Widok

Ekskomunika dla Gronkiewicz-Waltz

Ks. prof. Bortkiewicz: Ekskomunika dla Hanny Gronkiewicz-Waltz? Niech biskupi zabiorą głos!

http://www.fronda.pl/a/ks-prof-bortkiewicz-ekskomunika-dla-hanny-gronkiewicz-waltz-niech-biskupi-zabiora-glos,39326.html
popieram tę opinię 1 nie zgadzam się z tą opinią 3
O to chodzi.Do gadania to jest dużo obrońców,a jak można się wziąć do roboty i np.iść pomóc do hospicjum,albo wpłacić na opiekę to liczba maleje.Gdzie ta większość?
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
Cross, bo najwygodniej jest się wypowiadać na temat rzeczy które jeszcze/lub już nie istnieją. Walniesz w powietrze - ono nie odda.
A najśmieszniejsze w tym jest to (znam ze swojego doświadczenia), że wiele tych obrońców wiary/moralności/sumienia sami za młodu nie byli przykładnie żyjącymi ludźmi. A na starość, bliżej śmierci, strach - jak trwoga to do Boga.

Co do eutanazji. Wiele jest przypadków, że cierpienie jest tak duże, że człowiek nie może już go znieść. Ten kto nie widział nie zrozumie.
Każdemu pro-life-gnojowi polecam gorąco chociażby króciutki wolontariat w jakimś hospicjum.
http://katalog.trojmiasto.pl/zdrowie_i_medycyna/hospicja

Proszę, tutaj są adresy. Na pewno się ucieszą za każdą pomoc, którą obrońcy życia zaoferują. Padło wcześniej pytanie - jak można pomóc? Proszę bardzo, kolejna odpowiedź.
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
"Co ciekawe, ci ludzie, którzy tak zażarcie bronili prawa do "życia" tego dziecka, zupełnie nie zainteresowali się jego losem po urodzeniu."

Niestety w Polsce sytuacją nagminną jest ochrona życia dziecka od momentu poczęcia tylko do momentu urodzenia. Potem dziecko może być bite, gwałcone i maltretowane a pies z kulawą nogą się nie zainteresuje. Natomiast kiedy sprawa wychodzi na jaw stosowne instytucje prześcigają się w zapewnieniach jak to wszyscy robili wszystko co w ich mocy aby pomóc maltretowanemu dziecku ale nic nie dało się zrobić.

"Swoją drogą, gdy by ktoś z Was umierał na nieuleczalną corobę, powiedzmy na raka, to nikt z Was nie zgodził by się na uśmiercenie."

Skąd ten wniosek? Gdybyś w ogromnym cierpieniu, dzień po dniu rozkładał się od środka zżerany przez chorobę to prawdopodobnie modliłbyś się do swojego (rzekomo litościwego) Boga aby przysłał kogokolwiek, kto zechciałby skrócić Twoje cierpienia.
Nie wiedziałem, że na świecie jest tylu idiotów, dopóki nie poznałem internetu.

Stanisław Lem
popieram tę opinię 1 nie zgadzam się z tą opinią 1
Już Ci śpieszę z odpowiedzią.
Skoro wszyscy powołują się na tzw "sumienie" to znaczy, że to katolicy. Zresztą zakładam, że to pewnik, za dużo krzyży widziałem na demonstracji poparcia Chazana.
Zasada, jaką nauczał Jezus - kochaj bliźniego jak siebie samego - dotyczy WSZYSTKICH. Nie działa wybiórczo, a w szczególności nie dotyczy tych co jeszcze się nie narodzili bądź już nie żyją. Ktoś z sumieniem, będącym zaangażowanym w temat, powinien pomyśleć (trudne słowo u tych ludzi) jak wielką tragedię przeżywają rodzice, przed jakim koszmarem stoją, że zostali całkiem sami z problemem natomiast mówi się tylko i wyłącznie o bohaterze Chazanie. Jak pomóc? Chociażby SAMĄ ROZMOWĄ, która naprawdę daje dużo. Życzliwą rozmową, a nie - nie zabijaj, bo będziesz się palić w piekle ty szmato!..jakie to typowe.
Już masz odpowiedź.

Co do Chazana.... Tutaj jest normalnie combo-hypocrisy. Chazan już zza PRLu naskrobał się, nazabijał się już nienarodzonych dzieci - można by rzec - ma na sumieniu dziesiątki, jak nie więcej, istnień ludzkich. Przy czym nieźle się bogacąc.
Świętojebliwość na starość, obłuda, hipokryzja?
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
Porody też kończą się czasem źle. W przypadku pacjentki Chazana, z powodu dużej średnicy głowy dziecka, nie miałoby ono szans urodzić się drogą naturalną.
Podobne przypadki przed erą zaawansowanej medycyny kończyły się śmiercią matki i dziecka. I to w takich bólach, że najgorszemu wrogowi byś nie życzył.
Syndromem post-aborcyjnym straszą przede wszystkim media powiązane z kościołem bo jest im to na rękę. Dla tej konkretnej kobiety większym stresem jest zmuszenie jej do donoszenia ciąży, powołania (za pomocą cesarskiego cięcia) na świat kalekiego dziecka, które żyło kilka dni, a to wszystko kosztem zmniejszenia jej szans na kolejną ciążę praktycznie do zera.

Co do umierania, to nie wiem czy byłeś kiedyś blisko osoby, która na taką chorobę umierała. Ja byłam i "radość z każdego darowanego dnia" to może w Na Dobre i na Złe, ale nie w prawdziwym życiu.
Sama, jeśli na taką chorobę zachoruję, będę chciała mieć możliwość wyboru.
Cieszyć się dniem można, jeśli zachowujesz przynajmniej ograniczoną kontrolę nad fizjologicznymi funkcjami własnego ciała, oraz nie zwijasz się właśnie z bólu.
Wszak oto odczuwam poniekąd obawę,
Że zaraz zwariuję albo też niebawem.
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
A propo aborcji i zdrowia kobiety, o których wspomniałeś to aborcja czasem kończy sie bardzo źle. Zdarzają się:
krwotoki, uszkodzenia szyjki macicy, przebicia ściany macicy, uszkodzenia innych narządów, zakażenia, bezpłodność.

Natomiast jeśli chodzi o powikłania psychiczne po aborcji, to sa one nagminne.

oaborcji.pl/aborcja-grozne-powiklania-pozabiegowe/

Jeśli ja bym był kobietą, to pozwolił bym takiemu dziecku sie urodzić, a nie udawał miłosierdzia poprzez zabijanie.

Swoją drogą, gdy by ktoś z Was umierał na nieuleczalną corobę, powiedzmy na raka, to nikt z Was nie zgodził by się na uśmiercenie. Ale cieszyli byście się, z każdego kolejnego darowanego dnia. Ot i tyle w Was z tej mądrości o samarytańskim uśmiercaniu.
popieram tę opinię 1 nie zgadzam się z tą opinią 1
No sam odpowiedz, co można było więcej zrobić ?
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 1
To niesamowite jak bardzo niektórzy troszczą się o życie dziecka i tak skazanego na śmierć (przeżyło ile? 10 dni? na środkach przeciwbólowych) mając zupełnie w odwłoku zdrowie jego matki - człowieka jak najbardziej żywego i w pełni ukształtowanego, będącego w stanie w pełni docenić wachlarz zadanego jej cierpienia. I ojca, o którym chyba naprawdę niewiele osób myśli.

Co ciekawe, ci ludzie, którzy tak zażarcie bronili prawa do "życia" tego dziecka, zupełnie nie zainteresowali się jego losem po urodzeniu. Czy ono albo rodzice potrzebują pomocy? Null, zero. Tyczy się to też prof. Chazana, którego tymczasem pochłaniały ważne obowiązki spod znaku public relations.

Wywiad z rodzicami dziecka:
http://www.wprost.pl/ar/458746/Pacjentka-prof-Chazana-Pierwszy-widok-jest-trudny-do-przezycia/?pg=0

Najbardziej obiektywny dokument, który znalazłam w tej sprawie - relacja dzień po dniu:
http://natemat.pl/110011,media-manipuluja-historia-prof-chazana-sprawdzamy-fakty-kobieta-faktycznie-nie-byla-jego-pacjentka-ale-i-tak-zlamal-prawo
Wszak oto odczuwam poniekąd obawę,
Że zaraz zwariuję albo też niebawem.
popieram tę opinię 1 nie zgadzam się z tą opinią 0
"Jezu, co za hipokryzja" - dokładnie, co do słowa...
popieram tę opinię 2 nie zgadzam się z tą opinią 1
" A co mieli by pomóc księża temu dziecku, czy ruchy pro-life ?

Nie sądzę, że można było zrobić więcej niż zostało zrobione."

Na takiej samej zasadzie myślą greenpeacesowcy terroryści ze swoimi "jabłuszkami".
Potrafią się przykuć dla zasady do drzewa z powodu kilku żabek, a jak dojdzie coś do czego to żaden się nie pojawi by pomóc....bo przecież NIKT ich nie prosił. Jezu, co za hipokryzja..
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 1
"niech nie zgrywa teraz tej dobrej" - pseudo chrześcijańska miłość bliźniego...
popieram tę opinię 1 nie zgadzam się z tą opinią 3
Wydaje mi się, że zwykle jest tak, że to zainteresowany zgłasza się do fundacji. A w szpitalu Chazana to dziecko otrzymało opiekę, taką na jaką pozwala medycyna i środki. A co mieli by pomóc księża temu dziecku, czy ruchy pro-life ?

Nie sądzę, że można było zrobić więcej niż zostało zrobione. Z drugiej strony, gdy by jednak udało sie podtrzymac przy życiu, to dziecko, to nie sądzę by ta matka była szczęśliwa. Więc, niech nie zgrywa teraz tej dobrej.
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 1
Matka zmarłego dziecka:

"W tym wszystkim najbardziej cierpiało nasze dziecko. Kiedy się urodziło, to nikt z żadnych ruchów pro-life, z żadnych fundacji, nikt z popierających prof. Chazana, żaden ksiądz, dosłownie nikt nie zgłosił się, żeby chociaż zapytać, jak można pomóc, co można zrobić?"

Ale, co poniektórzy ex cathedra, perorowali na tym forum z pozycji jedynych słusznych prawd i zasad...
popieram tę opinię 1 nie zgadzam się z tą opinią 2
Funky_koval, napisałeś kilka dni temu, że z racji wykształcenia Twojej żony dostaniecie do adopcji niepełnosprawne dziecko. Kto Wam naopowiadał takie rzeczy? Znam osoby, które adoptowały dzieci. Ich sprawność czy niepełnosprawność nie miała związku z wykształceniem rodziców adopcyjnych.
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
image

https://www.youtube.com/watch?v=6iecIpgCSuY
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
@Gundek - rozumiem Twoje rozżalenie i przykro mi, że przeszedłeś przez taką szpitalną gehennę. Bez wątpienia lekarze zatracili empatię i zwykłą sympatię do drugiego człowieka - znam trochę to środowisko i faktycznie ich arogancja i poczucie wyższości nad chorym człowiekiem to patologia.

@randall - Panie przodem...
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 1
ad.1 Zawieszenie kary więzienia nie jest karą, tylko zawieszeniem kary.

Nie dostali 25 lat bo widzisz, gdy morduje się ludzi w szpitalach to jest to traktowane jako błąd w sztuce albo niedopatrzenie.

Dostali 1400 złotych kary, tyle kosztuje ludzkie życie, ćwierć ich pensji albo jeszcze mniej.

ad.2 Jesli nie wiesz co ta matka musiała przechodzić, to Ci napiszę. Musiała czuć frustracje, że nie może się odrazu pozbyć tej bezproduktywnej ciąży. Wiedziała, że dziecko raczej ma nikłe szanse na przeżycie a jeśli nawet przeżyje, to jego schorzenia nie pozwolą żyć tak jak sobie to wyobrażała. Dlatego usunięcie ciąży było optymalnym rozwiązaniem.

Matak przeżyła traumę ? Chyba bardziej zawód. Na pewno wesoło jej nie było, ale nie doszukiwał bym się jakiejś jej szczególnej empatii wobec dziecka. Bo widzisz, po czynach poznajesz człowieka, a widzisz nie można jednoczesnie kogoś kochać i chcieć go zabić.

Więc wiesz, z tą traumą matki to tak na luzie podchodź.

ad.3 A jednak stanął w obronie bezbronnego bo tak kazało mu sumienie, nikt inny tego nie zrobił. Ba, zrobił to skutecznie, dziecko urodziło się. I widzisz, o to jest tyle hałasu, lepiej jakby zdechło przed narodzianami albo zostało wyskrobane. Tak nie było by afery.

Odpowiedzialność jednak poniósł, a to że nie chciał. Wiesz, jeśli masz ponieść odpowiedzialność za czyn szlachetny, na pewno nie będziesz chciał być za to karany.

ad.4 Cieszę się, że zgadzamy się w tym punkcie.
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 1
Z moimi prawami i tymi dyrektorami jest tak:

W szpitalu MSW obok szpiatala Wojewódzkiego, poszedłem zapytać się o odpłatne leczenie kamieni nerkowych, dostałem wyczerpującą odpowiedź. Jako, że było drogo, zapytałem się o drogę by załatwić to przez NFZ. Wtedy pielęgniara zbladła, zaczeła coś ściemniać o tym, że musze korzsytsać z ich urologa, czy nefrologa, nie pamietam. Następnie powiedziała, że muszę być przyjety na oddział. A, i o szczegóły muszę się dopytać wychodząc z budynku na zewnątrz obchodzac go z drugiej strony i wchodząc na drugie piętro. Jak mówiła, tak poszedłem i zaczełem dopytywac się spotkanych lekarzy. Patrzyli oni na mnie jak na kosmitę i nikt nie wiedział o co chodzi. W końcu poradzili mi udac się do tej samej pielęgniary która mnie do nich wysłała. Odpwiedziałem im, że okej i gdy chce schodzić na dół, ci lekarze mnie wołaja i mówią, że budynki sa połączone i jestem 10 metrów od pokoju tej pielęgniary !!!!

Myślałem, wtedy, że krew mnie zaleje. Szybkim krokiem udałem się do pokoju kierownika administracji tego szpitala. Pukam i wchodzę do jego gabinetu i z marszu wylewam mu żółć na tą pielęgniarę. On urywa mi w pół zdania i mówi: "ja nie jestem od tych spraw !"
kurkica mnie juz wtedy wzieła do potęgi i pytam się go gdzie mam iść ? On wziął mnie za rękaw i zaprowadził do pokoju jaśnie panujacego dyrektora. Ale nie dane mi było mi go ujżęć bo na pierwszej linii staneły jego 2, słownie "dwie" sekretarki. Próbowały mnie zbyć jak pierwszego lepszego frajera, jakimiś górno-lotnymi teoriami jaka to rzekomo trudna sprawa dostać się na leczenie do szpitala. Spokojnym tonem odpowiedziałem, że rozumiem tą trudność, i że w takim razie udam się do oddziału NFZ, który zreszta jest nieopodal (nie wiem czy nadal) by sie dowiedzieć.

Sekretary wnet pojeły, że kitu mi nie sprzedadzą i zaraz zaczeły obdzwaniać cały szpital. Jedna i druga wykonały po jakieś 2-3 telefony i w końcu wyłożyły mi kawę na ławę. W skrócie rzecz biorąc, jest kolejka do specjalistów, kilka miesięcy musiał bym czekac na wizytę. Nastepnie kilka miesiecy musiał bym czekać w kolejce na zabieg/przyjęcie na oddział.

Siły mnie opuściły, darowałem to sobie. Zdałem sobie sprawę, że w każdym oddziale NFZ, w każdym sądzie spotkam ten sam beton biurokracji, znieczulicy, zoobojętnienia. Jestem tylko jednostką, nie wygram z całym systemem i dalsza walka, to walka z wiatrakami o prawo którego nie mam i świadczenia które nie mam dostać.

Niech ten cały system potop zaleje, bo tu nie ma czego naprawiać, ten system to gangrena.
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
skoro temat wyczerpany (???) to teraz zapasy w basenie z dysgenika
Kto pierwszy spojrzy w lustro?
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0
Nie, nie mam nic wspólnego ze Szpitalem Wojewódzki, bynajmniej. Nie oczekuję również, że podasz mi personalia personelu medycznego, który Ciebie potraktował w taki sposób.
Natomiast wydarzenia, z pewnością dla Ciebie traumatyczne, powinny były znaleźć swój finał w sądzie, nie uważasz? Albo co najmniej w formie pisemnej skargi do dyrektora szpitala, bo Twoje prawa pacjenta zostały rażąco naruszone.
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 1
do góry