Widok
Gra pozorów
Powinienem, bo taki miałem pierwotny zamiar, wrzucić to do swojego wątku pod poduchę.
Ale... Słoneczny Pies mnie ubiegła, pisząc o obserwacji halo na Podlasiu,
Nie chciałem psuć Jej estetyki, pisząc poniższe zaraz po Niej.
Z kolei.. uznałem to za rzecz wartą założenia osobnego wątku.
Dla tych, co nie znają:
Niech najpierw obejrzą to: https://www.youtube.com/watch?v=ZZAD7W3M4zc
Jeśli nic po drodze nie zaskrzeczy... to niech potem obejrzą to: https://www.youtube.com/watch?v=-OGd4gplxQM
Ta sama piosenka, inne pozory... zupełnie inny odbiór...
Kalki umysłowe, szufladkowanie...wszystko to, co nasz mózg robi, żeby uprościć sobie życie, widać jak na dłoni.
---
Tytuł wątku przypadkowy nie jest. Polecam film o tym tytule z 1992 r w reżyserii Neila Jordana, osobom, którym nic to nie mówi ;)
Edit: I mam wielką prośbę do Zetjota: nie odzywaj się w tym wątku. Plijz...
Ale... Słoneczny Pies mnie ubiegła, pisząc o obserwacji halo na Podlasiu,
Nie chciałem psuć Jej estetyki, pisząc poniższe zaraz po Niej.
Z kolei.. uznałem to za rzecz wartą założenia osobnego wątku.
Dla tych, co nie znają:
Niech najpierw obejrzą to: https://www.youtube.com/watch?v=ZZAD7W3M4zc
Jeśli nic po drodze nie zaskrzeczy... to niech potem obejrzą to: https://www.youtube.com/watch?v=-OGd4gplxQM
Ta sama piosenka, inne pozory... zupełnie inny odbiór...
Kalki umysłowe, szufladkowanie...wszystko to, co nasz mózg robi, żeby uprościć sobie życie, widać jak na dłoni.
---
Tytuł wątku przypadkowy nie jest. Polecam film o tym tytule z 1992 r w reżyserii Neila Jordana, osobom, którym nic to nie mówi ;)
Edit: I mam wielką prośbę do Zetjota: nie odzywaj się w tym wątku. Plijz...
Aha, dziękuję, choć w zasadzie nie oczekuję forów :-) Ale zainicjowałeś muzycznie temat, który nurtuje mnie od dawna. Nigdy nie byłam fanem Laibacha, ani Queen'ów, ale Innuendo wrosło we mnie na zawsze. Może dlatego, że wyrosłam razem z nim i wzbudziło wówczas (lęk przed aids, śmierć Merkurego i niesamowity obóz narciarski :-) we mnie silne emocje.
Wiem, że fenomen jest gdzieś indziej.
... a spokój nad Biebrzą ;-)
Queen'ów najbardziej lubię to:
https://www.youtube.com/watch?v=AHWLVxg8MxA
Wiem, że fenomen jest gdzieś indziej.
... a spokój nad Biebrzą ;-)
Queen'ów najbardziej lubię to:
https://www.youtube.com/watch?v=AHWLVxg8MxA
Kiedy Mercury zmarł i poszło to do mediów, akurat montowałem satelitarkę w niezwykle rozrywkowym towarzystwie.
Pierwszy komentarz, jaki usłyszałem, to.... "o! Freddie Kakałko poszedł do piachu.. no trochę szkoda". Po czym wypsikali świeżo powieszoną antenę sprayami, coby za nudno nie było ;)
@sundog:
właśnie o tym schematyzmie myślenia pisałem. Wystarczy zmienić jęzor.. a już zupełnie inny odbiór. A Laibach zmienił wszystko, co możliwe, poza tekstem (chyba, bo ja z niemieckiego to tylko hende hoch :D
Innuendo uwielbiam :)
Pierwszy komentarz, jaki usłyszałem, to.... "o! Freddie Kakałko poszedł do piachu.. no trochę szkoda". Po czym wypsikali świeżo powieszoną antenę sprayami, coby za nudno nie było ;)
@sundog:
właśnie o tym schematyzmie myślenia pisałem. Wystarczy zmienić jęzor.. a już zupełnie inny odbiór. A Laibach zmienił wszystko, co możliwe, poza tekstem (chyba, bo ja z niemieckiego to tylko hende hoch :D
Innuendo uwielbiam :)
Mnie tam czyjaś orientacja nie robi, dopóki mi się ktoś do de.. nie dobiera ;]
A już szczególnie artystów, których osobiście nie znam i nie poznam.
Za geniusza, chyba nawet przewyższającego Mercurego, uważam np. Dawida Bowie'go, który nigdy (a przynajmniej odkąd pamiętam) ze swoją biseksualnością się nie krył. Z przyjemnością też posłucham np. Bronski Beat.
Natomiast chronicznie wręcz nie znoszę George'a Michela. Bo czymś innym jest pedalstwo prywatne a czymś innym muzyczne :D
A już szczególnie artystów, których osobiście nie znam i nie poznam.
Za geniusza, chyba nawet przewyższającego Mercurego, uważam np. Dawida Bowie'go, który nigdy (a przynajmniej odkąd pamiętam) ze swoją biseksualnością się nie krył. Z przyjemnością też posłucham np. Bronski Beat.
Natomiast chronicznie wręcz nie znoszę George'a Michela. Bo czymś innym jest pedalstwo prywatne a czymś innym muzyczne :D
@Sundog:
Wrócę do Laibacha (i poniekąd do meritum wątku).
Płyta Opus Dei wyszła w 1987r. Poznałem ją niedługo później.
W każdym razie... kiedy bodaj w 88r latem poznałem pewnego Słoweńca, znałem już (pobieżnie) Laibacha.
Zgadałem się z nim właśnie na ten temat. Pamiętam jak dziś, że gadalismy jeszcze po angielsku czyli byliśmy w miarę trzeźwi :D
Kiedy zarzuciłem temat niemieckiego języka i faszystowskiej stylistyki, gościu (za diabła nie pamiętam jego imienia) zrobił okrągłe oczy i skwitował: "You're idiot! You understand nothing!"
W miarę wchłaniania wody rozmownej, przeszliśmy na polski/srpskohrvatski i komunikacja stała się o niebo łatwiejsza :D
Gościu był słoweńskim nacjonalistą a przy okazji wielkim fanem Laibacha. Objaśnił mi, lajkonikowi, że Słowenii zawsze było bliżej do Niemiec niż do reszty mutanta pod nazwą Jugosławia.
Ale do Niemiec, nie do faszyzmu.
On sam uważał, że faszyzm zniszczył wspaniały kraj, jakim były Niemcy.
Laibach, przejaskrawiając stylistykę, ośmieszał faszyzm. Robił to konsekwentnie od lat. Napotykał przy tym na opór władzy, która (podobnie jak ja wówczas) tego nie rozumiała.
Rozmawialiśmy (coraz bardziej bełkotliwie;) kilka godzin... zatem wszystko to, co się wydarzyło później w byłej Jugosławii nie było dla mnie zaskoczeniem.
Te parę godzin dało mi niesamowitą (relatywnie do reszty społeczeństwa) wiedzę o tych krajach, zbudowanych na pozorze jedności słowiańskich ludów bałkańskich.
https://www.youtube.com/watch?v=hbnvqWi_f88
Edit: dopiero teraz się dopatrzyłem, że wokal w tym nagranku robi Annie Clark. Zdeklarowana lewaczka... ale lubię Jej muzę :D
Wrócę do Laibacha (i poniekąd do meritum wątku).
Płyta Opus Dei wyszła w 1987r. Poznałem ją niedługo później.
W każdym razie... kiedy bodaj w 88r latem poznałem pewnego Słoweńca, znałem już (pobieżnie) Laibacha.
Zgadałem się z nim właśnie na ten temat. Pamiętam jak dziś, że gadalismy jeszcze po angielsku czyli byliśmy w miarę trzeźwi :D
Kiedy zarzuciłem temat niemieckiego języka i faszystowskiej stylistyki, gościu (za diabła nie pamiętam jego imienia) zrobił okrągłe oczy i skwitował: "You're idiot! You understand nothing!"
W miarę wchłaniania wody rozmownej, przeszliśmy na polski/srpskohrvatski i komunikacja stała się o niebo łatwiejsza :D
Gościu był słoweńskim nacjonalistą a przy okazji wielkim fanem Laibacha. Objaśnił mi, lajkonikowi, że Słowenii zawsze było bliżej do Niemiec niż do reszty mutanta pod nazwą Jugosławia.
Ale do Niemiec, nie do faszyzmu.
On sam uważał, że faszyzm zniszczył wspaniały kraj, jakim były Niemcy.
Laibach, przejaskrawiając stylistykę, ośmieszał faszyzm. Robił to konsekwentnie od lat. Napotykał przy tym na opór władzy, która (podobnie jak ja wówczas) tego nie rozumiała.
Rozmawialiśmy (coraz bardziej bełkotliwie;) kilka godzin... zatem wszystko to, co się wydarzyło później w byłej Jugosławii nie było dla mnie zaskoczeniem.
Te parę godzin dało mi niesamowitą (relatywnie do reszty społeczeństwa) wiedzę o tych krajach, zbudowanych na pozorze jedności słowiańskich ludów bałkańskich.
https://www.youtube.com/watch?v=hbnvqWi_f88
Edit: dopiero teraz się dopatrzyłem, że wokal w tym nagranku robi Annie Clark. Zdeklarowana lewaczka... ale lubię Jej muzę :D
Pomyliłem się.
TO nie jest Ann Clark, choć jak się dokopałem, Laibach rzeczywiście z Nią współpracował w jednym nagraniu ("Silence").
To ich "własna" klawiszówka i wokalistka czyli Mina Špiler.
Ma podobną manierę głosową i jest nieco podobna wizualnie.
Przegapiłem fakt, że jest podobna do Ann Clark jaką pamiętam sprzed 30 lat a video jest "świeże" bo z koncertu w Lublianie 16/05/2014
TO nie jest Ann Clark, choć jak się dokopałem, Laibach rzeczywiście z Nią współpracował w jednym nagraniu ("Silence").
To ich "własna" klawiszówka i wokalistka czyli Mina Špiler.
Ma podobną manierę głosową i jest nieco podobna wizualnie.
Przegapiłem fakt, że jest podobna do Ann Clark jaką pamiętam sprzed 30 lat a video jest "świeże" bo z koncertu w Lublianie 16/05/2014
" Bo czymś innym jest pedalstwo prywatne a czymś innym muzyczne"
oj racja!!! :D
ale za Bowie'm nie przepadam...tzn za jego muzyką, według mnie był bardzo odważną i wyrazistą postacią ale kiepskim muzykiem :P (lincz i biczowanie za tę opinię przyjmuję po godzinie 20 :D )
jezu chryste...one vision po niemiecku brzmi obrzydliwie :D
oj racja!!! :D
ale za Bowie'm nie przepadam...tzn za jego muzyką, według mnie był bardzo odważną i wyrazistą postacią ale kiepskim muzykiem :P (lincz i biczowanie za tę opinię przyjmuję po godzinie 20 :D )
jezu chryste...one vision po niemiecku brzmi obrzydliwie :D
> one vision po niemiecku brzmi obrzydliwie
Chyba nie do końca zdajesz sobie sprawę ze znaczenia słowa "obrzydliwie" ;>
Posłuchaj tego:
https://www.youtube.com/watch?v=g4r_KhNakeM
Ciekawe czy i kiedy zajarzysz, czego jest to cover... i wtedy poznasz, jak bardzo można zohydzić nagranko, które zna KAŻDY :D
> według mnie był bardzo odważną i wyrazistą postacią ale kiepskim muzykiem
TO zależy z jakiego etapu go znasz. Bo jeśli z czasów "Let's dance"... to faktycznie było to muzyczne guano.
Fajną muzę robił wcześniej (sporo wcześniej) jako Ziggy Sturdust i sporo później
https://www.youtube.com/watch?v=lVgk7wYeZHw
Chyba nie do końca zdajesz sobie sprawę ze znaczenia słowa "obrzydliwie" ;>
Posłuchaj tego:
https://www.youtube.com/watch?v=g4r_KhNakeM
Ciekawe czy i kiedy zajarzysz, czego jest to cover... i wtedy poznasz, jak bardzo można zohydzić nagranko, które zna KAŻDY :D
> według mnie był bardzo odważną i wyrazistą postacią ale kiepskim muzykiem
TO zależy z jakiego etapu go znasz. Bo jeśli z czasów "Let's dance"... to faktycznie było to muzyczne guano.
Fajną muzę robił wcześniej (sporo wcześniej) jako Ziggy Sturdust i sporo później
https://www.youtube.com/watch?v=lVgk7wYeZHw
Freddie miał kilka dobrych kawałków, ale wielkim fanem zespołu nie byłem. Z pewnością ich utwory oraz teledyski były bardziej artystyczne niż większość z tamtych czasów (z obecnymi nawet nie porównuję:p)
Idących pod prąd piosenkarzy jest mało, bo to specyficzna branża. Od razu kojarzą mi się Kazik śpiewający "wszyscy artyści to prostytutki" i to jak po latach pojawił się na jednym z festiwali, zagrał wspomniany utwór, choć miał zagrać inny, i gdy chcieli mu dać nagrodę, to sobie poszedł:D
Całość zaś tej specyfiki podsumowuje ten oto kawałek: https://www.youtube.com/watch?v=yO07YQTcxJ8
Choć Kazik po prostu o tym opowiada, pewnie z doświadczenia, więc pewnie nie raz musiał zrobić coś, czego nie chciał, aby sprzedać swą muzykę (i siebie).
Jedynym więc przykładem osoby, która szła pod prąd był chyba Prince, który postawił się całej branży i w efekcie przez 20 lat tworzył w podziemiu (o ile można tak nazwać własne studio i handel płytami w sieci:p).
George Michael się sprzedał robiąc wielki hit Faith, ale pewnie nikt by tego nie zauważył, gdyby nie posypał sobie głowy popiołem w innym hicie: https://www.youtube.com/watch?v=diYAc7gB-0A
I ten kawałek uwielbiam, za głos, za tekst, za dziewczyny (krótko ścięta blondynka - mniam:p).
O nim samym wiem niewiele, wiem, że była jakaś akcja z seksem w toalecie... cóż powiedzieć, kto nigdy nie zaszalał w nie swojej toalecie niech pierwszy rzuci kamieniem:p No ale taka cena sławy, mnie za takie szaleństwa (z kobietą:p) poproszono, abym już nie przychodził do tego pubu, on dostał łatkę na całe życie.
Chyba, że macie coś innego na myśli?
Ogólnie rzecz biorąc, to życie artystów mnie nie obchodzi. Zwykle wolę, by trzymali buzię na kłódkę, bo jak się odzywają, to psują efekt:p Właściwie nawet nie zwracam uwagi na to, co o nich mówią, nie czytam o tym i nie przywiązuję do tego uwagi, bo to albo kłamstwa sprzedawców ciekawostek albo gra pod publikę (zachowują się niczym kandydatki na miss "lubię podróżować, kocham zwierzęta i pragnę pokoju na świecie":d).
Dwoje artystów, których cenię za muzykę, zrobiło na mnie wrażenie swoją szczerością. Pierwszą była Ania Dąbrowska (której pierwsze płyty uwielbiałem), która wyznała, że gdy nie nagrywa i nie ma trasy koncertowej to siebie przed kompem i wydaje kasę robiąc niepotrzebne zakupy w necie:d
Drugą osobą był Smith, z The Cure, który zapytany o powód nieposiadania dzieci (a jest z kobietą od kiedy ją poznał, mając 13 lat;) ), odparł tak:
"Nigdy nie żałowałem, że nie mam dzieci. Pod tym względem jestem stały. Sprzeciwiałem się swoim narodzinom i nie mam zamiaru narzucać komukolwiek życia. Dla mnie życie jest czymś okropnym. Nie mogę mówić o bezcelowości egzystencji i jednocześnie mieć rodzinę. Tego nie da się pogodzić"
>jezu chryste...one vision po niemiecku brzmi obrzydliwie :D
Jak wszystko po niemiecku:D
Jak przesłuchałem pierwszy utwór promowany przez sadyla, to zobaczyłem "live is live" tej samej kapeli - aż mnie serce zabolało, że można tak zbezcześcić tak dobry utwór:d
Po niemiecku to nawet 99 luftballons brzmi niczym nazwa broni, a kawałek po angielsku jest rewelacyjny;)
PS: Bowie - kojarzę z nazwiska, ale nie z żadnego kawałka, który znajdował się w mojej czołówce.
A Sadyl, to ukryta opcja niemiecka!:p
PS2: Sadyl, wybacz że popsułem zagadkę, ale Twojego postu nie było gdy zaczynałem pisać;)
Idących pod prąd piosenkarzy jest mało, bo to specyficzna branża. Od razu kojarzą mi się Kazik śpiewający "wszyscy artyści to prostytutki" i to jak po latach pojawił się na jednym z festiwali, zagrał wspomniany utwór, choć miał zagrać inny, i gdy chcieli mu dać nagrodę, to sobie poszedł:D
Całość zaś tej specyfiki podsumowuje ten oto kawałek: https://www.youtube.com/watch?v=yO07YQTcxJ8
Choć Kazik po prostu o tym opowiada, pewnie z doświadczenia, więc pewnie nie raz musiał zrobić coś, czego nie chciał, aby sprzedać swą muzykę (i siebie).
Jedynym więc przykładem osoby, która szła pod prąd był chyba Prince, który postawił się całej branży i w efekcie przez 20 lat tworzył w podziemiu (o ile można tak nazwać własne studio i handel płytami w sieci:p).
George Michael się sprzedał robiąc wielki hit Faith, ale pewnie nikt by tego nie zauważył, gdyby nie posypał sobie głowy popiołem w innym hicie: https://www.youtube.com/watch?v=diYAc7gB-0A
I ten kawałek uwielbiam, za głos, za tekst, za dziewczyny (krótko ścięta blondynka - mniam:p).
O nim samym wiem niewiele, wiem, że była jakaś akcja z seksem w toalecie... cóż powiedzieć, kto nigdy nie zaszalał w nie swojej toalecie niech pierwszy rzuci kamieniem:p No ale taka cena sławy, mnie za takie szaleństwa (z kobietą:p) poproszono, abym już nie przychodził do tego pubu, on dostał łatkę na całe życie.
Chyba, że macie coś innego na myśli?
Ogólnie rzecz biorąc, to życie artystów mnie nie obchodzi. Zwykle wolę, by trzymali buzię na kłódkę, bo jak się odzywają, to psują efekt:p Właściwie nawet nie zwracam uwagi na to, co o nich mówią, nie czytam o tym i nie przywiązuję do tego uwagi, bo to albo kłamstwa sprzedawców ciekawostek albo gra pod publikę (zachowują się niczym kandydatki na miss "lubię podróżować, kocham zwierzęta i pragnę pokoju na świecie":d).
Dwoje artystów, których cenię za muzykę, zrobiło na mnie wrażenie swoją szczerością. Pierwszą była Ania Dąbrowska (której pierwsze płyty uwielbiałem), która wyznała, że gdy nie nagrywa i nie ma trasy koncertowej to siebie przed kompem i wydaje kasę robiąc niepotrzebne zakupy w necie:d
Drugą osobą był Smith, z The Cure, który zapytany o powód nieposiadania dzieci (a jest z kobietą od kiedy ją poznał, mając 13 lat;) ), odparł tak:
"Nigdy nie żałowałem, że nie mam dzieci. Pod tym względem jestem stały. Sprzeciwiałem się swoim narodzinom i nie mam zamiaru narzucać komukolwiek życia. Dla mnie życie jest czymś okropnym. Nie mogę mówić o bezcelowości egzystencji i jednocześnie mieć rodzinę. Tego nie da się pogodzić"
>jezu chryste...one vision po niemiecku brzmi obrzydliwie :D
Jak wszystko po niemiecku:D
Jak przesłuchałem pierwszy utwór promowany przez sadyla, to zobaczyłem "live is live" tej samej kapeli - aż mnie serce zabolało, że można tak zbezcześcić tak dobry utwór:d
Po niemiecku to nawet 99 luftballons brzmi niczym nazwa broni, a kawałek po angielsku jest rewelacyjny;)
PS: Bowie - kojarzę z nazwiska, ale nie z żadnego kawałka, który znajdował się w mojej czołówce.
A Sadyl, to ukryta opcja niemiecka!:p
PS2: Sadyl, wybacz że popsułem zagadkę, ale Twojego postu nie było gdy zaczynałem pisać;)
"Zrozumiał, że nie tylko był jej bliski, ale nie wiedział gdzie on się kończy, a ona zaczyna"
>Laibach, przejaskrawiając stylistykę, ośmieszał faszyzm. Robił to konsekwentnie od lat. Napotykał przy tym na opór władzy, która (podobnie jak ja wówczas) tego nie rozumiała.
Ostatnio dane mi było obejrzeć taką komedię: Er ist wieder da ("On wrócił" - po naszemu). O tym, jak w 2014 w Berlinie pojawia się Hitler (przeniósł się w czasie, a jakże, jak terminator mógł, to on też:p). Film zaczyna się od komedii, ale finał to dramat. Ludzie odbierają Hitlera jako komika, a on rozmawia, dostrzega ich problemy i wskazuje rozwiązania. Śmieją się, ale w ich umysłach rodzi się pogląd, że "coś w tym jest". I Hitler stwierdza, że on jest w każdym człowieku.
Ośmiesza faszyzm mówisz? Ale czy tym samym go nie promuje, że sprawia, że staje się on fascynujący?
Większość neonazistów też nie widzi wychudzonych trupów wyrzucanych z komór gazowych, a wielkiego przywódce, wzniosłe przemówienia, radość tłumów, zjednoczenie, solidarność, siłę... i fajne mundury członków SS;)
Rozumiem więc opór władzy, bo ja mogę chodzić ze swastyką na plecach i będzie to dla mnie wyłącznie symbol szczęścia, inni zaś przez symbol mogą kierować się ku ideologii, tak jak przez muzykę ludzie wielbią muzyka (a dzięki artystom wypromowano otwartość na homoseksualizm).
Ostatnio dane mi było obejrzeć taką komedię: Er ist wieder da ("On wrócił" - po naszemu). O tym, jak w 2014 w Berlinie pojawia się Hitler (przeniósł się w czasie, a jakże, jak terminator mógł, to on też:p). Film zaczyna się od komedii, ale finał to dramat. Ludzie odbierają Hitlera jako komika, a on rozmawia, dostrzega ich problemy i wskazuje rozwiązania. Śmieją się, ale w ich umysłach rodzi się pogląd, że "coś w tym jest". I Hitler stwierdza, że on jest w każdym człowieku.
Ośmiesza faszyzm mówisz? Ale czy tym samym go nie promuje, że sprawia, że staje się on fascynujący?
Większość neonazistów też nie widzi wychudzonych trupów wyrzucanych z komór gazowych, a wielkiego przywódce, wzniosłe przemówienia, radość tłumów, zjednoczenie, solidarność, siłę... i fajne mundury członków SS;)
Rozumiem więc opór władzy, bo ja mogę chodzić ze swastyką na plecach i będzie to dla mnie wyłącznie symbol szczęścia, inni zaś przez symbol mogą kierować się ku ideologii, tak jak przez muzykę ludzie wielbią muzyka (a dzięki artystom wypromowano otwartość na homoseksualizm).
"Zrozumiał, że nie tylko był jej bliski, ale nie wiedział gdzie on się kończy, a ona zaczyna"
> Jedynym więc przykładem osoby, która szła pod prąd był chyba Prince,
Nie znam Go od tej strony, ale Jego muzykę bardzo cenię, choć nie zawsze lubię.
Robert Smiths też jest dla mnie osobą kultową... choć nigdy nawet przez myśl mi nie przeszło sprawdzać, czy i ile ma dzieci i z kim jest/był w związkach.
Kiedyś już o tym pisałem... ale przypomnę. W czasach rządów Jarkacza może się to przydać ;]
Warszawa, las na Żoliborzu. Pierwszy raz wówczas zobaczyłem świetliki i usłyszałem to:
https://www.youtube.com/watch?v=AzelrQYi_uE
> Sadyl, to ukryta opcja niemiecka!
Ja vohl!
Nie znam Go od tej strony, ale Jego muzykę bardzo cenię, choć nie zawsze lubię.
Robert Smiths też jest dla mnie osobą kultową... choć nigdy nawet przez myśl mi nie przeszło sprawdzać, czy i ile ma dzieci i z kim jest/był w związkach.
Kiedyś już o tym pisałem... ale przypomnę. W czasach rządów Jarkacza może się to przydać ;]
Warszawa, las na Żoliborzu. Pierwszy raz wówczas zobaczyłem świetliki i usłyszałem to:
https://www.youtube.com/watch?v=AzelrQYi_uE
> Sadyl, to ukryta opcja niemiecka!
Ja vohl!
1. Vangelis Papathanasiou - od ponad 15 lat czasem coś pyknie dla kasy, bo żyć trzeba, a wszystko co tworzy chowa w szufladzie mając w głębokim poważaniu milionowe zakusy branży (już kiedyś mówiłem, że chciałbym na miesiąc zamieszkać w jego studiu muzycznym).
2. R+ - nie mogliby tworzyć w innym języku niż niemiecki
2. R+ - nie mogliby tworzyć w innym języku niż niemiecki
Do The Cure wracam co kilka lat, przesłuchuję wszystko i zawsze znajduję kilka nowych kawałków, które do mnie trafiają.
Pierwsze, które pamiętam, to te, które leciały w mtv. Ukochane "Close to me" (ten mix), czy świetny utwór z najbardziej przerażającym teledyskiem: http://www.youtube.com/watch?v=ijxk-fgcg7c
Lovesong - też genialny:)
Niedawno zaś trafiły do ulubionych:
http://www.youtube.com/watch?v=3sKWrpaEw0k Cut here
czy The Cure w wersji pozytywnej i kolorowej (a co, też potrafią!:d) http://www.youtube.com/watch?v=D472qpftXXU
Co do reszty: Prince postawił się bodajże Sony Music, a oni powiedzieli, że albo robi muzykę, jakiej oni chcą, albo nie zrobi żadnej (nic nie wyda, żadna stacja go nie puści), więc odszedł i robił swoje.
Na wywiad z Robertem zaś trafiłem przypadkiem, bo on był znany ze stwierdzenia, że muzyk jest od muzyki, nie od wywiadów - a że nie był typem celebryty, to i o jego prywatnym życiu raczej się nie słyszało.
Albo ja się nie interesowałem:D
Pierwsze, które pamiętam, to te, które leciały w mtv. Ukochane "Close to me" (ten mix), czy świetny utwór z najbardziej przerażającym teledyskiem: http://www.youtube.com/watch?v=ijxk-fgcg7c
Lovesong - też genialny:)
Niedawno zaś trafiły do ulubionych:
http://www.youtube.com/watch?v=3sKWrpaEw0k Cut here
czy The Cure w wersji pozytywnej i kolorowej (a co, też potrafią!:d) http://www.youtube.com/watch?v=D472qpftXXU
Co do reszty: Prince postawił się bodajże Sony Music, a oni powiedzieli, że albo robi muzykę, jakiej oni chcą, albo nie zrobi żadnej (nic nie wyda, żadna stacja go nie puści), więc odszedł i robił swoje.
Na wywiad z Robertem zaś trafiłem przypadkiem, bo on był znany ze stwierdzenia, że muzyk jest od muzyki, nie od wywiadów - a że nie był typem celebryty, to i o jego prywatnym życiu raczej się nie słyszało.
Albo ja się nie interesowałem:D
"Zrozumiał, że nie tylko był jej bliski, ale nie wiedział gdzie on się kończy, a ona zaczyna"
> fajne mundury członków SS
Robione przez Hugo Boss.
Zapomniana historia.. a raczej kopnięta pod dywan.
Podobnie jak ubezpieczanie "obozu pracy" Auschwitz przez Allianz czy wchłonięcie IG Farben, produkującego "Zyclon B" przez koncern Bayer.
Dużo by się dało znaleźć.
Ja Ci Anty powiem jedno.
Wyczuwam ludzi dosyć dobrze.
I jeśli mi słoweński nacjonalista mówi w twarz, że Laibach jest antyfaszystowski, to mu wierzę.
Nie dlatego, że jestem naiwny. Ale dlatego, że nie ma on najmniejszego powodu, aby kłamać.
Robione przez Hugo Boss.
Zapomniana historia.. a raczej kopnięta pod dywan.
Podobnie jak ubezpieczanie "obozu pracy" Auschwitz przez Allianz czy wchłonięcie IG Farben, produkującego "Zyclon B" przez koncern Bayer.
Dużo by się dało znaleźć.
Ja Ci Anty powiem jedno.
Wyczuwam ludzi dosyć dobrze.
I jeśli mi słoweński nacjonalista mówi w twarz, że Laibach jest antyfaszystowski, to mu wierzę.
Nie dlatego, że jestem naiwny. Ale dlatego, że nie ma on najmniejszego powodu, aby kłamać.
Też bym nie zarzucił mu kłamstwa, ale to co czuje słoweński nacjonalista względem muzyki, która mu się podoba, nie musi być tym, co z tej muzyki wyciąga niemiecki nacjonalista;)
Wiesz jak to jest z muzyką, każdy widzi, to co czuje, a nie to co jest. Dobry przykład mamy u siebie "windą do nieba" gra się na każdym weselu, a to piosenka o zamążpójściu bez miłości, z przymusu. Współczuję mężczyznom, którzy muszą ją słyszeć na własnym ślubie:D
Wiesz jak to jest z muzyką, każdy widzi, to co czuje, a nie to co jest. Dobry przykład mamy u siebie "windą do nieba" gra się na każdym weselu, a to piosenka o zamążpójściu bez miłości, z przymusu. Współczuję mężczyznom, którzy muszą ją słyszeć na własnym ślubie:D
"Zrozumiał, że nie tylko był jej bliski, ale nie wiedział gdzie on się kończy, a ona zaczyna"