci.
Sama żałuję, ze nie dostałam czegoś takiego od mojej Babci.
Niby noc za oknem. A niebo takie jasne, że gwiazd nie widać. Tam gdzie mieszkałam jakiś czas na wrzosowiskach, miałam wrażenie, że niesamowite ilości gwiazd wiszą tuz nad głowa. Tylko ręka sięgnąć.
A tu poginęły wszystkie.
Najbliższe tygodnie mam wolne. Mam czas. Nie kupię prezentów, tylko zrobię coś sama. Nie jestem pewna na 100 proc ale wydaje mi się, że to będzie rzecz, z której ucieszą się dzieciaki, a juz szczególnie docenią po mojej śmierci.
Sama żałuję, ze nie dostałam czegoś takiego od mojej Babci.
Niby noc za oknem. A niebo takie jasne, że gwiazd nie widać. Tam gdzie mieszkałam jakiś czas na wrzosowiskach, miałam wrażenie, że niesamowite ilości gwiazd wiszą tuz nad głowa. Tylko ręka sięgnąć.
A tu poginęły wszystkie.
Cały ranek była "operacja łapeczka".
Po spacerze z niepokojem zauważyłam, że pies kuleje.
Jako, ze w przychodni weterynaryjnej jesteśmy bardzo znani (pierwsze dwa lata życia psa to bywało że co tydzien tam chodziliśmy albo dzwoniliśmy), więc najpierw zaczęłam płukac dobrze łapki wodą. Ostatnio, kiedy zrobiłam alarm, to okazało się, że większy kamyk mu utkwił miedzy poduszeczkami na łapkach. Niepotrzebnie kase wtedy wydałam. Teraz po opłukaniu nie kuleje. Ale będę obserwowac.
Przy okazji wspomne o najśmieszniejszej wizycie weterynaryjnej.
Spostrzegłam z jednym dzieckiem, ze nasz pies miewa 4 jądra. Z tego co nam było wiadome powinien mieć dwa. No głupio nam było isc do weterynarza więc skazane na to zostało dziecko płci męskiej.
Weterynarz długo nie mógł przestać sie śmiać. Wszystko w porządku. Te dwa dodatkowe jadra to było coś innego. Taka budowa.
Po spacerze z niepokojem zauważyłam, że pies kuleje.
Jako, ze w przychodni weterynaryjnej jesteśmy bardzo znani (pierwsze dwa lata życia psa to bywało że co tydzien tam chodziliśmy albo dzwoniliśmy), więc najpierw zaczęłam płukac dobrze łapki wodą. Ostatnio, kiedy zrobiłam alarm, to okazało się, że większy kamyk mu utkwił miedzy poduszeczkami na łapkach. Niepotrzebnie kase wtedy wydałam. Teraz po opłukaniu nie kuleje. Ale będę obserwowac.
Przy okazji wspomne o najśmieszniejszej wizycie weterynaryjnej.
Spostrzegłam z jednym dzieckiem, ze nasz pies miewa 4 jądra. Z tego co nam było wiadome powinien mieć dwa. No głupio nam było isc do weterynarza więc skazane na to zostało dziecko płci męskiej.
Weterynarz długo nie mógł przestać sie śmiać. Wszystko w porządku. Te dwa dodatkowe jadra to było coś innego. Taka budowa.
Miałam mieć dwa tygodnie wolnego.
Już jest o jeden dzień mniej. Bo dziś pracuję. Co prawda krótko, ale zawsze.
Do piątku spodziewam się jeszcze gościa. Czyli kolejny dzień albo dwa zajęte.
Jak wyglądają Wasze spotkania z eks partnerami? Mój przyjezdża powiedzmy raz w roku. Czasem może być dwa razy. Wygląda to jak odwiedziny rodziny. Czasem jest dzień, czasem dwa. Zdarza nam się gdzieś wspólnie wyjść, ale to niekoniecznie. Potem o ile nie mam jakichś zajęć odwożę Go na pociąg, autobus, samolot (w zależności od tego czym jedzie).
Możemy normalnie rozmawiać. Choć nie ukrywam, ze wole pisać. On ma swoją nową rodzinę. Ja mam swoje w miarę spokojne życie.
Mam takie wrażenie, że umieliśmy całkiem "grzecznie" się rozstać. Ale może to dlatego, że żadne z nas nie chciało o nic walczyć. Taki już mam sierotowaty charakter.
I tak czasem myślę czy taka sytuacja jest chora, czy tak powinno to być. :-))
Dodam tylko, ze do takiej wizyty to ja sie nie przygotowuję. Tzn nic nie gotuje. Jest jak jest, a jak nie ma to zdarza się, że eks wtedy zapewnia obiad. O kurcze, wykorzystuje Go materialnie.
Już jest o jeden dzień mniej. Bo dziś pracuję. Co prawda krótko, ale zawsze.
Do piątku spodziewam się jeszcze gościa. Czyli kolejny dzień albo dwa zajęte.
Jak wyglądają Wasze spotkania z eks partnerami? Mój przyjezdża powiedzmy raz w roku. Czasem może być dwa razy. Wygląda to jak odwiedziny rodziny. Czasem jest dzień, czasem dwa. Zdarza nam się gdzieś wspólnie wyjść, ale to niekoniecznie. Potem o ile nie mam jakichś zajęć odwożę Go na pociąg, autobus, samolot (w zależności od tego czym jedzie).
Możemy normalnie rozmawiać. Choć nie ukrywam, ze wole pisać. On ma swoją nową rodzinę. Ja mam swoje w miarę spokojne życie.
Mam takie wrażenie, że umieliśmy całkiem "grzecznie" się rozstać. Ale może to dlatego, że żadne z nas nie chciało o nic walczyć. Taki już mam sierotowaty charakter.
I tak czasem myślę czy taka sytuacja jest chora, czy tak powinno to być. :-))
Dodam tylko, ze do takiej wizyty to ja sie nie przygotowuję. Tzn nic nie gotuje. Jest jak jest, a jak nie ma to zdarza się, że eks wtedy zapewnia obiad. O kurcze, wykorzystuje Go materialnie.
u mnie ex też jest jak rodzina - w końcu mamy dzieci :) może wpadać kiedy zechce i zawsze jest mile widziany, umiemy ze sobą rozmawiać i wspólnie spędzić czas. Tak chyba powinno być. Jedyny problem w Jego nowej rodzinie - wiec muszą dzielić się jego czasem z nami, kiedy ex jest na świeta u nas, to nie jest z nimi... ale to ich wybór i ich problem;)
Ech tam
Manson.
Jeśli ktoś najechał to ja.
Albo przejechał.
Przepraszam za.
Dziękujemy Wszyscy.
Czterech.
Aha.
Nie myślałem,że potrafisz robić ryż tak na ostro.
Znaczy mogłem się spodziewać.
Dałeś mi 2 chochle farszu.
1,5 byłoby oki.
Jedna w sam raz jak zalecałeś.
ps. Przepraszam.
Dla Cię.
'
I've been around this world, Yet I see no end.
All shall fade to black again and again.
This storm thats broken me, my only friend.
Yeah
In this river all shall fade to black
In this river ain't no coming back
In this river all shall fade to black
Ain't no coming back
Withdraw a step away, just to find my self
The door is closed again, the only one left
This storm thats broken me my only friend
Yeah
In this river all shall fade to black
In this river ain't no coming back
In this river all shall fade to black
In this river all shall fade to black
In this river ain't no coming back
In this river all shall fade to black
Ain't no coming back
In this river all shall fade to black
In this river ain't no coming back
In this river all shall fade to black
Ain't no coming back'
https://www.youtube.com/watch?v=c48oMTmYcz4
Jeśli ktoś najechał to ja.
Albo przejechał.
Przepraszam za.
Dziękujemy Wszyscy.
Czterech.
Aha.
Nie myślałem,że potrafisz robić ryż tak na ostro.
Znaczy mogłem się spodziewać.
Dałeś mi 2 chochle farszu.
1,5 byłoby oki.
Jedna w sam raz jak zalecałeś.
ps. Przepraszam.
Dla Cię.
'
I've been around this world, Yet I see no end.
All shall fade to black again and again.
This storm thats broken me, my only friend.
Yeah
In this river all shall fade to black
In this river ain't no coming back
In this river all shall fade to black
Ain't no coming back
Withdraw a step away, just to find my self
The door is closed again, the only one left
This storm thats broken me my only friend
Yeah
In this river all shall fade to black
In this river ain't no coming back
In this river all shall fade to black
In this river all shall fade to black
In this river ain't no coming back
In this river all shall fade to black
Ain't no coming back
In this river all shall fade to black
In this river ain't no coming back
In this river all shall fade to black
Ain't no coming back'
https://www.youtube.com/watch?v=c48oMTmYcz4
"Niektóre rzeczy są dokładnie tym, czym są, i niczym innym."
Charles Bukowski.
Charles Bukowski.
Gadajcie co chcecie. To był zjazd. He!!!! Anestezjologa.
Nawet u Przyjaciół na koniec (koniec?) zdarzają się niesnaski.
To się niekiedy zdarza.
Ale nie to ważne.
Ważne, że mamy siebie.
Reszta jest milczeniem.
Albo mową.
Całusy i przytulenia najserdeczniejsze z najserdeczniejszych jakie tylko potrafię wyrazić.
Nawet u Przyjaciół na koniec (koniec?) zdarzają się niesnaski.
To się niekiedy zdarza.
Ale nie to ważne.
Ważne, że mamy siebie.
Reszta jest milczeniem.
Albo mową.
Całusy i przytulenia najserdeczniejsze z najserdeczniejszych jakie tylko potrafię wyrazić.
Szczerze mówiąc nie wiem o co chodzi ?
Jakie niesnaski?
Ktoś ma coś do kogoś czy coś mi umknęło?
Jak dla mnie wszystko jest w porządku.
Jak mawiał Wolf, etap pierwszy skończony, przechodzimy do drugiego (czy jakoś tak):
http://www.youtube.com/watch?v=8NlrgjgOHrw
Jakie niesnaski?
Ktoś ma coś do kogoś czy coś mi umknęło?
Jak dla mnie wszystko jest w porządku.
Jak mawiał Wolf, etap pierwszy skończony, przechodzimy do drugiego (czy jakoś tak):
http://www.youtube.com/watch?v=8NlrgjgOHrw
Chodziło zapewne o to, że C miał zamiar przyjechać w niedzielę.
I planowałem na niedzielę zrobić makaron (świderki) z grzybami leśnymi i sosem serowym z gorgonzoli.
W tej sytuacji na sobotę uwarzyłem sobie meksykańskie chili, takie jak lubię, czyli po meksykańsku.
A w sobotę rano C uszczęśliwił mnie informacją, że niedziela jest w sobotę.
I tym sposobem wrąbał się nie w ten obiad, co powinien.
Dałem mu michę ryżu coby nałożył sobie ile chce i polałem chochelką chili, na co urażony C powiedział: co, ja nie dam rady zjeść? ja lubię ostre, dawaj jeszcze jedną.
No to dałem.
No i muszę przyznać, że zjadł.
Przez 2,5 godz.
Z meksykańskim żarciem nie należy żartować.
I planowałem na niedzielę zrobić makaron (świderki) z grzybami leśnymi i sosem serowym z gorgonzoli.
W tej sytuacji na sobotę uwarzyłem sobie meksykańskie chili, takie jak lubię, czyli po meksykańsku.
A w sobotę rano C uszczęśliwił mnie informacją, że niedziela jest w sobotę.
I tym sposobem wrąbał się nie w ten obiad, co powinien.
Dałem mu michę ryżu coby nałożył sobie ile chce i polałem chochelką chili, na co urażony C powiedział: co, ja nie dam rady zjeść? ja lubię ostre, dawaj jeszcze jedną.
No to dałem.
No i muszę przyznać, że zjadł.
Przez 2,5 godz.
Z meksykańskim żarciem nie należy żartować.
Ależ Wy mnie kobiałki wyzywacie do wypowiedzi, oj diablice i rozrabiaki :)
Kto chce pije, kto nie chce nie pije, róbta co chceta.
Nie każdy lubi piwo i nie każdy preferuje blondynki.
Z gustami nie dyskutujemy.
Tyle tylko, że jak w gębie to każdy mocarz, a jak przyjdzie co do czego, to każdemu wszystko w poprzek i spiętrzone :)
Ja nie oceniam i nie krytykuję, jeno dziwuję się ludzkiej naturze i tym prawidłowościom. Za każdym razem się dziwuję.
Ale - jak Pani Prezes zauważyła już kiedyś przezornie - jestem, tylko się nie odzywam. A nie odzywam - jak zauważyłem kiedyś roztropnie - bo nie mam nic ciekawego do powiedzenia.
Niech żyje płeć nadobna, zwana słabą. Nie znam lepszych i skuteczniejszych łowców, mój szacunek.
Kto chce pije, kto nie chce nie pije, róbta co chceta.
Nie każdy lubi piwo i nie każdy preferuje blondynki.
Z gustami nie dyskutujemy.
Tyle tylko, że jak w gębie to każdy mocarz, a jak przyjdzie co do czego, to każdemu wszystko w poprzek i spiętrzone :)
Ja nie oceniam i nie krytykuję, jeno dziwuję się ludzkiej naturze i tym prawidłowościom. Za każdym razem się dziwuję.
Ale - jak Pani Prezes zauważyła już kiedyś przezornie - jestem, tylko się nie odzywam. A nie odzywam - jak zauważyłem kiedyś roztropnie - bo nie mam nic ciekawego do powiedzenia.
Niech żyje płeć nadobna, zwana słabą. Nie znam lepszych i skuteczniejszych łowców, mój szacunek.
No właśnie, ja nie lubię piwa i nie preferuję blondynek ;)
http://www.youtube.com/watch?v=FSKvi5sB1Po
http://www.youtube.com/watch?v=FSKvi5sB1Po
tematyczny miszmasz. Długie i nudne.
Niestety. TRzeba to powiedzieć. Jestem uzależniona od internetu. Co z tego, że na forum nie zaglądałam przez tydzień, skoro w tym samym czasie w necie grałam w karty i scrabble, oraz wchodziłam na hiszpański czat. Zresztą to ostatnie chyba tylko po to aby zobaczyć, ze cała moja nauka hiszpańskiego poszła na marne.
Dziś pozwoliłam sobie wejść na pół godziny i kolejna próba odwyku:-).
Przez trzydzieści lat byłam przekonana, ze miszmasz to jajecznica. Wczoraj okazało się, ze to oznacza po prostu chaos. To co piszę bedzie wyjątkowo chaotyczne, wiec tytuł miszmasz jest idealny.
OSTRZEŻENIE
Osoby o słabych nerwach, bojące się samotnych nocnych spacerów lesie, bojące się potworów, obcych, pijaków, chorych psychicznie, bojące się pająków, żab,ostrych przedmiotów, chorób i śmierci lepiej niech dalej nie czytają
Wczorajszy dzień rozpoczął mi się pytaniem: jaką mamy dziś datę?
Pózniej na to samo pytanie odpowiedziałam 36 razy. Tzn przy 36 przestałam liczyć. Chciałam wstać i z całych sił zacząć krzyczeć. Tak aby szyby drżały, a sąsiedzi w ściany pukali. Zapanowałam na tą chęcią modląc się o cierpliwość, siłę i pogodę abym z uśmiechem mogla odpowiedzieć kolejne 36 razy, że dziś jest 24 listopada.
Udało się.
Czasem wydaje się, że coś jest ponad nasze siły. Szczególnie kiedy mija dzień po dniu, miesiąc po miesiącu, dwa lata. Bez zmian. Z drugiej strony to naprawdę szczęście, ze bez zmian. Nic nie zmienia się na gorsze i to ważne.
A może dziś nie dam rady.
Ale czasem mam ochotę wyjść z domu i zaginąć. Może powinnam jakoś chemicznie się wspierać. Tabletkami.
Ciekawe na jakie pytanie będę dziś odpowiadać.
I tu laurka dla pana c. Chciałabym umieć rozmawiać ze starszą osobą tak jak On.
Nie mam jeszcze maczety. Ale mamy już dla niej imię- Puszysty Króliczek. I mamy wymyślone mnóstwo scenek z Puszystym Króliczkiem w roli głównej.
"Siedzę przy ognisku. Nagle tuż obok mnie ze złowrogim świstem przeleciał Puszysty Króliczek. Minął moja głowę o milimetry i wbił się w drzewo".
Czy wierzycie w potwory, obcych, stukostrachy i inne niewytłumaczalne zjawiska? Bo u mnie w domu jest jakaś niewyjaśniona obecność. Nie jest to moje subiektywne odczucie. Każdy to powie, a nawet mamy dowody. Prześladuje to nas od lat. Łazienkowy POżeracz Skarpet. Skarpety do prania idą parami a wracają pojedynczo. Rozumiem, jedna albo dwie. Ale mam 2 reklamówki pojedynczych skarpet. JUż zaczynamy nosić na jednej stopie zielona na drugiej niebieska. Nam to nie przeszkadza. Ale chciałabym wiedzieć gdzie one są.
Idę na dalszy odwyk od forum. Tzn pogram sobie w karty. Ciekawe ile teraz dam rade.
Dla chętnych do posłuchania moja ulubiona piosenka. I tekst i wykonanie bardzo bardzo lubię.
Dziś pozwoliłam sobie wejść na pół godziny i kolejna próba odwyku:-).
Przez trzydzieści lat byłam przekonana, ze miszmasz to jajecznica. Wczoraj okazało się, ze to oznacza po prostu chaos. To co piszę bedzie wyjątkowo chaotyczne, wiec tytuł miszmasz jest idealny.
OSTRZEŻENIE
Osoby o słabych nerwach, bojące się samotnych nocnych spacerów lesie, bojące się potworów, obcych, pijaków, chorych psychicznie, bojące się pająków, żab,ostrych przedmiotów, chorób i śmierci lepiej niech dalej nie czytają
Wczorajszy dzień rozpoczął mi się pytaniem: jaką mamy dziś datę?
Pózniej na to samo pytanie odpowiedziałam 36 razy. Tzn przy 36 przestałam liczyć. Chciałam wstać i z całych sił zacząć krzyczeć. Tak aby szyby drżały, a sąsiedzi w ściany pukali. Zapanowałam na tą chęcią modląc się o cierpliwość, siłę i pogodę abym z uśmiechem mogla odpowiedzieć kolejne 36 razy, że dziś jest 24 listopada.
Udało się.
Czasem wydaje się, że coś jest ponad nasze siły. Szczególnie kiedy mija dzień po dniu, miesiąc po miesiącu, dwa lata. Bez zmian. Z drugiej strony to naprawdę szczęście, ze bez zmian. Nic nie zmienia się na gorsze i to ważne.
A może dziś nie dam rady.
Ale czasem mam ochotę wyjść z domu i zaginąć. Może powinnam jakoś chemicznie się wspierać. Tabletkami.
Ciekawe na jakie pytanie będę dziś odpowiadać.
I tu laurka dla pana c. Chciałabym umieć rozmawiać ze starszą osobą tak jak On.
Nie mam jeszcze maczety. Ale mamy już dla niej imię- Puszysty Króliczek. I mamy wymyślone mnóstwo scenek z Puszystym Króliczkiem w roli głównej.
"Siedzę przy ognisku. Nagle tuż obok mnie ze złowrogim świstem przeleciał Puszysty Króliczek. Minął moja głowę o milimetry i wbił się w drzewo".
Czy wierzycie w potwory, obcych, stukostrachy i inne niewytłumaczalne zjawiska? Bo u mnie w domu jest jakaś niewyjaśniona obecność. Nie jest to moje subiektywne odczucie. Każdy to powie, a nawet mamy dowody. Prześladuje to nas od lat. Łazienkowy POżeracz Skarpet. Skarpety do prania idą parami a wracają pojedynczo. Rozumiem, jedna albo dwie. Ale mam 2 reklamówki pojedynczych skarpet. JUż zaczynamy nosić na jednej stopie zielona na drugiej niebieska. Nam to nie przeszkadza. Ale chciałabym wiedzieć gdzie one są.
Idę na dalszy odwyk od forum. Tzn pogram sobie w karty. Ciekawe ile teraz dam rade.
Dla chętnych do posłuchania moja ulubiona piosenka. I tekst i wykonanie bardzo bardzo lubię.
Pani Aniu - w pewnym momencie zrobiło mi sie lekko ciepło :) na szczęście to tylko zaginione skarpetki :D A swoją drogą macie 100% pewności, że wkładane są do pralki parami? mi jeszcze żadna w ten sposób nie zaginęła, a piorę od lat...
Gdyby to były sznurówki to pewnie do odnalezienia pod bębnem :) ale skarpetki - chyba ciut za duże żeby się zmieściły ;):D
pozdrawiam, uazależniona od Forum i Mahjonga .k.a. ;)
Gdyby to były sznurówki to pewnie do odnalezienia pod bębnem :) ale skarpetki - chyba ciut za duże żeby się zmieściły ;):D
pozdrawiam, uazależniona od Forum i Mahjonga .k.a. ;)
POddaję się. Przegrałam. Nałóg okazał się być silniejszy. Tym bardziej, że jako lekarstwo na to forum znalazłam sobie trzy inne:
forum humorum
forum dla ludzi brzydkich
i jeszcze jedno..
No to już lepiej tu siedzieć.
Wracając do Łazienkowego Pożeracza Skarpet, to jest na pewno jakiś potwór. Sprawdziłam za łóżkiem. Tam tylko kurz, psia sierść, piasek i inne śmieci. Ani jednej skarpety. Co prawda raz byłam świadkiem jak mój pies zjadł skarpetę. Ale niemożliwym jest aby zjadł 2 pełne reklamówki.
Za godzinę i trochę do teatru na Yamato jedziemy. Musze znalezć jakieś wyjściowe dresy.
forum humorum
forum dla ludzi brzydkich
i jeszcze jedno..
No to już lepiej tu siedzieć.
Wracając do Łazienkowego Pożeracza Skarpet, to jest na pewno jakiś potwór. Sprawdziłam za łóżkiem. Tam tylko kurz, psia sierść, piasek i inne śmieci. Ani jednej skarpety. Co prawda raz byłam świadkiem jak mój pies zjadł skarpetę. Ale niemożliwym jest aby zjadł 2 pełne reklamówki.
Za godzinę i trochę do teatru na Yamato jedziemy. Musze znalezć jakieś wyjściowe dresy.
ja to tak mam w kwestii ubrań zupełnie nie związanej z czystościa :)
noszę, czasem noszę, od czasu do czasu noszę, kiedyś ubiorę, być moze kiedyś ubiorę, chciałabym kiedyś ubrać, przyda się , na wszelki wypadek, pasuje do tamtej torebki - i dlatego mam trzy zapełnione szafy, a chodzę w trzech rzeczach na krzyż, bo przecież nie mam co na siebie włozyć ;):D
noszę, czasem noszę, od czasu do czasu noszę, kiedyś ubiorę, być moze kiedyś ubiorę, chciałabym kiedyś ubrać, przyda się , na wszelki wypadek, pasuje do tamtej torebki - i dlatego mam trzy zapełnione szafy, a chodzę w trzech rzeczach na krzyż, bo przecież nie mam co na siebie włozyć ;):D
Jest takie.
Nawet dorobiłam swoja filozofię:
Jeśli tam są bardzo brzydcy ludzie, a ja jestem trochę brzydka, to wśród bardzo brzydkich będę całkiem znośna.
Kurcze zaczynam się trochę denerwować. Zle zaparkowałam . Z 10 minut zajmie mi wyjazd spod domu. Musze wpaść po benzynę. Jeszcze spóznię się do teatru.
A dziecko mi jeszcze z uczelni nie wróciło.
Nawet dorobiłam swoja filozofię:
Jeśli tam są bardzo brzydcy ludzie, a ja jestem trochę brzydka, to wśród bardzo brzydkich będę całkiem znośna.
Kurcze zaczynam się trochę denerwować. Zle zaparkowałam . Z 10 minut zajmie mi wyjazd spod domu. Musze wpaść po benzynę. Jeszcze spóznię się do teatru.
A dziecko mi jeszcze z uczelni nie wróciło.
...to wśród bardzo brzydkich będę całkiem znośna.
Zawsze to jakaś pociecha ;)
http://www.youtube.com/watch?v=vXHnkYNIrL4
Zawsze to jakaś pociecha ;)
http://www.youtube.com/watch?v=vXHnkYNIrL4
więcej siedź pani na forum to na 100% będziesz pani na czas... jeszcze napisz pani o kuzynce, mamie tacie, itd. itp.. bo ze dziecko z uczelnie nie wróciło i że syn surową rybę robi już wiemy :) aaaa i jeszcze ta kozacka wódka :) a ja bym nie wolał :) tyle mi to radości sprawia jak widzę te tępe dzidy które w pełnym autobusie sie pacykują bo im tapeta odchodzi że doceniam to jaki jestem :) lata cały autobus a one jedną, drugą warstwę tapety.. a ja tam na luzaku :) woda i mydło najlepsze .. "_
Krótko mówiąc- jestem pod wrażeniem. Nie sądziłam, że to mi się tak spodoba.
Jeśli będę miała okazje pójdę jeszcze raz.
Ale chciałabym wtedy mieć miejsca w pierwszym rzędzie.
Pewnie te bębny będą mi jeszcze w uszach dzwięczeć podczas snu.
Nie znam w ogóle kultury, ani mentalności Japończyków. Język jest dla mnie nieprzyjemny i w ogóle nie interesuję się tamtymi stronami, ale ten dzisiejszy występ kompletnie mnie zauroczył.
Może dzięki temu jeszcze raz spróbuje przeczytać książki Haruki Murakami. Mamy ich kilka. Raz próbowałam czytać, ale nie dałam rady. Sprawdzę jeszcze raz.
Rozbudzona jestem, będzie ciężko zasnąć.
Jeśli będę miała okazje pójdę jeszcze raz.
Ale chciałabym wtedy mieć miejsca w pierwszym rzędzie.
Pewnie te bębny będą mi jeszcze w uszach dzwięczeć podczas snu.
Nie znam w ogóle kultury, ani mentalności Japończyków. Język jest dla mnie nieprzyjemny i w ogóle nie interesuję się tamtymi stronami, ale ten dzisiejszy występ kompletnie mnie zauroczył.
Może dzięki temu jeszcze raz spróbuje przeczytać książki Haruki Murakami. Mamy ich kilka. Raz próbowałam czytać, ale nie dałam rady. Sprawdzę jeszcze raz.
Rozbudzona jestem, będzie ciężko zasnąć.
CZęść mojej rodziny (i nie mam tu na myśli ciotek wujków i babć) uwielbia tego autora. Dla mnie niestety był nie do przeczytania. zresztą tak samo jak kilku innych.
Ale skoro są te książki to może zajrzę raz jeszcze.
POwinnam już od godziny spać, a tu nic. Nie chce mi się.
Tylko pies cicho wzdycha, jakby miał takie ciężkie życie.
Ale skoro są te książki to może zajrzę raz jeszcze.
POwinnam już od godziny spać, a tu nic. Nie chce mi się.
Tylko pies cicho wzdycha, jakby miał takie ciężkie życie.
Przepis mi nic nie da. O ile wiem to sie smaży chyba świeże sledzie. A świeze to chyba jakos oczyscic trzeba. W życiu tego nie zrobię. Ja mogę robić bez ciarek tylko solone sledzie. Przy innych dostaje gęsiej skórki. Tzn juz przygotowane tak na mnie nie działaja ale poki sa surowe to jakies takie blleee
czy dzis jest niedziela?
Czuję dziś zapach jaśminu.
Pozostał chyba po śnie, w którym wróciłam w jaśminowe miejsca mojego dzieciństwa.
Nieistniejący już świat.
A może wciąż jest. Gdzieś tam. Jaśmin i pole mięty. A po domu krążą ludzie, których już pożegnaliśmy.
Wystarczy wyciągnąć rękę.
Czy dziś jest niedziela?
Dostałam w doniczce gardenię jaśminową. Jej kwiaty były wspomnieniem krzewu z tamtego świata. Uschła. O roślinki trzeba dbać.
Nie mam większych problemów, mogę siedziec w domu, moge wyjechać, mogę wyjść do teatru, pójść na wielogodzinny spacer, przytulić psa, wiec dlaczego ja marudzę???
Czy dziś jest niedziela?
AAAAAAAAAAAAAAAAAA
Pozostał chyba po śnie, w którym wróciłam w jaśminowe miejsca mojego dzieciństwa.
Nieistniejący już świat.
A może wciąż jest. Gdzieś tam. Jaśmin i pole mięty. A po domu krążą ludzie, których już pożegnaliśmy.
Wystarczy wyciągnąć rękę.
Czy dziś jest niedziela?
Dostałam w doniczce gardenię jaśminową. Jej kwiaty były wspomnieniem krzewu z tamtego świata. Uschła. O roślinki trzeba dbać.
Nie mam większych problemów, mogę siedziec w domu, moge wyjechać, mogę wyjść do teatru, pójść na wielogodzinny spacer, przytulić psa, wiec dlaczego ja marudzę???
Czy dziś jest niedziela?
AAAAAAAAAAAAAAAAAA
Śledzie opiekane w zalewie octowej.
Świeże śledzie sprawiamy i odgławiamy, myjemy pod bieżącą wodą i osuszamy. Jak będą mokre źle się usmażą.
Ja w sumie to robię tak, że umyte śledzie wkładam do pojemnika, zalewam zimną wodą, dodaję dwie łyżeczki soli i odstawiam na 24 godz w zimne. Dopiero następnego dnia je opłukuję i używam.
W garnku robimy zalewę. Ja używam szklankę octu jabłkowego na szklankę wody (można 2 szklanki wody, zależy od upodobań do kwaśności). Do tego dwa listki laurowe, parę ziaren pieprzu i ziela angielskiego, trochę gorczycy, trochę cukru. Całość zagotowujemy.
Śledzie osuszone panierujemy w mące i obsmażamy na oleju na złoty kolor. Usmażone śledzie układamy w pojemniku i obsypujemy pokrojoną w talarki cebulą. Całość zalewamy gorącą zalewą i odstawiamy w zimne na jakieś trzy dni.
Jadalne są i śledzie i cebula. Jako przekąska lub z kawałkiem razowego zakwaszanego chleba z masłem na kolację.
Smacznego
Świeże śledzie sprawiamy i odgławiamy, myjemy pod bieżącą wodą i osuszamy. Jak będą mokre źle się usmażą.
Ja w sumie to robię tak, że umyte śledzie wkładam do pojemnika, zalewam zimną wodą, dodaję dwie łyżeczki soli i odstawiam na 24 godz w zimne. Dopiero następnego dnia je opłukuję i używam.
W garnku robimy zalewę. Ja używam szklankę octu jabłkowego na szklankę wody (można 2 szklanki wody, zależy od upodobań do kwaśności). Do tego dwa listki laurowe, parę ziaren pieprzu i ziela angielskiego, trochę gorczycy, trochę cukru. Całość zagotowujemy.
Śledzie osuszone panierujemy w mące i obsmażamy na oleju na złoty kolor. Usmażone śledzie układamy w pojemniku i obsypujemy pokrojoną w talarki cebulą. Całość zalewamy gorącą zalewą i odstawiamy w zimne na jakieś trzy dni.
Jadalne są i śledzie i cebula. Jako przekąska lub z kawałkiem razowego zakwaszanego chleba z masłem na kolację.
Smacznego
ZA pół godziny mam gościa trzygodzinnego. W piątek mam gościa 2 dniowego. Lodówka pusta. I koszmarna niechęc do zakupów. No nie zmuszę sie. Na szczęście nikt nie oczekuje, ze będe jedzeniem częstowac.
I jedna z najoptymistyczniejszzych piosenek jakie znam.
https://www.youtube.com/watch?v=Jtv1Qx2uOvU
I jedna z najoptymistyczniejszzych piosenek jakie znam.
https://www.youtube.com/watch?v=Jtv1Qx2uOvU
Jestem okropna.
Pisałam juz kiedyś, ze jedno z dzieci moich zapewniło mnie, że na moim pogrzebie będzie stało na wszelki wypadek z kołkiem osinowym. A potem corka ukochana, moja krew mowila mi, ze przysypia mnie wielka ilościa piachu, abym nie mogła się wygrzebac. Ogolnie podejrzewam, ze wesoło będzie.
Chyba mnie kochaja.
Pisałam juz kiedyś, ze jedno z dzieci moich zapewniło mnie, że na moim pogrzebie będzie stało na wszelki wypadek z kołkiem osinowym. A potem corka ukochana, moja krew mowila mi, ze przysypia mnie wielka ilościa piachu, abym nie mogła się wygrzebac. Ogolnie podejrzewam, ze wesoło będzie.
Chyba mnie kochaja.
Ty to akurat z oczyszczonymi śledziami nie masz żadnego problemu. Pomaszeruj na Halę Rybną i poproś sprzedawcę, to Ci je od ręki poczyści. Wielu moich znajomych robi w ten sposób i jeszcze nikt się nie skarżył, że mu odmówiono.
Ja nie mam tego problemu, bo wyznaję zasadę, że facet powinien sam umieć upolować, zabić i przygotować do obróbki potencjalny posiłek.
Ja nie mam tego problemu, bo wyznaję zasadę, że facet powinien sam umieć upolować, zabić i przygotować do obróbki potencjalny posiłek.
Panie M, chwilowo mam problem ze zrobieniem zwykłych zakupów. Nie mogę sie do tego zmusić. A co dopiero pomaszerowaniem do hali rybnej. I jeszcze rozmowa ze sprzedawcą. To ponad moje możliwości.
Jedyne gdzie maszeruje to las i plaża.
Gość przyjechał z jedzeniem. A teraz zajął się sprawdzaniem prac domowych. Więc właściwie jakby go nie było.
Wiem, że to już było gdzieś:
https://www.youtube.com/watch?v=qh0Ep-e9X3o
Jedyne gdzie maszeruje to las i plaża.
Gość przyjechał z jedzeniem. A teraz zajął się sprawdzaniem prac domowych. Więc właściwie jakby go nie było.
Wiem, że to już było gdzieś:
https://www.youtube.com/watch?v=qh0Ep-e9X3o
Chyba zmienię nicka tam gdzie gram w karty, bo zaczyna mi być wstyd. Z drugiej strony, dzięki moim przegranym ktoś wygrywa.
Naprawdę nikt tu nie gra w tysiąca albo scrabble? No może nie teraz, bo teraz jestem tu tylko jednym okiem.
Też lubię gotujących facetów. Tak mi się wydaje. Zresztą kobiety gotujące również.
Tak sobie myślę (czasami), czy gdyby podróze w czasie były możliwe i mogłabym spotkać siebie w wieku 15 lat, jakich rad i ostrzeżeń udzieliłabym sama sobie na przyszłe życie.
Właściwie mam tylko jedna taką radę, która przychodzi mi do głowy. Ale chyba i tak bym jej nie wypowiedziała, bo obawiam się, że wtedy za bardzo zmieniłoby się moje życie. A tego bym nie chciała.
Dziwnie się czuję.
Kolejna piękna piosenka:
https://www.youtube.com/watch?v=3CsCMt3SHw0
Naprawdę nikt tu nie gra w tysiąca albo scrabble? No może nie teraz, bo teraz jestem tu tylko jednym okiem.
Też lubię gotujących facetów. Tak mi się wydaje. Zresztą kobiety gotujące również.
Tak sobie myślę (czasami), czy gdyby podróze w czasie były możliwe i mogłabym spotkać siebie w wieku 15 lat, jakich rad i ostrzeżeń udzieliłabym sama sobie na przyszłe życie.
Właściwie mam tylko jedna taką radę, która przychodzi mi do głowy. Ale chyba i tak bym jej nie wypowiedziała, bo obawiam się, że wtedy za bardzo zmieniłoby się moje życie. A tego bym nie chciała.
Dziwnie się czuję.
Kolejna piękna piosenka:
https://www.youtube.com/watch?v=3CsCMt3SHw0
A ja czasem robię a czasem nie. Ale nie czuje przymusu.
Szczególnie jak goście znają mnie i nie odbierają tego jako lekceważenia.
Zresztą nieważne czy jest cos do poczęstowania, nieważne czy jest porządek, nieważne czy odkurzone, liczy sie czy lubimy ze sobą spędzić ten czas.
I mój dylemat:
Panie M. wiem, że juz o to pytałam i dokładnie pamietam Twoją odpowiedz.
Najlepszy jest fiskars. Ale jeśli on odpada z być może głupiego powodu, ale odpada to co innego moge kupić. Nie będzie to potrzebne do przedzierania się w buszu tylko do lupania drewek na zwykle ognisko. Ewentualnie do walki z ..... . Kurcze od miesiąca kupuje.
I z czego to nie ma być? Ze stali węglowej?
A to jest dobre? Wiem, że to nie maczeta ale zerknij:
http://www.bladesandbows.co.uk/ryumon-black-damascus-tanto-8737-p.asp
Bo ładne.
Szczególnie jak goście znają mnie i nie odbierają tego jako lekceważenia.
Zresztą nieważne czy jest cos do poczęstowania, nieważne czy jest porządek, nieważne czy odkurzone, liczy sie czy lubimy ze sobą spędzić ten czas.
I mój dylemat:
Panie M. wiem, że juz o to pytałam i dokładnie pamietam Twoją odpowiedz.
Najlepszy jest fiskars. Ale jeśli on odpada z być może głupiego powodu, ale odpada to co innego moge kupić. Nie będzie to potrzebne do przedzierania się w buszu tylko do lupania drewek na zwykle ognisko. Ewentualnie do walki z ..... . Kurcze od miesiąca kupuje.
I z czego to nie ma być? Ze stali węglowej?
A to jest dobre? Wiem, że to nie maczeta ale zerknij:
http://www.bladesandbows.co.uk/ryumon-black-damascus-tanto-8737-p.asp
Bo ładne.
no jasna sprawa :) ja to uwielbiam gotować zaś nie lubię piec ciast.. może dlatego ze nie jestem zwolennikiem ciast.. ale mięsa, treściwe zupy.. zresztą wszystko co dobre :) tylko że dla samego siebie gotować... to ja wole zupkę w proszku sobie machnąć.. największa przyjemność sprawia gotowanie dla kogoś i jak komuś smakuję to co sie mu przygotowało :)
Chyba nie tak do końca. Zupkę chińską ostatnio jadłem ze 2 lata temu na szybciaka w GD, pizze kupna kilka lat temu w GD na wyjeździe, ale była mrożona to zjadłem 1 kawałek a resztę zostawiłem, miesiąc temu zajrzałem do greka w GD i zostawiłem mu połowę horiatiki - tego się nie da jeść, sorry.
A dzisiaj sobie zrobiłem:
na śniadanie - smażone warzywa z jajkiem w stylu chińskim
na lunch - zupę z dyni na ostro
na przekąskę - chleb zakwaszany z pastą z lososia
na obiad - pizzę z grzybami
na kolację zrobię sobie zapewne lasagne dyniową
Z tego wszystkiego powyżej kupiłem jako przetworzone rzeczy płat makaronu do lasagne + kupiona dynia piżmowa i wędzony łosoś, reszta albo moja albo z mojej wsi.
I wszystko gotowało mi się przyjemnie :-))))
A ludzie ka to u mnie tak wcale często nie bywają, C w tym roku był 2 razy, mati 2 razy, i jeszcze ze 4 razy kumple, których nie znacie. Nie za często jak na 300 dni, co nie? :-)) A gotuję uczciwie i codziennie :-)
A dzisiaj sobie zrobiłem:
na śniadanie - smażone warzywa z jajkiem w stylu chińskim
na lunch - zupę z dyni na ostro
na przekąskę - chleb zakwaszany z pastą z lososia
na obiad - pizzę z grzybami
na kolację zrobię sobie zapewne lasagne dyniową
Z tego wszystkiego powyżej kupiłem jako przetworzone rzeczy płat makaronu do lasagne + kupiona dynia piżmowa i wędzony łosoś, reszta albo moja albo z mojej wsi.
I wszystko gotowało mi się przyjemnie :-))))
A ludzie ka to u mnie tak wcale często nie bywają, C w tym roku był 2 razy, mati 2 razy, i jeszcze ze 4 razy kumple, których nie znacie. Nie za często jak na 300 dni, co nie? :-)) A gotuję uczciwie i codziennie :-)
Wszyscy wyszli z domu.
Zostałam tylko ja, langoliery i Łazienkowy Pożeracz Skarpet.Chyba, ze jest coś jeszcze o czym nie wiem.
W takim razie ugotuję na jutro dynię.
Bo lubię ją jeść. Z mlekiem na zimno.
Nie znoszę ciepłego mleka ani budyniu.
BUdyn to kojarzy mi się z jednym wielkim mlecznym kożuchem.
Ale zimne mleko z dynia i miodem jest całkiem niezłe.
Czy ktoś z Was ma tak, że w sytuacjach kiedy jest zdenerwowany, przestraszony albo w stresie reaguje śmiechem?
https://www.youtube.com/watch?v=ppu_baAnYr4
Zostałam tylko ja, langoliery i Łazienkowy Pożeracz Skarpet.Chyba, ze jest coś jeszcze o czym nie wiem.
W takim razie ugotuję na jutro dynię.
Bo lubię ją jeść. Z mlekiem na zimno.
Nie znoszę ciepłego mleka ani budyniu.
BUdyn to kojarzy mi się z jednym wielkim mlecznym kożuchem.
Ale zimne mleko z dynia i miodem jest całkiem niezłe.
Czy ktoś z Was ma tak, że w sytuacjach kiedy jest zdenerwowany, przestraszony albo w stresie reaguje śmiechem?
https://www.youtube.com/watch?v=ppu_baAnYr4
Ja właśnie dojeżdżałam do pracy 40 km, w domu byłam bardzo późno, ale jak miałam dzień wolny lub na nockę, to gotowałam obiad zawsze.W domu czekał mąż i syn.
Do tego zajmowałam się ogrodem czyli warzywami i kwiatami
Teraz jestem na macierzyńskim, jest zimno idzie Zima, to już tylko dzieci,gotowanie sprzątanie i forum:-)) no może czasem pogaduchy z koleżanką i zakupy:-)))
Do tego zajmowałam się ogrodem czyli warzywami i kwiatami
Teraz jestem na macierzyńskim, jest zimno idzie Zima, to już tylko dzieci,gotowanie sprzątanie i forum:-)) no może czasem pogaduchy z koleżanką i zakupy:-)))
Graszka jak był mąż i syn ( a nawet dwóch synów) to też gotowałam codziennie, czasem na dwa dni :) obiad był dwudaniowy i z deserem :) ale teraz dla wybrednego 14 latka, który i tak skwituje, ze woli KFC normalnie mi sie nie chce :D gotuję bo muszę , a jak nie muszę , to jestem szczęśliwa i zachłystuję się tym szczęściem ;):))))
Niestety.
I jeszcze do tego psa utrzymać. A bydlak duzo je.
W piatek dodatkowy wydatek- piesiuniowy lekarz. Nie jest chory, ale trzeba dac mu kropelki od pchel, tabletki przeciw robakom, i niech mu pan doktor profilaktycznie w uszy zajrzy. No i płyn do mycia uszu.
Pies jest dziwny.
Kropelki od pchel i kleszczy daje sie na skóre. Nie boli, nie piecze, nie szczypie.
Teraz jest ciut łatwiej, ale kiedy był szczeniakiem 4 osoby to robiły. 3 go trzymały a jedna krople dawała.
I jeszcze do tego psa utrzymać. A bydlak duzo je.
W piatek dodatkowy wydatek- piesiuniowy lekarz. Nie jest chory, ale trzeba dac mu kropelki od pchel, tabletki przeciw robakom, i niech mu pan doktor profilaktycznie w uszy zajrzy. No i płyn do mycia uszu.
Pies jest dziwny.
Kropelki od pchel i kleszczy daje sie na skóre. Nie boli, nie piecze, nie szczypie.
Teraz jest ciut łatwiej, ale kiedy był szczeniakiem 4 osoby to robiły. 3 go trzymały a jedna krople dawała.
zima?
5.10- 7.25 spacer po lesie i po plaży. Super.
NIe byłam przygotowana na to, ze dziś tak zimno. Jedna warstwa spodni nic nie dała przy tym przejmującym lodowatym wietrze.
Łzy cieknące z oczu, w rekach nic utrzymać nie mogłam. Gdyby jeszcze leżał i padał śnieg czułabym się jak Peary. Pies mógł robić jako husky ciągnacy sanie.
Dziś rozpoczynam gościowy weekend. Trzymajcie kciuki cobym wytrzymała. Ja to chcę uciec na chwile od wszystkiego i wszystkich, planuje 155 wyjazdów, z których nic nie wychodzi, a tu okazuje się, że zwiększy mi sie ilość osób w domu.
Parafrazując:
ciszy mi trzeba na te dziwne czasy,
ciszy zdrowej, jak zródlana woda
Niech mnie kołysze w tej wielkiej podrózy
i niech prowadzi gdzie cicha gospoda".
NIe byłam przygotowana na to, ze dziś tak zimno. Jedna warstwa spodni nic nie dała przy tym przejmującym lodowatym wietrze.
Łzy cieknące z oczu, w rekach nic utrzymać nie mogłam. Gdyby jeszcze leżał i padał śnieg czułabym się jak Peary. Pies mógł robić jako husky ciągnacy sanie.
Dziś rozpoczynam gościowy weekend. Trzymajcie kciuki cobym wytrzymała. Ja to chcę uciec na chwile od wszystkiego i wszystkich, planuje 155 wyjazdów, z których nic nie wychodzi, a tu okazuje się, że zwiększy mi sie ilość osób w domu.
Parafrazując:
ciszy mi trzeba na te dziwne czasy,
ciszy zdrowej, jak zródlana woda
Niech mnie kołysze w tej wielkiej podrózy
i niech prowadzi gdzie cicha gospoda".
jak sprawić aby wszyscy byli zadowoleni
Wyobraz sobie: idziesz do teatru. Siadasz na swoim miejscu. wszystkie miejsca wokoł zajęte. W pobliżu siedzi grupa osób chorych fizycznie i psychicznie.
Rozpoczyna się spektakl i w tym samym czasie rozpoczyna sie aktywność wyzej wspomnianej grupy. Oklaski co chwila, okrzyki, dziwne dzwieki. Starasz sie usłyszeć co mówią aktorzy. Niestety wyłapujesz co któreś słowo.
Jestem zła, a po chwili myślę: co bym zrobiła, gdyby moje dziecko urodziło się niepełnosprawne. Podejrzewam, że nie chciałabym trzymać go w zamknięciu, chciałabym aby tez poznał swiat, wyszedł do opery, wyjechal? Więc moze przyszłabym z nim i do teatru.
Miałam strasznie mieszane uczucia. Jak sprawić aby kazdy mógl przyjść i zobaczyc i był zadowolony.
Rozpoczyna się spektakl i w tym samym czasie rozpoczyna sie aktywność wyzej wspomnianej grupy. Oklaski co chwila, okrzyki, dziwne dzwieki. Starasz sie usłyszeć co mówią aktorzy. Niestety wyłapujesz co któreś słowo.
Jestem zła, a po chwili myślę: co bym zrobiła, gdyby moje dziecko urodziło się niepełnosprawne. Podejrzewam, że nie chciałabym trzymać go w zamknięciu, chciałabym aby tez poznał swiat, wyszedł do opery, wyjechal? Więc moze przyszłabym z nim i do teatru.
Miałam strasznie mieszane uczucia. Jak sprawić aby kazdy mógl przyjść i zobaczyc i był zadowolony.
Ania...to trudny temat,niepełnosprawne dziecko to egzamin z rodzicielstwa,ciężki egzamin bo nawet trudno się do niego przygotować.Każda matka ma nadzieję,że urodzi zdrowe dziecko a tu nagle okazuje się,że jest inaczej.Nie jestem w takiej sytuacji ale jestem pełna szacunku i podziwu dla rodziców takich dzieci,którzy są przy nich,kochają je i wspierają na tyle na ile potrafią.Osobiście miewałam kontakty z takimi dziećmi i nie przeszkadzał mi ani ich wygląd ani zachowanie,było mi tylko tak bardzo żal że los dotknął ich tak surowo.
Też miałam kontakt. W różnych sytuacjach. I też nigdy do tej pory żadnej negatywnej myśli.
Az do teraz, kiedy chwilami kompletnie nie słyszałam co jest mówione na scenie.
Sama przestraszyłam się swoich uczuc.
To cos co kiedyś pisałam.
Nie znamy samych siebie tak do końca. Nie wiem co byśmy zrobili gdyby. w ogole to naprawdę niewiele wiemy.
Az do teraz, kiedy chwilami kompletnie nie słyszałam co jest mówione na scenie.
Sama przestraszyłam się swoich uczuc.
To cos co kiedyś pisałam.
Nie znamy samych siebie tak do końca. Nie wiem co byśmy zrobili gdyby. w ogole to naprawdę niewiele wiemy.
Bo wciąż patrzysz dookoła siebie, zamiast zajrzeć w swoje wnętrze.
To w sumie jest proste.
Zrozumieć, że jaźń (dusza) i umysł to nie jest jedno.
Tak samo jak umysł i ciało.
I te wszystkie trzy elementy muszą współgrać.
Spróbuj odłączyć umysł i zajrzeć w głąb własnej podświadomości.
Wtedy zrozumiesz, kim jesteś, i może zechcesz zadać sobie pytanie po co jesteś?
A Twoje reakcje to tylko wtłoczone w ciało emocje i ich konsekwencje uruchomione przez świadomość (umysł) poprzez odczytanie zakodowanego wzorca w podświadomości.
Jeśli chcesz zmienić swoje reakcje i odczucia musisz przeprogramować podświadomość.
I tylko tyle.
To w sumie jest proste.
Zrozumieć, że jaźń (dusza) i umysł to nie jest jedno.
Tak samo jak umysł i ciało.
I te wszystkie trzy elementy muszą współgrać.
Spróbuj odłączyć umysł i zajrzeć w głąb własnej podświadomości.
Wtedy zrozumiesz, kim jesteś, i może zechcesz zadać sobie pytanie po co jesteś?
A Twoje reakcje to tylko wtłoczone w ciało emocje i ich konsekwencje uruchomione przez świadomość (umysł) poprzez odczytanie zakodowanego wzorca w podświadomości.
Jeśli chcesz zmienić swoje reakcje i odczucia musisz przeprogramować podświadomość.
I tylko tyle.
Wydaje mi się, ale ja się na tym nie znam w ogóle, że bardziej przydałoby się zajrzec w nieświadomość. Teoretycznie tam znajduje sie wiekszość naszych uczuć i myśli i motywacji. I ta nieświadomość wywiera duży wplływ na nasze reakcje i zachowanie.
A skoro jest nieświadomością to nadal nie znamy siebie.
Z tym, ze wiesz ja się nie znam.
Natomiast to kim i po co jestem, to jakoś sobie wytłumaczyłam.
Dziś będę, cholera, aktorką, i już ćwicze jak pełnić hUmory pani domu. A może improwizacja.
A skoro jest nieświadomością to nadal nie znamy siebie.
Z tym, ze wiesz ja się nie znam.
Natomiast to kim i po co jestem, to jakoś sobie wytłumaczyłam.
Dziś będę, cholera, aktorką, i już ćwicze jak pełnić hUmory pani domu. A może improwizacja.
Ja też znam rodziców dzieci niepełnosprawnyxh i mam dla nich ogromny szacunek.
Wiem, że opieka nad głęboko upośledzonym dzieckiem jest bardzo ciężka, bo to praca 24 godziny na dobę siedem dni w tygodniu.
Tak jak napisałaś Anno, tacy niepełnosprawni umysłowo nie potrafią zachowywać się adekwatnie do sytuacji, a bywają też agresywni z byle powodu.
Moja koleżanka pielęgniarka ma głęboko upośledzoną 25 letnią córkę.
A stało się tak dlatego, bo koleżanka nie wiedziała że jest w ciąży i zakłuła się igłą od pacjenta z WZW B.
No i niestety jej córka która waży obecnie ponad 100 kg, potrafi rzucić się bez powodu na dziadków i ich okładać, czy nawet bywało, że w zazdrości zaczęła dusić swoją młodszą o 14 lat siostrę...
Mimo wszystko bardzo ją kochają....Na codzień dziewczyna przebywa w internacie, a w weekendy w domu.
Wiem, że opieka nad głęboko upośledzonym dzieckiem jest bardzo ciężka, bo to praca 24 godziny na dobę siedem dni w tygodniu.
Tak jak napisałaś Anno, tacy niepełnosprawni umysłowo nie potrafią zachowywać się adekwatnie do sytuacji, a bywają też agresywni z byle powodu.
Moja koleżanka pielęgniarka ma głęboko upośledzoną 25 letnią córkę.
A stało się tak dlatego, bo koleżanka nie wiedziała że jest w ciąży i zakłuła się igłą od pacjenta z WZW B.
No i niestety jej córka która waży obecnie ponad 100 kg, potrafi rzucić się bez powodu na dziadków i ich okładać, czy nawet bywało, że w zazdrości zaczęła dusić swoją młodszą o 14 lat siostrę...
Mimo wszystko bardzo ją kochają....Na codzień dziewczyna przebywa w internacie, a w weekendy w domu.
Umysłu nie. Nie umiem. To siedlisko emocji. Ale staram się go zmuszać do logicznego myślenia, gdy potrzebuję, i wyłączać, gdy jest mi zbędny.
Wbrew pozorom nie jest to wcale takie trudne, choć jak wszystko wymaga nieustannego treningu.
Natomiast w temacie własnych korzyści nie umiem się wypowiedzieć, to względne pojęcie. Jeśli masz na myśli korzyści materialne to niespecjalnie mnie interesują, jeśli duchowe to tak, owszem.
Nie zrozum mnie źle, jestem zdania, że nic nie przychodzi łatwo, wszystko wymaga pracy i wyrzeczeń. Pisząc "tylko tyle" nie chodziło mi o to, że pstrykniesz palcami i masz, chodziło mi o to, że nie potrzeba mieć doktoratu, poznać ze 20 obcych kultur i przez miesiąc jarać majeranek, aby dostąpić takiej możliwości. Bo rozwiązania są w nas, trzeba poszukać.
Wbrew pozorom nie jest to wcale takie trudne, choć jak wszystko wymaga nieustannego treningu.
Natomiast w temacie własnych korzyści nie umiem się wypowiedzieć, to względne pojęcie. Jeśli masz na myśli korzyści materialne to niespecjalnie mnie interesują, jeśli duchowe to tak, owszem.
Nie zrozum mnie źle, jestem zdania, że nic nie przychodzi łatwo, wszystko wymaga pracy i wyrzeczeń. Pisząc "tylko tyle" nie chodziło mi o to, że pstrykniesz palcami i masz, chodziło mi o to, że nie potrzeba mieć doktoratu, poznać ze 20 obcych kultur i przez miesiąc jarać majeranek, aby dostąpić takiej możliwości. Bo rozwiązania są w nas, trzeba poszukać.
Niulko, pisząc tamten post, nie miałam na myśli zycia z osobami niepelnosprawnymi, zajmowania sie. To dla mnie jest zrozumiałe i nie podlega zadnym moim rozmyslaniom co robić.
Chodziło mi o to jak pogodzic ogladanie sztuki w teatrze, operze, gdziekolwiek, kiedy połowy nie słyszysz, z wyzej opisanych powodów.
Miałam wyrzuty sumienia (i mam), bo byłam zła o obecność ludzi, którzy mi przeszkadzali nie ze swojej winy.
Chodziło mi o to jak pogodzic ogladanie sztuki w teatrze, operze, gdziekolwiek, kiedy połowy nie słyszysz, z wyzej opisanych powodów.
Miałam wyrzuty sumienia (i mam), bo byłam zła o obecność ludzi, którzy mi przeszkadzali nie ze swojej winy.
Manson, bez takich mi tutaj ;-) ja nie z takim zamiarem.
Próbuję Ci tylko uzmysłowić, że nie żyjesz w puszczy, o czym jesteś przekonany. I potrzebujesz dóbr świata cywilizacji, czego chyba nie jesteś świadomy ;-)
Idąc dalej... a polujesz też czy idziesz do sklepu po jedzenie? :-P heh, to już złośliwość mała, sorry, nie mogłam się powstrzymać ;-)
Próbuję Ci tylko uzmysłowić, że nie żyjesz w puszczy, o czym jesteś przekonany. I potrzebujesz dóbr świata cywilizacji, czego chyba nie jesteś świadomy ;-)
Idąc dalej... a polujesz też czy idziesz do sklepu po jedzenie? :-P heh, to już złośliwość mała, sorry, nie mogłam się powstrzymać ;-)
Proszę bardzo :-))) Pasuje mi Twoje poczucie humoru :-)))
Mieszkam w puszczy, a w zasadzie w borze w sensie dosłownym :-))) Dużo drzewa sosnowych dookoła :-)))
Nie poluję, czasem ryby kupuję u rybaka, on poluje. A ja przeważnie zżeram to, co sam wyhoduję w ogródku. Albo znajdę w lesie. Padlinę dla sfory kupuję. Kupuję cukier, mąkę, a internet mam cholernie drogi, bo z satelity. W lesie inaczej się nie da.
No i co? Bez cywilizacji mówisz nie dam rady? :-)))
O coś się chyba spieramy, ale ni hu hu nie wiem o co :-)))
Nie bardzo rozumiem, czy spodziewasz się, że żyjąc w XXI w należałoby się wyrzec dóbr cywilizacyjnych całkowicie? Czy też korzystanie z internetu i kupowanie cukru wyklucza życie bez dóbr cywilizacyjnych? Sto lat temu tez jedni polowali, a inni kupowali cukier. Jedynie z internetem wszyscy mieli pod górkę :-)))
Pokój :-)))
Mieszkam w puszczy, a w zasadzie w borze w sensie dosłownym :-))) Dużo drzewa sosnowych dookoła :-)))
Nie poluję, czasem ryby kupuję u rybaka, on poluje. A ja przeważnie zżeram to, co sam wyhoduję w ogródku. Albo znajdę w lesie. Padlinę dla sfory kupuję. Kupuję cukier, mąkę, a internet mam cholernie drogi, bo z satelity. W lesie inaczej się nie da.
No i co? Bez cywilizacji mówisz nie dam rady? :-)))
O coś się chyba spieramy, ale ni hu hu nie wiem o co :-)))
Nie bardzo rozumiem, czy spodziewasz się, że żyjąc w XXI w należałoby się wyrzec dóbr cywilizacyjnych całkowicie? Czy też korzystanie z internetu i kupowanie cukru wyklucza życie bez dóbr cywilizacyjnych? Sto lat temu tez jedni polowali, a inni kupowali cukier. Jedynie z internetem wszyscy mieli pod górkę :-)))
Pokój :-)))
Chyba mogłabyś mieć opory :-)))
U mnie pająki mieszkają na parapetach, budują przemyślne konstrukcje pomiędzy doniczkami, a ja raz na kwartał im je zbieram, jak nabudują już za wiele, ale tak ostrożnie, coby jakiegoś nie uszkodzić na ciele :-))
No i poodkurzać te truchełka, co zaczynają zalegać parapety, a są efektem pajęczych polowań.
W naturze żyć bez robali się nie da, wiecznie coś lata albo się skrada, Więc pająk sojusznik, trzeba go oszczędzać :-)))
Ja bym już chyba nie mógł mieszkać w mieście, ile razy zaglądam do Tripolis to wracam umęczony ruchem i hałasem.
U mnie pająki mieszkają na parapetach, budują przemyślne konstrukcje pomiędzy doniczkami, a ja raz na kwartał im je zbieram, jak nabudują już za wiele, ale tak ostrożnie, coby jakiegoś nie uszkodzić na ciele :-))
No i poodkurzać te truchełka, co zaczynają zalegać parapety, a są efektem pajęczych polowań.
W naturze żyć bez robali się nie da, wiecznie coś lata albo się skrada, Więc pająk sojusznik, trzeba go oszczędzać :-)))
Ja bym już chyba nie mógł mieszkać w mieście, ile razy zaglądam do Tripolis to wracam umęczony ruchem i hałasem.
książki
Ostatnio kupuje mało książek, choć czytać lubię.
Ale dziś trafiłam na coś i nie mogłam się powstrzymać.
Brałam z półki, odkładałam i znowu brałam. Książka wydana była już dawno (2012 jeden z tomów), a ja dopiero dziś ją zauważyłam.
I zastanawiałam się : King czy Darda.
Przypomniałam sobie jedyną książkę Dardy, którą czytałam. Wróciłam pamięcią do tego jakie zrobiła na mnie wrażenie. To był "Dom na wyrębach".
Żadna ambitna lektura, z listy 100 najważniejszych książek, które powinniśmy przeczytać, ale jest niesamowicie klimatyczna.
Narrator jest jednocześnie głównym bohaterem a my mimochodem stajemy się uczestnikami wszystkich wydarzeń.
Chyba można nazwać to horrorem. Swojskim ze strzygami i upiorami, podaniami ludowymi.
Czytając dla bezpieczeństwa paliłam świeczkę w oknie, aby nic mi nie weszło do pokoju.
Z czasem o tej świeczce zapomniałam.
I dziś kupiłam jego druga książkę (4 tomy)- "Czarny wygon".
Mam nadzieję, że nie rozczaruje się. Zanim zabiorę się za nia zaopatrzę się w kilka świeczek.
Mam nadzieję, że nie rozczaruje się.
Ale dziś trafiłam na coś i nie mogłam się powstrzymać.
Brałam z półki, odkładałam i znowu brałam. Książka wydana była już dawno (2012 jeden z tomów), a ja dopiero dziś ją zauważyłam.
I zastanawiałam się : King czy Darda.
Przypomniałam sobie jedyną książkę Dardy, którą czytałam. Wróciłam pamięcią do tego jakie zrobiła na mnie wrażenie. To był "Dom na wyrębach".
Żadna ambitna lektura, z listy 100 najważniejszych książek, które powinniśmy przeczytać, ale jest niesamowicie klimatyczna.
Narrator jest jednocześnie głównym bohaterem a my mimochodem stajemy się uczestnikami wszystkich wydarzeń.
Chyba można nazwać to horrorem. Swojskim ze strzygami i upiorami, podaniami ludowymi.
Czytając dla bezpieczeństwa paliłam świeczkę w oknie, aby nic mi nie weszło do pokoju.
Z czasem o tej świeczce zapomniałam.
I dziś kupiłam jego druga książkę (4 tomy)- "Czarny wygon".
Mam nadzieję, że nie rozczaruje się. Zanim zabiorę się za nia zaopatrzę się w kilka świeczek.
Mam nadzieję, że nie rozczaruje się.
Tłłe Martinez. A Ty co? Za dużo w tej Norge nawąchałeś się oprarów od spawania tej stali nierdzewnej czy kwasowej?
Jesteś w MYM! wątku.
Ankę zostaw Dziecko moje w spokoju.
Ona jest wporzo. (choć ma jazdy takich jakich nie mam ja co prawda to prawda- Anni to joke ;)
Martinez Ona jest moją kumpelą.
A to o czymś świadczy.
A Ciebie to tylko zobaczyłem raz.
Gdzieś na Stacji benzynowej, kiedy u Mansona samochodowego dachu stał mój niedopity specjal.
Ja założyłem ten wątek.
Zasada jest jedna.
Moi kumple są moim kumplami.
Przyjaciele Przyjaciółmi.
Szanujmy to.
Inaczej przestanę szczekać, a zacznę gryść.
Zapewniam, że na taki paskudny pysk jak mam trudno dobrać kaganiec.
https://www.youtube.com/watch?v=Zcf9Wu3sy3s
Jesteś w MYM! wątku.
Ankę zostaw Dziecko moje w spokoju.
Ona jest wporzo. (choć ma jazdy takich jakich nie mam ja co prawda to prawda- Anni to joke ;)
Martinez Ona jest moją kumpelą.
A to o czymś świadczy.
A Ciebie to tylko zobaczyłem raz.
Gdzieś na Stacji benzynowej, kiedy u Mansona samochodowego dachu stał mój niedopity specjal.
Ja założyłem ten wątek.
Zasada jest jedna.
Moi kumple są moim kumplami.
Przyjaciele Przyjaciółmi.
Szanujmy to.
Inaczej przestanę szczekać, a zacznę gryść.
Zapewniam, że na taki paskudny pysk jak mam trudno dobrać kaganiec.
https://www.youtube.com/watch?v=Zcf9Wu3sy3s
Brawo V, tak właśnie się stało :-)))
Nie przypominam sobie, żebyś żarł u mnie spaghetti C. Ja spaghetti robię tylko w piątki, jak nakazuje Kościół Latającego Potwora Spaghetti.
Ale i to przeważnie wiosną lub latem. Na jesieni jest tyle smacznych i świeżych rzeczy, że jadanie makaronu byłoby nietaktem.
W tym roku po raz pierwszy robiłem lasagne dyniową - jest super, jest super.
Nie przypominam sobie, żebyś żarł u mnie spaghetti C. Ja spaghetti robię tylko w piątki, jak nakazuje Kościół Latającego Potwora Spaghetti.
Ale i to przeważnie wiosną lub latem. Na jesieni jest tyle smacznych i świeżych rzeczy, że jadanie makaronu byłoby nietaktem.
W tym roku po raz pierwszy robiłem lasagne dyniową - jest super, jest super.

